Post Top Ad

11:00

Nie chcę, żeby moje dzieci były dla wszystkich miłe!

Napisała , w

- Oj, jaki miły i grzeczny chłopczyk! - mówią starsze panie na widok cichutko siedzącego na kolanach u mamusi pięciolatka. Kiedy na każde pytanie grzecznie odpowiada i to tak, jak tego oczekuje pytajacy to już w ogóle jest cacy! Może ewentualnie spuścić wzrok i wbić go w podłogę.
Od dziecka oczekuje się, że będzie grzeczne, a grzeczne to znaczy posłuszne, miłe i życzliwe. Dla rodziny, ale i dla nieznajomych, którzy zagadują do niego w autobusie czy w sklepie. Dziecko jak jest dla wszystkich miłe, to jest fajne, a jak już ma swoje zdanie, którego nie omieszkuje wyrażać, to fajne nie jest...


A ja nie chcę, żeby moje dzieci były dla wszystkich miłe! Nawet bardzo nie chcę!


Moje dzieci to nie Nutella - nie wszyscy muszą je lubić

Generalnie nie musisz lubić moich dzieci. Szczególnie jeśli jesteś obcą osobą, która - nie wiedzieć dlaczego - oczekuje od wszystkich napotkanych dzieci potulności, nieśmiałego uśmiechu i odpowiadania na każde twoje pytanie. 

Moje dzieci nie są do lubienia. Mają prawo mieć gorszy dzień i własne zdanie. Mogą nie chcieć rozmawiać z obcymi a nawet uważam, że powinny - na pewno wtedy, kiedy nie ma mnie z nimi. Wtedy chciałabym, żeby absolutnie nie były miłe dla obcych, napotkanych na swojej drodze osób!

Mogą być nawet wtedy niegrzeczne! Pozwalam!

Wpajanie dzieciom, że powinny być miłe i grzeczne dla wszystkich może mieć niestety naprawdę zgubne skutki... Nigdy nie wiesz, kogo twoja pociecha spotka w drodze ze szkoły, na wycieczce, w parku czy w galerii...


Lepiej być asertywnym zamiast miłym

Asertywność to modne słowo. Szkoda tylko, że nie w stosunku do dzieci. W stosunku do nich nadal panuje średniowieczne przekonanie, że najlepiej, jeśli będą posłuszne i miłe. Wiem, że nie wszyscy tak myślą, ale ja znam takich bardzo wielu... 

A prawda jest taka, że lepiej być asertywnym niż miłym!
Znać swoją wartość.
Mieć własne zdanie i umieć je wyrażać. 
Nie zgadzać się na wszystko. 
Nie spuszczać potulnie głowy, kiedy ktoś po nas jeździ. 
Nie dawać się gnoić. 
Nie milczeć, kiedy trzeba mówić!

Chcę, by właśnie takie był moje dzieci. Już od teraz i przez całe życie!


Ja mam z tym problem. Nie chcę, by miały go moje dzieci!

Mam problem z asertywnością odkąd pamiętam. Nawet zanim poznałam znaczenie tego słowa, to go miałam :P.

Pamiętam, że jako dziecko bardzo chciałam dogodzić wszystkim. Byłam taką dyplomatką, która zażegnywała konflikty i tłumaczyła się każdemu z osobna i wszystkim razem. Nie cierpiałam kłótni, sytuacji, w których trzeba było bronić swojego zdania i miałam ogromny problem z odmawianiem choćby ściągania na sprawdzianie czy rozwiązywania za kogoś zadań. Przypłacałam wiele takich sytuacji bólem brzucha i łzami. 

Walczę z tym do dziś. 

Nawet w dorosłym życiu miałam taki etap, że pozwalałam się gnoić i jeździć po sobie do oporu.  Dużo mnie kosztowało wyjście z tego stanu. A ludzi budujących swoją wartość kosztem innych, lubujących się w szmaceniu kogoś, zazdrosnych, zawistnych, po prostu wrednych niestety nie brakuje!

Niedawno znowu mi się to zdarzyło. Wkurw wewnętrzny na maksa, bo zostałam bezpodstawnie o coś oskarżona [ciul, że sprawa dla mnie z gatunku gówniarskich, ale dla tej drugiej osoby z cyklu życie albo śmierć] a na zewnątrz nie mogło nic wyjść. Miałam ochotę wybuchnąć a nie umiałam. Nie, nie żeby ubliżyć, wydrzeć mordę, być niekulturalną, ale żeby się obronić - kulturalnie acz stanowczo! I ta sytuacja mnie zainspirowała do napisania niniejszego tekstu.

Przyznaję się wam do tego po to, żeby podkreślić, że w życiu, kuźwa, nie chodzi o to, żeby być dla wszystkich miłym!

Nie idźcie tą drogą - jak powiedziałby pewien polityk. I nie każcie nią iść swoim dzieciom. Bo nic dobrego z tego nie wyniknie!

Dobrze być miłym i życzliwym, ale bez przesady...

Nie chodzi mi o to, żeby robić z dzieci małych królewiczów i królewny, co to ustawiają wszystkich pod swoje dyktando! Nie, nie i jeszcze raz nie! Despotyzm to nie to samo co asertywnosć!

Wiem, że są sytuacje, do których dostosować się trzeba, jak choćby lekcje w szkole. I tak też być powinno. Równowaga w życiu musi być. Żyć w społeczeństwie, współżyć z innymi też trzeba się nauczyć! Elementem tego życia - na początku choćby w grupie rówieśniczej - jest tak samo umiejętność przystosowania się jak i asertywność właśnie.

Chcę, żeby moje pociechy były miłe, życzliwe, uczynne, ale, kurcze, nie dla wszystkich i nie zawsze! Są sytuacje, w których nie powinny, są takie, w których nie muszą i mają do tego prawo. identycznie jak dorośli. Nas też nikt nie zmusza do dzielenia się swoimi rzeczami, nikt się nie dziwi, kiedy nie mamy ochoty na drinka,a małżeństwo bez szczerych rozmów o uczuciach - to też jest asertywność - niestety ma duży problem. I o to w tej całej asertywności chodzi.

O zachowanie własnej tożsamości mając na uwadze także emocje innych ludzi i sytuację, w jakiej się znajdujemy. 

Uczmy dzieci asertywności!

W stosunku do obcych, którzy mogą im zagrażać to jedno, ale asertywni powinniśy być w stosunku do wszystkich!

I w stosunku do kolegi, który namawia na papierosa i do tego, co chcę łopatkę, choć sam ma swoją tylko, że nie w tym kolorze, co mu się zamarzyła.
I w stosunku do pana, co próbuje wciągnąć do auta metoda na cukierka, i do nauczycielki, która uparcie twierdzi, że Jasiek nie zrobił zadania sam, bo on ma na to za słabe oceny [znam takie przypadki].
I nawet na lekcji WOS-u - żeby umieć wyrazić swoje pierwsze polityczne poglądy, a później robić to na wyborach.
I kurde żeby nie przepraszać koleżanki za każdym razem, chociaż nie raz wina leży przecież po obu stronach albo nawet po jej. Nie przepraszać ze strachu przed odrzuceniem, tylko nauczyć się mówić o swoich uczuciach tak, żeby się dogadać.

I pozwalajmy na nią! 

Niech dzieciak wybierze kolor bluzki albo czy zje kanapkę z pomidorem czy z ogórkiem. 
Niech zdecyduje, czy iść na kółko plastyczne czy teatralne.
Niech ma prawo odmówić odwiedzin u nielubianego kuzyna.
Niech nie ustępuje młodszemu rodzeństwu we wszystkim.
Niech może otwarcie mówić o swoich uczuciach.
Niech się tego nie boi.
Nasza, rodziców, w tym głowa!


I jeszcze na koniec za asertywnosc.net - podkreślam - zawsze

Asertywność – w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych.


Asertwnym jest łatwiej i lepiej w życiu. A przecież wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci były szczęśliwe, a nie uległe i posłuszne jak owieczki...

12:02

Zdradzę ci niezawodny sposób na zmianę trudnych zachowań dziecka!

Napisała , w

Nie ma dzieci idealnych, choć znam rodziców, którzy twierdzą, że takie mają. Za to na innych dzieciach widzą wszystko, co złe. No cóż. Są ludzie i parapety.
Są natomiast problemy z zachowaniem dzieci i rodzicielskie: "Co ja mam z nim / z nią począć?", zachodzenie w głowę, co z latorośli wyrośnie i jak "wyplenić" dziecięce wady. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten rodzic, który chociaż raz nie miał takich myśli.
Ja miałam. Po tysiąckroć. Szukałam sposobów w mądrych książkach i w internetach. Aż pewnego wrześniowego dnia, usłyszałam od bardzo mądrej osoby coś, co mnie olśniło i zmieniło mój sposób myślenia o problemach z dziećmi. Dzisiaj chcę zdradzić niezawodny sposób na zmianę trudnych zachowań dziecka i tobie, udręczony - być może - rodzicu, który to czytasz!



Małe dziecko - mały kłopot, duże dziecko -duży kłopot...


... mawiała tak moja babcia, mawiała i mama. Jako dziecko oczywiście nie rozumiałam, o co im chodzi. Dzisiaj mogłabym im przybić przysłowiową piąteczkę. Święta prawda.

Wiadomo, że noworodek i niemowlę potrafią przysporzyć rodzicom zmartwień, ale inne są zmartwienia związane z dajmy na to ściąganiem serwetek albo lękiem separacyjnym u maluszka, a zupełnie inny wymiar mają dylematy wychowawcze związane z kilkulatkiem albo - OMG - nastolatkiem. To są sprawy naprawdę dużego, rodzicielskiego kalibru!

Co z tego dziecka wyrośnie?!

Wszystko jest ładnie, pięknie, dopóki berbeć jest słodki i nie okazuje za bardzo swojego zdania. Siedzi tam, gdzie go posadzisz, ładnie bawi się grzechotką i nie potrafi jeszcze odpyskować ;). 

Później zaczynają się schody... 

Mówię to ja: matka 9-latki i 5-latka, którzy do cichych, spokojnych i uległych dzieci nie należą. A takie utarło się uznawać za grzeczne,prawda?

W każdym bądź razie przewracałam się na tych schodach nie raz. Kolana obijałam. A moze raczej matczyny mózg i serce. Na kolanach już się wczołgiwałam. Takie miałam wrażenie. Bo robiłam przecież wszystko najlepiej jak umiałam, a jednak moje pociechy nie zachowywały się tak, jak powinny.

A to wymuszanie w sklepie, a to totalne olewactwo i lenistwo,  a to znów nieumiejętność współżycia w grupie rówieśniczej. Brak koncentracji, pyskówki, spanie w naszym łóżku, wydziwianie z jedzeniem. Mogłabym wyliczać długo. I zastrzegam - jeśli jesteś jednym z tych rodziców idealnych, co to mają idealne dzieci, w ogóle tego nie czytaj!

Szukanie sposobu...

No i wlaczysz z tym dzieckiem. Bo często inaczej tego nazwać nie można. Krzyczysz nie raz albo ręce załamujesz. Zachodzisz w głowę: co robisz źle? Przecież chcesz dla dziecka jak najlepiej! Mało tego - wydaje ci się, że tylko twoje dzieci sprawiają problemy - bo ludzie, a szczególnie matki lubią strugać doskonalsze niż są w reczywistości [pisałam o tym tutaj: "Żeby tylko nikt się nie dowiedział, jak naprawdę wychowuję swoje dziecko..." , który pobił rekord odwiedzin bloga]


Oto, co powiedziała mi pewna mądra osoba... 


RODZICU, ZMIANY W DZIECKU ZACZYNAJ OD ZMIAN W SOBIE!


Tak! Tak! Tak! 

Nie ma innego skutecznego sposobu na poradzenie sobie z problematycznymi / trudnymi zachowaniami dziecka, a na pewno nie ma lepszego!


Wypróbowałam - działa!


Dziecko nie rodzi się z pyskówką na ustach, ani z niechęcią do sprzątania swojego pokoju. Owszem, temperament, charakter, predyspozycje - coś w tym jest, aczkolwiek większość tych trudnych zachowań u dzieci to jest nasza robota, drodzy rodzice....

I zrozumienie tego to jest pierwszy krok do sukcesu, czyli do zmiany tych problematycznych zachowań.

Drugi krok, to zmiany WE WŁASNYM POSTĘPOWANIU: i wobec dziecka, i w kwestii przyzwyczajeń, i w ogóle.

A krok trzeci to już jest efekt, czyli ZMIANY W DZIECKU.


Nikt nie rodzi  się rodzicem...

... uwielbiam moją mamę za to stwierdzenie [i nie tylko] i będę je powtarzać do znudzenia! Dostrzec swoje błędy i zacząć nad nimi pracować to już jest połowa sukcesu!

Ja tak właśnie zrobiłam i muszę z ręką na sercu powiedzieć, że zmiany w moich dzieciach zaskakują pozytywnie nie tylko nie samą!

Błędy popełniamy różne i to najczęściej chcąc dla dzieci jak najlepiej. Rodzicielstwo to jest jednak "doświadczenie na żywym organizmie" i trudno coś na to poradzić, że te błędy nam się zdarzają. Oprócz tego, że trzeba umieć je dostrzec i chcieć naprawić. Na szczęście większość się da! Szczególnie, jeżeli zobaczy się je odpowiednio wcześnie!

Niektóre negatywne zachowania dzieci wynikają z tego, że poświęcamy im za mało czasu, inne z tego, że stawiamy za duża albo i za male wymagania, jeszcze inne ze nadopiekuńczości, zbytniego wścibiania matczynego nosa w dziecięce sprawy albo z tak wydawałoby się prozaicznych i banalnych rzeczy jak puszczanie nieodpowiednich bajek czy pozwalanie na granie w gry.

Oczywiście, że nie chodzi o to, by całą winę brać na rodzicielską klatę, bo dzieci, szczególnie te starsze, przebywają też z innymi ludźmi niż rodzice i wpływ na nie ma o wiele więcej czynników. Jak napisała w swoim antyporadniku Shannon Cullen: "Dzieci są jak mokry beton: wszystko z czym się zetkną, zostawia w nich trwały ślad" [autorem tych słów jest Haim Ginott, a recenzja książki tutaj: ] i im dziecko starsze tym tych czynników więcej, ale nikt chyba nie zakwestionuje faktu, że rodzic daje ten fundament i to w domu wszystko się zaczyna - często też trudne zachowania...

Często bywa po prostu tak, ze musimy znaleźć się w konkretnej sytuacji, by dostrzec swoje własne błędy albo dostać przysłowiowego kopa w rodzicielski tyłek - ale takiego motywacyjnego. Ja się znalazłam i kopniaka też dostałam. Całe szczęście!


Dlatego dziękuję osobie, która dała mi tę cenną radę i powtarzam ją wam z pełnym przekonaniem: ZMIANY W DZIECKU ZACZYNAJ OD SIEBIE, DROGI RODZICU!

POWODZENIA!







16:12

Scrapbooking w szkolnym klimacie - notes, przybornik, plan lekcji, album i pudełko DIY.

Napisała , w

Scrapbooking to moja druga zaraz po blogowaniu ogromna pasja, która daje mi mnóstwo radości! Wspaniałe jest to, że scrapując mogę dać ją też innym, dzięki wytworom moich rąk i wyobraźni. Wrzesień dla scraperek to czas pod hasłem: SZKOŁA i w tej tematyce były właśnie moje ostatnie prace. Plan lekcji, notes, przybornik, skrzyneczka na skarby i album - wszystko DIY. Zapraszam do oglądania!





NOTES NA KÓŁECZKACH


Do jego wykonania użyłam dwóch kawałków tektury w rozmiarze A5, które okleiłam ozdobnym papierem do scrapbookingu [tu akurat blok z Actiona] i ozdobiłam kwiatuszkami, serwetkami, drewnianymi gwiazdeczkami, wstążkami, taśmą washi. W centrum okładki znajduje się sówka - digi stempel od Uli z Bloom Craft. Do tego narożniki i  napis z imieniem właścicielki.

Pomiędzy okładki włożyłam najzwyklejsze kartki od zeszytu przedziurkowane dziurkaczem i spięłam wszystko razem kółeczkami plastikowymi. Wewnątrz dodatkowo jest kieszonka na drobne karteczki i notatki.





PRZYBORNIK Z ROELK PO PAPIERZE TOALETOWYM

To jest typowy recykling :). Skleiłam dwie rolki po papierze toaletowym, które uprzednio okleiłam ozdobnym papierem w motyle. Przykleiłam drewniane skrzydła, które dostałam w przydasiach z którejś z grup na Facebooku, a ołówke posłużył jako tułów owada. 
Tył tworzą drugie  skrzydła - tym razem z ozdobionej kraftowym papierem tektury. Na nich dodałam napis, a na całości jeszcze kilka wyciętych dziurkaczem kwiatkow. Jeszcze tylko sznureczek do zawieszenia i z przodu do ozdoby i prezent dla mojej Julki gotowy.




PLAN LEKCJI


Do jego zrobienia użyłam bloku 30 x 30 Grace Taylor oraz bloczku Splash it! ze Studio 75. Bardzo żywe, wesołe kolory ładnie komponują się z pomalowanymi ... lakierami do paznokci drewnianymi literkami i tekturowymi sowami. Za pomocą lakierów do paznokci zrobiłam też kilka kropeczek i ciapków imitujacych chlapanie farbami. Wydrukowany plan zajęć porozcinałam na dni, a każdy przykleiłam na kawałek papieru do scrapbookingu. Brzegi postrzępiłam nożyczkami. Przykleiłam kilka napisów z pasków z UHK Gallergy, parę kolorowych guziczków i złotych spinaczy i ozdobiłam jeszcze taśmą washi.

Z tyłu przyczepiłam jutowy sznurek, dzięki któremu można zawieścić plan na ścianie. Julce się podoba,  a wam :) ?





SKRZYNECZKA NA SZKOLNE SKARBY


Pomysł powstał, kiedy Szymek zaczął przynosić z przedszkola pierwsze rysunki, naklejki - odznaki i rozwiązan zadania. Nie mieliśmy gdzie tego chować, a zwykła teczka jakoś do mnie nie przemawiała. Pod ręką miałam spore pudełko [swoją drogą po kupionych do przedszkola butach] i wystarczyło je ładnie ozdobić, zeby stworzyć nietuzinkową Skrzyneczkę na szkolne skarby Szymona" :).

Jest bardzo kolorowo i różnorodnie. Z pomocą przyszedł niezastąpiony Action i dwa kraftowe bloki w rozmiarze A4, taśma jutowa kupiona kiedyś u Izy z UK oraz misiek z bloczku 3D zakupionego u Sylwii z Niemiec. Do tego żółte i czerwone pompony, sznureczek i drewniany klucz oraz kawałek brązowej wstążki jako "trzymadełko". 




SZKOLNY MINIALBUM

Napstrykałam juz troszkę fotek moim dwóm szkolniakom, a będzie ich jeszcze więcej, bo zdjęcia strykać uwielbiam! Zamarzył mi się więc albumik taki typowo szkolny. Tak powstał ten oto minialbum z kopert - w moim ulubionym stylu vintage.

Użyłam kopert kraftowych 15 x 15 cm. Okleiłam go papierami z Actiona, ozdobiłam sznurkiem jutowym i taśmą materialową [grzbiet]. Potuszowałam troszkę brązowym tuszem z Latarni Morskiej, dorzuciłam kilka obrazków wydrukowanych z Pixel Scrapper i elementy z arkusza "Ucz się, ucz - czytanie jest fajne" z Galerii Papieru oraz kilka obrazków w stylu vintage. Przydały się też napisy z pasków UHK Gallery.

Dorzuciłam narożniki i białą, drewnianą sowę na okładce a także kilka drewnianych miniklamerek. Cały album zamykany jest na gumkę - zamknięcie zrobiłam z ... gumki do włosów :). Myślę, że zmieści się tu ok. 20 zdjęć w różnych formatach.







Mam nadzieję, że moje wytwory wam się spodobały! Koniecznie dajcie znać, czy macie wśród nich swojego faworyta - notes, minialbum, pudełko, przybornik, a może plan lekcji :) ?


Zapraszam na mój drugi fanpage: KartOlki i kanał YouTube, gdzie na bieżąco możecie śledzić moje scrapowanie: TUTAJ.
22:21

Ile kosztuje dziecko?

Napisała , w

Ile kosztuje dziecko? To pytanie zadaje sobie chyba każdy rodzic i pojawia się ono bardzo często w różnego rodzaju artykułach, zestawieniach i statystykach. Prawda jest taka, że ilu rodziców i dzieci, tyle możliwych odpowiedzi. W każdym razie na pewno sprawy nie załatwia 500+...




Próbowaliście mamo i tato zrobić kiedyś taki rachunek wydatków na dziecko? A może robiliście symulację jeszcze przed narodzinami potomka? Eeee, pewnie nie, bo wtedy bylibyście za bardzo przerażeni, żeby się na dziecko zdecydować ;).
Ja przyznam, że nigdy nie robiłam żadnych zestawień. Zawsze wiedziałam, że dziecko kosztuje niemało, ale mimo to, bywały miesiące, że uświadomiwszy sobie, ile przyszło mi zapłacić w aptece albo za garderobę dla malucha na kolejny sezon, łapałam się za głowę...

Co w utrzymaniu dziecka kosztuje najwięcej?


To jest tak, że najpierw twierdzisz, że wyprawka, potem, że przedszkole, a jeszcze później, że szkoła. Niestety prawda jest taka, że dziecko kosztuje DUŻO przez cały czas, czyli do momentu aż się nie usamodzielni...

Przykłady można mnożyć w nieskończoność...


MALUCH:

Wózek to koszt rzędu 600 – 2000 zł, w zależności od tego, z jakiej „półki” albo z której ręki się go kupuje. Oczywiście górnej granicy w sumie nie ma...

Pieluchy to przynajmniej dwie duże paczki miesięcznie, co daje nam 60 zł przy zakupie z Biedry a ponad 100 zł przy markowych Pampersach.

Mleko modyfikowane to kolejna nietania rzecz. Pamiętam, że Julia potrzebowała 8-10 kartonów NAN, co dawało koszt ok. 120 zł.

STARSZAK:

Wyprawka do szkoły to koszt rzędu minimum 500 zł. Same książki do „zerówki” kosztowały mnie w tym roku prawie 200 zł, a gdzie tu plecak, przybory plastyczne, ubranie... Co dopiero, kiedy mnoży się to razy dwa, trzy czy więcej...

Ciuchy i buty na każdy sezon to wydatek, który zwykle u nas przekracza 400 zł, a niestety kilkulatki są na takim etapie rozwoju, że o noszeniu tych samych butów przez dwa sezony można zapomnieć.

Nowy rower, rolki czy hulajnoga – niby rzecz niekonieczna, ale które dziecko nie posiada i które nie marzy? No właśnie... My wydaliśmy w tym roku na rower 600 a na hulajnogę 150 zł... Radość dziecka – bezcenna – wiadomo!

NASTOLATEK [tego jeszcze nie doświadczyłam na własnej skórze, ale już niedługo...]:

Elektronika typu smartfon czy laptop to nastoletni must have – wiadomo. A koszt, no cóż... 500 zł to mało...
\
Buty i ubrania nadal aktualne, jak w przypadku kilkulatka. Szczególnie, jeśli jesteś mamą chłopca musisz się liczyć z częstą wymianą butów, bo stopy potrafią rosnąć jak szalone. A jeśli jeszcze zażyczą sobie NIKE czy Adidas, to już w ogóle pies pogrzebany...

Hobby [tak, nastolatki je miewają!] też jest ważne i większość rodziców dba o pasje swojego dziecka. Gitara? Zwykłe pudło to koszt rzędu 600 zł. Gry komputerowe? Jakieś 100 zł za sztukę, a tych sztuk potrzeba nastolatkowi sporo. Nawet książka kosztuje niemało, bo średnio 35 zł...

Na czym można zaoszczędzić?


A można ;)? Ilu rodziców, tyle pomysłów. Ja korzystam choćby z ciucholandów czy grup, gdzie można kupić rzeczy z drugiej ręki, praktykuję wymianki np. zabawkami czy książkami albo praktyczne prezenty urodzinowe od rodziny. Inni używają pieluch wielorazowych czy sami przygotowują przetwory dla maluchów. Są jednak rzeczy, na których oszczędzić się nie da albo jest bardzo trudno: lekarze i lekarstwa, przedszkole i szkoła czy żywność.

Skąd wziąć, jak ... nie ma skąd?


Bądźmy szczerzy: każdy był kiedyś pod kreską i każdy przynajmniej raz w życiu głowił się, skąd wytrzasnąć pieniądze. Można pożyczyć od rodziny czy znajomych, ale nie zawsze ich na to stać, a poza tym nie zawsze chcemy wydać się przed bliskimi, że brakuje nam pieniędzy. To nic miłego.

Każdy też musiał poczynić jakąś większą inwestycję, jak choćby nowe meble do pokoju rosnącego dziecka czy wspomniany rower i szukał najlepszej oferty rat albo pożyczki. Tylko jaki bank wybrać?

Warto przyjrzeć się ofercie hapipożyczki – pożyczki nr 1 w Polsce wg rankingów Bankier.pl, eBroker.pl czy TotalMoney.pl. Oferta hapipożyczek charakteryzuje się lekkimi ratami, okresem kredytowania do 36 miesięcy [z możliwością pierwszej spłaty nawet po 2 miesiącach] oraz kwotą pożyczki aż do 15 tysięcy złotych.

Z hapipożyczką to Ty decydujesz ile pieniędzy chcesz pożyczyć i jakiej wielkości raty płacić co miesiąc. Sam wybierasz zarówno dzień, w którym chcesz rozpocząć spłatę pożyczki, jak również to jak długo chcesz ją spłacać. Sam możesz również wstrzymać jej spłatę, korzystając z tzw. „wakacji od spłat”. Jeśli masz życzenie możesz także wcześniej spłacić pożyczkę w całości.
To naprawdę proste! „ [informacja ze strony https://hapipozyczki.pl/pl/]


Nie szukaj dalej! Weź hapipożyczkę!
14:18

Wyjątkowa wyprawka dla przedszkolaka, czyli dlaczego warto kupić dziecku coś innego niż plastikowy chlebak z dyskontu?

Napisała , w


Wrzesień przeleciał jak z bica trzasł. To był dla nas wyjątkowy miesiąc z wielu powodów. Intensywnie remontowaliśmy nasze nowe mieszkanie, ale przede wszystkim Julia zmieniła szkołę, a Szymon zadebiutował w przedszkolu. To było dla nas duże wyzwanie. I nadal jest, ale pozytywne efekty tych zmian są nie do przecenienia!
Oprócz emocjonalnych dylematów nieobce było nam tak przyziemne zagadnienie, jak wyprawka przedszkolaka. Z pomocą przyszła niezastąpiona ekipa z Emiko Store, która w zeszłym roku obdarowała Julię i Szymona workami a w tym zapewniła Szymkowi wyjątkowy ręczniczek i śniadaniówkę do przedszkola. 




Debiut w przedszkolu to niełatwa sprawa...

...szczególnie, kiedy następuje dosyć późno, bo w wieku 5 lat, a wcześniej debiutujący przedszkolak przebywał głównie pod skrzydłami mamusi. Tak właśnie było u nas. Na wsi dostęp do przedszkola jest z wielu względów ograniczony, więc tak naprawdę przynajmniej 50% wiejskich dzieci zaczyna edukację przedszkolną dopiero w wieku "obowiązkowym".

Dzieci przeżywają swój przedszkolny debiut na różne sposoby.

Jedne płaczą, drugie się buntują, a jeszcze inne na przykłąd zamykają się w sobie. 

Jako rodzice pomagamy naszym przedszkolakom przyzwyczaić się do nowej sytuacji na różne sposoby, ale czy pomyśleliście, że jednym z nich może być ... wyjątkowy worek na buty, piórnik, podusia czy śniadaniówka?


"Według psychologów dzieci potrzebują zabawek, które mają zawsze przy sobie, aby dały im poczucie bezpieczeństwa. Nasze produkty takie właśnie są. Zawsze blisko Waszych dzieci. A one je kochają i zabierają, gdzie tylko się da".


Wlaśnie według tej filozofii ekipa przesympatycznych, młodych ludzi tworzących markę Emiko Store szyje worki na kapcie, piórniki, poduszki, śniadaniówki, ręczniki... Wszystko z myślą o najmłodszych i pasją, którą widać w każdym szwie :). 

Mogę to powiedzieć [tudzież napisać] z ręką na sercu, bo Emiko Store towarzyszy nam już drugi rok. Najpierw były worki, które - jak zobaczycie na poniższych zdjęciach - są z nami nadal, a we wrześniu trafiły do nas: śniadaniówka i ręczniczek.  

Ta mina chyba mówi sama za siebie, prawda 😉? 


Personalizowana śniadaniówka oraz ręczniczek z haftem

Te dwa produkty towarzyszą mojemu debiutującemu przedszkolakowi.

Zarówno ręczniczek jak i śniadaniówka są w kolorze beżowym z haftem pięknego, zielonego traktorka i imieniem. Tworzą świetny komplecik, prawda :) ?

Śniadniówka wykonana jest z bawełny i lnu, a lewa strona to wodoodporna podszewka, która zapewni kanapkom bezpieczeństwo w każdych warunkach. A jak wie każda mama picie w plecaku "lubi" się wylać a zabawa w kałużach często jest nie tylko do poziomu kaloszy ;).  Zamykana jest na bawełniany troczek. 

Przydatne informacje ze strony Emiko Store:

"Wymiary: 18 cm x 22 cm

Można prać w pralce. Prasować na lewej stronie Produkt w 100% handmade i 100% fairtrade!

Skład: 60% bawełna 40% len"

Więcej o lunchboxach tutaj: ŚNIADANIÓWKI

Ręczniczek jest idealnych rozmiarów dla przedszkolaka, miękki i chłonny a także posiada wieszaczek. Dzięki wyhaftowanemu imieniu dziecko na pewno nie pomyli go z imieniem inego dziecka, a mama oszczędzi sobie problemu z odpowiednim oznaczeniem :).

Przydatne informacje ze strony Emiko Store:

Wymiary: 30 cm x 50 cm Kolory: fioletowy, różowy, żółty, zielony, szary, beżowy i niebieski.

Można prać w pralce. Prasować na lewej stronie
Produkt w 100% handmade i 100% fairtrade!

Ręcznik frotte, miękki, gramatura 500 gsm.
Aplikacja: bawełna"

A tu więcej o ręczniczkach: RĘCZNICZKI



W produktach Emiko Store oprócz walorów estetycznych, jakości i solidności wykonania i oryginalności fantastyczne jest to, że można je w prosty sposób dopasować do właściciela - wybrać wzór, kolor i wyhaftować imię. A któż nie lubi czuć się wyjątkowy ;) ?

O tym, że dzięki Emiko wyjątkowo może się poczuć nie tylko dziecko, ale i mama już w kolejnym wpisie... A na zdjęciu poniżej mała zajawka ;). Ciekawi :) ?


Post Top Ad

Instagram