Post Top Ad

Mamo, nie wstydź się okazywać słabości!

Podobno macierzyństwo już dawno zostało obdarte z lukru. Z odważnym, a może raczej szczerym tekstem Agnieszki Chylińskiej, utożsamiało się tysiące kobiet. A jednak wielu z nas wciąż tak trudno przyznać się do słabości - przed innymi i przed samą sobą...


Mama...

Mama jest silna. Mama wszystko potrafi i ze wszystkim sobie poradzi. Mama nie musi dużo spać ani porządnie zjeść. Mama jest przyzwyczajona. 
Mama jest jak całodobowa stacja benzynowa - zawsze do dyspozycji dziecięcia. Mama nie może być chora ani zmęczona - przynajmniej nie może tego okazać. Mama nie ma czasu na "głupoty". Mama nie idzie na zwolnienie ani na urlop.
 Mama zniesie wszystko - łącznie z pełną pieluchą w torebce i smarkami na rękawie. Mama nie potrzebuje rozmowy o życiu - wystarczy jej o kupce i przecieraniu marchewki, ewentualnie o postępach dziecka w szkole. 
Mama chodzi w rozlazłym dresie, bo lubi i nie potrzebuje czuć się kobieco. Mama nie znajduje czasu dla męża, bo jest niezorganizowana i wredna, a nie sfrustrowana i smutna. 
Mama rodząc dziecko po prostu staje się ... mamą i ma być dobra w tym, co robi! 
Mama nie może być egoistką, a egoistyczna jest nawet chęć wypicia gorącej kawy zamiast pochłonięcia duszkiem zimnej krztusząc się w pośpiechu fusami i chęć pobycia sam na sam z partnerem zamiast gnieżdżenia się w małżeńskim łóżku we czworo (gdzie dziwnym trafem zwykle to dla mamy zostaje najmniej miejsca). 
Mama nie może być smutna, a już broń Boże płakać. Mama nie może mieć czasami serdecznie dość. Mama powinna uśmiechać się promiennie, nie mieć worów pod oczami i chodzić po domu w kapciach na obcasie jak te mamy z telewizji. 
Mamie nie wybacza się krzyku, małego szantażu ani przekupstwa. Mama musi znać na pamięć najlepsze poradniki dla rodziców i się do nich stosować.
 Mama musi umieć radzić sobie ze złością dzieci, choć nie radzi sobie ze swoją. Mama musi ocierać łzy, choć swoje chowa w poduszce. Mama powinna śmiać się razem z dziećmi, choć czasem ma ochotę walnąć pięścią w ścianę. 
Mama nie powinna okazywać słabości.

A ty?..

Wiesz, o czym piszę? Czujesz to czasami? Bywają dni, kiedy twoje wnętrze zaprogramowane na 24 godzinne bycie mamą, przestaje działać tak, jak powinno? Ty też - tak jak ja - udajesz wtedy przed samą sobą, że wcale nie jest ci trudno i smutno? Ty też wstydzisz się przyznać do tego, że jesteś czasem samotna? Wstydzisz się swojej słabości dlatego, że jesteś mamą?

A przecież mama nie jest Superwoman, choć czasem lubi tak o sobie myśleć. To media kreują ją na nadczłowieka, a społeczeństwo z łatwością ten stereotyp podłapuje. Więc ona też zaczyna tak o sobie myśleć. Okazuje się jednak, że takie myślenie to pułapka - odsuwanie problemów i prawdziwych emocji jest dobre tylko na krótką metę.  Ja też dałam się złapać. 

Ja...

Przyszedł jednak moment, w którym zrozumiałam, że mam prawo mieć gorszy dzień, być zmęczona, chora, smutna, tęsknić za mężem, którego nie ma obok, czuć się samotna, potrzebować pomocy a najczęściej po prostu rozmowy z kimś, kto mnie zrozumie...

Jestem mamą, a mama też człowiek, który czuje, myśli, ma potrzeby, a nawet marzenia. I nie wszystkie muszą być związane z dziećmi. Odważę się stwierdzić, że mama to taki człowiek, który czuje inaczej i więcej od innych. Ona czasem nawet czuje razem ze swoimi dziećmi albo za nie. A jej emocje nie zawsze są pełne słońca i cukru.  Jak więc może te emocje w sobie dusić i nie mieć potrzeby podzielenia się nimi?

Kiedy przyznałam się sama przed sobą, że jest mi zwyczajnie ciężko, zrobiło mi się lżej. A kiedy przyznałam się przed bliską osobą, od razu poczułam się lepiej. Dobre słowo, poklepanie po ramieniu, stwierdzenie "Ja też tak miewam", wyjście z domu, nabranie dystansu sprawia, że nagle przestaję czuć się wyobcowana wśród tych wszystkich "atrap" prawdziwych matek serwowanych w telewizji i internecie. Bo przecież nie ma mamy, która codziennie czułaby tylko motyle w brzuchu i piała z zachwytu przy każdym spojrzeniu na swoje dziecko! Bo przecież to wcale nie znaczy, że kocha je mniej! Wręcz przeciwnie!

Właśnie dlatego, że tak bardzo je kocham nie boję się już przyznać do swojej słabości, bo moje dzieci nie potrzebują mamy z obrazka w gazecie ani z reklamy w telewizji. One wyczuwają sztuczność o wiele lepiej niż dorośli. 

Jestem pewna, że moje dzieci wolą mamę, która czasem wypłacze się komuś w rękaw albo zwyczajnie ponarzeka, jak to czasem ma ochotę uciec na koniec świata niż taką, która cały dzień chodzi jak robot  z przyklejonym uśmiechem, by wieczorem wyć z samotności i bezsilności...
Bo przyznanie się do słabości sprawia, że mamy z nią spokój na jakiś czas, a jak już wraca przyjmujemy ją jak coś naturalnego - tak jak powinnyśmy. I znowu się z nią rozprawiamy - łzami, rozmową z kimś bliskim albo przelaniem jej na blog... 

Nie wstydząc się przyznać do słabości, jesteśmy po prostu szczęśliwsze. A szczęśliwa mama, to przecież szczęśliwe dziecko.

11 komentarzy:

  1. Zwykła Matka6 lutego 2015 11:24

    oj tak, tez tak mam, ale czasem jednak tupnę nogą i mówię, że czas dla mnie jako kobiety tez jest mi potrzebny bo jak zwariuję to nie będa mieli ze mnie absolutnie nic! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Magdalena Lelonkiewicz6 lutego 2015 11:48

    Mam tak samo. Ostatnie pogody,zmeczenie,nowy dyrektor,bardzo wymagajcy,dorastajce dzieci i niechec,powoduja mi chwilowy kryzys. Czuje sie jak dziecko,ktoremu odebrano ukochanego misia. Taka bezradna. Mam ochote usiasc w kacie najpierw drzec sie ze zlosci,pozniej plakac z bezradnosci,nastepnie chwila stagnacji i znow mam powera. Jestem mama,ba kobieta z wieloma wadami. Potrzebuje powiedziec,bo mnie boli,co mi zle. Potrzebuje mnie slabszy,gorszy dzien. Potrzebuje takiej bezradnosci zalamania po to by sie otrzpac,wstac z upadku,uniesc glowe i powiedziec:"Wez sie w garsc kobieto,trzeba dzialac". Lzy traktuje,jak oczyszczenie duszy. Ktora tez potrzebuje byc czysta,jak czyste chce i musi byc cialo. Tekst super a ja nie jestem stereotypowa Matka Polka,ktora musi byc usmiechnieta,musi z radoscia zajmowac sie dziecmi,i nie moze powiedziec,ze jej Bron Boze zle. Ja na szczescie mam wspanialego meza,ojca moich dzieci,ktory zajmuje sie dziecmi najlepiej,jak potrafi i stara sie mnie odciazyc. I dziekuje za tak wspanialego mezczyzne,przyjaciela,mez i partnera,ze pojaiwl sie w moim zyciu :). I kazdej mamie,zycze takiego szczescia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Kasia! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle się mówi, o tym, że z tego lukru zostało obdarte, ale tak naprawdę to chyba jest gdzieś tak głęboko zakorzenione w świadomości społecznej, że dziecko jest wyłącznie słodyczą, że trudno tę świadomość zmienić. Z drugiej strony to kobiety same w sobie tę ułudę budują, bo boją się myśleć inaczej.
    Oczywiście, że dziecko jest cudem, a jego zdrowie jeszcze większym, ale fakt, że czasami ( a nawet często) macierzyństwo przynosi z sobą frustrację, zmęczenie czy smutek nie znaczy przecież, że nie kochamy naszych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze powiedziane Zwykła Matko ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Do słów "Mama też człowiek" dodałabym, że kobieta 100% - zawsze uważam, że kobiety, które nigdy nie rodziły tracą część swej kobiecości.
    Tekst super, u mnie ostatnio pojawił się tekst przez niespodziewane paretingowe natchnienie. Chyba przez to zaczytanie blogami o tej tematyce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki! Na pewno urodzenie dziecka wzbogaca kobiecość, aczkolwiek myślę, że nie każdej kobiecie jest to potrzebne, by poczuć się nią w 100%. Ale ja do nich nie należę ;).
    Chętnie poczytam - mogę prosić link?

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja właśnie jestem w trakcie opisu ostatniego roku z moim najmłodszym synkiem.... I... Zauważyłam, że w tym moim wpisie nie ma radości, bo ja tyle przeżyłam przez ten rok- prawie jak wojnę :) Serio- mój młodszy syn nieźle dał mi w kość. Ze starszą córką na czele. Teraz po roku zaczyna się robić cud miód- na moje matczyne serce, ale bywało.... trudno.... bardzo trudno.... Lubię być mamą :) Lubię słodkie maleństwa i lubię być idealna-i tez złapałam się na tym- ale walczę z tym zawzięcie. Ale to dlatego tak jest, że inni chcą nas widzieć idealnymi.... A jak powiesz, że ci źle... To zaraz wychowywać nie umiesz, rozwód itd.... Mamie nie może być źle....

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja z Szymkiem też dużo przeszłam. O wiele więcej niż z Julką. Głównie przez problemy ze zdrowiem - szpital, wada wrodzona, anemia... I też miewałam chwile totalnej załamki. Teraz nadal nie jest tyko różowo. Do trudnego zadania mamy doszło odnalezienie się w społeczności szkolnej, wprowadzanie dziecka w życie społeczne. Teraz jednak już nie boję się przyznać do tego, że bywa ciężko. W macierzyństwie tak jak w życiu - raz lepiej, raz gorzej. W końcu jest jego elementem - dla mam nie ukrywajmy, najważniejszym. Musi być czasem trudno, żeby potem docenić chwile radości i dumy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Teraz po roku doceniam :) Teraz po roku widać, jak i dzieci są przez to wszystko ze sobą związane. I zaczął nam się etap, o którym pisałaś, że młodszy brat- to nie lalka. Korzystam z twojego bloga, sprawdziły się etapy rodzeństwa :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram