Spotkajmy się w Trójmieście vol. 2 - relacja ze spotkania blogerek w Gdyni.

Tegoroczne lato jest dla mnie wyjątkowym czasem przede wszystkim dlatego, że już od bardzo dawna nie poznałam tylu nowych osób, co teraz! Wreszcie odważyłam się i zaczęłam brać udział w spotkaniach blogujących mam i mogę tylko żałować, że tak późno się na to zdecydowałam. Na szczęście okazji z pewnością nie zabraknie! Dziś mam dla was relację ze spotkania w Gdyni - Spotkajmy się w Trójmieście vol. 2. Zobaczcie jak się bawiliśmy!



(fot. Matthew FotoArt)

Spotkanie organizowane już po raz drugi przez Żanetę z bloga Mother-and-son odbyło się 6 sierpnia w Gdyni w Hotelu Różany Gaj.  Do Trójmiasta mamy ok. 150 km, więc wyjechaliśmy o 7, żeby na 10 być na miejscu. Gdynia powitała nas słońcem, a Hotel Różany Gaj miłym dla oka, jasnym, przestronnym wnętrzem. Już na parkingu spotkałam Martę z KalMarowej Kuchni (oj, ile my się nagadałyśmy przez Fb i telefon!), a po wejściu do hotelu czekała Żanetka - organizatorkę, a na sali  poznałam resztę ekipy blogujących mamusiek: Basię z Pierwsze Kroki, Magdę z Borsuczkowa, Monikę z bloga Konfabula, Kasię z Porady Mamy Kasi, Olę z Okiem Alexa, Asię z bloga Krzywa Prosta, Sylwię z Oczami Mamy no i Natalię ze Schwytanych Chwil, z którą tak jak z Martą wirtualnie znałam się już bardzo dobrze. 


(fot. Matthew FotoArt)


(fot. Matthew FotoArt)




Oprócz tego, że spotkanie było okazją do poznania innych blogujących mam, dało też możliwość poszerzenia horyzontów i zdobycia wiedzy. Odbyły się trzy prelekcje: fotografa z Matthew FotoArt, dietetyczki pani Agnieszki z Instytutu Żywienia i Rozwoju Eligo, a także pani Magdy zajmującej się organizacją imprez baby shower z Baby Shower Trójmiasto. Nie będę ukrywać, że najmniej zachwyciło mnie wystąpienie fotografa, jednak z drugiej strony staram się zrozumieć, dlaczego nie do końca wyszło fajnie. Wiem, że stres potrafi sparaliżować i myślę, że tak mogło być w tym wypadku. Za to prelekcja pani Magdy była pełna pozytywnej energii i uśmiechu. Jeśli jeszcze kiedyś będę w ciąży, to baby shower mi sie marzy ;). Miłym akcentem wystąpienia pani Magdy były upominki w postaci bonów na fotoksiążki od Fotojoker (500 zdjęć z wakacji w górach czeka ;)). Podobnie energetyczna była prelekcja pani Agnieszki, która z prawdziwą pasją opowiadała o żywieniu dzieci. Dowiedziałam się wielu ważnych i ciekawych rzeczy, a mój mąż, który również miał okazję posłuchać, dzięki pani Agnieszce, zaczął mi wytykać niejedzenie śniadań (wszak dzieci biorą przykład z rodziców) ;). 


PRELEKCJA FOTOGRAFA


PRELEKCJA PANI MAGDY Z BABY SHOWER TRÓJMIASTO (fot. Matthew FotoArt)


PRELEKCJA PANI AGNIESZKI Z INSTYTUTU ŻYWIENIA I ROZWOJU ELIGO (fot. Matthew FotoArt)


Niemniej ważnym punktem spotkania była licytacja giftów podarowanych przez wielu zdolnych i życzliwych darczyńców. Cały dochód został przekazany na potrzeby Gdyńskiego Hospicjum, a uzbierać udało się 1135 zł. W kolejnym wpisie pokażę wam, jakie cuda mi udało się wylicytować!


(fot. Matthew FotoArt)


Na spotkanie można było zabrać dzieci i jak wnioskuję po opowiadaniach Julki i Szymona, bawiły się one nie gorzej niż ich mamy. Zadbały o to przesympatyczne panie z O rety - Animacja Nauka Zabawa. Malowały dzieciom buźki, robiły kwiatki z balonów, rysowały kredą po chodniku, puszczały ogromne bańki i bawiły się na placu zabaw przy hotelu. Myślę, że wszystkie maluchy były zadowolone tak samo jak moje!




Słodkim akcentem był pyszny tort upieczony specjalnie dla nas przez Krainę Wypieków - TORTY Trójmiasto.


Zaglądajcie i czytajcie relacje innych uczestniczek spotkania, a także bądźcie czujni, jeśli jesteście ciekawi, co udało mi się wylicytować i jakimi wspaniałościami obdarowali nas, blogerki, sponsorzy spotkania!

C.D.N...
Czytaj dalej »

Coś więcej niż worek na obuwie - worki od Emiko Store.

Wyprawka do szkoły to nie lada wyzwanie dla każdego rodzica. Tym większe, że wybór przyborów i akcesoriów niezbędnych w szkole jest coraz większy. Coraz to inni bajkowi i filmowi bohaterowie są na topie, a co za tym idzie na plecakach, piórnikach czy workach na obuwie. Często jednak okazuje się, że piękny wygląd nie idzie w parze z jakością, a co więcej co druga dziewczynka w klasie ma identyczny tornister z Anną i Elzą, a chłopiec z jakimś superbohaterem. Można jednak sprawić dziecku coś, co będzie zarówno ładne, modne i estetycznie wykonane jak również niepowtarzalne! Zobaczcie worki na obuwie od Emiko Store!



Emiko Store to polska firma, a właściwie nie - "firma" to zbyt bezosobowe określenie - to zespół fajnych ludzi, którzy postawili sobie za cel tworzenie wyjątkowych rzeczy dla milusińskich. Poduszki, ręczniczki, kamizelki odblaskowe i worki na obuwie, które mają w swojej ofercie łączą przyjemne z pożytecznym: spełniają dziecięce marzenia odnośnie tego, jak powinny wyglądać a jednocześnie są wykonane z niezwykłą starannością, z bezpiecznych, naturalnych, polskich tkanin. 

Po tym, jak trafiły do nas worki od Emiko Store, mogę z całą pewnością stwierdzić, że radość dzieciaków jest BEZCENNA! Zaczyna się już od wybierania wzoru: ten błysk w oku i "Mama, naprawdę mogę wybrać, co tylko chcę?". A wybór jest ogromny: od krówek, świnek, piesków i kotków, przez Kucyki Pony, Spidermana i Batmana aż po przeróżne pojazdy, piłki czy księżniczki. Potem oczekiwanie na przesyłkę i emocje przy jej otwieraniu. Sprawdźcie sami: WZORY WORKÓW. Worki jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach, a oprócz wymarzonej aplikacji jeszcze imię, które dodaje workowi oryginalności i wyjątkowości. 

Gwóźdź programu to oczywiście użytkowanie worków, a niekoniecznie trzeba do nich pakować tylko buty na w-f! Julka i Szymek zaraz po tym, jak listonosz przyniósł nam paczuszkę z workami, postanowili zabrać je w odwiedziny do babci. Szymek wrzucił do swojego worka ze Spidermanem ulubione figurki dinozaurów, a Julka książeczki do kolorowania i kredki. Worki założyli na plecy i dumnie pospacerowali do babci. Worki są lekkie i jednocześnie pojemne, więc doskonale nadają się właśnie na wycieczki, spacery i wszelkie okazje, kiedy dzieci chcą zabrać ze sobą ulubioną zabawkę czy książeczkę, a nawet kanapkę czy picie. Sądzę, że z równym powodzeniem, co na krótkim spacerze będą nam towarzyszyć w górach! Julka oczywiście swój od września zabierze do szkoły.

Zdjęcia ze spaceru i worki od Emiko Store "w akcji" możecie zobaczyć poniżej. 
Jak wam się podobają:)?








Na koniec chcę przytoczyć kilka słów, które znajdują się w opisie worków na stronie Emiko Store wspaniale oddających filozofię marki i podkreślających jeszcze jedną ważną rzecz dotyczącą tych worków:

"Według najlepszych psychologów na świecie, kiedy dziecko posiada swój ulubiony przedmiot, staje się on dla dziecka swoim rodzajem oparciem, daje mu poczucie bezpieczeństwa. Często są z nim związane pozytywne emocje. Taki ulubiony przedmiot doskonale sprawdza się w sytuacji kiedy dziecko zaczyna odczuwać samotność, obawę lub smutek. Tym ulubiony przedmiotem może być nasz worek!"

Zdecydowanie zgadzam się z tymi słowami. Ulubiona rzecz może skutecznie umilić szkolne początki, a i w kolejnych klasach jest fajnie taką mieć. Personalizowany worek od Emiko Store ma ogromne szanse się nią stać... :).

Zobacz na: emiko-store.com
Czytaj dalej »

Pierwsze wakacje w górach z dziećmi - jak się przygotować?

Odliczamy dni! W piątek po raz pierwszy mamy ruszyć całą rodziną do Zakopanego i przez tydzień będziemy poznawać piękne, polskie Tatry. Radość, ekscytacja, niecierpliwość mieszają się ze stresem. Taka wyprawa to nie lada wyzwanie, szczególnie, że musimy przejechać niemal całą Polskę, by dotrzeć do celu. Jak się przygotować, by pierwszy wyjazd z dziećmi w góry był udany? O tym, czy będzie udany dopiero się przekonamy, ale już dziś mogę ci zdradzić, jak przygotowujemy się do wyjazdu. Może i ty mi coś podpowiesz?



Po pierwsze dużo czytam! Szukam informacji o tym, co warto zobaczyć będąc w Zakopanem przede wszystkim pod kątem pobytu z dziećmi. Trzeba być świadomym tego, że wysokie szczyty i niektóre trasy nie są dla początkujących i dla małych dzieci. Wcześniej w ogóle się tym tematem nie interesowałam, więc przed wyjazdem (a od decyzji do wyjazdu mieliśmy zaledwie miesiąc) miałam bardzo dużo do nadrobienia. Pomocny okazał się Facebook i takie profile jak np. Góry z dzieckiem oraz różne strony internetowe np. dzieciochatki.pl.  Mam ogólne rozeznanie w tym, jakie szlaki są dla nas osiągalne, a jakie lepiej sobie darować. Na Giewont z czterolatkiem na pewno nie wejdziemy, ale na pewno odwiedzimy Gubałówkę, Wielką Krokiew czy zobaczymy wodospad Siklawica.

Po drugie słucham bardziej doświadczonych! Po moim poście na facebooku odezwało się do mnie wiele z was, podpowiadając, jak się przygotować do takiej wyprawy i co warto zobaczyć. U jednej z moich czytelniczek (jak się okazało z tej samej wsi) byłam nawet na kawie i pożyczyłam mapy :).Takie rady są dla mnie niezwykle cenne! Dowiedziałam się nie tylko, gdzie koniecznie musimy pójść, ale też jakie ubrania zabrać, ile kosztują wstępy czy gdzie można za darmo napić się herbaty.

Kolejną ważną rzeczą jest poznanie hotelu, w którym się zatrzymujemy: jego usytuowania, co pozwoli zaplanować wycieczki i tego, co oferuje, a czego tym samym nie musimy zabierać z domu. Hotel Sośnica  zaskoczył mnie tym, jak wiele potrzebnych rzeczy ma dla odwiedzających! Nie muszę zabierać żelazka, suszarki do włosów czy szlafroka, a gdybym miała malutkie dziecko, hotel dałby mi dla niego wszystko od A do Zet: od zabezpieczeń szafek, przez nosidła aż po krzesełka i wózki! To ogromna ulga, kiedy trzeba spakować czteroosobową rodzinę na cały tydzień!
Oczywiście stronę internetową hotelu znam już na pamięć, a i tak mam małe obawy, że się zgubię :).

Sama podróż to minimum 8 godzin, bo czeka nas ponad 600 km jazdy samochodem. Oprócz tego, że my, rodzice, musimy bez wątpienia przygotować się na nią psychicznie ("Mamo, daleko jeszcze?" słyszę jadąc 25 km do Biedronki, a co dopiero 600 w góry...), to na pewno będę pamiętać o innych ważnych rzeczach. Przede wszystkim przed wyjazdem zmieniliśmy foteliki. Pisałam już o tym w jednym z ostatnich tekstów : niedawno zmieniliśmy fotelik Julce, a teraz przed wyjazdem też Szymonowi. Od dawna szukaliśmy bezpieczniejszych foteli niż te, które mieliśmy do tej pory, a decyzja o tak długiej podróży sprawiła, że wreszcie się zdecydowaliśmy. Poza tym na tak długą podróż wiadomo kanapki i duży zapas picia. 

Pakowanie. Zaczynam od jutra, bo na 7 dni dla czteroosobowej rodziny spakować trzeba sporo (na szczęście dzięki temu, że Sośnica bardzo dba o swoich klientów, zabrać muszę dużo mniej niż podejrzewałam, bo wiele potrzebnych rzeczy zapewnia hotel!). Ubrania - na cebulkę, więc i t-shirty, i cienkie koszulki, i polary, i kurtki, i czapki. Przybory toaletowe, stroje kąpielowe, klapki, a i dla zabawek musi się znaleźć miejsce. Nie zapominam o tym, co musimy mieć przy sobie podczas każdej górskiej wędrówki: plecaki a do nich termosy, latarki, przeciwdeszczówki. Poza tym obowiązkowo ładowarki i aparat, bo te chwile, które spędzimy w tak wyjątkowym miejscu, musimy koniecznie utrwalić i zachować!

No i najważniejsze: duża dawka energii i pozytywnego nastawienia! Choć los trochę nam robił na złość przed wyjazdem, mam nadzieję, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i naprawione auto bezpiecznie dowiezie nas do celu, a Zakopane przyniesie nam niezapomniane, wspaniałe wrażenia!

Może coś mi jeszcze doradzisz przed wyjazdem? Bywasz w górach z dziećmi? Podpowiedz, o czym jeszcze powinnam wiedzieć i pamiętać!






Czytaj dalej »

Nowy dom - moje wymarzone wnętrza.

Trzeba mieć marzenia i trzeba przekształcać je w cele! Choć bywa, że wydaje nam się, iż są [prawie] niemożliwe do realizacji, to życie pokazuje, że tylko ten, kto nie ryzykuje, nie pije szampana! Ja sobie wymarzyłam własny domek z ogródkiem, właściwie to razem z Grześkiem go sobie wymarzyliśmy. I choć wielu mówi nam: "Porywacie się z motyką na słońce!", to my wierzymy i będziemy dążyć do celu. Na razie mamy tylko albo aż akt własności działki i ... wizję, jak nasz wymarzony domek ma wyglądać! 



Zacznę nietypowo, bo od ... wnętrza domu! Chociaż, czy nie jest tak, że dla większości kobiet wnętrza są jednak ważniejsze niż to, z jakiego domek jest pustaka czy jaki jest kolor elewacji? W każdym razie w kwestii wnętrz, mamy dużo większe pole do popisu dla naszej inwencji i wyobraźni! 

Nie mam określonego stylu, w którym chciałabym urządzić nasz przyszły domek. Raczej wiem, co chciałabym, aby się w nim znalazło! I tak marzy mi się:

- miejsce na mój pokaźny zbiór książek; regały a może pólka we wnęce?
- duży stół i krzesła, przy którym będziemy mogli jeść wspólne posiłki,
- duże łóżko sypialniane; oj tak, po latach spania na kanapie to byłaby fantastyczna odmiana!
- oddzielne pokoiki dla dzieci; teraz dzielą pokój 14 metrów kwadratowych i naprawdę trudno już pomieścić wszystkie zabawki chłopca i dziewczynki,
- przestronna łazienka z miejscem na kosmetyki i inne przybory toaletowe; obecnie wszystko ląduje na pralce...
- funkcjonalne szafki w kuchni, w których nie będzie trzeba nic upychać, tylko wszystko będzie miało swoje miejsce,
- kolorowe, designerskie grzejniki, które nie tylko zapewnią ciepełko, ale też będą ozdobą wnętrz.

Chciałabym, aby to wszystko znalazło swoje miejsce we wnętrzach pełnych słońca i jasnych oraz żywych kolorów. Wierzę, że wnętrza powinny oddawać charakter i temperament swoich domowników, więc ma być pozytywnie, radośnie i ciepło!

Z pewnością zainteresował was ostatni punkt na mojej liście wymarzonych elementów domu: czy grzejniki mogą być ozdobą wnętrz? Oczywiście! przekonałam się o tym, buszując po Internecie i trafiając na blog purmosfera.pl Znalazłam tam grzejniki, które zupełnie odbiegają od tych, jakie mam obecnie w mieszkaniu i jakie zapewne ma większość z was! Grzejniki PURMO są nowoczesne i oryginale. Możemy postawić na kolor i kształt, który doskonale podkreśli styl, w jakim urządzamy wnętrze i doda mu wyjątkowości. Koniec z nudnymi grzejnikami, które wolelibyśmy raczej ukryć, niż wyeksponować w mieszkaniu!

ZOBACZCIE GARŚĆ INSPIRACJI:


Grzejnik Tinos V


Grzejnik Yali Parada


Grzejnik Tinos V 


Grzejnik Muna 


Grzejnik Plan Compact 


Grzejnik Ventil Compact

Jak wam się podobają te rozwiązania? Prawda, że grzejnik może być czymś więcej niż tylko elementem zapewniającym ciepło w domu?

Wizyta na blogu purmosfera.pl przekonała mnie, że grzejniki wcale nie muszą być nudne! PURMO proponuje w tej kwestii coś zupełnie innego, aniżeli to, co większość z nas zna! Te grzejniki zapewniają nie tylko komfort cieplny w pomieszczeniu, ale są także przykładem wzornictwa z najwyższej półki, mogą odzwierciedlać styl, w jakim urządzamy wnętrza i jednocześnie naszą osobowość, a także dodać wyjątkowości każdemu pomieszczeniu w domu.

[Wszystkie zdjęcia z wpisu pochodzą z bloga purmosfera.pl oraz strony purmo.com.pl]

Czytaj dalej »

Jak bez stresu wyposażyć dziecko do szkoły? [+ wyprawka z LIDLA]

Wakacje mijają bardzo szybko i wrzesień za pasem. Podobnie jak ty (skoro czytasz ten post) kolejny już raz staję przed wyzwaniem, jakim jest wyposażenie dziecka do szkoły. Doświadczenie mam trzyletnie, więc poczyniłam już kilka przydatnych obserwacji i wniosków, które ułatwiają mi sprawę - mogą ją ułatwić i tobie! Dodatkowo pokażę ci świetną i niedrogą wyprawkę szkolną prosto z LIDLA! 




Wyprawić dziecko do szkoły i nie zwariować!


1.Zrób listę!
 Lista zakupowa przydaje się zawsze - czy to na zakupach spożywczych, chemicznych czy szkolnych właśnie. Czasem taką listę dostaje się ze szkoły i to jest fajna sprawa, bo dzięki temu wiemy, co jest naprawdę niezbędne. Z listą w ręku nie pogubimy się w gąszczu szkolnych przyborów, a skreślając kolejne rzeczy z listy nie zdublujemy ich.

2. Nie przesadzaj!
Nie rób zapasów na trzy lata, a dziecku z I klasy nie kupuje całego zestawu geometrycznego razem z cyrklem... Krótko mówiąc szkolne zakupy rób z głową! Nie kupuj niepotrzebnych rzeczy na wyrost!

3. Rozłóż zakupy w czasie!
Kupienie wszystkiego za jednym razem to spory wydatek, ale jak rozłożysz sobie zakupy na 2, a nawet 3 miesiące (np. od czerwca do sierpnia) twój portfel aż tak bardzo tego nie odczuje. Także polecam w jednym miesiącu plecak i piórnik, w drugim przybory typu zeszyty, bloki, farby itp., a w trzecim książki.


4. Nie odkładaj na ostatnią chwilę!
No dobra, może i są we wrześniu promocje, ale ja jednak nie jestem zwolenniczką kupowania wszystkiego na ostatnią chwilę. Dla ludzi z miast z pewnością jest to mniej problematyczne, ale mieszkając na wsi, nie lubię musieć na szybko jeździć do miasta i szukać wszystkiego, co potrzebne. Uważam, że oszczędzamy sobie nerwów, kupując wyprawkę wcześniej!

5. Zostaw rzeczy, które nadadzą się z poprzedniej klasy!
Kupiłaś/-eś w zeszłym roku taki tornister, który kompletnie się nie zniszczył w trakcie roku szkolnego? Niech posłuży następny rok! Podobnie z piórnikiem. Często zostają też przybory plastyczne, których dzieci nie zdążyły zużyć - to także doskonały "zastrzyk" do wyprawki na kolejny rok.

6. A może się wymienisz?
Wymiana tornistrami to także świetny pomysł! Czasem jest tak, że mimo iż plecak jest jeszcze w doskonałym stanie, dziecku znudził się jego wygląd czy np. postać z bajki, która go zdobi. Wtedy warto pomyśleć o wymianie z kimś ze znajomych czy rodziny. Bez nakładu pieniędzy dzieciaki tak naprawdę będą miały "nowe" plecaki :).

7. Szukaj okazji!
W sklepach stacjonarnych czy też w internetowych - porównuj ceny, śledź ofertę i szukaj okazji! Na zwykłym zeszycie można sporo przepłacić, ale też zyskać kilka groszy, które dołoży się do kolejnej rzeczy z listy! 

Wyprawka szkolna od LIDLA - czy warto?

Od poniedziałku 1.08.2016 można kupić wyprawkę szkolną w sklepach LIDL w całej Polsce. Wraz z Julią i Szymkiem mamy przyjemność być testerami tornistrów, piórników z wyposażeniem, worków na buty, zeszytów, bloków i teczek.
Po otworzeniu paczki - wielkie WOOOW! Potem sprawdzanie jakości i nie ma powodów, by zachwyt był mniejszy! Tornistry z bajkowymi bohaterami są tak samo solidnie wykonane jak i lekkie. Odpowiednio sztywne, wyprofilowane z tyłu, posiadają dużą wewnętrzną kieszeń i trzy mniejsze oraz dwie boczne kieszonki (np. na picie) i kieszeń na zamek z przodu (np. na śniadaniówkę). Piórniki są pojemne i wyposażone w kredki (miękkie - sprawdzałam!), długopis, ołówek, flamastry, gumkę, temperówkę, linijkę i ekierkę. Wystarczające wyposażenie dla uczniów klas I - III. Worki na obuwie można założyć na plecy, są leciutkie, ale widać też, że mocne. W ofercie są też zeszyty, bloki i teczki - wszystko ze znanymi i lubianymi przez dzieci bohaterami. 
Julka z powodzeniem będzie korzystać z tych przyborów w III klasie, a Szymek ma już wyposażenie do "zerówki".
A ceny? Naprawdę przystępne! Tornister 69,00, piórnik z wyposażeniem 22,99, worek na w-f 7,99. 

Koniecznie zapoznajcie się z ofertą LIDLA na stronie: LIDL DO SZKOŁY









Dziękujemy LIDLOWI za świetną niespodziankę!

Czytaj dalej »

5 wartościowych rzeczy, które dał mi Internet jako mamie.

Internet może zrobić wodę z mózgu. Nie da się zaprzeczyć. Rodzicowi, który bardzo chce być najlepszy chyba szczególnie. Podatni jesteśmy na pseudopsychologiczne historie i różnego rodzaju porady, które serwuje w necie kto tylko chce. Stuprocentową prawdę o rodzicielstwie znajdziemy na co drugim blogu czy portalu internetowym. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Na szczęście dostęp do sieci może nam, rodzicom, dać też dużo dobrego! Trzeba tylko korzystać z niego z głową. Dziś chcę ci napisać o pięciu wartościowych rzeczach, które dał mi Internet jako mamie! Jestem ciekawa twoich typów!




1.  Dowiedziałam się jak ważny jest DOBRY FOTELIK!

Tak, to właśnie dzięki temu, co przeczytałam w Internecie (m.in. na blogach, choćby u Budującej Mamy) zmieniłam foteliki moich dzieci na inne. Niby uważałam się za osobę dosyć "obytą" w tym temacie, ale kiedy zaczęłam wgłębiać się w informacje znalezione w sieci, okazało się, że moja wiedza opierała się głównie na tym, że fotelik musi być. Nad tym JAKI już mało się zastanawiałam. Miałam ogólną wiedzę o tym, od ilu kilogramów, w jaki sposób można przewozić dziecko. Julka pewien czas jeździła na tzw. poddupniku... Już nie jeździ! Ma dostosowany do swojego wieku, wzrostu i wagi fotelik, który bardzo dobrze wypada w testach. To dzięki Internetowi stałam się w kwestii przewożenia dzieci autem dużo bardziej świadomym rodzicem!

2. Znalazłam  NAJLEPSZEGO CHIRURGA dla synka.

Pisałam o tym już wielokrotnie (m.in.  w tekście Gdy dziecko czeka operacja - spodziectwo oraz Jak znalazłam dobrego lekarza dla dziecka?) i przy okazji tego tekstu muszę podkreślić to jeszcze raz. Gdyby nie dostęp do sieci z pewnością Szymek byłby operowany w Grudziądzu, gdzie proponowali nam trzy etapową operację z niewiadomymi efektami. Na szczęście internetowe fora oprócz wielu bzdur cytowanych na osławionym już facebookowym profilu, pełne są też informacji pożytecznych takich jak opinie o lekarzach! Dzięki temu znalazłam jednego z najlepszych specjalistów w Polsce i to on operował Szymka. Wszystko odbyło się w jednej operacji i z sukcesem!

3. Dowiedziałam się, jakie mam prawa będąc W SZPITALU Z DZIECKIEM.

Tekst "Na patologii noworodka" znowu ostatnio jest przez was często czytany. Opisuję w nim 12- dniowy pobyt z Szymkiem na tymże oddziale w jednym z wojewódzkich szpitali. Gdybym wiedziała to, co teraz wiem dzięki Internetowi, na większość złych rzeczy, które nas tam spotkały bym nie pozwoliła! Na przykład na wypraszanie rodziców z sali podczas obchodu - praktykę sprzed lat, która jak widać w polskich szpitalach wciąż jest obecna. Protestowałabym przeciwko zamykanemu na klucz po 20:00 prysznicowi  i wyrzucaniu moich kanapek z lodówki. Wystarczy wejść do Internetu, by poznać swoje prawa jako rodzica podczas pobytu z dzieckiem w szpitalu (przytaczam je ogólnie też w linkowanym powyżej tekście). Podczas pobytu na pediatrii - w innym szpitalu - z Julią rok temu doświadczyłam czegoś zupełnie odwrotnego niż na patologii - profesjonalizm, szacunek i życzliwość wobec dzieci i ich rodziców. Można? Można!

4. Upewniłam się, że robię słusznie SZCZEPIĄC DZIECI.

Szczepię moje dzieci szczepionkami obowiązkowymi. Dziś jednak - mając tę wiedzę, która mam dzięki Internetowi - poważnie biorę pod uwagę szczepienie też na pneumokoki i rotawirusy. Na szczęście oprócz antyszczepionkowców sieć jest też pełna głosów zwolenników szczepienia, a przede wszystkim lekarzy i innych specjalistów z tej dziedziny. Bardzo dużo dał mi udział w akcji Kampanii "Pneumokokom mówimy - szczepimy!!!". Był on motywacją do poszerzenia wiedzy na temat szczepionek. Ze stron takich jak stopstopnop.pl czy szczepimy.pl dowiedziałam się m.in. jaką bzdurą jest wierzenie w autyzm jako reakcję na szczepienie (doktorek nieźle manipulował danymi a także płacił za próbki krwi dzieciom na imprezie swojego syna) czy tego, że sól, którą spożywamy na co dzień może być bardziej szkodliwa niż śladowe ilości etylortęci używanej do zabezpieczania szczepionek w pojemnikach. Wiem, że robię słusznie szczepiąc i cały czas zwiększam swoją wiedzę na ten temat.

5. Przekonałam się, że NIE JESTEM KOSMITKĄ!

. Lubię dyskutować na tematy wychowania, ale nauczyłam się, że z pewnym typem ludzi dyskutować się nie da. Trzeba mieć tą świadomość korzystając z "uroków" Internetu, bo na forach, blogach i w mediach społecznościowych co krok można napotkać [gówno]burzę, w której to rodzice (niestety głównie matki) niemal skaczą sobie do gardeł w obronie swoich racji. Internet nauczył mnie odpuszczać w pewnych sytuacjach, ale nauczył mnie też, że są rodzicielskie racje, o które walczyć trzeba - jednak tylko wtedy, kiedy naprawdę jest to konieczne w realnym życiu. W zależności od tego, co się czyta w sieci można dojść do wniosku, że jest się rodzicem - kosmitą ze swoimi metodami wychowawczymi albo wręcz przeciwnie. Znajduję na szczęście wiele symptomów tego, że jednak nie jestem kosmitką pozwalając dziecku się wybrudzić, tłumacząc zamiast dawać klapsy, czy umiejąc przeprosić swoje dzieci. Miła to świadomość, tym milsza, że niekiedy brak jej w realu. W ogromie wpływów i opinii nauczyłam się być sobą w rodzicielstwie i obracać się w towarzystwie ludzi z podobnymi poglądami, zamiast na siłę przekonywać do swoich racji tych, których przekonać się nie da.

[Grafika: pixabay.com]
Czytaj dalej »

'Opowieści spod czereśni' - książka o beztroskim dzieciństwie.

"Opowieści spod czereśni" Agnieszki Stelmaszyk to książeczka, która jest esencją beztroskiego dzieciństwa. Perypetie małego chłopca i jego kota Czarnesa przypominają mi moje wiejskie dzieciństwo: bieganie po łące i lesie, szukanie skarbów, zrywanie owoców w sadzie. Nie znajdziecie w niej jakichś niesamowitych przygód, ale cudowną atmosferę radości z odkrywania świata i beztroski! Idealna książka na dobranoc!


Beztroska to moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu "Opowieści spod czereśni". Mały chłopiec poznaje świat z kotem Czarnesem u boku.Tak właściwie nie wiadomo kto kim się opiekuje. Razem przemierzają łąkę i las w poszukiwaniu skarbów (a w dzieciństwie przecież skarbem może stać się niemal wszystko). W czasie tych wędrówek malec zadaje kotu setki pytań, a kot z iście kocią mądrością na nie odpowiada, ucząc chłopca np. czym są dmuchawce ("przeterminowane mlecze"). Kot mówi ludzkim głosem i prowadzi z Jankiem tak zabawne jak i kształcące rozmowy o tym, co ich otacza.

Nastrój beztroski podkreślają bajecznie kolorowe ilustracje Oli Szpunar. Pobudzają one wyobraźnię i ciekawość małego czytelnika.

Książeczka ma twardą oprawę i liczy 64 strony. Czytaliśmy po jednym - dwa rozdziały przed snem i dzieciaki za każdym razem wołały o jeszcze. Ta książka to dowód na to, że nie potrzeba fantastycznych przygód i wymyślnych bohaterów, by zainteresować małego czytelnika. "Opowieści spod czereśni" zapewnią każdemu malcowi kolorowe i beztroskie sny!






Wydawnictwo Zielona SowaData wydania: 2016 
Format: 195x240 
Oprawa: Twarda 
Liczba stron: 64 
Wiek czytelnika: 4-5 lat 

Książka do nabycia na stronie Wydawnictwa Zielona Sowa: www.zielonasowa.pl




Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Wokół Dzieci , Blogger