Post Top Ad

Dlaczego nie wyjechaliśmy razem?

Jak łatwo jest układać komuś życie będąc tylko obserwatorem, teoretyzować i oceniać samemu nie ponosząc żadnych konsekwencji. To nawet zabawne: jakbyś reżyserował jakiś film. Tylko, że ten twój film, to moje życie...


Przez te osiem miesięcy, które minęły od wyjazdu Grześka takich "reżyserów" z bożej łaski przewinęło się przez moje życie całe mnóstwo. Oczywiście byli już wcześniej, ale dziwnym zbiegiem okoliczności w momencie, gdy po wielu nieprzespanych nocach podjęliśmy decyzję o zmianie, pojawia się ich coraz więcej i więcej... Nagle wszyscy wiedzą, co powinniśmy zrobić i wiedzą, że z pewnością robimy źle!  Przecież nieswoje życie tak łatwo się układa!

Jestem świadoma tego, że nie brakuje ludzi, którzy twierdzą, że: jestem materialistką, robię krzywdę dzieciom, że jestem leniwa, że wykorzystuję męża albo w drugą stronę: że on wykorzystuję tę sytuację i pewnie dawno ma kogoś na boku. Zarzutów stawianych rodzinom, w którym jedno z rodziców - a umówmy się, że częściej jest to ojciec, wyjeżdża pracować daleko od domu jest mnóstwo! W końcu zaczyna im się wieść lepiej niż przeciętnemu rodakowi, a to wystarczający powód, by oceniać ich negatywnie... Nie ma znaczenia, że podobnie żyje i żyło wcześniej wiele rodzin, w których są wojskowi, marynarze, handlowcy, muzycy, aktorzy... Odkąd w Polsce nastąpił boom na emigrację zarobkową twierdzi się, że to rozbija rodziny, tymczasem w taki sposób żyło i żyje wielu ludzi od wielu lat... A jeszcze inni tyrają od świtu do nocy w kraju i wracają do domu jak cienie: zjeść coś, przespać się i znów wracać do swojego codziennego kieratu. Nie mówcie mi, proszę, że oni są bardziej obecni w życiu swojej rodziny i w domu, niż ci, którzy pracują daleko i przyjeżdżają do domu na weekendy...

Dziś jednak odpowiem na konkretne pytanie, które słyszę dość często, a przy okazji ANKIETY padło ono co najmniej kilkukrotnie. Czasem pada z czystej ciekawości, innym razem złośliwie (choć tę złość czasem próbuje się ukryć). Najczęściej słyszę je przy okazji piśnięcia choć słówka o mojej tęsknocie, bo przecież skoro sama się o to prosiłam, to teraz nie mam prawa tęsknić! Dlaczego nie wyjechaliśmy razem? Już wam mówię...

Grzegorz nie wyjechał na stałe. Ba, nie wyjechał nawet na długo (choć to jeszcze zależy, co dla kogo znaczy długo...). Nie wyjechał po to, żebyśmy opływali w luksusy. Wyjechał tak naprawdę w konkretnym celu. Pieniądze są niestety niezbędne, by go osiągnąć. Choćbyście nie wiem, jak przekonywająco mówili, że pieniądze się dla was w życiu nie liczą, to wam nie uwierzę... A nazywanie materialistą każdego, kto przyznaje, że są one ważne, uważam za idiotyczne i niesprawiedliwe... Naszym marzeniem jest wyjście na prostą (co już praktycznie nastąpiło), a potem ...potem własny kąt gdzieś troszkę bliżej cywilizacji. Planujemy maksymalnie 3 lata pracy na emigracji. A zanim to nastąpi, to i ja będę już miała możliwość podjąć pracę. Może życie zweryfikuje te plany, ale mam nadzieję, ze jeśli tak, to na naszą korzyść...

I tak właściwie już wam odpowiedziałam. Uważam - uważamy, bo przecież nie ja sama decyduję, że nie ma sensu wyrywać dzieci z ich środowiska, ze szkoły, narażać na kilkuletnią rozłąkę z dziadkami, resztą rodziny, koleżankami, kolegami po to, by za lat parę wrócić i znów zaczynać wszystko od nowa. Życie Julki i Szymka to nie tylko mama i tata i choć rozłąka z ojcem jest dla nich na pewno trudna, to jestem przekonana, że zabranie im wszystkiego innego, co znają, nawet jeśli oznaczałoby to przebywanie blisko taty, byłoby dla nich jeszcze trudniejsze... Tym bardziej, że za kilka lat powtórzylibyśmy to, wracając do Polski...

Oczywiście szereg kwestii techniczno -formalnych również przemawia na niekorzyść wspólnego wyjazdu. Począwszy od kosztów i całej organizacji przeprowadzki, poprzez przeniesienie dzieci do niemieckiej szkoły bez znajomości języka, wynajęcie mieszkania i życie tam z pensji, która jest duża tylko po przewalutowaniu (a i tak nie dorasta do pięt wynagrodzeniom naszych polityków ;)), po trudności z odwiedzinami w Polsce - bo jak łatwo policzyć drożej i bardziej problemowo to wychodzi, kiedy 850 km w jedną stronę mają przejechać 4 osoby w tym 2 dzieci, niż kiedy pokonuje tę odległość tylko tata.

Poza tym... Polska to Polska. Tak - jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało - kochamy ten nasz kraj, te polskie pola, lasy i łąki, choć nie zawsze kochamy szarą, polską rzeczywistość... Jednak mimo, że nie jest i pewnie nie będzie różowo, nie wyobrażamy sobie życia na stałe gdzieś indziej... Spytajcie mojego męża - nigdy bym nie pomyślała, że usłyszę od niego słowa o tęsknocie za krajem, za językiem, za Polakami... A jednak słyszę...

Nie jest łatwo, ale SAMI reżyserujemy nasze życie i wierzę, że będzie happy end! Wiecie, jak wyobrażam sobie scenę końcową? My we czworo stojący na progu naszego drewnianego domku. Dookoła drzewka owocowe, gdzieś stoi duża huśtawka i zjeżdżalnia dla dzieciaków, a na ławeczce wygrzewa się kot. Za płotem sąsiedzi robią grilla i zapraszają na typowo polską "zwyczajną" i kaszankę. Pewnie, że idziemy. Powspominamy czas rozłąki z łezką w oku, ale i z uśmiechem. A kiedy spojrzymy sobie z Grześkiem w oczy będziemy wiedzieć, że było warto... Może to wyidealizowana scena jak z pretensjonalnego, familijnego filmu, a może... życie czasem jest bardziej niezwykłe, zaskakujące i piękne niż film?...


20 komentarzy:

  1. No i o to chodzi :) Koleżanka ostatnio stwierdziła, że związki na odległość nie mają sensu, że ta odległość wszystko psuje- coś jest oczywistą nieprawdą. Tak było u niej, tak było u innej koleżanki- no i wniosek ludzie mają jeden. Przyjaciółka a niania mojego Tomka została sama z dwójką dzieci bez samochodu, bo nie ma prawa jazdy, znaczy się samochód stoi), dorabia sobie opieką nad moim dzieckiem (pomagam jej jak mogę- zakupy, lekarz), a mąż gdzieś tam w Hiszpanii 5 miesięcy zarabia na wspólny 2-pokojowy kąt w małym miasteczku (nawet nie mieście) żeby godnie żyć! Bo ile można w kawalerce z grzybem na piec?

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymaj się/ trzymajcie się swoich standardów i pomysłów na życie, nie pozwólcie nikomu włazić w życie z buciorami!!! To Wasze życie i Wasze decyzje!!! Prawda jest taka, że albo trzeba się zacharowywać przez lata albo wyjechać, by miec na swój kąt albo chociaż przyzwoite życie.......Masz rację - ci co mówią , że pieniądze szczęścia nie dają ....cóż, najwyraźniej maja ich nadmiar albo co ;) Bo sa one niezbędne do życia!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro, że niektórzy uzurpują sobie prawo o decydowania o czyimś życiu, zwłaszcza, że mogę sobie jedynie wyobrazić jak Wam jest ciężko. Głowa do góry, nie dajcie się. A decyzja, którą podjęliście jest najlepsza, bo Wy tak uważacie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Choć życie to nie bajka to bajkowe zakończenia się zdarzają. I nie widzę powodu, by na takie nie liczyć :-)
    J.

    OdpowiedzUsuń
  5. I tego się trzymam Małgosiu!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ludzie myślą stereotypowo, tymczasem życia nie da się przyłożyć do jednej, uniwersalnej miarki... Każdy żyje inaczej i ma do tego prawo.
    To jestem w troszkę podobnej sytuacji, co twoja koleżanka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo, brawo, brawo! U nas jest podobnie, choć mi koło nosa dyndają różni pseudoscenarzyści naszego życia. Ale zgadzam się z Tobą. Nie ma sensu wyrywać dzieci "na chwilę" z Polski i mieszać im w głowach. Nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby było dobrze.... po prostu... pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ..więc liczę :) Choć te bajkowe zwykle są efektem czarów i cudów, a życiowe efektem ciężkiej pracy, zaufania i ryzyka...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi też właściwie dyndają, ale lubię im czasami konkretnie odpowiedzieć, a na blogu znacznie łatwiej niż w inny sposób. Niektórym na pewno przyda się ta lektura :).
    I ja za was trzymam kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nikt lepiej nie ułoży Ci życia niż obcy ludzie, przecież to jasne że my sami tego nie potrafimy zrobić :P
    No... jedne rady są prosto z serca, inne mniej. Niektórzy wypowiadają się Tylko po to - by się wypowiadać. Każdy z nas robi wszystko, by w życiu mu było tylko lepiej - nie inaczej.
    Bądź twarda!

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdybyśmy znaleźli się w takiej sytuacji przypuszczam, że zrobilibyśmy identycznie. Jeżeli nie ma się w planach wyjazdu na stałe, a dzieci nie są maleńkie żeby mogły siedzieć z mamą w domu, to nie podjęłabym decyzji o wspólnym wyjeździe. Piszesz o szkole - nie wyobrażam sobie rzucać dzieci na parę lat w obcą szkołę, w obcym kraju, z kompletnie nieznanym im językiem. Niby dzieci się szybko uczą i adaptują do nowych warunków, ale nie zafundowałabym im tego. I, tak jak Ty, kocham ten nasz kraj, jakikolwiek by nie był ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. No i popatrz... gdy tylko sępy wywęszą sensację to od razu wsadzą nos nie tam gdzie trzeba. Za jednym zamachem pozaglądali Wam i do portfeli i do łóżka i cholera wie gdzie jeszcze! To jest smutne, ale... powinnaś to traktować jako miernik Waszego osobistego sukcesu, bo jak sama mówisz, im lepiej się powodzi tym więcej "życzliwych".
    Jesteście dorośli, najlepiej znacie Wasze dzieci, Waszą sytuację, Wasze marzenia i Was samych i nie potrzeba by ktoś Was za rączkę prowadził lub groził paluszkiem, ale nie zaszkodzi, gdy ktoś zaciśnie kciuki - i tu możesz Kochana liczyć na mnie! :)


    Ps. czasem by dojść do osobistego raju trzeba przejść przez prywatne piekło. ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś kochana! Nawet nie wiesz, ile twoja obecność i wsparcie mi daje Anula :******

    OdpowiedzUsuń
  14. Kasiu dziękuję! Czuję t Twoje kciuki przez cały czas <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Cieszę się, że mnie rozumiesz! Rzeczywiście - z malutkimi dziećmi byłoby inaczej, łatwiej i kto wie, czy byśmy nie zdecydowali inaczej. Choć... jednak mimo, że maż jest tam, to my nadal budujemy nasze życie wspólnie - tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobrze powiedziane!

    OdpowiedzUsuń
  17. Trzymam kciuki, by te plany się Wam ziściły :) Domyślam się, że łątwo nie jest, zwłaszcza z takimi "zyczliwymi" duszami gdzieś obok, ale wierzę że dacie radę :) Ahh ... też marzę, o takim domku ... <3 I chyba tylko odwagi nam brak.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nam też było brak przez wiele lat... Nie jesteśmy ryzykantami, więc było nam tym bardziej trudno podjąć decyzję, ale głęboko wierzę, że było warto...

    OdpowiedzUsuń
  19. Agnieszka Modzelewska20 stycznia 2015 15:57

    Wcale nie musisz się tłumaczyć. Każdy ma prawo do swojego życia, swoich decyzji i nic innym ludziom do tego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Dlatego poleciłam jej twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram