Post Top Ad

22:35

Czy kosmetyki Sensilis są idealne dla nowoczesnej trzydziestolatki?

Napisała , w

W tym roku skończę 31 lat. Niestety moja skóra nie jest już tak gładka i promienna jak 10 lat temu. Nie powstrzymam upływu czasu, ale mogę zadbać o to, by był on jak najmniej widoczny. Jednym z głównych elementów są tutaj - zaraz po zdrowym trybie życia, ruchu i odpowiedniej diecie - kosmetyki!


Kosmetyki dla "Trzydziestki"

Spójrzmy prawdzie w oczy: trzydziestka to czas, kiedy trzeba zacząć sięgać po kremy o delikatnym działaniu przeciwzmarszczkowym, a także napinającym. Nie można jednak zapominać też o nawilżaniu i specjalnych potrzebach skóry. A moja skóra jest niestety dość wrażliwa i kapryśna, "lubi" reagować uczuleniem, swędzieć, raz się przesuszać, raz znowu irytować mnie wypryskami jak u nastolatki ... Twardy orzech do zgryzienia ta moja cera ...

Sensilis Skin Delight i Sensilis Supreme Renewal Detox- testowanie nowości


Powiem szczerze, że trudno mi przyzwyczaić się do faktu, że zwykły krem typu uniwersalny to już za mało dla mojej skóry. Przeglądam internety i prasę w poszukiwaniu kosmetyków, które spełnią oczekiwania cery trzydziestolatki i pozwolą mi w prosty sposób o siebie zadbać.  

Dlatego też zaintrygowana sięgnęłam po nowości marki Sensilis: krem na dzień Skin Delight oraz kurację na noc Supreme Reneval Detox. Marka mi nieznana, krem na noc to absolutna nowość, kosmetyki włoskie, opakowania eleganckie i ceny sugerujące coś z wyższej półki. Czy wysokie oczekiwania, jakie miałam wobec tych kremów zostały przez nie spełnione? ... 

Sensilis - wrażenia z testowania


Zacznę od kremu, a właściwie kuracji na noc Supreme Renewal Detox, a to dlatego, że jest to absolutna nowość w ofercie Sensilis i mialam możliwość testować ją jako jedna z pierwszych kobiet w Polsce!



OPIS: W zgrabnej, zielonej buteleczce z pompką zamknięty jest bardzo lekki krem, który według producenta ma właściwości detoksykacyjne i regenerujące, chroni komórki macierzyste i zapobiega starzeniu się skóry, przywraca blask i młodzieńczy wygląd. Co ważne kosmetyk nie zawiera olei mineralnych ani parabenów. Jest polecany do każdego typu skóry, także tej wrażliwej

OPINIA: Przede wszystkim moja skóra przyjęła ten kosmetyk bardzo dobrze, to znaczy po zastosowaniu nie szczypała, nie była ściągnięta, podrażniona, a przeciwnie - otulona jakby delikatnym balsamem, który dawał wrażenie odprężenia. Po zastosowaniu kuracji cera była nawilżona, a nawet rano twarz była jakby gładsza i bardziej jędrna. Kuracja jest bardzo wydajna i po ponad miesiącu stosowania nadal mam sporo kosmetyku, co trochę równoważy jego wysoką cenę - kosztuje ok. 180 zł.

Drugim kosmetykiem Sensilis, który przetestowałam [a właściwie nadal testuję] jest krem na dzień Skin Delight.

OPIS: Krem z serii Skin Delight jest przeznaczony do skóry pozbawionej blasku. Ma on działanie przeciwstarczeniowe i przeciwzmarszczkowe, rozświetlające i rewitalizujące. Posiada filtr SPF 15.  Witamina C oraz kstrakty z Rabdosia Rubescens i Siegiesbeckia Orientalis, wraz z wyciągiem jagód goji sprawiają, że skóra jest rozjaśniona a jej koloryt ujednolicony.

OPINIA: Krem zamknięty jest w eleganckim, szklanym opakowaniu. takie lubię najbardziej, bo pozwalają zużyć kosmetyk do samiutkiego końca. Ma delikatny, pudrowy kolor i konsystencję o średniej gęstości. Jest lekki. Szybko się wchłania i ma subtelny, miły zapach. 

Podobnie jak w przypadku kuracji na noc, moja cera dobrze zareagowała na kosmetyk. Nie wystąpiły żadne niepożądane reakcje [A muszę wam powiedzieć, że miewała naprawde dramatyczne historie - po pewnym kremie z aloesem byłam ślepa przez trzy dni, tak łzawiły mi i szczypały mnie oczy ...]. 

Po użyciu kremu cera jest wyraźnie nawilżona, miękka i gładka w dotyku. Krem pozostawia też delikatny zapach na skórze. Trudno oceniać po miesiącu działanie anti-aging, ale na pewno mogę powiedzieć, ze po użyciu tego kremu czuję się zadbana  i czuję się dobrze w swojej skórze! 

Koszt kremu to ok. 160 zł.


Czy kosmetyki Sensilis są idealne dla nowoczesnej trzydziestolatki


Myślę, że spełni oczekiwania wielu współczesnych trzydziestolatek! Mają elegancki i nowoczesny wygląd, dobry, pozbawiony większości chemicznych świństw skład i delikatną formułę, która nie podrażni nawet wrażliwej skóry [a alergie to plaga naszych czasów]. 


Przeszkodą może być tutaj cena, bo kosmetyki Sensilis do tanich nie należą... Prawda jest jednak taka, że jeśli mamy kupić kilka tańszych kremów i irytować się na ich kiepską jakość albo fakt, że nas uczulają, to lepiej zainwestować w porządne kosmetyki z wyższej półki...


A wy słyszałyście o marce Sensilis? Podzielcie się swoimi sprawdzonymi kosmetykami pielęgnacyjnymi! Miejsce na komentarze jest dla was :*

10:20

Prawdziwa gratka dla małej stylistki - gra 'Zostań stylistką' oraz zeszyty kreatywne Lilla Lou.

Napisała , w

Pasją twojej córki jest moda i styl? Warto tę pasję wspierać i rozwijać w ciekawy sposób Pokażę ci dzisiaj coś, co twojej małej fance mody na pewno się bardzo spodoba!! Wyjątkowe szkicowniki i gry planszowe, dzięki ktorym mała dziewczynka może się poczuć jak prawdziwa stylistka!



Pod względem mody dziewczynki generalnie dzielą się na trzy grupy: pierwszej nic a nic ona nie interesuje (to bardzo mała grupa .... ;)) , druga marzy, by zostać modelkami, natomiast trzecia, by być projektantkami mody :).  

Ja należałam zawsze do trzeciej grupy i namiętnie oglądałam"Link Journal" na Polsacie oraz wszystkie możliwe wybory Miss po to, by przerysowywać projekty ubrań do dziesiątek [jeśli nie setek] zeszytów i bloków. Julia odziedziczyła tę cechę po mnie i też uwielbia"projektować" ubrania, rysować je, kolorować, ozdabiać, a nawet próbuje już szyć.

Jestem zdania, że pasje trzeba pielęgnować, czy są "poważne" czy dziecinne, bo pasja to piękna rzecz!

Gra planszowa "Zostań stylistką"

To nowość od Wydawnictwa FoxGames, która kierowana jest właśnie do małych dziewczynek - fanek mody i stylu. Właściwie bez względu na to, czy chcą zostać modelkami czy projektantkami czy  stylistkami czy może już w tym wieku lubią chodzić po sklepach, znajdą w tej grze coś dla siebie ;). My, mamy, również ;). 

"Spraw, aby twoja gwiazda błyszczała na czerwonym dywanie!
Przygoda dla wszystkich małych dam. Zostań stylistką znanej celebrytki. Rób zakupy w eleganckich butikach, poluj na okazje  i znajdź najlepszy zakład fryzjerski. Czy potrafisz dobrać odpowiednią stylizację, aby twoja modelka wyglądała bajecznie?"
[źródło: foxgames.pl]
Gra składa się z: niedużej planszy, na której głównymi punktami są butiki, zakłady fryzjerskie i bankomaty, kart przedstawiających stylizacje, kart specjalnych, kart z modelkami do ubierania, pionków, papierowych ubrań i dodatków oraz żetonów z promocjami i pieniążków oraz kostki do gry.

Gra polega na: ... bieganiu po sklepach [przy pomocy kostki i pionka] i jak najszybszym skompletowaniu wybranej stylizacji. Zabawę urozmaicają karty specjalne,wizyty w bankomatach i promocje. Generalnie są trzy warianty gry: 'Na wybiegu", "Nowe stylizacje" i "Geniusz mody.

Gra jest prosta, kolorowa i daje naprawdę dużo frajdy. Myślę, że da się zaangażować w nią też męską część rodziny [ a wtedy na pewno będzie o wiele zabawniej ;)].

Grę kupisz tutaj: Zostań stylistką - FoxGames



Szkicowniki z serii Lilla Lou

Prawdziwy must have małych stylistek! Tematyczne zeszyty na spirali, w których znajdują się sylwetki modelek, a zadaniem dziewczynek jest oczywiście je "ubrać", umalować, ufryzować i tak dalej. Strony z sylwetkami przeplatane są pięknymi stylizacjami wykonanymi przez inne dziewczynki i inspiracjami. Dodatkowo na początku zeszytu znajduje się zawsze wskazówka dotycząca rysowania i naklejki. 

Do rąk Julki trafiły zeszyty kreatywne ORIENT i MARINE STYLE, ale seria ta jest niezwykle bogata i możnsobie stworzyć naprawdę niesamowita kolekcję! W ofercie Lilla Lou znajdują się też mini szkicowniki, szkicowniki a nawet oferta dla chłopców i dla małych dzieci. Dlatego warto zajrzeć na stronę producenta: Lilla Lou a także do księgarni internetowej Grupy Wydawniczej Foxal: Lilla Lou w Foxal.

Świetne jest to, że dzięki tak wielkiej różnorodności, małe stylistki mogą nie tylko ćwiczyć rysowanie, ale też rozwijać swoje modowe horyzonty i czuć się jak prawdziwe projektantki!

Powiem szczerze, że Julka jest zachwycona i te zeszyty towarzyszą jej już długi czas. Często zabiera je, kiedy jedziemy w dłuższą podróż czy żeby pokazać koleżankom. Gotowe projekty można łatwo wyrwać i powiesić na ścianie, lodówce, podarować komuś w prezencie czy nawet oprawić!  Na pewno pojawią się u nas inne zeszyty z tej serii!









Jestem ciekawa czy są wśród moich czytelniczek mamy małych stylistek albo przyszłych modelek :) ?  A może po prostu wasze pociechy uwielbiają rysować? Waszym córeczkom spodobałyby się moje propozycje a może same chętnie byście podprowadził im takie cudne zeszyty [tak jak ja to robię ;)]?
16:00

Wkurzona mama to ... normalna mama!

Napisała , w

Nie wiem, czy to zmianapogody, czy PMS, czy możepo prostu najzwyczajniej w świecie mój matczyny akumulator się chwilowo rozładował, ale jestem dzisiaj wkurzona! Tak wkurzona, że mam ochotę wyjść z siebie i trzasnąć drzwiami. Uporczywe, jęczące: "Mamoooooo..." brzmi dziś w moich uszach, jak alarm bombowy i jak usłyszę to jeszcze raz,to chyba serio poszukam sobie jakiegoś schronu i wylezę z niego jutro rano ....



Jestem Ola. Jestem matką. I jestem wkurzona. Okej, no nie zawsze, ale bywam. Jak każdy NORMALNY człowiek. [choć normalność to oczywiście pojęcie względne 😝].

Mogę mieć zły dzień.
Mogę mieć PMS.
Mogę mieć przesilenie -
zimowe, wiosenne czy matczyne,
jeden pies.
I moge nawet wstać lewą nogą.
Mimo, że jestem matką.
Ty też możesz!

Mało tego!
Powiem więcej!

Nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia! Już nie! A było kiedyś tak, że je miałam. Myślałam, że mama nie powinna być zła, rozgniewana, sfrustrowana,  a nawet czasem zwyczajnie wkurwiona. A nawet jeśli już bywa, to nie powinna tego okazywać! Dlaczego? Bo zrobi tym krzywdę dzieciom! Bo dzieci potrzebują matki uśmiechniętej, radosnej i szczęśliwej! I miałam rację ... Ale tylko z tym drugim argumentem, a właściwie tylko z jego istotą i sensem!

Prawda jest taka, że WŁAŚNIE DLATEGO, że dzieci potrzebują szczęśliwej mamy, ma ona prawo się złościć i wkurzać. Bo te emocje odczuwa czasami każdy normalny człowiek i każdy ma do nich prawo! Grunt, to znaleźć sposób na to, by je rozładować i poradzić sobie z nimi tak, by nie odbijało się to na dzieciach, ale to nie jest równoznacznez tym, by swoje trudne emocje przed dziećmi ukrywać! Nie! Ja uważam, że dzieci powinny wiedzieć, że WSZYSTKIE EMOCJE SĄ DOBRE [tylko niektóre trudne], bo tylko wtedy same nie będą się obawiały ich odczuwać i o nich rozmawiać. A jak mają mieć to poczucie, kiedy mama chodzi z wiecznie przyklejonym do pyska uśmiechem jak jakiś cyborg z reklamy pasty do zębów? W tym przypadku, tak jak w każdym innym, najważniejszy jest dobry przykład!

Pomyślicie, że zwariowałam. Mówienie dziecku: "Dziś jestem wkurzona. Idę teraz na spacer. Sama" - ma byc dobrym przykładem? Ja uważam, że tak! I to z kilku powodów:

Primo: dziecko widzi, że skoro mama może być wkurzona, ono też ma do tego prwo [a przecież ma!]
Secundo: dziecko uczy się empatii i rozumienia, że każdy człowiek ma prawo do różnych emocji [smutku i złości też, nie tylko radości i miłości].
Tertio: dziecko uczy się, jak rozładowywać trudne stany emocjonalne.

Wszystkie punkty są istotne, ale kluczowy, szczególnie dla małych dzieci, które właśnie uczą się panować nad emocjami i rozładowywać je, jest punkt trzeci. To właśnie  w tym nasza największa rola, aby naszą frustrację i złość przekuć w coś dobrego, czyli pokazać dziecku, jak nalepiej sobie z nią poradzić! Moim zdaniem - zdaniem mamy małego złośnika [tak, tak ... 😉], to naprawdę ważna rzecz, którą możemy dać naszym dzieciakom na teraz i na przyszłość!

Oczywiście podstawa to rozmowa i dojście do sedna problemu, czyli: "Co mnie wkurza?" i w rozmowach z dzieciakami staram się mówić zarówno o powodach swojej frustracji, jak i pytać je o powody ich złego nastroju. Jednak bywa i tak, że konkretnego powodu trudno się dopatrzyć, a mimo to potrzebujemy zrobić coś, by naszą złą energię odreagować. 

A więc ... TADAM! 

6 SPOSOBÓW MATKI NA ZŁOŚĆ I ZŁY HUMOR:

1. Sprzątanie. Przepraszam, ale niestety tak.Mnie też to uspokaja. Lubię przy okazji [oczywiście przypadkiem] mocniej pieprznąć talerzem w zlewie albo wyrzucić zawartość szafy na środek pokoju i babrać się w ciuchach przez całę popołudnie, a potem z lubością oddać komuś trzy wory nienoszonej odzieży i jeszcze napawać się przestrzenią w szafie [przynajmniej do kolejnej wizyty w ciucholandzie 😁].

2. Muzyka. Njchętniej na całą parę w słuchwkach. Tu plusem jest nie tylko to, że rzadko można słuchać Limp Bizkit tak głośno jak się powinno, ale też fakt, że dziecki słuchawkom kompletnie nic innego nie słychać ... ["Mamooooooo!" też nie 😅].

3. Spacer. Koniecznie samotny. Żeby się przez chwilę nacieszyć piszczącą w uszach ciszą.  Jak już nie da rady do lasu, to chociaż do kibla ...

4. Sport. Do niedawna byłam od niego bardzo daleka, ale po pierwszym kursie tańca stwierdziłam, że może nie zrobi mi dobrze na ciało, ale na mózg na pewno! Jedne kobiety ćwiczą, żeby wypocić kalorie, a inne [i są to zwykle matki], by wypocić ku...[piiiiiiiii]...cę.

5. Hobby. W moim przypadku tworzenie z papieru tudzież pisanie  .... na przykład tego tutaj tekstu 😏 [Już mi lepiej, naprawdę!].

6. Po prostu zostawcie mnie przez chwilę w spokoju! 

Dziecko uczy się przez obserwację, więc tłumaczenie: "Nie wolno tak robić!", w momencie, kiedy ma napad złości, tupie nogami, rzuca się na podłogę i krzyczy. naprawdę nic nie da!
 Za to przypomnienie własnego przykładu i stwierdzenie: "Pamiętasz, jak mama miała ostatnio zły dzień i poszła pobiegać Od razu zrobiło mi się lepiej! Może ty też spróbujesz?" - już może pomóc!

Bo wkurzona matka to normalna mama. Tak samo jak wkurzone dziecko to normalne dziecko. Grunt, że to stan chwilowy i uczymy się [uczymy dziecko] go rozladowywać bez krzywdy dla innych.  Kropka.
19:24

Klocki Blocki - konstruuj, łącz, baw się!

Napisała , w

Klocki to taka zabawka, którą rodzice mają niekiedy ochotę wysłać w kosmos za te piekielnie bolące stopy po stąpnięciu na taki jeden, co to zapodział się gdzieś na dywanie. Podobno nie wiesz do końca, co to znaczy być rodzicem, jeśli nie znasz bólu po wdepnięciu na klocek ;).


Wyłączając jednak te epizody, miłość do klocków dzielimy razem z naszymi dziećmi. Nie ma chyba bowiem bardziej wszechstronnej, rozwijające pod wieloma względami, dającej większe pole do popisu wyobraźni i zapewniającej więcej fantastycznej zabawy. Fajne klocki potrafią zająć dziecko nawet przez godzinę, a to przecież dla rodziców naprawdę COŚ!


Dziś przedstawiam wam Klocki Blocki - nasze najnowsze odkrycie klockowe!




O Klockach Blockach....


... można powiedzieć wiele! Najważniejsze jest jednak to, co wyróżnia je spośród innych klocków tego typu. Dla mnie to przede wszystkim CENA, która jest o wiele niższa niż w przypadku popularnej marki klocków dla dzieci, a nie odejmuje blockom jakości! Ja powiem szczerze - nie stać mnie na oryginalne klocki LEGO. Porządny, duży zestaw kosztuje nawet 500 zł, a to nie owijając w bawełnę koszt naszego tygodniowego utrzymania, także wiecie... ;).Na szczęśćie są Klocki BLOCKI! Klocki nie ustępujące LEGO jakością, a na każdą kieszeń!

W ofercie znajduje się kilkanaście rodzajów klocków m.in. WOJSKO, POLICJA, MISJA NA MARS czy NA BUDOWIE, a w każdym z nich wiele różnych modeli. Dla dziewczynek jest jeden typ klockówpod nazwą LALILANDIA i znajdziemy tutaj 17 dużych zestawów klocków m.in. LETNIE PLAŻOWANIE, WILLA NA PLAŻY czy GARDEROBA GWIAZDY. Wybór jest naprawdę ogromny, a cena sporego zestawu już od ok. 35 zł!


Klocki Julki

Seria: LALILANDIA, model: W STADNINIE

Julia uwielbia konie i kucyki, dlatego jej wybór padł na stadninę z serii Lalilandia. W zestawie oprócz samej stadniny znajdują się dwa ludziki, konik i przyrządy do trenowania. Żywe kolory, ruchome elementy i optymalne rozmiary, które pozwalają trzymać złożoną stadninę na półeczce to  niewątpliwe plusy tego zestawu.

Przyznam szczerze, że zestaw złożony z 225 klocków mieści się jeszcze w granicach mojej cierpliwości, więc składałyśmy z Julią razem 😊. Zestaw Szymona to juz wyższa szkoła jazdy, ale o tym za chwilę...

W zabawie udział wzięła też dziewczynka z mini zestawu blocków, również z serii Lalilandia, który Julce przyniósł Mikołaj. Przyznacie, że ze swoim leżaczkiem świetnie wygląda pod palemką tuż przy stadninie 😉? 










Klocki Szymka

 Seria: WOSJKO, model: CZOŁG






Najpierw było składanie. Dłuuuuuuuuuuuuuuuuugie składanie w wykonaniu taty. Mama nie bierze się za takie rzeczy. Mistrzem klockowej cierpliwości jest tata. Na szczęście 😏

Złożenie niemal 900 elementów w pełną szczegółów maszynę bojową nie było łatwe. Jeden wieczór nie wystarczył. Tata siedział i siedział, i szukał, i dłubał, i kombinował... O tak jak na zdjęciu:


Po dwóch dniach były wreszcie efekty. Kawał niezłego czołgu z bardzo realistycznymi detalami i taka oto radość małego pasjonata wojska i klocków. Tata mówi, że było warto się pomęczyć. Nawet, kiedy trochę po złożeniu czołg spadł na ziemię i się rozpadł, a potem drugi raz i trzeci... 😜

Czołg jest bardzo bogaty w szczegóły i efektowny, jednak ma mały minus - nie jeździ. To znaczy nie tak, jak typowy pojazd - zabawka, bo kółeczka się nie kręcą. Nie odbiera to jednak możliwości zabawy, bo gąsienice sprawiają, że czołg w pewien sposób sunie po nawierzchni.


A teraz jest zabawa... I jak to z klockami bywa często składanie ich po swojemu. Jak widać na załączonym obrazku czołg już nieco zmienił swój wygląd, a czołgistą stał się jeden z bohaterów Star Wars... ;).






Wasze dzieci lubią klocki? Jestem pewna, że tak! Mam nadzieję, że wy macie troszkę więcej zdolności i cierpliwości do ich składania niż ja, a jeśli nie, to zaangażujcie dziadka, babcię, ciocię, wujka i kogo tylko się da, bo o zaletach zabawy klockami można napisać książkę, a dzieciństwo bez klocków traci dużo uroku!

P.S. Najgorszy dramat rodzica to wcale nie ten osławiony klocek wbijający się w stopę! To taki cudowny czołg, samolot czy domek z setek, ale to setek elementów, który po kilkugodzinnym składaniu, spadnie dziecku na podłogę...  😱 No nie ma zmiłuj, trzeba składać drugi raz. I trzeci. I osiemsetny też. 😉 Radość dziecka - bezcenna!

Po duży wybór klocków idźcie na: klocki-blocki





09:47

Dramaty młodej mamy, które [dzięki Bogu] nigdy mnie nie dotyczyły.

Napisała , w

Facebook uparcie przypomina mi od kilku dni o tym, co bylo 6 lat temu. A były nie tylko blond włosy, ale był też brzuszek a w brzuszku mała istotka. Aż trudno uwierzyć, że juz tyle czasu minęło odkąd byłam mamą niemowlaka, ale pamiętam to doskonale! I tak sobie myślę patrząc na swoje zdjęcia z okresu ciąży i zdjęcia małego Szymona, jak wiele dramatów, które spędzają sen z powiek większości młodych matek, mnie - dzięki Bogu - ominęło ... Dobrze, że chociaż urodziłm naturalnie i bez znieczulenia, bo tak to bym się zastanawiała, czy mieszczę się w normach czyniących mnie PRAWDZIWĄ matką ... ;)




Picie zimnej kawy


Zdecydowany numer 1 wśród macierzyńskich tragedii. Mam wrażenie, że przebija nawet nieprzespane noce. A ja ... lubię zimną kawę! Pijałam taką zanim zostałam mamą i pijam teraz, kiedy mam już duże dzieci. Mimo to bardzo często udawało mi się wypijać ciepła. W ogóle mam wrażenie, że odkąd zostałam matką, mam więcej czasu ... A magia tkwi w tym, że trzeba nauczyć się czasem gospodarować, a macierzyństwo w tym pomaga. I wbrew pozorom można mając więcej zajęć, jeszcze więcej zrobić.

Nieprzespane noce

Pewnie jakieś tam były, ale nie przypominam sobie, żeby było to dla mnie dramatem. Okej, może był taki czas - 2 tygodnie spędzone z synkiem na patologii noworodka,spanie na ogrodowym leżaku i niepewność co do jego zdrowia - wtedy bezsenne noce były bardzo trudnym doświadczeniem, ale  na co dzień nie miałam z tym problemu ... Nie dlatego, ze moje dzieci od razu przesypiały całe noce! Będąc na piersi na początku budziły się co 2-3 godziny, ale wiedziałam, że to NORMA. Brałam delikwenta dosiebie do łóżka i nawet jakoś bardzo nie wybudzałam się ze snu ...

Ciągłe noszenie i bujanie, lulanie i "chachanie"...


Były osoby, które zarzucały mi, że nie kocham swoich dzieci, bo pozwalam im zasypiać samodzielnie w łóżeczku, zamiast zawijać w koc i lulać. Serio. Jeśli dla kogoś to wyznacznik macierzyńskiej miłości to spoko, tylko niech potem nie stawia sobie za to pomników...
Ja wiem, że są dzieci bardziej wymagające i sytuacje, gdzie ponosić maluszka trzeba, bo potrzebuje bliskości albo coś go boli. I to jest normalne. I chyba, kurde, trzeba z tym żyć przez te kilka miesięcy, mając świadomość, że kilkulatka już nie trzeba będzie bujać i lulać. To minie. Po prostu. Jak grypa.



Życie matki łatwe nie jest, ale nie jest też życiem męczennicy. Na pewno nie z powodu nieprzespanych nocy, brudnych pieluch, obrzyganych bluzek i zimnej kawy. A często mam wrażenie, że coraz więcej mam predysponuje do grona męczennic wyolbrzymiając swoją codzienność do rozmiarów tragedii. Tragedia to jest wtedy, jak o niczym innym nie marząc, nie można mieć dzieci albo ma się ten swój wyczekany skarb i okazuje się, że jest poważnie chory ... Znam wiele takich mam i uwierzcie, że one potrafią być często bardziej pozytywnie nastawione niż niektóre mamy, które tak naprawdę nie mają wielkich problemów...

Nie jestem zwolenniczką wychwalania macierzyństwa pod niebiosa i ukazywania tylko jego pozytywnych aspektów, ale nie mniej wpienia mnie robienie z bycia matką dramatu i męczeństwa. 

Być może narażę się niektórym mamom tym wpisem, ale zaryzykuję i spróbuję was przekonać, że naprawdę nie warto koncentrować się na - tak naprawdę - drobnostkach. Poprzeżywać można przez chwilę, spoko, a najlepiej po prostu poszukać rozwiązania sytuacji, odskoczni, pomocy i mieć świadomość, że to minie - naprawdę BARDZO SZYBKO minie! Może nawet zatęsknicie, kiedy za lat 16 wasz nastolatek pierwszy raz wróci do domu po północy napędziwszy wam strachu nie do opisania i pomyślicie, że wolałybyście go teraz bujać w tym cholernym wózku, od którego kiedyś mdlały wam ręce... Dlatego może nie warto aż tak bardzo się tym wszystkim martwić, żeby tych rzeczywiście pozytywnych chwil macierzyństwa nie zepsuć i nie przegapić?

Ja już tęsknię. Szczególnie, kiedy siedzę z dziesięciolatką godzinami nad matematyką albo kiedy mój pięciolatek z uporem maniaka twierdzi, że do szkoły pójdzie w spodniach od piżamy, bo są wygodne ;).
14:32

Sprawdzone sposoby na kaszel i katar u dziecka.

Napisała , w

Jednym z najczęściej zadawanych pytań na forach i grupach dla mam, jest pytanie o to, co podać dziecku na kaszel i katar? Wujek Google też spotyka się z tym dylematem niezwykle często! Postanowiłam zatem stworzyć małe kompendium wiedzy w tym zakresie i podzielić się z wami domowymi recepturami, babcinymi sposobami i sprawdzonymi przez nas specyfikami z apteki, które mogą pomóc naszym przeziębionym pociechom!




Babcine sposoby:

Cytryna, czosnek, cebula - to witaminowe bomby. Cytryna bombarduje zarazki niesamowitą dawką witaminy C, a o czosnku i cebuli mówi się, że to naturalne antybiotyki. Warto więc jeść cytrynę, czosnek i cebulę w różnej formie. Cebulę, czosnek i cytrynę  można próbować podawać w niewielkich ilościach dziecku ok. 2 roku życia.

Inhalacje z mięty, szałwii, rumianku. Bardzo dobrze oczyszczają zatkany nosek. Robi się je "tradycyjnie", czyli zaparza jedno z ziół w misce, a dziecko pochyla się nad naparem z ręcznikiem na głowie i wdycha noskiem parę.

Herbatka z kwiatu lipy

Bańki - sama nie próbowałam, ale nie sposób tu o nich nie wspomnieć, bo po latach zapomnienia stają się na powrót coraz bardziej popularne. 

Po prostu rosół! Wywar z kurczaka i warzyw ma niezastąpione działanie: mnóstwo witamin i działanie rozgrzewające. A można go podawać już małym dzieciom!

Termofor - kiedyś stosowało się takie gumowe, z wodą w środku, a teraz popularne są np. takie z pestkami wiśni. My właśnie taki mamy i gorąco wam go polecam! Pestki nagrzewają się bardzo szybko w mikrofalówce i bardzo długo trzymają ciepło wewnątrz pokrowca z materiału.


Domowe receptury


Mleko z miodem - kto z nas nie pił go w dzieciństwie! Najlepiej dodać do tego jeszcze masło i czosnek. Smak jest wtedy niestety niezbyt fajny, ale za to napój bardzo dobrze działa na gardło, nawilża błony śluzowe i dezynfekuje.

Syrop z cebuli - mój koszmar z dzieciństwa, ale jakże skuteczny! Moja mama robi go do dziś w bardzo prosty sposób: sieka cebulę, zasypuje ją cukrem bądź miodem (można dać jedno i drugie). Całość pozostawia w ciepłym miejscu na kilka dni aż cebula puści sok. Syrop ohydnie śmierdzi i nie smakuje najlepiej, ale działa! Moja mama robi też czasem modyfikacje i dodaje do syropu soku z cytryny, czosnku, majeranku.

Syrop z mniszka lekarskiego. Do jego przygotowania potrzebne są świeże główki mlecza, więc należy przygotowywać go wiosną. Potrzebujemy 1 litr kwiatów mlecza (lub ok. 100 główek), 2 cytryny, litr wody i kilogram cukru. Trzeba gotować kwiaty mlecza ok. 15 minut, a następnie ostudzić wywar i po 24 godzinach przecedzić go. Kolejny etap to dodanie do wywaru soku z cytryny i cukru, a na koniec gotujemy całość aż do uzyskania konsystencji lejącego miodu. Syrop przelewamy do butelek lub słoiczków, w których można go trzymac przez kilka miesięcy.


Specyfiki z apteki


Sinecod, Hederasal, Pecto Drill - sprawdzone przez nas syropy, które u nas faktycznie na ten kaszel pomagają.

Maść majerankowa - można ją stosować już u maluszków, a posmarowany nią mały nosek od razu łatwiej oddycha i oczyszcza się.

Plasterki Aromactiv - całkiem dobrze oczyszczają nosek, szczególnie w nocy. Plusem jest to, że nie trzeba dotykać noska, a dziecko nie ma dyskomfortu związanego z maścią, ale minus jak dla mnie to wysoka cena. Myślę, że olejki np. eukaliptusowy czy mięta też spełnią swoje zadanie pokropione na pościel albo bluzeczkę.

Maść rozgrzewająca Wix albo olejek kamforowy - wypocić się, to jeden z najlepszych sposobów na zwalczenie przeziębienia i grypy, szczególnie, gdy towarzyszy mu gorączka.


Mam nadzieję, że mój krótki poradnik choć troszkę ci pomógł i udało się pokonać kaszel i katar u twojej pociechy! Pamiętaj, że u każdego sprawdza się co innego (dotyczy to szczególnie leków, o których wspomniałam). Ja chętnie poznam również twoje sposoby na walkę z przeziębieniem u dziecka!
18:17

Gra planszowa jako prezent na Dzień Babci i Dziadka? Tak! Poznaj i wygraj grę 'Jak to wtedy było?'.

Napisała , w

Dzień Babci i Dziadka zbliża się wielkimi krokami i z pewnością kochające wnuki jak i ich rodzice zastanawiają się,co wyjątkowego podarować z tej okazji? Ja mam dziś dla was zupełnie oryginalną  i innowacyjną propozycję! W tym roku zamiast kwiatów i laurek obdarujcie dziadków ... grą planszową! Zaskoczeni? Poznajcie wyjątkową grę nie tylko dla babci i dziadka, ale dla całej rodziny "Jak to wtedy było?"!


Idealny prezent na Dzień Babci i Dziadka

Kwiaty, czekoladki, jakiś bibelot do postawienia na półce... Standard, oklepane, coroczne prezenty, które kupuje się w dobrej wierze, ale w gruncie rzeczy wiedząc, że to NIE JEST "TO". Babcia i dziadek zasługują na coś wyjątkowego, ale nam zwyczajnie brakuje pomysłów.... 

Jeżeli ma się zdolności w rękach, to prezenty handmade zawsze są dobrym rozwiązaniem! Są robione z serca i można je spersonalizować, stanowią świetną pamiątkę a często też można je łatwo dopasować do zainteresowań i gustu obdarowywanych: wełniany szalik, szydełkowana serweta, ciepłe skarpety, ramka na zdjęcie czy piękna kartka zawsze ucieszą dziadków. A laurka zrobiona przez kilkulatka, nawet nie będąca dziełem sztuki, raduje przez swą szczerość, starania małych rączek i wartość sentymentalną. Dlatego jeśli chodzi o rękodzieło w prezencie ja jestem na TAK!

W tym roku jednak babcia i dziadek dostaną od moich dzieci, a swoich wnuków coś jeszcze bardziej niepowtarzalnego i oryginalnego: grę planszową "Jak to wtedy było?". 

Gra planszowa dla babci i dziadka - dlaczego warto zrobić taki prezent?

Dlatego, że to prezent, który przede wszystkim zbliża pokolenia, zacieśnia więzi i pomaga zachować wyjątkowe wspomnienia! 

Gra "Jak zachować wspomnienia?" zawiera kilkadziesiąt kart ze zdjęciami retro, które stanowią główne wątki opowieści opowiadanych przez graczy. Gracze kolejno losują karty z fotografiami i inspirując się nimi, przypominają sobie historie ze swojego życia. 


W kolejnym etapie trzeba odpowiedzieć na pytania związane z przytoczonymi historyjkami. Pytania również zawarte są na specjalnych kartach. Prawidłowe odpowiedzi to kolejne ruchy do przodu na planszy. Wygrywa oczywiście osoba, która zapamięta najwięcej szczegółów z opowiadanych historii, ale nie zwycięstwo jest tu najważniejsze!


Gra planszowa " Jak to wtedy było?" tak właściwie nie jest tylko dla dziadków! To jest gra dla całej rodziny! Najpiękniejszym prezentem dla babci i dziadka będą popołudnia i wieczory spędzane z wnukami, dziećmi i znajomymi na wspólnym graniu, wspominaniu, śmiechu i wzruszeniach!


Specyfikacja gry:

· Gra jest przeznaczona dla 2-12 graczy od 6 do 120 lat,

· Czas gry to 45-90 minut,

· Gra zawiera dużą planszę, karty z retro zdjęciami, karty z pytaniami i 12 drewnianych pionków

Więcej informacji na stronie: https://moidziadkowie.pl/pl/

Zapraszam was na Facebooka, gdzie możecie wygrać egzemplarz gry w konkursie: KONKURS





11:03

'DIY Żyj pięknie!', czyli handmade dla każdego.

Napisała , w

"DIY Żyj pięknie" to ponad 70 pomysłów na dekoracje, prezenty, dodatki i potrawy. Dzięki tej książce odmienisz swoje mieszkanie, zrobisz oryginalny prezent bliskiej osobie, tchniesz nowe życie w stare przedmioty, ale przede wszystkim przekonasz się, że handmade jest naprawdę dla każdego!



"DIY Żyj pięknie"  to pięknie wydana, ponad 300 stronnicowa, bogato ilustrowana książka, która została stworzona przez projektantów znanej platformy DaWanda pod przwodnictwem Marysi Szymańskiej. Twórcy wystawiający swoje prace na DaWandzie robią właściwie ... wszystko - od ubrań, przez dekoracje do mieszkania, po kosmetyki. Dzięki ich wspólnej pasji i doświadczeniu nie jest to książka monotematyczna typu: "Podstawy szydełkowania", a wszechstronnie inspirujący poradnik, który nie rozczaruje ani doświadczonego rękodzielnika ani laika, który twierdzi, że ma dwie lewe ręce.

Całość została podzielona na rozdziały: "Drobne podarunki dla każdego","Domowe zacisze", "Dzieciaki", "Impreza", 'Moda i przeróbki", "Uroda", "Wyjątkowe okazje i święta". W każdej z sekcji znajdziesz pomysły na różnorodne przedmioty, ozdoby i inne rzeczy, które można bez większego trudu zrobić samemu. Czasami tylko brakuje nam ... pomysłu właśnie i inspiracji, a to właśnie daje ta książka!

Można działać zgodnie z planem - tutorialem pokazanym w książce na zdjęciach i szczegółowo opisanym albo po prostu tylko się zainspirować i na podstawie tegoż stworzyć coś zupełnie innego, swojego. Co tylko ci wyobraźnia podpowie!

Świetne jest w tej książce to, że nie ma tu pomysłów jak ja to mawiam "z kosmosu", tylko normalne, proste i osiągalne dla każdego sposoby na to, by zrobić coś wyjątkowego włąsnymi rękami!







Kiedy jakiś czas temu dostałam propozycję zrecenzowania tej książki od Wydawnictwa Egmont, pomyślałam: " To idealna książka dla mnie! Przecież interesuję się rękodziełem!". Okazuje się jednak, ze "DIY Żyj pięknie" to propozycja dla każdego - także dla zupełnej "nogi" w kwestii handmade i każdy może dzięki niej zrobić własnymi rękami coś, co odmieni wnętrze, stylizację albo stanie się fajną zabawką dla dziecka! Dlatego, jeżeli uważasz, że rękodzieło nie jest dla ciebie, siegnij po tę książkę koniecznie!

Książkę wydało Wydawnictwo Egmont, w serii HANDMADE. Kupisz ją tutaj: KLIK
10:00

Matka Polka Do Niczego

Napisała , w

Ileż to razy pomyślałaś o sobie, że jesteś zlą matką? A jeżeli nawet nie złą, to niewystarczająco dobrą, nie taką, jaką chciałabyś być? Ile razy miałaś wyrzuty sumienia, że coś zrobiłaś nie tak? Ile razy czułaś, że masz już dość? A ile, że nie powinnaś tak czuć?


Odpowiedz sobie na te pytania, proszę, a na koniec zastanów się jeszcze nad jednym:
co musi się stać,żebyś dostrzegła, ile jesteś warta?





Żyjemy w dziwnych czasach, w czasach skrajności. Niestety dotyka to też macierzyństwa. Gdzie nie spojrzę, tam wśród niewielkiego odsetka tych mam, które potrfią złapać rownowagę na tym rollercoasterze, widzę te, które powinny nazywać się Matki Polki Męczennice i te drugie - Matki Polki Do Niczego... Te pierwsze robią z zimnej kawy życiowy dramat i obdzierają macierzyństwo z lukru do tego stopnia, że nie dostrzegają już nawet tej prawdziwej słodyczy, która w nim naprawdę jest [bywa], a te drugie z uporem maniaczek twierdzą, że zimna kawa im smakuje, bo przecież tak wypada mówić DOBREJ matce, a ty tak bardzo chcesz nią być!

Dzisiaj chcę powiedzieć kilka słów właśnie do ciebie - Matko Polko Do Niczego! Chcę ci powiedzieć, że nie masz racji klasyfikując siebie jako matkę gorszego sortu. Chcę dać ci kopniaka w postaci tego tekstu, żebyś wreszcie otworzyła oczy i przekonała się, że jesteś NAPRAWDĘ DOBRA, WYSTARCZAJĄCO DOBRA, NAJLEPSZA dla twojego dziecka! Chcę, żebyś zaczęła żyć pełnią życia i być szczęśliwą mamą!  Mną też ktoś tak niedawno potrząsnął. Życie mna potrząsnęło. Dziś ja chcę odbić tę piłeczkę do ciebie!


Źle, źle źle. Wszystko źle! Nie tak urodziłaś, nie tak wykarmiłaś, nie tak wychowujesz.

Nie tak, jak inne, te lepsze, idealne. Nie tak, jak każą w telewizji, w gazetach i w internecie.

Nie tak, jak oczekuje rodzina i nie tak, jak oczekują obcy ludzie, którzy gówno o tobie wiedzą.

Nie tak, jak sama tego od siebie oczekiwałaś. Pewnie - nie powinnaś się tym przejmować.

A jednak nie umiesz...


Slowa twojego dziecka: "Jesteś najepszą mamą!" jednym uchem ci wpadają, drugim wypadają. A przecież to one powinny być dla ciebie najważniejsze...  Jednak czasami bywa tak, że musisz dojść do ściany, żeby odbić się od niej i otworzyć oczy. Czasami życie musi nakopać ci do dupy, żebyś zamiast się pogrążyć, obudziła się z tego koszmarnego snu. I żebyś zobaczyła uśmiech swojego dziecka w prawdziwej okazałości, a nie przysłonięty twoimi bezpodstawnymi wyrzutami sumienia. Czasami ktoś musi tobą mocno potrząsnąć i powiedzieć: 

"Ogarnij się dziewczyno! To nie poród, nie rodzaj mleka, nie łzy z bezsilności i nie trzaśniecie drzwiami w nerwach są wyznacznikiem tego, czy jesteś dobrą mamą! To miłość... Tylko miłość! A ty kochasz swoje dzieci jak nikt na świecie! Pokochaj tyko jeszcze siebie i nic więcej juz nie trzeba!".

Potrząsam więc tobą i mówię. Pobudka! Daj sobie prawo do błędów. Przestań się szufladkować. Zapomnij o stereotypach i idealnych modelach wychowania. A tak naprawdę to po prostu wyluzuj! Za parę lat, kiedy twoje dziecko wyrośnie na fajnego człowieka, będzie już za późno na cieszenie się w pełni jego pierwszym krokiem, walką na poduszki i tuleniem wieczorem pachnącego ciałka, a dziś odbierasz sobie radość z tych niepowtarzalnych chwil, idiotycznymi wyrzutami sumienia i wmawianiem sobie, że wszystko robisz nie tak, jak trzeba...

Głupia ty! Patrz, biegnie do ciebie z szerokim uśmiechem na buzi i rozłożonymi rączkami to twoje szczęście! Przecież tak naprawdę niczego więcej nie trzeba, by poczuć, że jest właśnie tak, jak być powinno!...


15:47

Jak szybko i niedużym kosztem odmienić mieszkanie? [+ dodatki od polskiej marki Bluble]

Napisała , w

Urządzając mieszkanie bez worka pieniędzy można albo iść na łatwiznę i stwierdzić, że nie da się zrobić w nim nic ciekawego, albo szukać oryginalnych dodatków, które łatwo pozwolą odmienic wnętrza! Ja stawiam na to drugie rozwiązanie, dlatego w pokoju powiesiłam 50-letni zegar po dziadkach,uwielbiam poduchy i poduszki i nie oszczędzam miejsca na rodzinne zdjęcia. Niedawno w naszych nowych czterech kątach zagościły też dodatki od polskiej, rodzinnej marki Bluble - praktyczne i klimatyczne jednocześnie! Ja się zakochałam - pokochacie je i wy!


IKEA kontra IDEA 




Urządzanie mieszkania to nie lada wyzwanie! Bardzo łatwo przepaść w natłoku tego, co oferują sklepy meblowe, a szczególnie wielkie sieci i zatracić poczucie estetyki i własnego gustu w gąszczu trendów wnętrzarskich. Szczególnie, jeśli ma się ku temu środki. 

Natomiast jeżeli się ich nie ma albo ma bardzo niewiele, to często idzie się w drugą stronę, czyli stwierdza, że nic ciekawego nie da się w tej sytuacji z mieszkaniem zrobić i niech sobie jest, jakie jest, a my poprzestaniemy na wzdychaniu do fotek na Instagramie i blogach...

Tymczasem nie trzeba mieć mebli z IKEI, żeby mieszkać ładnie. Po pierwsze dlatego, że nie to ładne, co ładne, a to, co się komu podoba ;) a po drugie dlatego, że są sposoby, by odmienic mieszkanie nie zmieniając wszystkiego od A do Zet. W dodatku nie za miliony monet!

Jak odmienić mieszkanie niewielkim kosztem?


1. Postaw na dodatki! Za nowe poszewki czy narzutę na łóżko nie zapłacisz tyle, co za nowe meble, a efekt naprawdę będzie widoczny!


2. Szukaj używanych dodatków i mebli gdzie się da: na allegro, olx, ale też na wystawkach czy u znajomych. Czasem można zrobić cudo z czegoś, co ktoś inny chce wyrzucić albo odsprzedać za grosze!

3. Pomyśl, co możesz zrobić sama albo czy ktoś z twoich znajomych nie ma talentu do rękodzieła? Na przykład firanka kupiona w sklepie a ta uszyta to różnica w cenie rzędu przynajmniej kilkudziesięciu złotych, a szyta zawsze jest niepowtarzalna! Z kolei stare meble można z łatwością odnowić malując je farbą do drewna i efekt może być naprawdę piorunujący [poszperaj w internecie, a oko ci zbieleje ;)].

4. Przestawiaj i zmieniaj! Czasem wystarczy raz na jakiś czas przesunąć stolik albo zamienić miejscami łóżko i komodę, by pokój zyskał zupełnie nowy wygląd!

5. Zrób coś dużego z malych rzeczy!

Bluble - klimatyczne, praktyczne i oryginalne dodatki, w których się zakochasz [tak jak ja :)]

Tak, teraz będzie reklama :). Bo są takie rzeczy, które polecać warto i robi się to z prawdziwą przyjemnością!

Bluble to firma rodzinna, która powstała ze wspólnej pasji. A jak jest pasja to jest gwarancja, że to co z niej powstaje będzie jedyne w swoim rodzaju!

TAKIE przyborniki, segreagtory, lampy, dekoracje, ozdoby i dodatki widzę po raz pierwszy i od razu wiem, że TO JEST TO! A kiedy otwieram paczuchę, na którą czekałam z niecierpliwością, to po prostu ... OCH I ACH  z zachwytu :). Nasze mieszkanko było jeszcze wtedy na początkowym etapie budowy, więc od razu przetestowałam lampę u rodziców i juz wtedy wiedziałam, że będzie pięknie pasować do naszego nowego pokoju!


LAMPA, a właściwie lampion zajął honorowe miejsce na nocnym stoliku tuż obok naszego ulubionego rodzinnego zdjęcia z wakacji w Hotelu Sośnica [jeżeli szukasz idealnego miejsca na wakacje w górach z dziećmi, koniecznie przeczytaj: Wakacje z dziećmi w Zakopanem - tylko w hotelu Sośnica!], kwiatka od przyjaciółki i świecznika od siostry. Efekt po jego właczeniu w ciemności jest niesamowity [czego niestety niesposób uchwycić na zdjęciu, ale wierzcie mi na słowo].

Lampy Bluble wykonane są z laminowanej płyty HDF i tworzywa sztucznego.  Do wyboru macie lampy małe i duże, w naprawdę różnorodnych wzorach: sowa, małpki, bambus,kwiat czosnku i wiele innych, a także  różne kolory obudowy.


A tu znajdziecie mnóstwo innych propozycji: LAMPY.







SEGREGATORY - KAMIENICZKI stały się głównym elementem mojego scrapowego kącika do scrapowania. Mam do dyspozycji tylko nieduże biurko, więc muszę dobrze je zagospodarować. Sama zrobiłam dla siebie kilka organizerów na drobiazgi, a segregatory doskonale sprawdziły się do przechowywania większych bloków papierów, ścinków, tekturek i innych różności, które wykorzystuję w moich kartkach i albumach. Segregatory można do siebie dostawiać tworząc przy okazji stylową dekorację.

Dostępne są różne wzory i kolory, a segregatory wykonane są z laminowanej płyty HDF. Więcej wzorów tutaj: SEGREGATORY




Rzeczy od Bluble łączą w sobie trzy cechy, które czynią je dla mnie idealnymi. Są: piękne, praktyczne i oryginalne. Wystarczy jedna tak klimatyczna lampa albo przybornik, by nadać wnętrzu niezwykłego klimatu i charakteru!



11:31

O postanowieniach noworocznych, których nigy nie dotrzymałam i zyciu, które zmieniło się bez nich.

Napisała , w

Grudzień bombardował nas podsumowaniami mijającego roku, a styczeń dla odmiany niesie falę tekstów o noworocznych postanowieniach i zmienianiu swojego życia. Dieta, praca, ćwiczenia, czytanie książek, studia – to chyba najczęstsze postanowienia noworoczne. Za to na mijający rok najczęściej się narzeka i na co drugiej facebookowej tablicy czytam: 'Oby nowy był lepszy!”. Ja jednak naprawdę jestem jakaś inna, bo u mnie wszystko na odwrót...




Trzy postanowienia noworoczne, których nigdy nie dotrzymałam

PRZYTYJĘ

Postanawiałam sobie to, odkąd pamiętam. Patrząc na to, ile kobiet postanawia sobie coś zupełnie odwrotnego, czułam się zawsze jak kosmitka. Mój rozmiar XS spędzał mi sen z powiek przez wiele lat. Tak jak inne kobiety stają na wadze i boją się spojrzeć, bo pokazuje ona za dużo, tak ja bałam się, bo zawsze pokazywała za mało. Każdy nowy rok zczynałam więc od mocnego postanowienia: „W tym roku będę miała cycki i biodra! Zacznę się tuczyć i wytrwale będę jadła kluski, pączki i tłuste kiełbasy! Założę wreszcie wymarzony rozmiar M i dołączę do grona tych PRAWDZIWYCH kobiet, które mają krągłości!”. I co? I każdy kolejny rok niezmiennie kończyłam w rozmiarze XS.

ZACZNĘ NOSIĆ SZPILKI I SUKIENKI

Trampki i trapery do dżinsów to cała ja! Lata mijały a ja czułam coraz większ presję na wyglądanie bardziej kobieco. W końcu trzydziestce nie wypada już ubierać się jak nastolatka, a poza tym nie da się ukryć, że inne kobiety wyglądają tak atrakcyjnie i seksownie w butach na obcasach i sukienkach! Też bym tak chciała... Rok rocznie obiecywałam sobie, że zacznę w końcu nosić szpilki i sukienki. Ba, że w ogóle nauczę się chodzić na obcasach! I co? I w Sylwestra 2017 założyłam mega wysokie buty i sukienkę. Poczułam się mega kobieco, ale … buty zdjęłam jeszcze przed wejściem na parkiet, a sukienkę oddałam siostrze na drugi dzień...


WRESZCIE SIĘ PORZĄDNIE ZORGANIZUJĘ

Jak ja podziwiam te kobietki, które mają wszystko skrzętnie zapisane w swoich zeszycikach i kalendarzach! Mało, że wizyty u lekarza [bo te to akurat też gdzieś tm zpisuję], ale każde odkurzanie i obiady na cały tydzień też! Na początku fascynacji scrapbookingiem, kiedy odkryłam też coś takiego jak Boullet Journal myślałam nawet, że dzięki temu będę się wreszcie i ja tak ładnie organizować, ale nie... na rysunkach się skończyło :). Roztrzepanie nie mija mi z wiekiem, a dziś obserwuję je u moich dzieci. Ale czy bez niego byłabym taka fajna ak teraz :) ?

W minionym roku znowu nie utyłam tyle, ile chciałam, nie zaczęlam ubierać się bardziej kobieco, nadal nie odłożyłam więcej niż zapomnaine drobniaki w filiżance a notes na zpiski pozostał pusty. A mimo to moje życie zmieniło się o 180 stopni!



Nie przesadzę, jeśli powiem, że miniony rok był dla mnie rokiem przełomowym. A przecież 1 stycznia 2017 nie mialam żadnego postanowienia. Wyjątkowo nie obiecywałam sobie niczego. Byłam w takim momencie życia, że po prostu nie miałam na to siły...

Mogłabym napisać o depresji i nerwicy, o prochach i terapii, o lękach, kołowrocie w głowie, bezsenności, braku siły, by zwlec się z łóżka, obwinianiu się o wszystko, poczuciu własnej wartości na poziomie minus milion. Mogłabym. Ale nie chcę. Gdzieś tam podziwiam blogerki, które potrafią pisać o tak intymnych sprawach. Jeden z najlepszych tekstów, jakie czytałam na ten temat napisała Radomska [którą uwiebiam]:" Co z tą szmatą?". Ja takiego nie napiszę pewnie nigdy. Odważę się jednak wyznać, że dziś jestem innym człowiekiem niż jeszcze rok temu!

Za mną rok, który był pełen trudnych decyzji, być może najtrudniejszych w moim dotychczasowym życiu, wyzwań, których do tej pory nie miałam odwagi podjąć i walki – tak, to wcale nie zbyt górnolotne określenie – walki o siebie samą i szczęście swojej rodziny. Nie powiem że wygrałam, bo zbyt łatwo jest osiąść na laurach,ale zmieniłam siebie i swoje życie na lepsze!

2017

Walka o siebie, przeprowadzka do zrobionego własnymi rękami mieszkania, zmiana szkoły dzieci, wyjście z domu i zaangażowanie się w życie społeczne, realizowanie swoich pasji i dzielenie się nią z dziećmi na warsztatach, pomoc potrzebującym ot tak, z porywu serca, poznanie nowych, wspaniałych ludzi i otworzenie się na innych, docenienie tego co mam i samej siebie - tak moge podsumować rok 2017. 


2018


Ja - nadal w dżinsach, z chudym tyłkiem i bez oszczędności na koncie, a jednak zupełnie inna zaczynam kolejny rok. Zaczynam go ze świadomością tego, co jest w życiu naprawdę ważne – na pewno nie rozmiar ubrania i życie według ściśle rozpisanego planu. A co? Odpowiedz sobie sama i żyj z tą odpowiedzią w sercu i we wszystkim, co robisz!

Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz