Post Top Ad

Zima na wsi


Jak większość z was zdecydowanie wolę wiosnę i lato niż zimę. Wolę nawet jesień, ale tylko do października! Jednak skoro już kalendarz jest nieubłagany i zima być musi, to niech jest lekko śnieżna, lekko mroźna, poszczypie zdrowo w policzki i zabije bakterie, a nie raczy nas pluchą, wiatrem i błotem. I to nie tylko dlatego, że światu ładnie w bieli, ale też dlatego, że zdecydowanie łatwiej dojechać do szosy po zmrożonej drodze niż po rozmrożonym błocie... Nie lubię wozić zakupów na taczce! A perspektywa prawka, które mam nadzieję wkrótce zrobić, sprawia, że chcę jeździć, a nie chodzić w gumaczach a auto zostawiać u sąsiada nad szosą...

Zima na wsi bywa cholernie trudna: zaspy po kolana mogą stanowić niemały problem, jeśli do szosy ma się kilkaset metrów, a i na szosie czasem się można "zakopać". Trzeba codziennie bladym świtem wstawać i nanieść drewna w towarzystwie śniegu wpadającego w oczy i w buty i podkładać do pieca do późnej nocy. Chleb czasem trzeba kupować na kilka dni z góry, bo istnieje obawa, że nie wydostanie się po świeży. Dzieciaki początkowo radosne, biegną taplać się w śniegu, ale zabawa kończy się w przeciągu kilkunastu minut, kiedy trzecia para rękawiczek jest przemoczona do suchej nitki, a nogi marzną w najcieplejszych kozakach.

Zima na wsi bywa cholernie brzydka: gdy zamiast śniegu wszędzie dookoła zalega brunatne błoto, a drzewa straszą łysinami targanymi przez wiatr nie ma się ochoty wyglądać przez okno, nie mówiąc już o wychodzeniu z domu.  Samochody trzeba wyprowadzać do sąsiada, a zakupy wozić na taczce kilkaset metrów (nawet szlaka i kamienie wkładane w drogę nie pomagają na rozmokłą glinę...). Żeby do szosy w ogóle dojść trzeba zakładać kalosze, a dopiero w aucie przebierać je na zgrabne kozaczki (o ile nie chcemy, aby owe kozaczki były w błotne ciapki...). Jest szaro, buro i ponuro. Dzieciaki nudzą się w domu oglądając po raz enty "Listonosza Pata" albo molestując mnie o zagranie w memory. Codziennie pytają o śnieg...

Zima na wsi bywa cholernie piękna: kilka centymetrów śniegu, cudowne minus pięć zalotnie czerwieniące policzki i uroczo noski, gałęzie drzew dumnie wystrojone w srebro i biel, słonce krzeszące śnieżne iskry. Budzisz się rano, wyglądasz przez okno i uśmiechasz się do krajobrazu. Budzą się dzieci i bez śniadania chcą lecieć na dwór. Zakładają po swojemu czapki i kurtki. Młodszy nawet płacze pod drzwiami z jednym butem na nodze, bo on chce już "na sianki!". Jak najszybciej ogarniasz dom, smarujesz pyszczki kremem, który tak zimowo pachnie i wybiegacie z domu. Jest istne szaleństwo! Przemierzanie śnieżnej pierzynki wzdłuż i wszerz z rosnącą fascynacją. Pełne zdziwienia próbowanie śniegowych gwiazdeczek. Lód z zamarzniętych kałuży niczym brylant niesiony do domu, mimo, że przeszywa ręce chłodem. Zabawa w robienie śladów, w rysunki na śniegu, gonitwy cieni. Do tego droga tak idealnie twarda, czyste kozaczki i zakupy można przywieźć prosto do domu! Prawdziwa idylla! Szkoda tylko, że takiej zimy w zimie tak niewiele...  Czekam, aż wróci!









3 komentarze:

  1. Zgadam się we wszystkim ;) mieszkam co prawda nie całkiem na wsi, ale jednak poza miastem i ten brud wokól mnie dobija....jednak gdy nadejdzie wiosna......cóż, wiesz sama, że wtedy miastowi nam zazdroszczą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja kocham zimę najbardziej.:) Oczywiście ta śnieżna i mroźna to dla mnie najpiekniejszy czas. Mam cholerny sentyment do tej pory roku i myślę sobie, że mogłaby trwać zdecydowanie dłużej :)

    Widać, że Dzieciaczki przeszczesliwe :) świetna z Ciebie Mamusia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zmarzlak i zdecydowanie wolę ciepło, choć tak jak napisałam, zima też może być cholernie piękna :).

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram