Post Top Ad

Gdy mama każe chorować...

Każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Każda chce, by czuło, jak bardzo je kocha i by wiedziało, że wszystko, co dla niego robi, robi z miłości. Każda cierpi, gdy jej dziecko choruje i każda ze wszystkich sił stara się mu pomóc. No właśnie. Nie każda. 
Nigdy wcześniej nie słyszałam o matce takiej, jak matka Julie Gregory ani o zastępczym zespole Munchhausenna. Moja mama jako wielbicielka literatury faktu poleciła mi książkę "Mama kazała mi chorować". Jak zwykle nie zawiodłam się na literackim guście mojej mamy. Powiem więcej: jest to najbardziej poruszająca książka, jaką przeczytałam od początku tego roku!




Julie Gregory opisuje swoje dzieciństwo, które upłynęło pod znakiem ciągłego chorowania, wizyt u lekarzy, pobytów w szpitalach, badań i zabiegów. Jako dziecko wierzyła, że jest chora naprawdę. Widziała siebie jako słabą, wątła i zniekształconą przez choroby dziewczynkę. Na domiar złego relacje w rodzinie Julie dalekie były od pełnych ciepła i miłości. Ojciec z zaburzeniami psychicznymi i dominująca nad nim matka potrafili zgotować w domu piekło. Julie i jej brat byli bici, poniewierani i wykorzystywani w  kłótniach pomiędzy rodzicami. Wiedzieli co to głód, strach i brud.  Jak się później okazało nie tylko ojciec Julie miał problemy psychiczne. Miała je również matka, która cierpiała na zastępczy zespół Munchhausenna.


Zastępczy zespół Munchhausenna to jedna z najbardziej przerażających i jedna z najtrudniejszych do udowodnienia form znęcania się nad dziećmi. Za Wikipedią:


Zastępczy zespół Münchhausena (przeniesiony zespół Münchhausena, zespół Münchhausena per procuram; ang. Münchhausen syndrome by proxy) – zaburzenie psychiczne z grupy zaburzeń pozorowanych, występujące zazwyczaj u rodziców lub opiekunów dzieci, polegające na wywoływaniu u bliskiej, zależnej osoby objawów zaburzeń somatycznych, w celu umotywowania poddania tej osoby zabiegom diagnostycznym lub leczniczym. Działania te mogą być ryzykowne dla zdrowia lub życia dziecka i nie mają na celu uzyskania korzyści materialnych (np. odszkodowania).


Julie Gregory była ofiarą własnej matki przez 16 lat. A właściwie znacznie dłużej, bo dopiero jako dorosła kobieta zdołała uporać się z psychiczna traumą, jaka była efektem tragicznego dzieciństwa. Autobiograficzna książka "Mama kazała mi chorować" jest formą terapii, ale też formą pomocy innym dzieciom prześladowanym w ten okrutny sposób przez swoich rodziców i opiekunów. Obecnie Julie jest międzynarodowym ekspertem w dziedzinie zastępczego zespołu Munchhausenna, prowadzi wykłady, występuje w mediach i uczula na to, że nie zawsze słowa matki czy ojca muszą świadczyć o rzeczywistej chorobie dziecka... 

Przerażające w tej relacji jest nie tylko to, czego doznała Julie: podtruwanie, głodzenie, poddawanie bolesnym zabiegom, wyniszczanie organizmu, wreszcie operacje bez potrzeby, ale także postawa otoczenia, w szczególności lekarzy. Julie pokazuje w swojej książce prawdziwe wypisy ze szpitali, fragmenty swoich kart pacjenta, które świadczą o tym, iż żaden lekarz nie odkrył, iż ona wcale nie jest chora! Słowa i nalegania matki były ważniejsze, niż rzeczywiste objawy i stan organizmu małej pacjentki. To szokujące! Mało tego, dorosła Julie odkrywa, że jej matka prześladuje kolejne, tym razem przybrane dzieci... Nikt nie zareagował, nikt nie próbował ich przed tym uchronić... 

Dzięki świadectwu Julie, o zastępczym zespole Munchhausenna zaczęło być głośno. W Polsce co roku wykrywa się kilkanaście takich przypadków ( w 95 procentach prześladują matki). Niestety w co czwartym ujawnionym przypadku, rodzeństwo chorego dziecka już nie żyje, a często to właśnie śmierć kolejnego dziecka staje się bodźcem i kluczem do stwierdzenia zastępczego zespołu Munchhausenna u rodzica lub opiekuna... Matka (ojciec, opiekun) czerpie emocjonalną satysfakcję z dręczenia własnego dziecka. Będzie to robić, nawet za cenę jego śmierci... ( źródło danych: http://kobieta.wp.pl/)

Pisząc ten tekst mam dreszcze na całym ciele i ściśnięte gardło... Brak słów, by napisać, co czuję myśląc o tych matkach i ich dzieciach... Oby przykład Julie Gregory pozwolił uratować jak najwięcej dzieci. Oby prześladujących opiekunów dosięgnęła sprawiedliwość i leczenie w zamkniętym ośrodku. Oby otoczenie i lekarze otworzyli oczy i przestali być nieświadomymi wspólnikami prześladujących. 




Na zdjęciu Julie Greogry. (źródło zdjęcia )

Julie Gregory "Mama kazała mi chorować", Wydawnictwo Amber.



15 komentarzy:

  1. Chętnie bym poczytała, tylko czeka już na mnie kilka książek a czasu brak :(
    anetaab

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałabym z chęcią, po tym co mówisz. Książka musi być mocna ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się boję. Po "My sister's keeper" oraz "Pokochaj mnie mamo" mam dosyć tego typu lektur na najbliższe lata. Chociaż pewnie ciekawość zwycięży, a ja po przeczytaniu będę znerwicowana miesiącami. Człowiek czyta, katuje się taką literaturą, a później cierpi. Razem z tymi dziećmi. Jeszcze, żeby to fikcja była. A to okropna, obrzydliwa prawdziwa historia! Jak można zgotować taki los własnemu dziecku. Nie do pomyślenia! I już się wkurzyłam. Samą zapowiedzią. Ukatrupię Cię Olka!!! :)

    (Jak zwykle wartościowy wpis - trzeba pokazywać takie rzeczy. Ściskam Cię gorąco!!! :* )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie książki potrafią zostawić ślad w psychice i w sercu. Mimo to warto je czytać, choćby dla przestrogi, choćby po to by szerzej otworzyć oczy na to, co dzieje się dookoła nas... Po "Kato - tacie", jest to jedna z najmocniejszych książek na faktach jakie przeczytałam.
      Nie dziwię Ci się Mira, że zapowiedź Cię wkurzyła. Żebyś widziała moją minę, gdy ją pisałam. Ściśnięte gardło i dreszcze, dosłownie. Jednak nie żałuję, że przeczytałam. Takie wstrząsy są czasem potrzebne. Więc mimo wszystko polecam Ci, choć na pewno bardzo ją przeżyjesz.

      I dziękuję za miłe słowa. :*

      Usuń
  4. O matko! Coś okropnego! Pierwszy raz słyszę o tym zespole i chętnie sięgnę po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zszokowana jestem. Nie do wiary, że coś takiego zdarza się na prawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mogłam w to uwierzyć, a okazuje się, że to bardzo częste zjawisko...

      Usuń
  6. Książka musi być zatrważająca. Moim zdaniem jednak, to nie zachowanie matki (bezdyskusyjnie karygodne), a lekarzy jest najbardziej szokujące. Matka chcąc nie chcąc była chora, jednak lekarze powinni przede wszystkim kierować się dobrem pacjenta, w tym przypadku Julie, a nie naleganiom jej matki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Agata. O tym też napisałam na końcu. lekarze byli wspólnikami tej chorej matki. Nieświadomymi, ale w ich zawodzie taka nieświadomość jest niedopuszczalna.

      Usuń
  7. książka "straszna: ale polecam każdemu. Mówicie że lekarze powinni się zorientować - niestety nie tak prosto jest rozpoznać chorobę psychiczną. A np. na chirurgi nie pracują psychiatrzy. Miałam praktyki na psychiatrii i wierzcie mi że połowy tych ludzi byście nie podejrzewali o jakąkolwiek chorobę. Są to często osoby bardzo inteligentne a ich pomysłowość nie zna granic. Trzeba na prawdę wnikliwej analizy. A jednak dziecko trafiające na każdy inny oddział jest badane pod kątem dolegliwości a nie zaburzeń matki. Fakt powinni za którymś razem zacząć się zastanawiać że coś jest nie tak. Ale tak jak mówię bada się dziecko nie matkę... Szkoda dziecka..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beato ja miałam na myśli zorientowanie się w tym, że dziecko wcale nie jest chore... To chyba nie takie trudne biorąc pod uwagę, że na tym polega praca lekarza...

      Usuń
  8. Ja również jestem zszokowana i pierwszy raz słyszę o tej chorobie.Na pewno przeczytam tą książkę.Poruszasz bardzo ciekawe tematy Olu,a przede wszystkim "otwierasz oczy" innym na wiele spraw.Bardzo lubię zaglądać na Twoją stronę :-)
    Ewelina K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak miło mi to słyszeć Ewelina! :) Dziękuję i obiecuję, że takich tematów będzie więcej!

      Usuń
  9. Nie miałam pojęcia, że jest taka choroba. Kupię tę książkę i przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do momentu jej przeczytania też nie wiedziałam. Szokujące, ale prawdziwe i zbiera niestety całkiem pokaźne "żniwo". Warto sięgnąć po tę książkę.

      Usuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram