Post Top Ad

Kochać...

Gdybyście jeszcze 12 lat temu powiedzieli mi, że to będzie właśnie ON, że to właśnie z NIM ta prawdziwa miłość, tak na całe życie, że dzieci, że wspólny dom... kazałabym wam stuknąć się w głowę. Nie było takiej opcji. Z nim to co najwyżej poszaleć na imprezie, po kryjomu zapalić papierosa albo pojeździć na skuterze. Ale zakochać się? Co to to nie! Pogadać na każdy temat, w rękaw się wypłakać, wykąpać się w jeziorze w ciuchach,  pozwolić mu rozczesywać moje mokre włosy, kiedy po pierwszym w życiu piwie i zawodzie miłosnym nie byłam w stanie kiwnąć palcem... To tak. Ale nie miłość. Ona miała być jak grom z jasnego nieba przecież. I była. Uderzyła tam, gdzie nigdy bym się nie spodziewała...


Życie płynie w zaleńczym tempie. Czas jest nie do ogarnięcia: raz chcę go za wszelką cenę zatrzymać, innym razem popchnąć do przodu, by już minął..
Tyle wspomnień kryje się na dnie serca. Tyle obrazów przesuwa przed oczami, kiedy myślę o nas. Tyle chwil, które już się nie powtórzą, a tworzą NASZĄ HISTORIĘ...

Przybyło zmarszczek i siwych włosów. Każdy kamień na wspólnej drodze zostawił po sobie mały ślad. On ręce ma bardziej spracowane i czoło wyższe. Czasem trzeba było wspinać się na strome szczyty, czasem spaść i zawsze się podnosić - razem. Bo miłość to nie tylko motyle w brzuchu i bukiety róż. To "chleb powszedni", to "gniew i krzywda, i przebaczenie"... Ale przede wszystkim to siła, która sprawia, że ciągle chcemy patrzeć w tym samym kierunku...

Minęło prawie 12 lat, a my wciąż potrafimy się zdziwić, że siebie mamy. Że to się jednak stało. Lipcowy wieczór był gorący i cichy. To w naszych sercach grała orkiestra. 
Ta miłość. Figlarka i despotka, która zawsze stawia na swoim. Ona musiala mieć z nas niezły ubaw: "popatrzcie, znowu pokazałam tym głupiutkim ludziom, że to ja wiem najlepiej, że to ja znajduję drogę i ja ...nadaję życiu sens... " Tak musiała sobie myśleć, kiedy fruwała gdzieś tam nad nami jak bajkowa wróżka. Udało jej się pokonać hardość i brak pokory, wygórowane ambicje, "nigdy" powtarzane z uporem. Powaliła nas na kolana. Uczyniła bezbronnymi. Ale po to, by dać nam siłę, której nic nie pokona...

Niemal 9 lat temu to też był lipiec. I też upalnie. A my drżeliśmy mimo to zakłądając sobie nawzajem obrączki. Miałąm wtedy 19 lat. Ot, smarkula. I nie żałowałam ani przez minutę od tamtego dnia, mimo że przecież wtedy nie miałam pojęcia, jak to nasze wspólne życie będzie wyglądać. Że czasem brak zrozumienia, że płacz w poduszkę, że niemoc, zamknięcie się w sobie i samotność we dwoje. By potem znowu wracać do siebie. By potem zawsze wyciągać do siebie ręce...   

Te dwie małe istotki, na które patrzymy z czułością. Tyle w nich nas. Upór, roztrzepanie, poczucie humoru, gadulstwo i radość życia. Zawsze twierdziłam, że to będzie mieszanka wybuchowa. I jest. Ten obrazek, kiedy ona maleńka pierwszy raz patrzy na nas dwoje, a on szorstkim palcem głaszcze ją po policzku jest ze mna zawsze. A potem jak z dumą sprawdza na zegarku, o której urodził się Szymon. Owoce naszej miłości.  Tyle strachu i nerwów co one nie dał nikt. Ani tyle dumy i radości. 

Od roku smak tęsknoty. Małe igiełki wbijające się w serce z każdą myślą o nim. I pękająca tama, kiedy znów mogę go zobaczyć. Fala czułości i ukojenia w jego ramionach. A on, jak to facet, nie wypowie, nie przyzna się. Ale ja go przecież znam i widzę wszystko w jego spojrzeniu. Więcej nie trzeba. Osobno, a jednak razem. Na przekór tym, co myślą, że to nierealne. 

Siadamy czasem naprzeciwko siebie i sięgamy myślami wstecz. "Pamiętasz, jak szliśmy nad jezioro a ty miałaś tę sukienkę w kratkę? " "A jak narwałam dla ciebie polnych kwiatów? Pamiętasz?" "A tamten spacer po lesie? Komary cięły niemiłosiernie, a my staliśmy na środku leśnej drogi i całowaliśmy się jak wariaci". I uśmiechamy się. Bo przecież jeszcze "niedawno" nigdy byśmy nie pomyśleli, że pójdziemy razem przez życie...
A dziś tyle lat już za nami i tyle miłości ciągle w nas...

Ze srebrnymi wlosami, twarzami naznaczonymi siatką zmarszczek, drżącymi dłońmi nadal będziemy wspominać z rozczuleniem i uśmiechem.  Nadal będziemy się kochać...  Mocno w to wierzę.










***
Zdjęcia z 29 lipca 2006 roku.

[Cytat z wiersza K.I. Gałczyńskiego]

11 komentarzy:

  1. Karina Twarkiewicz17 czerwca 2015 22:12

    pięknie napisane :) eh wspomniało mi się jak ja wyrzekałam się że nigdy
    nie będę z chłopakiem ( już teraz z moim obecnym mężem ) bo jest za
    wysoki ( ma 190 a ja niecałe 160 ) bo mi się podobali niscy faceci, był
    on moim przyjacielem który wysłuchiwał mnie gdy z facetem mi nie wyszło
    albo odprowadzał na przystanek gdy jechałam na jakąś randkę. I nigdy
    przenigdy nie dopuszczałam myśli że będziemy razem gdyby nie moja
    mama... za co do dziś jej dziękuję :) po trzech latach jego cierpliwego
    czekania i wysłuchiwania mnie któregoś dnia mama mi powiedziała jak ja
    będę się czuć widząć go z inną...nie spałam całą noc a następnego dnia
    powiedziałam że go kocham i tak od tego zdarzenia minęło 9 lat i za nic w
    świecie nie żałuję że tak się stało :)
    Tak jak w Twoim przypadku
    czekałam na miłość która miała być jak grom z jasnego nieba. I w moim
    przypadku uderzyła tam, gdzie nigdy bym się nie spodziewała...


    I taka miłość chyba jest najpiękniejsza :)
    Wiele szczęścia życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  2. my wzięlismy slub 10czerwca 2006 :) gdyby ktoś kiedys powiedziałm mi, że mój mąż nim będzie to bym go wysmiała :) poznaliśmy się w technikum, moje oczy i serce były dla kogoś innego a mojemu obecnemu mężowi dałam wtedy kosza! z tamtym kims byłam 6lat....rozstanie, smutek itp itd....z moim mężem spotkałam się po dwóch latach od matury i naszego ostatniego spotkania, tak to się zaczęło :) Na początku był przyjacielem, moim wsparciem i lekiem na złamane serce! teraz jest moim szczęściem, ojcem mojej córki i nadal najlepszym przyjacielem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękną suknię miałaś, wspaniałe love story z tego wyszło po fotoaktualizacji ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby tak dalej! :) I żeby było jeszcze piękniej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdybyś wiedziała, ile kosztowała ;). Przymierzyłam dwie. Tę drugą kupiłam. Miałam do dyspozycji 300 zł ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Z moim mężem poznałam się w liceum, długa historia, ale całe trzy lata nie lubiłam go a on mnie. Na studiach przypadkiem się spotkaliśmy w Carpe na Sławkowskiej :), ale na randkę musiał czekać kolejne kilka miesięcy. 11 czerwca minęło nam 4 lata po ślubie ;), też mamy niezwykłą historię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzisz Karina jaka podobna historia :). Powiedzenie nigdy nie mów nigdy sprawdza się w naszych przypadkach w 100%! I całe szczęście, że ludzie swoje a los i miłość - swoje!

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas z tym nielubieniem też było podobnie. Zanim bowiem zaczęliśmy się przyjaźnić, był właśnie okres nieznoszenia się nawzajem. Ale cóż - kto się czubi, ten się lubi... Los lubi robić nam na przekór, a miłość to już szczególnie ;). I całe szczęście!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję w imieniu swoim i Grzesia :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie napisane.
    Tyle w Was miłości! Oby nigdy nie wygasła.
    Też nie dopuszczałam myśli, że mogę być z moim mężem, a później stało się.
    Życie potrafi zaskakiwać :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram