Post Top Ad

Czy dwuletnia rozłąka może przynieść związkowi coś dobrego?

Żyliśmy oddzielnie prawie 2 lata. G. prawie 900 km od domu, przyjeżdżał co dwa tygodnie właściwie tylko na sobotę. Ja tu w domu z dwójką dzieci. Kontakt tylko przez telefon i czasami przez skype. Zewsząd słyszałam, że nic dobrego z tego wyniknąć nie może. Ponad miesiąc temu G. wrócił do domu. Chcecie wiedzieć, jak nam się żyje z powrotem razem (przede wszystkim, czy po tej rozłące bardziej drażnią mnie jego skarpetki pod fotelem)? 


Prawie 2 lata oddzielnie i rozwodu nie ma. Szok, prawda ;)?  Wbrew powszechnym opiniom, nie każdy związek wystawiony na taką próbę, musi się rozpaść i nie każda rodzina musi przejść z tego powodu traumę. Nie będę wam pisać o marynarzach i żołnierzach, bo już nie raz poruszałam ten temat, ale powtórzę, że nie zgadzam się z tym, że dopiero otwarcie granic sprawiło, że rodziny "narażone są" na rozłąkę. Rozłąki z różnych powodów były obecne w rodzinach, są i na pewno będą. Praca jest jednym z tych czynników i dość powszechne krytykowanie tego jest moim zdaniem bardzo niesprawiedliwe. A krytykowałam sama. Jeszcze trzy lata temu. Dziś wiem, jak to jest przed, w trakcie i po. I wiecie, co wam powiem?

Nie żałuję, że G. pojechał i nie żałuję, że wrócił.

Życie nie jest sielankowe i piankowo-różowe. Wystawia nas na różne próby. A miłość to jest to, co pozwala te próby przetrwać. Dlatego początkowo tak się dziwiłam, kiedy słyszałam, że jak będziemy się rzadko widzieć, to nasz związek a razem z nim rodzina, na pewno się rozsypią. Teraz już tylko uśmiecham się na takie słowa pod nosem. Bo to tak, jakby kochać się tylko jak jest dobrze, nie uważacie? Chociaż nie powiem, że nie miałam obaw ani tym bardziej, że było lekko...

Na początku rozłąki wydawało mi się, że to właśnie na początku jest najtrudniej. Mówiłam sobie: "Przyzwyczaisz się!". A z czasem okazywało się, że dalej jest ...najtrudniej. Bywały dni, które uciekały nam jak strzała i nie było czasu myśleć o tęsknocie, a bywały i takie, które ciągnęły się nieznośnie jak spaghetti i przyprawiały mnie o łzy na każdą myśl o tym, że on jest tak daleko. Piszę za siebie, ale wiem, że G. miał podobnie. I tak jest chyba w każdym związku  przeżywającym taką rozłąkę.Nie jesteśmy więc jacyś wyjątkowi! (Wcześniej do głowy by mi to nie przyszło, ale odkąd zaczęłam pisać, że mimo rozłąki, nic się między nami nie popsuło - wręcz przeciwnie - zaczęłam dostawać od was takie sygnały. Nieźle mnie zszokowały ;)).


Wróćmy więc do zasadniczego pytania: czy dwuletnie rozłąka może przynieść związkowi coś dobrego? Otóż może. Tak samo jak i coś złego. Tylko od nas zależy, czy skoncentrujemy się bardziej na minusach czy na plusach, a może raczej, czy w ogóle dostrzeżecie te plusy. Brzmi banalnie, ale po tych prawie dwóch latach właśnie do takiego doszłam wniosku. 

Co złego przynosi rozłąka, tego chyba nie muszę pisać. Ale napiszę. Tęsknota, niemożność porozmawiania w cztery oczy i wynikające z tego nie porozumienia, konieczność radzenia sobie osobno ze wszystkimi codziennymi sprawami i obowiązkami, a w dodatku dwa budżety. Powiecie jeszcze, że nie wiadomo, co on tam robi bez kontroli. Jeśli was to dotyczy, to rzeczywiście też jest wada ;).

Jednak dziś już nie muszę bać się i denerwować tym, co mówią inni. Nie mam przed sobą widma rozwodu z powodu wyjazdu męża ani widma tego, że po powrocie stanie mi się obcy. Nie stał się! Wrócił i czuję się tak, jakby nigdy nie wyjeżdżał. Bo jego miejsce cały czas tu na niego czekało. I zawsze cholernie się dziwię, kiedy dziewczyny piszą, że mają jakieś swoje przyzwyczajenia i wkurza ich facet, gdy wraca. Wybaczcie, ale nie rozumiem...

Zatem, co dobrego może dać związkowi ta rozłąka, ten czas spędzony osobno na tęsknocie i dbaniu o to, by się nie schrzaniło?

Rozłąka pozwala przemyśleć na spokojnie problemy w związku, które były przed wyjazdem, ale też przewartościować wiele rzeczy. Nagle zaczynasz mieć w dupie te skarpetki zwinięte w kulkę, a on twój brzydki nawyk nieodkładania niczego na miejsce. Nagle, cholera, tęsknicie za tym! I po powrocie zaczynacie kwitować to wyłącznie śmiechem, a nie burzą z piorunami.

Będąc osobno, więcej - o dziwo - myśli się o wspólnej przyszłości, bo w głowie ciągle jest: "A jak już wrócisz...". Nigy nie robiliśmy tyle planów na przyszłość, co wtedy, gdy byliśmy osobno. Spełnią się czy nie, wynika z nich jeden prosty wniosek: chcemy być w tej przyszłości razem. I to jest najważniejsze.

Rozłąka pozwala spojrzeć na związek z zupełnie innej perspektywy i docenić wreszcie to, czego się nie dostrzegało mając to na co dzień. 


Powiecie:"A Kasi i Tomkowi to się wszystko posypało przez taki wyjazd. To bujda, co piszesz". A ja wam wymienię przynajmniej kilka par, którym się nie posypało. Włącznie ze mną i G. Ale powiem wam też, że to wy znacie siebie najlepiej i musicie wiedzieć, czy wasz związek przetrwa taką próbę, ale też czy wy dacie radę osobno. Takie rozłąki nie są dla wszystkich, ale czasami życie wybiera za nas i wtedy trzeba się starać ze wszystkich sił widzieć tę szklankę do połowy pełną, a nie odwrotnie...

 Nam się udało umocnić związek dzięki rozłące, ale dziś już nie wiem, jak mogłam funkcjonować przez te niemal dwa lata bez jego codziennego uśmiechu, wygłupów i zmywania za mnie naczyń :)...

[grafika: http://kaboompics.com/one_foto/1080]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram