Post Top Ad

Zdradzę ci niezawodny sposób na zmianę trudnych zachowań dziecka!

Nie ma dzieci idealnych, choć znam rodziców, którzy twierdzą, że takie mają. Za to na innych dzieciach widzą wszystko, co złe. No cóż. Są ludzie i parapety.
Są natomiast problemy z zachowaniem dzieci i rodzicielskie: "Co ja mam z nim / z nią począć?", zachodzenie w głowę, co z latorośli wyrośnie i jak "wyplenić" dziecięce wady. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten rodzic, który chociaż raz nie miał takich myśli.
Ja miałam. Po tysiąckroć. Szukałam sposobów w mądrych książkach i w internetach. Aż pewnego wrześniowego dnia, usłyszałam od bardzo mądrej osoby coś, co mnie olśniło i zmieniło mój sposób myślenia o problemach z dziećmi. Dzisiaj chcę zdradzić niezawodny sposób na zmianę trudnych zachowań dziecka i tobie, udręczony - być może - rodzicu, który to czytasz!



Małe dziecko - mały kłopot, duże dziecko -duży kłopot...


... mawiała tak moja babcia, mawiała i mama. Jako dziecko oczywiście nie rozumiałam, o co im chodzi. Dzisiaj mogłabym im przybić przysłowiową piąteczkę. Święta prawda.

Wiadomo, że noworodek i niemowlę potrafią przysporzyć rodzicom zmartwień, ale inne są zmartwienia związane z dajmy na to ściąganiem serwetek albo lękiem separacyjnym u maluszka, a zupełnie inny wymiar mają dylematy wychowawcze związane z kilkulatkiem albo - OMG - nastolatkiem. To są sprawy naprawdę dużego, rodzicielskiego kalibru!

Co z tego dziecka wyrośnie?!

Wszystko jest ładnie, pięknie, dopóki berbeć jest słodki i nie okazuje za bardzo swojego zdania. Siedzi tam, gdzie go posadzisz, ładnie bawi się grzechotką i nie potrafi jeszcze odpyskować ;). 

Później zaczynają się schody... 

Mówię to ja: matka 9-latki i 5-latka, którzy do cichych, spokojnych i uległych dzieci nie należą. A takie utarło się uznawać za grzeczne,prawda?

W każdym bądź razie przewracałam się na tych schodach nie raz. Kolana obijałam. A moze raczej matczyny mózg i serce. Na kolanach już się wczołgiwałam. Takie miałam wrażenie. Bo robiłam przecież wszystko najlepiej jak umiałam, a jednak moje pociechy nie zachowywały się tak, jak powinny.

A to wymuszanie w sklepie, a to totalne olewactwo i lenistwo,  a to znów nieumiejętność współżycia w grupie rówieśniczej. Brak koncentracji, pyskówki, spanie w naszym łóżku, wydziwianie z jedzeniem. Mogłabym wyliczać długo. I zastrzegam - jeśli jesteś jednym z tych rodziców idealnych, co to mają idealne dzieci, w ogóle tego nie czytaj!

Szukanie sposobu...

No i wlaczysz z tym dzieckiem. Bo często inaczej tego nazwać nie można. Krzyczysz nie raz albo ręce załamujesz. Zachodzisz w głowę: co robisz źle? Przecież chcesz dla dziecka jak najlepiej! Mało tego - wydaje ci się, że tylko twoje dzieci sprawiają problemy - bo ludzie, a szczególnie matki lubią strugać doskonalsze niż są w reczywistości [pisałam o tym tutaj: "Żeby tylko nikt się nie dowiedział, jak naprawdę wychowuję swoje dziecko..." , który pobił rekord odwiedzin bloga]


Oto, co powiedziała mi pewna mądra osoba... 


RODZICU, ZMIANY W DZIECKU ZACZYNAJ OD ZMIAN W SOBIE!


Tak! Tak! Tak! 

Nie ma innego skutecznego sposobu na poradzenie sobie z problematycznymi / trudnymi zachowaniami dziecka, a na pewno nie ma lepszego!


Wypróbowałam - działa!


Dziecko nie rodzi się z pyskówką na ustach, ani z niechęcią do sprzątania swojego pokoju. Owszem, temperament, charakter, predyspozycje - coś w tym jest, aczkolwiek większość tych trudnych zachowań u dzieci to jest nasza robota, drodzy rodzice....

I zrozumienie tego to jest pierwszy krok do sukcesu, czyli do zmiany tych problematycznych zachowań.

Drugi krok, to zmiany WE WŁASNYM POSTĘPOWANIU: i wobec dziecka, i w kwestii przyzwyczajeń, i w ogóle.

A krok trzeci to już jest efekt, czyli ZMIANY W DZIECKU.


Nikt nie rodzi  się rodzicem...

... uwielbiam moją mamę za to stwierdzenie [i nie tylko] i będę je powtarzać do znudzenia! Dostrzec swoje błędy i zacząć nad nimi pracować to już jest połowa sukcesu!

Ja tak właśnie zrobiłam i muszę z ręką na sercu powiedzieć, że zmiany w moich dzieciach zaskakują pozytywnie nie tylko nie samą!

Błędy popełniamy różne i to najczęściej chcąc dla dzieci jak najlepiej. Rodzicielstwo to jest jednak "doświadczenie na żywym organizmie" i trudno coś na to poradzić, że te błędy nam się zdarzają. Oprócz tego, że trzeba umieć je dostrzec i chcieć naprawić. Na szczęście większość się da! Szczególnie, jeżeli zobaczy się je odpowiednio wcześnie!

Niektóre negatywne zachowania dzieci wynikają z tego, że poświęcamy im za mało czasu, inne z tego, że stawiamy za duża albo i za male wymagania, jeszcze inne ze nadopiekuńczości, zbytniego wścibiania matczynego nosa w dziecięce sprawy albo z tak wydawałoby się prozaicznych i banalnych rzeczy jak puszczanie nieodpowiednich bajek czy pozwalanie na granie w gry.

Oczywiście, że nie chodzi o to, by całą winę brać na rodzicielską klatę, bo dzieci, szczególnie te starsze, przebywają też z innymi ludźmi niż rodzice i wpływ na nie ma o wiele więcej czynników. Jak napisała w swoim antyporadniku Shannon Cullen: "Dzieci są jak mokry beton: wszystko z czym się zetkną, zostawia w nich trwały ślad" [autorem tych słów jest Haim Ginott, a recenzja książki tutaj: ] i im dziecko starsze tym tych czynników więcej, ale nikt chyba nie zakwestionuje faktu, że rodzic daje ten fundament i to w domu wszystko się zaczyna - często też trudne zachowania...

Często bywa po prostu tak, ze musimy znaleźć się w konkretnej sytuacji, by dostrzec swoje własne błędy albo dostać przysłowiowego kopa w rodzicielski tyłek - ale takiego motywacyjnego. Ja się znalazłam i kopniaka też dostałam. Całe szczęście!


Dlatego dziękuję osobie, która dała mi tę cenną radę i powtarzam ją wam z pełnym przekonaniem: ZMIANY W DZIECKU ZACZYNAJ OD SIEBIE, DROGI RODZICU!

POWODZENIA!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram