Post Top Ad

Zaufanie to przeżytek?

Ostatnio w internetowym świecie dość często byłam świadkiem dosyć ciekawych rozmów dotyczących sprawdzania telefonu partnera i oszukiwania partnerki dokąd się wychodzi. Od razu pomyślałam o tych pytaniach, którymi jestem bombardowana regularnie odkąd Grzegorz wyjechał: "A ty się nie boisz, że cię zdradzi? Albo chociaż tego, że zacznie pić z kolegami? Ty mu tak bezgranicznie ufasz?".  Odpowiedź: "Nie, nie boję się. Tak, ufam." kwitują pełnym zdziwienia i nieukrywanego współczucia spojrzeniem. Cóż, wygląda na to, że zaufanie pomiędzy bliskimi osobami w dzisiejszych czasach zaczyna należeć do tej samej kategorii co poczciwa Amiga na dyskietki, kasety magnetofonowe i gumy Turbo - to przeżytek... A ja czasami czuję się jak kosmitka, ale... dobrze mi z tym.


Nie czepiam się tutaj tego przeglądania SMS-ów ukochanego (czy też ukochanej, bo to przecież może działać w dwie strony). To tylko jeden z przykładów. Sprawdzenie tej skrzynki odbiorczej może być tylko jednorazowym epizodem, czasami nawet zabawnym - a bo tak cię ciekawość zżera, ale kiedy zaczyna być normą, to już jest coś nie halo... Przez 12 lat związku nie zrobiłam tego ani razu. Nie przeglądałam też skrzynki mailowej ani facebookowej Grześka, chociaż to ja znam hasła a nie on :))). I ani przez chwilę mnie nie korciło. Pewnie wielu z was to zaskoczy, ale uzasadnienie jest proste: jeżeli chciałam coś wiedzieć albo moja ciekawość była zaspokojona niewystarczająco, po prostu pytałam... Zdarzyło się kilka sytuacji, w których musiałam drążyć, wiercić w brzuchu dziurę i być jak ta natrętna mucha, ale wreszcie doszłam do sedna. Bez kombinowania.

Kiedy półtora roku temu Grzegorz wyjeżdżał ani razu nie zadałam sobie pytania: "Czy nie boję się, że mnie oszuka?". W końcu taka odległość daje duże możliwości! Zadawali je za mnie inni ludzie: i rodzina, i obcy. A ile stanowczych stwierdzeń typu: " Na pewno cię zdradzi!" albo "Na pewno wasz związek się rozpadnie" usłyszałam, nie zliczę. I oprócz wielu różnych emocji, które mną w takich chwilach targały, zawsze zastanawiałam się, czy ci ludzie naprawdę nikomu nie ufają? Jakie tworzą związki, skoro na każdym kroku zakładają kłamstwa partnera? I jak budują relacje w rodzinie, skoro nie na zaufaniu?
Rozumiem, że bywają sytuacje, kiedy to zaufanie zostaje zawiedzione. Bywają też trudne układy, trudne związki. To się zdarza. Dlatego nie mam na myśli ślepego zaufania i mylenia go z naiwnością. Mam na myśli zakładanie z góry, że zaufać nie warto... 

Często rozmawiamy z Grześkiem o tym, czego chcemy dla naszych dzieci i jaką relację chcemy z nimi budować. I jedną z podstawowych rzeczy jest to, że chcemy robić wszystko, aby Julka i Szymek nam ufali! Staramy się, aby wiedzieli, że mogą do nas przyjść z każdym problemem, Nie bagatelizujemy ich "małych" - w mniemaniu dorosłych - smutków. Mają dopiero po 3 i 7 lat, ale już wprost zapewniamy ich, że mogą nam zaufać. I wiecie co? Często nie mogę powstrzymać się przed uśmiechem, kiedy Julki wychowawczyni mówi mi podczas spotkania, że tego dnia Julka zrobiła to i tamto abo kuzyn, który chodzi z Julką do szkoły przekazuje mi tego typu wieści, a ja od dawna o tym wiem - od Julki. Fakt, dzieci są małe i jeszcze są ufne, ale ja głęboko wierzę, że ta dbałość o to, by podstawy tego zaufania pomiędzy nami, rodzicami, a nimi były od samego początku, zaowocuje też w przyszłości. I to w obie strony!

Tyle się mówi o tym, że dzieci uczą się przede wszystkim poprzez przykład rodziców. Jak zatem moglibyśmy budować z nimi relację opartą na zaufaniu, nie ufając sobie nawzajem w związku? Trudno mi to sobie wyobrazić. W atmosferze pełnej podejrzeń, spowodowanych nimi napięć, wzajemnego ukrywania przed sobą różnych spraw jak moglibyśmy mówić dzieciom: zaufajcie nam? Musielibyśmy brzmieć strasznie niewiarygodnie...

W dzisiejszym świecie trzeba być ostrożnym. Naiwność i łatwowierność mogą drogo kosztować. Dookoła nas czai się wiele zagrożeń i ludzi o niedobrych intencjach.  Na to też staramy się z Grześkiem dzieci uwrażliwić, choć póki są małe, robimy to bardzo delikatnie, żeby nie zburzyć ich beztroskiego widzenia świata. Przecież to jeden z uroków dzieciństwa.

Niemniej jednak w tym często mało przyjaznym świecie, to właśnie rodzina powinna być tymi ludźmi, którym można zaufać bezwarunkowo. Zaufanie to nie przeżytek - zaufanie to fundament, a przynajmniej bardzo ważny element tego fundamentu, jaki scala rodzinę. Tego się trzymamy. 

A wy macie kogoś, komu ufacie tak naprawdę? Zaufanie w waszej rodzinie jest ważne, czy nawet w relacjach z bliskimi zostawiacie sobie ten margines nieufności i wolicie nie ufać, żeby się nie rozczarować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram