Post Top Ad

Laktatorowa mama i jej problemy - historia Ani.

Te tekst powstał dzięki Ani. To ona opowiedziała mi swoją historię i poprosiła, bym na blogu poruszyła temat mam które karmią dziecko naturalnie, a jednak nie do końca... Te mamy to bardzo silne babki, które godzinami odciągają pokarm, by podać go dziecku. Jak napisała Ania, o "laktatorowych" mamach i ich problemach niewiele się mówi. Nie wahałam się ani chwili przed podjęciem tego tematu, a przy okazji do głowy przyszły mi jeszcze inne problemy z karmieniem piersią, o których być może chciałybyście przeczytać...


Wydawać by się mogło, że o karmieniu piersią napisano już wszystko. Tak naprawdę mówienia i pisania o tym nigdy dość, ale tylko takiego, które ma wspierać wszystkie mamy - zarówno te, którym karmić piersią się udało jak i te, którym z różnych powodów nie. Niestety wciąż za mało jest takich artykułów, a za dużo tekstów tworzących mur pomiędzy mamami. Masz problem, którego nie możesz przezwyciężyć na tyle, aby jednak przystawić dziecko do piersi? Jesteś gorsza. Takie poczucie często wzbudzają w sobie nawzajem mamy.Z drugiej strony karmienie piersią bywa przedstawiane jako 

POZNAJCIE HISTORIĘ ANI - LAKTATOROWEJ MAMY:



"Moja historia z karmieniem piersią zaczęła się już właściwie na etapie planowania ciąży. Już wtedy wiedziałam, że będę swojego dzidziusia karmić naturalnie przez pierwszy rok jego życia. Byłam nastawiona tylko i wyłącznie na taką opcję. Wiedziałam, że będę miała najsilniejszą więź z moim dzieckiem i tylko ja będę mogła je nakarmić- taka mała duma matki… jednak wszyscy wiemy, że życie zapisuje swoje scenariusze. Gdy tylko dowiedziałam się o ciąży od razu czułam, że będzie córeczka i się nie myliłam. W październiku ubiegłego roku przyszła na świat moja Perełka. 

Pierwszy dzień w szpitalu przykładałam małą do piersi ale nie piła, nie martwiło mnie to, bo przecież wszyscy wiemy, że przez pierwszą dobę dziecko nie musi jeszcze jeść, jest pełne wód płodowych itd… Drugiej doby już nie było tak wesoło. W szpitalu była cudna Pani od laktacji, która walczyła ze mną przez 18h aby córka chwyciła pierś. Udało nam się dwa razy to dało mi nadzieję. Wiedziałam, że w końcu załapie i będziemy obie szczęśliwe. Niestety świat nie był dla mnie łaskawy. Kolejnej nocy w szpitalu Pielęgniarki się zmieniły. Moja cudna Pani poszła do domu, kolejnej takiej już w szpitalu nie spotkałam. Idąc po pomoc do położnych aby nakarmić córcię usłyszałam, że mam za duże piersi, że sutki nie takie, że to moja wina że córka nie chwyta i tak dalej… na koniec dano mi laktator i kazano odciągnąć pokarm. Malutka dostała go z butelki. Popołudniu wypisują nas do domu. Myślę: cudownie! W domu na pewno chwyci na spokojnie ją przystawię i w końcu załapie… Oczywiście nie wiedziałam wtedy, że to będzie najgorszy dzień mojego macierzyństwa. Córka płakała non stop ani razu nawet nie chciała pociągnąć piersi. Płakałam razem z nią. Co jasne laktatora nie miałam w domu (przecież wiedziałam, że będę karmiła piersią do roku), tatuś poleciał w świat po aptekach szukał laktatora elektrycznego. Ja z głodną i płaczącą córką w domu . Oczywiście wtedy się dowiedzieliśmy, że elektryczne są tylko na zamówienie w każdej z 14 aptek, jakie odwiedził. No nic kupił ręczny i gotowe mleko w buteleczce dla noworodków, bo przecież mała chciała JUŻ jeść a nie za kilkanaście minut jak odciągnę. 

Niestety mój „czar” nie prysnął, córka ma dziś prawie 5 miesięcy i nie chwyciła piersi ani razu. Jak to cudnie jest żyć z laktatorem? Już opowiem. Pewnie, że dokupiłam za kilka dni elektryczny laktator i dzięki Bogu, bo jak mogłabym dać radę na ręcznym? Proszę sobie wyobrazić wstawanie w nocy 3-4 razy aby nakarmić dziecko… Tak to normalne ale gdy trzeba wstać 20-30 min wcześniej by odciągnąć mleko? To już nie wydaje się takie super. Jak myślicie ile taka matka śpi w nocy? A co jeśli dziecko obudzi się głodne przed mamą? Psikus i biegniemy do zamrażarki po mleko, jeśli na nasze szczęście je tam kiedyś zamroziliśmy. Dzień wygląda tak samo zawsze praca podwójna… Odciąganie i dopiero karmienie. A jeśli spóźnię się z odciągnięciem bo mam w zapasie mleko? Kara mnie nie ominie nazajutrz mleka jest coraz mniej. Nie ma popytu to maleje podaż. Ja już wiem jak przywrócić laktację ale mój pierwszy raz, gdy mleko nie chciało lecieć? Płacz, lament i wielka tragedia a wierzcie mi, nerwy nie pomagają w produkcji mleka. Żeby odzyskać większą produkcję mleka muszę odciągać najlepiej co godzinę i to najlepiej w nocy, wtedy produkcja jest największa. 

Pod koniec 3 miesiąca życia mojej córci elektryczny laktator przestał „dawać radę” w moim przypadku. Chciałam się poddać, nie miałam już siły, nie wiedziałam czemu akurat mnie to spotyka przecież najbardziej czego chciałam to karmić piersią. Właśnie to mi odebrano. Czy się poddałam? Oczywiście, że nie! Karmienie piersią nie jest najważniejsze! Najważniejsze jest, żeby córcia dostała moje mleko! I nie ważne czy z butelki czy prosto z piersi, ważne by była dzięki niemu zdrowa. Wiem już teraz, że nigdy się nie poddam, chwyciłam metodę na ręczny laktator i tak ćwiczę dłoń co 3h a córka rośnie w oczach. Zawsze będę dumna z tego, że się nie poddałam. 

Rany z laktatora? Trudno, maści pomogły. Załamanie gdy nie ma mleka? Trudno na spokojnie i znów poleci, zarwę dwie noce plus dwa dni i rozkręcę produkcję mleka  
Nie poddam się, bo moja córka jest najważniejsza. Wszystkim matkom z problemem jak mój chcę powiedzieć WALCZCIE! Najważniejsze to się nie poddawać! Jest ciężko nawet bardzo ale to zaprocentuje w przyszłości i mam nadzieję nasze dzieci nam podziękują. Cud karmienia naturalnego może być inny od tego przedstawianego wszędzie i my o tym wiemy.

Co jednak, jeśli się nie uda? Oczywiście, że nie uważam, iż matki, które nie zniosły walki są gorsze absolutnie. Myślę ze matki, które decydują o mleku modyfikowanym są bardzo silne, ponieważ potrafią się przeciwstawić temu narzucanemu w świecie "idealnemu" karmieniu. Myślę, że musza mieć mnóstwo siły, aby podołać walce z tym stereotypem. Nie wolno ich obwiniać ani oceniać. Należy je podziwiać za odwagę i siłę, którą posiadają. Nie wiem jak to jest być w ich skórze ale kto wie czy za kilka miesięcy będę miała nadal pokarm? Nigdy nie wiadomo co będzie dalej. Ważne jest być matka dla swoich dzieci i dbać o nie! "


A TERAZ KILKA SŁÓW O MOIM KARMIENIU...

Sama nie mam "laktatorowego" doświadczenia. Kiedy urodziłam Julkę, kończyłam akurat studium policealne. Wyjeżdżając do szkoły w weekendy, zostawiałam Grześkowi mleko modyfikowane a po powrocie dawałam pierś. Nie dawałam rady ściągać pokarmu i po skończeniu studium, skończyło się i karmienie...  Czułam się z tym źle. Czułam się gorsza. Kiedy miał urodzić się Szymek, miałam mocne postanowienie, że będę karmić dłużej niż Julkę (a Julkę karmiłam niecałe 5 miesięcy). I tak było, ale jeśli mam być szczera, ostatnie tygodnie były dla mnie męczarnią...Ale dziś wiem, że to nie miało tak naprawdę żadnego znaczenia - żadnego w związku z tym, czy byłam i jestem dobrą mamą.

WSPARCIE - TAK! PODZIAŁY - NIE!

Podziwiam "laktatorowe" mamy takie jak Ania, bo takie karmienie wymaga bardzo dużo samozaparcia i motywacji, czasu i energii. Mam nadzieję, że jej historię przeczytają mamy, które są w podobnej sytuacji i da im ona siłę. Jednak wspieranie - tak, ale tworzenie podziałów - nie. Wiedzcie, Drogie Mamy, którym naturalne karmienie z różnych powodów nie wyszło, że NIE JESTEŚCIE GORSZE! Karmienie naturalne jest dobre, zdrowe, ważne, ale nie decyduje o tym, czy jesteśmy dobrymi mamami! Czerpcie więc siłę z historii takich, jak historia Ani - zarówno jeśli walczycie o karmienie piersią jak i jeśli karmicie butelką. 
Pamiętajcie - wszystkie mamy, które kochają swoje dzieci są sobie równe!

***
Historia Ani ukazała się w ramach cyklu DZIEŃ Z CZYTELNICZKĄ. Wkrótce ruszamy z jego nową odsłoną i w związku z tym czekam na Wasze sugestie: co zmienić? Jakie historie chciałybyście przeczytać? Co sprawi, że będziecie je chętniej czytać i że same zechcecie opowiedzieć swoją historię?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram