Post Top Ad

A czy ty pozwalasz się bawić swojemu dziecku?

Tytuł tego wpisu wydaje się banalny, prawda? Przecież KAŻDY rodzic pozwala swojemu dziecku się bawić! Najpierw grzechotką, potem klocuszkami, lalką, autkiem i jeszcze tymi interaktywnymi zabawkami z reklamy. Kupiliście mu je za spora sumkę, ale przecież to ma rozwijać jego kreatywność, więc warto było! Wasze dziecko bawi się, a jego bluzeczka pozostaje czysta jak łza, rączki nie mają prawa się kleić, a podłoga zmyta rano musi do wieczora pozostać bez skazy... Brzmi znajomo? Zatem coś wam powiem: NIE POZWALACIE SWOJEMU DZIECKU BAWIĆ SIĘ TAK NAPRAWDĘ!


Często słyszę i sama biorę udział w rozmowach rodziców, w których padają słowa: "My to się potrafiliśmy bawić, gdy byliśmy mali!" albo "Za naszych czasów to były zabawy!". Wspominamy  "gotowanie obiadów" z błota i trawy, "szukanie skarbów" w lasku nieopodal domu, czy turlanie się po trawie z ogromnego pagórka. Przychodziliśmy do domu czasami umorusani po łokcie w błocie, z zielonymi od trawy spodniami na kolanach, a co "odważniejsi" ciężsi o garść piasku posmakowaną w ferworze zabawy. Mama czasem troszkę popsioczyła, bo pranie we Frani i te spodnie jeszcze do szkoły były dobre, ale oczy jej się śmiały na widok naszych czerwonych ze zmęczenia i radości twarzy. 
A w domu, choć o własnym pokoju można było pomarzyć i 10 metrów dzieliło się z dwójką rodzeństwa, zabawy były niemniej kreatywne! Pokaz mody, w którym modelkami były "panie" wycinane ze starych czasopism, zabawa w chowanego na tych paru metrach kwadratowych, gdzie właziło się do szafy albo skrzyni łóżka czy wchodzenie w powłokę kołdry i robienie z niej wehikułu czasu - taka była nasza dziecięca codzienność. Czasem zrobiło się plamę na dywanie albo przypadkiem przecięło narzutę na łóżku wraz z papierem, ale nikt nigdy nie robił z tego dramatu. mało tego - umieliśmy po sobie posprzątać i to bez marudzenia!

Rodzice czytali nam bajki, szyli ubranka dla lalek kupowanych na odpuście i uczyli rysować. Nie mieli jednak presji na to, by codziennie wymyślać dla nas nowe, szumnie nazywane kreatywnymi zabawy. Nie chodzili też za nami krok w krok. Ufali nam. Oczywiście w granicach rozsądku. Nikomu nie przyszło nawet do głowy pobiec z podwórka na ulicę czy wejść tam, gdzie mama i tata nie pozwalali, bo to niebezpieczne. Nie mieliśmy interaktywnych miśków  czytaczy bajek ani garnuszków pełnych klocuszków. Bawiliśmy się lalkami Barbie bez pryszczy i rozstępów - jak naszła kogoś ochota, to sam dorysował lalce jakiś znak szczególny albo obciął włosy na zapałkę (oczywiście zwykle potem był wielki żal... ;)), zwyczajnymi, pluszowymi maskotkami, drewnianymi klockami przywiezionymi przez tatę jako "odrzut" ze stolarni i patykami. Nikt nie nazywał tych zabawek kreatywnymi. A czy my byliśmy mniej kreatywni niż dzisiejsze dzieci? Śmiem z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że bardziej! Bo to nie zabawki są kreatywne, tylko zabawy, a te bardzo często rodzą się z nudy albo po prostu z dziecięcej wyobraźni... Bo rodzice nie starali się rozwijać naszej kreatywności na siłę, ale po prostu pozwalali nam się bawić i realizować w tych zabawach często naprawdę szalone, dziecięce pomysły!

Wczoraj moje dzieci zrobiły coś, co ja bardzo często robiłam, gdy byłam dzieckiem: weszły w powłokę kołdry na pościelonym łóżku. W pierwszym odruchu oznajmiłam, że mają natychmiast wyjść! Przecież łóżko świeżo pościelone i kołdra się skotłuje! Przecież mogą bajkę w spokoju pooglądać albo pobawić się Furbym! Tak się zaperzyłam! I już, już miałam ich z tej powłoczki wyprosić, kiedy nagle ...przypomniało mi się, jak sama uwielbiałam tę zabawę w dzieciństwie. Stanęłam więc sobie z boku i patrzyłam, jak szaleją. Ile radości może dać zwykła kołdra i powłoczka! Ileż pomysłów mieli podczas tej zabawy! Byli w kosmosie, przenieśli się do czasów dinozaurów a na koniec zamienili się w duchy. Dziś znowu kołdra poszła w ruch, a "modne" zabawki stoją sobie na półkach...

To w ogromnej mierze od nas, rodziców,  zależy, czy nasze dzieci będą umiały bawić się podobnie jak my w dzieciństwie. Czy zamiast gier komputerowych i samoczytajacych się książek, będą wolały skakanie po kałużach i malowanie farbami za pomocą palców. 
Pewnie, że fajnie pobawić się razem z nimi i czasem podsunąć pomysł na nową, ciekawą zabawę! Jednak przede wszystkim warto po prostu POZWOLIĆ DZIECIOM BAWIĆ SIĘ NAPRAWDĘ - nie przeżywając każdej plamy na bluzeczce, piasku na rękach i nie biegając z odkurzaczem po każdej minucie używania przez dziecko nożyczek. Kiedy wrzucimy na luz i damy pole do popisu dziecięcej fantazji, bez wątpienia niejednokrotnie zaskoczy nas kreatywność naszych dzieci i fakt, że zaczynają bawić się podobnie, jak my w dzieciństwie...

10 komentarzy:

  1. Z czystym sumieniem mogę odpowiedzieć, że pozwalam :) Często z lenistwa albo z braku czasu, ale plamy, dziury w spodniach czy zachlapan farbami ściany to u nas codzienność, więc chyba trafiłabym na oddział zamknięty ;) PS a kiedy pisałam te słowa mój najmłodszy syn wylał butelkę wody na podłogę i pobiegł po zabawki do kąpieli ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwykła Matka23 marca 2015 19:54

    Ta dam :) tak być powinno :) pamiętam obiady z zielska i wianki ze stokrotek....ach to były czasy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Porównywać tego co jest teraz, do naszego dzieciństwa nie można. To są zupełnie inne czasy. Wtedy nie było komputerów przecież, więc nie było jak się przy ich użyciu 'bawić'. A przypomnijcie sobie co było, gdy w końcu te komputery zaczęły się w domach pojawiać - godzinami się siedziało i grało! Teraz komputer z internetem to codzienność, kiedyś nudę zabijało się wycinając obrazki z gazet i wklejając je do zeszytów, teraz grając na smartfonie. No takie czasy :)) A trzeba pamiętać, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Ograniczając teraz, przyczynić się możemy do tego, że za 3,4,5 lat dziecko będzie mieć w nosie o co go prosimy i cały wolny czas będzie chciało na komputerze grać. Trzeba znaleźć złoty środek we wszystkim.
    A co do zabaw, to my nie ograniczamy Martynki w niczym. Jest czas w ciągu dnia i na wspólne zabawy zabawkami, na układanie, rysowanie, granie w gry, na zabawy samodzielne, na nudzenie się, na oglądanie bajki czy granie na tablecie.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja tu nawet nie wspomniałam o komputerze i tablecie. Celowo. One są i są częścią świata naszych dzieci. Tego się nie zmieni. Złoty środek jak najbardziej wskazany. Chodziło mi raczej o coś innego - o to pozbawianie dzieci samodzielności, organizowanie im każdej chwili, o te modne kreatywne zabawy, które tak właściwie średnio uczą kreatywności, o brak dystansu do bałaganu, brudnych spodni i rączek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje dziecko oprócz czytania książek i rysowania ma pasję- robienie sobie zabawek z niczego. Wszystkie genialne wytwory ludzkich umysłów i rąk lądowały i lądują u nas w domu. Jednak Młoda woli rolkę po papierze, kijki, karty itp rzeczy. Codziennie zaskakuje mnie nowymi pomysłami i pozwalam Jej na to ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Było pięknie, ale mam nadzieję, że moje dzieci też tak będą wspominać swoje dzieciństwo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo dla synka :D
    U nas też tak jest i czasem słyszę, jak ja mogę na to pozwalać. A to przecież cały smak dzieciństwa!

    OdpowiedzUsuń
  8. Olu wezmę sobie to do serca ,bo czasami ganiam dzieci ,że nabrudzą ,że wycinaki wszędzie a zabawki po całym mieszkaniu się plączą .Choć syn ma już 13 lat to też lubi się bawić autobusami ,samochodami -niech bawi przeciez to jeszcze dziecko ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, bo się pobrudzisz, bo szkoda na to czasu, bo w tym czasie rodzice twierdzą, że lepiej robić co innego...no tak...

    OdpowiedzUsuń
  10. Kamila Greszczeszyn20 kwietnia 2015 13:26

    To były czasy, zabawy w dom w przydomowych krzaczkach, gdzie jako garnki robiły puszkami po konserwach, turlanie po trawie i mina mamy, kiedy to przychodziłam umorusana. Do wieczora zabawy na dworze i zasypianie na schodach przy poręczy. Bezcenne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram