Post Top Ad

Boisz się tego pana, skarbie?

Popełniłam ten błąd już wiele razy i pewnie nie zwróciłabym na niego większej uwagi, gdyby nie to, że w ciągu kilku dni inne osoby zwróciły mi na niego uwagę dwa razy. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że mają rację!  Kilkoma nieopatrznymi słowami wzbudziłam w dziecku negatywne uczucia, których prawdopodobnie wcale by nie poczuło, gdyby nie to, co powiedziałam. Narzuciłam dziecku swoje zdanie nie pozwalając mu wcześniej wyrobić sobie własnego. Uznałam, że musi czuć to samo, co ja bądź, że dokładnie wiem, co czuje. Co więcej jestem pewna, że i wam się to zdarzyło i być może wcale nie zwrócilibyście na to uwagi, gdyby nie ten tekst i gdyby nie dwie osoby, które mi zwróciły uwagę...


     Grafika: http://www.freemagebank.com/

Sytuacja nr 1.

Pierwsza kontrola po operacji. Nie wiem, czego się spodziewać. Boję się, że to nie będzie wyglądało tak, jak bym chciała. Z drugiej strony mam w głowie wyidealizowany obraz sytuacji - przecież ta operacja miała sprawić, że wszystko będzie już "normalnie", więc efekt powinien być spektakularny! Doktor zdejmuje opatrunki i ... zamieram. Widzę to, czego tak bardzo się obawiałam. Ogromna opuchlizna i gojąca się rana... Myślę: "O Boże...". Zaczynam wypytywać lekarza, czy to tak powinno wyglądać. Szymek spogląda kątem oka z ciekawością, a ja wypalam: "PEWNIE CI SIĘ NIE PODOBA, CO?". Synek od razu zaczyna powtarzać, że nie chce tak wyglądać... Jeszcze przez chwilę myślę, że wyraża swoje odczucia, dopiero w momencie, gdy lekarz zwraca mi uwagę na to, co powiedziałam, dochodzi do mnie, że to ja wzbudziłam w dziecku te odczucia... Nasz chirurg mówi: "I po co mówi mu pani takie pierdoły?  To są pani pierdoły, nie jego! Dziecko nie ma takiego poczucia estetyki jak dorosły. Dla niego wszystko może być piękne, chyba, że ktoś powie mu czym jest brzydota...". Najpierw się wkurzam, że tak ostro się do mnie odezwał, a potem robi mi się wstyd i wiem, że ma całkowitą rację. Opowiada mi też o obrazie Caravaggia, na którym dziecko z miłością patrzy na starca - w naszych, dorosłych oczach, brzydkiego, z twarzą pokiereszowaną przez chorobę, a w oczach tego dziecka pięknego, bo ono patrzy inaczej niż my... [Dzięki Eli znalazłam ten obraz: ZOBACZCIE TU] Wniosek? Wystarczyło ugryźć się w język - i jeżeli takie odczucia by się w nim pojawiły - pomóc mu je zaakceptować i zrozumieć, że to co zobaczył, to normalny stan rzeczy po operacji, który minie, natomiast jeśli nie zauważyłby tej "brzydoty" cieszyć się z tego, że w jego małej główce nie pozostanie ten ślad.

Sytuacja nr 2.

Jedziemy po Julię do szkoły. Spotykamy na holu pana dyrektora. Szymek nieufnie na niego spogląda, wychylając się zza moich nóg. Pytam: "BOISZ SIĘ TEGO PANA, SKARBIE?". A on chowa się z powrotem za mną... "Niech pani do niego tak nie mówi!" - odzywa się pan dyrektor. I ma rację.  To, co powiedziałam nie było potrzebne i nie przyniosło niczego dobrego, a jedynie wzbudziło albo wzmogło strach w moim dziecku. A po co mówić do dziecka coś, co nie niesie za sobą niczego wartościowego, coś, co go szufladkuje i narzuca mu pewien tok myślenia? Mogłam spytać: "Co się stało?", "Co czujesz?" albo z uśmiechem zacząć opowiadać mu o spotkanej osobie, której jeszcze nie zna. Tymczasem od razu narzuciłam mu negatywne odczucia... W podobnej sytuacji, zamiast zadawać tak głupie pytanie, zaczęłam synkowi opowiadać o tym, co nowo poznana osoba robi, jaka jest, a on zamiast głębiej zamknąć się w sobie i schować za mnie, wyszedł ośmielony i po prostu sam, przy bliższym poznaniu ocenił, czy powinien się tego kogoś obawiać czy nie.

Słowa mają wielką moc. Dla dzieci szczególnie wielką, kiedy są wypowiadane przez dorosłych. Zbyt często nie liczymy się z tym, jak łatwo możemy wzbudzić w dziecku negatywne emocje i w pewien sposób skrzywdzić go czymś, co wydaje nam się troską o niego i zrozumieniem jego emocji. Tymczasem pomiędzy zrozumieniem, akceptacją i nauką wyrażania emocji dziecka, a narzucaniem mu swoich własnych jest ogromna różnica... Warto ją zauważyć! Mnie pomogły w tym dwie obce osoby, którym mam za co dziękować.
To jest troszkę tak, jak w momencie, gdy lecisz do dziecka bawiącego się wysypanymi z podprowadzonego ci portfela monetami i w panice pytasz: "Połknąłeś pieniążek?!", a ono po chwili zastanowienia  z uśmiechem odpowiada, że tak, chociaż oczywiście wcale tego nie zrobiło! Znacie takie sytuacje? To pomyślcie o nich, gdy następnym razem spytacie dziecko czy coś mu się nie podoba, czy czegoś się boi, czy czegoś nie chce albo nie lubi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram