Post Top Ad

Tata na odległość

W życiu moich dzieci tata od samego początku był bardzo ważny. Tak samo ważny jak mama. Opiekował się nimi na równi ze mną i budował mocną więź pomiędzy sobą a maluchami. Życie jednak pisze różne scenariusze i prawie 10 miesięcy temu stał się tatą na odległość. O tym,jak przeżywają to dzieci, jak ja, a jak on sam  i czy rzeczywiście jest tak, że wyjazd zabiera dzieciom ojca...


Czytając albo słuchając o tym, jak to tatusiowe nic nie robią przy dzieciach albo jak mamusie im to uniemożliwiają, zwykle uśmiechałam się do swoich myśli. U nas nigdy nie było podziału na lepszą i mądrzejszą mamę i tatę, który na pewno nic nie wie o pielęgnacji i wychowaniu dzieci. Tata od samego początku angażował się w opiekę nad Julką i Szymkiem i wychowanie ich - począwszy od obecności przy porodach, przez kąpanie i przewijanie aż po wspólne zabawy i rozmowy o tym, co jest dla nas ważne w wychowaniu dzieci. To on niejednokrotnie "wiedział lepiej", co czasem strasznie mnie irytowało - a jakże! Jednak mimo to radość z takiego stanu rzeczy była większa niż irytacja. I mimo wyjazdu właściwie niewiele się zmieniło...

Decyzja o wyjeździe była dla nas trudna przede wszystkim ze względu na dzieci. Oczywiście łatwo mówić: trzeba było się nie decydować na wyjazd. Są tacy, którzy tak mówią i mają rację. Można było się nie decydować, tylko że niestety czasami trzeba wybierać pomiędzy złem i mniejszym złem albo pomiędzy stagnacją i frustracją, a ryzykiem i działaniem. Jak zwał tak zwał. Ojcowie wyjeżdżają do pracy nie od dziś. Ten, kto nie ma z tymi wyjazdami do czynienia, pewnie nie zwrócił uwagi na fakt, że jakoś nigdy nie dyskutowało się tak głośno o wyjazdach ojców marynarzy, żołnierzy, biznesmenów, handlowców do pracy daleko od domu, a za to odkąd jest możliwość wyjazdów zwykłych szarych ludzi dyskutuje się o tym zajadle i raczej brak zrozumienia takiego jak dla pracy mężczyzn, która od zawsze wiąże się z opuszczaniem domu na dłużej... No ale idąc do meritum: decyzja została podjęta. Tata wyjechał a dzieci zostały ze mną i z tęsknotą, z którą trzeba sobie radzić. Tata stał się tatą na odległość, który wcale nie musi być tatą nieobecnym i dalekim.

Jasne - to nie to samo, co być tu na miejscu każdego dnia. Nie widzą się, słyszą tylko przez telefon, nie mogą się przytulić najczęściej przez prawie 2 tygodnie. Jednak to nie musi oznaczać, że oddalą się od siebie i ich więź się osłabi. Gdyby tylko wszyscy tatusiowie będący na miejscu tak dbali o swoje relacje z dziećmi, jak ci na odległość... Czy taki tata, który pracuje na dwa etaty w kraju i wraca do domu wykończony tylko po to, by się wyspać ma mocniejszą więź z dziećmi? Sami sobie odpowiedzcie...

Dzieci tęsknią. To nie ulega wątpliwości. Tata tęskni za nimi i to bardzo. On ma o tyle trudniej, że jest tam sam w obcym środowisku. My zawsze mamy siebie i te katy, które znamy. Nie ma jednak płaczu za każdym razem jak tata jedzie. Nie ma buntu ani trzaskania drzwiami. Nie ma obwiniania taty czy mamy. Nie ma mniejszej miłości. Czekają na każdy przyjazd taty z niecierpliwością (mamy specjalny kalendarz, w którym skreślamy dni), a on zaraz po przyjeździe w środku nocy idzie zajrzeć do ich łóżeczek. Nasze codzienne, długie rozmowy w 3/4 dotyczą dzieci. Staram się, by wiedział o nich wszystko na bieżąco, a jeśli czegoś zapomnę, to on sam się o tę wiedzę upomina. Wspólny weekend, tak wyczekiwany jest dla nas wszystkich świętem, ale świętem pełnym normalności. Nie tworzymy sztucznej atmosfery. Tata pozostaje tatą: są zabawy, wygłupy, rozmowy, ale jak trzeba to też zwrócenie uwagi czy poważna dyskusja o problemach. Czasem mam wrażenie, że w ten weekend co dwa tygodnie spędza z dziećmi więcej wartościowego czasu niż niektórzy ojcowie będący w domach na co dzień spędzają ze swoimi przez cały tydzień...

Od początku szczerze rozmawialiśmy z dziećmi o wyjeździe. Szymek miał 2 latka, a Julka 6, ale my uważaliśmy, że nie są za mali na to, by im to po prostu wyjaśnić. Wiedzą, że nasza sytuacja w Polsce była trudna i że chcemy zapewnić sobie i im własny kąt. Wiedzą też, że ta rozłąka potrwa tylko tyle, ile będzie konieczne. Nie obawiam się, że apetyt będzie rósł w miarę jedzenia. Mamy jasny i konkretny cel. Lękaliśmy się bardzo reakcji dzieci, ale okazało się, że one są w stanie zrozumieć więcej niż nam się wydaje. Ja jestem pewna, że choć na pewno tęsknią i nie jest im łatwo bez codziennej obecności taty, rozumieją...

Robimy wszystko, żeby ta rozłąka mogła trwać jak najkrócej. Nie chcemy luksusu ani kokosów. Chcemy być razem tak samo jak każda, kochająca się rodzina. Nie planujemy jednak zamieszkać na stałe za granicą - tu jest nasz dom, nasi bliscy, nasze wspomnienia - dlatego nie rozważamy wyjazdu do taty. To nie jest nasz sposób na życie. To po prostu praca, by zapewnić nam lepszą przyszłość.

Nie będę kłamała, że nie mam wątpliwości i że nie jest mi czasami zwyczajnie przykro i ciężko. On nie musi nic mówić - wiem, że niejednokrotnie czuje to samo. Niestety życie nie jest czarno - białe i przynosi nam różne sytuacje, których wcześniej nie potrafiliśmy sobie nawet wyobrazić. Gdyby było tak, że nasze decyzje nie są obarczone żadnymi poświęceniami, dorosłe życie byłoby idealne. A nie jest. Wierzę jednak, że więź, jaka łączy rodzinę potrafi przetrwać niejedną burzę i niejedną rozłąkę. Potrafi nawet ją wzmocnić.

Decyzję o wyjeździe podjęliśmy wspólnie, a ja jako mama, która została tutaj z dziećmi staram się postępować tak, aby pomóc w budowaniu relacji tata - dzieci, mimo tej odległości. Często rozmawiamy o tacie, nie ignoruję żadnych pytań dzieciaków,wspólnie planujemy weekendy. Zachęcam też maluchy do rozmawiania z tatą przez telefon. Razem robimy laurki i piszemy listy, które potem tata dostaje w dniu przyjazdu do domu. Wiem, że one potrzebują teraz znacznie więcej mojej uwagi i czułości, co same okazują. A gdy przyjeżdża tata... Cóż, często po prostu pozwalam im cieszyć się sobą, a my dyskutujemy po dwóch tygodniach rozłąki zarywając noce...

Wiem, że czyta mnie wiele dziewczyn, które znalazły się w podobnej sytuacji, a setki nieznajomych przeżywa w tej chwili to samo, co my. Rzeczywistość w jakiej żyjemy sprawia, że coraz więcej jest ojców na odległość. Obserwując moje dzieci i ich relacje z tatą przez 10 miesięcy rozłąki wiem, że można być dobrym tatą na odległość, można nadal budować mocną relację i być obecnym w życiu dzieci. Jestem pewna, że moje dzieci czują dokładnie to samo. 

A jak tata wróci do domu na dobre, to nie mam wątpliwości, że  ta więź będzie i będzie mógł dalej spokojnie umacniać ją będąc z dziećmi na co dzień.

P.S. Julka widzi, że piszę o tacie. "Mama ja w tacie widzę miłość!" - oznajmia...

13 komentarzy:

  1. Alicja Zeidler5 marca 2015 22:09

    a ja bym nie dała rady, taki mam charakter i już, nie jest to kwestia zaufania czy jakoś tak, ale charakteru, poza tym jestem kobietą, której mama wyjechała do Iraku kiedy miałam 5 lat, Boże jak ja tęskniłam i jako nastolatka przezywałam bunt, miałam żal do mamy, o którym uświadomiłam sobie dopiero jako dorosła kobieta. Nie potępiam nikogo, nie oceniam, nie uważam, że rodzic z daleka to gorszy etc....ja tylko uważam, że ja nie dałabym rady bez córek, bez męża .....życzę wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
  2. Też myślałam, że nie dam rady... Daję, choć łatwo nie jest. Niestety - gdyby były jakiekolwiek realne możliwości poprawy naszej sytuacji tu na miejscu wyjazdu by nie było. Przez kilka lat mając taką możliwość nie podejmowaliśmy takiej decyzji, ale przyszedł taki moment, w którym musieliśmy wybrać jednak mniejsze zło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Kamilla Margas5 marca 2015 22:24

    Życie pisze różne scenariusze i niestety trzeba podejmować takie lub inne decyzje. Śledzę Wasze losy i powiemt tak: Wszyscy jesteście bardzo dzielni!!! Waszą miłość i wiarę w siebie widać dosłownie na każdym zdjęciu.
    Jedyne co mogę zasugerowac to Wielkie Brava dla Mamy bo wychowanie i zmierzenie się z codziennymi obowiązkami przy dwójce dzieciaczków - zwlaszcza gdy tata daleko... nie jest łatwe!!! Pokłony się należą! !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz co sobie pomyślałam czytając ten tekst?? Że wielu z nas nie docenia tego, że rodzina jest razem i nie dba o te więzi... Ludzie nie doceniają najprostszych rzeczy :( I tak naprawdę sami nie wiedzą co tracą...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję... Przyznam, że często zastanawiając się nad tym wszystkim i słysząc różne opinie (m.in. takie, że wyjazd zabiera dzieciom tatę, ze jestem egoistką itp) mam ogromny ciężar na sercu. Te decyzje są koszmarnie trudne, ale też sytuacja każdej takiej rodziny z tatą na emigracji jest różna i trudno to porównywać. Czy nasza decyzja była dobra to pokaże czas, ale musimy w to wierzyć inaczej nie dalibyśmy rady. Pamiętam naszą frustrację, przepłakane noce, kiedy brakowało pieniędzy na wszystko, kiedy nie było żadnych perspektyw... Choć z jednej strony mamy tęsknotę, to z drugiej poczucie bezpieczeństwa, spokój i nadzieję, że uda nam się spełnić te nasze marzenia i znowu być razem. Tu w Polsce nie było na to szans.

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda. Ja teraz widzę to wyraźnie. Niejednokrotnie to piszę, że można być bliżej będąc dalej od siebie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja np zauwazylam ze tata będąc na odległość niejednokrotnie potrafi podsunac pomysl, rozwiązanie czy opcje jakiejś sytuacji na który ja będąc tu nie wpadnę :) A to dlatego ze jedt obiektywny i zna rzeczywistość tylko z opowiadań. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kamilla Margas5 marca 2015 22:59

    Życie jest zbyt krótkie na smutki. Ważne jest tu i teraz - a tak jak piszesz poczucie bezpieczeństwa, spokój, szanse na lepsze jutro, wiara w siebie i wzajemne zaufanie to juz bardzo dużo! Każdy krok do przodu, każde działanie nawet jeśli ma zakonczyc się fiaskiem lepsze jest od tkwienia w punkcie bezczynności.
    Tak jak gdzies przeczytałam:
    Nie słuchaj innych, bo innych jest zbyt dużo i każdy mówi co innego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz rację :). Niedawno pomógł mi właśnie dzięki temu w pewnej sytuacji. Ja nie przesypiałam nocy ze zmartwienia, a kilka jego słów wystarczyło, bym rozwiązała sytuację.

    OdpowiedzUsuń
  10. To prawda. poczucie, że nic się nie robi w kierunku zmian było wyniszczające. A kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana :).

    OdpowiedzUsuń
  11. <3 Kochana Julcia <3 Powodzenia, trzymam za Was mocno kciukasy <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję, nawet nie wiesz, ile to dla nas znaczy <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Mimo wszystko Kochana, jest Wam czego zazdrościć. Tak jak mówiłaś, "czasem będąc w tłumie można być samotnym" i tak samo, można nie czuć obecności ojca nawet kiedy on każdego dnia je z Tobą obiad przy jednym stole. Twoje Maluchy nie widzą Grześka zaraz po przebudzeniu, ale czują Jego obecność. Wiedzą, że mają Tate i że żadne kilometry ich nie rozdzielą. Zawsze będzie przy nich, bo ich kocha, dba o nich i o nich myśli - czego dowodem jest Wasza rozłąka.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram