Post Top Ad

Jak pielęgnować związek na odległość?

Z Grześkiem przez niemal 8 lat małżeństwa nie rozstawaliśmy się na dłużej niż 1-2 dni, a i to w wyjątkowych sytuacjach, które mogłabym policzyć na palcach. Związek na odległość wydawał mi się czymś kompletnie niemożliwym, a rozłąka czymś, czego na dłuższą metę przetrwać nie można... 

Pewnie, że reguły nie ma. Są związki, które nie przetrwają próby odległości, ale przecież próba czasu to dla niektórych też za wiele... Z drugiej strony są związki, którym i bycie non stop ze sobą nie pomaga i rozpadają się. Po półtora roku bycia "słomianą wdową" - nie lubię tego określenia - wolę opisowo raczej żoną męża pracującego daleko od domu, zmieniłam zdanie sprzed kilku lat o 180 stopni. Nie zgadzam się więc z twierdzeniem, że wyjazd jednego z partnerów, rozłąka, tęsknota są czymś co niszczy każdy związek. Wiele zależy od tego, czy będziemy od początku nastawieni pt. "To nie może się udać!", czy też będziemy szukać sposobów na to, by się jednak udało...


    Grafika: pixabay.com

1. Rozmawiajcie! Banalne? A jednak w wielu związkach wcale nie tak oczywiste. Umiejętność szczerej rozmowy, bez tematów tabu, z chęcią zrozumienia drugiej osoby to jest moim zdaniem największy problem współczesnych związków. I to nie tylko tych na odległość. 
Podczas rozłąki regularne rozmowy to podstawa: o wszystkim, co się dzieje pod nieobecność drugiej osoby, o codziennych wydarzeniach, o planach, ale też o uczuciach, również tych trudnych. Nie zamykajmy się przed sobą. Nie udawajmy, że nie tęsknimy, że nie jest nam ciężko. Niech te szczere rozmowy są zawsze: i kiedy jesteśmy daleko i kiedy się spotykamy na przykład na weekendy.

2. Regularnie się kontaktujcie. Wiesz, że jest godzina 18:00 i on zadzwoni. Zawsze starasz się mieć "wygospodarowany" czas o tej porze. Albo on wie, że ty odezwiesz się na skype wieczorem, kiedy już dzieci będą wykąpane i będziesz mogła spokojnie pogadać. U nas zazwyczaj jest szybka pogawędka zaraz po pracy Grześka, czyli koło 13-14, a potem dłuższa wieczorem. Ta regularność daje poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że każdego dnia czeka się na ten moment.

3. Nie twórzcie wyidealizowanej rzeczywistości. Wiecie o co chodzi? O to, że jak on przyjeżdża na weekend, to zawsze jest prawie jak Boże Narodzenie: tylko siedzicie i patrzycie sobie w oczy, nie poruszacie żadnych problematycznych tematów, on nie wykonuje żadnych domowych prac... To jest prosta droga do tego, żeby w domu czuł się nie jak domownik, ale jak ... gość. U nas oczywiście spotkanie po 2 tygodniach jest świętem, ale wyrażamy to jednak inaczej niż tworząc sztuczną rzeczywistość... Dzięki temu wciąż czujemy się częścią tego swojego "normalnego" życia, a nie jakiejś idealnej wizji. 

4. Zostawcie dla siebie miejsce. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że pod nieobecność partnera i taty, mama z dziećmi wyrabiają sobie własny rytm dnia i przyzwyczajenia. Pewnie trudno tego całkowicie uniknąć, bo przecież życie się zmienia i musimy się do niego dostosować. Ja jednak staram się nie "rozpędzać" w tych przyzwyczajeniach i pamiętać też o tych naszych wspólnych sprzed wyjazdu. Myślę, że to jest bardzo ważne, żeby przez cały czas mieć dla siebie miejsce w codzienności. Po półtora roku widywania się co dwa tygodnie nie mam poczucia, że Grzegorz "przeszkadza" mi w moich przyzwyczajeniach ani u niego takowych nie zauważyłam - nie licząc bycia bardzo rannym ptaszkiem, które jednak miał zawsze i które w sumie ma dużo plusów (np. czekająca rano gorąca kawka).

5. Nie licytujcie się, kto ma gorzej. Czy on, bo jest tam sam, daleko od rodziny i ciężko pracuje? Czy ty, bo jesteś bez niego i sama musisz radzić sobie z dziećmi i domem? Wiem z doświadczenia, że takie licytacje się pojawiają i ... nie prowadzą do niczego dobrego. Skoro razem decydujemy się na wyjazd partnera (umówmy się, że w 90% jest to on) powinniśmy liczyć się z jego plusami i minusami dla każdej ze stron. Nie będę wam wmawiać, że to wszystko jest takie różowe i proste - bywa ciężko i nam tutaj i jemu tam, dlatego ważne jest obustronne wsparcie a nie przekrzykiwanie się, kto jest w trudniejszej sytuacji...

6. Okazujcie sobie miłość. Nawet na odległość się da! Kolejny banał - pomyślicie. Tymczasem te pozornie banalne rzeczy okazują się cholernie ważne! Łatwo jest się zapomnieć i w trakcie rozmów poruszać tylko codzienne problemy zapominając o prostym "Tęsknię" czy "Kocham". A zapominać nie można. Może to nawet ważniejsze, niż kiedy widzicie się codziennie. Wtedy możecie sobie bowiem okazać uczucie inaczej: gestem, dotykiem... A w trakcie rozłąki to słowa są największą siłą i najważniejszą bronią przeciwko poczuciu samotności! Trzeb czuć ich moc... Poza tym rozłąka daje niezłe pole do popisu romantyzmowi ;) - tradycyjny liścik wysłany w tajemnicy, miłosny SMS, kolacja przy świecach czekająca w domu, a może zaskakujący upominek wysłany pocztą (jak koszulka z liścikiem na Dzień Chłopaka, którą dostał niedawno Grzesiek - ale był zaskoczony!).

7. Miejcie wspólny cel. Wyjazd musi być przemyślany przez obie strony i cel, do którego dążycie musi być wspólny. Myślicie, ze nie spotkałam się z zarzutami typu: "Dlaczego wysłałaś męża za granicę?". (Mój mąż to nie paczka ani list do jasnej Anielki!) Z drugiej strony spotykam się też z tym, że w związkach dochodzi do tego typu zarzutów: "To ty kazałaś mi jechać!". To jest prosta droga do problemów, dużych problemów... Wyrzuty sumienia, obwinianie siebie nawzajem tworzą toksyczną atmosferę. Dlatego decyzja o wyjeździe musi być wspólna i wspólny musi być cel, który daje siłę do przetrwania tęsknoty i rozłąki. Inaczej to nie wyjdzie. U nas temat wspólnych planów pojawia się praktycznie w każdej naszej rozmowie telefonicznej czy przez skype i ciągle mamy ten wspólny cel przed oczami, w wyobraźni i w sercach. To daje nam siłę i poczucie, że walczymy ramię w ramię.

Teraz, kiedy dzieli nas prawie 900 km szczególne znaczenie mają dla mnie słowa Antoine de Saint - Exupery'ego: "Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, ale patrzeć razem w tym samym kierunku". Nawet nie mogąc codziennie spojrzeć sobie w oczy, można iść przez życie razem.

W naszym przypadku jednak ważne jest jeszcze jedno - rozmawiamy o powrocie. Nie chcielibyśmy tak żyć na dłuższą metę. To dla nas sytuacja przejściowa,  której nie mamy zamiaru dać się złamać, ale chcemy wyciągnąć z niej jak najwięcej dobrego dla naszego związku. Wierzę - nie ja czuję i wiem, że taka rozłąka może związek wzmocnić, ale nie mogę się doczekać aż Grzesiek wróci i będziemy znów mogli każdego dnia kłócić się o to, że znowu przełożyłam gdzieś jego śrubokręt i mówić sobie "Kocham" znowu prosto w oczy a nie przez telefon.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram