Post Top Ad

Matczyne błędy, których bym nie popełniła, gdybym mogła cofnąć czas ...

Podobno każda mama ma supermoce, ale niestety żadna z nas nie ma mocy władania czasem. Dzieci rosną, a błędy, które popełniamy są niemożliwe do cofnięcia i wymazania. A popełniamy je wszystkie. [Która jest bez winy, niech pierwsza rzuci kamieniem ...]
Gdy analizuję to, jak wychowałam swoje dzieci do tej pory, przychodzi mi do głowy cała lista matczynych potknięć, których bym nie popełniła, gdybym mogła cofnąć czas albo gdybym jeszcze raz została matką ... 


1. Nie byłabym nadopiekuńczą kwoką.

Mój największy matczyny grzech to niestety nadopiekuńczość. Tak, przyznaję się - byłam jedną z tych, które siedzą z dzieckiem w piaskownicy i poprawiają mu czapeczkę, co by w uszka nie nawiało. Byłam jedną z tych, które chodzą za dzieckiem niemal krok w krok i panikują, kiedy tylko zginie im z oczu, mimo, że ono nie jest juz niemowlęciem. Byłam jedną z tych, które panikują przy każdym wejściu przez dziecko na krawężnik  Raz nawet pojechałam na pogotowie, bo moje dziecko wzięło łyka płynu do baniek. Żenada po prostu ...

Oczywiście, że postępowałam tak w dobrej wierze. Jak każda z matek kwok. Jesteśmy nadopiekuńcze z miłości, ale to niestety jest błąd i idąc tą drogą, możemy skrzywdzić nasze dziecko. Takie nadopiekuńcze postępowanie ma różne dodatkowe motywy  -  to nas też tak wychowywano, a to jakiś uraz, bo coś się stało dziecku, a to środowisko, w którym wychowujemy potomków wywiera na nas taką presję. U mnie był to ten ostatni motyw...

Środowisko zmieniłam, na oczy przejrzałam i na szczęście moje dzieci są w takim wieku, w którym jeszcze można wiele zmienić, więc słowo "nadopiekuńczość" wykreśliłam ze słownika! Jeszcze się łapię na jakimś idiotycznym: "Nie biegaj, bo się spocisz", ale juz coraz mniej, a moje dzieci na swoim nowym, własnym podwórku biegają i szaleją, ile dusza zapragnie bez ciągłego ndzoru. W każdym razie dziś od początku dałabym dziecku więcej swobody i wolności!

2. Nie śpieszyłabym się jak głupia z dokarmianiem, bucikami, obiadkami i nocnikiem.

Miałam - jak większość matek - fazę na to, że moje dziecko musi wszystko szybko i zaraz. Wydawało mi się, że jak nie będzie wołać siusiu mając roczek, to będę gorszą matką. Bo nie umiałam nauczyć, a inne umiały. Otoczenie skutecznie potrafiło mnie w tym przekonaniu utwierdzać:

"Mój Jacuś woła na nocniczek odkąd skończył pół roczku, a twój ma rok i nadal w pampersach?' [Taaaa, jasne, a jak miał rok zrobił doktorat....]

"Ty chcesz go tymi małymi cyckami wykarmić? Dziewczyno, masz za mało mleka, podaj mu mieszankę!"

"Buciki mu kup, bo będzie miał koślawe nogi! [w wieku 10 miesięcy] I nie pozwalaj mu chodzić boso, bo się rozchoruje!".

Kolejny raz działałam w dobrej wierze, ale dziś wiem, że to było błędne podejście. O ile łatwiej byłoby i mnie i dzieciom, gdybym od początku potrafiła zrozumieć to, że na wiele rzeczy potrzeba czasu [tak jak pisałam niedawno we wpisie TUTAJ] i każde dziecko dojrzewa w swoim tempie!

3. Nie dawałabym dzieciom tak wcześnie dostępu do komputera i telefonu.

Ja podkreślam zawsze przy temacie telewizji, tabletów i smartfonów, że nie jestem przeciwniczką zaznajamiania z nimi dzieci i użytkowani ich przez dzieci. Ostatnio nawet polecałam wam świetny kanał i aplikację dla najmłodszych  Da Vinci. Mam jednak świadomość tego, że moje dzieci zostały w ten świat wprowadzone za szybko. Nie miałam 10 lat temu, kiedy Julia była mała, tej wiedzy, którą mam teraz. I dzisiaj uważam, że mogłam zaczekać z kreskówkami i grami. Dzisiaj bym tak zrobiła.

Ważne jednak jest też to, że teraz pilnuję, co i jak długo oglądają dzieci, ograniczam czas ze smartfonem, nie pozwalam na gry z przemocą, a moje dzieci mając do wyboru zabawę na podwórku i internet, wybierają to pierwsze.


4. Nauczyłabym je od małego zdrowych nawyków żywieniowych.

Człowiek się głowi, jak oduczyć dziecko picia słodkich napojów a nauczyć picia wody? Jak zachęcić do jedzenia owoców a nie chipsów? Jak sprawić, żeby regularnie chciało jeść wszystkie posiłki? Tymczasem jeśli nie nauczymy pić słodkiego, nie trzeba będzie oduczać. Jeśli nie damy chipsów, nie trzeba będzie odzwyczajać potem od ich smaku. Jeśli wprowadzimy stałe pory posiłków od samego początku, to potem dla dziecka to norma.

Żałuję, że nie nuczyłam dzieciaków zdrowych nawyków żywieniowych, ale na szczęście nie jest na to za późno! Teraz jest to trudniejsze niż byłoby u roczniaka, ale da się! Dowód? Szymek zamiast soku potrafi od jakiegoś czasu wybrać wodę, co kiedyś byłoby nie do pomyślenia. I działamy dalej w tym kierunku :).

5. Nie słuchałabym tylu "mądrych" rad i nie zagłębiałabym się w "rodzicielskie" czluścia internetu...

Internet to mieszanina dobra i zła pod milionem postaci. Niestety wiele z tych pułapek internetowego świata czycha właśnie na matki. Sama dałam się złapać w bardzo wiele. Od googlowania objawów chorób [gdzie od zwykłej wysypki uczuleniowej łatwo dojść do nowotworu], przez czcze dyskusje na forach dla mam, które potrafią zaburzyć umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji po wpdanie w kompleksy za sprawą iddylicznych blogów parentingowych czy życia gwiazd. Dzisiaj chciałabym "odzobaczyć" wiele rzeczy, ale niestety się nie da. Da się za to nauczyć się podchodzić do takich rzeczy z dużym dystansem i omijać rodzicielskie czeluści internetu szerokim łukiem. Co staram się robić.

Podobnież z dobrymi radami sąsiadek, cioć czy obcych ludzi. Niejednokrotnie sprawiały, że niepotrzebnie analizowałam swoje postępowanie albo koniec końców robiłam coś, co było niezgodne z moją intuicją i emocjami. Dzisiaj wiem, że trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do dobrych rad i umieć większość z nich jendym uchem wpuszczać a drugim wypuszczać!

Tak - są rzeczy, które uznaję za swoje wychowawcze błędy i które dziś zrobiłabym inczej albo nie zrobiłabym wcale. Dzisiaj żałuję takich rzeczy, a za 10 lat pewnie pojawią się inne. Błędy jednak są po to, by wynosić z nich naukę i ja to robię. Błędy są też po to, by je nprawiać. I na szczęście większość z nich się da. Grunt, by w porę dostrzec, co trzeba zmienić i nie bać się do tego przyznać przed sobą samą. Czasami da się uniknąć własnych błędów, obserwując czyjeś, ale jak nie te to inne - nie ma matki, która nie popełnia ich wcale!

Dajmy sobie więc do tych błędów prawo!  Nie jest to łatwe, ale jest logiczne i słuszne. Nie rodzimy się matkami - STAJEMY SIĘ NIMI. I uczymy się tej niełatwej sztuki, jaką jest macierzyństwo dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i rok za rokiem ...  Każda z nas się uczy, a błędy są tej nauki nieodłączną częścią ... 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz