Post Top Ad

Religijny ginekolog na wsi.

Na pewno słyszeliście już o Deklaracji Wiary podpisanej przez część polskich lekarzy, w tym także ginekologów. Temat ten poruszyła kilka dni temu na blogu Ania z Dziecięcych Klimatów. Oczywiście pod jej wpisem wywiązała się burzliwa dyskusja, w której nie brakowało też głosów poparcia dla religijnych lekarzy i stwierdzeń, że ta deklaracja miała charakter prywatny. Zastanawiałam się dosyć intensywnie, czy powinnam wypowiedzieć się na ten temat i doszłam do wniosku, że muszę przedstawić sytuację z punktu widzenia kobiety z maleńkiej wsi, który jest zdecydowanie inny niż w przypadku kobiet mieszkających w dużych miastach. Zaraz wam powiem, dlaczego (jeśli oglądacie czasem "Pytanie na śniadanie", tam również zdanie o kobietach ze wsi padło).
Deklaracja wiary, którą podpisało już ponad 2 tysiące lekarzy, zakłada m.in. odmawianie przepisywania środków antykoncepcyjnych, wykonywania aborcji, kierowania na zabiegi in vitro, eutanazji, krótko mówiąc wszystkiego, co jest w jakiś sposób niezgodne z wiara katolicką. Dokładny tekst tej deklaracji i listę lekarzy, którzy podpisali się pod nią możecie znaleźć tutaj: http://www.deklaracja-wiary.pl/. Nie jest to żadna ustawa czy inny oficjalny dokument, więc jak z nonszalancją twierdzą jego zwolennicy ma on charakter prywatny. Dziwne, że ten prywatny charakter przekłada się na funkcjonowanie publicznej służby zdrowia: dzieli nie tylko lekarzy, ale i pacjentów na chrześcijan i ludzi innego wyznania uzależniając jednocześnie zakres wykonywanych przez lekarzy obowiązków od tego, jakiego są wyznania!

Tak naprawdę ta deklaracja dotyczy głównie lekarzy ginekologów. Dziś w dobie propagowania regularnych wizyt i badań u lekarzy tejże specjalizacji, w dobie edukacji seksualnej, szerzenia wiedzy na temat antykoncepcji, by zapobiegać takim tragediom, jak wrzucanie dzieci do śmietnika albo "upuszczanie ich na podłogę, bo kocyk był śliski", polscy ginekolodzy zaczynają się w swojej profesji kierować Biblią, zamiast przysięgą Hipokratesa i postępem w dziedzinie medycyny. W XXI ogranicza się kobietom dostęp do środków zapobiegających ciąży.  Tłumaczą, że oni też są ludźmi z poglądami, że sumienie im nie pozwala zapisywać pigułek antykoncepcyjnych, wreszcie, że jeśli akurat trafi się na takiego lekarza, zawsze można pójść do innego. A ja pytam siebie w jakim kraju oni żyją, bo chyba nie w tym samy, co ja!?
Polska to jest kraj świecki. To pierwsza sprawa. Najważniejszym dokumentem w naszym kraju jest Konstytucja, która owszem, zapewnia wolność wyznania i wyrażania swoich poglądów, ale zapewnia też swobodny dostęp do opieki medycznej bez względu na wyznanie. Po drugie nikt nikogo nie zmusza do wyboru profesji lekarza, a już tym bardziej specjalizacji ginekologicznej, która wiąże się nie tylko z badaniami kontrolnymi, ale też m.in. przepisywaniem środków antykoncepcyjnych czy leczeniem bezpłodności. Tymczasem polscy ginekolodzy chyba urwali się z choinki i odkryli, że na tym właśnie ich praca polega, ale oni przecież nie mogą tego robić, bo wierzą w Boga! A jak stwierdził pewien ginekolog w porannym programie, o którym wspominałam na początku tego posta, tabletki antykoncepcyjne nie dopuszczają do zapłodnienia (którym to stwierdzeniem zapewne otworzył oczy milionom niczego nieświadomych, biorących je kobiet i odkrył Wielką Tajemnice Antykoncepcji), a więc ich łykanie jest grzechem przeciwko przykazaniu "Nie zabijaj". Pomijając już fakt, że ja się pytam, jak można zabić zarodek, którego nie ma, to pytam się: czy nikt pana wcześniej nie poinformował, że pacjentki będą pana prosić o środki antykoncepcyjne, ponieważ nie tylko katoliczki chodzą do ginekologa?! Idźmy dalej: według lekarzy, którzy tę deklarację podpisali, pacjentka, która akurat trafi na jednego z nich przychodząc np. po tabletki nie ma żadnego problemu, bo może iść gabinet dalej, do innego lekarza, który deklaracji nie podpisał. Być może w przypadku kobiet z dużych miast tudzież z dużą kasą na wizyty prywatne tak właśnie jest, ale gdzie w tym wszystkim są kobiety z maleńkich wsi i bez grubego portfela?! Czy któryś z tych lekarzy postawił się w ich sytuacji!? Ja nie muszę - ja jestem jedną z nich.
 Do najbliższego ginekologa mam 6 km. Przyjmuje raz w tygodniu w godzinach wieczornych. W tym roku na wizyty zapisuje wyłącznie kobiety w ciąży, czyli liczba miejsc jest ograniczona. Oczywiście przez NFZ. Drugi z ginekologów, do którego mogę się udać przyjmuje 11 km od mojej wsi, dwa razy w tygodniu. Pierwszeństwo zawsze mają ciężarne, aczkolwiek udaje mi się do niego dostać co jakiś czas. Na dzień dzisiejszy nie wiem, czy podpisał deklarację, ale wkrótce się do niego wybieram i na pewno spytam go o to. W każdym razie zapisywał mi środki antykoncepcyjne, więc wydaje mi się, że nie miesza swojego światopoglądu z wykonywanym zawodem. Załóżmy, że jednak by mieszał i przestałby zapisywać pigułki, kierować na zabiegi in vitro (czy choćby doradzać w ich zakresie) i zacząłby pouczać swoje niewierzące pacjentki na temat tego, że zabicie plemnika jest grzechem. Musiałyby one szukać innego lekarza, co według ginekologów, którzy podpisali ową "prywatną" deklarację jest bardzo proste. Do kolejnych lekarzy ginekologów mamy jakieś 25 km. Większość z nich też przyjmuje tylko kobiety w ciąży, a jeśli już nieciężarne to często trzeba czekać w kolejce miesiącami albo ...  zapłacić. Oczywiście ginekolodzy przyjmują w określonych godzinach, podczas gdy na przykład z mojej wioski do miasta powiatowego, o którym mowa, jedzie jeden jedyny autobus wczesnym rankiem i jeden jedyny wraca w godzinach popołudniowych. Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale naprawdę nie wszyscy na wsiach mają samochód, nie wszystkich stać na prywatne wizyty u lekarzy i ... nie wszyscy chcą stosować wyłącznie NPR... Jaki z tego wniosek? Taki, że ta deklaracja pozbawia bardzo wielu kobiet z malutkich miejscowości możliwości zabezpieczenia się przed ciążą (nie licząc prezerwatyw dostępnych w każdym kiosku, które jednak jak zapewne wiecie nie są tak skuteczne jak tabletki czy plastry, jak również nie każdy organizm  je toleruje), a zakres pomocy, którą zaoferuje jej lekarz, zależy od jej wyznania. 
To nie jest w porządku. To nie jest deklaracja prywatna, skoro ma wpływ na usługi oferowane pacjentom w publicznej służbie zdrowia, na którą płacą składki (i to niemałe). Służba zdrowia nie jest zarezerwowana wyłącznie dla katolików! Zwolenników tego rodzaju praktyk zachęcam do poruszenia zakamarków swej wyobraźni i zobrazowania sobie sytuacji, w której przedstawiciele każdego zawodu uzależniają zakres i jakość wykonywanej przez siebie pracy od wyznania: i tak pani w mięsnym nie sprzeda ci kaszanki, bo jest świadkiem Jehowy, nauczycielka każe twojej córce przychodzić do szkoły w burce, bo jest Muzułmanką, prawnik będący zagorzałym chrześcijaninem nie będzie doradzał w sprawie rozwodów, bo przecież kościół ich nie uznaje, a pracownik Urzędu Stanu Cywilnego przestanie udzielać ślubów cywilnych. Brzmi zabawnie? Może i tak, ale tylko dopóki za przykładem lekarzy ekspedientki, prawnicy, czy urzędnicy nie wcielą swoich poglądów prywatnych w życie...

76 komentarzy:

  1. Nie jestem tu od bronienia. Z tego co się orientuję, jeśli lekarz się w taki sposób deklaruje, to musi być w tej samej placówce inny, który zrobi co powinien. Ale mam nadzieję, że nie będę musiała sie w temat wgryzać bardziej, bo mnie męczy przeokropnie... Zresztą ja od tematów światopoglądaowych i politycznych uciekam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać po moim tekście jest masa placówek, gdzie jest tylko 1 ginekolog i nie sądzę, by ktoś mógł mu zabronić podpisać taką deklarację.

      Usuń
  2. Moim zdaniem własny "światopogląd" lekarza nie powinien mieć wpływu na pracę którą wykonuje. Raz się spotkałam z tym że Pani ginekolog odmówiła mi wypisania recepty na tabletki anty, które brałam już od lat. Mój lekarz był na urlopie, więc poszłam do niej.. Odmówiła.
    Zapytałam dlaczego? - wyrecytowałam piękną formułkę. Zapytałam dociekliwie czy nie mam prawa decydować sama o sobie? To lekarz decyduje za mnie?
    Mam prawo wybrać kiedy przyjdzie czas na dziecko! Sama mam prawo decydować o tym jaką metodę antykoncepcji wybieram. To jest normalne, świadome macierzyństwo.
    Dodam jeszcze, że jestem wierzącą katoliczką - ale podejścia do anty nie rozumiem.

    Poszłam do innego lekarza, wypisał bez problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem katoliczką, jednak widać nie na tyle wierzącą, by stosować wyłącznie NPR... ;) Zgadzam się, że kobieta ma prawo decydować zarówno o tym, jak będzie wyglądać jej życie seksualne, o tym, kiedy zostanie matką i o tym jaką metodę antykoncepcji wybierze. Tymczasem decydują lekarze...

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój ginekolog na szczęście żadnych deklaracji nie podpisywał,ale jeżeli ktoś chce specjalizować się akurat w ginekologii to chyba wie z czym to się wiąże.I nie za bardzo rozumiem sensu tej całej deklaracji,bo każda z nas ma prawo decydowac o sobie sama,o czasie i sposobie posiadania potomstwa również.Religia to religia,a zawód to zawód.Jedno nie powinno ingerować w drugie.Szczególnie,że jak piszesz Olu nie każda z nas ma luksus przebierania w ginekologach jak w ulęgałkach.Mnie się to wszystko nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy więc Sylwia podobne zdanie w tej kwestii.

      Usuń
  5. Podpisuje się rękami i nogami.
    Jak taki wierzący jeden z drugim,to do zakonu...
    Na wieś! Bez auta... (a da się...od 5.lat tak funkcjonuje :-P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat auto mam, ale za to nie mam prawa jazdy. :P I teraz, kiedy mam męża za granicą też mam niemały problem, żeby gdziekolwiek się wydostać. Być może ja jeszcze dałabym radę pojechać kilkadziesiąt km do innego lekarza, ale znam wiele kobiet, sąsiadek bliższych i dalszych, które miałyby z tym o wiele większy kłopot. A są przecież dużo mniejsze i dużo bardziej odcięte od świata wioski od mojej...

      Usuń
  6. Wiesz co... bardzo mądra z Ciebie kobieta!! Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Temat ciężki, kontrowersyjny, ale sprawa przede wszystkim godzi w prawa kobiet. Nie rozumiem też podziałów katolik- nie katolik... Żyjemy w wolnym kraju. Poza tym jest jeszcze inna kwestia... wielodzietności. Kobiety nagle "dzięki" takim ginekologom zaczną rodzić dzieci?? Wcale nie - wzrośnie tylko ilość wymuszonych metodami domowymi poronień i martwych noworodków... O tym trzeba rozmawiać. I kropka. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) No właśnie też stwierdziłam, że dość unikania trudnych tematów! To jeden z tych, o których naprawdę trzeba rozmawiać!

      Usuń
  7. Zgadzam się wiara wiarą i każdy sam decyduje o swoim życiu, ale lekarz jest od tego by pomagać a nie odmawiać pomocy. Według mnie lepiej zabezpieczać się przed ciążą niż potem słuchać w wiadomościach o kolejnym krzywdzonym maleństwu w końcu jest 21 wiek. Faktycznie ja mam spory kawałek do przychodni z ginekologiem gdzie przyjmuje 2 lekarzy w pierwszej kolejności są przyjmowane kobiety w ciąży a normalnie na wizytę czeka się około 2-3 miesięcy. Myślę że naprawdę dobry lekarz potrafi oddzielić wiarę od swojej pracy i nie będzie robił szopek w postaci umoralniania pacjętek bo każdy ma swoje sumienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu lekarz daje ci tylko receptę. On nie bierze za ciebie tabletek. Idąc tropem wiary, daje ci wolną wolę, co z tą receptą zrobisz. Za to dziecka za ciebie nie wychowa ani nie da ci na jego utrzymanie. Ktoś tu chyba coś pokręcił. Lekarzom wydaje się, że biorą na swoje sumienie zabite plemniki :P a to jest oczywista nieprawda. O ile w przypadku aborcji jestem w stanie zrozumieć odmowę i o ile wiem nawet bez tej deklaracji lekarz ma prawo odmówić, o tyle w wypadku antykoncepcji sprawa przedstawia się zupełnie inaczej.

      Usuń
  8. Tabletki antykoncepcyjne nie służą tylko antykoncepcji. Mnie uratowały przed operacją. A moja koleżanka dostała antykoncepcję na cerę. Ciekawe czy w takich celach przepisałby lekarz czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście! Służą też m.in. wyregulowaniu cyklu miesiączkowego czy przy różnych problemach hormonalnych. Jednak lekarz ginekolog może odmówić ich przepisania ze względu na swoją wiarę jak widać. Na słowo pewnie ci nie uwierzy, jeśli powiesz, że nie będą ci służyć jako zabezpieczenie, a zresztą czy to gabinet lekarski czy konfesjonał, aby trzeba było tłumaczyć się z takich rzeczy?...

      Usuń
    2. Jak się przychodzi do lekarza z jakąś dolegliwością, to przepisuje na nią lek. Jeśli tym lekiem będą hormony, to sam Cię powiadomi o skutku ubocznym w postaci antykoncepcji i zapyta, czy to jest dla Ciebie ok. Jeśli przyjdziesz i powiesz, że masz jakąś dolegliwość, ale niech Cię nawet nie bada, bo Ty od razu wiesz, że jedynym lekarstwem będą hormony... to faktycznie gabinet może zacząć przypominać bardziej konfesjonał ;) Ale to nie dotyczy tylko ginekologów. Lekarstwa uzależniają i ludzie próbują je zdobyć na różne sposoby.

      Odpowiadają na pytanie kokosanki - myślę, że tak. A jednocześnie wiem, że na każdą dolegliwość jest dużo innych leków, które nie mają takich skutków ubocznych. Tylko dobranie odpowiedniej dawki jest trudniejsze i lekarzom często się nie chce. Jakieś dodatkowe badania jeszcze by trzeba było zrobić... po co, jak są hormony :]

      Usuń
    3. Lekarz, który nie podpisał deklaracji zapyta, czy dodatkowy skutek w postaci antykoncepcji jest ok. I to jest normalna sprawa. Natomiast ten, który ją podpisał, nie przepisze leku z takim skutkiem, choćby nawet inne leki, o których piszesz, nie były w stanie pomóc. (a jestem przekonana, że są dolegliwości, w których rzeczywiście hormony są jeśli nie jedynym słusznym wyjściem, to najskuteczniejszym).
      Ponadto nie mówimy tu o tym, czy hormony są dobre czy nie, a o tym, że kobieta ma prawo je przyjmować i nie lekarz powinien o tym decydować. Chyba coś tu się komuś pomyliło: to nie lekarz będzie je brał i zabijał plemniki, których tak zaciekle bronią niektórzy, tylko kobieta. Lekarz nawet przepisując jej receptę, nadal daje jej wolną wolę, czy będzie je stosować czy nie. Nie ma zatem na sumieniu ani jednego plemnika. ;)

      Usuń
    4. Nie mówiłam, że kobieta nie ma prawa ich przyjmować i nie oceniałam hormonów pod kątem 'dobra czy zła'. Więc z tą jedną rzeczą się zgodzę - nie mówimy tu o tym.

      Ciekawa jest Twoja pewność, że lekarz katolicki nie przepisze hormonów na inne dolegliwości. Czemu? Przecież jako lek hormony są tylko tymczasową terapią. Po niektórych operacjach też przez jakiś czas nie można zajść w ciążę (bo np. nie można współżyć), a jednak nikt ich nie bojkotuje. Może jednak środowiska katolickie nie są wcale tak bezmyślne, jak z pozoru się może wydawać...

      Ostatnia kwestia. Dlaczego hormony są na receptę? Bo są cholernie ryzykowne! Łączenie hormonów z paleniem zwiększa ryzyko zakrzepów (zdarzają się przypadki śmiertelne), można rozregulować sobie gospodarkę hormonalną (fakt, że używa się ich do leczenia dolegliwości, na które nie pomagają zwykłe leki, to chyba najlepszy dowód 'mocy'), zdarzają się guzy hormonalne. To nie są witaminy! Więc chyba komuś się coś pomyliło: tak jak to nie pacjent decyduje, czy zapisać antybiotyk, tak też nie pacjent decyduje, czy zapisać hormony. Przecież zawsze podanie antykoncepcji powinno się wiązać z dodatkowymi badaniami i obserwowaniem zmian w organizmie kobiety, by wybrać najlepszy środek i właściwą dawkę. I niektórzy się dziwią, że przyszli na jednorazową wizytę do nowego lekarza i on nie chciał im przepisać, choć poprosili. No ja się nie dziwę!

      Usuń
    5. Moja droga, ale wchodzisz na zupełnie inny temat! kwestia niedokładnych badań, lekkomyślnego przepisywania hormonów jak również nieodpowiedniego ich stosowania jest mi znana i tu zgadzam się z tobą, że wielu ginekologów nie podchodzi do tego tak, jak powinno! O skutkach ubocznych tabletek również wiem i powinny być o nich informowane pacjentki (zresztą w każdym opakowaniu jest ulotka z długa listą). Poważne podejście do sprawy wiąże się z zapoznaniem się z owymi skutkami i ryzykiem. Jednak powtórzę: nie o tym tu mówimy. O tym przydałoby się napisać oddzielny tekst i być może nawet to zrobię ;).
      Cały czas mówimy o prawie wyboru. Owszem hormony są na receptę, ale jeśli badania pozwolą na zapisanie ich pacjentce, która chce się w ten sposób zabezpieczyć, czy też np. założenie jej spirali, zapisanie plastra, zastrzyku, jakiejkolwiek metody antykoncepcji, którą musi zapisać lub też założyć lekarz, to nie powinien on odmawiać jej tego ze względu na swoją religię. Akurat wyznanie ginekologa nie jest przeciwwskazaniem w przyjmowaniu tabletek czy inne antykoncepcji.
      Co do tego, że to "trucizna" to nie sądzę, by w XXI wieku takowa była powszechnie dopuszczona do użytku... A skutki uboczne mają nawet krople do nosa, szczególnie nieodpowiednio zażywane...

      Usuń
    6. Fajnie, że doszłyśmy do wniosku, że od decydowania o wystawieniu recepty jednak jest lekarz, a nie pacjent.
      Twierdzisz, że lekarz powinien (o ile nie ma przeciwwskazań zdrowotnych) udostępnić pacjentce każdą formę antykoncepcji. No i właśnie tu są zdania podzielone. Mnie nie boli antykoncepcja, za to boli mnie aborcja. Palikota nie boli ani jedno, ani drugie. A za to niektórych może boleć i jedno, i drugie. Komisja bioetyki na przykład uważa, że lekarz, jeśli ma z tym problem, nie musi zakładać spirali czy robić zastrzyków, ale receptę powinien wypisać. Dlaczego? Bo to pierwsze jest jakimś zabiegiem, w którym czynnie uczestniczy, a samo wypisanie papierka nie jest aż takim obciążeniem emocjonalnym. Więc widzisz - zdania są tu naprawdę bardzo podzielone, a sprawa wcale nie jest taka jednoznaczna. Zwłaszcza, że jak sama wskazujesz, są różne metody antykoncepcji, a niektóre z nich nie wymagają wizyty u lekarza. Co za tym idzie - wypisanie antykoncepcji nie jest przypadkiem niecierpiącym zwłoki i zupełnie nie boli mnie to, że niektórzy lekarze nie chcą się tym zajmować.

      Co do trucizny - mnóstwo leków nią jest, wszystko zależy od dawki. Alkohol to też trucizna, a nawet recepta nie jest potrzebna. #takieczasy ;)

      Usuń
    7. Oczywiście masz rację: zdania są podzielone i nie lekarz jest od tego, by swoje własne narzucać pacjentce. To jej sumienie. Przynajmniej w kwestii wypisania recepty, o której piszesz. Ja wiem, że kościół uważa zabicie plemnika za zbrodnię, ale dla mnie pomiędzy niedopuszczeniem do zapłodnienia, a usunięciem ciąży jest kosmiczna różnica.
      Co do sprawy niecierpiącej zwłoki: nie wiem czy tym razem ty dokładnie czytałaś mój tekst. Jak się domyślam mieszkasz w mieście :P Ja mieszkam na wsi od urodzenia i wiem, jakie są realia. Kolejki do lekarzy przerażają. Tyle się mówi o "ciemnocie", o wielodzietnych, wiejskich rodzinach żyjących w skrajnej nędzy, o krzywdzonych dzieciach, tymczasem odmawia się pacjentkom wypisywania antykoncepcji, ba, nawet informowania o niej. Gdzie tu jest logika?

      Usuń
    8. Warto zdawać sobie sprawę, że tabletki anty (niektóre rodzaje) oraz spirale mają również działanie wczesnoporonne, stąd też wierzący lekarz nie zapisze ich pacjentce. Lekarz-katolik może jak najbardziej przepisać pigułki anty w przypadku leczenia nimi jakiegoś schorzenia. Ważny jest cel zażywania tych leków - czy głównym powodem jest chęć zapobieżenia ciąży, czy chęć wyleczenia danego schorzenia (z działaniem antykoncepcyjnym jako ubocznym skutkiem ich stosowania).

      Usuń
    9. Z tego, co wiem działanie wczesnoporonne mają tzw, pigułki 72 h po. Tabletki antykoncepcyjne sprawiają, że kobieta nie jest płodna, zmieniają gospodarkę hormonalną i nie dopuszczają w ogóle do zapłodnienia, więc gdzie tu widzisz działanie wczesnoporonne? Co ma poronić kobieta, która nie jest w ciąży?

      Usuń
  9. czytam i nie wierze!! mieszkam za granica tak wiec nie slyszalam o takim czyms. to jakas masakra!!
    Tu w Irlandii mieszka duzo roznych ludzi, ludzi innego wyznania i nikt nie wpad na tak idiotyczny pomysl.
    co niektorzy zapomnieli ze zycia prywatnego nie przenosi sie do pracy i odwrotnie !!
    zyczymy by ten lekarz do ktorego sie wybierasz nie mial podpisanej tej deklaracji :) pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Troszkę znam mojego lekarza i wydaje mi się, że potrafi jednak poważnie traktować swoją pracę, więc tej deklaracji nie podpisał. Jak tylko się już dowiem, napiszę :).

      Usuń
  10. Dla mnie ta cała deklaracja to jest jakiś bullshit. Nikt oczywiście nie zabrania być tym lekarzom katolikami po pracy, ale kurde no... to tak jakby strażak powiedział, że on nie pracuje w niedzielę (bo to dzień święty), bo jest katolikiem, więc NIE NIE NIE, pożarów w niedzielę nie gasimy. Na te 8h pracy dziennie powinni się pozbyć osobistej opinii i kierować dobrem pacjentki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się podoba argument, że tak samo lekarz, który jest świadkiem Jehowy może odmówić transfuzji krwi pacjentowi. W końcu taki ma światopogląd!

      Usuń
  11. To zabawne, że hormony i aborcja są uważane za największe dobro pacjentki i metody leczenia (leczenia czego? płodności?). To zabawne, że zarzucasz lekarzom rezygnowanie z przestrzegania przysięgi Hipokratesa, która zabraniała ww. praktyk ("Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją."). Zabawne są również te zarzuty finansowe, że kobiet nie stać na dojechanie do lekarza. Stać na prezerwatywy, stać na tabletki, ale na kilka kilometrów więcej do lekarza już nie stać. A jeśli tabletki nie zadziałają? Zawsze coś się może spieprzyć! Co wtedy? Nie stać na dziecko i aborcja? Okazuje się, że po prostu nie każdego stać na seks.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie jest napisane, że są uważane za największe dobro? W którym miejscu tekstu? Są uważane za prawo i wolny wybór każdej kobiety. Tak, jak ty masz prawo ich nie stosować, tak inna kobieta ma prawo zabezpieczać się przed ciążą spiralą czy tabletkami. Lekarz jest po to, by jej to umożliwić, a nie rozliczać jej sumienie. Od tego jest ksiądz, jeśli jest wierząca. Tabletki antykoncepcyjne nie są środkami poronnymi ani tez nie zabijają zarodka, gdyż takowy nie powstaje. Chyba mylisz pojęcia. O aborcji celowo nie napisałam, dlatego, że o ile wiem i bez deklaracji lekarz ma prawo jej odmówić i wysłać pacjentkę do innego lekarza. Nie rozmawiam tu o słuszności brania tabletek czy aborcji ( w Polsce jak zapewne wiesz jest dopuszczalna w 3 przypadkach), ale o prawie do decydowania kobiet o sobie w tych kwestiach.
      Argumenty finansowe cię bawią? Postaw się w sytuacji kobiety, matki kilkorga dzieci, której mąż lubi zaglądać do kieliszka.Nie chce mieć więcej dzieci. Żyje z zasiłku. Może przeznaczyć 20 zł na pigułki, ale przecież lekarz w przychodni oddalonej o kilka km jej ich nie przepisze, bo podpisał deklarację. Musi więc jechać 20 km dalej (nie wydaje mi się, aby pomiędzy sześcioma a dwudziestoma sześcioma km było jedynie kilka km różnicy). Co się okazuje? Że te 20 zł wystarczą jedynie na bilet autobusowy. I faktycznie na tabletki jej nie stać. Piszesz, że nie stać jej na seks. Widzisz, jej mąż tego nie rozumie. Zachodzi w kolejną ciążę, i kolejną... Wiem, że niektórym takie sytuacje nie mieszczą się w głowie, ale zapewniam cię, że one są i to nie liczone na palcach jednej ręki. A propos prezerwatyw są i takie po jakieś 4 zł za opakowanie, więc nie pisz, że to tkai sam koszt jak dojechanie 20 czy 30 km w jedną i drugą stronę do lekarza.

      Usuń
    2. Lekarz jest po to, by nas leczyć, a nie 'umożliwiać' pacjentom to, czego oni sobie zażyczą. Niby czemu antykoncepcja jest na receptę? Skoro jest taka bezpieczna i pacjentki same wiedzą, co jest dla nich najlepsze, niech od razu jadą do apteki. (Swoją drogą - jak dużo jest aptek na wsi?)

      Cała deklaracja jest zgodna z klauzulą sumienia. Bo klauzula sumienia nie ma wyraźnych granic. Cały czas trwają obrady komisji bioetycznej nad sprecyzowaniem poszczególnych rzeczy, by uniknąć ewidentnego łamania prawa (zdarzało się, że lekarze trochę robili zawirowań i robiło się zbyt późno na aborcję - niby zgodnie z prawem działali, a jednak nie do końca). Kompromis jest trudny dla obu stron.

      Argumenty finansowe właśnie przestały mnie bawić, bo przeraziło mnie coś innego. "Widzisz, jej mąż tego nie rozumie.". Aha. I rozumiem, że to sytuacja normalna i akceptowana, tak? Nie stać jej na dziecko, ledwo wystarcza na jakieś zabezpieczenie się (a przecież zawsze może się przydarzyć wpadka! nawet mimo hormonów czy prezerwatyw), ale jak mąż chce, to już koniec :) Wszyscy na kolana! Co tam sumienie lekarzy, co tam ryzyko - mężczyzna musi dostać to, co chce!
      Ach, ta walka o prawa kobiet :)

      Usuń
    3. Sugerujesz, że dla mnie ta sytuacja jest normalna?! Jeśli masz pomysł, jak zbawić tysiące kobiet i pomóc w tego typu sytuacjach to chętnie posłucham! Ja niestety nie znam, ale jestem pewna, że takim kobietom byłoby choć odrobinkę łatwiej, gdyby wiedziały, że nie będą zachodzić w ciąże po każdym wybryku męża alkoholika na przykład.
      A pomyślałaś, co by było, gdyby lekarz będący świadkiem Jehowy nie zrobił ci transfuzji krwi, bo to niezgodne z jego wyznaniem? Też byś się na to godziła i broniła jego racji? Nie sądzę. Bo przecież tylko katoliccy lekarze mogą w ten sposób wyrażać swój światopogląd, prawda?

      Usuń
    4. Ja myślę, że takim kobietom byłoby odrobinę łatwiej, jakby wiedziały, że społeczeństwo nie oczekuje od nich radzenia sobie z niechcianymi ciążami, tylko poradzenia sobie z niechcianym mężem. Zero tolerancji dla przemocy. Antykoncepcja nie jest lekarstwem na alkoholizm.

      Świadek Jehowy nie zgodzi się na to, żeby jemu przetoczyć krew. Ale jako lekarz transfuzję wykona. Gdyby natomiast jakiś lekarz doznał olśnienia i nawrócił się na swoją własną 'religię' zabraniającą mu leczenia mnie, to zaopiekuje się mną pozostały personel medyczny danego szpitala (bo nie ma szpitali obsługiwanych przez tylko jednego lekarza), a on sam utraci uprawnienia. W przypadkach nagłych, zagrażających życiu pacjenta nie obowiązuje klauzula sumienia. A katolicy się tym nie martwią, bo dla nich też najważniejsze jest uratowanie życia pacjenta.

      Usuń
    5. A ty sądzisz, że tego oczekuje od nich społeczeństwo? Myślisz, że one same wolałyby rodzić dzieci rok w rok? Na pewno wolałyby uwolnić się od męża, ale nie oszukujmy się: mimo wciąż zaostrzanych przepisów państwo nie jest w stanie pomóc wszystkim takim kobietom, nie jest w stanie wychwycić nawet połowy takich przypadków. To jest tragiczne, ale prawdziwe.

      Tak, masz rację: jeśli lekarz będący świadkiem jehowy nie zrobi ci transfuzji, zrobi to inny, ale tylko dlatego, że świadkowie Jehowy są mniejszością, a katolicy w Polsce stanowią jednak dużo, dużo większy odsetek. Ta sytuacja więc jest nie do porównania.

      Usuń
    6. Na pierwsze pytanie znajdziesz odpowiedź w moim poprzednim komentarzu. Państwo nie rozbije jej małżeństwa za nią.To jest trudne, wiem, ale takie jest życie. Nie da się pomóc komuś, kto sam sobie pomóc nie próbuje. To nie jest wybór pomiędzy rodzeniem dzieci co rok, a zabezpieczaniem się i szczęśliwym życiem. To jest wybór pomiędzy życiem z mężczyzną, który jej nie szanuje, a zrezygnowaniem z toksycznego związku.

      Co do przykładu ze świadkiem Jehowy, znowu jestem zmuszona odesłać Cię do mojego poprzedniego komentarza. Mam wrażenie, że mnie nie czytasz.
      Dlatego na koniec już dodam tylko, że osoby deklarujące, że są katolikami, faktycznie stanowią w Polsce większość. Ale osób, które stawiają przykazania Kościoła na pierwszym miejscu i które w życiu faktycznie kierują się przede wszystkim wiarą, jest w Polsce mniejszość. Katolicy niepraktykujący i katolicy traktujący przykazania Kościoła wybiórczo to zdecydowana większość. I to są ludzie, którzy będąc katolikami nie mają nic przeciwko antykoncepcji czy in vitro. Prawie połowa Polaków jest za aborcją. Ci, których tak się obawiacie, wcale nie stanowią większości.

      Usuń
    7. Magda ja się katolików nie obawiam. Ja się nie godzę na to, by lekarz narzucał pacjentom swój światopogląd, a do tego sprowadza się ta deklaracja. Lekarz to nie ksiądz i nie on powinien mówić pacjentom, co jest moralne, a co nie.
      Mamy XXI wiek antykoncepcja jest powszechnie dostępna, a przynajmniej powinna być, tak samo jak informowanie o niej. Chroni nie tylko przed ciążą, ale niektóre jej formy też przed wieloma chorobami. Tymczasem w polskich szkołach nie chce się mówić o seksie, polscy rodzice też unikają tego tematu zupełnie jak kilkadziesiąt lat temu, a teraz polski ginekolog odmawia przepisania środków antykoncepcyjnych. Mam wrażenie, że cofamy się w czasie...
      Czytam Cię bardzo dokładnie. A ze świadkami jehowy sama mam bardzo bliską styczność, ponieważ mam ich w bliskiej rodzinie, więc co nieco wiem na ten temat. Podałam sytuację hipotetyczną, choć możliwą w przypadku jakiegoś fanatyka. Zrobiłam to po to, by pokazać, o co mi cały czas chodzi: religia i światopogląd to jest sprawa prywatna, której nie powinno się mieszać z wykonywanym zawodem ani tym bardziej narzucać komuś innemu. Jeśli komuś nie odpowiada profesja lekarza czy inna niezgodna z jego sumieniem, niech jej nie wybiera. Prosta sprawa.
      Ja również jestem przeciwna aborcji, ale to nie znaczy, że wszyscy wokół mnie muszą myśleć tak samo.

      Usuń
  12. Mieszkam w Anglii i tu wychowuję dziecko. Po porodzie, jeszcze w szpitalu, pielęgniarka odbyła ze mna rozmowę o antykoncepcji. NIe musiała mi wiele tłumaczyć i tak wiedziałam, że zdecyduje sie na implant na trzy lata. Do wyboru mialam jeszcze spiralę na 10 lat, zastrzyki (raz na 3 miesiące), tabletki - wszystko ZA DARMO. Śledze polskie fora internetowe w UK i dziewczyny tam pytaja o radę co lepsze. Tak wlasnie powinno być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w Polsce antykoncepcja jak widać nadal budzi kontrowersje i jest tematem tabu nawet dla lekarzy, co już jest dla mnie przerażające...

      Usuń
  13. Temat jest kontrowersyjny owszem, ale tak jak już wspomniano tabsy antykoncepcyjne nie służa tylko i wyłącznie do jednego. Tu pojawia się też problem z farmaceutami, którzy nie realizują recept również z powodu deklaracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tu również są kontrowersje. I tu też kompletnie nie umiem zrozumieć, jak farmaceuta może sprzedawać dostępne w aptece preparaty wybiórczo? Jak może decydować, co ma przyjmować pacjent a czego nie?

      Usuń
  14. Moim zdaniem to każdy człowiek, indywidualnie powinien decydować o swoim życiu. Jeżeli jestem chrześcijanką ale biorę tabletki anty to co mu do tego? Przecież to ja odpowiem za swoje grzechy a nie on. Lekarz tylko wykonywał to co do niego należało a odpowiedzialność za czyny spoczywa na mnie. W Polsce to chyba ludzie zaczynają się nudzić i wymyślają jakieś głupoty. Tak samo jest z politykami. Zamiast robić to co do nich należy to co chwile jakieś szopki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja mam dokładnie takie same zdanie jak ty! Coś tu chyba się lekarzom pomyliło: nawet dając pacjentce receptę pozostawiają jej wolną wolę, nie biorą tabletek za nią, nie zabijają zarodka ani plemnika czy komórki jajowej.

      Usuń
  15. Mój ginek jest starszym mężczyzną...przyjmował mnie na świat;)
    I ten lekarz stwierdził kiedyś krótko: " Jestem lekarzem i mam pomagać pacjentkom.Moje sumienie nie ma tu znaczenia. " Spytałam czy czułby się źle przepisując np. tabl. anty lub wczesnoporonne ? Odpowiedział, że nie łamie prawa polskiego, ale kościelne.I nie kościołowi obiecał pomagać lecz pacjentom.
    Jego sumienie, jego "grzech" . Chociaż ja grzechu nie widzę,każdy ma prawo decydować za siebie!!! Nie powinien tego robić za nas lekarz!

    OdpowiedzUsuń
  16. Człowiek powinien być dumny ze swojej wiary, ale popadanie w fanatyzm i odzwierciedlanie go w swojej pracy zawodowe jest bezsprzecznie naganne.lekarz decydując się na swój zawód wiedział, jaką prace będzie wykonywał, jeśli ma z tym problem powinien zmienić swój profil zawodowy. Od pewnego czasu mam ta wątpliwą przyjemność obserwowania uwsteczniania się naszego społeczeństwa-przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożena mam dokładnie to samo zdanie. Jednak okazuje się, co też można tu poczytać w komentarzach, że ginekolog powinien wyłącznie leczyć pacjentkę, a nie zapewniać jej antykoncepcję. Podobno za dużo do ginekologów wymagamy... :P

      Usuń
    2. Dziś przeczytałam, że lekarze wypowiadają się, że podpisywali się nieświadomie, ponoć było im to podtykane na konferencji, jako całkiem innym dokument-nie wypowiem się.

      Usuń
    3. Tak, też o tym czytałam. Brak słów po prostu. Taka to zgodna z ich sumieniami deklaracja podpisana jako coś zupełnie innego :P. Ciekawe, kto był pomysłodawcą tej akcji.

      Usuń
  17. Dokładnie tak jak piszesz. Prawnik broni pomimo przekonań, urzędnik da ślub. A lekarz powinien leczyć! Nie tylko ciało ale także duszę. Niestety u nas podejście holistyczne to mrzonka. Nawet u tych niezdeklarowanych. A jak dołożyć do tego tę zakichaną deklarację to mamy przepis na klęskę! Klęskę człowieka! Człowieka, który przysięgał po pierwsze nie szkodzić. A on szkodzi bardzo tym, że nie przepisze pigułek na przykład. Bo cierpią później niechciane dzieci! Nikt nie bierze pod uwagę faktu, że taka matka, która ich nie chce nie będzie miała Boga w sercu, tylko porzuci, odda, o zgrozo, zabije! Nikt nie bierze pod uwagę faktu, iż taka matka, która ich nie chce może ich nie chcieć, bo brak jej środków na utrzymanie rodziny, a co dopiero kolejnego dziecka. Chory jest kraj nasz. Na każdym kroku daje o sobie znać wszechobecny absurd. Ta deklaracja jest tego najlepszym przykładem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby gabinet to nie konfesjonał, ale lekarze i tak mają leczyć nasze dusze? Robi się coraz ciekawiej...

      Jeśli nawet antykoncepcja byłaby dostępna dla wszystkich bez żadnych ograniczeń, i tak wciąż rodziłyby się nieplanowane dzieci. Bo antykoncepcja nie daje 100% skuteczności. Niesamowite, że nikt nie bierze pod uwagę, że można się powstrzymać od seksu. Niby XXI wiek, a jednak jak zwierzęta... I cierpią później niechciane dzieci :]

      Usuń
    2. No właśnie na szczęście XXI wiek różni się od średniowiecza choćby tym, że od seksu nie trzeba się powstrzymywać dzięki postępowi nauki i medycyny, ale widzę, że niektórzy woleliby cofnąć się o parę wieków. ;) Uważasz, że każdy kto się zabezpiecza podczas seksu to zwierze? Gratuluję światłego myślenia. ;)

      Jeśli Ty jesteś katoliczką i wolisz się powstrzymywać to super, ale nie każdy jest tego wyznania co Ty, więc chce korzystać zarówno z postępującej medycyny jak i ze swoich praw: m.in. niedyskryminowania go w żaden sposób przez wzgląd na wyznanie.

      Usuń
    3. Nie chodzi o wyznanie. Chodzi o to, czy chcesz mieć dzieci, czy nie. Są trzy opcje - albo chcesz i się nie zabezpieczasz, albo "raczej teraz nie chcesz, jeśli już to za parę lat... ale jak coś to trudno" - wtedy się zabezpieczasz, albo w żadnym wypadku nie ma mowy o dzieciach - wtedy odpuszczasz (albo decydujesz się na jakieś poważniejsze rozwiązanie 'raz a dobrze', ale nie wiem, czy w Polsce nie są w jakimś stopniu nielegalne). Tu nie chodzi o wiarę, ale o prawdopodobieństwo. Jeśli ludzie wierzą, że wygrają w Lotto, to czemu nie wierzą, że można zajść w ciążę pomimo zabezpieczeń? Jeśli się jest przeciętną osobą w przeciętnym związku - spoko, dasz sobie radę. Ale podawałaś tu przykłady osób, które (według Ciebie) w żadnym razie nie są w stanie pozwolić sobie na kolejne dziecko. Co się stanie, jeśli gumka pęknie, a hormony z niewiadomych przyczyn nie zadziałają? Co wtedy lekarz powie takiej pacjentce? Że to się zdarza? Zabezpieczenia - ok. Ale świadomość i odpowiedzialność przede wszystkim.

      Usuń
    4. Zawsze jest prawdopodobieństwo i lekarz jest również od tego, aby o tym uświadamiać pacjentkę. Sądzę, że to prawdopodobieństwo np. w przypadku osób, o których pisałam jest mniejszy przy założonej spirali niż przy braku jakiegokolwiek zabezpieczenia i chyba mam rację?
      Oczywiście idealnym rozwiązaniem jest odmówienie sobie seksu w dni płodne o ile jeszcze umie się je obliczyć czy zbadać u siebie, ale nie oszukujmy się - ludzie są różni i mają do tej różnorodności prawo. Jedni wolą pójść na łatwiznę i brać tabletki, inni mierzą temperaturę.
      Pointa jest taka, że tak samo jak ciebie nikt nie neguje i nie przekonuje do brania tabletek, tak samo ty pozwól żyć innym według ich sumienia (nie piję personalnie, piszę ogólnie o kobietach stosujących NPR i stosujących antykoncepcję). proste, ale jak się okazuje nie dla wszystkich. Cały czas dążę do jednego: każda kobieta powinna mieć prawo wyboru i tyle.

      Usuń
    5. No i kobieta ma prawo wyboru. Może sobie mieszkać w mieście, może sobie mieszkać na wsi. Może chodzić do lekarza najbliższego, a może chodzić do lekarza najlepszego. Może pójść do lekarza, który jej przepisze hormony, a może pójść do takiego, który nie będzie uważał, by to było zdrowe i nie przepisze. Życie jest pełne wyborów!

      I przypominam, że to nie ja zaczęłam burzę, że nie wszyscy lekarze mają ochotę pomagać w, jak to ciekawie określiłaś, pójściu na łatwiznę.

      Usuń
    6. Na pewno jest to łatwiejsza droga niż NPR, ale też bardziej skuteczna. ;) Życie jest pełne wyborów: można na przykład nie zostawać ginekologiem jeśli nie potrafi się oddzielić religii od pracy zawodowej. :)

      Usuń
    7. Magda ale jeżeli lekarz odmówi wypisania leków ze względów zdrowotnych to rozumiem. Może zaproponować inne rozwiązanie antykoncepcji. Często się zdarza, że kobieta źle reaguje na dane tabletki i zmieniają. Jeśli jednak lekarz pracujący w publicznej służbie zdrowia odmawia jakiejkolwiek (poza NPR) metodzie antykoncepcji ze względów własnych przekonań to jest to poronione. Specjalizacji lekarskich jest dużo i miał możliwość sobie wybrać najmniej kolidującą z jego przekonaniami religijnymi (np. dermatologię). Za chwilę dojdziemy do tego, że lekarze będą odmawiali cesarek, środków przeciwbólowych ze względu na przekonania religijne. Kobieta jak biblijna Ewa ma rodzić w bólu - za grzechy.

      Innym rozwiązaniem może być prywatna praktyka takiego lekarza. Niech się reklamuje jako katolicki, wierzący ginekolog.

      I troszkę mam wrażenie z Twoich wypowiedzi, że jak ktoś się kocha/uprawia seks bez zabezpieczenia, dla prokreacji to jest wszystko w porządku. Jak dla przyjemności, intymności z obcowania z drugą osobą (z zabezpieczeniem) to już zezwierzęcenie.

      Usuń
    8. Heh, zacznę od końca. Nie mam bladego pojęcia, skąd takie wrażenie, gdyż cały czas była mowa wyłączenie o związku seksu z ewentualnymi konsekwencjami w postaci dzieci. Gdybyśmy rozmawiali o zaletach niektórych pokarmów, też byś podejrzewała, że nie dostrzegam przyjemności w samym jedzeniu? Myślę, że wtedy nie byłoby takiego problemu, ponieważ osobom fit nie przypisuje się tak wielu dodatkowych cech jak katolikom. A chociaż ani razu nie powiedziałam, jakiego jestem wyznania, sam fakt zrozumienia dla grupy lekarzy postawił mnie "po tej drugiej stronie".

      To samo dotyczy fragmentu "za chwilę dojdziemy...". Niby skąd takie wnioski? Wiem, że czasem ciężko jest zrozumieć ludzi o innych poglądach, ale nie przesadzajmy. Takie wyssane z palca przypuszczenia niczemu nie służą. Czy kiedykolwiek słyszałaś, by Kościół katolicki wspominał o zakazaniu środków przeciwbólowych czy wykonywaniu operacji? Czy nauka Kościoła w jakikolwiek sposób mogłaby uzasadnić takie działanie? Jeśli nie, to o co chodzi? Religia, w przeciwieństwie do różnych obecnych nurtów, buduje swoje podstawy od dwóch tysięcy lat. Bywało różnie, ale ten najważniejszy przekaz się nie zmienia. Moralność Kościoła jest stabilna. I to ona dała podstawy do zbudowania kultury całej Europy. Czemu ni stąd ni zowąd coś miałoby się zmienić? Niepotrzebna demonizacja.

      I na koniec zostawiłam sobie mój ulubiony wątek. Załóżmy na moment, że macie rację. Pora wprowadzić porządek! Wszyscy lekarze, którzy mają problem z przeprowadzeniem jakiegokolwiek zabiegu dozwolonego prawnie, łącznie z udostępnieniem pacjentom jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych, do których mają prawo, zostają zwolnieni. No bo kto to widział, żeby takich darmozjadów zatrudniać! Potem pacjentki muszą jeździć dalej na wizytę, muszą chodzić po gabinetach... istny dramat! Zwalniamy ich!
      I co się dzieje? Najbliższy lekarz na wsi znika. Zmienia zawód, zostaje ślusarzem. Nie ma już gabinetu. Więc i tak trzeba dojechać dalej. Ale wszystkie ciężarne od tego pierwszego też tam jadą. A jako ciężarne nie mogą czekać i mają pierwszeństwo. W związku z tym nie ma terminów, by przyjąć pozostałe pacjentki. W efekcie trzeba jechać jeszcze dalej... a może jeszcze dalej.... Choć mieszkam w największym polskim mieście (a podobno w miastach, w przeciwieństwie do wsi, nie ma problemu z dostępem do lekarzy), będąc w ciąży przez trzy miesiące nie mogłam się zapisać do lekarza, bo albo nie było jeszcze zapisów, albo już nie było terminów. Jeśli ograniczymy ich liczbę, o wizytę będzie jeszcze trudniej.

      Usuń
    9. Umarłam ze śmiechu droga Magdo i wybacz, ale z szacunku do ciebie nie skomentuję tego co napisałaś o powstrzymaniu się od seksu, bo mogłabym być nieuprzejma. A chyba Ola nie chce tego u siebie na blogu :) Pozdrawiam. Ta, co całe życie na antykoncepcji i dzięki niej mam córkę wtedy, kiedy jej chciałam i planowałam. A teraz idę zakuć się w dyby, by nie uprawiać seksu ze swoim mężczyzną.

      PS. Leczenie duszy to nie kwestia konfesjonału, ale chyba nie masz pojęcia o medycynie holistycznej, więc nie mamy o czym rozmawiać również na tym polu.

      Usuń
    10. Magda ja też nie napisałam, jakiego jestem wyznania, a mimo to mam wrażenie, że przekonujesz mnie i wszystkich do tego, ze religia katolicka to jedyna słuszna. Ja spytam, co byś powiedziała, gdyby lekarzy innych wyznań zaczęli pracować według ich przykazań? Pytałam już wcześniej, ale pytanie choćby o świadków Jehowy troszkę zbyłaś.
      Kwestia cały czas nie polega na tym, by kogoś przekonać, że antykoncepcja, aborcja, in vitro są złe lub dobre, ale na tym, że każdy ma prawo decydować za siebie. Nie powinien robić tego lekarz ze względu na swoje przekonania, tylko ze względu na wskazania i przeciwwskazania medyczne.

      Usuń
    11. Cóż, Mira, cieszę się, że wszystko się u Ciebie układa i możesz umierać ze śmiechu. Ja nie raz słyszałam o przypadkach znajomych znajomych, którym antykoncepcja nie pomogła i ciąża pojawiła się właśnie wtedy, kiedy zupełnie nie mogli sobie na nią pozwolić (a przynajmniej tak im się zdawało). Rozpadające się związki i aborcje to niestety przykre konsekwencje.
      Znam też przypadki, kiedy antykoncepcja zawiodła, ale nie było to dla nikogo problemem i rodziny są całe i zdrowie.
      Nie wiem, co jest w tym zabawnego i w jaki sposób fakt "opcji" w postaci ciąży miałby dyskredytować przyjemność z seksu. Seks jest przeżyciem sam w sobie i chyba nikt nie zamierza temu zaprzeczać. Po co więc rozmawiać o rzeczach oczywistych? Niemniej cały czas uważam, że można się cieszyć sobą na różne sposoby i seks nie jest koniecznością. Nie jest niezbędny do życia. I nie zachęcam w ten sposób wszystkich stosujących antykoncepcję, by ją rzucili. Bo nie. Tylko tych, którym po ewentualnej wpadce miałoby się zawalić życie. Mi by się nie zawaliło, Tobie pewnie też nie, ale 'hipotetycznej kobiecie z ultra patologicznej rodziny bez pieniędzy, ale za to z gromadką dzieci' przedstawionej przez Aleksandrę może już tak. Szkoda, że nie chcesz zauważyć różnicy pomiędzy zwykłym użytkownikiem antykoncepcji, a takim, któremu teoretycznie 'ratuje ona życie'.

      Aleksandra, nie przekonuję nikogo do religii katolickiej. Przekonuję do tego, że wolność sumienia jest w porządku. Przekonuję do tego, bo prawo zmienia swój kształt, a poszczególnym zawodom przypisuje się w związku z tym nowe obowiązki. Nie chcę przywoływać jakiś skrajnych przypadków typu IIWŚ. Ograniczmy się do czasów obecnych. Załóżmy, że jesteś anestezjologiem. Poważna fucha, dajesz zastrzyki w kręgosłup, możesz kogoś uszkodzić, więc precyzja jest mega ważna, znieczulasz ludzi itp. Wszystko git. Aż nagle prawo się zmienia i zostaje zalegalizowana eutanazja. I kto ma podać super precyzyjną dawkę trucizny choremu pacjentowi? Ty. Jest chora na raka siedemnastolatka. Ma dosyć życia, rodzice się zgadzają, bo widzą, że się męczy, a żeby wyzdrowiała musiałby się wydarzyć cud. I ona na Ciebie patrzy, rodzice płaczą, a Ty masz jej podać tę zabójczą dawkę. I nie chcesz tego zrobić, bo to nie jest zgodne z Twoim sumieniem. Zostałaś lekarzem, żeby ludzi leczyć, a nie zabijać. Żeby dawać im nadzieję na lepsze jutro, a nie żeby tą nadzieję zabijać. I nie chcesz. Ale wtedy odzywa się tłum i mówi: co z Ciebie za lekarz! Trzeba było nie zostawać anestezjologiem! I zostajesz zwolniona z pracy. Sprawiedliwe?

      Odnośnie ostatniego wątku, powtórzę się. Świadkowie Jehowy sami nie mogą być poddawani przytaczaniu krwi. Nie mają problemu z tym, że przytacza się ją komuś innemu. Więc to lekarze mają problem, gdy chcą ratować życie pacjenta, a on mówi, że się nie zgadza. Ale ma do tego prawo i lekarz musi to uszanować.
      Poza tym klauzula sumienia nie dotyczy przypadków zagrażających życiu. I Kościół też uważa, że najważniejsze jest ratowanie życia kobiety ciężarnej. Bez niej dziecko i tak nie przeżyje, więc jest to wybór tragiczny, ale racjonalny. Tylko pytanie, kiedy faktycznie płód zagraża życiu kobiety? Od kilku dni w różnych miejscach toczą się dyskusje na ten temat i nigdzie nikt nie podał konkretnego przykładu. Jedyna znana mi to sytuacja, gdy podczas ciąży zostaje wykryty guz i trzeba szybko podjąć leczenie. Ale nawet wtedy nie robi się nic z godziny na godzinę, więc nie ma problemu, by zmienić lekarza. Prawdopodobnie i tak się będzie zmieniać. Rzadko kiedy w przychodni, w izbie przyjęć i na sali operacyjnej towarzyszy nam cały czas ta sama osoba. W związku z klauzulą sumienia nie ma zagrożenia dla życia pacjentów. Nie ma powodów do oburzenia.

      I swoją drogą, zobacz jakich specjalizacji lekarze podpisali deklarację. Mało komu z tej listy chodzi o 'walkę' z antykoncepcją.

      Usuń
    12. Magda no ja rozumiem Twoje stanowisko w sprawie antykoncepcji, chociaż zdanie "Niemniej cały czas uważam, że można się cieszyć sobą na różne sposoby i seks nie jest koniecznością. Nie jest niezbędny do życia." jest bez sensu z punktu widzenia logiki, bo seks jest potrzebny do życia - if you know what I mean ŻYCIE! :D

      W każdym razie nie mogę skumać Twojego podejścia, że antykoncepcja zawodzi. No zawodzi! Ale to lepiej się nie zabezpieczać? No bo już nie rozumiem zupełnie... A rezygnować z seksu tylko dlatego, bo może pęknąć gumka... Hmmm... Jeszcze jest postinor i inne takie, a lekarz jest od tego by te opcje przedstawić, pokazać i pomóc.

      Sorry, mieszkałam kupę lat za granicą i nie jestem w stanie pojąć tego polaczkowego podejścia do tematu seksu, antykoncepcji i wielu innych spraw. Chyba bliżej mi do światopoglądu ludzi z krajów bardziej rozwiniętych.

      Do śmiechu mi było bo napisałaś o gabinecie lekarskim jak o konfesjonale. I tu mnie rozbawiłaś, bo sorry, ale lekarz powinien leczyć człowieka, a człowiek to ciało i dusza - jakkolwiek to rozumiesz, ja rozumiem to tak, że jak jesteś chora to choruje również Twoja głowa, a lekarze zdają się o tym zapominać. Nie widzą człowieka, widza chorobę! I leczą skutek a nie przyczynę. I dlatego jeśli tego nie rozumiesz, to napisałam, że nie mamy o czym gadać. Dla mnie podejście holistyczne to klucz do sukcesu wyleczenia z choroby KAŻDEJ!

      Usuń
    13. Troszkę to jednak ironia losu, że w temacie o problemach, jakie może sprawiać ta deklaracja kobietom na malutkich wsiach, wypowiada się i broni lekarzy kobieta z największego miasta... :P Ale tak to już bywa, że syty głodnego nie zrozumie... A w teorii wiele rzeczy wygląda zupełnie inaczej niż w praktyce.
      W kwestiach medycznych, czyli np. kiedy płód zagraża życiu kobiety wypowiadać się nie będę, bo nie jestem lekarzem. Sądzę, że oni wiedzą najlepiej i nie nam tego dociekać. Piszesz o zmieniającym się prawie: w kwestii aborcji np. zmieniło się raczej "na korzyść", bo z ogólnodostępnej ograniczono ją do trzech przypadków, więc nie rozumiem jakie zmiany miałyby kierować lekarzami w tej kwestii? Raczej już niektórzy studiowali w czasach, kiedy aborcja była legalna, więc teraz powinien spaść im kamień z serca. Z antykoncepcją podobnie. To chyba nie jest żadna nowość dla ginekologa?
      Jestem w stanie zrozumieć, że lekarz nie chce wykonać aborcji (eutanazja nie jest i nie sądzę, by kiedyś była w naszym kraju legalna), ale to już zapewniała klauzula sumienia, więc nie wiem, po co ta deklaracja? Co do antykoncepcji dla bardzo wielu współczesnych, świadomie myślących o posiadaniu rodziny kobiet, lekarz ginekolog jest najlepszym doradcą w tych kwestiach. Piszesz, że prawo się zmienia, ale akurat pod względem spraw, o których piszemy nic się nie zmieniło.
      W kwestii świadków Jehowy podkreślam jeszcze raz, że był to przykład, może niezbyt trafny, tego, że lekarze innych wyznań mogą stworzyć swoje deklaracje. Podobnie przedstawiciele innych zawodów i w związku z tym chciałabym spytać, co myślisz na ten temat? Czy kierowanie się religią w pracy nauczycielki, ekspedientki czy prawnika albo innym wyznaniem niż katolickie w pracy lekarza też jest według ciebie ok?

      Usuń
    14. Magda dalej wychodzi z Twojej wypowiedzi, że do seksu mają prawo tylko Ci co planują dzieci. Bo przecież wszystkie metody są zawodne. Najlepsza wstrzemięźliwość. Przecież nieplanowane nie znaczy nie kochane. Ludzie jak się kochają to mają prawo do tej intymności przy zmniejszonym ryzyku zajścia w ciąże. Nie chcą dzieci lub ich nie planują. Lekarz nie jest od rozstrząsania tego co będzie dalej. Jest państwowy to ma obowiązek leczyć zgodnie ze standardami medycznymi, a nie zgodnie ze swoimi przekonaniami religijnymi. Osoba co przychodzi do niego ma prawo być poinformowana do wszystkich możliwości zapobiegania ciąży. Lekarz powinnien poinformować o skutkach antykoncepcji i ryzyku zajścia w ciąże. I nie mów mi że wyobrażasz sobie 15 lat bez współżycia z kochaną osobą. Bo załóżmy jest kochająca się rodzina, skromna, 4 dzieci. Kobieta ma 30 lat i następne 15 ma żyć w celibacie.

      Co do anestezjologa to jest całkiem inny temat. Bo ja jednak widzę różnicę w eutanazji, a niedopuszczeniu do owulacji.

      Demonizacja. A co ze stosunkiem Watykanu do prezerwatyw w Afryce ogarniętej przez HIV? Kawałek lateksu przeraża kościół.

      Usuń
    15. Aleksandra, pytasz po co jest ta deklaracja - a po co katolicy co tydzień na Mszy powtarzają te same słowa modlitw? Nie wiem. Pewnie w tym samym celu, co ludzie w związkach powtarzają "kocham cię".

      Również mam nadzieję, że eutanazja nigdy w Polsce nie będzie dozwolona. Niemniej nie jestem tego taka pewna. Podejrzewam, że deklaracja jest odpowiedzią na to, co dzieje się na zachodzie i wyrazem strachu, że tak samo będzie u nas.

      Co do zawodów, musiałabyś podać konkretne przykłady. Ale nie mam nic przeciwko, by nauczycielka przychodziła do szkoły z chustą na głowie.

      Mira, rozumiem, co masz na myśli w związku z podejściem lekarzy do pacjenta. Po prostu dostrzegam różnicę pomiędzy Twoimi oczekiwaniami (by lekarz interesował się swoim pacjentem), a oczekiwaniami innych osób tu się wypowiadających ('jakoby lekarz miał nic nie gadać i o nic nie pytać, tylko wypisać receptę, bo to nie jest sprawa, co kobieta sobie z tą receptą zrobi'). Domyślam się, że jakby się wgłębić, to te dwa podejścia nie muszą stać ze sobą w sprzeczności, jednak nie zmienia to faktu, że na chwilę obecną jest to ciekawe zestawienie. I tyle.
      Acz dużo ciekawsze jest powiązanie poglądów z ekonomicznym rozwinięciem krajów. Natomiast to temat na zupełnie inną dyskusję.

      Usuń
    16. elisi, napisałaś, że nieplanowane nie znaczy niekochane. Zgadzam się z tym w 100%! I dlatego uważam, że antykoncepcja jest świetnym rozwiązaniem dla osób, które w przypadku ewentualnej wpadki i tak będą kochać swoje dziecko. To dotyczy zdecydowanej większości par. A moim zdaniem nawet wszystkich. Uważam, że wpadka nikogo nie zabije, a oddanie dziecka do adopcji, choć może być dramatycznym przeżyciem dla biologicznej matki, nie jest wcale złym rozwiązaniem. Znam ludzi, którzy zostali adoptowani i znam ludzi, którzy sami adoptowali. Adopcja to naprawdę piękne rozwiązanie. Poza tym wierzę, że da się ten świat ułożyć w taki sposób, by pomoc trafiła do potrzebujących. Tylko trzeba się skupić na tym, by szukać rozwiązań faktycznych problemów, jakimi są np. bieda czy choroba, a nie sama ciąża.
      Ale to moje zdanie. Na początku rozmowy Aleksandra twierdziła, że są kobiety, którym jednak ciąża zrujnuje życie. Spotkałam się też gdzieś z opinią, że ciąża dla niektórych kobiet może być zabójcza (!) (ale na pytanie, co to za dolegliwość, już się nie doczekałam odpowiedzi). Gdyby moje życie miało zależeć od tego, czy zajdę w ciążę, to naprawdę zrobiłabym wszystko, by w tą ciążę nie zajść. Od wycięcia macicy, po podwiązanie jajników, po całkowitą abstynencję do końca życia. Ale tak się składa, że moje życie od tego nie zależy i przynajmniej zdecydowanej większości innych kobiet również nie :) Dlatego ryzyko, że antykoncepcja zawiedzie nie boli nas w żaden sposób. Ot, zdarza się! Dziecko to szczęście, a nie koniec świata.
      Rozmawiałam z Aleksandrą o skrajnych przypadkach (którym faktycznie zalecałabym, zgodnie z nauką Kościoła, wstrzemięźliwość albo bardzo bardzo dokładne poznanie swojego organizmu), a następnie Ty i Mira wyciągnęłyście wnioski dotyczące ogółu społeczeństwa. To nie jest to samo. Już to pisałam, teraz powtarzam.

      Eutanazja nie jest innym tematem, ponieważ rozmawiamy o deklaracji wiary lekarzy, a nie o samej antykoncepcji. Dlaczego anestezjolog podpisuje deklarację? Przecież nie zajmuje się wypisywaniem recept na hormony. Po prostu każdy patrzy na deklarację przez pryzmat swoich potrzeb. Kobiety oburzyły się hormonami, feministki aborcjami, osoby w wolnych związkach fragmentem o małżeństwach itd....

      Co do Afryki, to również jest to pewna nagonka na Kościół. Dlaczego? Otóż Kościół dąży do ideału. Nie może promować rozwiązań 'po łebkach' czy takich, które są zawodne. Wyobraźmy sobie więc, że cała Afryka się nawraca i żyje zgodnie z nauką Kościoła. Co się dzieje? Ludzie współżyją tylko w stałych związkach lub nie współżyją wcale. Czy HIV ma szansę się rozprzestrzenić? Nijak! A czy teraz się rozprzestrzenia pomimo popularyzowania gumek? Ano rozprzestrzenia się, bo gumki a) zawodzą, b) stwarzają iluzję bezpieczeństwa i tym samym likwidują czynnik, który część osób może powstrzymałby przed seksem z przypadkowymi osobami. To kto ma bardziej skuteczne rozwiązanie? Kościół. Tylko ludziom nie mieści się to w głowach.

      Usuń
    17. Wybaczcie, ale będę już kończyć rozmowę z Wami. Mam nadzieję, że udało mi się w jakimś stopniu przedstawić odrębny punkt widzenia, może odrobinę poszerzyć horyzonty. Ja z pewnością zapamiętam Wasze słowa.

      Na koniec tylko chciałabym zwrócić uwagę, że obecna sytuacja ma chyba tylko jedno rozwiązanie, które byłoby z pożytkiem dla wszystkich. Nie jest nim ograniczenie liczby lekarzy, ale zwiększenie. Więcej lekarzy to łatwiejszy dostęp do nich, szybsze terminy wizyt, krótsze dojazdy. Jeśli nawet dwóch okaże się nieprzychylnych antykoncepcji, to jeszcze tego samego dnia w tej samej przychodni przyjąłby Was trzeci. Czy w takiej sytuacji byłby to problem? Odpowiednia informacja dla pacjentów również jest nie bez znaczenia, ale tu akurat dobrze sprawdzają się portale w stylu znanylekarz. Jeśli więc będziemy dbać, by informować się nawzajem, a lekarzy będzie przybywać, nie będzie istniał problem, o którym rozmawiamy. Każde inne rozwiązanie (ograniczenie praw pacjentów lub ograniczenie liczby lekarzy) odbije się negatywnie na wszystkich. Wygląda więc na to, że pomimo różnych światopoglądów, wszyscy powinniśmy dążyć do tego samego.

      I tym miłym akcentem już się pożegnam, gdyż praca wzywa :)

      Usuń
    18. Przedstawiłaś odrębny punkt widzenia i bardzo to cenię. Co do zwiększenia liczby lekarzy z pewnością jest to jakieś rozwiązanie, ale obawiam się, że mało realne niestety...

      Usuń
    19. Natomiast a propos innych zawodów jeszcze, to nie chodzi tu o to, że ktoś będzie przychodził do szkoły z chusta na głowie, tylko w jakiś sposób narzucał swój światopogląd innym, bo dla mnie ta deklaracja ma taki wydźwięk. Modlitwa w kościele, a wykonywanie swojej profesji przez pryzmat przykazań to jest jednak coś zupełnie innego. Nie bez powodu mówi się, że życie prywatne należy wyraźnie oddzielać od zawodowego.

      Usuń
    20. "W Wielkiej Brytanii, co wyczytałem w katolickiej prasie, Królewskie Kolegium Położnictwa i Ginekologii ogłosiło, że lekarze pro life, odmawiający podania środków wczesnoporonnych, a w konsekwencji przeciwnicy aborcji, ze względu na sprzeciw sumienia nie będą mogli specjalizować się w ginekologii i położnictwie ani działać w obszarze leczenia niepłodności, AIDS, opiece nad kobietą w depresji poporodowej i w czasie menopauzy."

      Cały tekst: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,16111475,Po__Deklaracji_wiary___lekarz_bez_kontraktu_z_NFZ_.html#ixzz33yLcWxDl

      Usuń
  18. To mówisz Aleksandro, że mąż uciekł przed Tobą za granicę...

    OdpowiedzUsuń
  19. Lepiej bym tego nie ujęła. Coraz bardziej lubie Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! :) Widzę, że warto poruszać trudne tematy!

      Usuń
  20. Czego to ludzie nie wymyślą , nie słyszałam nigdy o deklaracjach . Każda kobieta ma prawo decydować o swoim życiu koniec i kropka .

    OdpowiedzUsuń
  21. a ja skomentuję to tak:
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152437671813631&set=a.10150241757838631.337524.300745193630&type=1&theater

    OdpowiedzUsuń
  22. Karolina Firaś20 stycznia 2015 17:01

    Czytałam z zapartym tchem! Brawo, spisałaś moje myśli i zapewne wielu innych kobiet. Wielki szacun!

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram