Post Top Ad

Jak zaoszczędzić na dzieciach? TOP 7.

Dziecko to wydatki - nie da się ukryć. Co rusz czytam w internetach przeróżne porażające i przerażające zestawienia kosztów, jakie przyjdzie mi ponieść z okazji tego, że jestem matką. Podobno na wyprawkę wydaje się kilka tysięcy złotych, a do osiemnastki potomka nawet kilkaset. To może odstraszać, przyznaję! Jakby nie patrzeć argument: "Nie stać nas na dziecko!" jest jednym z najczęściej podawanych przez pary bezdzietne z wyboru, a i mnie tego typu wątpliwości nie są obce! Byłabym zdrowo trzepnięta, gdybym próbowała wam wmówić, że wydatków na dziecko da się zupełnie uniknąć i że tego typu obawy nie mają uzasadnienia, aczkolwiek z ręką na sercu mogę wam powiedzieć, że na wyprawkę naprawdę nie trzeba wydawać kilku tysięcy, a na wielu wydatkach związanych z dziećmi można zaoszczędzić (bez uszczerbku dla latorośli rzecz jasna).
Zdecydowaliśmy się z Grześkiem na dziecko mając jedną pensję, która nie posiadała dwójki z przodu. Już kiedyś o tym pisałam. Rozsądek w planowaniu wydatków na ubranka, kosmetyki i różnego typu gadżety był dla nas nieodzowny, a po narodzinach Szymona byliśmy bogatsi o doświadczenie i uniknęliśmy jeszcze większej ilości niepotrzebnych wydatków. Dzieci rosną, a wraz z nimi wydatki: większe ubrania, nowe buty, przedszkole, szkoła, zabawki, jedzenie. Na szczęście są sposoby, by nie zbankrutować będąc rodzicami i wcale nie są to żadne czary mary, a ja piszę to z pełną odpowiedzialnością!
1. Przestań wierzyć mediom! Pierwsza, podstawowa zasada rozsądnego rodzica: twojemu dziecku naprawdę nie jest potrzebne wszystko, co reklamują w telewizji, prasie i internecie! Coraz to inne rodzaje mleka w proszku, całe stosy witamin, markowe ubranka to tylko wierzchołek góry lodowej! Reklama dźwignią handlu, a handel to pieniądze: te z twojego portfela, którymi nabijają sobie kieszeń producenci tych wszystkich produktów! Odporność na medialna papkę jest więc dla rodzica bardzo wskazana! Polecam!

2. Uwierz za to w fakt, że dziecko naprawdę potrzebuje niewiele... Niemowlakowi wystarczą 3,4 pary śpiochów w jednym rozmiarze, a i kilkulatek nie potrzebuje szafy pękającej w szwach od koronkowych bluzeczek czy markowych dresów! Spoko, jeśli masz na to pieniądze to kupuj, nic mi do tego! Jednak jeśli nie masz, uświadom sobie, że nie musisz brać pożyczki z Providenta, bo jak nie kupisz dziecku dziesiątej pary spodni to stanie mu się krzywda! Podziel lepiej ubrania na wyjściowe i domowe, a dzięki temu twoje dziecko zawsze będzie miało, co na siebie włożyć.

3. Ogranicz gadżety. Punkt 3 jest kontynuacją punktu 2: dziecko naprawdę nie potrzebuje wiele i na sto procent obejdzie się bez bujaczków, skoczków, chodzików, samopodgrzewających się butelek, analizatorów płaczu, lampek nocnych z melodią i innych pierdół. Ja obeszłam się NAWET bez podgrzewacza i sterylizatora. Moje dzieci mają się dobrze!

4. Nie sądź, że tańsze czy używane znaczy gorsze, a markowe zawsze znaczy lepsze! Koneserką markowych rzeczy z racji zawartości portfela nie jestem i zapewne nie będę, ale kilka razy miałam już możliwość się przekonać, że tzw. marka, a co za nią idzie cena wcale nie musi świadczyć o jakości danej rzeczy! Ubranka kupione na targu  albo w Pepco moje dzieci noszą dłużej niż kilka ciuszków znanych marek, które zdarzyło nam się nabyć, a te darowane od kuzynów czy znajomych służą jeszcze kolejnym dzieciom...  Oczywiście nie twierdzę, że to reguła, ale jeśli nie zależy ci na tym, by wydać na dziecko fortunę, możesz spać spokojnie ze świadomością, że niemarkowe albo używane rzeczy też mogą dobrze służyć twojemu dziecku.

5. Pokochaj lumpeksy, portale aukcyjne i grupy sprzedażowe! Punkt ten można uznać za kontynuację poprzedniego ;). Fanką ciucholandów jestem od dawien dawna, a każde udane łowy we mnie tę miłość wzmagają! Co tu dużo mówić, na przykład wczoraj zakupiłam 10 bluzeczek dla Julii ( w tym m.in. Desigual, NEXT, Primark) po 2 złote sztuka. Na niektórych nawet brokat z nadruku jest nietknięty. Dowód na poniższych fotografiach. O grupach aukcyjnych to już chyba nikomu nie muszę mówić: znany sposób na tanie zakupy! Z kolei grupy sprzedażowe odkryłam niedawno i też dokonałam już kilku satysfakcjonujących zakupów, a i sprzedać niepotrzebne rzeczy po pociechach można albo wymienić! Oblukajcie zatem Fejsika i wkręćcie się tak jak ja ;).





Wszystkie ciuszki na zdjęciach:po 2 zł sztuka kupione w ciucholandzie :).

6. Zrób to sama/sam! Niekoniecznie chodzi mi o szycie ubranek, choć o tej umiejętności marzę i zazdroszczę jej nieprzyzwoicie i otwarcie wszystkim, którzy ją posiedli! To samo tyczy się też jedzonka dla dzieci (Chyba nie sądzicie, że ilość kurczaka i marchewki w słoiczku z gotowym daniem naprawdę jest warta te 6 czy 8 zł, chyba, że to słoiczek pół kilogramowy, a takich nie widziałam?...) czy soczków. Jeżeli macie możliwość gotowania z w miarę sprawdzonych produktów, zdecydowanie taniej to wychodzi, aniżeli kupowanie gotowców.

7. Szukaj okazji, by zdobyć coś za darmochę :D. Podobno w dzisiejszych czasach nie ma nic za darmo, ale prawie za darmo jest na pewno! Wystarczy bowiem mały wysiłek umysłowy, manualny bądź też czasem kilka kliczków myszką, aby w jakimś konkursiwie bądź podobnej akcji zdobyć ciuszek, buciki, plecak, kredki czy inną rzecz dla swojej latorośli. Ja z tej możliwości korzystam z dość dużym powodzeniem, a i wy korzystacie, co widzę po moich blogowych konkursach ;). Korzystajcie więc dalej i ... oszczędzajcie ;)!

Jak widzicie  z tym wydawaniem fortuny na dziecko to nie do końca prawda. Pewnie dorzucilibyście jeszcze parę sposobów na to, jak fortunę zostawić sobie na nowe auto albo dom, zamiast koniecznie inwestować w dziecięce ubranka i gadżety. Dopiszcie - niech tradycji stanie się zadość i będzie TOP 10 zamiast TOP 7 ;).

P.S. Niniejszy tekst kierowany jest do osób, które fortuny nie posiadają, bądź mają na jej wydanie inne plany niż dziecięce koszulki i jeździki. Jeżeli jesteś posiadaczem fortuny i masz ochotę wydać ją na dzieci, nic mi do tego! Może też bym wydawała, gdybym miała :D. 

14 komentarzy:

  1. Oj żeby to było takie proste jak piszesz. Niestety mając 2 dzieci i szykując 2 wyprawki muszę się liczyć z wydatkiem około 1200 zł (a nawet więcej, bo nowych butów nie policzyłam a przecież nogi rosną), które mnie czekają teraz i we wrześniu. Małe dziecko to mały wydatek, niestety z wiekiem te wydatki gwałtownie rosną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można zaoszczędzić...na wszystkim się niestety nie da...są takie rzeczy, że muszą być drogie...np. buty...moje dziecię musi mieć profilaktyczne...ceny butów na jesień..180 zł i w górę...i buty na góra 2-3 miesiące...sobie matka kupi za 50 i kilka sezonów prześmiga...:)

      Usuń
    2. Dokładnie - my w tym roku na sam okres letni zakupiliśmy już 4 pary butów dla synka (tak mu noga rośnie) ;/ - nawet zwykłe klapki to wydatek ok 60zł - takie czasy :(

      Usuń
    3. No napisałam dziewczyny, że na wszystkim zaoszczędzić się nie da! Ale tam, gdzie się da, warto to robić.

      Usuń
  2. OOO uwielbiam takie poradniki, sama napisałam dwa :)
    To skomentuję obszerniej:
    1. Prawda. A nawet to co reklamują to shit, a te niereklamowane obbronią się same, dobra jakość nie potrzebuje reklamy
    2. Mnie nie dotyczy. Bo nawet jak nie mam kasy, to kupię taaaakie cuda w sh za grosze, że z szafy nam się wylewa :)
    3. My dostaliśmy takie gadżety jak podgrzewacz czy elektroniczna niania w spadku. Nie są konieczne, ale zawsze można pożyczyć
    4. Jeśli chodzi o jakosć i markowe to na butach nie oszczędzam, reszta może być z pkt 5, czyli kocham sh
    7. Konkursy też lubię

    A tu nasze poradniki:
    http://nietylkorozowo.blogspot.com/2014/05/jak-kupowac-aby-nie-zbankrutowac.html
    http://nietylkorozowo.blogspot.com/2014/04/jak-kupowac-aby-nie-zbankrutowac-ubrania.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy podobne zdanie :). A Twoje poradniki już lecę czytać.

      Usuń
  3. My też odwiedzamy Sh :D buty jednak lepiej kupować nowe :) - jutro nawet uderzamy na buszowanie - na naszym niedzielnym flomarku wszystkie ciuszki po 2zł/szt :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do butów, zgadzam się ;). Flomark? To w Niemczech? :)

      Usuń
  4. oj zbankrutawala bym gdyby nie SH... uwielbiam je :)
    a pieluchy kupuje tylko w promocji :) corka ma 3 latka i jeszcze nie zdarzylo mi sie kupic za normala cene.
    zaoszczedzam rowniez kupujac ciuszki uniwersalne lub dla chlopca, bo wiedzialm ze bede miec jeszcze jedno dziecko i zeby potem nie kupowac nowych jak sie chlopiec urodzi, a dziewczynka moze chodzic w chlopiecych ubrankach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ech... gdybym teraz miała drugie dziecko z pewnością wydałabym mniej pieniędzy... nie kupowała nowego wózka tylko wzięła z komisu, popytała znajomych o ubranka. Przy Franku przyznam szczerze nie wiedziałam jak oszczędzać, myślałam że dziecko musi mieć wszystko nowe. Teraz ze względu na sytuację i zmianę priorytetów zrobiłam się bardzo oszczędna i wiem, że się da - jeśli tylko człowiek chce! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybacz.. ale ubranka z Pepco są koszmarnej jakości.. Ja skusiłam się dwa razy. Podkoszulki już w pierwszym praniu zniekształciły się, a dresy.. jedne skurczyły a drugie po kilku godzinach tarzania się po podłodze strasznie zmechaciły. Omijam szerokim łukiem. Kupując ciuszki tzw.znanych marek nie trzeba wydać majątku. Ja kupuję i wiem, że moje dziecko pochodzi w tym do czasu aż wyrośnie. Tak jak piszesz, czasami trafi się coś koszmarnego. Ja już chyba nauczyłam się co gdzie warto kupować :) W jednym sklepie kupuję bieliznę, w innym spodnie, dresy, a jeszcze w innym podkoszulki itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba kupujemy w innym Pepco, bo ja kupuję od początku i nie mam takich przeżyć ;). Owszem, niektóre dresy się mechacą a podkoszulki rozciągają, ale np. dresy z ZARY, które kupiłam przetarły się na kolanie po kilku założeniach. Nie widzę więc powodu, dla którego mam kupować dwa razy droższe rzeczy, które tak samo się niszczą no i dziecko wyrośnie, jak sama piszesz... Ale jak kogoś stać (bo zależy, co dla kogo znaczy tanie - ja np. w życiu nie wydałabym 50 zł na bluzeczkę z krótkim rękawkiem) niech kupuje :). Tak jak napisałam na końcu wpisu :).

      Usuń
    2. :) ale np. w h&m czy c&a bluzkę z krótkim rękawem można mieć już za 12-20 zł. Ja ostatnio kupiłam mojemu siedmiolatkowi dżinsy w c&a za 35 zł ( wzięłam dwie pary). We wrześniu mają być spodnie po 25 zł . W Zarze nie kupuję. Raz tylko małemu kupiłam buty na zimę. Nie potrafię tam znaleźć nic dla siebie i dla młodego. Pozdrawiam :) Ewa

      Usuń
  7. Ostatnio gdzieś przeczytałam ,że koszt wychowania jednego dziecka można porównać do dobrego samochodu .Po pierwsze co to za porównanie a po drugie to nie prawda .Mam dwoje dzieci i też kupuję po wyprzedażach ,czy w lumpeksach mam zaprzyjaźnione dziewczyny ,które perełki mi odkładają i część ubrań dostają od kuzynki bo ma córkę .Biorę udział w konkursach i czasami coś wygram dla dzieciaczków .Co do Pepco to musze się zgodzić ,że jakość nie jest za dobra ale czego oczekiwać za taką cenę .

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram