Post Top Ad

Era Super Matek

Żyjemy w świecie, w którym jest moda na to, by mieć wszystko, być wszechstronnym i wszystko umieć pogodzić. Dotyczy to szczególnie mam. Era Super Matek - można powiedzieć. Brzmi dumnie, ale moim zdaniem, pragnienie bycia jedną z nich, niekoniecznie musi przynieść same pozytywy... Przeciwnie. Presja na bycie super mamą potrafi być zgubna i im wcześniej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas.



Znasz to hasło na koszulce czy kubku: "Jestem mamą. A jakie ty masz supermoce?". Brzmi zabawnie, nawet dumnie, ale tylko do momentu, w którym nie zaczniesz brać go tak zupełnie na serio. Oczywiście koszulka to tylko kropla w morzu. W morzu obrazów, którymi się nas, matki karmi, w morzu oczekiwań innych, w morzu teorii i ideałów dotyczących tego, jaka powinna i jaka z pewnością może być każda matka. A moim zdaniem nie każda może. Przynajmniej niekoniecznie.

Hodujemy w sobie przekonanie, że jesteśmy w stanie wszystko pogodzić: urodzić dziecko, wychowywać je i poświęcać tyle czasu, ile chcemy, realizować się zawodowo, wyglądać nieustannie pięknie i powabnie, mieć związek bez żadnych zgrzytów i jeszcze koniecznie jakieś fascynujące hobby. Zabijamy się każdego dnia, by sprostać swoim ambicjom i presji społeczeństwa. Bo przecież wszystkie powinnyśmy być super - hiper i w ogóle  the best! A jak któraś z tych rzeczy ci nie wychodzi idealnie albo chwilowo w ogóle, to nie tylko jesteś kiepska w ogóle, ale też jesteś  złą matką. Masz poczucie, że uderzasz głową w mur. Poczucie frustracji rośnie. Przestajesz czuć się dobrze w macierzyństwie. Przestajesz czuć się dobrze ze sobą w ogóle. Bo nie spełniasz oczekiwań - swoich i otoczenia. A może czas zmienić oczekiwania i podejście?

Przerobiłam to na sobie. Przez długi czas każdy błąd popełniony w wychowaniu moich dzieci okupywałam "dołem". Bo uważałam, że przez to nie radzę sobie tak jak inne, tak jak powinnam. Miałam karmić do roku i ściągać pokarm, kiedy jeździłam do szkoły (studium policealne skończyłam jak Julka miała 4 miesiące), a dałam za wygraną- Julka dostawała butlę, kiedy byłam w szkole, pokarm zanikł w czasie egzaminów końcowych... Miałam pójść do pracy, kiedy Julka skończy 3 latka. Nie poszłam. Realia na wsi są jakie są. Pisałam o tym niedawno w tekście "Jak naprawdę wygląda życie matki na wsi?". Nie udało się z przedszkolem, odpowiedniej opiekunki też nie znalazłam. Podjęłam pracę zdalną, ale ona też okazała się nie być taka super, jak przedstawiają niektóre historie innych mam z laptopem na kanapie i dzieckiem na kolanach. Ja - przez długi czas posiadaczka tylko starego PC stacjonarnego - byłam "uwiązana" do biurka w pokoju dzieci, a  Julka uczepiona mojej nogi. Po jakimś czasie zrezygnowałam. I znowu rozczarowanie. Samą sobą. Bo inne potrafią, a ja nie - nie umiałam wszystkiego pogodzić.  Patrzyłam na te wszystkie Super Matki z reklam środków przeciwbólowych, na te, które nigdy nie biorą wolnego, na uśmiechnięte sexy mamuśki bawiące się z dziećmi na nieskazitelnie czystym, białym dywanie patrzące na mnie z blogów, na eleganckie bizneswoman udzielające wywiadów w telewizji z rozkosznym bobasem na kolanach i myślałam sobie: ja też tak powinnam umieć! Wokół siebie też znajdowałam kobiety, które jak mi się zdawało, godziły ze sobą idealnie dosłownie wszystko! Tymczasem  niejedna z tych, jak mi się wydawało, Super Mamy, też bywały zmęczone, też płakały (choć czasem w poduszkę) i ubolewały nad tym, że czasem nie mogą być ze swoim dzieckiem tak długo, jakby chciały. Ostatnio zaczęłam sobie układać to wszystko w głowie i teraz już inaczej o tym myślę.

Dzisiaj wiem, że jest mi dobrze w tym miejscu, w którym jestem. Co z tego, że udałoby mi się znaleźć przedszkole gdzieś 30 km od domu, pójść do pracy, jeśli wracałabym wieczorami i tylko wtedy miała czas dla dzieci? Zamiast satysfakcji, byłaby jeszcze większa frustracja. Co z tego, że nie dałam rady karmić tak długo jak chciałam? Udało mi się jednak zdobyć zawód i mam perspektywy na zdobycie pracy za jakiś czas (już chyba coraz bliżej niż dalej, bo dzieci jednak rosną i możliwości są większe niż parę lat temu). Co, że nie powiodło mi się z pracą online? Jestem bogatsza o doświadczenie (i laptopa!), więc następnym razem inaczej podejdę do sprawy. Cóż, że nie udało mi się pogodzić pracy z wychowaniem małych dzieci? Cenię ten czas, który spędziliśmy i spędzamy razem tak na sto procent. Wiem, że są mamy, które mi takiej możliwości zazdroszczą, bo życie zmusiło je, by szybko wrócić do pracy (oczywiście są i takie, które wrócić chciały i to też szanuję). Co z tego, że po pojawieniu się dzieci, mój związek się zmienił? W tym, jak się zmienił, odnajduję dużo pozytywów i lubię tę naszą dojrzałość spowodowaną różnymi doświadczeniami. Moje życie nie jest idealne, ale jest prawdziwe.

Trzeba wiedzieć, kiedy warto walczyć, a kiedy lepiej odpuścić. Bo może się okazać, że ten pozornie idealny stan zdobyty za wszelką cenę, wcale nie będzie cię cieszył a twoje idealne życie, idealne macierzyństwo wygląda inaczej....

Nie musimy być Super Matkami, żeby być szczęśliwe! Przeciwnie!

 Szczęście raczej przyniesie nam zrozumienie, że wszystko w życiu ma swój czas i nie zawsze da się wszystko ze sobą pogodzić. Niestety, a może raczej - po prostu, czasami życie wymaga od nas tego, by skoncentrować siły, czas i serce bardziej na jednej sferze niż na innych. Na przykład zostać w domu z dzieckiem przez jakiś czas i cieszyć się tym okresem, zamiast spinać się, że kariera stoi w miejscu.Albo po prostu układa się tak, że nie dajemy rady zrealizować naszych planów, choćby by na wychowawczym tak długo, jak byśmy chciały czy odwrotnie - wrócić do pracy.
Szczęście przyniesie dopuszczenie do siebie myśli, że nie musisz być ciągle w dobrym humorze, pełna energii i radzić sobie śpiewająco ze wszystkim, co przynosi bycie mamą. Macierzyństwo to nie tylko pozytywne emocje i trzeba mieć tego świadomość. Poza tym zostając mamą, nie zmieniasz się przecież w jakiegoś robota, który nagle programuje się na 24 h/dobę uśmiechu i wigoru! 
Szczęście da zaakceptowanie siebie jako mamy taką, jaką się jest, danie sobie prawa do popełniania błędów, do dokonywania wyborów, do smutku i złości, do zmęczenia, do BYCIA SOBĄ po prostu, zamiast dopasowywania się na siłę do społecznych standardów.

Ja dziś już wiem, że nie muszę być Super Mamą. Dużo ważniejsze, żebym była Szczęśliwą Mamą. Ty też to sobie powtarzaj!



[Grafika: unsplash.com]

14 komentarzy:

  1. Ja nigdy nie aspirowałam do bycia super mamą, wręcz przeciwnie, popełniłam dużo błędów, z których poniewczasie zdałam sobie sprawę. O wiele ważniejsze jest być szczęśliwą mamą, jak słusznie piszesz, i nie pozwolić, by to szczęście przyćmiły nam błahe sprawy. Swietny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że obecnie funkcjonują dwa trendy - obydwa fałszywe. Jeden to by być supermatką, co jest oczywiście niemożliwe, a drugi to taki, który pokazuje macierzyństwo, jako coś heroicznego i niezwykle wymagającego, a to też nieprawda. Macierzyństwo to najbardziej naturalna rzecz na świecie, tylko chyba same sobie je komplikujemy starając się być najlepsze i super w każdej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Karina Szkutnik20 maja 2016 21:41

    Na szczęście nie jestem osobą która ulega wpływom. Żyje według siebie a nie według innych. Od samego początku, gdy zostałam matką stwierdziłam że będę robić wszystko najlepiej jak potrafię ale na własnych zasadach. Nie słuchałam rad (nie licząc mojej mamy, która jest dobrym wzorem do naśladowania), gdzieś miałam krytykę. NIe jestem idealna i nigdy nie będę. Mam czasem takie dni że zostawiłabym to wszystko i uciekła krzycząc, ale jeszcze tego nie zrobiłam. Czasem jest trudno ale każda taka sytuacja czyni mnie silniejszą i mądrzejszą matką. Uczę się codziennie. Nie wiem jak to będzie gdy przyjdzie czas powrotu do pracy. Jak dam radę z tym wszystkim. Wszystko jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny tekst i jak wiele mamy wspólnego. dzieci nie potrzebują matek-polek, matek-superbohaterek. nasze dzieci, a w każdym razie moje na pewno, potrzebuje matki szczęśliwej, matki pewnej siebie, świadomej własnej wartości, prędzej egoistki niż oddającej swoje życie dziecku, ciekawej ludzi i świata. dlaczego? bo moje dziecko jest i będzie dokładnie takie jak ja. między nami jest lustro. i jeśli chcę żeby i ona była szczęśliwa, pewna siebie itd, ja taka muszę być. o moim miejscu na ziemi decyduje wyłącznie to ile ja dla siebie znaczę. pozdrawiam Cię mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aleksandra Greszczeszyn23 maja 2016 12:56

    Bardzo trafne spostrzeżenie masz Kasiu. Niestety popadamy ze skrajności w skrajność i same zabijamy w sobie nasz naturalny instynkt.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksandra Greszczeszyn23 maja 2016 12:57

    Dzięki Sabina! Myślę, że w natłoku informacji, ze społeczną presją w tle nie zawsze mamy czas, by tak naprawdę zastanowić się nad swoim macierzyństwem i zdać sobie sprawę z tego, o czym piszę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aleksandra Greszczeszyn23 maja 2016 12:58

    Iwona bardzo ważne jest to, co napisałaś! Jeśli będziemy się umartwiać, poświęcać nieustannie, robić to, "co trzeba" pod presją, nasze dzieci i tak to wyczują, a co gorsza, mogą to później przenieść na swoje życie. Też bym tego nie chciała. Dlatego staram się znaleźć złoty środek, który pozwoli mi być szczęśliwą mamą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aleksandra Greszczeszyn23 maja 2016 13:03

    Ja niestety miewam takie momenty, kiedy wpływy dość mocno mnie dotykają, podobnie jak krytyka, szczególnie ze strony bliskich osób. Jednak z dnia na dzień, wydaje mi się, że jestem na to coraz bardziej odporna i uczę się być mamą po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Karina Szkutnik23 maja 2016 15:55

    To właśnie najbardziej boli... jak bliscy mieszają się tam gdzie powinni jedynie pomagać co najwyżej i wspierać. Ja jeśli ktoś zaczyna mi się mieszać do tego co robię staję się nieprzyjemna. Tak już niestety mam. Nikt za mnie moich dzieci nie będzie wychowywać jak się komuś nie podoba to niech do mnie nie przychodzi... a jak chce widywać dzieci to niech wychowanie ich zostawi mnie.
    Słucham tylko tych którym ufam i wiem że swoje dzieci wychowali dobrze. Reszta może mnie pocałować. ..

    OdpowiedzUsuń
  10. to strasznie trudne. ja byłam przekonana, że nigdy nie dojdę do takich wniosków do jakich doszłam jakieś pół roku temu. I zdębiałam, osiwiałam i wyłysiałam. a poważnie, zrozumiałam właśnie ten mechanizm lustra i od tamtego czasu staram się właśnie tak żyć. i dzielić się tym doświadczeniem z innymi:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja sobie z góry założyłam, że będę wyrodna, więc błędy popełniam świadomie i z premedytacją. Nie chciałam długo karmić piersią (góra kilka miesięcy), chciałam pracować tuż po ciąży (udało się), chciałam dawać dziecku smoczek (i daję nadal, mimo że dziecko ma już prawie cztery lata), rodzicielstwo dalekości, wożenie dziecka rowerem przy piętnastostopniowym mrozie, pozwalanie na jedzenie słodyczy, pozwalanie oglądania telewizji i bajek na komputerze nawet wiele godzin dziennie, jeśli ma ochotę (najczęściej wcale nie ma, pewnie dlatego, że nie zabraniam) i mnóstwo innych straszliwych rzeczy, które mam w nosie. Ba, u nas w domu nie ma nawet kar i nagród, bezstresowo chowam, czym znów się narażam. Dziś, w dniu matki moje dziecko jest z babcią w obcym mieście, pojechało do lunaparku, a ja się pakuję na weekend z jej tatą u znajomych (bez dziecka oczywiście). I w związku z tym zupełnie nie wiem, co to jest frustracja. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Aleksandra Greszczeszyn7 czerwca 2016 16:52

    Lavinka odważne podejście w dzisiejszych czasach, ale w dużej mierze zgodne z tym, co ja myślę. Coś czuję, że tak wychowane dziecko jest dużo szczęśliwsze niż te chowane przez mamy za wszelką cenę chcące być idealne i dopasowane do wymagań społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiesz, moja mama za młodu była trochę "ekosreko" oraz "będę idealną matką, lepszą niż moja", to mnie dość dobrze zaszczepiło przeciw wariowaniu na punkcie świadomego rodzicielstwa. Jasne, że wolę, by moje dziecko jadło zdrowsze rzeczy niż szkodliwe (chowanie przez mamę w wysokich standardach zdrowotnych powoduje, że odruchowo sięgam po jabłko, zamiast po czekoladę), ale wychodzę z założenia, że pojęcie "fajnego dzieciństwa" na ogół kłóci się z poradami ekspertów z mądrych książek. Dlatego luzuję i się mało przejmuję konsekwencjami. Po co się szarpać, jeśli można mieć święty spokój i przy okazji uśmiechniętego malucha?

    OdpowiedzUsuń
  14. Kinga Zielińska23 czerwca 2017 00:03

    Ciekawy artykuł :) Każda mama jest super - bohaterką :) POLECAM książkę: Zatrzymać dzień. To książka o Was, wzbudzająca pozytywne emocje, dodaje energii i zmienia sposób myślenia :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram