Post Top Ad

11:09

Nie masz pomysłu na prezent? Zrób fotoksiążkę PRINTU! [+ KONKURS!]

Napisała , w


Znasz ten dylemat przed urodzinami, imieninami czy inną ważną okazją, gdy chcesz obdarować kogoś bliskiego, a nie masz pojęcia czym? Niby znasz upodobania kochanej osoby, ale jednak to już ma, tamto banalne, a owamto nie pasuje do okazji. Ja znam to doskonale! Na szczęście odkąd poznałam takie cudo jak fotoksiążka PRINTU, mam ten problem z głowy! Teraz PRINTU daje jeszcze większy wybór: fotoksiążka, fotoalbum a może minibook? Wybór należy do ciebie! Sprezentuj bliskiej osobie coś wyjątkowego albo … wygraj to w konkursie, który organizuję dla ciebie wspólnie z PRINTU!

Moja pierwsza fotoksiążka

Pierwszą fotoksiążkę PRINTU zamówiłam jakieś dwa lata temu. Pamiętam te emocje podczas tworzenia projektu, a potem drżące ręce podczas rozpakowywania książki. Setki wspomnień wiążą się ze zdjęciami, a wspomnienia są przecież najcenniejszym, co mamy... Dlatego warto je zachować w tak pięknej formie jaką jest fotoksiążka! Moja sprzed miesięcy wygląda tak i zajmuje honorowe miejsce na półce:







Stworzyłam taki mały album rodzinny: od zdjęć ślubnych, poprzez ciąże, zdjęcia Julii i Szymona jako niemowlaczków aż po ówczesną teraźniejszość. Teraz czas na nową fotoksiążkę – wszak zdążyły już moje skarby sporo urosnąć od stworzenia tamtej!

Fotoksiążka – na pamiątkę i na prezent


Jednak fotoksiążka to nie tylko piękna pamiątka dla nas samych, ale też wyjątkowy prezent dla najbliższych osób! Twórcy PRINTU mają dla ciebie mnóstwo inspiracji i szablonów, które pozwolą wykonać album dla przyjaciółki, rodziców, chłopaka, czy nauczyciela. Mnóstwo wzorów, możliwości kolorystycznych, układów, możliwość podpisywania fotografii... To wszystko sprawi, że stworzenie fotoksiążki jest nie tylko proste, ale też jest świetną zabawą, a dla obdarowywanego prezentem stworzonym specjalnie dla niego, który mówi: „Jesteś dla mnie ważna/ważny!”.



Szukasz właśnie pomysłu na wyjątkowy prezent? Pokażę ci kilka propozycji PRINTU!




  • Prezent dla chłopaka


  • Prezent na 18


  • Prezent dla rodziców




  • Prezent dla mamy




Fotoksiążka, fotoalbum a może minibook?


PRINTU daje wiele możliwości nie tylko jeśli chodzi o układ zdjęć czy ilość stron, które możesz sobie dowolnie kreować, ale też jeżeli chodzi o rodzaj albumu. Do wyboru masz fotoksiążkę, fotoalbum a także od niedawna minibook. Którą opcję wybrać?

FOTOKSIĄŻKA

Fotoksiążka z Twoimi fotografiami, stworzona wg Twojego pomysłu i wydrukowana z dbałością o najmniejsze detale by sprawić Ci radość. [printu.pl]

FOTOALBUM

To profesjonalnie wydrukowany i oprawiony w fotolaboratorium album z Twoimi zdjęciami otwierany na płasko. Dzięki specjalistycznym urządzeniom, zdjęcia naświetlane są w wysokiej jakości, co pozwala na wierne odwzorowanie kolorów. „ [printu.pl]

Kluczowe są tu: oprawa – tej samej grubości co strony, matowa lub błyszcząca; strony klejone przy użyciu przekładek termicznych, wysokiej jakości papier fotograficzny oraz rozkładówka: fotografie drukowane są na jednym arkuszu papieru, dzięki czemu album otwiera się zupełnie na płasko.

MINIBOOK

Minibook drukujemy w najlepszym możliwym dla Ciebie rozmiarze. Album 15x15 jest na tyle uniwersalny, że będzie równocześnie świetnie wyglądać na Twojej półce wśród książek jak i bez problemu zmieści się w Twoim plecaku lub torbie. Możesz sięgnąć po niego w każdym momencie, z łatwością pokażesz go znajomym. [printu.pl]

Idealna opcja na album z fotkami z Instagrama!!! Ja sama długo opierałam się temu kanałowi social media, ale jak już go założyłam – przepadłam! Zaglądnij do mnie – teraz znajdziesz tam sporo zdjęć z remontu poddasza - klik: ola_greszcz :).


Fotoksiążka i fotoalbum występują w różnych rozmiarach i cenach. Możesz dodawać kolejne strony, wybrać rodzaj okładki, dodawać efekty specjalne, tekst... Pełna personalizacja i kwestia twojej wyobraźni! DO DZIEŁA!


KONKURS!


Razem z PRINTU przygotowaliśmy konkurs, w którym do wygrania jest FOTOKSIĄŻKA 25 x 20  Z DOWOLNĄ ILOŚCIĄ STRON!

Masz ochotę zdobyć tak wyjątkową nagrodę? Nic prostszego! Podziel się ze mną swoim ulubionym zdjęciem, takim, które wywołuje wzruszenie albo uśmiech, a przede wszystkim przywołuje piękne wspomnienia! Zdjęcie wraz z krótkim opisem zamieść w komentarzu pod banerkiem konkursowym na Facebooku: TUTAJ.

Bawimy się w dniach:

3 dni od zakończenia konkursu wybiorę jedną osobę, którą obdaruję nagrodą ufundowaną przez PRINTU!



REGULAMIN:


  1. Organizatorem konkursu jest blog Wokół Dzieci, a fundatorem nagrody PRINTU.
  2. Nagrodą jest FOTOKSIĄŻKA 25 x 20 z dowolną ilością stron.
  3. Wygrywa 1 osoba.
  4. Każdy może wziąć udział w konkursie tylko raz zamieszczając jedno zdjęcie w komentarzu pod banerem konkursowym na Facebooku.
  5. Zamieszczając zdjęcie akceptujesz warunki niniejszego regulaminu.
  6. Uczestnik musi być pełnoletni i posiadać prawa autorskie do zdjęcia.
  7. Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.
  8. Czas trwania konkursu:
  9. Wyłonienie zwycięzcy do 3 dni od zakończania konkursu.
  10. Zwycięzca zostanie ogłoszony w tym wpisie oraz na Facebooku.
  11. Na zgłoszenie laureata czekam 3 dni robocze na maila: wokoldzieciblog@gmail.com lub poprzez wiadomość prywatną na Facebooku.
  12. Po regulaminowym czasie wybieram kolejną osobę.
  13. Facebook nie ma nic wspólnego z organizacją konkursu.
  14. Udział w konkursie jest dobrowolny.

Tekst powstał we współpracy z PRINTU.


12:02

Nie chcę za parę lat kojarzyć się tylko z odkurzaczem albo komórką. A ty?

Napisała , w

Mówi się, że najlepszymi sędziami nas, matek, są nasze własne dzieci. I ja się z tym w pełni zgadzam. To one nas ocenią za kilka lat, a ich wspomnienia z nami związane będą prawdziwym wyznacznikiem naszego macierzyństwa. Nieważne, co mówi teściowa, koleżanka czy sąsiadka. Tak naprawdę liczą się wyłącznie uczucia dzieci. Z czym będzie kojarzyć cię twoje dziecko, gdy już dorośnie? Pytasz siebie czasem, mamo?...




Nie chcę, by moje dzieci tak mnie pamiętały...


Nie chcę za kilka - kilkanaście lat kojarzyć się moim dzieciom wyłącznie ze ścierą i odkurzaczem. Wolę mieć okruszki na dywanie i patrzeć, jak dzieciaki świetnie się bawią robiąc piknik na podłodze niż zapierdzielać za nimi krok w krok i sprzątać. A znam matki, dla których sprzątanie jest wręcz sensem istnienia. Przykre to.

Nie chcę, żeby pamiętały mnie głównie z tego, że bez przerwy siedziałam z nosem w laptopie albo w komórce. Przed zdobyczami technologii się nie uchronisz, ale cholernie łatwo się w nich zatracić. Uświadomiła mi to niedawno moja mama, dlatego zaczęłam zwracać baczniejszą uwagę na to, jak dużo czasu spędzam w internecie.

Nie chcę, by wspominały mamę, której nic się w życiu nie chciało. Przerażeniem napawają mnie pełne permanentnego zmęczenia życiem teksty mam, które  nie mają czasu przez cały dzień wypić ciepłej kawy  i to jest ich życiowym problemem, a słowo "hobby" kojarzy się z luksusem albo fanaberią.  I tak naprawdę to, że bloguję i scrapuję robię też dla moich dzieci. Mam nadzieję, że im też się w życiu będzie "chciało więcej".

Nie chcę też, by moje dzieci najczęściej wspominały moją nieobecność. W pogoni za karierą czy pieniędzmi.

Nie chcę, by najbardziej pamiętały moje nieustannie: "NIE!" i latanie za nimi z mokrymi chusteczkami, żeby tylko rączki i buźka nie były brudne. Nie chcę być matką ograniczeń i zakazów.

Nie chcę kojarzyć im się z krzykiem, naburmuszoną miną, złością, frustracją ani - co najgorsze - z przemocą. A wciąż jest tak wiele matek, dla których bicie jest najlepszą metodą wychowawczą... Nie chciałabym być takim wspomnieniem.


 A ty?... Jak chcesz być widziana przez swoje dzieci?

Chcę za kilka - kilkanaście lat kojarzyć się moim dzieciom z ...


bezpieczeństwem, ciepłem, uśmiechem, czułością

ze wspólną zabawą, ale też z dawaniem wolności

z pozwalaniem na brudzenie się i robienie artystycznego bałaganu w zabawie

z tym, że warto w życiu mieć pasję

z pracowitością, ale i umiejętnością odpoczywania

z własnym zdaniem

z bajkami na dobranoc i przytulańcami wieczornymi

z umiejętnością mówienia "kocham"

z domem zadbanym, ale nie takim, co pełni rolę muzeum

ze spacerami i miłością do świata

z poczuciem akceptacji i nauką tolerancji

z poczuciem humoru

z dobrym jedzeniem, ale też wypadami na pizzę :)

z rozmowami o wszystkim i o niczym

z byciem blisko a nie tylko obok...

To, co naprawdę ważne to odczucia naszych dzieci...


Presja na bycie idealną matką jest ogromna. Już kilkakrotnie poruszałam ten temat na blogu a ostatnio we wpisie "Żeby tylko nikt się nie dowiedział, jak naprawdę wychowuję swoje dziecko...", który pobił rekord popularności wśród wszystkich postów na blogu. Seriale, blogi, czasopisma dla mam, a do tego kryjące się ze swoimi problemami i niedoskonałościami inne mamy sprawiają, że każdy najmniejszy błąd i słabość spędzają nam sen z powiek. Współczesność stawia matkom wysokie wymagania, a i  my same często nie potrafimy się do nich zdystansować. Efekt? Jednym z wielu jest bycie nie taką matką, jaką chciałyby naprawdę mieć dzieci, ale taką, jaką chce widzieć otoczenie... Błąd. Duży błąd.

Dom musi lśnić czystością, obiad codziennie być z trzech dań, zabawki dizajnerskie tudzież edukacyjne, pokój dziecięcy jak z żurnala, wyniki dzieci w szkole najlepsze, a szczytem ideału jest łączenie tego wszystkiego z pracą zawodową. Cudów jednak nie ma. Coś kosztem czegoś. Niestety kosztem tego, że zamiast szczęśliwej matki [tak, twoje szczęście też jest ważne!] dzieci mają matkę - zombie, matkę - cyborga, matkę - udawaczkę, która nie ma odwagi okazać słabości i tak naprawdę zabija w sobie instynkt, który podpowiada najlepiej, jak być dobrą mamą. A dzieci to czują...

Jestem świadoma tego, że nie wszystkie błędy, jakie popełniamy jako matki są wynikiem tego dążenia do perfekcji. Niestety bicia, agresji nie tłumaczy nic, a są mamy, które do macierzyństwa zwyczajnie nie dorosły albo mają wypaczone spojrzenie na dobro swoich dzieci. Znasz je na pewno nie tylko z telewizji...

Jedynym i drugim, i trzecim i czwartym [bo każda z nas jest inna] - wszystkim nam, matkom - potrzebna jest taka chwila, w której zatrzymamy się w codziennej gonitwie i spytamy same siebie: JAK ZAPAMIĘTA MNIE MOJE DZIECKO? CO PRZYJDZIE MU NA MYŚL, KIEDY ZA KILKANAŚCIE LAT BĘDZIE MYŚLEĆ O MAMIE? 

Odpowiedź na te pytania otworzy ci oczy na to, jaką mamą powinnaś być dla swoich dzieci - taką, jak sugeruje społeczeństwo, media, teściowa czy taką, jakiej naprawdę potrzebują twoje dzieci? Ja wybieram tę drugą opcję.
06:58

Nowe kosmetyki dla atopików - testowanie NovaClear Atopis.

Napisała , w

Warto poznać prawdziwe potrzeby swojej skóry. Przekonałam się o tym całkiem niedawno - ja, trzydziestolatka, która do niedawna stosowała pachnące kosmetyki z drogerii mające rzekomo nawilżać moją skórę - dowiedziałam się, że mam skórę atopową i wrażliwą, która potrzebuje wyjątkowej pielęgnacji. Od tego czasu stawiam na emolienty i dermokosmetyki przeznaczone dla atopików. Niedawno w moje ręce trafiły nowe dermokosmetyki NovaClear ATOPIS. Poznaj moje wrażenia z testowania!




NovaClear ATOPIS to linia kosmetyków marki NovaClear przeznaczona do cery atopowej, suchej i wrażliwej. Są to kosmetyki dla osób dorosłych, nie tylko tych chorujących na atopowe zapalenie skóry., ale także ze skórą skłonną do przesuszania i podrażnień. Linia ATOPIS to nowość wśród produktów NovaClear. Oprócz niej znajdziesz tu linię ACNE do pielęgnacji skóry trądzikowej oraz BASIC CARE - pielęgnację uzupełniającą. Po szczegóły zaglądaj na stronę www.novaclear.eu


Jak wspomniałam dzięki fajnej akcji w serwisie Zblogowani.pl miałam okazję poznać i przetestować dwa kosmetyki z tej linii: płyn do mycia twarzy i ciała oraz krem natłuszczający do twarzy i ciała.  Celowo długo czekałam z zamieszczeniem swojej opinii na blogu, ponieważ chciałam naprawdę dobrze przetestować kosmetyki i jak możecie zobaczyć na zdjęciach, zużyłam je praktycznie do samego końca. Teraz czas na moją opinię!




KREM NATŁUSZCZAJĄCY DO TWARZY I CIAŁA ATOPIS INTENSIVE CREAM
Według producenta krem ma następujące właściwości:


  • natłuszcza przesuszoną skórę,
  • chroni ją przed szkodliwymi czynnikami,
  • wazelina w nim zawarta zapobiega odparowywaniu wody z naskórka,
  • organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową skóry,
  • ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i likwiduje świąd skóry,
  • krem przywraca skórze miękkość, nawilżenia i optymalną równowagę,
  • nie zawiera barwników ani substancji zapachowych,
  • ph ~5,5
Według mnie po ponad miesiącu stosowania:


Krem rzeczywiście fajnie pielęgnuje skórę. Pozostawia ją natłuszczoną, nawilżoną i nie podrażnia. Miałam też okazję sprawdzić, że łagodzi podrażnienia. Stosowany na wysypkę sprawił, że mniej swędziała i chyba szybciej się zagoiła.Krem nie ma zapachu.
Minusem jest dla mnie niestety konsystencja. Krem jest tak gęsty, że wręcz trudno wycisnąć go z tubki, a przez swoją gęstość też dość trudno się rozprowadza na skórze.





PŁYN DO MYCIA TWARZY I CIAŁA ATOPIS FACE & BODY WASH

Według producenta właściwości płynu to przede wszystkim:
  • delikatne oczyszczanie skóry bez naruszenia jej bariery,
  • odbudowywanie warstwy lipidowej naskórka dzięki organicznemu olejowi konopnemu,
  • łagodzenie świądu i eliminowanie podrażnień dzięki korzeniowi lukrecji,
  • nawilżenie skóry dzięki glicerynie,
  • przyspieszenie regeneracji naskórka dzięki pantenolowi,
  • ochrona skóry przed wolnymi rodnikami dzięki witaminie E,
  • bez barwników i substancji zapachowych,
  • ph ~5,5
Według mnie po ponad miesiącu stosowania:

Płyn rzeczywiście jest łagodny i nie powoduje podrażnień wrażliwej skóry. Stosowałam go zarówno do twarzy jak i ciała, także wtedy, gdy po wyrywaniu chwastów moje przedramiona usiane były zadrapaniami i wysypką. Delikatnie myje skórę i pozostawia ją świeżą, nienapiętą oraz nawilżoną. 

Płyn nie ma zapachu. Jest przezroczysty [co starałam się pokazać na fotografii]. Ma dosyć rzadką konsystencję, która dla mnie jest minusem. Bardzo słabo się pieni i nie jest zbyt wydajny. Trzeba jednak pamiętać, że jest to dosyć typowe dla tego typu kosmetyków pozbawionych sztucznych substancji powodujących właśnie pienistość. 

Płyn dostępny w poj. 250 i 500 ml.

PODSUMOWANIE

NovaClear ATOPIS to nowa propozycja dla osób ze skórą suchą, wrażliwą i atopową. Nie można tym dermokosmetykom odmówić działania opisywanego przez producenta: natłuszczają, nawilżają, nie powodują podrażnień, a wręcz je łagodzą. Zachęcają też niewygórowaną ceną, która często potrafi zniechęcić w przypadku dermokosmetyków i emolientów. Kosmetyki mają jednakże według mnie swoje minusy, które dla kogoś mogą być nieistotne, a wręcz mogą zamienić się w plusy. każdy bowiem preferuje inną konsystencję kosmetyków. Najlepiej więc wypróbować te kosmetyki na własnej skórze! Koniecznie napisz mi wtedy o swoich odczuciach!







zBLOGowani.pl
07:40

Czy wiejskie matki nie chodzą do pracy z lenistwa?

Napisała , w

Wiele wskazuje na to, że w najbliższy czasie będę miała wreszcie możliwość pójść do pracy. Po 10 latach w domu. Moja ekscytacja pomieszana z obawami - level hard. Ile się przez te 10 lat nairytowałam, ile nakombinowałam, ile napłakałam to moje. Nie mam zamiaru się tłumaczyć, ale myślę, że warto przybliżyć sytuację zawodową wiejskich mam i to, ile przeszkód muszą pokonać, żeby pójść do pracy. Tak niewiele się o tym mówi, a problemy mam ze wsi też zasługują na uwagę!



Niedawno miałam okazję rozmawiać z pewną panią psycholog [pozdrawiam ;)] o tym, dlaczego tak długo musiałam czekać na to, żeby móc wreszcie szukać pracy. Powiedziała, że nasza rozmowa uświadomiła jej, jak trudna jest sytuacja zawodowa wiejskich matek. Bardzo miła odmiana po wielu beztroskich stwierdzeniach, że "wystarczy chcieć", "to zależy tylko od ciebie" albo "siedzisz w domu z lenistwa/bo tak ci wygodnie"... 

O sytuacji matek na rynku pracy mówi się trochę, ale o problemach mam ze wsi w tym trochę jest bardzo niedużo albo i nic [Poprawcie mnie, jeśli się mylę...]. A są one diametralnie inne, niż problemy mam z miast, które chcą wrócić do pracy po urodzeniu dziecka. One martwią się, czy ich miejsce pracy będzie nadal na nie czekać, my - czy będzie jakiekolwiek w promieniu 20 km. One martwią się, czy będzie miejsce w przedszkolu, my - jak dowieziemy dziecko do przedszkola oddalonego o kilka - kilkanaście kilometrów...

Jak jest naprawdę - dlaczego mamom ze wsi o wiele trudniej jest zacząć lub wrócić do pracy zawodowej niż mamom z dużych miast? 



Żłobek: a co to takiego???  :P Najbliższy jest 25 km stąd... I chyba nie spotkałam się jeszcze ze żłobkiem w małej miejscowości... Jeśli do pracy chcesz pójść zanim dziecko skończy trzy latka pozostaje ci opiekunka albo pomoc rodziny, ale o tym za chwilę...


Przedszkole: w większych wsiach bywają takie instytucje, ale w takich prawdziwych wioseczkach jak na przykład moja - zapomnij. Radość jest jak jest szkoła, a co dopiero marzyć o przedszkolu. Najbliższe odległe o 6 km, kolejne o 11 km. Także dowóz konieczny...


Szkoła: w mojej wsi zostały trzy klasy, a w sąsiedniej póki co sześć, ale wszystko pod wielką niewiadomą. Wiejskie szkoły stają się nieopłacalne [za to opłaca się płacić przewoźnikom...].



Opieka nad dziećmi: kwestia żłobka, przedszkola i szkoły już wiesz jak wygląda. Spytasz: a babcia albo opiekunka? Otóż babcia to nie jest instytucją do opieki nad dziećmi i choć wspaniale, kiedy ma na to ochotę i pomaga w ten sposób, ale ma prawo nie mieć... Bywa, że po prostu sama pracuje a innej osoby z rodziny nie ma do pomocy. Opiekunka? Znaleźć ją w tak malutkiej wsi graniczy z cudem...



Obowiązki: nadal wiele rodzin na wsi prowadzi gospodarstwa, więc kobiety mają swoje obowiązki w obejściu.



Miejsca pracy: na wsi? Serio? Chyba, że jako pomocnik w gospodarstwie sąsiada... Żartuję :P W większych wsiach - miejscowościach gminnych już takowe są - ale na typowym wygwizdowie nikt nie otworzy banku, biura ani nawet stolarni.



Godziny pracy: niby takie same dla mam ze wsi i z miasta, ale kiedy świetlica w szkole jest do 14 a nie do 17, a ostatni autobus do domu odjeżdża o 15 a nie o 22 sprawa wygląda zgoła inaczej...


Środek transportu: jeśli masz prawo jazdy i samochód - masz połowę sukcesu. Jeżeli nie, to twoja kariera ma szansę się o to rozbić - niestety... Autobusy u mnie jeżdżą dwa: rano przed 8 i popołudniu o 15. Potem z miasta do domu jedynie na piechotę...


Logistyka: i o to się właściwie wszystko rozbija. LO-GIS-TY-KA!

Każdej mamie jest trudno pogodzić obowiązki matki z pracą zawodową. Każdej, która to robi należy się podziw i szacunek. Jednak mamy ze wsi mają do ogarnięcia i pogodzenia jeszcze kilka innych rzeczy - tych, o których napisałam powyżej. By wrócić do pracy po urodzeniu dziecka albo w ogóle zacząć jakąś karierę zawodową muszą pomyśleć o organizacji opieki nad dzieckiem, dowożeniu do przedszkola czy szkoły, środku transportu, a nierzadko też o obowiązkach w gospodarstwie...


Moja mama jeździła do pracy na rowerze 5 km cztery razy dziennie, bo sklep otwarty był z przerwą. Lato, zima, my w szkole czy w domu - jeździła i pracowała tak kilka lat. Było jej cholernie ciężko, ale trzeba było utrzymać pięcioosobową rodzinę, a jedna pensja taty to było za mało. Podziwiam ją bardzo za to, że dawała radę. 

Cholernie często myślenie innych osób - tak dalekich od wiejskich realiów - jest krzywdzące. Tak niewiele mówi się o naszej sytuacji. Dyskutuje się o braku miejsc w przedszkolach, a na wsi nie ma ich w ogóle. Mówi się o reformie edukacji, a wiejskie szkoły likwidowane są w ciszy. Infrastruktura jest śmiechu warta: wycofuje się pociągi i autobusy, bo się nie kalkuluje. Nie słyszałam, by ktokolwiek publicznie poruszał problemy mam ze wsi, które chcą pójść lub wrócić do pracy...

Nie oczekuję jakiegoś współczucia, ale zanim powiesz do mnie, że "siedzę w domu, bo tak i wygodnie" zastanów się dwa razy. Jest wiele mam na wsi, które chcą iść do pracy, ale przeszkody niestety je przerastają... Dla tych, który udaje się to wszystko jakoś godzić wielki szacunek z tego miejsca! Mam nadzieję, że od jesienie wreszcie do nich dołączę!

22:42

Kredyt hipoteczny, wynajem czy mieszkanie z rodzicami? Co wybrać, żeby nie żałować?

Napisała , w

Nowe, piękne domy rosną jak grzyby po deszczu. Miejsca, które jeszcze kilka lat temu były szczerymi polami teraz są nowymi dzielnicami miast. Mnie też się marzył mały, biały domek z ogródkiem. Jednak stało się inaczej... 


Pomimo, że poczyniliśmy już kroki ku budowie domu, kilka tygodni temu postanowiliśmy jednak, że zaadaptujemy poddasze u moich rodziców na mieszkanie. Dlaczego nie wzięliśmy kredytu pod hipotekę? Dlaczego nie zdecydowaliśmy się na wynajem, który też braliśmy pod uwagę? Co wybrać, żeby nie żałować, kiedy szuka się swojego kąta? O tym będzie ten post...



W poszukiwaniu własnego kąta...



Jeśli mnie czytasz od jakiegoś czasu to wiesz, że marzyła mi się budowa własnego domku. Zresztą -kto by nie chciał. Żyjemy w czasach, w których co druga rodzina ma kredyt hipoteczny i własny dom. Z kolei ta, która nie ma, zwykle mieszka z rodzicami lub wynajmuje... Każda opcja ma swoje plusy i minusy.

Nasza sytuacja mieszkaniowa jest dosyć skomplikowana .... Mieszkamy, powiedzmy, kątem u rodziny i jasne było, że tutaj zostać nie możemy. Pomysłów mieliśmy mnóstwo, jednak zawsze było jakieś "ale"...

Kredyt hipoteczny na budowę lub kupno domu


U nas było tak:

Byliśmy już blisko... Mamy działkę. Zaczęliśmy ją przekształcać na budowlaną. Byliśmy psychicznie gotowi na 30 lat spłacania kredytu... Niestety: zdolności kredytowej brak.

Jedna pensja daleka od kosmicznej średniej krajowej to za mało, by wziąć kredyt. Musiałabym pójść do pracy i mieć dobrą umowę oraz dobre zarobki Wszystko fajnie, bo do pracy iść chcę bardzo (od kilku lat, ale to jest temat na osobny post pt."Dlaczego wiejskim matkom tak trudno pójść do pracy?", ewentualnie "Czy wiejskie matki nie pracują z lenistwa?"), ale zanim dostałabym tę "dobrą umowę" i "dobre zarobki" minęłoby z pewnością kolejnych kilkanaście miesięcy. O ile w ogóle by się to udało...

Zalety tej opcji [jeżeli dochodzi do skutku]: zupełnie oddzielny dom i posesja; swoje podwórko, na którym robisz, co chcesz; dopasowanie wnętra do rzeczywistych potrzeb rodziny od podstaw; pozostawienie potem domu dzieciakom w spadku...
Wady tej opcji: kredyt praktycznie do końca życia, z wysoką ratą i wynikające z niego zobowiązania; odpowiedzialność i stres z tym związane; "zamknięcie" drzwi do innych inwestycji na kredyt.

Wynajem mieszkania


U nas było tak: 

To niby też jest opcja. Niby wiele rodzin wynajmuje do końca życia i czują się z tym dobrze. Niby lepsze to niż mieszkanie z rodzicami... Ale my już to przerabialiśmy. Niepewny chleb. Przynajmniej jeśli chodzi o wynajem za ścianą u właścicieli, co w naszej okolicy jest najczęstszą opcją. Bloki i wspólnoty mieszkaniowe najbliżej 25 km stąd, a to wiązałoby się ze zmianą szkoły, pracy i w ogóle zupełną dezorganizacją życia. No i czynsz... Nic mniejszy od raty kredytu hipotecznego... 

Plusy tej opcji: brak zobowiązania w postaci kredytu; mieszkanie oddzielnie.
Minusy tej opcji: nabijasz komuś kabzę i to nie małymi pieniędzmi; nie jesteś u siebie - właściciel decyduje o losach mieszkania.

Mieszkanie z rodzicami


Tak było u nas:

No cóż, jest to dosyć powszechne rozwiązanie wśród pokolenia 20-30 latków. Rozmawiałyśmy o tym z czytelniczkami jakiś czas temu na moim fanpage'u na Facebooku. Z czego wynika fakt, że tak wielu z nas z własnymi rodzinami zostaje w rodzinnych domach? To temat na osobny wpis...
My wróciliśmy na "stare śmieci", czyli do rodziny Grzegorza po tym, jak wypowiedziano nam mieszkanie. Julka miała wtedy 5 miesięcy. Nie mogliśmy znaleźć niczego na szybko... Jedyną [tak nam się wtedy wydawało] opcją było zamieszkanie u mamy męża. Prawie 3 lata mieszkaliśmy na jednym pokoju, a potem przeprowadziliśmy się tuż obok - szwagier pozwolił nam mieszkać w budynku gospodarczym przerobionym na mieszkanie... I tak mieszkamy tu do dziś... 

Plusy tej opcji: oszczędność pieniędzy - nie płacisz czynszu [raczej :P]; pomoc w opiece nad dziećmi [zwykle, choć to nie reguła]
Minusy tej opcji: trzeba umieć iść na kompromis, bo każdy chce żyć po swojemu...

A może zupełnie inne rozwiązanie?

Czyli aranżacja poddasza na mieszkanie :)


Czasami bywa tak, że najprostsze rozwiązania przychodzą nam do głowy najpóźniej, a te najlepsze wydają się być zbyt oczywiste. 

Czasami trzeba  zweryfikować swoje marzenia i plany i zastanowić się, czy warto porywać się z motyką na słońce.

Czasami trzeba otworzyć szerzej oczy i dostrzec, że tak naprawdę to, co najważniejsze ma się na wyciągnięcie ręki...

Czasami bardzo trudno jest podjąć decyzję. Wszak decyzja o miejscu zamieszkania to decyzja z gatunku życiowych. A mało kto ma łatwość podejmowania takich. Szczególnie, że perspektywa mocno się zmienia, kiedy pojawiają się dzieci...

Nasza decyzja zapadła właściwie z dnia na dzień. I wszędzie zdziwione miny: "Nie budujecie się jednak?".  Ano nie będziemy czekać na zdolność kredytową, która może nie nadejdzie nigdy i tkwić w martwym punkcie, bo życie ucieka, a własnego kąta jak nie było tak nie ma... No teraz właściwie już jest :).

Nie osobno, bo w domu moich rodziców, ale całe poddasze tylko dla nas, zrobione od podstaw własnymi rękami i urządzane tak, jak nam się wymarzyło. Osobne pokoiki dla dzieci, pokój  z widokiem na las dla nas, łazienka i kuchnia z oknem dachowym. Niecałe 60 merów.

I nie będę już prosić złotej rybki o pałac. To nam wystarczy. 






Co wybrać, żeby nie żałować?


Kredyty hipoteczne to jest teraz właściwie norma. Naszym rodzicom pewnie się nawet o nich nie śniło, więc też nie mieli takiego parcia na własne M jakie ma nasze pokolenie... Dzisiaj trzydziestolatek bez własnego domu czy mieszkania może czuć się przegrany, ale czy powinien?...

Nie ma idealnego rozwiązania. Każde ma swoje wady i zalety, a w dodatku są one inne w zależności od sytuacji życiowej i finansowej każdego z nas.Nam nikt nie powiedział, jaką decyzję podjąć, więc i ja ci nie powiem... Jeśli się wahasz, zastanawiasz, rozważasz za i przeciw, być może ten tekst ci trochę pomoże, ale i tak ostateczna decyzja należy do ciebie.


Jedno jest pewne: dom to nie tylko cztery ściany, to przede wszystkim ludzie... I to nie jest frazes! Ludzie tworzą atmosferę, a ona jest ważniejsza niż fakt, czy płacisz kredyt, czynsz czy mieszkasz u rodziców. Jeśli otaczają cię dobrzy ludzie i twoja rodzina czuje się w tym miejscu szczęśliwa, to była dobra decyzja! I dlatego też ta, którą my podjęliśmy jest dobra. Amen.






Grafika:Designed by Freepik

Post Top Ad

Instagram