Post Top Ad

15:31

Starsza siostra, starszy brat - ważna rola!

Napisała , w

Jak dziś pamiętam moje obawy związane z tym, że Julia będzie miała rodzeństwo. Czy będzie bardzo zazdrosna? Czy pokocha braciszka? Czy odnajdzie się w nowej roli? Bo rola starszej siostry, to rola niełatwa i niezwykle ważna! Co dzisiaj po ponad 4 wspólnych latach mojej dwójki, mogę o tym powiedzieć? Jesteś ciekawy? Wkrótce i twój jedynak przestanie nim być? Przeczytaj!


Bycie starszą siostrą/bratem to duże wyzwanie...

Nie ma chyba rodzica, który nie stresowałby się na myśl o tym, że jego dziecko zostanie starszą siostrą/bratem. Bez względu na to, czy w rodzinie ma się pojawić drugie, czy kolejne dziecko, choć nie da się ukryć, że gdy sprawa dotyczy jedynaka, stres jest zdecydowanie większy. Bo przecież dla dziecka, które do tej pory miało mamę i tatę tylko dla siebie, nagła konieczność "dzielenia się" nimi jest ogromną zmianą!

Też przez ten stres przechodziliśmy wraz z Grześkiem. Julka była jedynaczką przez 4 lata. Nasze oczko w głowie. W dodatku dziecko, które ze względu na swój bardzo żywiołowy temperament od początku wymagało bardzo dużo uwagi. Była też jednak (i jest do dziś) dzieckiem bardzo towarzyskim. Odkąd skończyła dwa lata prosiła nas o braciszka albo siostrzyczkę. I pojawił się Szymon, a nasza czterolatka (wtedy) stanęła oko w oko z wyzwaniem pod nazwą: być starszą siostrą.

Starsza siostra - początki.

Początki jak to zwykle bywa łatwe nie były. Mimo, że próbujemy przygotować dziecko na zmiany, jakie niesie za sobą pojawienie się rodzeństwa, to tak naprawdę trudno uniknąć "zgrzytów". My przystosowujemy się do nowej sytuacji i przystosowuje się do niej starsze dziecko. Proces nauczenia się funkcjonowania "w powiększonym składzie" wymaga czasu. Zazdrość pojawiła się i u nas. Julce nie było łatwo zrozumieć, że teraz czas mama i tata dzielą pomiędzy dwójkę pociech. Nie zawsze da się dzielić ten czas po równo. Choć Julka od początku pokochała braciszka, początkowo trudno było się jej przyzwyczaić i odnaleźć w roli starszej siostry.

Dużo tłumaczyliśmy Julii, że Szymek z racji tego, że jest młodszy, wymaga od nas więcej uwagi, choćby przy codziennych czynnościach typu ubieranie, karmienie czy mycie. Dbaliśmy też o to, aby spędzali wspólnie czas, a także o czas we czworo - taki, który będzie odpowiadał wszystkim. Nie wymagaliśmy angażowania się Julii w opiekę nad bratem, ale nie przeszkadzaliśmy, jeśli sama tego chciała. Rozmowy, tłumaczenie, przyglądanie się są potrzebne, ale nie mniej ważne jest danie dzieciom czasu  i swobody, by mogły same tworzyć między sobą więź. 

Starsza siostra - dziś, po czterech latach.

Dziś ich relacja jest coraz fajniejsza. Mimo czterech lat różnicy potrafią świetnie się razem bawić i coraz częściej sami rozwiązywać swoje problemy i małe konflikty. Dużych nie ma i mam nadzieję, że nie będzie. Dbają o siebie nawzajem i to jest mega rozczulające! Na przykład Julia przykrywa brata kołdrą, gdy ten zaśnie a młodszy będąc ze mną sam w sklepie nigdy nie zapomni o lizaku czy bułce także dla siostry. 

Jestem dumna z tego, jak Julka odnalazła się w roli starszej siostry. To naturalne, że dorasta i z małej, roztrzepanej dziewczyneczki, staje się [nieco] rozważniejszą kilkulatką. Jednak jestem przekonana, że posiadanie młodszego brata także ja w tej kwestii mocno kształtuje. Bycie starszą siostrą rozwija wrażliwość, opiekuńczość, poczucie odpowiedzialności. Oboje uczą się także życia w społeczeństwie w sensie "mikro", bo przecież pojawia się kwestia wspólnych zabawek, dzielenia się, wspólnego pokoju (w naszym przypadku), rozwiązywania konfliktów, rozmów... Przecież to jest uspołecznianie! 

To nie do przecenienia, jak wiele Szymek uczy się od Julki. Chce jej dorównać we wszystkim i dzięki temu szybko się usamodzielnia. A ona mu pomaga i dopinguje - w ubieraniu butów, smarowaniu chlebka masłem czy choćby budowaniu z klocków. Myślę, że to wsparcie od rodzeństwa jest tak samo ważne jak od rodziców i też pomaga budować poczucie własnej wartości! Często "łapię go" na tym, że wpatruje się w siostrę jak w obrazek: Julka wszystko wie, wszystko musi zobaczyć, we wszystkim pomoże. Strasznie mnie to w ich relacji wzrusza!

Rodzeństwo - wyjątkowa relacja.

Serce rośnie, kiedy patrzy się jak więź między Julką i Szymkiem jest coraz silniejsza!

Nie wyobrażam sobie, by któreś z nich mogło być jedynakiem... Szanuję inne wybory, jednak cieszę się, że mój nie był inny.  

Bycie starszą siostrą czy bratem to duże wyzwanie dla dziecka, dlatego tak ważne jest, byś jako rodzic wspierał w tym swoje dziecko: przede wszystkim rozmową i zrozumieniem dla jego zazdrości, płaczu, może nawet początkowej niechęci - wszystkich tych trudnych emocji, które mu w takiej sytuacji towarzyszą. Pamiętaj jednak też o tym, że aby twoja pociecha odnalazła się w roli starszej siostry/brata potrzebuje czasu i swobody (czyli tego, byś ciągle nie stał mu nad głową i nie kontrolował tego jak się bawi, jak rozmawia z młodszym rodzeństwem, jak nawiązują relację)  - to jest niezbędne, by mogło odnaleźć się w nowej roli i bardzo dobre dla budowania więzi pomiędzy rodzeństwem!

Napisz koniecznie, jakie są twoje doświadczenia - jak twoja pociecha odnajduje się w roli starszej siostry/brata?



11:13

Ty też jesteś czarodziejką!

Napisała , w
Mówi się, że będąc mamą jesteś jednocześnie lekarką, kucharką, psychologiem, pokojówką, nauczycielką albo nawet od razu - robotem wielofunkcyjnym. I trochę cię to przeraża, szczególnie kiedy jesteś na początku swojej macierzyńskiej drogi.  Nie jesteś sama! Też czasami mam dosyć tego, że muszę odnajdywać się w dziesiątkach ról jako mama. Ale wiesz, co myślę w takich chwilach? Że dzięki byciu mamą, bardzo często bywam też ...  CZARODZIEJKĄ! Ty również!


Bo ta miłość jest jak magia...

Wypełnia cię całą od czubka głowy aż po koniuszki palców. I przez to, że jest tak bezwarunkowa, nie może się równać z żadną inną. Nie zawsze od razu. Bywa, że ta miłość potrzebuje czasu. A bywa też, że rozpiera ci serce, kiedy tylko położą ci tę małą, bezbronną istotkę na brzuchu. Nie czułaś tego nigdy wcześniej. A im dłużej jesteś mamą, tym bardziej zaskakuje cię siła tej miłości. Czarujesz nią wszystko dookoła. Z dzieckiem za rączkę każdy zwykły spacer staje się pełną przygód wędrówką, każda biedronka baśniowym stworzeniem, a na końcu każdej tęczy naprawdę znajduje się garnuszek ze złotem...

Dzięki niej widzisz świat w innych barwach, a uśmiech twojego dziecka każdy dzień maluje na różowo. Pewnie, że bywają też gorsze chwile. Jest płacz, wyrzynające się zęby, nieprzespane noce, bolące brzuszki, nawet rzucanie się na podłogę w sklepie i dni pod znakiem ma-ru-dze-nia o wszy-stko. Potem są problemy w szkole, bunty, fochy i cała litania innych trudności. Ale czy nie jest tak, że to właśnie ten beztroski uśmiech, to rozbrajające "Mama, kocham" i te małe łapki na twojej szyi sprawiają, że mimo wszystko to kochasz - kochasz być mamą? I czy to nie jest magiczne?

Czarujesz dotykiem...

Czy kiedykolwiek wcześniej pomyślałaś, że twój dotyk może działać cuda? "Zrobiłeś sobie ała? Daj, mama podmucha!". I już nie boli! "Ktoś zrobił ci przykrość? Ojejku, chodź, przytulę!". I nagle problemy tej małej główki stają się mniejsze, a małe serduszko zamiast smutku, wypełnia poczucie bezpieczeństwa. "Boli brzuszek? Pomasujemy!" Delikatny dotyk twoich rąk uspokaja maluszka. 

Tulisz, całujesz, bierzesz za rączkę i widzisz ufne spojrzenie. To twój dotyk uspokaja płacz, łagodzi stres, sprawia, że dziecko jest bardziej radosne i beztroskie. Mało tego - udowodniono naukowo, że dziecko, które od narodzin (i już przed nimi poprzez głaskanie ciążowego brzuszka) jest z czułością dotykane przez mamę (a także przez tatę) lepiej się rozwija. Dotyk ma dla dziecka także znaczenie zdrowotne: pobudza wydzielanie hormonu wzrostu, usprawnia funkcjonowanie układu oddechowego i odpornościowego i krążenia (za: dzidziusiowo.pl). Czyż nie powinnyśmy czuć się czarodziejkami :)?

Czarujesz głosem...

Śpiewanie kołysanek to jeden z najpiękniejszych rytuałów pomiędzy mamą i dzieckiem. Jakie to niesamowite, że pod wpływem głosu mamy, malec uspokaja się i zasypia! A każde pełne czułości słowo wypowiedziane do niemowlaczka, wywołuje uroczy uśmiech na jego buzi. Potem moc twojego głosu nie maleje! Bo mówisz, że kochasz, że jest dla ciebie ważne. Bo budujesz wiarę w siebie chwaląc za piękny rysunek (a przecież dla mamy w każdym rysunku dziecka jest coś pięknego), za samodzielnie zawiązane buty, za piątkę w szkole. Bo pocieszasz, kiedy jest mu źle. Bo opowiadasz bajki, historie z dzieciństwa i odpowiadasz na niezliczone pytania (a przecież ty według dziecka wiesz wszystko - prawdziwa czarodziejka!). 

Prawda, że to cudowne uczucie?

Uświadom sobie, że będąc mamą, masz w sobie coś z czarodziejki! A nawet więcej niż coś, nawet całkiem dużo. Nie da ci tego żadna inna życiowa rola! To trochę tak, jakbyś spełniała swoje marzenie z dzieciństwa, bo całkiem prawdopodobne, że tak jak ja, marzyłaś, by umieć czarować - być wróżką, czarodziejką, dobrą czarownicą. I macierzyństwo pozwala ci poczuć, jak to jest!  Dostrzeż tę magię każdego dnia bycia mamą...  Ty też masz tę moc! I nagle wszystko staje się prostsze. Prawda:)? 

14:46

Kostka i Bruno - książkowi bohaterowie pomagają dzieciom i rodzicom. [+ KONKURS]

Napisała , w
Kostka i Bruno to dwójka rezolutnych dzieciaków, które właśnie zaczynają przygodę ze szkołą. Dominika Słomińska wykreowała małych bohaterów bardzo, którzy mają problemy takie same jak każdy przeciętny kilkulatek. Dzięki historyjkom, z których każda porusza inną ważną sprawę, pomaga zrozumieć je dzieciom. Z kolei komentarze przeznaczone dla rodziców pomagają im wczuć się w sytuację dziecka i jak najlepiej wytłumaczyć mu ważne kwestie. Mądra i potrzebna książka!


"Kostka i Bruno. Szkole przygody" to już druga książeczka z tą dwójką sympatycznych bohaterów. Pierwsza nosiła tytuł "Kostka i Bruno. Bajki wychowajki" (bardzo trafny moim zdaniem) i miała podobną formę: 14 bajeczek poruszających różnorakie problemy spotykające kilkulatków, a do każdej bajeczki komentarz psychologiczny dla rodziców.

Jakie problemy zostały poruszone w książce? Chociażby kwestia przezwisk, inności, przeklinania czy wiary w Świętego Mikołaja. Autorka w prostych słowach, w historyjkach, które zainteresują kilkulatka, opowiada o tym, jak dzieci zachowują się i jak powinny się zachować w obliczu tego typu sytuacji. 

Czytanie tej książki mojej ośmioletniej córce zawsze jest bogate w dyskusje i wspominanie podobnych sytuacji, które już ją spotkały. Sama z komentarzy dla rodziców wielokrotnie i wyciągam wiele potrzebnych wskazówek. Można do nich wracać wielokrotnie w momencie, gdy dana sytuacja nas spotka. Autorka rozwiewa wątpliwości, podpowiada, jak rozmawiać z dziećmi i jak kształtować w nich wartości.

Autorka - Dominika Słomińska - jest psychologiem i podkreśla jak ważna jest rozmowa z dzieckiem, spędzanie z nim czasu i dawanie dobrego przykładu. W kilku słowach wstępu wspomina m.in. jak istotne dla jej poglądów na wychowanie dzieci były spotkania z Dorotą Zawadzką. Sama jest mamą dwóch córek.

Ilustratorka - Aneta Dmowska - zadbała o ciekawą, bardzo barwną i nietuzinkową szatę graficzną książki. 

Zaintrygowała was ta książka? Chcielibyście ją mieć? 
To sprawdźcie, co na was czeka na końcu wpisu!






Tytuł: Kostka i Bruno. Szkolne przygody.

Wydanie: Warszawa, 2016



Typ oprawy: twarda



A TERAZ KONKURS! 
MAM 2 EGZEMPLARZE KSIĄŻKI DO ODDANIA!

Jedną książkę rozdam na Facebooku, a drugą na Instagramie!



Krótki REGULAMIN:
1. Bądź fanem Wokół Dzieci na Fb lub/i obserwatorem na Instagramie (w zależności od tego, gdzie się zgłaszasz).


oraz fanem Wydawnictwa BURDA Książki:



2. Polub i udostępnij plakat konkursowy.
3. Zaproś w komentarzu 2 znajomych.
4. Musisz być pełnoletni i mieszkać na terenie Polski.
5. Możesz zostawić tylko jeden komentarz na Fb i jeden na Instagramie (czyli możesz się zgłosić tu i tu).
6. Każdy może jednak wygrać tylko 1 książkę.
7. Laureatów wylosuję 2: 1 na Fb, 1 na Instagramie.
8. Bawimy się w dniach 24 - 30.06, a wyniki podam do 2 lipca.
9. Wysyłka książek a mój koszt.

POWODZENIA!

13:30

Nie stresuj mojego dziecka!

Napisała , w
Siedzimy w poczekalni w ośrodku zdrowia. Przysiada się do nas starsza pani i od razu zagaduje do Szymka: "Oj, a ile to kawaler ma lat?" Szymek zawstydzony, więc odpowiadam, że cztery. Na co pani: "No jak cztery to na pewno umiesz policzyć do 10! Policz ładnie! Nie? To może jakiś wierszyk umiesz? Albo piosenkę? Też nie? Taki duży chłopczyk i NIC NIE UMIE?".  Pani zawiedziona, Szymek zdezorientowany i zawstydzony, a ja zagotowana z wściekłości!


Dlaczego stresujesz moje dziecko?


To nie pierwsza taka sytuacja. Julia ma 8 lat a Szymon 4 i każdemu z nich tego typu spotkanie przytrafiło się kilkanaście razy. W kolejce w sklepie, w poczekalni u lekarza, w pociągu... Chcesz inny przykład? Nie ma problemu!

Wychodzę z Szymkiem z supermarketu. Fakt, ucieka, wyrywa się, marudzi. Przekonuję go różnymi sposobami, żeby słuchał i szedł ładnie ze mną do samochodu. Nagle zza wózków wychyla się pan i tubalnym głosem krzyczy: "Słuchaj mamy, bo jak nie, to cię zabiorę!". Nie wiem, kto gorzej przestraszony - ja czy dziecko. Płacz. Przeżywa jeszcze aucie. A pan chyba myśli, że bardzo mi pomógł... No dobra - Szymek poszedł (a właściwie uciekł) do samochodu, ale za to musieliśmy przerobić zabieranie przez brzydkiego pana od mamy i taty... Dzięki wielkie.

Innym razem słyszę tekst: "Bo dostaniesz od mamy po dupie jak będziesz broił!". Nie dość, że osobnik grozi mojemu dziecku, to jeszcze w moim imieniu!

Moje dziecko to nie małpa w cyrku!



Coś ci powiem! Moje dziecko nie musi recytować wierszyków i liczyć do 10 przed każdym dorosłym, który je o to poprosi! Ma prawo  zarówno nie umieć (mimo, że w twoim odczuciu "w tym wieku to już powinno"), jak i nie chcieć tego zrobić! Nie jest małpą z cyrku, żeby przed wszystkimi jak leci robić "akrobacje" i "sztuczki".

Nie jest też przyzwyczajone do straszenia, szantażowania i innych tego typu sztuczek. Uszanuj więc to, jakie ja mam metody na fochy czy bunty w sklepowej kolejce albo na parkingu i nie próbuj "pomagać" wzbudzając w moim dziecku lęk!

W swoim imieniu mówię ja sama i nie mam zamiaru tłumaczyć się potem dziecku z czegoś, czego nigdy bym nie zrobiła, ale tobie przyszło do głowy, że tak! Nie mów za mnie do mojej pociechy! Nie wygrażaj, że mama zamknie w pokoju, da klapsa czy zabierze ukochaną zabawkę! Nie znasz moich metod wychowawczych, więc dlaczego w taki sposób stresujesz moje dziecko?


Do dziecka naprawdę można zagadać NORMALNIE!


Nie zabraniam podchodzić do moich pociech, zagadywać w kolejce w sklepie czy u lekarza - oczywiście o ile ja przy tym jestem!  Lubimy fajną atmosferę, poznawanie nowych ludzi i pogaduszki. Naprawdę! Sama czasami zagaduję do obcych dzieci, ale zawsze mam na uwadze to, żeby ich nie zawstydzić czy nie wystraszyć. Bo wiem dokładnie jak to działa! Można przecież porozmawiać z uśmiechem, na luzie, dając dziecku wolną rękę w tym, o czym chce mówić.  Jeśli dziecko jest z tych, które lubią być w centrum uwagi na sto procent samo ci to pokaże! A nieśmiałość małego nieśmiałka i wstydziocha uszanuj!

Zastanów się więc, zanim coś powiesz do małego człowieczka i weź pod uwagę jego uczucia! Nie stresuj, nie strasz, nie wygrażaj. Postaw się na chwilę w sytuacji dziecka i w sytuacji rodzica, który musi potem uspokajać lęki, odpowiadać na pytania i ocierać łzy malucha!

[Grafika: pixabay.com]

19:40

Nauka przez zabawę dla najmłodszych od Wydawnictwa Niko.

Napisała , w
Moje dzieci uwielbiają książeczki, dzięki którym można się uczyć przez zabawę. Labirynty, łączenie kropek, szukanie różnic, naklejanie naklejek czy pisanie po śladzie - Julka i Szymek uwielbiają to! Twoje dziecko też? W takim razie musisz poznać książeczki dla najmłodszych od Wydawnictwa Niko!


Wydawnictwo Niko dla przedszkolaków.


O książeczkach Wydawnictwa Niko pisałam wam już w poście Ucz się z Niko. Pokazywałam wam tam propozycje książek edukacyjnych dla dzieci z klas I - III. Dzisiaj pora na coś dla młodszych dzieciaczków. Chcę wam zaprezentować książki, które zauroczyły mojego czterolatka, ale właściwie i ośmioletnia Julka z chęcią się nimi bawi!

Książki z suchościeralnymi pisakami

Seria książeczek wielokrotnego użytku, do których dołączone są suchościeralne pisaki. Kartki są laminowane, dzięki czemu można niemal bez końca poprawiać po kropeczkach dokańczając różne rysunki i zmazywać gąbeczką. 

Książeczki przeznaczone są dla dzieci w wieku 3-4 i 5-6 lat. Zabawa z suchościeralnym pisakiem pomaga ćwiczyć małą rączkę i przygotowywać ją do pisania literek. 

W serii znajdziesz wiele tytułów m.in. "Rysunki, rysuneczki Dinusia Gąbeczki" z rysunkami specjalnie dla chłopców czy "Zwierzaki Cudaki" i "Przygoda z literkami" (ta dodatkowo z naklejkami). Dwie ostatnie książeczki możesz wygrać w konkursie, który zorganizowałam na Facebooku: KONKURS Z MAGICZNYMI KSIĄŻECZKAMI OD NIKO.





Zabawy przedszkolaków

Książeczka, która szczególnie zainteresowała Szymka! 50 barwnych naklejek, które trzeba dopasować do zadań i przykleić w odpowiednich miejscach to jest coś, co z pewnością lubi każdy przedszkolak!

Do tego proste ćwiczenia rozwijające logiczne myślenie, orientację przestrzenną, spostrzegawczość i sprawność manualną małych rączek.

Wspólna zabawa będzie doskonałą okazją do rozmów o otaczającym świecie i rozwijania wiedzy malucha!


 Zagadki Profesora Rozumka

To co prawda pozycja przeznaczona dla nieco starszych dzieci, bo w wieku 6 - 9 lat, aczkolwiek z racji tego, ze Julka ma lat 8, młodszy brat i za takie zadania się przy niej zabiera. Różnorodne łamigłówki rozwiązują wspólnie, a z wieloma np. szukaniem różnic mój czterolatek radzi sobie naprawdę świetnie!

Dodatkowym plusem książki są zawarte w niej naklejki.

W serii "Zagadki profesora Rozumka" ukazały się: "Zwierzyniec", "Bajkowe zagadki", "Zoo zagadki", "Łamigłówki".

Odkrywamy świat

Ta książeczka wypełniona jest zadaniami, które mają pomóc dziecku w wieku 5 - 6 lat odkryć otaczający je świat. 

Znajdziemy tu labirynty, łączenie kropek, układanie zdarzeń w kolejności chronologicznej, kolorowanki i przykłady prostych doświadczeń. 
Kolorowe obrazki i pytania, które autorka zadaje dzieciom przy okazji różnych zadań, pobudzają wyobraźnie i kreatywność.







W ofercie Wydawnictwa Niko każdy znajdzie coś dla siebie!

Chcesz się przekonać?
Zajrzyj na: wydawnictwoniko.pl!


Nie zapomnij też wziąć udziału w konkursie, który znajdziesz na moim facebookowym profilu:



12:57

A gdyby to był twój syn?

Napisała , w
Mi
Sto razy zastanawiałam się, jak zacząć ten post? Każdy początek wydawał mi się zbyt banalny  albo żywcem wycięty z "Faktów" TVN. A nie tak ma być. Bo pytanie, które chcę ci dzisiaj zadać i które zadaję sobie, jest NAPRAWDĘ ważne. I każdy z nas, rodziców, musi się zastanowić nad odpowiedzią. Całkiem prawdopodobne, że niektórzy staną z tym pytaniem oko w oko za lat kilkanaście... Bo to nie jest choroba ani zaburzenie, przed którym można dzieci uchronić. To jest COŚ, co po prostu jest w człowieku i nie mamy na to wpływu. Nie masz wpływu na to, czy w przyszłości twoje dziecko będzie hetero czy homoseksualne... Masz wpływ jedynie na to, jak postąpisz w tej sytuacji! 


Więc co byś zrobił/zrobiła, gdyby to twój syn pewnego dnia ci wyznał: Mamo / tato kocham inaczej...?


To nie wydarzenia w Orlando spowodowały, ze zadałam sobie to pytanie. Bo zadawałam sobie je już wcześniej wielokrotnie. Dziś, kiedy coraz więcej się o tym mówi, każdy rodzic prędzej czy później powinien je sobie zadać. Wielu z nas zna też osoby innej orientacji z własnego otoczenia. Ja również... To nie jest wydumany problem [o ile można
 nazwać to problemem]. To rzeczywistość, która dzieje się każdego dnia. Nie tylko w telewizji, gdzie pokazują marsz równości, nie tylko w kolorowej prasie, gdzie następuje jakiś coming out aktora albo paparazzi się "domyślają", nie tylko  w sąsiednim mieści, gdzie widziałaś parę chłopaków idących za rękę. To może wydarzyć się też w twoim życiu jeżeli jesteś rodzicem.

Ja też jestem gejem...



 Na pewno jednak tragiczne wydarzenia w USA sprawiły, że to pytanie jak bumerang wróciło. Sprawił to też filmik Tomasza Kammela, który opublikował na swoim facebookowym profilu. Obok tej tragedii nie można przejść obojętnie i obok mądrych słów Kammela także, dlatego filmik został udostępniony na moim fanapge'u [<--- a="" href="https://www.facebook.com/wokoldzieci/posts/858055517662339?qsefr=1">#orlando]. Pojawiło się pod nim kilka waszych komentarzy:

Aneta Marcin Skierkowscy To się nazywa totalny brak tolerancji i szacunku do drugiego człowieka. Nie tak być powinno, ale znieczulica niestety się szerzy. Dlatego też od najmłodszych lat własnym dzieciom powinniśmy wpajać złote zasady odnoszące się do człowieka jako jednostki ludzkiej, posiadającej własną autonomię, do szacunku i tolerancji wobec ludzi, a także kształtować umiejętność akceptacji "innego".

Mały lisek poznaje świat Polska nie jest krajem tolerancji. Nienawidzimy Żydów, Muzułmanów, przeszkadzają nam osoby homoseksualne czy ciemnoskóre. Bronimy jednych - wylewamy jad na innych. Hipokryzja i zakłamanie bo człowiek to człowiek,..... ale no właśnie lubimy ale i dawaćwyjątki. Matki prowadzące blogi publikują i udostępniają publikacje przecie islamowi a mówią by uczyć tolerancji. Uczmy szacunku ale nie wybiórczego - nie uczymy kochać jednych a innych nie. Uczmy miłości i tolerancji do wszystkich.

Cieszę się, że wy, moje czytelniczki, potraficie rozmawiać na temat, który wciąż dla wielu stanowi tabu.
Cieszę się, że myślicie podobnie jak ja, choć nawet kiedy myślicie inaczej, najbardziej cieszę się, kiedy chcecie dyskutować!

 W nagraniu Kammela najbardziej poruszyły mnie słowa: "Ja też jestem gejem, jestem pedałem", ale nie dlatego, że oznaczają jakiś sensacyjny coming out prezentera - nie! One oznaczają solidarność z ludźmi, którzy zginęli w ataku w Orlando i ze wszystkimi , którzy przez inną orientację są prześladowani, wyśmiewani, krzywdzeni. Bo oni potrzebują nie tylko tolerancji, ale też naszej solidarności.  I będzie jej potrzebować twoje czy moje dziecko, jeśli zdarzy się tak, że pewnego dnia powie: "Kocham inaczej", choć tak naprawdę love is love... 

Nie tylko tolerancja, ale i solidarność.


Wiem, że właśnie tego będzie potrzebowało moje dziecko: solidarności. Zrozumienia i akceptacji. Niestety tolerancji od innych ludzi na pewno będzie mu brakować...Można o tym pisać w nieskończoność, tłumaczyć, argumentować, a i tak zawsze znajdzie się grono osób, dla których homo = gorszy, zły, grzeszny, niegodny szacunku... 

Czy ty też tak myślisz? A może mówisz: "Nie przeszkadza mi to, dopóki nie chodzi o moje dziecko"? Może myślisz, że to będzie tragedia, dramat wstyd? A przecież jednocześnie cały czas twierdzisz, że najważniejsze dla ciebie jest, aby twoje dziecko było szczęśliwe... Więc jak to jest naprawdę?... Zadaj sobie to pytanie. Bądź ze sobą szczery. Pamiętaj, że dla ciebie szczęście może oznaczać coś innego, niż dla twojego dziecka... Szczególnie, kiedy z uroczego berbecia, a potem wesołego kilkulatka, zmieni się w dorosłego człowieka chcącego żyć swoim życiem.

Możesz na mnie liczyć!


Synu, możesz na mnie liczyć! Córko, ty także! Wiem, że to będzie trudne, ale będę akceptować twoje wybory i twój sposób na życie, jeśli tylko będzie ci on dawał szczęście. Chcę byście wiedzieli, że nie jestem od oceniania was. Niejednokrotnie będzie tak, że wystarczająco dosadnie zrobi to społeczeństwo. Tak jak dziś osądza gejów i lesbijki, ale nie tylko: osądza też ateistów, czarnoskórych, uchodźców, wielodzietnych, bezdzietnych, pracowników korporacji, katolików, "zbyt długo karmiące" piersią matki, kobiety po CC, tych w związkach z obcokrajowcami, emigrantów i wielu wielu innych. To w rodzicach musicie mieć oparcie i zawsze czuć, że my jesteśmy z wami, cokolwiek by się nie działo.

Mówi się: mentalności ludzkiej nie zmienisz. Otóż zmienisz - wychowując dzieci. I ja już dziś staram się wpoić wam, synku, córeczko, tolerancję dla odmienności - i tej znacznej i tej niewielkiej, każdej, która nie krzywdzi nikogo, a choć jedną osobę czyni szczęśliwą. Dziś uczę tolerancji, a za lat kilkanaście, jeśli zajdzie taka potrzeba, okażę ją wam. Będę nie tyko tolerować, ale i akceptować wasz wybór. Nawet jeśli będzie oznaczał, że będę miała dwóch "zięciów" albo dwie "synowe" zamiast jednego i drugiego. Bo to tak naprawdę nie ma znaczenia. Powiem wtedy to, co Kammel, żebyś czuła / żebyś czuł, że jestem z tobą! I czas nie zweryfikuje moich poglądów. Dziś już wiem na pewno: nie zawiedziecie moich oczekiwań, nie zrobicie mi krzywdy, nie narobicie mi wstydu tym, że będziecie po prostu SZCZĘŚLIWI. 
***
A gdyby to był twój syn albo twoja córka? ...
16:48

The best of 'Świerszczyk', czyli 'Świerszczyk. Wielka księga'.

Napisała , w
Kto z nas nie zna "Świerszczyka"? To czasopismo naszego dzieciństwa, które mimo upływu lat wciąż kontynuuje swoją tradycję. Gazetowe wydanie pisma wychodzi niezmiennie ucząc i inspirując dzieci swoją bogatą treścią. Wydawnictwo Egmont postanowiło uczcić 70 - lecie istnienia pisma wydając w formie książkowej najpiękniejsze i najciekawsze wiersze, opowiadania i komiksy, która można było w "Świerszczyku" przez lata przeczytać. "Świerszczyk. Wielka księga" to wyjątkowa książka, która powinna się znaleźć w biblioteczce każdego dziecka!


Mam do "Świerszczyka" ogromny sentyment! Była to moja pierwsza "gazeta" i zbierałam jego numery wciąż wracając do historyjek, wierszy i komiksów oraz rozwiązując różnorakie zadania przygotowane przez twórców pisma specjalnie dla dzieci. Dziś pismo nadal wychodzi, jednak w mojej okolicy właściwie nie spotykam go w kioskach. Dlatego niezmiernie ucieszyła mnie książka "Świerszczyk. Wielka księga", która dzięki Wydawnictwu Egmont zagościła w naszej domowej biblioteczce i wzbogaciła ją swoją piękną, barwną formą i treścią!


Julka do tej pory "Świerszczyka" nie znała, ale dzięki tej książce polubiła go bardzo! Szczególnie do gustu przypadły jej przygody Kotka Mamrotka i przezabawne ilustracje, którymi są opatrzone. O jej fascynacji tym zbiorem twórczości najbardziej znanych autorów bez wątpienia może świadczyć fakt, że sama chętnie po tę książkę sięga i samodzielnie ją czyta. Na ogół woli, kiedy to ja czytam, a ona słucha. Tym razem ciekawość, o czym jest kolejna historyjka albo wiersz spotęgowana jeszcze kolorowymi, pobudzającymi wyobraźnię ilustracjami jest tak silna, że chce je poznać jak najszybciej i czyta w każdej wolnej chwili.

Od innych książek dla dzieci odróżnia "Wielką księgę" zdecydowanie różnorodność - zarówno formy jak i treści!
 Ze świerszczem Bajetanem Hopsem dzieci na pewno nie będą się nudzić!




Tytuł: Świerszczyk. Wielka księga.
Seria wydawnicza Wielka księga
Wydawnictwo Egmont
Ilustrator opracowanie zbiorowe
Liczba stron 232
13:40

Stół

Napisała , w
Tak naprawdę nawet nie jest nasz. Kiedy po ślubie okazało się, że chwilowo starczy nam tylko na komplet wypoczynkowy i meblościankę, pożyczyliśmy go od wujka. I tak z nami został. Bo po latach jakoś się po prostu do niego przyzwyczailiśmy. Nogi usiane ma dziurkami - mieszkankami korników, a blat poznaczony bliznami od noża. Przy nim stoją staroświeckie krzesła - spadek po babci i dziadku - liczące sobie pewnie 50 lat.  Nakrywamy go obrusem w kwiaty i każdego dnia ten kawałek drewna zbliża nas do siebie...


Ten stół to wspólne posiłki. Przygotowane z miłości. Dalekie od wymyślności Master Chefa, proste, ale takie, by smakowały całej naszej czwórce. Pomidorówka, rosół, kotlet, placki ziemniaczane, jajecznica. Może moje dzieci będą je wspominać tak jak ja posiłki w domu rodzinnym. 

Przy tym stole dzieci siadają i brudzą go farbami, flamastrami, pastelami, tworząc swoje arcydzieła. Pękają przy nim z dumy i złoszczą się uroczo, gdy coś nie wychodzi. Stół znosi dzielnie wszystko. 

Ten stół jest świadkiem edukacji. Dźwiga na sobie elementarz, podręcznik do matematyki, przybory geometryczne i słucha jak głośno myśli mała główka odrabiając lekcje.

Na tym stole gramy w Chińczyka, Warcaby, w Tatę Misia i Ratuj Króliczki. Bawimy się, ze śmiechem rywalizujemy, przegrywamy i wygrywamy. Czasem nawet podkładamy się Julce i Szymkowi. Ale tylko czasem :). Stół przecież nic nie piśnie.

To tutaj pracuję i pisuję posty na bloga. Wysilam szare komórki, daję upust emocjom i rozgryzam trudne tematy. Czytam , uśmiecham się czytając, a często też popadam w zadumę. Nie mam wypasionego biurka z dizajnerskimi gadżetami - mam właśnie ten stół i krzesła po dziadkach.

Przy tym stole G. rozśmiesza mnie do łez, kiedy ucinamy sobie wieczorne pogaduchy ściszonymi głosami, bo dzieci już śmią. Ileż to razy obudziły się po niepohamowanym ataku śmiechu! Tutaj rozmawiamy też jednak o tematach ważnych, snujemy plany, a czasami też trochę ostrzej wymieniamy poglądy (no dobra, może troszkę się kłócimy). Taki drewniany świadek miłości. Od niemal 10 lat.

Ten kawałek drewna mógłby może być trochę bardziej nowoczesny, nieco ładniejszy, może szklany albo przynajmniej w jakimś szałowym kolorze. Ale nie jest. I żal nam go wymieniać na nowy. Do mebla też można się przywiązać, szczególnie jeśli koncentruje w sobie wszystko, co najważniejsze w domu i w rodzinie. Choć nawet jeśli kiedyś jego miejsce zajmie inny, to wiem, że przejmie schedę i też będzie wzbudzał takie ciepłe uczucia. I będzie numerem jeden wśród domowych sprzętów - nie telewizor, nie kanapa ani nawet regał z książkami (choć marzę o nim i uwielbiać będę!) - tylko właśnie stół. Niby tylko mebel, a jednak potrafi tak wspaniale łączyć domowników. 
Gdyby jeszcze mógł mówić - opowiedziałby piękną historię!

A jakie miejsce w waszym domu zajmuje stół? Może jakiś inny mebel lub miejsce w mieszkaniu zbliża was do siebie?

[grafika: unsplash.com]
14:51

5 fajnych rzeczy, które przydarzą się dziecku w szkole.

Napisała , w
Polska szkoła, jaka jest każdy widzi. Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja siedzę na ławeczce i przyglądam się, jak moja córka przejęta recytuje wierszyk na Dzień Matki i odbieram własnoręcznie zrobiony medal i wzrusz odbiera mi mowę. Siedzę też na krzesełku i patrzę jak mój Czerwony kapturek zostaje królową na szkolnym balu przebierańców (i nogi same rwą się do tańca). I siedzę na kanapie ramię w ramię z ośmiolatką, która opowiada z wypiekami na twarzy: "Mama, a dzisiaj w szkole...".



Co fajnego spotka dziecko w szkole?


Nie twierdzę, że nigdy nie siedzę przed wychowawczynią na wywiadówce albo przy odrabianiu lekcji, kiedy tabliczka mnożenia za Chiny nie chce wchodzić do głowy. Jednak mimo to z mojego punktu widzenia, szkoła niesie ze sobą dużo dobrego! Nawet jeśli do programu nauczania mamy zastrzeżenia(choć ja nie wyobrażam sobie, by moje dzieci nie uczyły się w szkole a np. w domu)  , nie możemy zaprzeczyć, że szkoła to także mnóstwo innych, fajnych rzeczy, które  rozwijają, uczą, bawią i zapadają w pamięć na zawsze!


1. Bale, dyskoteki, imprezy.

Zabawa na szkolnej imprezie nie może się równać z żadną inną! Bale przebierańców, na których  zadaje się szyku najfajniejszym przebraniem i czeka na wyniki konkursu na najlepszy strój i Andrzejki, kiedy modlisz się w duchu, żeby trafić igłą imię właśnie tego, w którym się skrycie podkochujesz. Dyskoteki, podczas których śpiewa się chórem aktualne hity i ma tyle energii, że mimo kilkugodzinnego skakania w rytm muzyki, nie ma się na drugi dzień zakwasów (w przeciwieństwie do drugiego dnia po "dorosłych" imprezach). Mnie najmocniej w pamięci utkwiła moja pierwsza dyskoteka ze "starszakami"(Klasy 0 - III miały osobno i IV - VIII też osobno)  - w białych rajstopkach i w bluzce z Pocachontas z otwartą buzią słuchałam "doroślejszej" niż Fasolki muzyki. A teraz to moja Julka  z przejęciem rozmyśla nad karnawałowym strojem i podśpiewuje w domu przeboje ze szkolnych imprez. Przeżywaliśmy to my, nasze dzieci też to przeżywają i jestem pewna, że te wspomnienia zostaną z nimi na bardzo długo! 


2. Wycieczki biwaki.


Tak naprawdę często szkoła jest okazją do pierwszych dłuższych wycieczek dziecka, a zawsze do pierwszych bez nadzoru rodziców. To nie tylko wspaniała możliwość poznawania świata, ale też nauka i sprawdzian odpowiedzialności. Już sama podróż autokarem była w szkolnych czasach frajdą i słuchając mojej Julki, jak się ekscytuje przed wyjazdem wiem, że tak jest i teraz! Do plecaczka obowiązkowo coś słodkiego i wymianka z koleżanką obok. Śpiewanie piosenek w busie i kupowanie pamiątek. Fakt, że teraz wielu rodziców zapewnia dzieciom podobne atrakcje, ale jednak nastrój takiej wycieczki w gronie szkolnych znajomych jest zupełnie inny! Staram się, by Julka jeździła na każdą, która jest organizowana w jej szkole, bo widzę, jak wiele radości jej to sprawia.



3. Sport.

To właśnie szkoła często jest początkiem sportowych pasji u dziecka. Z lekcji wuefu można wyciągnąć naprawdę wiele dobrego i dzieci odpowiednio zachęcane także w domu to robią! W domu nie ma sali gimnastycznej, boiska do piłki nożnej czy koszykówki, a nie każdy rodzic ma czas na wypady na basen. To wszystko daje szkoła. Nauka gry w zespole, wpajanie zasad fair play, radość ze wspólnego zwycięstwa i wspólne przeżywanie porażki - rzeczy bezcenne w rozwoju dziecka i sytuacje, które na pewno zapadną w pamięć na długo. Ja do dziś wspominam, jak stałam na bramce w międzyszkolnych zawodach w piłkę nożną dziewcząt - wygraliśmy, wpuściłam tylko jednego gola :). I choć smykałki do sportu w sobie nie odkryłam, to nie raz mam ochotę znów pokopać piłkę na boisku. Teraz staram się dopingować Julkę i wspierać jej rozwój fizyczny, dla którego szkoła ma duże znaczenie.



4. Pierwsze przyjaźnie.

To właśnie szkoła jest miejscem, gdzie spotykamy swoje pierwsze, bratnie dusze. Czasem te przyjaźnie nawiązują się już w "zerówce", a czasem po burzliwym okresie, kiedy dziecko jest już nieco bardziej dojrzałe emocjonalnie (tak było w moim przypadku). Nic jednak nie zastąpi tego kontaktu z innymi dziećmi, nauki życia w społeczeństwie, jaką niesie szkoła, codziennych zabaw i współpracy. Szczególnie dla dzieci wiejskich takich, jak moje, szkoła jest jedną z niewielu możliwości bycia z innymi dziećmi i widzę, jak wiele to znaczy! Dopiero gdy Julka poszła do szkoły, przekonałam się, jak bardzo potrzebowała towarzystwa innych dzieci: tego błysku w oku podczas opowiadania o koleżankach i kolegach nie zastąpi nic! Poza tym dzięki Julce i odwiedzaniu jej koleżanki ze szkoły i ja poprawiam swoje życie towarzyskie, bo mamy koleżanek okazują się być naprawdę miłe :).



5. Pierwsze miłości.

No gdzie, jeśli nie w szkole :)? Najpierw się wkurzasz, kiedy wołają za wami "zakochana para Jacek i Barbara", ale jednak te iskierki gdzieś tam się zaczynają pojawiać... Czasem bywa platonicznie, a czasem z wzajemnością. Zawsze są rumieńce na twarzy i myślenie o niebieskich migdałach na lekcjach. Wiem, że nadal pisze się karteczki i podaje sobie pod ławką  i oddaje sobie słodkości schowane do tornistra przez mamę - zupełnie jak za moich czasów :). (w gimnazjum i liceum pewnie są to już SMS-y i maile, ale ja koncentruję się póki co na podstawówce). Te szkolne miłości wspomina się do końca życia. Ja już widzę, jak za parę lat wspominać będzie Julka, która dziś boczy się, kiedy koleżanki ją "oskarżają", że się zakochała :). To są uczucia nieporównywalne z żadnymi innymi i w pewnym sensie daje je dzieciakom właśnie szkoła!

Co jeszcze dorzucilibyście do mojej listy szkolnych fajności :)?

[grafika: pixabay.com]
12:45

Naucz dziecko, że można inaczej [+ ubranka NATIVO KIDS]

Napisała , w
Moje najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa to takie, w których wraz z rodzeństwem wspinam się na drzewa, biegam po łące, obserwuję żyjątka, zjeżdżam na foliowym worku wyproszonym u sąsiada (takim od nawozu) z wielkiej góry śniegu albo skaczę po snopkach słomy w stodole. Nie do końca jest jednak tak, że w moim dzieciństwie (lata 90.) technologia była nieobecna - Pegazus, Amiga, gra Rambo i "Czarodziejka z księżyca" potrafiły zawrócić w głowie, ale my po prostu woleliśmy inaczej...



Zamiast gry w piłkę na podwórku - gra na PS4? Tak nie musi być!


Mówi się, że teraz to dzieci widzą tylko laptopy i tablety. W wielu artykułach rysuje się przed nami ponure wizje dzieci, które zamiast pograć w piłkę na podwórku wolą to robić na PS4, zamiast porysować patykiem na piasku wolą rysować palcem po tablecie, a zamiast wspiąć się na drzewo, wskoczyć na kolejny level w gierce na smartfonie. Narzekamy, że nasze dzieci to nie będą miały takich wspomnień z dzieciństwa, jak my, że zanikają podwórkowe zabawy, że dzieci nie chcą się ruszać i uprawiać sportu, że nie potrafią wymyślać zabaw na świeżym powietrzu, że nie lubią i nie szanują przyrody. Ja patrzę na moje dzieci i dzieci z mojego otoczenia i widzę, że nie wszystkie takie są i wiem, że nie wszystkie muszą takie się stać! Wierzę, że współczesne dzieci też mogą wybrać wyjście na podwórku, na łąkę i do lasu zamiast siedzenia w domu przed jakimś monitorem! Tylko trzeba im pokazać, że warto! 
A kto ma to zrobić, jeśli nie my, rodzice?

My woleliśmy inaczej! Dlaczego?

Zgoda - w czasach naszego dzieciństwa nie było aż tylu technologicznych pokus, co teraz, ale też nie możemy powiedzieć, że nie było ich w ogóle! Od Pegazusa też można się było uzależnić i znam przypadki nałogowych, młodocianych graczy. Jednak my mając wybór pomiędzy pójściem na podwórko a graniem w grę telewizyjną zazwyczaj po prostu wybieraliśmy to pierwsze. Dlaczego? Bo byliśmy przekonani, że ta opcja jest lepsza! A przekonanie bierze się po pierwsze z przykładu - ten dają w pierwszej kolejności rodzice pokazując i ucząc, jak fajnie można się bawić na świeżym powietrzu i jak wielką frajdę z tego czerpać, a po drugie z doświadczania - każda ciekawie spędzona chwila z dala od komputera upewnia w przekonaniu, że to lepszy sposób na wolny czas!

Naucz dziecko kochać ruch i przyrodę.

Powinniśmy sobie uświadomić, że to my, rodzice, pełnimy główną rolę w przekonaniu naszych dzieci do ruchu na świeżym powietrzu i zaszczepieniu w nich miłości do natury! Taką postawę trzeba kształtować już od najmłodszych lat poprzez spacery, zabawy w piaskownicy, wspólne rysowanie na piasku czy układanie wzorków z kamyków, wycieczki, a przede wszystkim czerpanie radości samemu z obcowania z przyrodą. Dziecko jest przecież naszym lustrem, wyczuwa nasze emocje i naśladuje nasze zachowania. Także widząc nas bez przerwy przywiązanych do smartfona i laptopa trudno, żeby nie zaczęło tego powielać... 

Dzieci i technologia? Nie jestem na nie!

To my odpowiadamy za to, jaką postawę wobec zdobyczy technologii wykształtuje w sobie dziecko. Ja jestem zdania, że nie ma sensu całkowicie go od nich odcinać, bo nie są złem wcielonym i umiejętnie używane niosą za sobą dużo dobrego - rozrywkę także! Sęk tkwi jednak w tym, byśmy pokazali dziecku, iż tablet czy gra komputerowa to tylko dodatki do rzeczywistości, które nie mogą być ważniejsze, niż prawdziwa zabawa i byśmy to my wyznaczali granice, w których dziecko może korzystać z komputera, smartfona czy tableta.

                                       Dziecko i przyroda? Duet doskonały!

Patrząc na moje pociechy widzę, że dziecko i przyroda to duet doskonały! Nie ma dnia bez biegania po podwórku, po przydomowym lesie czy położonych niedaleko łąkach. Najlepsza zabawa to budowanie bazy w lesie, obserwowanie skaczącej żabki czy turlanie się po świeżo skoszonej trawie. Oczywiście mieszkając na wsi mamy łatwiej, jeśli chodzi o bliskość z naturą, ale przecież w miastach też można bawić się inaczej, a nie tylko przed ekranem telewizora czy monitorem komputera. Są parki, place zabaw, ogrody zoologiczne czy rodzina na wsi. Korzystajmy z tego jak najczęściej! Uczmy dzieci, że obcując z przyrodą, przebywając na świeżym powietrzu, uprawiając sport rozwija się ciało i umysł. I nie zapomnijmy przekazać, że o otaczający nas świat trzeba dbać i szanować go. 

Jestem pewna, że nasze dzieci mogą mieć wspomnienia podobne do naszych i że te puste podwórka, o których tyle się mówi, to w przeważającej mierze wina nas, rodziców. Dbajmy o to, by nasze pociechy umiały wybrać taki sposób spędzania wolnego czasu, który jest najlepszy dla ich rozwoju!

Ja mam nadzieję, że Julia i Szymon będą za kilkanaście lat wspominać właśnie takie chwile, jak na zdjęciach...

















Nativo Kids - wygodne i kreatywne ubranka dla dzieci.

Podobają wam się ubranka Julki i Szymka?
Zarówno T-shirty jak i spodenki są marki Nativo Kids.

Do kupienia tutaj:

Nativo Kids to polska marka tworząca ubranka dla dzieci: od t-shirtów i spodenek, przez bluzy, sweterki, jeansy i sukienki. Znajdziecie tu ciuszki na każdą okazję, a wszystkie są testowane bezpośrednio na dzieciach autorów, co daje gwarancję dopasowania ich do dziecięcych potrzeb i gustów.

Ubranka Nativo wyróżnia komfort noszenia - są elastyczne, miękkie, na gumce lub regulowane w pasie, przewiewne i kreatywność - w kolekcji znajdziemy wiele różnych fasonów, wzorów i kolorów, które można świetnie łączyć tworząc niepowtarzalne zestawy. 

W tych ciuszkach wasze pociechy będą z przyjemnością biegać po podwórku i szaleć podczas zabawy, jak też chodzić do szkoły czy na z wizytą na urodziny kolegi. A do tego ceny są na tyle przystępne, że za taką jakość warto je zapłacić bez mrugnięcia okiem.

Wypróbowane na Julce i Szymku! :)

Be comfy ....be trendy.... be fashion... be colorful... be NATIVO !!!



Wraz z Nativo Kids przygotowaliśmy dla was fantastyczny konkurs, w którym do zdobycia jest jeden z 4 T-shirtów dla dziecka - sami wybieracie!

Klikajcie tutaj: ROZDANIE Z NATIVO i bierzcie udział!




16:55

Dlaczego kochamy Turlututu?

Napisała , w
Są tacy bohaterowie literaccy, których kocha się od pierwszego przeczytania! Pies, który jeździł koleją, Ania z Zielonego Wzgórza czy Pan Kleks - zabawni, wzruszający, magiczni, a wszyscy jakoś niewytłumaczalnie bliscy dziecięcemu sercu. Taki również jest Turlututu -  fikuśny stworek z jednym okiem i w koronie stworzony przez Herve Tulleta. Julka go uwielbia, ale Szymek po prostu go pokochał!


Fenomen Turlututu


Herve Tullet zyskał sławę dzięki hitowej książce "naciśnij mnie!", w której to angażuje małego czytelnika w naciskanie, mieszanie kolorów, zdmuchiwanie kropek i wiele innych czynności i czyni go niejako współautorem. [Jeśli jej jeszcze nie znacie, zapoznajcie się z moją recenzją: Magiczny świat kropek i kolorów. Jacy Julka i Szymek tam malutcy ;).]

Przygody Turlututu. które doczekały się już kilku części są niemniej przebojowe od "tańczących" po stronicach książki kolorowych kropek i w równie ciekawy sposób wciągają malucha do zabawy. Turlututu to narysowany kilkoma kreskami stworek z jednym okiem, w koronie i niebieskim ubranku, który mówi do małego czytelnika z książeczek Tulleta. A to każe włączyć światło, a to zapukać do jakichś drzwi, a to znowu schować go przed strasznym Gryzmołstworem albo Lakatą  albo zrobić niespodziankę Tarlatacie (wszystkie postaci występujące w przygodach Turlututu mają równie oryginalne imiona co on i są namalowane równie zamaszystą kreską :)). 
Przygód Turlututu się nie czyta - w nich się bierze udział!

Nowe książeczki: "Turlututu, gdzie jesteś?" i "Turlututu na wakacjach".


Julka (8 lat) polubiła tego sympatycznego stworka, a Szymek (4 latka) wprost go pokochał! Każdą z książek czytamy po kilkadziesiąt razy. Najpierw było Turlututu. A kuku, to ja!, a niedawno w rączki moich małych książkomaniaków trafiły dwie nowe części: "Turlututu, gdzie jesteś?" oraz "Turlututu na wakacjach".

Obie książki są po prostu pełne ... Turlututu, jego szalonych pomysłów, dowcipów i przygód! Dzieciaki aż się przekrzykują odpowiadając na zadawane przez bohatera pytania, czy wymawiając tajemnicze zaklęcia. Na szczególną uwagę zasługuje "Turlututu na wakacjach", gdyż jest to książka - "rozwiązywanka". Tutaj dziecko nie tylko używa rączek i paluszków, ale też najzwyczajniej w świecie ołówka i kredek do rozwiązywania przygotowanych przez Herve Tulleta (i Turlututu :)) zadań. Idealna książeczka do rozwiązywania na wakacjach i nie tylko :).

Dlaczego nie sposób nie kochać Turlututu?

Cóż takiego ma w sobie ta fikuśna postać narysowana niczym ręką dziecka? Przede wszystkim właśnie dzięki swojemu wyglądowi - wprost z nieograniczonej wyobraźni dziecka - jest bliska małemu czytelnikowi. Podobnie jak reszta bohaterów: Lakata, Gryzmołstwór i Tarlatata. Poza tym Turlututu mówi prostym językiem, a jego zagadki i zdania są w swojej prostocie zarówno zabawne jak i rozwijające. Bo które dziecko nie lubi klaskać, dmuchać, rzucać magicznych zaklęć i malować zaczarowanym paluszkiem? Turlututu daje małemu czytelnikowi poczucie, że jest kimś bardzo ważnym - nie tylko biernym odbiorcą, ale i współtwórcą książki. Właśnie dlatego jest tak kochany przez dzieci i przez ich rodziców, bo gwarantuję wam, że czytając i bawiąc się tymi książkami z dzieckiem, też go szalenie polubicie!









Tytuł: Turlututu na wakacjach
Autor: Herve Tullet
Wydawnictwo: Babaryba
Rok wydania 2015
Oprawa miękka ze skrzydełkami
Format 20 x 20 cm
Stron 112
Cena detaliczna: 36,90z




       Tytuł: Turlututu, gdzie jesteś?
Autor: Herve Tullet
Wydawnictwo: Babaryba
oprawa twarda
format: 200mm x 210mm
stron: 48
cena: 29,90 zł (w tym 5% VAT)

Książki o Turlututu wydawane są przez Wydawnictwo Babaryba.


Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz