Post Top Ad

23:12

Pomysły na prezenty dla taty.

Napisała , w

Dzień Ojca już 23 czerwca, w sobotę, a wiele z nas wciąż myśli nad prezentem. Upominek dla meżczyzny to nie jest łatwa sprawa! Oklepane skarpetki czy woda po goleniu raczej nie cieszą... Zresztą, ileż mozna dostawać tego samego!
Ja już mam zarówno prezent dla mojego taty jak i prezent od dzieci dla Grzegorza, natomist dla was 10 pomysłów na prezenty z okazji Dnia Ojca i nie tylko - dla mężczyzn w ogóle!


1. Scyzoryk z grawerem.

Fajny wybór takich rzeczy mają np. w MyGiftDNA. Od scyoryków, przez portfele, po karafki do wina - cale mnóstwo personalizowanych gadżetów. A dla faceta wiadomo - najlepiej, by ten gadżet był jeszcze praktyczny. Myślę, że scyzoryk typu McGywer z fajnym grawerem ucieszy każdego!

2. Zawieszka do samochodu.

Śliczne drewniane serduszka robi np. Ma-made. Ze zdjęciem i dedykacją. Myślę, że to o wiele fajniejszy gadżet do auta niż maskotka ;).


fot. Ma-made
żródło: Facebook


3. Fajny kubek.

Ze śmiesznym albo wzruszającym napisem albo ze zdjęciem. Kubek z fotkami zamawiałam kilka lat temu na Empik Foto, natomiast w tym roku w sklepie Dino wyhaczyłam genialny kufel do piwa dla taty [11,99 zł]. Zobaczcie sami.Prawda, że superowy :) ?




4. Koszulka specjalnie dla taty.

Kiedy Grzegorz był w Niemczech, Magda z NIKO zrobiła mi genialną koszulkę na Dzień Chłopaka z napisem: "Przystojny, zaradny, inteligentny i ... zajęty". Grzesiek nosi ją do dziś. Na Dzień Ojca też są świetne koszulki, choćby od Magdy  albo np. na Empik Foto - koszulki ze zdjęciem i napisem. 


Koszulka od NIKO. 
Źródło fotki: Facebook

5. Czekoladowe narzędzia albo telegram z czekoladek.

Jest taka stronka czekoladowytelegram.pl, na której można kupić wyjątkowe czekoladki układajace się w życzenia albo stworzyć własne. Kilka lat wstecz taki telegram dostała ode mnie moja mama. Wtedy jest tylko jeden problem - szkoda go zjeść, więc takie czekoladki leżą sobie w szafie latami ;).

6. Zabawne skarpetki.

Skarpetki są oklepane, ale mogą być zabawne. Jeśli wasz tata lub tata waszych pociech to jajcarz, na pewno spodobają mu się np. takie jak te od SOXO:



fot. SOXO
źródło: soxo.pl

7. Poduszka.

Można z niej zrobić nprawdę fajną pamiątkę. My mieliśmy kilka lat podusię ze zdjęciem dzieci zakupioną na Empik Foto, a teraz pokój zdobi poduszka od MyGiftDNA z napisem: Dom jest tam, gdzie jesteśmy razem - Ola & Grzegorz. Myśle, że mężczyznę też ucieszy taki gadżet!

8. Gadżet do samochodu, motoru, smartfona...

Wiadomo - gadżety lubi każdy facet. Mój najbardziej kocha motory, więc idealna byłaby np. kominiarka, koszulka motocyklowa albo chusta. A co wasi tatusiowie i mężowie lubią najbardziej :) ? To na pewno dobry trop, jeśli chodzi o poszukiwania prezentu!

9. Coś DIY - kartka z życzeniami, ramka na zdjęcie, medal....

Własnoręcznie robione rzeczy zawsze są od serducha i naprawdę nie znam osoby, której by taki upominek nie wzruszył i nie uradował! Nie trzeba być super rękodzielnikiem, by wykonać kartkę czy ramkę na zdjęcie, a najpiękniejsze są oczywiście laurki z rączek dzieci.

Jak wiecie ja pasjonuję się cardmakingiem i scrapbookingiem, więc wykonłam dla mojego taty karteczkę z rybkami [mój tata to zapalony wędkarz], z kolei Julka pamiętała o hobby swojego tatusia, jakim są motocykle. Oto nasze karteczki:




10. Fotoksiążka PRINTU

Taki prezent na Dzień Ojca dostał od naszych pociech Grzegorz. Oczywiście głównym projektantem byłam tutaj ja, ale dzieci dzielnie mi pomagały w dobore zdjęć i podpisów, a szablony dostępne na stronie Printu bardzo ułatwiły sprawę. Założenie było takie, żeby fotki nie były sztywne i pozowane, tylko zabawne i naturalne. Stąd Grzegorz w Szymona czapce na okładce ;).

Prezent dostał kilka dni temu już i powiem wam, że widziałam wzrusz na jego obliczu, a jak wiadomo u faceta to rzecz rzadka. Przynajmniej mój należy do tej grupy, która wzrusza się raz do roku. ;).

Polecam wam taki prezent [robi furorę wśród znajomych, którym go pokazuję] nie tylko na Dzień Ojca, ale i na urodziny, rocznicę, imieniny czy jakiekolwiek inne święto. 






Co sądzicie o moich propozycjach na męskie prezenty?

Podzielcie się swoimi pomysłami na prezenty na Dzień Taty i w ogóle dla mężczyzn! 


20:06

Trening spostrzegawczości i koncentracji dla dzieci z grami - Bug, Namierz to! oraz Znajdź mnie!

Napisała , w

Jak pomóc dziecku ćwiczyć spostrzegawczość i rozwijać koncentrację dziecka? Sposobów jest wiele, a jednym z najlepszych są wspólne gry i zabawy! W ręce Julii i Szymona trafiły jakiś czas temu nowości od Zielonej Sowy - trzy gry, które gwarantują godziny świetnej zabawy, wesołej rywalizacji a dodatkowo spełniają funkcje edukacyjne!



NAMIERZ TO!


To gra karciana pełna kolorowych obrazków. Obrazki utrzymane są w wakacyjnych klimatach, co zachęca do zabawy nawet w letnie dni na pikniku czy w podróży [a w zimowe będzie przypominać piękne słońce]. Niewielkie rozmiary pudełeczka też ułatwiają zabieranie gry w różne miejsca, aby wypełnić pociechom czas.

Gra posiada różne warianty:

1. Zapamiętywanie obrazków na karcie i wzajemne przepytywanie się z nich. np. Czy na karcie był czerwony krab?
2. Tworzenie sobie nawzajem wyzwań na czas np.Zajdź 4 zielone muszelki.
3. Wyznaczanie przewodnika gry, który przepytuje pozostałych uczestników, a ci rywalizują między sobą udzielając jak najszybciej prawidłowych odpowiedzi.

"Namierz to!" świetnie ćwiczy pamięć i koncentrację, a dużym plusem jest też radosny dizajn i solidne wykonanie elementów gry.



Elementy gry: 32 karty, 50 żetonów, instrukcja
Wiek: 4+
Liczba graczy: 2-4 graczy
Czas gry: 15-30 min.
Więcej o grze na stronie wydawnictwa: o grze Namierz to!

BUG!


Lubicie robaki czy raczej się ich boicie? Dzięki tej grze na pewno je pokochacie! Karty pełne są mega kolorowych robali, a zadaniem każdego gracza jest zapamiętanie ich jak największej liczby, a także ich kolorów. 

Rozgrywka polega na przyglądaniu się odkrytym kartom, a następnie zakrywaniu ich i odpowiadaniu na pytania z kart z pytaniami.Każdy błąd to jeden bug [żeton]  położony przed sobą, a wygrywa oczywiście ta osoba, ktora w rozgrywce bugów będzie miała najmniej.Pomocna jest plansza punktacji.

Bardzo fajna oprawa graficzna gry zachęca do grania, a oprócz walorów takich jak ćwiczenie spostrzegawczości i zapamiętywania, gra bez wątpienia oswaja też dzieci z otaczającymi nas owadami i robalami :).




ZNAJDŹ MNIE!


Ostatnia z trzech nowości najbardziej przypadła do gustu moim dzieciom. Może to dlatego, że uwielbiają zwierzęta, a to one są głównymi bohaterami tej gry. Na każdej z 16 plansz znajdują się gepardy, gazele, lwy, hipopotamy i inni mieszkańcy sawanny, a cała zabawa polega na wyszukiwaniu różnic na jak największej liczbie plansz. 

Liczy się spostrzegawczość i szybkość, a przy okazji jest mnóstwo śmiechu i przepychanek, kto pierwszy położy żeton na znalezionej różnicy!



Elementy gry: 1 karta główna, 16 kart, 55 żetonów, instrukcja
Wiek: 4+
Liczba graczy: 1-5 graczy
Czas gry: 10-20 min.


Więcej na stronie Zielonej Sowy: o grze Znajdź mnie!

Wszystkie trzy gierki mają u mnie właściwie same plusy:

+ nie są skomplikowane, mają prosta formułę  -a długa lista zasad odstrasza moje pociechy, a i mnie jeśli nie mamy wiele czasu
+ rozgrywki nie zajmują wiele czasu - można sobie pograć w czasie, kiedy gotują się ziemniaki do obiadu albo w kolejce do lekarza :)
+ zapewniają wesołą zabawę całej rodzinie
+ nie potrzeba do grania specjalnych umiejętności ani warunków - moża zabrać gry wszędzie!
+ poprzez zabawę gry naprawdę świetnie rozwijają ważne dla dzieci umiejętności i zdolności: koncentrację, pamięć, spostrzegawczość.

Polecam wam serdecznie, no co tu dużo mówić! Chętnie dowiem się, jakie gry na spostrzegawczość najbardziej lubią wasze dzieci!


Wydawnictwo Zielona Sowa

18:52

Czy mama powinna pracować zawodowo? Rozkminy matki pracującej vol. 1.

Napisała , w

"Siedziałam w domu" 10 lat. Od narodzin Julki aż do maja tego roku nie pracowałam zawodowo - prynajmniej nie w tradycyjnym znaczeniu. Teraz mogę o sobie powiedzieć - mama pracująca, choć świeżynka w tej "grupie". 

Moje życie przewróciło się do góry nogami i na nowo musiałam sobie zorganizować każdy dzień, a także mój system opiekowania się dziećmi. Generalnie codzienność całej naszej rodziny zmieniła się mocno po moim pójściu do pracy. Czy to rzeczywiście jest tak straszne, jak niektórzy ten fakt malują? Czy warto próbować spełniać swoje aspiracje zawodowe będąc mamą? Czy mama w ogóle powinna chodzić do pracy, a może jednak całkowicie poświęcić się dzieciom? Wiem, że wiele z was, tak jak ja jeszcze niedawno, zadaje sobie takie pytnia, dlatego spróbuję na nie odpowiedzieć!



Tak - pracuję zawodowo! Udało się! Po 10 latach "siedzenia w domu" od maja wsiadam rano w samochód i jadę do pracy. A od czerwca do pracy biurowej w dużej firmie. Zmiany, zmiany, zmiany! Powiem wam szczerze, że kiedy rano zakłądam eleganckie spodnie, maluję się, chwytam torbę wypełnioną notatkami i jadę do firmy, to ... NADAL W TO NIE MOGE UWIERZYĆ 😀😀😀

Do tego, żeby móc w końcu pójść do pracy dążyłam długo i krok po kroku, ale i tak suma sumarum wszystko dzieje się tak szybko, że nie mam wiele czasu na zastanawianie się. Po prostu działam. ogarniam codzienność na nowo i staram się to robić najlepiej, jak umiem. 

Od moich wiernych czytelniczek dostaję wiele pytań krążących wokół tematu pracy i łączenia jej z wychowaniem dzieci. 

Przede wszystkim pytacie, jak zorganizować sobie czas? Czy da się to wszystko w ogóle ogarnąć? Czy jak się idzie do pracy i ma w domu dwójkę dzieci, to jest w ogóle opcja, żeby w ciągu dnia spokojnie złapać oddech? Sama wiele razy się nad tym zastanawiałam, zanim wreszcie do tej pracy [bądź co bądź wymarzonej] poszłam. 

Zanim jednak odpowiem na pytania związane z tym, jak sobie na nowo poukładać rzeczywistość po pojściu do pracy, zacznę od zasadniczego dylematu, przed którym stoi większość mam:

CZY MAMA W OGÓLE POWINNA PRACOWAĆ ZAWODOWO A MOŻE JEDNAK ZUPEŁNIE POŚWIĘCIĆ SIĘ DZIECIOM? 

Kilka dni temu zadałam takie pytanie moim czytelniczkom: TUTAJ Większość odpowiadała, ze oczywiście, jak najbardziej, że takie mamy czasy. Kasia napisała:

Kasia Kowaliczek A czy tata POWINIEN pracować? jest tak samo ważny w życiu dziecka i rodziny jak mama...

I z Kasią się nie do końca zgodzę, bo choć tata jest tak samo ważny jak mama, to jednak moim zdaniem trudno porównać ich role w życiu dzieci i domu. Będąc przez dwa lata słomianą wdową i jednocześnie mamą i tatą, kiedy Grzesiek był w Niemczech, odczułam to bardzo mocno. Mama nie zastąpi taty, a tata nie zastąpi mamy. Mogą się jednak bardzo dobrze zorganizować i uzupełniać pracując oboje - to nie ulega wątpliwości!

Jednak była też odpowiedź Karoliny:

Karolina Hołubowska Jaroch Ja moze jestem starej daty nawet bardzo starej ale ja uwazam ze to facet powinien zarabiac na rodzine i ja utrzymac a matka zona powinna byc w domu z dziecmi zajmowac sie dziecmi i domem ja lubie to co robie od ponad 6 lat jestem w domu najpierw urodzilam 1 corke jak juz konczyl mi sie wychowawczy i nie moglam zajsc w kolejna ciaze musiałam sie zwolnic i zajmowalam sie domem i córka ie bylo latwo ale tez bie mialam wyboru tzn mialam pracowac nie widziec corki wyplate dawac niani albo byc w domu z dzieckiem i zajmowac sie domem teraz mam 2 córkę i maz zarabia i pracuje a ja pracuje w domu

Jak widać więc, zdania są podzielone ...I to, że mamy XXI wiek, wcale nie wyklucza czerpania szczęścia z bycia wyłącznie mamą. I ja nie mam nic przeciwko temu! Co więcej, podziwiam takie mamy, bo takie bycie w domu 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i to do pełnoletności latorośli, nie jest łatwe. Trzeba mieć naprawdę twardą psychikę, żeby nie zwariować ...

Ja sama jednak zawsze wiedziałam, że będę chciała pracować zawodowo. 

I najbardziej zgadzam się z Julitą, która napisała tak:

Julita Woźniak-Majchrzak Jeżeli ma możliwość i przede wszystkim tego chce to mama powinna pracować. Wiadomo- nie jest łatwo pogodzić pracę z ogarnięciem domu i pilnowaniem dzieci/dziecka, ale to przychodzi z czasem. Przydaje się też pomoc rodziny mamy, teściowej czy cioci. Sama pracuje i czasem jest ciężko jest pogodzić pracę i dom, ale czuję się spełniona i jako mama i jako pracownik. Myślę, że każda mama powinna mieć wybór czy chce pracować czy nie i nie powinno sięę jej w żaden sposób dopiekać, bo wybrała tak a nie inaczej.

Nie wyobrażałam sobie przez cały czas być w domu. Owszem - pracowałam zdalnie przez kilka lat, najpierw regularnie, potem dorywczo. Od ponad cztrerech lat też bloguję, co dla wielu moich znajomych mam - blogerek jest równoznaczne z pracą. Dla mnie nie. Mimo, że blogowanie przynosi mi czasami profity, nie jest to dla mnie to samo,co praca zawodowa i - co więcej - nie chcę, żeby było. 

Dlaczego? Powodów jest wiele. Podam dwa najważniejsze. Po pierwsze hobby przekształcone w pracę, może szybko przestać cieszyć i zacząć ciążyć, kiedy zlecenia gonią, a natchnienia na pisanie nie ma, kiedytrzeba koniecznie wywiązać się z umowy, a dzieci chore i chcą obecności mamy, kiedy Po drugie dla mnie praca to coś więcej niż arabianie pieniędzy. Mi zależało na tym codziennym wychodzeniu z domu właśnie, na tej zmianie środowiska, na poznawaniu nowych ludzi [nie mailowo albo raz na trzy miesiące nablogowym wydarzeniu], na rozwijaniu się w swoim zawodzie. Ale jeśli ktoś myśli i czuje inczej, to też dobrze ;).

Jak długo być w domu z dziećmi?

Są mamy, które wracają do pracy zaraz po macierzyńskim, inne jak dziecko kończy rok, a jeszcze inne tak jak ja - jak mają dzieci w wieku szkolnym. Inne całkowicie poświęcają się dzieciom i domowi. 

Ja osobiście czułam, że chcę być z moimi pociechami przez te pierwsze kilka lat. Planowałam z każdym zostać 3-4 lata, aż będzie mogło pójść do przedszkola.Nie powiedziałabym, że są to ajważniejsze lata w życiu dziecka, bo w życiu dziecka każdy dzień jest ważny i nikt nam go nie wróci, ale jednak taki maluch bardziej potrzebuje fizycznej obecności mamy niż szkolniak. Wyszło jednak inaczej ... 

To było 10 lat ...


Przez 10 lat moje życie kręciło się praktycznie w czterech ścianach mieszkania, ale nie żałuję czasu poświęconego niemal wyłącznie dzieciom. Nie zkładałam, że potrwa to aż tak długo. Planowałam soie być z Julką do trzech - czterech lat. potem miało być przdszkole i moja praca. Potem pojwił się Szymon, a potem jeszcze wiele innych okoliczności: wyjazd Grzecha, brak prawa jazdy i opieki do dzieciaków.  Życie poukładało się tak, a nie inaczej. 

Bywałam mega sfrustrowana. Miałam dosyć siedzenia w domu i robienia codziennie tego samego. Pytałam siebie - po co kończyłam szkoły, zdawałam maturę? Zawsze coś stawało na przeszkodzie ... Wybrałam najpierw macierzyństwo , ale jednak czas w domu przedłużał się i przedłużał ... Nie planowałam, że potrwa to tak długo.

Dzisiaj jednak wiem, że na wszystko przychodzi czas i naprawdę teraz dopiero  czuję, że dopiero teraz jest ten idealny moment na pracę! Dzieci są ju na tyle duże, że nie muszę się aż tak bardzo zamartwiać o opiekę nad nimi [większość dnia spędzają w szkole], mama prawo jazdy i środek transportu, a przeprowadzka też mi wiele ułatwiła, bo dużo pomaga mi moja mama. Moge więc teraz pracować bez wielkiej spiny, którą na pewno miałabym, gdyby dzieci były malutkie.


Czy mama powinna iść do pracy? 

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od sytuacji życiowej i tego, co czuje każda z nas. Znam mamy, które uważają, że ich miejsce jest tylko i wyłącznie w domu przy dzieciach i dobrze im z tym, ale znam też takie, które w tym domu siedzą, bo tak powinno być według ich partnera czy rodziny, a same czują się z tym źle. I to już fajne nie jest...

Sama wielokrotnie słyszałam od postronnych osób sprzeczne opinie. Jedni nie mogli się nadziwić, że "siedzę w domu" z trzylatkiem, inni twierdzili, że nie pracuję z lenistwa. I wiecie co wam powiem? Kij im wszystkim w oko! 

To jest tylko i wyłącznie wasza decyzja, drogie mamy, czy pójdziecie do pracy czy poświęcicie się na sto procent dzieciom! I kwestia światopoglądu każdej z was!  I nikomu nie musicie się z tego tłumaczyć!

P.S. A organizacja tego - jakby nie było - skomplikowanego przedsięwzięcia - to już inna para kaloszy. O tym w następnym wpisie z serii "Rozkminy matki pracującej! :).
17:21

Sztuka rysunku i ilustracji dla każdego w książkach z serii Art Egmont.

Napisała , w

Lubisz rysować i chcesz szlifować swój warsztat? Widzisz talent do rysunku u swojego dziecka i chcesz go wspierać? A może szukasz dla siebie hobby, podziwiasz rysunki innych i twierdzisz, że ty się do tego nie nadajesz? Sięgnij po serię Art Egmont a w niej książki: "Co? Jak? Narysować", "Co? Jak? Zilustrować" oraz zabawną i rozwijającą kreatywność książkę "Ale buzie!".


Uwierz, że każdy może być artystą!


CO? JAK? NARYSOWAĆ
E.G. LUTZ


Niesamowity podręcznik rysunku stworzony przez samego E.G. Lutza, który inspirował przy tworzeniu animacji Walta Disneya!  Książka została po raz pierwszy wydana w 1913 r., a Disney zauroczony niezwykle prostą metodą wypracowaną przez Lutza, sam sięgnął po ołówek! Poniekąd to Lutzowi zawdzięczamy takie klasyki jak "Bambi" czy "Piękna i Bestia".

Teraz każdy z nas - czy to dziecko, czy dorosły - może uczyć się od mistrza, tak jak zrobił to Disney!

Powiem szczerze, że książkę planowałam mieć dla siebie. Początkowo wydawała mi się niezbyt odpowiednia dla dzieci, a już na pewno tak małych jak mój syn. No, może prędzej dziesięcioletnia córka.  I co się okazało? Że Szymon - lat 6 - korzysta z książki Lutza najwięcej z nas wszystkich i tworzy takie rysunki, o które nikt by go nie podejrzewał!

Schematy są bardzo jasne i czytelne. Krok po kroku pokazane jest jak i co narysować, a zakres tematyczny rysunków jest bardzo szeroki - od roślin, przez zwierzęta, po ludzi. Szymon z łatwością odwzorowujerysunki z tej książki i pokazuje, że po pierwsze - ma talent w tym kierunku, po drugie - nie ma granicy wieku, w której można rysować i korzystać z tej książki, po trzecie - każdy może być artystą! Polecam bardzo mocno!

Mały artysta przy pracy :)



Na dowód kilka rysunków Szymona, a pod tym linkiem znajdziecie jeszcze inne - tez narysowane z pomocą tej książki: 5 rzeczy, których nigdy nie będę żałować moim dzieciom





A tak wyglądają schematy zamieszczone w tej książce - prawda, że proste?



CO JAK ZILUSTROWAĆ
FRANK TASHLIN

Ta książka was zaskoczy już na samym początku! Czym? Otóż samą koncepcją rysunku wg. F. Tashlina, który stwierdził, że da się narysować WSZYSTKO przy pomocy tylko 4 figur geometrycznych - koła, kwadratu, trójkąta i owalu. Swoją metodę Tashlin nazwał SCOTart -od pierwszych liter angielskich nazw tychże czterech figur. W książce, którą proponuje Wydawnictwo Egmont Tashlin udowadnia, że ma rację! 

Dodatkowo do książki jest zeszyt pełen figur geometrycznych, w którym można ćwiczyć rysunek do woli.

Otwórzcie tę wyjątkową książkę i też odkryjcie fenomen metody SCOTart! Mnie się ona strasznie spodobała!




ALE BUZIE!

To kreatywny zeszyt, który pozwoli dzieciakom tworzyć przeróżne twarze: wesołe, smutne, złe, zdziwione, w czapkach, z burzą loków na głowie, z wąsami i bez. Do dyspozycji milusińscy mają zarysy tytułowych buź oraz całe mnóstwo kolorowych naklejek do charakteryzacji.

Ta prosta w swej formie i pomyśle książka daje godziny świetnej zabawy, rozwija kreatywność, ale też może być świetnym pretekstem do rozmów o emocjach! Dodatkowo strony dają się latwo wyrywać, dzięki czemu gotowe projekty można powiesić na lodówce czy nawet oprawić w ramki i ozdobić nimi dziecięcy pokoik.

Bardzo fajny pomysł miała Adelina Sandecka tworząc tę wesołą książeczkę! Myślę, że zabawi dzieci w bardzo różnym wieku i szybko się nie znudzi!








Wszystkie zaprezentowane we wpisie książki pochodzą z serii EGMONT ART. 
Kupicie je teraz z 25 % rabatem na stronie wydawnictwa:
17:50

'Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy' Fiona Sussman

Napisała , w

Szukasz dobrego thrillera do poczytania na urlopie? Nietuzinkowej powieści, która będzie trzymać cię w napięciu do końca? Historii, która podąży w zupełnie innym kierunku niż się spodziewasz? Sięgnij po tę książkę, a się nie zawiedziesz!


"Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy" to książka, która nikogo nie pozostawi obojętnym! 

Zawsze myślałam, że nie lubię thrillerów. Wolałam raczej spokojne, obyczajowe historie, bez strasznych zbrodni i mrożących krew w żyłach zwrotów akcji. Dzięki Fionie Sussman stwierdziłam, że sie myliłam!

Carla Reid prowadzi spokojne, moze nawet sielankowe życie na farmie, razem ze swoim mężem Kevinem. Mają dorosłego syna Jacka. Historia rozpoczyna się w dniu, w którym para świętuje swoja rocznicę ślubu a Carla przygotowuje rodzinną kolację z tej okazji. Pojawia się na niej też syn pary - Jack. Jednak sielanka zostaje brutalnie przerwana: na farmę napada nastoletni Ben - członek gangu. Od tej chwili życie właściwie wszystkich bohaterów tej opowieści diametralnie się zmienia...

Ben odbiera Carli najważniejszą osobę i sprawia, ze jej poukładany dotąd świat legł w gruzach. Czy kobieta zdoła się pozbierać po tragedii? Czy Ben zrozumie, jakie zło wyrządził  a pobyt w więzieniu zmieni go na lepsze?

To nie jedyne pytania, jakie zadasz sobie wędrując po kartach tej książki. Autorka posunęła się tutaj o wiele dalej, niż tylko do kwestii zbrodni i kary, załamania i przebaczenia, straty i żalu. Sussman pokazuje, że nic nie jest w życiu czarne i białe. Zbrodnię, która miała miejsce pokazuje nie tylko z perspektywy Carli, ale i Bena - tego, który zabił. Rysuje przed czytelnikami przejmujący portret psychologiczny młodego mordercy, ktory nie jest z gruntu złym człowiekiem - potrafi kochać, współczuć, marzyć ...


Jestem przekonana, że bieg tej powieści i jej zakończenie bardzo mocno was zaskoczą, tak jak zaskoczyły mnie. To nie jest zwyczajny thriller czy kryminał, to opowieść o tym, że w życiu nigdy nie jest za późno na przebaczenie, na miłość i na to, by zacząć wszystko od nowa.



Książkę kupisz w wyjątkowej cenie w księgarni Tania Książka: 
15:48

Złe dzieci

Napisała , w

Przedszkola, place, zabaw, a nawet sklepy, poczekalnie w przychodniach zdrowia, parki pełne są dzieci - ZŁYCH DZIECI. Biją, gryzą, szczypią, zabierają innym dzieciom zabawki, nie pozwalają wejść na zjeżdżalnię albo pchają się do huśtania poza kolejnością. "Jak sobie z takimi małymi terrorystami poradzić?" - pytają siebie zatroskane matki na Fejsbuku i forach dla mam. Pomysłów im nie brakuje ... Bo trzeba zrobić wszystko, by chronić własne IDEALNE DZIECI przed małymi potworkami!


Trzeba usunąć takie "Złe Dzieci" z przedszkola i zakazać wstępu na place zabaw

Najlepiej w ogóle niech taki trzy czy czterolatek nie wychodzi z domu. Zamknać go w klatce. Tosz to porównywalne do dzikiego lwa wypuszczonego na wolność!


Iść na obdukcję, zgłosić na policję albo do opieki społecznej

A potem pewnie zamknąć kilkuletniego delikwenta w poprawczaku albo najlepiej w więzieniu od razu - co się będziemy rozdrabniać.


Zwyzywać - dziecko albo matkę a najlepiej jedno i drugie

Kłótnie dorosłych ludzi o bijące się dzieci są bardzo dojrzałe. Nie ma co. Podobnie jak wyzywanie obcego dziecka za to, że popchnęło nasze albo prawienie mu kazań jak z ambony. Nie wiem, co dojrzałe i mądre bardziej. Naprawdę.

Żeby nie było - to są autentyczne "rady", które otrzymują mamy na forach internetowych i w realnym życiu także. Nie mam zamiaru tutaj nikogo obrażać ani Broń Boże robić screenów z neta, ale wypowiedzieć się muszę, bo się uduszę. Uleje mi się raz na jakiś czas, a co...

Ja wiem - są dzieci, które naprawdę mają problem z zachowaniem, sa agresywne, bywa, że mają też jakieś zaburzenia. Nie kwestionuję tego! Często - chyba nawet częściej - problem mają ich rodzice. Są różne domy, różne środowiska, różne sposoby wychowania. Jednak, kiedy czytam albo słucham, że trzylatek [TRZY-LA-TEK!!!] powinien zostać wydalony z przedszkola tudzież mama radzi mamie, by ta poszła na obdukcję, bo dzieciak ugryzł kolegę, to zastanawiam sie na jakim ja, kurwa, świecie żyję?! Przepraszam za słownictwo, ale w tym przypadku inne odpowiednie słowa nie przychodzą mi do głowy ...

Ja nie twierdzę, że mamy dawać przyzwolenie na przemoc, ale - ludzie - zachowajmy trochę rozsądku i dystansu!

Bo zaczyna mi się wydawać, że takie zjawiska jest rozsądek i dystans przestały w naszym świecie istnieć, a już na pewno w świecie bardzo dużej części mam! Nie reagujemy już tylko wtedy, kiedy rzeczywiście jest poważny problem, tylko trzęsiemy się jak gówno nad dzieckiem dosłownie na każdym kroku! Niedługo matki będą pozywać do sądu roczniaki, które ich dzieciom nasypią w oczy piasku w piaskownicy! Serio, według mnie tak to wygląda!

Jak czytam te internetowe opowieści rodem z kiepskiego thrillera, jak to Maciuś ugryzł już troje dzieci w przedszkolu a mamusie doradzają owej zrozpaczonej i przerażonej losem swojego potomka mamie, by poszła z tym na policję, to coś we mnię PĘKA. Naprawdę, ku.....wa, pęka! 

Skąd to się w ogóle wzięło? Takie zamykanie dzieci w złotych klatkach i ocenianie innych, których tak naprawdę w ogóle nie znamy? 

Bo co ty wiesz, obca mamo, o tym dziecku, co to popchnęło twoje na zajęciach w przedszkolu, na których ciebie przecież nie było albo pacnęło w głowę łopatką  w piaskownicy, kiedy akurat drugiego potomka hustałaś na huśtawce? Co wiesz o ich relacji? A może się posprzeczali? Może wcześniej twoje dziecko zabrało coś tamtemu? Albo owy "agresor" ma problem z mową i nie umie inaczej komunikować swoich uczuć? A może po prostu, jasna cholera, ma prawo jeszcze nie panować nad złością, bo ma, kurde, dwa czy trzy latka?! 

Dziecko, które bije jest nienormalne albo pochodzi z patolgicznej rodziny. Trzeba się przed nim chronić, a najlepiej po prostu się go pozbyć!


Takie panuje przekonanie wśród wielu matek. Święcie oburzonych. Z przedszkolnych szatni, poczekalni w ośrodkach zdrowia, placów zabaw i iternetowych czeluści. Ich dzieci oczywiście są I-D-E-A-L-N-E - no bo jakżeby inaczej?! Natomiast mamy, których dzieci dotyczy łatka "Złego Dziecka" najczęściej siedzą cicho i boją się wdawać w dyskusję. Bo przecież zaraz zostaną ocenione jako totalna patologia! 



Powiedzmy sobie jasno, że dzieci nie potrafią wyrażać emocji tak jak dorośli. Kurde, o czym ja mówię - znam wielu dorosłych, którzy mają z tym problem, a my wymagamy od kilkulatków opanowania złości czy frustracji! U kilkulatków - a mówimy tu o dzieciach w wieku żłobkowo - przedszkolnym, zachowania typu popchnięcie kogoś, uszczypanie w obronie swojego "terytorium", wyszarpanie siłą zabawki naprawdę są NORMALNE! 


Dziecko w tym wieku zaczyna być coraz bardziej samodzielne, a jednocześnie wielu rzeczy nie daje rady jeszcze zrobić. Z drugiej strony bardzo mocno w tym wieku buzują w nim emocje i wciąż uczy się sobie z nimi radzić. Psychologowie zgodnie twierdzą, że do pewnego wieku takie zachowania są związane z etapem rozwoju dziecka i nie są niczym nienormalnym! 


Rolą rodziców jest tutaj uczenie dziecka, jak sobie z tymi emocjami radzić i staranie się, by maluch tych agresywnych zachowań miał jak najmniej. Jednak chyba każdy, kto przechodził ten etap u swojego dziecka wie, jakie to proste ... Taaaaak ... Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. A jeszcze trudniej, gdy twoje emocjonalne dziecko jest przez innych dorosłych traktowane jak mały terrorysta!

Nie brakuje przypadków, kiedy naprawdę jest problem z zachowaniem dziecka

I jeszcze raz powtórzę - ja temu nie przeczę! Jednak przestaliśmy patrzeć na to obiektywnie! W dobie wszechobecnych zaburzeń, nowych diagnoz, dezinformacji w tym temacie, przypisujemy choroby dzieciom, które zachowują się zupełnie zdrowo. Zaczynamy popadać w jakąś paranoję i każde grzmotnięcie się kilkulatków w sporze o autko czy nawet wydrcie buzi przez zwyczajnie rozzłoszczonego albo zmęcoznego malucha, traktujemy jako zjawisko patologiczne, a takie dzieci w mgnieniu oka urastają do rangi "przedszkolnych potworków", "małych terrorystów"


Jesper Juul wydał niedawno książkę "Agresja - nowe tabu". Swoim wnikliwym okiem słusznie zauważył, jak zachowania agresywne u dzieci zaczęły być traktowane w naszym społeczeństwie, społeczeństwie, które chce bardzo być doskonałe! To absolutnie nie jest reklama tegoż poradnika, ale moja stuprocentowa zgoda  z tym, co Juul obserwuje i co stwierdza:


"Agresja u dzieci nie jest przejawem złego charakteru, lecz ważnym sygnałem dla rodziców i nauczycieli. Ich obowiązkiem jest zrozumienie tego przekazu i nauczenie dzieci radzenia sobie z emocjami w konstruktywny sposób. Zamiast potępiać agresję ‒ mówi Jesper Juul ‒ trzeba ją przekształcać jej w pozytywne działanie. [...] Agresywnym dzieciom należy się przede wszystkim zrozumienie, a nie potępienie ‒ pisze ‒ ponieważ one tylko naśladują agresywnych dorosłych."

[źródło cytatu: dziecisawazne]

I tutaj nie chodzi o to, że dziecko, które bije, musi widzieć przemoc w domu. Agresywne zachowania są dla wielu dzieci formą obrony. Obrony przed takim właśnie szufladkowaniem, które czują, przed słowami: "Ty jesteś zły, brzydki, niedobry". Tak mówią zarówno nieświadomi szkody rodzice, jak i rodzice tych dzieci, które z agresją problemów nie mają. 

A - jak przeczytałam w innej, niezwykle fajnej i mądrej książce dla rodziców "Mały buntownik - intrukcja obługi" A-C. Kleindiest i L. Corazza:



"Dziecko staje się takie, jakie mówi się, że jest. I wierzy w to, co się o nim mówi".

Do przemyślenia zostawiam wam te dwa cytaty...

Bądźmy dorośli!

I podchodźmy do tematu z wiedzą, rozsądkiem i dystansem. Ja wiem, że każda matka chce chronić swoje dziecko. Żadnej z nas nie jest przyjemnie, kiedy jej pociecha zostnie uderzona, popchnięta  czy ugryziona. Jednak popadanie w skrajności niczego dobrego nie przyniesie!

Przestańmy oceniać dzieci z perspektywy dorosłych. Jak słyszę określenia rzucane w stronę trzylatka: terrorysta, czubek, niebezpiecnzy dla otoczenia, to krew mnie zalewa. Naprawdę, ale to naprawdę, z ręką na sercu nie sądzę, by trzy czy czterolatek mógł wyrządzić bardzo poważną krzywdę rówieśnikowi.


Zatem - kiedy reagować na przemoc dzieci wobec dzieci i jak pomóc?

Na pewno rozwiązaniem nie jest chodzenie z uszczypanym trzylatkiem na obdukcję ani odizolowanie dziecka, które ma problem z agresją od innych dzieci.

Dopóki to możliwe, pozwalajmy dzieciom samemu rozwiązywać konflikty między sobą i przechodzić naturalne etapy rozwoju. Nie jest tak, że każdy przejaw złości czy nawet agresji u dzieci jest czymś złym i godnym potępienia! Nie ma złych emocji - są tylko trudne  a naszą rolą jest pomóc dzieciom właściwie je wyrażać!

Jeśli problem jest poważny - ale - umówmy się - oceńmy to uczciwie - jest jeszcze cos takiego, jak ROZMOWA. Z wychowawcą, pedagogiem, psychologiem, rodzicami dziecka. Może oni naprawdę się starają, ale nie wiedzą, jak pomóc dziecku, które ma kłopot z wyrażaniem emocji? Może maluch ma problem - czasem w sumie prosty - do którego trzeba po prostu dotrzeć i pomóc mu go rozwiązać?

Przystopujmy z diagnozami. Praktycznie wszędzie, gdzie przewija się temat agresji dziecka wobec innego dziecka, pojawiają się "lekarze" i to od razu z doktoratem z psychiatrii:

"Na pewno ma jakieś zaburzenia! Może Asperger albo ADHD, ewentualnie autyzm! Teraz pełno takich nienormalnych dzieciaków!".

Serio, dzieci z zaburzeniami nadal są w mniejszości w stosunku do tych bez zaburzeń. I tym zdrowym też się zdarza popchnąć czy palnąć się łopatkami! Sama pamiętam, jak szarpaliśmy się za łby z rodzeństwem czy kuzynostwem i nikt nas do lekarza prez to nie prowadzał, a rodzice podchodzili do tego z dystansem. Za chwilę pogodziliśmy się i było po akcji.

Nie twierdzę, że agresja dzieci jest dobra i nie każę ci się na to godzić!

Chcę jednak podkreślić w jak daleką skrajność zaczęliśmy popadać my, jako społeczeństwo, a przede wszystkim my, jako matki. Zareagowanie impulsywnie w wieku lat trzech jest normalne, ale już potraktowanie takiego dziecka jak przestępcę [a do tego dochodzi] przez osobę dorosłą normalne nie jest! 

Przede wszystkim zacznijmy od siebie i swoich dzieci ucząc wyrażania emocji, a potem oceniajmy innych. Uczmy też dzieci, jak reagować na agresywne zachowania. Uczmy, że jest coś takiego jak rozmowa albo można zwycajnie odejść od agresora.

Nie twierdzę, że nie powinno się reagować w poważnych przypadkach, kiedy sprawy zachodzą za daleko. Jednak usuwanie dziecka z placówki, to nie jest metoda. Karanie dziecka, ktore i tak ma już jakiś problem, nie pomoże ani jemu ani grupie. Umówmy się: poważne zaburzenia, w których do dziecka naprawdę nie da się dotrzeć to są wyjątkowe przypadki! W większości sytuacji problem da się rozwiązać!

Bywa, że rodzice nie widzą problemu, nie reagują, nie współpracują ...

I to jest chyba najgorsze, bo dziecko nigdy nie jest złe i nigdy nie chce być odrzucane i nielubiane przez grupę. Trudno jest pokonać problem agresji u dziecka, jeśli ma to związek z tym, co dzieje się w domu, a rodzice nie widzą problemu. Nadal jednak uważam, że nie jest sposobem izolowanie takiego dziecka albo zgłaszanie go na policję...

I na koniec jeszcze taki mały apel ...

Matko, której dziecko nigdy nikogo nie uderzyło, nie popchnęlo, nie uszczypało ...
Matko, ktora jesteś pewna, że was ten etap nigdy nie czeka...
Matko, która masz słodkiego roczniaka i oceniasz jako małych terrorystów trzyletnie dzieci...
Matko, która z taką łatwością skreślasz rodziców bijacego dziecka totalnie ich nie znając...
Matko, której dziecko cały czas rośnie, zmienia się i rozwija i która nie jesteś w stanie przewidzieć, jak będzie się zachowywało za rok, dwa, trzy ...
Idealna matko idealnego dziecka...


Pierwsza rzuć kamieniem...


***
To pisałam ja - mama Szymka, który miał - podkreślam MIAŁ - problem z wyrażaniem emocji i który też bywał w taki sposób oceniany. Mama cudownego, wrażliwego, inteligentnego chłopaka, który teraz ma wielu kolegów i przyjaciół, świetnie odnajduje się w grupie, kocha przedszkole i NIE BIJE. Już nie. Poradziliśmy sobie z tym

Chcę jednak podkreślić jeszcze na koniec jedno: Szymek był cudownym chłopcem nawet wtedy, gdy zdarzało mu się uderzyć. I jestem przekonana, że tak samo jest z innymi dziećmi osądzanymi, ocenianymi, spisywanymi na starty, bo biją, popychają i reagują impulsywnie i agresywnie. Jak jednak mają myśleć o sobie inaczej I zachowywać się inaczej, skoro to my, dorośli, mówimy o nich ZŁE DZIECI?... Przecież dzieci wierzą dorosłym ...

Podkreślę, że w tym tekście - w jego 3/4 - mam na myśli sporadyczne przypadki agresji kilkuletnich dzieci, dzieci na etapie uczenia się radzenia sobie z emocjami, zachowania mieszczące się w granicy normy, które my społeczeństwo, my matki zaczynamy na wyrost i bezpodstawnie traktować jako patologiczne. Dzieci z prawdziwymi zaburzeniami to zupełnie oddzielny temat!
12:14

Kosmetyki Linomag SUN i krem Alation Stopy - nasz niezależny test.

Napisała , w


Upały nie ustępują i chyba nie trzeba żadnej mamie mówić, że prócz tego, by w tym okresie dzieci dużo piły i miały lekie nakrycia głowy, bardzo ważna jest też ochrona odpowiednim kremem przeciwsłonecznym. U nas przewinęły się już kosmetyki przeciwsłoneczne bardzo różnych marek. Ostatnio mieliśmy okazję testować serię Linomag SUN. Jak wypadły w naszym niezależnym teście? Dowiedzcie się!



Linomag SUN SPF 30

To emolientowy krem na bazie oleju lnianego przeznaczony do skóry wrażliwej i alergicznej już od 1. dnia życia.

W składzie kosmetyku znajdują się kwasy omega-3 i omega-6, witamina E i naturalny wodoodporny filtr mineralny SPF 30. 

Krem chroni przed szkodliwymi działaniami promieni słonecznych i intensywnie nawilża nie powodując podrażnień.

Jak krem wypadł w naszych testach?

Bardzo dobrze! Przede wszystkim podoba mi się wygodne opakowanie, które ułatwia aplikację odpowiendiej dawki kremu i umożliwia zużycie go do samego końca. Wbrew pozorom dla mnie tuby wcale nie są tak wygodną formą opakowania kosmetyków. Tutaj nie ma problemu z wyciskaniem, co przy dużej gęstości często nie jest wcale łatwe. 

Krem dobrze rozprowadza się na skórze i nie jest zbyt gęsty. Ma delikatny zapach. Nie spowodował u nas żadnych reakcji alergicznych, a po pobycie na słońcu nie odnotowaliśmy żadnych "uszczerbków" na skórze :).

Warto podkreślić niewysoką cenę kremu: ok. 19 zł za pudełeczko.



Linomag SUN SPF 50

Skład kosmetyku jest podobny jak kremu z filtrem SPF 30: olej lniany bogaty w omega-3 i omega-6, witamina E i wodoodporne filtry organiczny i mineralny SPF 50.

Krem daje bardzo wysoką ochronę przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UB, z uwagi na najwyższy możliwy filtr. Tworzy na skórze wodoodporną warstwę ochronną, zapobiega oparzeniom i nadmiernej pigmentacji, jednoczesnie nie powodując podrażnień.

Przeznaczony jest także do skóry wrażliwej, suchej i alergicznej, ale dopiero od 6. miesiąca życia.

Jak krem wypadł w naszych testach?

Ten krem jest znacznie bardziej gęsty niż krem z filtrem SPF 30. Przez to trochę trudniej go zaaplikować, a po naniesieniu na skórę dosyć trudno sie rozprowadza i wchłania. Zostawia na skórze białą, tłustą warstwę. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że w przypadku kremów wodoodpornych i z tak wysokim filtrem jest to raczej normalna sytuacja. 

Istotne jest to, że krem nie zmywa się w kapieli - czy to w basenie czy w jeziorze, a jak wiaodmo, kontakt z wodą wzmaga siłę promieni słonecznyc i łatwiej wtedy o poparzenia. Dlatego uważam, że to dobry kosmetyk.

Zachęcająca jest również jego cena - kosztuje ok. 15 zł za tubkę.


Krem Alation Stopy

To nowość w ofercie marki Ziołolek - producenta kosmetyków Linomag. Marka nie zapomniała o potrzebach zapracowanej i aktywnej mamy i dołączyła go do paczuszki z kosmetykami przeciwsłonecznymi :).

Krem ma w składzie masło shea, olejek z drzewa herbacianego i olejek miętowy, a dzięki tym skłądnikom ma zapewniać stopom odpowiednie nawilżenie, zpaobiegać nieprzyjemnemu zapachowi i nadmiernej potliwości, przywracać skórze miękkość i gładkość i odprężać zmęczone stopy.

Jak krem wypadł na moich stopach :) ?

Krem ma lekką formułę, aczkolwiek powiedziałabym, że odrobinkę za lekką, gdyż za mocno wypływa z tubki. Nie dokońca odpowiada mi zpach, bo nuty bardzo intensywnej mięty mieszają się z nieco aptecznym aromatem. To jednak moje subiektywne odczucie. Ogólnie zapach jest bardzo orzeźwiający i pozytywnie wpływa nazapobieganie nieprzyjemnemu zapachowi zmęczonych stóp.

Samo działanie kremu jest dobre. Chłodzi stopy, nawilża je i zostawia na nich  ten swój miętowy zapaszek.


Odpowiednia ochrona przed słońcem to MUS!

I o tym nie wolno nam zapominać w okresie wiosenno - letnim. Dla nas jet to szczególnie ważne z uwagi na to, że mamy skórę alergiczną, a dzieciaki są świeżo po ospie [pisałam o tym niedawno a tekście: Ospa u dzieci - objawy i leczenie.].

Każdy na własnej skórze musi wypróbować kosmetyki przeciwsłoneczne, których pełno jest na rynku i znaleźć odpowiedni dla siebie. Do kosmetyków z serii Linomag SUN nie mam większych zastrzeżeń - spełniają swoją rolę, a ceny nie odstraszają!






10:52

'Obłoki Fergany' Przemysława Chwały - magiczna podróż do Kirgistanu i Uzbekistanu.

Napisała , w

Reportaże są jedną z moich ulubionych form filmowych, za to rzadko sięgam po książki z tego gatunku. 



"Obłoki Fergany" zaintrygowały mnie dlatego, że poruszają temat niby całkiem nam bliski - bo żadna to odległa Afryka czy Antarktyda, ale tereny byłego ZSRR - a jednak tak odległy - bo o mieszkańcach Kirgistanu i Uzbekistanu jak również o tamtejszych terenach wiemy zaskakująco mało! Rosja i jej byłe tereny zawsze fascynowały mnie tym niezwykłym połączeniem swojskości z egzotyką. Książka Przemysława Chwały mnie nie zawiodła!

Przemysław Chwała to młody antropolog,  podróżnik i fotograf. W jego książce - reportażu czuć tę młodość, to świeże spojrzenie na otaczajacy go świat, tę fascynację Azją i miłość do niej. Podoba mi się ten brak nadęcia

Chwała swietnie oddaje klimat Kirgistanu i Uzbekistanu, a jest on bardzo charakterystyczny. Do tych krajów byłego Bloku Wschodniego współczesnośc próbuje się wedrzeć na przekór nalecialościom z ustroju, który już przeminął,radzieckim tradycjom i zwyczajom a wręcz tęskncoei za ZSRR, która dotyczy starszych mieszkańców tych terenów. Młodzi Kirgizi i Uzbecy mozolnie budują swoją tożsamość próbując zbliżyć się do Europy


Dowiadujemy się z tej książki - "impresji" - o tym, jak wygląda życie codzienne w miastach i wsiach. Chwała bardzo szeroko patrzy na życie na tych terenach Azji: historia, polityka, religia, gospodarka - wszystko to porusza w "Obłokach Fergany". Najważniejsi są tutaj jednak ludzie: rozmowy z nimi ich obserwcja, przybliżanie indywidualnych historii każego z nich, która stanowi nierozerwalną całość z historią całego regionu i tak dosadnie oddaje światopogląd i kulturę tam panującą.

Jeśli lubisz podróże, także te palcem po mapie, a podczas nich najbardziej doceniasz magiczny klimat, ta książka jest dla ciebie!






Książkę Przemysława Chwały znajdziecie w księgarni internetowej Tania Książka:


23:47

Ospa wietrzna - objawy i leczenie.

Napisała , w

Ospa wietrzna jest jedną z bardziej powszechnych chorób wieku dziecięcego. Wywoływana jest przez wirusa opsy - herpeswirus VZV, a do zakażenia bardzo łatwo dochodzi droga kropelkową. Ospa nie jest groźną chorobą, o ile odpowiednio zadba się o chorego malca. Jak wygląda ospa wietrzna u dzieci? Jak ją leczyć i zapobiegać powikłaniom? Postaram się odpowiedzieć na wasze pytania i rozwiać wątpliwości!


Spokojnie, to tylko ... ospa!


Trzy tygodnie temu zauważyłam u Szymka dziwny bąbelek. Na początku myślałam, że to ukąszenie jakiegoś owada, jednak bąbelek zaczął się robić brzydki, jakby ropny, a kiedy na drugi dzień na ramieniu pojawił się kolejny, zapaliła mi się czerwona lampka: OSPA!

Przyznam, że na początku byłam przerażona. Pamiętam co prawda, że sama przechodziłam ospę w dzieciństwie, ale kompletnie nie pamiętam, jak to przebiegało - prócz tego, ze byłam cała biała od maści. A teraz zachorował Szymek, a po nim na pewno dopadnie Julkę! Co to będzie?!

Jeszcze tego samego dnia Grzegorz pojechał z Szymonem do lekarza, gdzie zostaliśmy uspokojeni przez panią doktor, która oznajmiła: "Spokojnie, to tylko ospa!".


Jakie są objawy ospy?

Przede wszystkim WYSYPKA - czasem może to być dosłownie kilka bąbelków, a czasem - tak jak w przypadku moich dzieci - wysyp krost na całym ciele, a nawet w gardle. Wykwity skórne początkowo są czerwonymi plamkami, które przeobrażają się w bąble wypełnione płynem surowiczym. Te po pewnym czasie stopniowo przysychają i tworą strupy. Wysypka zwykle jest bardzo swędząca a bywa też bolesna. 
Pęcherzyki pojawiają się głównie na tułowiu, ramionach i nogach, ale bywa też, że są pod włosami, w buzi, na narządach płciowych, w nosie, a w skrajnych przypadkach nawet na gałkach ocznych.

Ospie może też towarzyszyć: wysoka gorączka [do 40 stopni], ból głowy, uczucie rozbicia, ogólne złe samopoczucie.


Jak dochodzi do zarażenia ospą wietrzną?

Ospą można się bardzo łatwo zarazić drogą kropelkową czy nawet przez kontakt  odzieżą chorego. Moje dzieci "przyniosły" ospę oczywiście ze szkoły. Chory zarażony wirusem ospy, zaraża innych zwykle ok. 5 dni przed i 5 dni po pojawieniu się wysypki. Sam "wylęg" wirusa trwa około 2 tygodnie. U nas - jak w zegarku - u Julii ospa ujawniła się po 14 dniach od momentu ujawnienia się jej u Szymona.

Ospa nie jest groźną chorobą, o ile przestrzega się kilku zaleceń. Jakich?

Po pierwsze powinno się pozostawić dziecko w domu przez około 2 tygodnie, a na pewno do pęknięcia bąbli i zrobienia się strupków.
Ospy nie wolno przeziębić, ale nie jest prawdą - jak uważały nasze babcie - że w czasie ospy nie wolno się myć. Króciutkie kąpiele w letniej wodzie są jak najbardziej wskazane a nawet przynoszą ulgę.
Należy stosować środki przepisane przez lekarza - dzisiaj nie są to już "ciężkie" maście, ale raczej środki odkażające i przeciwhistaminowe - łagodzące swędzenie i szczególnie pamiętać o tym, że gorączkę w ospie zbija się paracetamolem a nie ibuprofenem.


Leczenie ospy jest objawowe

Oznacza to, że łagodzimy symptomy choroby. Nie zahamujemy wysypu krost ani nie wyrucimy w magiczny sposób wirusa z organizmu. Możemy jednak ulżyć dziecku w swędzeniu, zadbać, by krostki były odpowiednio dezynfekowane i szybciej się zasuszały. 

Trzeba też dbać, by dziecko w miarę możliwości się nie drapało, bo po pierwsze może to doprowadzić do zakażenia i powikłań, a po drugie mogą pozostać brzydkie blizny.


Specyfiki, które nam pomogły w przejściu ospy wietrznej:


Octenisept [lub Asept]

Środek odkażający, którym lekarz zaleci pryskać krostki, aby je oczyszczać i nie dopuścić do zakażenia. Działa też zasuszająco.

Pudroderm


Nie każdy lekarz go przepisuje, gdyż ponoć krostki pod nim się "pocą". Jest to biały płyn o mentolowym zapachu. O ile u Szymona go nie stosowaliśmy, o tyle u Julii, która jest dosłownie cała w krostach - od stóp do głów - lekarz nam go zalecił. W przypadku ostrego wysypu krost, Pudroderm szybciej je zasusza i działa znieczulająco.

Nadmanganian potasu [kalia]

Złota rada, którą dostałam od moich kochanych czytelniczek w grupie Mama Taka Jak Ty! Ten niepozorny, fioletowy proszek z apteki za kilka złotych wsypujemy w ilości szczypty do wanny z wodą i robimy dziekcu kąpiel [kilkuminutową]. Przekonałam się na moich pociechach, że daje to niesamowitą ulgę w swędzeniu a krostki o wiele szybciej się zasuszają. 
Notabene kalia to  sposób naszych babć nieomal na wszystko: od odparzeń po infekcje kobiece.

Paracetamol

Jedyny lek na gorączkę, jaki można stosować w czasie ospy.


Hitaxa

Lub inny lek przeciwhistaminowy. Podaje się go po to, by zmniejszyć świąd i rzeczywiście widać ulgę po podaniu tabletki.


Pomocny może tez okazać się napar z rumianku i szare mydło - szczególnie, jeśli chodzi o krostki w miejscach intymnych. Zaleca się robienie nasiadówek właśnie z rumianku lub w odrobinie szarego mydła.


Powikłania ospy wietrznej ...

- zapalenie ucha środkowego
- zapalenie węzłów chłonnych
- zapalenie płuc
- zapalenie opon mózgowych


To tylko niektóre powikłania. Zdarzają się one raczej rzadko, a jeśli występują to najczęściej u osób dorosłych, noworodków i niemowląt. Dzieci między 5 a 15 rokiem życia [a najczęściej właśnie w tym wieku dochodzi do zarażenia] przeważnie przechodzą ospę bez powikłań, co nie oznacza, że nie trzeba o nie odpowiednio dbać w chorobie i trzymać rękę na pulsie!

U nas już prawie po ...


Szymonowi zostały dosłownie trzy strupki, a Julia choć nadal cała w wysypce przestała wreszcie gorączkować, a pęcherze w większości zamieniły sie w strupy. Powiem szczerze, ze lekko nie było. Niestety moje dzieci przeszły [przechodzą] tę chorobę dosyć ostro. Nie obyło się bez łez i okropnego"Dlaczego mnie to spotyka?", ale teraz już mamy tę pewność, że idzie ku dobremu i niedługo na zawsze pozegnamy się z tą cholerą. Na szczęście ospę przechodzi się z reguły tylko RAZ W ŻYCIU [choć znam wyjątki, ale to rzadkość].




Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz