Post Top Ad

"Niczemu winne" Anny Krzyczkowskiej - książka, której nie mogę odzyskać...

Nie będę nikogo oszukiwać: Ankę Krzyczkowską znam nie od dziś :). Niestety tylko wirtualnie, ale przegadałyśmy na Facebooku niejedną godzinę. I to na każdy temat. Nasza znajomość zaczęła się przypadkiem od pewnego portalu modowego i szybko okzało się, że nadajemy na tych samych falach [Myślę, Aniu, że mogę tak napisać?] 

Ania to przede wszystkim miłość do zwierząt wszelakich, ale najbardziej do bokserów, cudowne podejście do dzieci, nieprzeciętna wyobraźnia w parze z cudownie ciętym językiem, a do tego wszystkiego niebanalna historia życiowa! Przyznam jednak, że szczęka opadła mi do podłogi, kiedy dostałam maila z Wydawnictwa Szara Godzina z propozycją recenzji książki jej autorstwa... Pierwsze, co robiłam, to napisałam na messengerze: "Osz ty paskudo, jak mogłaś mi nic nie powiedzieć!?"... :)


Nie powiedziała! Za to musiała odpowiedzieć na kilka moich bardzo wsibskich pytań!


Zapraszam na krótki wywiad z Anną Krzyczkowską, której książka "Niczemu winne" szybko stała się bestsellerem i nie schodzi z list najlepiej sprzedających się książek w księgarniach oraz z ust recenzentów!

JA: Jak mogłaś nie powiedzieć mi, że napisałaś książkę? No jak ?
Anna Krzyczkowska: Nie wiedziałam co to „dziecko” nawywija, więc wolałam się za szybko nie chwalić

JA:Sama nie masz jeszcze dzieci, a poruszasz trudny temat związany z macierzyństwem. Mało tego - w twojej historii czuć prawdziwe emocje. Dlaczego taki temat? I jak udało ci się tak wiarygodnie odtworzyć emocje bohaterek?

A.K.: Jak to nie mam? Mam i to sporą gromadę! Tylko (póki co) moje „maluchy” mają łapy i ogony. :)) 
Od zawsze najwięcej emocji wyzwalały we mnie dzieci i zwierzęta, więc oczywiste było, że w mojej historii muszą się one pojawić. Planowałam coś zupełnie innego, ale podczas pisania zaczęło powstawać to, co miałaś okazję przeczytać. Nie pytaj dlaczego, bo nie mam pojęcia. Być może otworzyły się szufladki, do których poupychałam zbierane przez lata obserwacje, uczucia, przeżycia. Niestety takie tragedie dotykają ogromnej ilości osób, więc miałam na co patrzeć, co przemyśleć. Ta historia co prawda jest jedynie fikcją, ale opisane w niej problemy są aż zbyt prawdziwe. Za „wiarygodność” bardzo ci dziękuję. To ogromny komplement.


JA:Wiem, że to dziadek bardzo chciał, abyś wydała książkę. Opowiesz mi troszkę o twojej rodzinie i o tym, jak wspierała cię w trakcie pisania książki?

A.K.: Faktycznie jako dziecko usłyszałam listę rzeczy, które powinnam zrobić w życiu i między innymi było na niej napisanie książki. Odhaczyłam prawie wszystkie pozycje, więc i na własną opowieść przyszedł czas. Dziadziu ewidentnie nade mną czuwał, bo nie dość, że Wydawnictwo ma siedzibę w jego rodzinnym mieście, to jeszcze w nazwie widnieje słowo „godzina” co jest znamienne biorąc pod uwagę fakt, że mój „Anioł stróż” był zegarmistrzem. 
Moi bliscy we mnie wierzą i na swój sposób mi kibicują. Szczególnie Mama, która od zawsze dbała o to, żebym rozwijała skrzydła i nie bała się latać tam, gdzie akurat mam ochotę, nawet jeśli wybieram „dziwny teren”. Była przy mnie i podczas tej przygody – czytała, płakała i komentowała. Mój brat z kolei dbał o to, żebym mogła świętować każdy etap jej powstawania.
Na etapie wydawania bardzo wspierała mnie także literacka rodzina. Rodzina z wyboru - Magdalena Witkiewicz, Anna Sakowicz, Aleksander Rogoziński, za co jestem im bardzo wdzięczna. Podobnie zresztą, jak Madzi Molasy, która – jak oni – wysłuchiwała mojego potoku słów wywołanego redakcją lub okładką i starała się nie śmiać ze mnie, tylko ze mną.


JA: Już wiemy, że "Niczemu winne" odniosły ogromny sukces. Czujesz się sławna?

A.K: A odniosły? :)) Nie rozpatruję tego w tych kategoriach. Czuję się jak matka, która puszcza swoje „dziecko” w świat, trzyma za nie kciuki i cieszy się, gdy ktoś je chwali. Oczywiście to wszystko dostarcza ogromnych emocji, a równocześnie wydaje mi się całkiem naturalne. To wynika chyba z mojego charakteru. Stawiam sobie cel, a kiedy go osiągnę, przechodzę do porządku dziennego i znajduję kolejny. A w zasadzie kolejne.



JA: Koniecznie powiedz o swoich planach na kolejną książkę! Tym razem przynajmniej będę wiedziała .

A.K.: Planów mam mnóstwo, bo w mojej głowie zwykle kłębią się przeróżne myśli szukające ujścia. Na pewno, jak w tym przypadku, będę chciała dotknąć czegoś trudnego dla mnie samej. Dookoła niestety mam mnóstwo inspiracji, bo świat słynie z ciężkich sytuacji i niełatwych wyborów. Pewnie będą dzieci i oczywiście znajdą się zwierzęta, ale… całkiem niedawno też miałam niby jasny plan, a okazało się, że światełko zapaliło się w innych zakamarkach mózgu – i tak powstało „Niczemu winne”. Obawiam się, że znów mnie (gdzieś) poniesie.

Nie może też zabraknąć mojej krótkiej recenzji książki Ani. Najważniejsze, co chcę powiedzieć to: JA NIE MOGĘ TEJ KSIĄŻKI ODZYSKAĆ!


Dlaczego? Dlatego, że po prostu przechodzi z rąk do rąk i czaruje kolejne, znajome mole książkowe! Ja "połknęłam ją" w jeden wieczór! A musicie wiedzieć, że "janko Muzykant" to nie jest i ma 320 stron. Potem pożyczyłam mamie, która pochłonęła ją w kolejny wieczór. Następnie trafiła w ręce sąsiadki i jej mamy - również zapalonych czytelniczek. A teraz ma ją moja przyjaciółka. Następne osoby już czekają w kolejce ... :).

Początek książki nie jest łatwy. Trzeba się porządnie skoncentrować, by przejść do dalszej części i zacząć rozumieć, co przeszła główna bohaterka Laura. Im dalej w las, tym jednak historia staje się coraz bardziej ciekawa i wyrazista, a i bohaterowie są dosłownie z krwi i kości! Łatwy zresztą nie jest i sam temat, jaki podjęła Anna, ale to w jaki sposób to zrobiła sprawia, że od książki trudno się oderwać!

Właściwie każdego z nich: zarówno Laurę, jej siostrę Karolinę i mężą Laury można chwilami rozumieć, a chwilami totalnie nie, myśleć, że się nienawidzi [tej okropnej Karoliny], by za chwilę jej współczuć, wyzywać [Maćka] od najgorszych, aby za chwilę zupełnie inaczej spojrzeć na jego motywy i sytuację. Sama opowieść nie pozostawi obojętnej żadnej kobiety, bo dotyka bardzo czułych strun naszej duszy: macierzyństwa i straty, miłości i zdrady. 

Historia, którą stworzyła Ania po prostu budzi emocje, a dla mnie to jest najważniejsze w dobrej literaturze!


Autorka książki "Niczemu winne" Anna Krzyczkowska i jeden z jej czworonożnych pupili.


Książkę "Niczemu winne" Anny Krzyczkowskiej wydało Wydawnictwo Szara Godzina, a kupić możecie ją np. w Empiku.

Zachęcam was do przeczytania, a Ani dziękuję za wywiad!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram