Post Top Ad

13:02

'Opowieści spod czereśni' - książka o beztroskim dzieciństwie.

Napisała , w
"Opowieści spod czereśni" Agnieszki Stelmaszyk to książeczka, która jest esencją beztroskiego dzieciństwa. Perypetie małego chłopca i jego kota Czarnesa przypominają mi moje wiejskie dzieciństwo: bieganie po łące i lesie, szukanie skarbów, zrywanie owoców w sadzie. Nie znajdziecie w niej jakichś niesamowitych przygód, ale cudowną atmosferę radości z odkrywania świata i beztroski! Idealna książka na dobranoc!


Beztroska to moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu "Opowieści spod czereśni". Mały chłopiec poznaje świat z kotem Czarnesem u boku.Tak właściwie nie wiadomo kto kim się opiekuje. Razem przemierzają łąkę i las w poszukiwaniu skarbów (a w dzieciństwie przecież skarbem może stać się niemal wszystko). W czasie tych wędrówek malec zadaje kotu setki pytań, a kot z iście kocią mądrością na nie odpowiada, ucząc chłopca np. czym są dmuchawce ("przeterminowane mlecze"). Kot mówi ludzkim głosem i prowadzi z Jankiem tak zabawne jak i kształcące rozmowy o tym, co ich otacza.

Nastrój beztroski podkreślają bajecznie kolorowe ilustracje Oli Szpunar. Pobudzają one wyobraźnię i ciekawość małego czytelnika.

Książeczka ma twardą oprawę i liczy 64 strony. Czytaliśmy po jednym - dwa rozdziały przed snem i dzieciaki za każdym razem wołały o jeszcze. Ta książka to dowód na to, że nie potrzeba fantastycznych przygód i wymyślnych bohaterów, by zainteresować małego czytelnika. "Opowieści spod czereśni" zapewnią każdemu malcowi kolorowe i beztroskie sny!






Wydawnictwo Zielona SowaData wydania: 2016 
Format: 195x240 
Oprawa: Twarda 
Liczba stron: 64 
Wiek czytelnika: 4-5 lat 

Książka do nabycia na stronie Wydawnictwa Zielona Sowa: www.zielonasowa.pl




20:25

Gdzie jest Dory? W książkach Egmontu!

Napisała , w
Dzięki bajce "Gdzie jest Nemo?" z 2003 roku błazenki stały się najpopularniejszymi rybkami na świecie! Ta animacja produkcji Disney Pixar zawładnęła sercami dzieci i dorosłych (swoją drogą dostała też Oskara). W tym roku doczekaliśmy się kontynuacji tej świetnej bajki, jednak tym razem "główną rolę" gra  Dory - niebieska rybka cierpiąca na zanik pamięci krótkotrwałej, która w części pierwszej bohatersko pomagała błazenkowi Marlinowi. Z okazji premiery bajki Wydawnictwo Egmont wydało trzy książki, które do niej nawiązują. Bajki jeszcze nie widzieliśmy, ale książki bardzo nam się spodobały!


Fabuła bajki "Gdzie jest Dory?" oparta jest na poszukiwaniach rodziców, których rybka zgubiła poprzez swoją przypadłość - zanik pamięci krótkotrwałej. Mgliste wspomnienia i przeczucia prowadzą do kalifornijskiego oceanarium, gdzie wraz z Marlinem i Nemo udaje się Dory. Czeka ich podróż pełna przygód i niełatwa walka o odzyskanie najbliższych Dory osób. Na szczęście spotkają na swojej drodze przyjaciół, którzy im pomogą! Czy Dory odnajdzie rodziców? Dowiecie się tego z bajki i z książek!

Wydawnictwo Egmont proponuje trzy książki nawiązujące do bajki "Gdzie jest Dory?". Dla każdego coś miłego, czyli jest w czym wybierać :). My mamy wszystkie i mimo, że historia w każdej z nich taka sama, to jednak różnią się między sobą. Moje dzieci nie mają zamiaru oddać żadnej z nich :).

"Gdzie jest Dory? Złota księga" to najbogatsze wydanie. Znajdziecie w nim szczegółowo opisaną historię niebieskiej rybki i jej poszukiwań rodziców oraz piękne, barwne ilustracje rodem z bajki. Książka jest pięknie wydana i liczy aż 96 stron.

DISNEY
Przekład: Adrianna Zabrzewska
Oprawa: twarda
Objętość: 96 stron
Format: 205×285
Cena: 34,99 zł
Grupa docelowa: dzieci 3-7 lat
Premiera: 8 czerwca 2016

"Gdzie jest Dory? Kocham ten film!"to skrócona wersja historii Dory i jej poszukiwań rodziców. Ilustracje powtarzają się względem "Złotej księgi", ale jest ich mniej, gdyż cała książka liczy 64 strony. Wersja idealna dla młodszych dzieci, które wolą krótsze czytanie.

DISNEY
Przekład: Adrianna Zabrzewska
Oprawa: twarda
Objętość: 64 strony
Format: 205×285
Cena: 24,99 zł
Grupa docelowa: dzieci 3-7 lat
Premiera: 8 czerwca 2016 r.

"Gdzie jest Dory? Wielki zeszyt filmowy" wyróżnia się zeszytową formą, stronami przeznaczonymi do samodzielnego pokolorowania i zawartością kilkudziesięciu świetnych naklejek. Coś dla małych artystów! Spodobał się szczególnie Julce, która uwielbia kolorować i naklejać. Poza tymi "atrakcjami" w zeszycie również znajdziecie skróconą wersję historii filmowej.

DISNEY
Przekład: Małgorzata Fabianowska
Oprawa: miękka
Objętość: 48 stron
Format: 240×330
Cena: 16,99 zł
Grupa docelowa: dzieci 3-7 lat
Premiera: 8 czerwca 2016 r.

Z pewnością każdy wybierze coś dla siebie spośród tych propozycji! Zobaczcie sami:








Więcej o książkach na stronie wydawnictwa: www.egmont.pl.
20:01

Rodzic też człowiek i ma prawo do błędów!

Napisała , w
Mówi się, że człowiek uczy się na błędach. I ta nauka, choć bywa bolesna, jest rzeczywiście najbardziej skuteczna. Jednak w momencie, gdy zostajemy rodzicami, odbieramy sobie prawo do ich popełniania. Bo współczesny rodzic musi być  I-DE-AL-NY czyt. taki, jak mówią internety, psychologowie i poradniki! Wszędzie przeczytasz i usłyszysz, czego NIE WOLNO ci robić, by nie unieszczęśliwić dziecka, by było mądre, zdrowe i radosne. A najlepiej tak I-DE-AL-NE jak ty! 



Wychowanie małego człowieka to ogromna odpowiedzialność. Zanim zostałam mamą, nie było w moim życiu innej rzeczy, którą tak bardzo, tak niewyobrażalnie bardzo chciałabym zrobić NAPRAWDĘ DOBRZE! I w żadnej sferze tak bardzo nie bałam się popełniania błędów... Znasz to uczucie?

Zaczyna się od odparzonej pupy, która na pewno jest wynikiem stosowania niewłaściwego kremu (twój błąd!) lub pieluszek (twój błąd!) lub zbyt grubych śpioszków (też twój błąd!), a potem lista błędów, które możesz popełnić tylko rośnie... 
Za wcześnie wprowadzone jabłuszko (to nic, że zmienili znowu schemat żywienia niemowląt - i tak twój błąd!), za późne zaznajomienie z nocnikiem (o tym, że to twój błąd przypomina ci szczególnie koleżanka, która odpieluchowała dziecko w dniu 1. urodzin i to w 3 dni...), kaszel albo katar (na pewno przez to, że nie założyłaś mu czapeczki, czyli twój błąd!) i jeszcze 
A jeszcze gorsze są błędy z gatunku: "na pewno zrujnuje mu to życie". Te doprowadzają cię do takich wyrzutów sumienia, że jesteś bliski załamania nerwowego.  Przykłady? Podniesienie głosu,  powiedzenie w złości któregoś z tych wszystkich słów, o których na blogach piszą "nigdy nie mów tego swojemu dziecku", odmowa wspólnej zabawy, bo zmęczenie bierze górę, mały szantaż, kiedy inne metody nie skutkują, przekleństwo, które wyrwało się przy dziecku... Potem przychodzi refleksja: zrobiłem/zrobiłam źle! I bywa, że toniesz w wyrzutach sumienia...
Jeszcze gorzej wygląda kwestia rzeczy w rodzicielstwie fundamentalnych: za szybki (za późny?) powrót do pracy, spanie (nie spanie?) z dzieckiem, nie karmienie piersią (albo karmienie za długo?), kwestia kar i nagród (albo ich brak?). Gubisz się w gąszczu zupełnie różnych opinii i porad. Boisz się, że postępujesz źle. Może przez to twoje dziecko nie będzie szczęśliwe? Może wyrośnie na sfrustrowanego człowieka? Może zabraknie mu poczucia własnej wartości albo wrażliwości? Może przez to, przez ten jedne błąd SPIEPRZYSZ wszystko?!

Masz wrażenie, że wszyscy dookoła odbierają ci prawo do popełniania błędów w rodzicielstwie i sam zaczynasz je sobie odbierać. Ja tak robiłam. Czułam ciągłe napięcie, lęk i miałam milion wątpliwości. A wyrzuty sumienia zdawały się zżerać mnie od środka. Miałam wrażenie, jakby każdy mój  najmniejszy błąd , miał zniszczyć dzieciństwo moich dzieci... Trwało to pewien czas aż uświadomiłam sobie, że tak daleko nie zajadę... Jedynie odbiorę sobie całą radość z bycia rodzicem, a moją frustrację i rozchwianie przerzucę na dzieci. Stwierdziłam, że muszę coś zmienić. Przede wszystkim przestać się spinać i iść za głosem serca, a także nie rozpamiętywać błędów w nieskończoność, tylko wyciągnąć z nich naukę!

Nikt nie rodzi się rodzicem ani szkoły żadnej w tym kierunku nie ma. Uczysz się więc tego "na żywym organizmie" i nic z tym nie zrobisz! Możesz czytać poradniki i oglądać mądre programy, o ile masz do nich zdrowe podejście i nie zdominują twojej rodzicielskiej tożsamości. Jednak powiedzmy sobie szczerze: BŁĘDÓW NIE UNIKNIESZ! Dopóki nie przyjmiesz ich jako coś naturalnego na twojej rodzicielskiej drodze i nie przestaniesz się spinać, nie poczujesz się dobrze w swojej roli!

Mogę ci powiedzieć, że im bardziej będziesz się spinać, tym więcej tych błędów będziesz popełniać. Wbrew pozorom właśnie wtedy, gdy przestajesz nieustannie myśleć o tym, żeby było idealnie i analizować co robisz dobrze a co źle, zaczyna być z twoim rodzicielstwem znacznie LEPIEJ. Dajesz dojść do głosu instynktowi i sercu i to okazuje się o wiele lepsze niż ciągła spina i dążenie do ideału.  A jeśli czujesz, że coś poszło nie tak, że mogłeś postąpić inaczej, po prostu wyciągnij z tego naukę na przyszłość. Postaraj się drugi raz nie powtórzyć tego samego błędu i idź dalej - z uśmiechem i ze swoim dzieckiem za rękę! Twoje rodzicielskie doświadczenie tylko tak może stawać się coraz bogatsze, a ty możesz uczyć się, jak być coraz lepszym rodzicem - nie tylko czytając książki, słuchając opinii psychologów, czy obserwując innych rodziców, ale też - jak w każdej sferze życia na własnych błędach.
 Na szczęście większość z nich, z tych spotykających każdego z nas, rodziców na co dzień ( i tylko o takich tu mówimy, broń Boże o sytuacjach długotrwałych i że tak powiem ciężkiego kalibru - to nie są już błędy!) tak naprawdę w porę zauważona, daje się szybciutko naprawić, a my mamy dużo czasu, by w dalszym wychowaniu dawać pociechom wszystko, co najlepsze!
13:04

Twój facet pracuje za granicą? Wiem, co czujesz!

Napisała , w
Jeszcze kilka miesięcy temu czułam to samo co ty. Byłam słomianą wdową. Prawie dwa lata żyliśmy z G. na odległość. On pracował prawie 900 km od domu i przyjeżdżał do domu co drugi weekend. Ja tutaj z dziećmi w domu 24  godziny na dobę. Wczoraj było 5 miesięcy jak znowu jesteśmy razem, a ja dokładnie pamiętam, co czułam przez te dwa długie lata, kiedy byliśmy osobno...


Podejmujecie wspólną decyzję o wyjeździe. Powody są różne, ale wiem dobrze, że naprawdę rzadko słuszne jest mówienie, że myśli się tylko o pieniądzach... Myśli się o lepszej przyszłości, o budowie domu, o wyjściu z długów. Chce się spróbować spełnić marzenia. A czasem po prostu na ten moment nie widzicie innej możliwości. I on wyjeżdża. Myślisz sobie: dam radę. I dajesz, ale to, co czujesz nie jest łatwe... 


TĘSKNOTA
Właściwie dopiero przez te dwa lata poznałam to uczucie. My się nigdy wcześniej nie rozstawaliśmy na dłużej niż 2-3 dni. Jedni mówią, że najgorszy jest początek, a z czasem po prostu się przyzwyczajasz. Dla mnie im dłużej, tym było gorzej. Krótko po wyjeździe G. miałam w sobie  pokłady uporu i pozytywnej energii. Chciałam udowodnić sobie i światu, że dam radę. Za wszelką cenę. Jednak te pokłady się wyczerpywały i każde dwa tygodnie czekania przychodziły mi z większą trudnością... Tęskniłam coraz bardziej. Godzinami gadaliśmy przez telefon, a kiedy jakiegoś dnia nie zadzwonił, chodziłam jak struta. Ryczałam przy naszych piosenkach i spałam w jego koszulce. Jak nastolatka. Takie rzeczy robi z człowiekiem tęsknota... A przecież są jeszcze dzieci. I one też tęsknią. A ty będąc z nimi musisz im pomóc tę tęsknotę uśmierzyć.

SAMOTNOŚĆ
Powiesz: przecież dookoła jest tylu innych ludzi. Jasne, ale to nie ON. Przychodzi wieczór i nie masz do kogo się odezwać. Przychodzą problemy i musisz je rozwiązać sama. Przychodzą gorsze dni i musisz sobie z nimi poradzić. I chociaż jest rodzina, są telefony i skype, to tak naprawdę jesteś w tym wszystkim sama. Sama rano wstajesz i musisz stawić czoła temu, co przyniesie dzień. Sama zasypiasz. Sama jesteś ze swoimi myślami i wątpliwościami: czy to ma sens? I wtedy pojawia się ona...

...BEZSILNOŚĆ
Bo z jednej strony marzysz o tym, żeby wrócił, ale z drugiej wiesz, że to będzie oznaczało w jakimś sensie zaczynanie od zera. I bijesz się z tymi myślami. A często okazuje się, że możliwości, jakie daje wyjazd mocno się różnią od tych, o których myśleliście... Masz milion WĄTPLIWOŚCI. Wspierać go w tym życiu z dala od siebie czy powiedzieć, żeby wracał? Co będzie lepsze?... Ja ci nie odpowiem na to pytanie. Bo każdy musi zrobić to sam...

ZMĘCZENIE
Być może masz kogoś, kto zaopiekuje się dziećmi na chwilę, żebyś ty mogła odpocząć i nabrać sił. A może nie masz nawet takiego kogoś, kto pomoże ci, kiedy musisz załatwić ważne sprawy w urzędzie i dzieci zabierasz z sobą dosłownie wszędzie. To nie tyle zmęczenie fizyczne, choć i ono daje się we znaki, szczególnie, kiedy mieszkasz na wsi, bez prawa jazdy, bez ciepłych grzejników po przebudzeniu i sklepu pod nosem. Najgorsze jest zmęczenie psychiczne. Bo płakać możesz tylko nocą i to w poduszkę, a nie w ukochane ramię... To może przerosnąć...

STRACH
Boisz się przed wyjazdem (jak to będzie?), boisz się w trakcie (czy nasz związek to przetrwa? jak to sie odbije na dzieciach?) i boisz się gdy ma wrócić (czy damy radę zacząć od nowa?). 


ŁATWO OCENIAĆ...
Łatwo powiedzieć, że żona faceta, który pojechał pracować za granicę to wygodnicka materialistka. Niejednokrotnie spotykałam się ze stwierdzeniem, że ja nie poszłam do pracy z lenistwa i wysłałam za granicę męża. Gdyby powrót do pracy matki małych dzieci był tak prosty, jak twierdzą niektórzy, wszystkie byśmy pracowały... Tymczasem sytuacja matek na rynku praca jaka jest każdy widzi. I szuka się różnych rozwiązań. Nie oceniaj, bo nie wiesz, co tobie przyniesie życie. Może dziś czujesz, że świat jest twój i wydaje ci się, że można wszystko, jeśli się chce, ale to naiwne myślenie... 

TRZEBA WIEDZIEĆ, KIEDY POWIEDZIEĆ STOP.
Są związki, które na odległość trwają latami. Są mężowie i ojcowie, którzy z dala od domu pracują nie rok czy dwa, ale osiem, dziesięć lat. Nie neguję tego, bo każda sytuacja jest inna. Jednak trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć stop. Życie się toczy i nikt nie odda ci żadnej chwili. Nikt też nie zadecyduje za ciebie, za was. Jeśli nie planujecie takiej sytuacji na stałe, to nie unikniecie decyzji o powrocie. I tak naprawdę odpowiedniej chwili może nie być nigdy albo może być zawsze...

NIE ŻAŁUJ!
Nie żałuję, że G. nie było tyle czasu. Ta rozłąka wiele nam dała. I to niekoniecznie w sensie materialnym. Przez ten czas, kiedy byliśmy osobno, często spotykałam się ze stwierdzeniami, że taki związek nie ma szans na przetrwanie, że odległość wszystko psuje. Jesteśmy żywym dowodem na to, że tak nie musi być.Nie ma reguły. Może być różnie tak samo jak różne są sytuacje, ludzie i ich uczucia. Nie powiem ci, jak będzie z wami. Mogę tylko z całą pewnością stwierdzić, że nas ta rozłąka wzmocniła. I to bardzo. 

WYCIĄGNIJ WNIOSKI
Zawsze mówiłam, że mimo dzielącej nas odległości jesteśmy ze sobą blisko. Nie bałam się zdrady, kłamstw czy tego, ze gdy G. wróci nie będę miała już dla niego miejsca w moim na nowo poukładanym świecie. I dziś, kiedy już 5 miesięcy jesteśmy znowu razem, wiem z całą pewnością, że miałam rację. Przetrwaliśmy ten czas na plus dla naszego związku. Jednak teraz, gdy mam go już z powrotem wiem, że nie chcę już tracić żadnej chwili. 

Przez te dwa lata moje życie było przede wszystkim czekaniem. Dzięki temu, że doświadczyłam tego na własnej skórze wiem, że nie chcę tak żyć. Nic tak jak ta rozłąka nie pokazało nam, jak bardzo do szczęścia potrzebujemy swojej obecności!

20:24

Nasz Album pomoże zachować wakacyjne wspomnienia!

Napisała , w

Jesteś sentymentalna? Szukasz sposobów na trwałe zachowanie najpiękniejszych chwil? Masz dosyć wywoływania i segregowania setek zdjęć? Wejdź na stronę Nasz Album i przygotuj własną fotoksiążkę, która będzie pamiątką na lata! Ja właśnie odebrałam od kuriera swoją! 


Zdjęcia ze ślubu? Z okresu ciąży? A może z podróży? Wszystkie piękne chwile zachowasz dzięki fotoksiążkom, które możesz zaprojektować i zamówić na stronie Nasz Album. 

Wystarczy zainstalować na komputerze specjalny program, który umożliwi ci przygotowanie od podstaw albumu według własnego pomysłu: od okładki, poprzez tła aż po rozmieszczenie i obróbkę fotografii. 

Masz do wyboru: kilka formatów, matowy lub błyszczący papier, białą lub czarną wyklejkę oraz opcję standard, ekonomiczną lub ekskluzywną. Możesz też dodać do swojego albumu dowolną liczbę stron. Wszystko zależy od twoich potrzeb i gustu!

Do swojego projektu możesz wracać wielokrotnie (bo zapisujesz go na dysku), poprawiać go i zmieniać. Kiedy stwierdzisz, że twój album jest już gotowy, po prostu klikasz: zamów i dopełniasz formalności związanych z zamówieniem. 

Ekipa Naszego Albumu jest błyskawiczna i solidna - mój album dosłownie po 3 dniach już był u mnie! I cieszył oko wspomnieniami z wiosny i początku lata 2016! Znalazły się w nim fotki z naszej majówki, z wyjazdu do oceanarium w Gdyni, z wycieczki do zoo w Gdańsku i jeszcze kilkanaście pełnych słońca ujęć z naszych spacerów po pięknych okolicach całkiem niedaleko domu. Uśmiechy, radość, fascynacja, beztroska, frajda, miłość - to wszystko uchwyciliśmy na zdjęciach, które wypełniły tę wyjątkową fotoksiążkę!

Teraz możemy w każdej chwili otworzyć Nasz Album i wracać do tych chwil! 
Wiem, że mamy solidną i piękną pamiątkę na długie lata!







POLECAM nasz-album.pl oraz Fotoalbum na Facebooku!


11:06

Sznurowanka Zwierzęta - prostota jest fajna!

Napisała , w
Sznurowanka  to prosta zabawka, która doskonale ćwiczy sprawność manualną i koncentrację. Przeplatanie sznureczka przez otwory jest świetnym sposobem na wyciszenie, szczególnie dla tych bardzo żywiołowych dzieci. Do Julii i Szymona trafiła niedawno sznurowanka ZWIERZĘTA marki Melissa & Doug. Zobacz, jak się sprawdziła!



Sznurowanka ZWIERZAKI marki Melissa & Doug to pięć zwierzątek wykonanych z drewna i pięć kolorowych sznureczków. Elementy - jak na markę Melissa & Doug przystało - są wykonane bardzo starannie, z dbałością o szczegóły. Wszystko w drewnianej skrzyneczce.

Zadaniem malucha jest przewlekanie sznureczków przez otworki  tworzące jednocześnie zarys każdego zwierzaka. To doskonałe ćwiczenie dla małych rączek odpowiednie już dla 3-latka.  Dzięki kolorom sznureczków i ramek dziecko uczy się je rozpoznawać i dopasowywać. Najmłodsze dzieci mogą także zdobywać przy okazji wiedzę o zwierzątkach (w zestawie jest kotek, piesek, rybka, żółwik i zajączek).

Zabawka prosta, a jak w swej prostocie fajna! Szymek chętnie sięga po zwierzątka i próbuje przewlekać sznurowadła. Nie zawsze mu to wychodzi, ale stopniowo ćwiczy motorykę rączki i cierpliwość. Julka choć ma już 8 lat też sobie przewleka sznureczki. Jest to również bardzo dobry sposób na wyciszenie się dla bardziej żywiołowych dzieci. 

Sznurowankę kupicie w sklepie Elemele: elemele.sklep.pl

ZOBACZCIE JAK SIĘ SPRAWDZA U NAS!










13:15

'Czas czarodziej' i 'Klapu Klap' - książki o magii codzienności. [+KONKURS]

Napisała , w
Wiesz, że w książce wcale nie potrzeba wróżek i smoków ani fabuły pełnej przygód, by zainteresować dziecko? Można przedstawić codzienność w taki sposób, aby stała się  dla małego czytelnika prawdziwie magiczna!

Udowadnia to Madalena Matoso w swoich książkach "Czas czarodziej" i "Klapu Klap" wydanych w Polsce nakładem Wydawnictwa Babaryba. Zobacz sam!



Czas czarodziej


W każdej sekundzie coś w nas i wokół nas się zmienia. Wszystko to przez upływ CZASU. Nie widzimy go, nie możemy dotknąć, często o nim zapominamy i nie zdajemy sobie sprawy, jak jest ważny. A przecież on zmienia wszystko: od wyglądu, wieku, pogody czy smaku potraw po nasze relacje z innymi ludźmi, doświadczenie życiowe i poglądy. Czas - prawdziwy czarodziej.

Małemu dziecku trudno wytłumaczyć, czym jest czas i w jaki sposób upływa. Jako mama 4 - latka i 8 - latki codziennie słyszę pytania: "A kiedy to jest jutro?", "A ile razy muszę się wyspać, żebyśmy pojechali na wakacje?", "A za 5 minut to długo?". Dzieci rzadko też rozumieją, że czasami trzeba się pospieszyć albo na coś zaczekać. 

Madalena Matoso - portugalska pisarka - we współpracy z Isabel Minhos Martins w nietuzinkowy sposób pokazują dzieciom, czym jest czas i jakimi prawami się rządzi. To książka o przemijaniu, o czekaniu i porze na swoją kolej, o rośnięciu i zmniejszaniu się, o starzeniu się, o zmianie gustów i poglądów, o miłości wreszcie. A wszystko to związane jest nierozerwalnie z czasem. Krótki tekst ilustrują niebanalne, kolorowe obrazki, które ułatwiają zrozumienie treści. 







Klapu Klap

Otwierając tę książkę nie tylko zobaczysz, jak poruszają się postacie, ale też usłyszysz - w swojej wyobraźni -  różne DŹWIĘKI! Brzdękanie blaszanych talerzy, cmokanie typowe dla buziaków, czy "hahahaha" podczas beztroskiego śmiechu. Otwórz i zamknij, a dźwięk się powtórzy! Cyferki na każdej ze stron podpowiadają ci, ile razy masz to zrobić, ale przecież możesz otwierać i zamykać do woli! A przy tym nasłuchiwać (twoja wyobraźnia zagra z pewnością!) i powtarzać: brzdęk, plim plim, cmok cmok, fomflim! Dzięki tej książce stworzysz prawdziwą orkiestrę! Dobra zabawa gwarantowana!

Podobnie jak w przypadku "Czasu czarodzieja" autorka z na pozór zwyczajnych spraw takich jak pukanie do drzwi, przybijanie piątki czy buziaki tworzy zupełnie niepowtarzalną  książkę dla dzieci!

"Klapu Klap" Madaleny Matoso to książka interaktywna. (tak charakterystyczna dla Wydawnictwa Babryba, które właśnie za tego typu książki najbardziej kochamy). Będę szczera - nie nadaje się do czytania na dobranoc :). Za to będzie doskonałym sposobem na naukę poprawnej wymowy, pomocą w nauce liczenia i zabawą z rytmiką w tle! Wiele fajności w jednym!




Tytuł: Klapu Klap
Autor: Madalena Matoso
Wydawnictwo Babaryba
Rok wydania: 2015
Oprawa: twarda
Format: 22cm x26 cm
Strony: 40
Cena detaliczna: 29,90zł (w tym 5% VAT)







Obie książki możecie nabyć na stronie Wydawnictwa Babaryba:


KONKURS!
DZIĘKI WYDAWNICTWU BABARYBA MAM DLA WAS 1 EGZEMPLARZ KSIĄŻKI "KLAPU KLAP"! 

CHCESZ WYGRAĆ? KLIKAJ ----> KONKURS NA FACEBOOKU.
18:23

Gorący temat: dziecko w miejscu publicznym. Co ja o tym sądzę?

Napisała , w
Są takie tematy, które opanowują w pewnym momencie blogi, media i w ogóle publiczną dyskusję. Pojawiają się wszędzie i wzbudzają skrajne emocje. Ostatnio na każdym kroku napotykam na rozważania na temat: dziecko w przestrzeni publicznej  - w restauracji, autobusie, kinie, sklepie. Ma prawo przebywać czy nie? Jak powinno się zachowywać? Zamknąć się z dzieckiem w domu, bo a nuż przeszkodzi komuś w spokojnym skonsumowaniu obiadu czy jednak się odważyć i wyjść do ludzi? Te rozważania wywołują gorące dyskusje bez względu na to, czy ich autor mówi tak czy nie dzieciom w takich miejscach [restauracje zdają się przodować w natężeniu tej dyskusji - w spokojnym jedzeniu dzieci chyba najbardziej przeszkadzają]. Ja się przysłuchuję, czytam, obserwuję, ale nie tylko - mam też dzieci, z którymi w tej przestrzeni publicznej się pojawiam. Postanowiłam więc ci dziś napisać, co ja o tym wszystkim myślę!


Jak to naprawdę jest z tymi dziećmi w restauracjach?

Bądźmy szczerzy! Opierajmy się na faktach! Czy restauracje rzeczywiście są opanowane przez małe potworki biegające między stolikami wrzeszczące niczym Apacze i przez niczym się nie przejmujące mamuśki przebierające kupki swoich dzieci pod nosami reszty gości? Otóż nie! Takie sytuację SIĘ ZDARZAJĄ, ale nie są normą. Nie jadam w restauracjach codziennie, ale jednak szczególnie w okresie letnim  przy okazji różnych wyjazdów w nich bywam. Szczerze mówiąc jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się być świadkiem jakiegoś karygodnego zachowania młodszego pokolenia. Jasne, zdarzał się płacz czy jakieś fochy, wstawanie od stolika czy coś, ale - może jestem jakaś dziwna, a może po prostu mając małe dzieci patrzę na to, jak na coś naturalnego - nie było to dla mnie jakimś dramatem...


Ty masz prawo być wkurzony, ale one maja prawo źle się zachować

Wierzę, że zdarzają się ewenementy i zachowania naprawdę wyprowadzające z równowagi. Kiedyś spotkaliśmy w sklepie chłopca, który podszedł do Julki i ni stąd ni zowąd ją opluł, a na moje zwrócenie uwagi  odpowiedział coś wulgarnego. Potem widziałam, jak ubliżał przypadkowemu przechodniowi. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że był chory...  Mama jednak totalnie nie zwracała na niego uwagi, tylko była bardzo zajęta zakupami.

Zatem zdarza się. Nie zaprzeczam. I masz prawo być wkurzony, tak jak ja wtedy byłam! Ale dziecko ma prawo zachować się źle, niestosownie do sytuacji. Nie nagminnie, ale może się to zdarzyć. Mówiąc o dziecku chorym (np. na autyzm) nie ma o czym dyskutować. Mówimy o prawie do spokojnego zjedzenia obiadu w restauracji, to dajmy też innym prawo do uczestnictwa w życiu społecznym i towarzyskim. Miejmy w sobie trochę więcej wyobraźni i empatii. 
Poza tym dziecko dopiero się uczy odpowiedniego zachowania! Niedawno przeczytałam gdzieś, że skoro dziecko może krzyknąć w autobusie czy biegać między stolikami w kawiarni, to dorosły też... A dla mnie jednak jest różnica pomiędzy 40. czy nawet 20 - latkiem, który swoje już przeżył i się nauczył, a dzieckiem kilkuletnim... 

To wina rodziców!

Jednak dziecko to nie święta krowa, jak napisano niedawno na którymś z portali. Nie mam zamiaru usprawiedliwiać wszystkich wybryków małego człowieka, które mogą dorosłych (rzadziej inne dzieci) doprowadzać do szewskiej pasji. Jednak to my, rodzice, odpowiadamy za zachowanie naszych pociech. Zatem zwracajmy uwagę na to, czy Jasiek nikomu nie przeszkadza swoim froterowaniem płytek w kawiarni i ślizganiem się po nich na czworakach albo zbyt głośną zabawą autkiem podczas jedzenia! O ile rozumiem, że dziecko to po prostu dziecko, o tyle nie pojmuję, jak rodzic może na swojego potomka w ogóle nie zwracać uwagi... Przebieraniu kupy przy stole i nieobecnemu wzrokowi tudzież beztroskim pogaduszkom przy kawie w czasie gdy dziecię podbiera obiad gościom ze stolika obok mówię stanowcze NIE!

Ale jeśli komuś przeszkadza każdy głośniejszy śmiech, każde wzięcie frytki w rączkę (bo gdzie nóż i widelec), każda lalka jedząca razem z dzieckiem i siorbnięcie podczas picia przez słomkę, to coś tu jest nie halo...

Ale jak uczyć poprawnego zachowania nigdzie z dzieckiem nie wychodząc?!

Zaczyna się mówić o miejscach z zakazem wstępu dla dzieci. A mnie się to zaczyna kojarzyć z zakazem wprowadzania psów. Sorry. Mówi się: "Jak się dzieciak nie umie zachować, to z nim nie wychodź!".  A ja się pytam: jak uczyć dziecko poprawnego zachowania w miejscu publicznym nie zabierając go w nie? Trzymać w domu i tłumaczyć "na sucho"? Opowiadać, że jest coś takiego, jak restauracja i tam się nie krzyczy, nie biega, nie zaczepia ludzi? Ponoć (i ja w to wierzę) najlepszą nauką jest dobry przykład i własne błędy, więc dajmy dzieciom się w taki właśnie sposób nauczyć! 

Myślę, że wielu z nas przydałoby się zwyczajnie więcej zrozumienia, więcej luzu i mniej spięty tyłek w tej restauracji, kawiarni, w autobusie czy w sklepie. Zamiast mierzyć pełnym dezaprobaty wzrokiem rodziców z brykającymi dziećmi, doceńmy i zrozummy to, że próbują dzieciaki nauczyć życia w społeczeństwie. Nie pochylajmy się tak nisko nad własnym talerzem czy koszem z zakupami i bądźmy trochę życzliwsi! Dla tych małych ludzi i dla ich rodziców też. Nie od razu Rzym zbudowano... 

Każde wyjście to tłumaczenie i nauka życia wśród ludzi

Piszę na własnym przykładzie. U nas też każde wyjście w miejsce typu restauracja pełne jest tłumaczenia, zwracania uwagi, uspokajania. Bo dziecko w wieku lat 4 czy nawet 8 nie usiedzi identycznie jak dorosły pełne 20 minut oczekiwania na posiłek plus 30 jego konsumowania w zupełnej ciszy i bezruchu. No nie ma rady. Jeśli macie takie dzieci, to gratuluję. Ja nie mam. Ale wychodzić z nimi będę. Bo chcę, żeby poznawały świat i uczyły się życia! Jeśli komuś będziemy przeszkadzać - z góry przepraszam - ale będąc rodzicami mamy takie samo prawo do korzystania z przestrzeni publicznej jak cała reszta. Podobnie nasze dzieci.O których najpierw mówi się, cytując często słowa Kornela Makuszyńskiego, że są pełnowartościowymi ludźmi, że mają takie same prawa jak dorośli, a potem każe się siedzieć z nimi w domu, bo przeszkadzają.

Nie jestem upiorną mamuśką z gatunku tych, co to rozpylają po całej restauracji zapach kupki albo szwargocą z psiapsiółką, podczas gdy dzieci robią, co im się żywnie podoba (pomijam fakt, ze psiapsiółki nie posiadam). Dla mnie każde wyjście z dziećmi to odpowiedzialność, to nauka życia, to wychowywanie. Ale moje dzieci nie są idealne, więc przy naszym stoliku z pewnością nie będzie 

Potrzebny jest kompromis

Jesteś rodzicem? Pilnuj swojego dziecka, ucz je odpowiedniego zachowania, miej na oku podczas wyjścia do restauracji czy sklepu! Dobry przykład, rozmowa, a przede wszystkim uwaga poświęcana dziecku to podstawa. Jeśli rzeczywiście nadciąga armagedon w wykonaniu twojego dziecka, faktycznie lepiej wyjść niż narazić na niego pozostałe osoby! Pamiętaj, że nie jesteście w restauracji sami i twoją rolą jako rodzica jest zadbać o to, aby maluch nikomu nie przeszkadzał swoim zachowaniem.  
Jednak jeśli przychodzisz na obiad bez dzieci albo w ogóle ich nie masz, wykaż się odrobiną empatii i daj tym małym ludziom prawo do zachowania nieco innego niż u dorosłego. Nie wymagaj od trzylatka, by postępował tak samo jak trzydziestolatek, bo to nierealne. Może czasem wystarczy wrzucić na luz, uśmiechnąć się i przestać się spinać?...

Potrzebny jest kompromis. Inaczej do niczego nie dojdziemy. Zaczniemy się dzielić na społeczeństwo z dziećmi i bez dzieci. Będziemy tworzyć strefy zakazane dla rodziców i te, w których przebywają ci, którzy nie tolerują głośnego śmiechu i zabawek na stole. Nie wiem, może i są potrzebne, ale za chwilę możemy zapragnąć miejsc bez nastolatków, singli, staruszków... Czy nie dosyć już mamy podziałów w społeczeństwie? Potrzebne są kolejne?...

10:16

Relacja z 3 Pikniku z Blogującą Mamą w Ośnie.

Napisała , w
W niedzielę 3 lipca miałam przyjemność uczestniczyć w świetnym wydarzeniu - 3 Pikniku z Blogującą Mamą, który odbył się w Ośnie koło Gniezna. Pojechaliśmy całą rodzinką i całą rodzinką bardzo fajnie się bawiliśmy. Pierwszy raz brałam udział w blogerskim spotkaniu, ale myślę, że nie ostatni :). 


Organizatorką tego wydarzenia była Monika z Zawód: kobieta a gościło na nim wiele blogerek, jak również okoliczni mieszkańcy. Mimo, że nie wszyscy się znali atmosfera była bardzo przyjazna i pełna życzliwości. 

Dojechaliśmy na miejsce około 12:30, a wróciliśmy do domu o 21:30, a chętnie zostalibyśmy jeszcze, tyle że droga do domu daleka, a w poniedziałek Grzegorz szedł do pracy. Po przyjeździe zobaczyliśmy mnóstwo kolorów: balony, plakaty, dwie sceny oraz dmuchane zabawki. Nie sposób było przeoczyć miejsca pikniku!  

Trudno opisać całą imprezę krok po kroku, bo działo się tak wiele, że jeszcze to ogarniam, choć minął już ponad tydzień! Wśród atrakcji znalazły się: dmuchańce, pokaz Iluzjonistki Michelle, zabawy da dzieci organizowane przez fantastyczne osoby z Kinimodo - animacje dla dzieci. Na scenie bawił nas zespół Starling i Jan Mikulski a około 20:00 pojawił się zespół Lift, który grał nam świetne przeboje w rytmie disco. Niesamowity pokaz tańca wraz z jego nauką zaprezentowała Nailah Bellydance.  

Wiele wrażeń i uśmiechu przyniosły konkursy, szczególnie ten z przebierańcami, gdzie uczestnicy przebrali się tak, że nawet ich własnej rodzinie trudno było ich poznać! Czarownica, Ruda, Imprezowiczka, Kaczuszka, Diabełek, Rolnik szukający żony i inni zabawiali publiczność swoimi występami i walczyli o uznanie w postaci burzy oklasków. Dzień wcześniej w sobotę rozegrała się też gra terenowa, w której uczestnicy mogli sprawdzić swoją wiedzę o wsi i przyrodzie. Prowadził ją Łukasz (Milion Sposobów) My niestety nie mogliśmy  Julka brała też udział w przeciąganiu liny, a w nagrodę przywiozła do domu świetny latawiec. 

Imprezę uświetnili swoimi pokazami strażacy OSP Ośno oraz motocykliści. Dzieciaki były zachwycone możliwością przejechania się wozem strażackim, przymierzenia hełmu i "prysznicem" prosto z sikawki a także świetnymi maszynami, na których właściciele pozwalali pstrykać fotki.

Wspaniałą inicjatywą była loteria, z której dochód został przeznaczony na kolonie dla dzieci. Każdy los wygrywał, a na koniec raz jeszcze wszystkie brały udział w losowaniu nagród głównych.

Sponsorami nagród w konkursach oraz upominków dla blogerek byli:


Za wszystkie wspaniałości serdecznie dziękuję!





















[zdjęcia zrobione przeze mnie i Grześka + 4 ostatnie: foto Marta Kusiak z Tosinkowo]


Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tak fajnym wydarzeniu i osobiście poznać wiele dziewczyn znanych mi dotąd tylko z wirtualnego świata. Co prawda nie było zbyt wiele czasu na spokojną rozmowę, jak to z szalejącymi na imprezie dziećmi, ale mam nadzieję, że to dopiero początek :).

Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz