Post Top Ad

Moje ciało - ciało mamy


Czasami śni mi się, że biegnę po plaży, a one unoszą się i falują z niezwykłą gracją. Bywam w bikini a nawet topless, ale one są zawsze w centrum mojego snu. Zerkam na nie z dumą i podskakuję wyżej i wyżej, żeby tak sobie falowały i falowały, żebym wreszcie czuła, że je mam! Budzę się, dotykam ich i ...spadam z hukiem na ziemię...

Czasami myślę sobie, jakby to było cudownie móc założyć bluzkę z dekoltem albo obcisłą sukienkę, która nie będzie na mnie wisiała. Oglądam zdjęcia sprzed lat ośmiu, dziewięciu lub z okresu karmienia piersią i potrafię autentycznie się rozpłakać... Kiedyś naprawdę miałam piersi, a teraz rozmiar AA  i rozciągniętą jak guma do żucia skórę w gratisie.Kiedyś byłam szczupła, teraz jestem chuda, a dogryzki typu: "Ty chyba nie jesz!" albo "Znowu schudłaś!" 

Czasami Szymek ciągnie mnie za tę skórę na brzuchu albo na łokciach i mówi: "Mama ty maś ała!", a ja potrafię się nawet roześmiać, jednak gdzieś tam w środku drży struna pełna żalu... 

Niektóre kobiety zazdroszczą mi braku rozstępów, a ja czasem wolałabym je od:
a) praktycznie braku biustu po 2 ciążach, karmieniu łącznie około półtora roku i masakrycznym schudnięciu,
b) masakrycznego schudnięcia,
c) rozciągniętej jak guma do żucia skóry na całym ciele.

Nie ma chyba takiej kobiety, której ciało po ciąży i porodzie by się nie zmieniło ani takiej, która potrafiłaby się z tymi zmianami ot, tak od razu pogodzić. Nadwaga i zrzucenie kilogramów to zdecydowanie najczęstszy problem, a zraz po nim rozstępy. Jednak chcę wam powiedzieć, że są i takie kobiety, którym macierzyństwo odebrało krągłości i kilogramy. Jeśli są wśród was takie mamusie, wiedzcie, że nie jesteście same! Oczywiście nie ma sensu licytować się, które z nas mają lepiej, a które gorzej. Raz jest moda na "wieszaki", raz na XXL, każdemu co innego się podoba. Najistotniejsze jednak jest to, jak my same się czujemy w swoich odmienionych ciałach. Ja nie potrafię poczuć się tak do końca dobrze...

Cały ambaras polega na tym, że nie wszystko da się zmienić i zniwelować. Przytyć wcale nie każdemu jest łatwiej niż schudnąć, a rozciągniętej skóry nie da się naprawić inaczej niż skalpelem chirurga (na który mnie nie stać). Stanik z dużą ilością gąbki też załatwia sprawę tylko pozornie. No więc co zrobić z tymi śladami na ciele, z tym namacalnym bagażem, w jaki wyposażyło mnie i was macierzyństwo? Odpowiedź jest  prosta jak konstrukcja cepa w swej oczywistości i trudna jak jasna cholera w wykonaniu: ZAAKCEPTOWAĆ. Nie ma innego wyjścia. Jestem tego świadoma, choć w duszy wierzę, że przynajmniej po czterdziestce jednak za przykładem kobiet z mojej rodziny nieco utyję i falowanie pewnych części ciała będę odczuwać nie tylko w snach... 

Jednak póki co staram się przestać przejmować kośćmi na dekolcie i skórą na brzuchu, która przy niewielkiej pomocy mojego synka zaczyna przypominać skórę tego psa, no jak mu tam... Shar-pei! Próbuję nie brać sobie do serca wszystkich tych kąśliwych uwag i nie martwić się tym, że muszę zwężać większość ubrań, a nawet wtedy nie zawsze wyglądam tak, jak to obiecują na fotografiach w katalogach modowych. Robię wszystko, aby poczuć się lepiej, ale jest to cholernie trudne, tym bardziej, że otoczenie (głównie, o ironio, inne matki) w tym nie pomagają! Szczerze mówiąc nie tak dawno był czas, że moje kompleksy zaczęły mi już przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu i rzutować na niemal każdą jego sferę. Czułam się brzydka, antykobieca, nie cierpiałam swojego ciała. To zaczęło być coraz bardziej frustrujące, męczące i sprawiało, że wpadałam w coraz większy dołek. Na szczęście ocknęłam się. Zaczęłam szukać tego, co mi pomoże pokochać siebie na nowo i znalazłam: zdrowie - ważniejsze niż duże piersi; dzieci, za które oddałabym życie, więc cóż to za cena: rozciągnięta skóra i niedowaga (?!); bardzo egoistyczne spostrzeżenie, że inni mają jednak często gorzej...; z zabawniejszych fakt, że mogę bez problemu zmieścić tyłek na dziecięcym wózku, krzesełku i na piątym miejscu w samochodzie; JEGO spojrzenie, słowa, dotyk - moje ciało może i się zmieniło, ale jego miłość ani trochę! Wreszcie jeszcze jedno: możliwość napisania o tym tutaj na blogu jako formę terapii - może ten tekst pomoże nie tylko mi, ale i tobie?...

(Zdjęcie: STĄD)

22 komentarze:

  1. Akceptacja siebie to bardzo trudna rzecz; nie każdy potrafi pogodzić się ze swoim wyglądem i najprawdziwszą prawdą jest to, że pomaga w tym ukochana osoba, dla ktorej jesteś idealna :) ja sama mam wiele kompleksów i także obwisłą skórę, do tego blizny, rozstępy a mimo to gdy krytykuję swoje ciało przy mężu to on zawsze odpowiada co ty gadasz, super masz ciałko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój też tak mówi i to wiele daje, ale jednak trzeba zacząć tę akceptację od siebie amej, swojego wnętrza...

      Usuń
  2. Przed ciążą kazałam 54kg przy wzroście 169cm. Biust zawsze miałamniewielki bo B. MMój synek ma 8,5miesiąca a ja waze 49kg. Do tego karmie piersia i wyglądam śmiesznie bo kości wystają mi na całym ciele,a biust potrafi osiągnąć rozmiar małego D. Wiem,że gdy skończę karmić będę miała zamiast piersi uszy jamnika,ale to był mój wybór. Nikt mnie do karmienia nie zmuszał. Mam swojego mężczyznę,który mnie kocha i zawsze mnie wspiera. Mam cudownego syna, który daje mi motor do życia. Może i nie będę najpiękniejsza 22latka na plaży, może i te kościste ciało nie będzie pociągać nikogo poza moim facetem ale nie będę żałować bo jestem mama. Pozdrawiam ;) pokochaj swoje ciało na nowo .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Wiem o tym, ale mimo wszystko to nie jest tak, że pstrykniesz palcami i już jest ok. Przynajmniej u mnie to długotrwały proces... A ważę 46 kg przy wzroście 160 i wyglądam kiepsko. Biust jak juz pisałam rozmiar AA, a więc zero, deska :P Też mnie nikt do niczego nie zmuszał, ale wiesz, to też nie jest pewnik, że po karmieniu biust zmaleje i zbrzydnie. Znam szczęściary, które mają piękny i jędrny. Taka widac moja karma. I staram się z tym żyć. :)

      Usuń
  3. Kurcze , ja myślałam że to tylko ja mam ten problem :( . Ja odziedziczyłam tzw.bycie szczupłym ( wszystkie kobitki od strony mojej mamy są ,,chude" ) . Kiedyś się strasznie przejmowałam : teksty ,, zobacz jaka anorektyczka " , a teraz mam w nosie . Nauczyłam się z tym żyć ( mam chęć na 4 pączki jem je , mam chęć na 3 batony , frytki itp jem je i pocieszam się tym że nie każdy może ) . Po 3 ciążach jeszcze bardziej mnie ubyło :( i mam takie marzenie 10kg więcej . Ściskam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci kochana ♥ Znalazłaś kolejną dobrą stronę "chudości" :). Jedzenie kocham, szczególnie słodycze i fast foody, więc też się tym cieszę! Ja już bym mogła nawet być taka XS, tylko ten biust... chociaż malutkie, ale jędrne B mi się marzy...

      Usuń
  4. Prawda jest taka, że to tylko i aż wygląd. Ale mimo to, najważniejsze co jest w środku. Bo powierzchowność jest bardzo ulotna. Kiedyś wszyscy będziemy brzydcy i starzy. I co wtedy? Na zewnątrz nic a w środku jeszcze mniej? Ty masz piękne wnętrze Ola i chrzanić całą resztę. Ewentualnie spróbuj ćwiczyć, żeby nabrać mięśni! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to mnie zawsze podniesiesz na duchu :).
      A o ćwiczeniach myślałam, ale wtedy też chyba odpowiednia dieta byłaby potrzebna, by jeszcze bardziej nie schudnąć?

      Usuń
  5. Ale po co B? Ja mam DD i od zawsze, były jedyną częścią mojego ciała {prócz oczu} która była warta uwagi.
    Ty szczupła, ja przy kości.. Nie dogodzisz :)
    Trzeba się pogodzić z tym co się ma, bo niektórych rzeczy się nie da przeskoczyć :))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierś do przodu (ta AA też u mnie pewnie A :P) i wilki uśmiech bo masz fantastycznego faceta i dwoje zdrowych, cudownych i pięknych dzieci :) Mnie na szczęście dzieciaki wyleczyły w wszelkich kompleksów - nie dla tego że nie mam powodu ich mieć tylko dlatego że przestałam na to zwracać uwagę i nareszcie czuję się zdrowa i piękne ... co ciekawe że dopiero teraz bo jednak w liceum czy na studiach kiedy moja samoocena była niższa (odchudzanie, diety, treningi czas na ful pielęgnację, fryzurę i resztę dupereli :P) wyglądałam na pewno bardziej atrakcyjnie niż po dwóch brzuszkach i teraz już prawie 2 letnim sumując karmieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Akceptacją siebie jest strasznie trudna. Mnie po drugiej ciąży został brzuch i mega uda i pupa. Kiedyś to zrzucenia, ale na razie na ćwiczenia brakuje czasu i brzuch po ccszcze pobolewa. Trudno. Już mi to przestaje przeszkadzać. Ale te komentarze- kiedyś "przytyj w końcu" a teraz "jak ty dobrze wygladasz" grę. Same chyba lusterka w domu nie mają. Mężowie spoglądają na inne, one wiecznie na diecie i ... nieszczęśliwe, bo wiecznie narzekają. A w duchu nam zazdroszczą kochanego faceta, cudownych dzieci, wszystkiego. Zazdroszczą najbardziej faceta bo inaczej skąd mialabys tyle "życzliwych" uwag o rozpadzie waszego małżeństwa i rozwodzie. Pamiętasz pewnie :) pamiętaj Olu jedno wygląd możesz sobie kupić ale miłości i szczęścia już nie. Pamiętam jak mi mój dziadzius w takich momentach mówił: gdy Bóg rozdawał talenty to jednym dał urodę, innym wzrost a tobie miłość Piotrka :)
    Pozdrawiam Marlena Płuciennik

    OdpowiedzUsuń
  8. Ci się zmniejszyły, a mi niemiłosiernie powiększyły. Tak to bywa, gdy się z tym pogodzimy lepiej się czujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie bywa. Gdyby było inaczej, świat byłby idealny...

      Usuń
  9. Świetnie napisane zwierzenie , gratuluje samokrytycyzmu ! Ale najważniejsze , że się jest zdrowym , a z resztą trzeba się oswoić ! Głowa do góry i nie słuchać głupich komentarzy .......

    OdpowiedzUsuń
  10. Super post!!! Ja mam nadwagę ale czuję się kobieco. Teraz w ciąży mam wszystko w nosie, nawet jak córka powie mi że mam dużą d...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ciąży czułam się mega kobieco i cudownie! :)

      Usuń
  11. Ja czesto zartuje,ze piersi mialam raz w zyciu-w ciazy,teraz nie mam ich w ogole... Jakos sie z tym pogodzilam,chociaz sa momenty (tak jak dzis,kiedy mielismy w koncu mozliwosc wyskoczyc na wakacje, o zgrozo, nad morze...), ze brak kraglosci mi doskwiera... denerwuje sie tez okropnie,gdy slysze: Pani jest taka chuda,ze wyglada na starsza siostre swojego dziecka. No coz... moge jesc jak slon, zawsze moglam... i nic. Dobrze, ze jest ktos taki jak Ty, takie blogi jak Twoj. Mdli mnie od wszechobecnej mody na odchudzanie...
    Przepraszam za brak znakow interpunkcyjnych, moj telefon chyba nie dorosl do takich funkcji :-P
    Jeszcze raz dziekuje za ten post! I pozdrawiam znad zimnego Baltyku :-)
    Milena :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawka-przepraszam za brak polskich znakow,a nie interpunkcyjnych :-)
      Milena ;-)

      Usuń
    2. Kochana ja Ci dziękuję za ten komentarz, bo dzięki niemu wiem, że nie jestem z tym sama! ♥ Ja mam podobnie: prawdziwy biust miałam w ciąży i podczas karmienia, choć przed ciążą mimo małego B był jednak jędrny... a teraz... zgroza... Każdy rozmiar stanika niemal za duży. Najgorsze jest właśnie lato... No ale tak jak napisałam, staram się jakoś do siebie przyzwyczaić i siebie zaakceptować Nie ma innego wyjścia. Szczerze jest to chyba trudne nie tyle ze względu na mnie samą, co na otoczenie, które potrafi skutecznie zdołować. .

      Usuń
  12. Nie wiem co gorsze, za dużo czy za mało. Ja niestety mierze się ma razie z ta druga strona macierzyństwa, przy 161 doszłam juz do 85kg. Pocieszam się tym, że przy porodzie trochę spadnie, później pewnie zrzuce, ale rozstępy ze mną zostaną na zawsze...
    Musimy się pogodzić i zacząć grać w totka ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny tekst, poruszający ważny problem. Nie jest łatwo zaakceptować zmiany po ciąży, wiem bo mam 10 kilo nadwagi, która głownie jest widoczna w biodrach i na brzuchu. Dla mnie koszmar totalny, szczególnie gdy widzę zdjęcia sprzed ciąży.... :( ciężko zaakceptować tak drastyczne zmiany :(

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram