Post Top Ad

11:18

Emolienty Oillan - na ratunek naszej wrażliwej skórze [+ KONKURS]

Napisała , w

Jeszcze nie tak dawno przechodziłam obok emolientów i  dermokosmetyków dosyć obojętnie. Owszem, używałam ich kiedy dzieci były malutkie i potem sięgałam od czasu do czasu, ale nie widziałam specjalnych powodów, by stosować je regularnie u dzieci i u siebie. Kilka miesięcy temu dowiedziałam się jednak, że moje dzieci są alergikami, a co więcej ja sama mam problemy alergiczne i skórne. Dlatego teraz emolienty i dermokosmetyki są moim pielęgnacyjnym must have i doceniłam ich fantastyczne działanie.
Niedawno w moje ręce trafiła inia emolientów Oillan Baby oraz z serii Oillan Med +.  Mam dziś dla was recenzję tych kosmetyków i konkurs, w którym może wygrać je dla siebie i swojego dziecka!


   Czym są emolienty i dlaczego warto je stosować?

Emolienty są preparatami natłuszczającymi skórę, zapewniającymi jej optymalne nawilżenie i ochronę, a także łagodzącymi ewentualne jej dysfunkcje takie jak AZS i związane z nimi dolegliwości (świąd, szorstkość, podrażnienia itp.).
Preparaty tego typu to nie są zwykłe kosmetyki! Są to produkty apteczne i testowane z udziałem alergików, dzięki czemu dostosowane są do potrzeb najbardziej wymagającej skóry. 
Emolienty można bez obaw stosować do pielęgnacji najdelikatniejszej skóry noworodków i niemowląt, ale także u dorosłych z problemami skórnymi, skórą wrażliwą, suchą i alergiczną.


Marka Oillan dba o skórę wrażliwców oferując dwie linie emolientów: Oillan Baby i Oillan Med +. Obie linie dostępne wyłącznie w aptekach.


 Oillan Baby - moja opinia.

W ramach testów  otrzymaliśmy cztery kosmetyki z tej serii: krem pielęgnacyjny do twarzy i ciała, płyn do mycia i kąpieli 2 w 1, krem przeciw odparzeniom, mleczko nawilżające.

Używamy wszystkich trzech preparatów oprócz kremu przeciw odparzeniom. Moje dzieci już są na niego za duże, ale obiecuję rzetelną recenzję, jak tylko bratu urodzi się maleństwo :).

Wszystkie produkty z tej linii można stosować od 1 dnia życia, a ich wyjątkowe działanie oparte jest na łagodnych i naturalnych substancjach takich jak: gliceryna, alantoina, D-pantenol, oleje z awokado, migdałów, słonecznikowy czy jojoba. Nie znajdziesz tu za to: oleju mineralnego, pochodnyc ropy naftowej, silikonów, parabenów, syntetycznych konserwantów, alkoholu, glikolu propylenowego, barwników ani PGE.

Do niedawna moje dzieci kąpały się ... w czym popadło. Owszem, w niemowlęctwie zwracałam większą uwagę na skład i na to, by produkty były dostosowane do potrzeb wrażliwej skóry, ale kiedy dzieci podrosły, błędnie myślałam, że ich skóra nie ma już wyjątkowych potrzeb. Od czasu do czasu wpadały w nasze ręce jakieś emolienty, ale potem nie przywiązywałam wagi do tego, by znów je kupić. Prawda jest taka, że skóra dziecka zawsze jest wrażliwsza niż skóra dorosłego i wymaga specjalnych kosmetyków, a ponadto okazało się, że zarówno u Julii jak i u Szymona rozwinęła się alergia i to na tyle mocno, że oprócz objawów ze strony układu oddechowego, doszły objawy skórne. 
Dosłownie kilka dni temu u Julki w zgięciach łokci pojawiła się wysypka, która po kąpieli w zapachowym płynie dla dzieci z dyskontu, przeobraziła się dosłownie w żywy ogień. Wielkie, czerwone plamy wystąpiły nie tylko w łokciach, ale też na buzi. Pediatra zapisał maść ze sterydami i totalny zakaz stosowania tego rodzaju płynów: szare mydło lub emolienty. 

Kosmetyki Oillan Baby trafiły do nas naprawdę w idealnym momencie! Płyn do mycia i kąpieli 2 w 1 nie wywołuje u Julki ani Szymka żadnych objawów alergii. Pieni się delikatnie, ale skutecznie myje, a przede wszystkim natłuszcza, nawilża, łagodzi podrażnienia. Mleczko nawilżające i krem pielęgnacyjny też zdały egzamin. Stanowią bardzo dobre uzupełnienie płynu myjącego. Smarowaliśmy nimi nawet zaczerwienione miejsca z wysypką i nie wywoływały przykrych odczuć, a wręcz można było zauważyć poprawę w postaci zbladnięcia i ustąpienia świądu.

Plusik za urocze grafiki na opakowaniach :). Julii się bardzo spodobały :).




 Oillan Med + - moje wrażenia ze stosowania.

W moje ręce trafiły dwa kosmetyki z serii Oillan med+ - balsam intensywnie natłuszczający i emulsja natłuszczająca do kąpieli dermatologicznej. 

Balsam intensywnie natłuszczający przeznaczony jest dla niemowląt od 3. miesiąca życia i dorosłych, do skóry podrażnionej, swędzącej, chronicznie suchej i ze zmianami skórnymi takimi jak AZS, egzemy, łuszczyca. 
Według informacji na opakowaniu ma m.in. odbudowywać strukturę lipidową naskórka i wzmacniać barierę ochronną, natłuszczać i wygładzać skórę (zawiera 30% kompleks natłuszczający), chronić przed przesuszeniem, łagodzić świąd i podrażnienia. 
Wśród składników aktywnych znajdują się m.in.: parafina ciekła, olej z ogórecznika lekarskiego i trójglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego.

Emulsja natłuszczająca do kąpieli dermatologicznej rekomendowana jest dla  niemowląt już od 1. miesiąca życia i dorosłych ze skórą podrażnioną, atopową, swędzącą, jako preparat wspomagający leczenie jak również do codziennego stosowania.
Z informacji na opakowaniu wynika, iż emulsja tworzy ochronny film na skórze  ograniczając utratę wody, natłuszcza, nawilża i wygładza. 
Składnikiem aktywnym jest tutaj 64% parafina ciekła.


Zastąpiłam nimi zapachowe balsamy do ciała różnych marek polecane jakoby do skóry suchej i mające ją długotrwale nawilżać i podobne żele pod prysznic. Czy moja tragicznie przesuszona, podrażniona skóra z egzemą to odczuła?

TAK!

I piszę to naprawdę szczerze! Dopiero po zastosowaniu emulsji i balsamu intensywnie natłuszczającego Oillan Med + wiem, co znaczy brak uczucia ściągnięcia, przesuszenia, swędzenia i dyskomfortu, który towarzyszył mi od dawna. Szczególny problem miałam z nogami - po prostu zadrapałabym się na amen po kąpieli!
Zastosowałam Oillan Med + i ze sporym zdziwieniem obserwowałam zmiany. Już po kąpieli odczułam różnicę pomiędzy zwykłym żelem pod prysznic, a emolientem, a po użyciu balsamu ... no po prostu bajka :). Super gładkie nogi, bez podrażnień, zaczerwienień, skóra miękka i nawilżona. Wreszcie nie spędzałam wieczoru na uporczywym drapaniu łydek!
I pomyśleć, że jeszcze niedawno twierdziłam, że emolienty mi niepotrzebne i wolę zapachowe kosmetyki z drogerii. Warto było przekonać się na własnej skórze, że byłam w błędzie!



Oillan kupujesz, podwójnie zyskujesz!


Kupując kosmetyki Oillan za minimum 70 zł do 30 czerwca masz szansę otrzymać  drugie 70 zł na kolejne produkty, a także masz szansę wygrać piękne tipi, mięciutkie kocyki i poduszki! Więcej informacji na stronie: konkurs.oillan.pl 



KONKURS

Wygraj zestaw kosmetyków Oillan!

Razem z marką Oillan przygotowaliśmy dla was KONKURS, w którym do zdobycia jest 1 zestaw kosmetyków zaprezentowany na grafice poniżej.

ZADANIE KONKURSOWE:

Odpowiedz na pytanie: JAK DBASZ O SKÓRĘ SWOJEGO DZIECKA?

Odpowiedź zamieść w komentarzu pod tym wpisem na blogu i dopisz swój e-mail kontaktowy.

Wybiorę jedną osobę, która zdobędzie zestaw kosmetyków Oillan. 

Laureata ogłoszę w tej notce konkursowej oraz na facebooku do 3 dni po zakończeniu konkursu. Będę prosiła o kontakt z adresu mailowego zamieszczonego przy odpowiedzi na mój e-mail: wokoldzieciblog@gmail.com

WYNIKI KONKURSU:

Zestaw Oillan leci do ... Edyty7!

Gratuluję serdecznie!

Zgłoś się do mnie!

Wszystkim dziękuję pięknie za udział!

Przed wzięciem udziału w konkursie, zapoznaj się koniecznie z regulaminem dostępnym pod linkiem: http://konkurs.oillan.pl/files/Oillan_regulaminkonkursu.pdf

KONKURS TRWA W DNIACH: 28.04. - 8.05.2017




07:34

Wiosenne nowości książkowe dla dzieci od Wydawnictwa Prószyński i S-ka. TOP 5.

Napisała , w

Oferta literatury dziecięcej Wydawnictwa Prószyński i S-ka jest coraz bogatsza, co widać po wiosennych nowościach. Tutaj każde dziecko znajdzie coś dla siebie - i przedszkolak i starszak, a i rodzice powinni po te książki sięgnąć, bo w każdej z nich znajdą dla siebie coś wartościowego! Oto TOP 5 wiosennych nowości książkowych dla dzieci od Wydawnictwa Prószyśki i S-ka.



"Kajtek, uważaj! Mały miłośnik książek zakłada okulary." 

Jennifer Berne

[polecana od 4 lat]

Kajtek to mały szpaczek, który uwielbia czytać książki. Pewnego dnia zaskoczony zauważa jednak, że coraz trudniej mu je czytać.... A wszystko dlatego, że coś się dzieje z jego oczkami. Potrzebują okularów!. Szpaczek udaje się zatem do okulisty.Ale ... co to? Kuzyni i koledzy na widok Kajtka w nowiutkich okularach, zaczynają się wyśmiewać i drwić z niego! Czy noszenie okularów to naprawdę jest powód do szydzenia z innej osoby?!

Historia Kajtka ma pokazać dzieciom, że absolutnie nie. Zresztą nie ma ku temu żadnego odpowiedniego powodu i choć w tej historii rzecz o okularach, to są one tylko jednym z wielu przykładów przeróżnych "inności" jakie spotykamy u koleżanek, kolegów, rodziny, ludzi na ulicy.... Koniec końców szpak Kajtek tak zaimponuje innym szpaczkom, iż zrozumieją one, że noszenie okularów nie czyni nikogo gorszym od reszty! I o tym też przekonają się mali czytelnicy!

Prosto, a jak mądrze napisana książeczka! Plus urocze ilustracje Keith Bendis. 
Szymek każe sobie czytać o Kajtku przynajmniej raz w tygodniu przed zaśnięciem :).





"To ja! Duży i odważny! Nowe historyjki, które dodają dzieciom pewności siebie".

Praca zbiorowa

To już drugi tom terapeutycznych historyjek z serii "To ja!". Pierwszego niestety nie mamy w swojej biblioteczce, ale już wiem, że chcemy go mieć :).

Na 120 stronach tej książki znajduje się taka dawka optymizmu, życzliwości i ciepła skierowanego w stronę najmłodszych, że mi - mamie - podczas czytania samej robi się cieplej na sercu! 
Na kanwie codziennych sytuacji, z którymi spotyka się każde dziecko, autorzy przedstawiają ważne sprawy, z którymi i dzieci, i my rodzice często musimy się borykać. W tym tomie są to: brak pewności siebie, kłótnie z przyjaciółmi i problemy z zaśnięciem. W każdej z tych trzech części, na które podzielona jest książka, znajdziesz Droga Mamo, znajdziesz Drogi Tato, słowo dla ciebie i dziewięć opowiastek, które pomogą tobie i twojemu dziecku.

"To ja!" jest książką do wspólnego czytania i do przedyskutowania - niejednokrotnego - rodziców z dziećmi. Bo nic nie przemawia do wyobraźni lepiej, niż sytuacje, które zna się z codziennego życia, a autorzy tej książki sprawiają, że zaczyna się patrzeć na nie inaczej i dostrzegać lepsze rozwiązania i słuszniejsze wybory.

Ilustracje barwne i wesołe, choć jak dla mnie troszkę ich za mało i w stylu, który nie do końca mi się podoba, aczkolwiek to wyłącznie kwestia gustu, a te jak wiadomo są różne.




"Dlaczego? Księga najlepszych pytań i odpowiedzi na temat nauki, przyrody i świata".

Catherine Ripley

[polecana od 4 lat]

Od razu zdradzę, że to moja faworytka wśród tej piątki :). Nie bez powodu sprzedana w ponad 130 000 nakładzie i tłumaczona na wiele języków! Autorka Catherine Ripley wyszła z założenia, że nie ma głupich pytań a słowo "Dlaczego?" miliony razy wypowiadane przez dzieci ma w sobie magię! I ta magia zadziałała w jej książce!

W sześciu działach [m.in. "W kąpieli" i "W supermarkecie"] znajdziesz Kochany Rodzicu takie pytania, o których nawet filozofom się nie śniło - śniło się za to tobie od słyszenia ich po tysiąckroć dziennie ;). Catherine Ripley wyręczy cię troszkę, zdejmie z twojego serca ten ciężar wywołany rozczarowaniem potomka po usłyszeniu z twoich ust "nie wiem" zamiast satysfakcjonującej odpowiedzi a niejednokrotnie i ciebie zaskoczy ciekawymi odpowiedziami na pytania!

Autorka  używa prostego, przystępnego nawet dla najmłodszych dzieci języka i nie boi się żadnych pytań. Mam nadzieję, że będzie kontynuacja tej książki!

Wielki plus za przepiękne wydanie: twarda oprawa, spory format i jak dla mnie bajeczne ilustracje  Scotta Ritchie zajmujące całe strony. Wspaniale się tę książkę z dzieckiem czyta i ogląda!





"Jak to możliwe? Odpowiedzi na pytania ciekawskich dzieci".

Kathy Wollard

Powiedziałabym, że "Jak to możliwe?" jest w jakimś stopniu odpowiednikiem opisanej powyżej książki "Dlaczego?" tyle że dla starszych dzieci. Tutaj już mamy pytania z gatunku trudniejszych i bardziej kłopotliwych, a i odpowiedzi są bardzo rozbudowane, napisane przez wybitnych specjalistów. 

Ty i twoje ciekawskie dziecko znajdziecie tu 175 pytań i odpowiedzi z różnych dziedzin [m.in. świat zwierząt i roślin, nasza planeta i sztuczki ze światłem i dźwiękiem], które przez lata napływały z całego świata do amerykańskiego dziennika "Newsday". Autorka Kathy Wollard prowadzi w tymże dzienniku rubrykę pod tą samą nazwą, co tytuł książki.

Podoba mi się poręczny, nieduży format książki, ciekawy układ graficzny i zabawne, kreskówkowe ilustracje Debry Solomon. 

 Julka szuka tu odpowiedzi na pytania, które przychodzą jej do głowy albo po prostu przegląda i zatrzymuje się tam, gdzie coś ją zainteresuje. Przybiega wtedy do mnie i mówi: "Mama, a wiedziałaś, że..."  Powiem szczerze, że w tej książce [a jest to spore tomisko liczące ponad 400 stron] ja sama znalazłam wiele ciekawych faktów, o których nie wiedziałam. Ba! Często zasiadam do lektury wieczorami, kiedy dzieci już śpią :).





"Docent Pięć Procent i szalona historia komputerów"


Marcin Kozioł

Marcin Kozioł, który pierwsza książkę o komputerach opublikował mając 15 lat, stworzył wyjątkowe kompendium wiedzy o komputerach, internecie, grach i wszystkim, co związane z komputeryzacją, która ogarnęła nasz świat. Narratorem książki jest sympatyczny chłopak zwany Docent Pięć Procent oraz jego pies, którzy to zostali wessani do wnętrza komputera. Pokazują czytelnikom jego wnętrze, tajemnicze zakamarki sieci i wracają do historii prezentując chociażby zasłużonych dla komputerowego świata ludzi i ciekawe, historyczne fakty. 

Można śmiało powiedzieć, że jest to książka interaktywna, bowiem oprócz ogromnej dawki pisanej wiedzy o komputerach,internecie i technologii, młody czytelnik znajdzie tutaj miejsce na rozwiązywanie różnorakich zadań oraz odnośniki do strony internetowej wraz z kodami, które trzeba wpisać, aby zdobyć kolejną porcję informacji. Czyni to tę książkę bardzo współczesną i bez dwóch zdań atrakcyjną dla czytelnika w wieku powiedzmy od 8 lat wzwyż. 

Sama forma graficzna książki jest bardzo ciekawa i taka ... komputerowa :). Szalenie podobają mi się autentyczne, stare fotografie i szczegółowe grafiki przedstawiające wnętrze komputera. 

"Szalona historia komputerów" spodoba się nie tylko interesującym się komputerami dzieciom, ale też ich rodzicom. Właśnie Grzegorz [pan tata] siedzi tu obok mnie przy stole i przegląda to, co Marcin Kozioł stworzył :).




Która książka z mojego TOP 5 zainteresowała cię najbardziej? Która zainteresowałaby twoje dziecko? A może już macie ją w swojej biblioteczce? Podziel się ze mną wrażeniami!



Wpis powstał w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Prószyński i S-ka. 



Więcej o każdej z prezentowanych tu książek przeczytasz na stronie:www.proszynski.pl
16:18

Jak nie zwariować przed I Komunią Świętą dziecka?

Napisała , w

Ani się obejrzałam, jak ze słodkiego bobaska wyrosła mi duża dziewczynka, która już za niecały miesiąc przystąpi do I Komunii Świętej. Jestem świeżo po komunijnych (jakkolwiek to brzmi) zakupach, Julka właśnie siedzi nad podręcznikiem do religii, a od przyszłej niedzieli zaczynają się poważne próby w kościele. Ten Wielki Dzień zbliża się wielkimi krokami...


Pamiętam jak rok temu przyglądając się przygotowaniom komunijnym rodziny męża, myślałam sobie: "Ja to chyba oszaleję ze stresu!". Tymczasem dzisiaj kolokwialnie mówiąc lajcik... Jak ja to  właściwie robię, że nie dopadła mnie ta cała przedkomunijna gorączka???


16:40

Mamo,nie odkładaj bycia sobą na później!

Napisała , w
Kiedy zostajesz mamą zmienia się cały twój świat. Ty się zmieniasz. Wiadomo. Innej takiej miłości nie zna świat! Od momentu, gdy po raz  pierwszy przytulasz swoje maleństwo, rola mamy staje się dla ciebie najważniejszą w życiu. Piękne to i wzruszające. Naturalne. Bo żadna inna rola nie wymaga takiego zaangażowania, jak rola matki. Jednak często bywa tak, że angażujesz się w bycie mamą tak mocno, że zapominasz o byciu sobą... 



Punkt 1 - pasja, czas wolny


"Nie mam czasu nawet obejrzeć "M jak miłość", a co dopiero przeczytać książkę!", "Jak Marysia dorośnie wrócę do malowania!", "Powinnam przecież pobawić się z Polą zamiast iść na siłownię!" - znasz te teksty? Niech zgadnę - jakbyś słyszała siebie? Albo koleżankę, która ma małe dziecko? No jasne, bo takie teksty to  u nas "norma"! A jeśli dla ciebie nie są "normą" i znajdujesz chwilę na dzierganie na drutach (i to nie sweterka dla bobasa), wyjście do kina czy bieganie to pewnie słyszysz od innych mam: " Że też ci się chce!", "Jak ty na to znajdujesz czas?!", "Nie masz wyrzutów sumienia, że zamiast bawić się z dzieckiem spędzasz czas na swoich fanaberiach?". Mam rację?

Mnie bliskie są obydwa rodzaje tekstów. Najpierw długi czas sama posługiwałam się tymi pierwszymi, a jak już nauczyłam się znajdować czas dla siebie i na swoje pasje, zaczęłam nieustannie słyszeć te drugie. No bo jak matka może mieć czas robić kartki albo pisać bloga? Pewnie zaniedbuje przez to dzieci! :P A już najbardziej kocham pytanie: "Ty pieszooooo i bez dzieciiiii?" i otwarta ze zdziwienia buzia kogoś, kto mnie spotkał w sklepie (2 km stąd), bo przecież mam prawo jazdy, samochód i dzieci, a miałam czelność przyjść piechotą i to sama! Hahaha :).

O ile przy maleńkim dziecku kompletny brak czasu dla siebie i chwilowe (podkreślam: chwilowe) zapomnienie o swoich pasjach jest raczej normalne, o tyle już mając przedszkolaka naprawdę można wygospodarować trochę czasu dla siebie. Trzeba tylko chcieć i nauczyć się tego. Trzeba zapomnieć o wyrzutach sumienia  i mieć w nosie opinie innych (bo niestety zawsze będzie grono mam, dla których jedynym sensem istnienia jest sprzątanie :P). Trzeba w sobie odnaleźć entuzjazm i zamiłowanie. Czy to czytanie książek, czy rysowanie, czy hodowanie kwiatów albo rękodzieło - każda pasja jest dobra! I jestem zdania, że każda mama dla zdrowia psychicznego i emocjonalnego powinna jakąś pasję mieć!


Punkt 2 - image


Albo dres, albo klasyka. Tak moim zdaniem postrzega się stereotypowy image matki. Gdzieś nawet natrafiłam kiedyś na artykuł pt. "Czego nie powinna nosić mama?" i inny, aczkolwiek w sumie można było rozumieć go podobnie: "Czego nie wolno ci nosić po 30.stce?" (wszak na ogół jednak wiele 30.stek jest już mamami). Wyliczano w tychże artykułach m.in. koszulki ze śmiesznymi nadrukami, dżinsy - podartusy, glany i kolor różowy. Akurat wszystko, co najbardziej lubię :).

Kurde, zostanie mamą nie oznacza, że nagle masz przestać nosić wszystko, co lubisz! Nie oznacza też, że powinnaś czuć się jak pani w średnim wieku (zresztą nawet panie w średnim wieku ubierają się dziś bardzo różnie - i dobrze)! Ja źle się czuję w większości kiecek, w eleganckich bluzkach czy szpilkach i mimo, że mam dwoje dzieci i 30 lat na karku, nadal noszę moje ukochane trampki, trapery, podarte spodnie i t-shirty. Jasne, że jakieś tam granice się ma - spódniczka zawsze musi zasłaniać tyłek, a dekolt nie powinien sięgać do pępka, ale to dotyczy nie tylko matek, prawda ;)?


Punkt 3 - rozmowy, tematy tabu


Jak już zostajesz mamą to powinnaś rozmawiać tylko o kupkach i zupkach, potem o ocenach w szkole i zabawkach, a w okolicach osiemnastki potomka o wyborze studiów i prawie jazdy. Głupie? To przypomnij sobie, o czym najczęściej gadasz z przyjaciółką czy własną mamą? Jak często poruszasz temat siebie samej - choćby kosmetyków czy filmu, który ostatnio obejrzałaś? Nie, nie - wybór płynu do podłóg się nie liczy! Fakty są takie, że tematy do rozmów zawężają się nam dość mocno przynajmniej na początku macierzyństwa. I nie ma w tym nic złego. Normalka, że mamy potrzebę gadania o dzieciach. Tylko ważne, by nie zapominać o innych tematach! Mózg matki potrzebuje odskoczni od tematów okołodzieciowych! (Między innymi dlatego, mam zamiar rozszerzyć tematykę bloga. )


Osobna kwestia to tematy tabu, o których matce już absolutnie mówić nie wypada! Według mnie - poprawcie mnie, jeśli się mylę - dwa takie główne tematy to seks oraz mówienie o swoim zmęczeniu, złym samopoczuciu i  ogólnym "mam dość". Rozmów na obydwa tematy jako matka powinnaś się wstydzić. No bo jak to o seksie i to jeszcze przy trzymiesięcznym dziecku? Dopiero, co urodziła i już seksu się jej chce! I jeszcze to dziecko wszystko słyszy! Nawet koleżanki - te niedzieciate - nagle zaczynają omijać ten temat w rozmowach z tobą. Bo w sypialni po urodzeniu dziecka to już się pewnie tylko karmi... A osławione już "odzieranie macierzyństwa z lukru" też raczej nie dla przeciętnych matek. Przecież nie jesteś Agnieszką Chylińską, żeby ci klaskali za gadanie o bolących cyckach czy ewentualnym pragnieniu wyjechania choćby na rok na bezludną wyspę i zostawienia całej gromadki - bez względu na to, ile ma lat - pod opieką tatusia....

A ja na przekór rozmawiać lubię o wszystkim. I jak tylko mam okazję zalewam rodzinę i znajomych istnym słowotokiem, w którym i seks się przewija, i książki, i PiS i PO, i nowa odsłona "Idola", i nowa kolekcja papieru Santoro, i to jak mnie ostatnio Szymon zirytował.... ;)

Punkt 4 - marzenia...


"Jak dzieci dorosną to pojedziemy w góry. Teraz są za małe" - błąd! Ja w górach z 4-latkiem i 8-latką bawiłam się doskonale i przeszłam jakieś 50 km! "Jak Jaś pójdzie do przedszkola to w końcu wrócę do szydełkowania!" - a może wystarczy dać Jasiowi klocki i pokazać mu, że może bawić się sam, zamiast ciągle "warować" koło niego na dywanie i w tym czasie chwycić za szydełko, ołówek, igłę, farby czy włączyć sobie filmik z ćwiczeniami na YT? I najlepsze: "Jak dzieci wyfruną, to w końcu zaczniemy z mężem cieszyć się życiem!". Pewnie, to przez 18 (jak dobrze pójdzie) lat to nic tylko się dołować, siedzieć w domu i czekać, czekać, czekać.... Kurcze, wiadomo, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy i jak nie masz opieki do dzieci, nie masz co marzyć o randce w kinie a wyprawa w góry z dziećmi to nie to samo co we dwoje, ale naprawdę można spełnić wiele marzeń będąc już mamą!

Ja zaczęłam od drobiazgu - scrapbooking. Papier kochałam właściwie odkąd pamiętam, ale zostając żoną, potem mamą, zapomniałam o tej pasji, a nawet jeśli sobie przypominałam, to albo strofowałam się, ze nie wypada, albo było mi szkoda kasy, albo nie umiałam znaleźć czasu. Przyszedł taki przełomowy czas w moim życiu, że po prostu usiadłam do laptopa i zamówiłam pierwsze materiały. Poczucie spełniającego się marzenia jest nieporównywalne z żadnym innym! Teraz małymi krokami, ale jednak dążę do spełnienia kolejnego - pracy.


Punkt 5 - twoje potrzeby i emocje, w tym "czasami mam już dość!"


Oooooj, temat rzeka! "Kocham" trend kreowania matek na superbohaterki, które nie biorą urlopu, nie chorują i w ogóle są jak cyborgi z przyklejonym do twarzy uśmiechem! No kocham to! I to jak większość z nas stara się dorównać temu wzorcowi kreowanemu przez media! Jasne - sama próbowałam! I doszłam do momentu, w którym zamiast fantastycznie, jak obiecywały reklamy, zaczęłam czuć się ze swoim macierzyństwem po prostu podle... Nie umiałam się nim cieszyć, bo wciąż za coś się obwiniałam a na dokładkę zupełnie zamiotłam pod dywan swoje potrzeby i prawdziwe uczucia. Fajnie co? Jestem przekonana, że nie jestem w mniejszości, tylko wiele z nas wciąż boi się przed sobą do tego przyznać... Że nie musimy i nie chcemy być doskonałe. Że mamy prawo mieć dość zachowania własnych dzieci. Że potrzebujemy samotnego spaceru. I do wielu innych - NORMALNYCH - rzeczy.

To też odkładamy na później. Bo teraz "musimy" być idealnymi matkami! Bo co? Bo tak chce otoczenie? Bo taka jest znana blogerka? Bo tego wymaga od nas partner?  Bzdura. Jak ostatnio przeczytałam w pewnej kobiecej gazecie: "Wyrzuć słowo "muszę" do kosza!" i pomyśl o tym, czego naprawdę chcesz, tym bardziej, że ta presja nie jest dobra nie tylko dla ciebie, ale też dla tych twoich dzieci, dla których tak bardzo chcesz być doskonała.

Powiem ci frazes, ale prawdziwy: idealna matka to szczęśliwa matka, a szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci! Sprawdziłam na sobie! Nie odkładaj więc na później siebie przez to, że jesteś mamą. Bądź w macierzyństwie sobą i bądź szczęśliwa! 


Dotyczy ciebie choć jeden z tych punktów? Podziel się swoimi doświadczeniami!


17:31

Halo! To ja!

Napisała , w

No cześć. Wreszcie tu wróciłam. Tak naprawdę - z literami pod palcami, bo myślami wracałam do bloga i do was czytelniczki moje bardzo często. Dzisiaj chcę na nowo się z wami przywitać, kilka rzeczy wyjaśnić i zaproponować wam nieco innego bloga niż był do tej pory. Bo nie może być taki sam, skoro ja jestem inna niż jeszcze trzy miesiące temu. Mam jednak nadzieję, że to będzie naprawdę "dobra zmiana" ;) 





Jak to było, kiedy mnie nie było?

Nie będę kłamać, że przez ponad trzy miesiące milczenia blogowego przez cały czas mi brakowało pisania. Na początku nie brakowało w ogóle. Na to, że zrobiłam sobie "wolne" od bloga złożyło się wiele czynników i nie o wszystkich chcę pisać (zawsze miałam wyraźną granicę prywatności i tak zostanie). Jednak przesyt blogosferą był jednym z nich na pewno. Na siłę próbowałam się dopasować. Chciałam być taka jak inne blogerki. Poruszać popularne tematy, reklamować się gdzie się da, być lubiana przez wszystkich. Zagubiłam się w treściach, jakie tak naprawdę chcę przekazywać, w ilości czasu, jaki chcę naprawdę poświęcać na blog, we współpracach... 

I wiecie co? Blog zaczął mnie zwyczajnie męczyć. Bardzo męczyć. A nie tak powinno być, nie sądzicie? Nie potrafiłam w sobie odnaleźć tego entuzjazmu, frajdy i pasji, która towarzyszyła mi wcześniej w blogowaniu. Bardzo chciałam, ale nie mogłam...

Do tego zmęczenia dołożyły się jeszcze inne czynniki, jednak zbyt osobiste, żeby o nich pisać.Sprawiły one jednak, że przewartościowałam w swoim życiu wiele rzeczy. Zrozumiałam, czego naprawdę chcę od życia. I zaczęłam walczyć o siebie. 

Przez te trzy miesiące przynajmniej kilkanaście razy już prawie wciskałam guzik "usuń"... Jednak za każdym razem było mi żal i coś mnie powstrzymywało. Powstrzymywałyście mnie wy, dziewczyny, reagujące na każdy mój wpis, który od czasu do czasu wrzucałam na fanpage bloga i myśl o tym, jaką fajną, zgraną ekipę razem tworzyłyśmy. Powstrzymywało mnie to, że ten blog to kawał mojego życia. I jeszcze to, że ja przecież w gruncie rzeczy nie przestałam kochać pisania! Przestałam jedynie lubić to, jaki stał się mój blog przez moje złe podejście...

Dlatego właśnie po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że zamiast kasować bloga, muszę po prostu zmienić moje podejście do niego i w efekcie cały blog.

Co się tutaj zmieni?

1. Nazwa. Bo nie będzie to już blog typowo parentingowy. Zresztą nazwa Wokół Dzieci dawno przestała mi się podobać :). Mam inne pomysły :).

2. Częstotliwość pisania. Koniec zabijania się o post każdego dnia! To nie jest fajne! Planuję, aby tygodniowo pojawiały się dwa - góra trzy wpisy.

3. Tematyka. Nie będzie to już blog typowo parentingowy, choć tematy okołodzieciowe pewnie będą się pojawiać. Chciałabym jednak poruszać też inne sprawy, kobiece, związane z moimi pasjami.

Pojawią się nowe działy. Niektóre znikną albo zostaną przekształcone. Zmieni się grafika bloga. Będzie mniej recenzji, ale na pewno nie zabraknie wartościowych książek i fajnych zabawek.

Nie będę się spinać na poruszanie tematów na topie. Nigdy nie czułam się kompetentna do tworzenia postów poradnikowych, od których roi się na każdym blogu parentingowym, więc nie będę ich tworzyć na siłę.


Co się nie zmieni?

Mam nadzieję, że zgrana ekipa, fajna, normalna atmosfera i wasza obecność. A i nowe czytelniczki powitam z otwartymi ramionami!


Jedno jest pewne: na szczyt listy popularności w blogosferze to ja jednak nie trafię, ale wcale tego nie chcę i nie potrzebuję! Teraz to wiem na pewno! 
Ważniejsze dla mnie jest to, by pisanie sprawiało mi frajdę i przyciągało fajne, lubiące naturalność, ciepłą atmosferę i pasję grono czytelników! I myślę, że to się uda. Co wy na to :)? 


P.S. Wszelkie wasze sugestie na temat zmian na blogu przyjmę z otwartym sercem! Piszcie w komentarzach, na priv, jak wam wygodnie!

Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz