Post Top Ad

Czy wiejskie matki nie chodzą do pracy z lenistwa?

Wiele wskazuje na to, że w najbliższy czasie będę miała wreszcie możliwość pójść do pracy. Po 10 latach w domu. Moja ekscytacja pomieszana z obawami - level hard. Ile się przez te 10 lat nairytowałam, ile nakombinowałam, ile napłakałam to moje. Nie mam zamiaru się tłumaczyć, ale myślę, że warto przybliżyć sytuację zawodową wiejskich mam i to, ile przeszkód muszą pokonać, żeby pójść do pracy. Tak niewiele się o tym mówi, a problemy mam ze wsi też zasługują na uwagę!



Niedawno miałam okazję rozmawiać z pewną panią psycholog [pozdrawiam ;)] o tym, dlaczego tak długo musiałam czekać na to, żeby móc wreszcie szukać pracy. Powiedziała, że nasza rozmowa uświadomiła jej, jak trudna jest sytuacja zawodowa wiejskich matek. Bardzo miła odmiana po wielu beztroskich stwierdzeniach, że "wystarczy chcieć", "to zależy tylko od ciebie" albo "siedzisz w domu z lenistwa/bo tak ci wygodnie"... 

O sytuacji matek na rynku pracy mówi się trochę, ale o problemach mam ze wsi w tym trochę jest bardzo niedużo albo i nic [Poprawcie mnie, jeśli się mylę...]. A są one diametralnie inne, niż problemy mam z miast, które chcą wrócić do pracy po urodzeniu dziecka. One martwią się, czy ich miejsce pracy będzie nadal na nie czekać, my - czy będzie jakiekolwiek w promieniu 20 km. One martwią się, czy będzie miejsce w przedszkolu, my - jak dowieziemy dziecko do przedszkola oddalonego o kilka - kilkanaście kilometrów...

Jak jest naprawdę - dlaczego mamom ze wsi o wiele trudniej jest zacząć lub wrócić do pracy zawodowej niż mamom z dużych miast? 



Żłobek: a co to takiego???  :P Najbliższy jest 25 km stąd... I chyba nie spotkałam się jeszcze ze żłobkiem w małej miejscowości... Jeśli do pracy chcesz pójść zanim dziecko skończy trzy latka pozostaje ci opiekunka albo pomoc rodziny, ale o tym za chwilę...


Przedszkole: w większych wsiach bywają takie instytucje, ale w takich prawdziwych wioseczkach jak na przykład moja - zapomnij. Radość jest jak jest szkoła, a co dopiero marzyć o przedszkolu. Najbliższe odległe o 6 km, kolejne o 11 km. Także dowóz konieczny...


Szkoła: w mojej wsi zostały trzy klasy, a w sąsiedniej póki co sześć, ale wszystko pod wielką niewiadomą. Wiejskie szkoły stają się nieopłacalne [za to opłaca się płacić przewoźnikom...].



Opieka nad dziećmi: kwestia żłobka, przedszkola i szkoły już wiesz jak wygląda. Spytasz: a babcia albo opiekunka? Otóż babcia to nie jest instytucją do opieki nad dziećmi i choć wspaniale, kiedy ma na to ochotę i pomaga w ten sposób, ale ma prawo nie mieć... Bywa, że po prostu sama pracuje a innej osoby z rodziny nie ma do pomocy. Opiekunka? Znaleźć ją w tak malutkiej wsi graniczy z cudem...



Obowiązki: nadal wiele rodzin na wsi prowadzi gospodarstwa, więc kobiety mają swoje obowiązki w obejściu.



Miejsca pracy: na wsi? Serio? Chyba, że jako pomocnik w gospodarstwie sąsiada... Żartuję :P W większych wsiach - miejscowościach gminnych już takowe są - ale na typowym wygwizdowie nikt nie otworzy banku, biura ani nawet stolarni.



Godziny pracy: niby takie same dla mam ze wsi i z miasta, ale kiedy świetlica w szkole jest do 14 a nie do 17, a ostatni autobus do domu odjeżdża o 15 a nie o 22 sprawa wygląda zgoła inaczej...


Środek transportu: jeśli masz prawo jazdy i samochód - masz połowę sukcesu. Jeżeli nie, to twoja kariera ma szansę się o to rozbić - niestety... Autobusy u mnie jeżdżą dwa: rano przed 8 i popołudniu o 15. Potem z miasta do domu jedynie na piechotę...


Logistyka: i o to się właściwie wszystko rozbija. LO-GIS-TY-KA!

Każdej mamie jest trudno pogodzić obowiązki matki z pracą zawodową. Każdej, która to robi należy się podziw i szacunek. Jednak mamy ze wsi mają do ogarnięcia i pogodzenia jeszcze kilka innych rzeczy - tych, o których napisałam powyżej. By wrócić do pracy po urodzeniu dziecka albo w ogóle zacząć jakąś karierę zawodową muszą pomyśleć o organizacji opieki nad dzieckiem, dowożeniu do przedszkola czy szkoły, środku transportu, a nierzadko też o obowiązkach w gospodarstwie...


Moja mama jeździła do pracy na rowerze 5 km cztery razy dziennie, bo sklep otwarty był z przerwą. Lato, zima, my w szkole czy w domu - jeździła i pracowała tak kilka lat. Było jej cholernie ciężko, ale trzeba było utrzymać pięcioosobową rodzinę, a jedna pensja taty to było za mało. Podziwiam ją bardzo za to, że dawała radę. 

Cholernie często myślenie innych osób - tak dalekich od wiejskich realiów - jest krzywdzące. Tak niewiele mówi się o naszej sytuacji. Dyskutuje się o braku miejsc w przedszkolach, a na wsi nie ma ich w ogóle. Mówi się o reformie edukacji, a wiejskie szkoły likwidowane są w ciszy. Infrastruktura jest śmiechu warta: wycofuje się pociągi i autobusy, bo się nie kalkuluje. Nie słyszałam, by ktokolwiek publicznie poruszał problemy mam ze wsi, które chcą pójść lub wrócić do pracy...

Nie oczekuję jakiegoś współczucia, ale zanim powiesz do mnie, że "siedzę w domu, bo tak i wygodnie" zastanów się dwa razy. Jest wiele mam na wsi, które chcą iść do pracy, ale przeszkody niestety je przerastają... Dla tych, który udaje się to wszystko jakoś godzić wielki szacunek z tego miejsca! Mam nadzieję, że od jesienie wreszcie do nich dołączę!

3 komentarze:

  1. katarzynagieracka12 lipca 2017 08:06

    Powiem tak....oddałabym wiele za możliwość pójścia do pracy choćby na pół etatu.6 lat w domu. Teściowa po 70 nie ma sił i ochoty by ogarnąć dom,dzieci itp.Moja mama jeszcze pracuje.Opiekunka-zapomnij. Chyba że ją zatrudnisz na etat.Przedszkole od 4 roku życia dziecka(dowóz we własnym zakresie 3 km).Świetlica do 17. Jedna pani która tam tylko jest .Dzieci zajmują się sobą same.(z 4 latkiem to nierealne-nawet tak rezolutnym jak mój syn).Praca na wsi-zapomnij.Najbliższe miasteczko 6 km. Znalezienie tam pracy graniczy z cudem.Duże miasto 20 km-sam dojazd autobusem 40 min.
    Jest ciężko ,zwłaszcza że tak jak piszesz ,o tym nikt nie mówi, więc problem jakby nie istnieje.
    Pozdrawiam....poszukując rozwiązań ....

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci szczerze, że poniekąd się z Tobą zgadzam. Sama póki co mieszkam na wsi, w takim pół zawieszeniu, bo za rok przeprowadzamy się z powrotem do naszego ukochanego Gdańska. Tu na wsi, kiedy urodziłam syna zostałam praktycznie sama - mąż w pracy codziennie poza domem od 4 do 19, nierzadko w weekendy, ja z małym dzieckiem bez samochodu, gdzie zakupy w sąsiednim mieście to mega wyprawa pociągiem, autobusem, z dokładnym sprawdzaniem godzin odjazdu, bo przerwy miedzy nimi czasem i trzygodzinne. Próbowałam szybko wrócić do pracy - żłobka nie chciałam, ale nawet gdybym chciała musiałabym dowozić dziecko autobusem do sąsiednich miejscowości. Szukałam niani - szukałam przez pół roku, nie znalazłam. Ale - fakt, że dla chcącego nic trudnego, pokombinowałam z godzinami pracy męża - coś co wydawało się niemożliwe - udało nam się zgrać nasze prace tak, że się uzupełniamy i na zmianę zajmujemy się domem i dzieckiem. Nie było łatwo, ale jest dobrze, chociaż płacimy swoją cenę - w tygodniu po prostu się mijamy przekazując sobie dziecko i listę rzeczy do zrobienia... póki co na naszej wsi nie ma dla nas opcji byśmy pracowali w tym samym czasie i mieli opiekę do dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. SzaroKolorowa12 lipca 2017 21:57

    Mieszkam na wsi i niepracuje, bo niema kto z dziecmi zostac :( dziadki nie chca a szkola jest do 14.. Praca jest, co prawda prawie 30 km oddalona od mojego miejsca zamieszkania, ale jest.. No ale co z tego.. Pozostaly mi maliny i praca w polu ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram