Post Top Ad

20:06

Trening spostrzegawczości i koncentracji dla dzieci z grami - Bug, Namierz to! oraz Znajdź mnie!

Napisała , w

Jak pomóc dziecku ćwiczyć spostrzegawczość i rozwijać koncentrację dziecka? Sposobów jest wiele, a jednym z najlepszych są wspólne gry i zabawy! W ręce Julii i Szymona trafiły jakiś czas temu nowości od Zielonej Sowy - trzy gry, które gwarantują godziny świetnej zabawy, wesołej rywalizacji a dodatkowo spełniają funkcje edukacyjne!



NAMIERZ TO!


To gra karciana pełna kolorowych obrazków. Obrazki utrzymane są w wakacyjnych klimatach, co zachęca do zabawy nawet w letnie dni na pikniku czy w podróży [a w zimowe będzie przypominać piękne słońce]. Niewielkie rozmiary pudełeczka też ułatwiają zabieranie gry w różne miejsca, aby wypełnić pociechom czas.

Gra posiada różne warianty:

1. Zapamiętywanie obrazków na karcie i wzajemne przepytywanie się z nich. np. Czy na karcie był czerwony krab?
2. Tworzenie sobie nawzajem wyzwań na czas np.Zajdź 4 zielone muszelki.
3. Wyznaczanie przewodnika gry, który przepytuje pozostałych uczestników, a ci rywalizują między sobą udzielając jak najszybciej prawidłowych odpowiedzi.

"Namierz to!" świetnie ćwiczy pamięć i koncentrację, a dużym plusem jest też radosny dizajn i solidne wykonanie elementów gry.



Elementy gry: 32 karty, 50 żetonów, instrukcja
Wiek: 4+
Liczba graczy: 2-4 graczy
Czas gry: 15-30 min.
Więcej o grze na stronie wydawnictwa: o grze Namierz to!

BUG!


Lubicie robaki czy raczej się ich boicie? Dzięki tej grze na pewno je pokochacie! Karty pełne są mega kolorowych robali, a zadaniem każdego gracza jest zapamiętanie ich jak największej liczby, a także ich kolorów. 

Rozgrywka polega na przyglądaniu się odkrytym kartom, a następnie zakrywaniu ich i odpowiadaniu na pytania z kart z pytaniami.Każdy błąd to jeden bug [żeton]  położony przed sobą, a wygrywa oczywiście ta osoba, ktora w rozgrywce bugów będzie miała najmniej.Pomocna jest plansza punktacji.

Bardzo fajna oprawa graficzna gry zachęca do grania, a oprócz walorów takich jak ćwiczenie spostrzegawczości i zapamiętywania, gra bez wątpienia oswaja też dzieci z otaczającymi nas owadami i robalami :).




ZNAJDŹ MNIE!


Ostatnia z trzech nowości najbardziej przypadła do gustu moim dzieciom. Może to dlatego, że uwielbiają zwierzęta, a to one są głównymi bohaterami tej gry. Na każdej z 16 plansz znajdują się gepardy, gazele, lwy, hipopotamy i inni mieszkańcy sawanny, a cała zabawa polega na wyszukiwaniu różnic na jak największej liczbie plansz. 

Liczy się spostrzegawczość i szybkość, a przy okazji jest mnóstwo śmiechu i przepychanek, kto pierwszy położy żeton na znalezionej różnicy!



Elementy gry: 1 karta główna, 16 kart, 55 żetonów, instrukcja
Wiek: 4+
Liczba graczy: 1-5 graczy
Czas gry: 10-20 min.


Więcej na stronie Zielonej Sowy: o grze Znajdź mnie!

Wszystkie trzy gierki mają u mnie właściwie same plusy:

+ nie są skomplikowane, mają prosta formułę  -a długa lista zasad odstrasza moje pociechy, a i mnie jeśli nie mamy wiele czasu
+ rozgrywki nie zajmują wiele czasu - można sobie pograć w czasie, kiedy gotują się ziemniaki do obiadu albo w kolejce do lekarza :)
+ zapewniają wesołą zabawę całej rodzinie
+ nie potrzeba do grania specjalnych umiejętności ani warunków - moża zabrać gry wszędzie!
+ poprzez zabawę gry naprawdę świetnie rozwijają ważne dla dzieci umiejętności i zdolności: koncentrację, pamięć, spostrzegawczość.

Polecam wam serdecznie, no co tu dużo mówić! Chętnie dowiem się, jakie gry na spostrzegawczość najbardziej lubią wasze dzieci!


Wydawnictwo Zielona Sowa

18:52

Czy mama powinna pracować zawodowo? Rozkminy matki pracującej vol. 1.

Napisała , w

"Siedziałam w domu" 10 lat. Od narodzin Julki aż do maja tego roku nie pracowałam zawodowo - prynajmniej nie w tradycyjnym znaczeniu. Teraz mogę o sobie powiedzieć - mama pracująca, choć świeżynka w tej "grupie". 

Moje życie przewróciło się do góry nogami i na nowo musiałam sobie zorganizować każdy dzień, a także mój system opiekowania się dziećmi. Generalnie codzienność całej naszej rodziny zmieniła się mocno po moim pójściu do pracy. Czy to rzeczywiście jest tak straszne, jak niektórzy ten fakt malują? Czy warto próbować spełniać swoje aspiracje zawodowe będąc mamą? Czy mama w ogóle powinna chodzić do pracy, a może jednak całkowicie poświęcić się dzieciom? Wiem, że wiele z was, tak jak ja jeszcze niedawno, zadaje sobie takie pytnia, dlatego spróbuję na nie odpowiedzieć!



Tak - pracuję zawodowo! Udało się! Po 10 latach "siedzenia w domu" od maja wsiadam rano w samochód i jadę do pracy. A od czerwca do pracy biurowej w dużej firmie. Zmiany, zmiany, zmiany! Powiem wam szczerze, że kiedy rano zakłądam eleganckie spodnie, maluję się, chwytam torbę wypełnioną notatkami i jadę do firmy, to ... NADAL W TO NIE MOGE UWIERZYĆ 😀😀😀

Do tego, żeby móc w końcu pójść do pracy dążyłam długo i krok po kroku, ale i tak suma sumarum wszystko dzieje się tak szybko, że nie mam wiele czasu na zastanawianie się. Po prostu działam. ogarniam codzienność na nowo i staram się to robić najlepiej, jak umiem. 

Od moich wiernych czytelniczek dostaję wiele pytań krążących wokół tematu pracy i łączenia jej z wychowaniem dzieci. 

Przede wszystkim pytacie, jak zorganizować sobie czas? Czy da się to wszystko w ogóle ogarnąć? Czy jak się idzie do pracy i ma w domu dwójkę dzieci, to jest w ogóle opcja, żeby w ciągu dnia spokojnie złapać oddech? Sama wiele razy się nad tym zastanawiałam, zanim wreszcie do tej pracy [bądź co bądź wymarzonej] poszłam. 

Zanim jednak odpowiem na pytania związane z tym, jak sobie na nowo poukładać rzeczywistość po pojściu do pracy, zacznę od zasadniczego dylematu, przed którym stoi większość mam:

CZY MAMA W OGÓLE POWINNA PRACOWAĆ ZAWODOWO A MOŻE JEDNAK ZUPEŁNIE POŚWIĘCIĆ SIĘ DZIECIOM? 

Kilka dni temu zadałam takie pytanie moim czytelniczkom: TUTAJ Większość odpowiadała, ze oczywiście, jak najbardziej, że takie mamy czasy. Kasia napisała:

Kasia Kowaliczek A czy tata POWINIEN pracować? jest tak samo ważny w życiu dziecka i rodziny jak mama...

I z Kasią się nie do końca zgodzę, bo choć tata jest tak samo ważny jak mama, to jednak moim zdaniem trudno porównać ich role w życiu dzieci i domu. Będąc przez dwa lata słomianą wdową i jednocześnie mamą i tatą, kiedy Grzesiek był w Niemczech, odczułam to bardzo mocno. Mama nie zastąpi taty, a tata nie zastąpi mamy. Mogą się jednak bardzo dobrze zorganizować i uzupełniać pracując oboje - to nie ulega wątpliwości!

Jednak była też odpowiedź Karoliny:

Karolina Hołubowska Jaroch Ja moze jestem starej daty nawet bardzo starej ale ja uwazam ze to facet powinien zarabiac na rodzine i ja utrzymac a matka zona powinna byc w domu z dziecmi zajmowac sie dziecmi i domem ja lubie to co robie od ponad 6 lat jestem w domu najpierw urodzilam 1 corke jak juz konczyl mi sie wychowawczy i nie moglam zajsc w kolejna ciaze musiałam sie zwolnic i zajmowalam sie domem i córka ie bylo latwo ale tez bie mialam wyboru tzn mialam pracowac nie widziec corki wyplate dawac niani albo byc w domu z dzieckiem i zajmowac sie domem teraz mam 2 córkę i maz zarabia i pracuje a ja pracuje w domu

Jak widać więc, zdania są podzielone ...I to, że mamy XXI wiek, wcale nie wyklucza czerpania szczęścia z bycia wyłącznie mamą. I ja nie mam nic przeciwko temu! Co więcej, podziwiam takie mamy, bo takie bycie w domu 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i to do pełnoletności latorośli, nie jest łatwe. Trzeba mieć naprawdę twardą psychikę, żeby nie zwariować ...

Ja sama jednak zawsze wiedziałam, że będę chciała pracować zawodowo. 

I najbardziej zgadzam się z Julitą, która napisała tak:

Julita Woźniak-Majchrzak Jeżeli ma możliwość i przede wszystkim tego chce to mama powinna pracować. Wiadomo- nie jest łatwo pogodzić pracę z ogarnięciem domu i pilnowaniem dzieci/dziecka, ale to przychodzi z czasem. Przydaje się też pomoc rodziny mamy, teściowej czy cioci. Sama pracuje i czasem jest ciężko jest pogodzić pracę i dom, ale czuję się spełniona i jako mama i jako pracownik. Myślę, że każda mama powinna mieć wybór czy chce pracować czy nie i nie powinno sięę jej w żaden sposób dopiekać, bo wybrała tak a nie inaczej.

Nie wyobrażałam sobie przez cały czas być w domu. Owszem - pracowałam zdalnie przez kilka lat, najpierw regularnie, potem dorywczo. Od ponad cztrerech lat też bloguję, co dla wielu moich znajomych mam - blogerek jest równoznaczne z pracą. Dla mnie nie. Mimo, że blogowanie przynosi mi czasami profity, nie jest to dla mnie to samo,co praca zawodowa i - co więcej - nie chcę, żeby było. 

Dlaczego? Powodów jest wiele. Podam dwa najważniejsze. Po pierwsze hobby przekształcone w pracę, może szybko przestać cieszyć i zacząć ciążyć, kiedy zlecenia gonią, a natchnienia na pisanie nie ma, kiedytrzeba koniecznie wywiązać się z umowy, a dzieci chore i chcą obecności mamy, kiedy Po drugie dla mnie praca to coś więcej niż arabianie pieniędzy. Mi zależało na tym codziennym wychodzeniu z domu właśnie, na tej zmianie środowiska, na poznawaniu nowych ludzi [nie mailowo albo raz na trzy miesiące nablogowym wydarzeniu], na rozwijaniu się w swoim zawodzie. Ale jeśli ktoś myśli i czuje inczej, to też dobrze ;).

Jak długo być w domu z dziećmi?

Są mamy, które wracają do pracy zaraz po macierzyńskim, inne jak dziecko kończy rok, a jeszcze inne tak jak ja - jak mają dzieci w wieku szkolnym. Inne całkowicie poświęcają się dzieciom i domowi. 

Ja osobiście czułam, że chcę być z moimi pociechami przez te pierwsze kilka lat. Planowałam z każdym zostać 3-4 lata, aż będzie mogło pójść do przedszkola.Nie powiedziałabym, że są to ajważniejsze lata w życiu dziecka, bo w życiu dziecka każdy dzień jest ważny i nikt nam go nie wróci, ale jednak taki maluch bardziej potrzebuje fizycznej obecności mamy niż szkolniak. Wyszło jednak inaczej ... 

To było 10 lat ...


Przez 10 lat moje życie kręciło się praktycznie w czterech ścianach mieszkania, ale nie żałuję czasu poświęconego niemal wyłącznie dzieciom. Nie zkładałam, że potrwa to aż tak długo. Planowałam soie być z Julką do trzech - czterech lat. potem miało być przdszkole i moja praca. Potem pojwił się Szymon, a potem jeszcze wiele innych okoliczności: wyjazd Grzecha, brak prawa jazdy i opieki do dzieciaków.  Życie poukładało się tak, a nie inaczej. 

Bywałam mega sfrustrowana. Miałam dosyć siedzenia w domu i robienia codziennie tego samego. Pytałam siebie - po co kończyłam szkoły, zdawałam maturę? Zawsze coś stawało na przeszkodzie ... Wybrałam najpierw macierzyństwo , ale jednak czas w domu przedłużał się i przedłużał ... Nie planowałam, że potrwa to tak długo.

Dzisiaj jednak wiem, że na wszystko przychodzi czas i naprawdę teraz dopiero  czuję, że dopiero teraz jest ten idealny moment na pracę! Dzieci są ju na tyle duże, że nie muszę się aż tak bardzo zamartwiać o opiekę nad nimi [większość dnia spędzają w szkole], mama prawo jazdy i środek transportu, a przeprowadzka też mi wiele ułatwiła, bo dużo pomaga mi moja mama. Moge więc teraz pracować bez wielkiej spiny, którą na pewno miałabym, gdyby dzieci były malutkie.


Czy mama powinna iść do pracy? 

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od sytuacji życiowej i tego, co czuje każda z nas. Znam mamy, które uważają, że ich miejsce jest tylko i wyłącznie w domu przy dzieciach i dobrze im z tym, ale znam też takie, które w tym domu siedzą, bo tak powinno być według ich partnera czy rodziny, a same czują się z tym źle. I to już fajne nie jest...

Sama wielokrotnie słyszałam od postronnych osób sprzeczne opinie. Jedni nie mogli się nadziwić, że "siedzę w domu" z trzylatkiem, inni twierdzili, że nie pracuję z lenistwa. I wiecie co wam powiem? Kij im wszystkim w oko! 

To jest tylko i wyłącznie wasza decyzja, drogie mamy, czy pójdziecie do pracy czy poświęcicie się na sto procent dzieciom! I kwestia światopoglądu każdej z was!  I nikomu nie musicie się z tego tłumaczyć!

P.S. A organizacja tego - jakby nie było - skomplikowanego przedsięwzięcia - to już inna para kaloszy. O tym w następnym wpisie z serii "Rozkminy matki pracującej! :).
17:21

Sztuka rysunku i ilustracji dla każdego w książkach z serii Art Egmont.

Napisała , w

Lubisz rysować i chcesz szlifować swój warsztat? Widzisz talent do rysunku u swojego dziecka i chcesz go wspierać? A może szukasz dla siebie hobby, podziwiasz rysunki innych i twierdzisz, że ty się do tego nie nadajesz? Sięgnij po serię Art Egmont a w niej książki: "Co? Jak? Narysować", "Co? Jak? Zilustrować" oraz zabawną i rozwijającą kreatywność książkę "Ale buzie!".


Uwierz, że każdy może być artystą!


CO? JAK? NARYSOWAĆ
E.G. LUTZ


Niesamowity podręcznik rysunku stworzony przez samego E.G. Lutza, który inspirował przy tworzeniu animacji Walta Disneya!  Książka została po raz pierwszy wydana w 1913 r., a Disney zauroczony niezwykle prostą metodą wypracowaną przez Lutza, sam sięgnął po ołówek! Poniekąd to Lutzowi zawdzięczamy takie klasyki jak "Bambi" czy "Piękna i Bestia".

Teraz każdy z nas - czy to dziecko, czy dorosły - może uczyć się od mistrza, tak jak zrobił to Disney!

Powiem szczerze, że książkę planowałam mieć dla siebie. Początkowo wydawała mi się niezbyt odpowiednia dla dzieci, a już na pewno tak małych jak mój syn. No, może prędzej dziesięcioletnia córka.  I co się okazało? Że Szymon - lat 6 - korzysta z książki Lutza najwięcej z nas wszystkich i tworzy takie rysunki, o które nikt by go nie podejrzewał!

Schematy są bardzo jasne i czytelne. Krok po kroku pokazane jest jak i co narysować, a zakres tematyczny rysunków jest bardzo szeroki - od roślin, przez zwierzęta, po ludzi. Szymon z łatwością odwzorowujerysunki z tej książki i pokazuje, że po pierwsze - ma talent w tym kierunku, po drugie - nie ma granicy wieku, w której można rysować i korzystać z tej książki, po trzecie - każdy może być artystą! Polecam bardzo mocno!

Mały artysta przy pracy :)



Na dowód kilka rysunków Szymona, a pod tym linkiem znajdziecie jeszcze inne - tez narysowane z pomocą tej książki: 5 rzeczy, których nigdy nie będę żałować moim dzieciom





A tak wyglądają schematy zamieszczone w tej książce - prawda, że proste?



CO JAK ZILUSTROWAĆ
FRANK TASHLIN

Ta książka was zaskoczy już na samym początku! Czym? Otóż samą koncepcją rysunku wg. F. Tashlina, który stwierdził, że da się narysować WSZYSTKO przy pomocy tylko 4 figur geometrycznych - koła, kwadratu, trójkąta i owalu. Swoją metodę Tashlin nazwał SCOTart -od pierwszych liter angielskich nazw tychże czterech figur. W książce, którą proponuje Wydawnictwo Egmont Tashlin udowadnia, że ma rację! 

Dodatkowo do książki jest zeszyt pełen figur geometrycznych, w którym można ćwiczyć rysunek do woli.

Otwórzcie tę wyjątkową książkę i też odkryjcie fenomen metody SCOTart! Mnie się ona strasznie spodobała!




ALE BUZIE!

To kreatywny zeszyt, który pozwoli dzieciakom tworzyć przeróżne twarze: wesołe, smutne, złe, zdziwione, w czapkach, z burzą loków na głowie, z wąsami i bez. Do dyspozycji milusińscy mają zarysy tytułowych buź oraz całe mnóstwo kolorowych naklejek do charakteryzacji.

Ta prosta w swej formie i pomyśle książka daje godziny świetnej zabawy, rozwija kreatywność, ale też może być świetnym pretekstem do rozmów o emocjach! Dodatkowo strony dają się latwo wyrywać, dzięki czemu gotowe projekty można powiesić na lodówce czy nawet oprawić w ramki i ozdobić nimi dziecięcy pokoik.

Bardzo fajny pomysł miała Adelina Sandecka tworząc tę wesołą książeczkę! Myślę, że zabawi dzieci w bardzo różnym wieku i szybko się nie znudzi!








Wszystkie zaprezentowane we wpisie książki pochodzą z serii EGMONT ART. 
Kupicie je teraz z 25 % rabatem na stronie wydawnictwa:
17:50

'Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy' Fiona Sussman

Napisała , w

Szukasz dobrego thrillera do poczytania na urlopie? Nietuzinkowej powieści, która będzie trzymać cię w napięciu do końca? Historii, która podąży w zupełnie innym kierunku niż się spodziewasz? Sięgnij po tę książkę, a się nie zawiedziesz!


"Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy" to książka, która nikogo nie pozostawi obojętnym! 

Zawsze myślałam, że nie lubię thrillerów. Wolałam raczej spokojne, obyczajowe historie, bez strasznych zbrodni i mrożących krew w żyłach zwrotów akcji. Dzięki Fionie Sussman stwierdziłam, że sie myliłam!

Carla Reid prowadzi spokojne, moze nawet sielankowe życie na farmie, razem ze swoim mężem Kevinem. Mają dorosłego syna Jacka. Historia rozpoczyna się w dniu, w którym para świętuje swoja rocznicę ślubu a Carla przygotowuje rodzinną kolację z tej okazji. Pojawia się na niej też syn pary - Jack. Jednak sielanka zostaje brutalnie przerwana: na farmę napada nastoletni Ben - członek gangu. Od tej chwili życie właściwie wszystkich bohaterów tej opowieści diametralnie się zmienia...

Ben odbiera Carli najważniejszą osobę i sprawia, ze jej poukładany dotąd świat legł w gruzach. Czy kobieta zdoła się pozbierać po tragedii? Czy Ben zrozumie, jakie zło wyrządził  a pobyt w więzieniu zmieni go na lepsze?

To nie jedyne pytania, jakie zadasz sobie wędrując po kartach tej książki. Autorka posunęła się tutaj o wiele dalej, niż tylko do kwestii zbrodni i kary, załamania i przebaczenia, straty i żalu. Sussman pokazuje, że nic nie jest w życiu czarne i białe. Zbrodnię, która miała miejsce pokazuje nie tylko z perspektywy Carli, ale i Bena - tego, który zabił. Rysuje przed czytelnikami przejmujący portret psychologiczny młodego mordercy, ktory nie jest z gruntu złym człowiekiem - potrafi kochać, współczuć, marzyć ...


Jestem przekonana, że bieg tej powieści i jej zakończenie bardzo mocno was zaskoczą, tak jak zaskoczyły mnie. To nie jest zwyczajny thriller czy kryminał, to opowieść o tym, że w życiu nigdy nie jest za późno na przebaczenie, na miłość i na to, by zacząć wszystko od nowa.



Książkę kupisz w wyjątkowej cenie w księgarni Tania Książka: 

Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz