Post Top Ad

13:15

'Leszek Peszek i sezon na kichanie' - kolejnych powodów do śmiechu nie zabraknie!

Napisała , w
"Leszka Peszka" poznaliśmy z dzieciakami rok temu i zauroczył nas od pierwszej strony! Ten jedenastoletni, rezolutny chłopiec co rusz pakuje się w jakieś kłopoty, o których opowiada autorowi niniejszej książeczki, a nas czytelników - co tu kryć  - bawią one do łez! Niedawno ukazała się druga część przygód Leszka: "Leszek Peszek i sezon na kichanie".


W kolejnej części przygód Leszka "Leszek Peszek i sezon na kichanie"  Marko Kitti "zdradza nam", kto jest pierwszą miłością Leszka i jak się skończyła pierwsza próba wywarcia na owym obiekcie westchnień wrażenia. Dowiadujemy się także o istnieniu fioletowego myszołowa i o tym, że lepiej brać tabletki na alergię, bo w przeciwnym wypadku można stracić coś naprawdę cennego! A na koniec rozpętuje się prawdziwa pamiętnikowa wojna i Leszek ... traci włosy! Zapomniałabym - jest jeszcze bonus - Leszkowa Niesamowicie Ściśle Tajna Lista Planów. Gwarantuję wam, że leszkowy pech przyprawi was o ból brzucha - ze śmiechu :). 

Już jest dostępna trzecia część przygód Leszka - Leszek Peszek i turecki pieprz". Z pewnością znajdzie się w naszej biblioteczce! Ciekawe, co tym razem wymyśli zwariowany nastolatek, bo że będzie przezabawnie - w to nie wątpimy! 

Książka Marko Kitti idealnie sprawdzi się do samodzielnego czytania dla dzieciaków od lat siedmiu - ośmiu do końca podstawówki. Nie przeraża grubością, ma fajne, duże litery i zabawne ilustracje, a dowcipny język autora i wciągające przygody bohatera sprawiają, że czyta się ją szybko, łatwo i bardzo przyjemnie!

Obie części przygód Leszka Peszka ukazały się nakładem Wydawnictwa DEBIT.
POLECAMY!





18:51

'Ja nigdy bym tego nie zrobiła!' Jesteś pewna?

Napisała , w
Tak naprawdę, gdyby nie teksty na blogach i komentarze na portalach społecznościowych, być może w ogóle nie dowiedziałabym się o tej historii. Oglądam niewiele telewizji. Jednak internetowy lincz rozchodzi się z prędkością huraganu. Słowa: "Ja nigdy bym tego nie zrobiła!"  przeplatające się z oceniającymi epitetami i wręcz snuciem historii na temat jej życia - oczywiście z użyciem określeń "ona na pewno", "niedojrzała", "nieodpowiedzialna" i po tysiąckroć powtarzane "ja", "ja", "ja"! To już chyba cały taki typ matek, które lubują się w snuciu rozważań: "co by było gdyby" i uważają, że ich wersja jest zawsze the best. Matki Oceniające.



Półtoraroczne dziecko zostawione w oknie życia. Osąd wydany w przeciągu kilku godzin od ujawnienia tej informacji przez media. Publiczny lincz. Wszyscy mądrzy. Wszyscy bez skazy. Wszyscy święci. Wczoraj - niemowlę zmarło pod opieką babci, a rodzice byli pod wpływem alkoholu. To samo. W ciągu kilku godzin setki ludzi dopisały do tego swoją historię i swoją ideologię. Rodziców najchętniej spalono by na stosie. Bo przecież wszyscy, którzy się na ich temat wypowiadają to abstynenci, a przy dziecku nie wypili nigdy nawet piwa. Najwięcej do powiedzenia mają oczywiście matki, bo przecież mamy takie czasy, że co druga jest idealna. Ja nie jestem. Dlatego piszę ten tekst.

Te dwie historie to są oczywiście drastyczne przykłady. Takie lubimy oceniać najbardziej. Dają największe pole do popisu wyobraźni i snuciu idealnych scenariuszy na temat własnego życia. Matki Oceniające widzą się w nich oczywiście jako heroski, które udźwigną wszystko, oazy spokoju i cierpliwości, do szpiku kości uczciwe, odważne, silne i bez skazy. Rzucamy tymi kamieniami bez mrugnięcia okiem. Prz każdej okazji. Jak nie ma bardziej sensacyjnych tematów, to wystarczy że inna matka nie karmi piersią albo miała cesarkę. Też można się nad nią popastwić. Oczywiście dlatego, że wiemy lepiej, co jest słuszne i dobre. "Ja nigdy nie dałabym zaraz po porodzie mieszanki!". "Ja nigdy nie mogłabym sobie wybaczyć cesarki!". "Ja nigdy nie spojrzałabym krzywo na dziecko!". "Ja nigdy nie pozwoliłabym mężowi wyjechać!". Też to znam. A która z nas nie zna? Która przynajmniej raz nie była albo po jednej albo po drugiej stronie?...

Każdy zna takie powiedzenie: syty głodnego nie zrozumie. I według mnie ono jest w stu procentach słuszne. W czasach internetowych linczów, łatwego dostępu do wszelkich "sensacyjnych" informacji i dążenia do bycia idealną matką za wszelką cenę - także budując swoją samoocenę na ocenianiu innych, powinniśmy o nim wyjątkowo pamiętać. Szczególnie my - matki - najbardziej skore do wygłaszania osądów o innych. Zastanówmy się zanim powiemy: "Ja nigdy bym tego nie zrobiła!", bo tu zaczyna działać drugie powiedzenie i niemniej słuszne: "Nigdy nie mów nigdy!". W moim życiu sprawdziło się już kilka razy, dlatego staram się go nie nadużywać... 

Raczej zastanawiam się, dlaczego musiało dojść do takiej sytuacji. Raczej współczuję. Raczej baczniej rozglądam się dookoła, by nie stać się jednym z tych, którzy nie zrobili nic, by pomóc...

Łatwo jest siedzieć w ciepłym domku, mieć co do gara włożyć, u boku mieć fajnego (przynajmniej na ogół) faceta i siedząc przed telewizorem albo w Internecie oceniać matkę znajdującą się w diametralnie innej sytuacji życiowej. Łatwo jest powiedzieć: "Ja nigdy bym tego nie zrobiła!", nie mając pojęcia jak naprawdę ta sytuacja wyglądała. Łatwo jest kogoś skreślić w ogóle go nie znając, pieprznąć kazanie w komentarzach na portalu informacyjnym albo na blogu, dobić leżącego... Mam nieodparte wrażenie, że to jakaś nowa moda, szczególnie wśród matek. Wirtualny świat dał nam taką możliwość i korzystamy do bólu. Tylko nie pomyślimy, jak to boli tych, o których mówimy i piszemy i że nas też może kiedyś zaboleć...

[grafika: pixabay.com]
20:49

Dlaczego przestałam przejmować się swoim wyglądem?

Napisała , w
Kompleksy - słowo znane każdej kobiecie. Jestem mistrzynią w ich wymyślaniu. I mistrzynią w wychwytywaniu wszelkich negatywnych komentarzy na temat mojego wyglądu. Albo raczej byłam. Niedawno powiedziałam sobie, że koniec z marnowaniem życia na przejmowanie się za małym biustem i wklęsłymi policzkami. Wiele musiałam przeżyć, żeby to zrozumieć. Szkoda czasu i szkoda energii! Ty też to sobie uświadom!


Są kobiety które ubolewają nad kilkoma nadprogramowymi kilogramami albo za dużymi piersiami. Są takie, które nienawidzą swoich rozstępów. Nawet te niemal idealne wynajdą sobie za duży nos albo za rzadkie włosy. Kompleksy to chyba nasza kobieca przypadłość. Ja pół życia ubolewałam nad tym, że jestem chuda i płaska jak deska. Wyłączając okres ciąży i karmienia, kiedy dla odmiany czułam się w swoim ciele naprawdę kobieco. Poza tym - wieszak. Im bardziej chciałam przytyć, tym było gorzej. Totalny brak taktu, wścibstwo i bezczelność ludzi uwielbiających komentować czyjś wygląd i najczęściej w taki sposób podbudowywać własne poczucie wartości były idealnym dopełnieniem mojego dołowania się. Bo przecież to tylko chwila powiedzieć komuś: "Ale ty jesteś chuda!" (i nie mówcie mi, że to komplement...) albo "Weź zacznij jeść!". Bo szczupłemu to można dowalić z grubej rury. Tak jakby z cyckami zmniejszyła mi się wrażliwość...

Miałam chwile, że moje kompleksy przesłaniały mi wszystko inne. Uprzykrzały mi życie. Myślałam o nich na każdym kroku. Wstydziłam spytać o spodnie w rozmiarze XS w sklepie a co gorsza o stanik 75 A. Kuliłam się w stroju kąpielowym na plaży czując na sobie wzrok innych ludzi. Miałam łzy w oczach oglądając zdjęcia z okresu karmienia piersią. Nawet, kiedy mówiłam sobie, że się tym nie przejmuję, gdzieś z tyłu głowy ciągle to tkwiło. Łatwo powiedzieć: poczuj się dobrze ze swoim ciałem, kiedy z drugiej strony co chwilę słyszysz, że nie powinnaś się z tym ciałem  dobrze czuć. Przytyć czasem jest tak samo trudno jak schudnąć. Serio. Wiem, że są wśród moich czytelniczek dziewczyny, które to potwierdzają i rozumieją. A jeśli nawet by się dało, są rzeczy, których się nie przeskoczy - w moim przypadku koścista budowa, duży nochal, odstające uszy, cienkie włosy i drobny biust. Mało tego - odkryłam Amerykę - te rzeczy nie maja nic wspólnego z czuciem się szczęśliwą, piękną i łapaniem z życia ile się da. Musiałam doznać wstrząsu, żeby to wreszcie pojąć...

Wstrząs przyszedł na początku grudnia, kiedy ... wyczułam w piersi guzek. Ponad miesiąc niepewności. Ponad miesiąc najczarniejszych myśli. Miesiąc, w którym przewartościowałam sobie bardzo wiele. Prosiłam Boga, żeby zostawił mi te wklęsłe policzki, te kościste ramiona i mikroskopijne piersi, a dał tyko zdrowie. Nic więcej. Bo co by mi przyszło po figurze 90 - 60 -90, gdyby okazało się, że to, co się pojawiło w piersi oznacza coś bardzo złego? Nic. Kompletnie nic! Jeszcze niedawno nie wyobrażałam sobie pokazania się lekarzowi w negliżu od pasa w górę (i lekarz potrafi skomentować w stylu: "Za wiele to tu pani niema!"). Pewnie wiele z was pomyśli, że to głupie, ale wiem, że niektóre z was mnie zrozumieją. Jednak kiedy w czwartek wchodziłam do gabinetu onkologa miałam to już totalnie gdzieś. Bo to nie ma najmniejszego znaczenia w momencie, kiedy uświadomisz sobie, jak wiele możesz stracić. Czy masz mały biust czy duży, pięć kilo za mało czy dziesięć za dużo, czy jakieś inne pierdoły do poprawki - przede wszystkim chcesz być zdrowa i być ze swoimi dziećmi, ukochanym mężczyzną, rodziną. Tyle trzeba było, żebym zrozumiała...

Dziś, po diagnozie, która sprawiła, że odetchnęłam z ogromną ulgą, już wiem, że kult wyglądu jest jedną z tych rzeczy, która może zmarnować życie.  Dążymy często do czegoś, co tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Marnujemy cenny czas na zamartwianie się i nerwy na analizowanie każdej  kąśliwej uwagi Patrzymy krytycznie w lustro, zamiast uśmiechnąć się i żyć pełnią życia. Znasz to?...

Nie namawiam cię do tego, byś przestała o siebie dbać, odchudzać się, ładnie ubierać. Nie, totalnie nie o to mi chodzi! Po prostu rób to z głową i nie uzależniaj od tego swojego szczęścia!  Szczególnie jeśli jest coś, czego nie jesteś w stanie zmienić, przestań robić z tego problem! Nawet z wady można zrobić zaletę - kości policzkowe, których nie znoszę, modelki podkreślają, Anja Rubik ma mały biust i jest jedną z najlepszych modelek świata, a poza tym dzięki mojemu rozmiarowi XS mogę na szkolnych imprezach dzielić jedno krzesło z Julką zamiast stać ;).  I tego się będę trzymać! A na plażę wyjdę z podniesioną głową i będę cieszyć się wodą, słońcem i śmiechem dzieciaków!

A teraz Ty pomyśl, jakie zalety mają twoje kompleksy! 

I zamiast wyliczać przed lustrem, czego ci brakuje do idealnego wyglądu, idź się zbadać, żeby nie zabrakło ci tego, co naprawdę najważniejsze... 
(grafika: unsplash.com)

12:08

Tajemniczy Zamek od Tektorado - bo każde dziecko może mieć swoje królestwo! [+ KONKURS!]

Napisała , w
Która dziewczynka nie marzy o tym, by zostać księżniczką i mieszkać w prawdziwym zamku? A jaki chłopiec nie wciela się czasami w rolę odważnego rycerza broniącego słabszych? Dzięki marce Tektorado możecie podarować swoim milusińskim prawdziwy zamek, w dodatku taki, który będą mogli samodzielnie udekorować!


Tektorado ( >>> klik<<<) to marka zajmująca się tworzeniem kreatywnych zabawek z tektury. Okazuje się, że z tego na pozór bardzo niepozornego tworzywa można wyczarować prawdziwe cuda i to jakich rozmiarów! Wielkie traktory, samochody, domki i zamki, do których można wejść, schować się i poczuć się niczym w bajce! Zabawki z tektury są ekologiczne i bezpieczne, a do tego dają niezwykłe możliwości kreowania ich na różne sposoby!


Do Julki i Szymka trafił TAJEMNICZY ZAMEK: sporych rozmiarów tekturowa budowla z wieżyczkami i wrotami po obu stronach. Zamek przyjechał do nas w ogromnym pudle - o samodzielnego złożenia. Na opakowaniu umieszczona jest instrukcja montowania zamku - a robi się to bez użycia nożyczek i kleju! Jak przypuszczam komuś, kto ma troszkę więcej zdolności konstrukcyjnych ode mnie, złożenie go nie sprawiłoby najmniejszego problemu, ale ja troszkę się przy tym napociłam. Niemniej jednak efekt końcowy napełnił mnie dumą, a dzieciaki ogromną radością :). Gdybym miała mówić o wadach, to zamek jest zabawką sporych rozmiarów, więc warto wziąć to pod uwagę i przeanalizować swoje warunki mieszkaniowe. Poza tym same zalety :)!

Ozdabianie kredkami i farbami sprawiało Julce i Szymkowi dużo frajdy, ale zdecydowanie więcej sprawiała im zabawa w zamku. Julka urządziła sobie w nim kącik do rysowania i kolorowania, a Szymek bawił się w chowanego z kuzynem. Dlatego nasz Tajemniczy Zamek ciągle jest na etapie tworzenia, ale ... to jest właśnie fajne! Bo zamek to nie jest zabawka na chwilę! Nowe pomysły na zabawę nim przychodzą do głowy co chwilę! Julka i Szymek na pewno jeszcze długo będą swój Tajemniczy Zamek dekorować i bawić się nim na tysiąc sposobów!

A teraz i wy możecie wygrać taki Tajemniczy Zamek dla swoich pociech.... 
Jak? Szczegóły na końcu wpisu!





CHCESZ ZDOBYĆ TAJEMNICZY ZAMEK OD TEKTORADO 
DLA SWOJEGO DZIECKA?

NIC PROSTSZEGO!

ZADANIE KONKURSOWE: W dowolny sposób zaprezentuj swój autorski pomysł na zabawkę z tektury! Może to być rysunek, miniprojekt, zdjęcie lub opis z ciekawym uzadadnieniem. Najbardziej kreatywny pomysł zostanie nagrodzony Tajemniczym Zamkiem od Tektorado!

WYNIKI KONKURSU!

Bardzo dziękujemy wszystkim uczestnikom za udział w konkursie i inwencję twórczą! Liczyliśmy na większą frekwencję, ale cóż... tym bardziej doceniamy prace, które nadeszły!

Laureatką konkursu zostaje Kasia Gruchała i jej dzieci za bajecznego robota! Czekam na adres: wokoldzieciblog@gmail.com



REGULAMIN KONKURSU:



1. Wykonaj zadanie konkursowe i prześlij swój projekt w dowolnej formie na adres: wokoldzieciblog@gmail.com. Podpisz się imieniem i nazwiskiem a także dodaj informację o imieniu i wieku dziecka/dzieci. 
2. Możesz polubić nasze profile Facebookowe: Wokół Dzieci oraz Tektorado - kreatywne zabawki. (nie jest to warunek konieczny)
3. Możesz polubić i udostępnić plakat konkursowy zamieszczony na Facebooku: TUTAJ. (nie jest to warunek konieczny).
4. Nagrodą jest Tajemniczy Zamek ufundowany przez Tektorado.
5. Wygrywa jedna osoba, której odpowiedź będzie najciekawsza.
6. Konkurs trwa w dniach 14 - 24.01. 2016.
7. Wyniki ukażą się do 27.01.2016 roku w tym wpisie oraz na Facebooku.
8. Na kontakt od laureata czekamy 5 dni. Po tym czasie wybieramy nową osobę.
9. Facebook nie jest w żaden sposób związany z organizacją tego konkursu.
10. Udział w konkursie można wziąć tylko raz, a uczestnik musi być osobą pełnoletnią.
11. Wysyłka nagród tylko na terenie Polski na koszt sponsora.
12. Udział w konkursie i spełnienie jego warunków jest dobrowolne.


MIŁEJ ZABAWY!

10:32

Potrzebuję twojego wsparcia!

Napisała , w
Potrzebuję twojego wsparcia! I Twojego! I Twojego też! Nie patrz na mnie z wyższością, kiedy twoje dziecko jest w sklepie grzeczne jak aniołek, a moje rzuca się na podłogę. Nie ciesz się, kiedy nie idzie mi w pracy albo blogowy projekt, który zorganizowałam, nie wypalił. Nie zostawiaj mnie samej, kiedy jak nigdy w życiu potrzebuję drugiego człowieka. Bo czemu nie mogłabyś to być ty? Przecież wiem, że też chciałabyś tego samego ode mnie! Myślałaś kiedyś o tym, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem i o ile piękniejsze będzie nasze życie, gdy sobie to wsparcie damy?...




Kobiecy Robinson Cruzoe...

Żyjemy w pędzie i chorujemy na chroniczny brak czasu. Chcąc nie chcąc dajemy się wciągnąć w wyścig szczurów - jeśli nie po szczeblach kariery to próbując stać się idealne jako kobiety, matki, żony. Mimo, że mamy dookoła siebie mnóstwo ludzi, czasami czujemy się w tym wszystkim samotne jak Robinson Cruzoe zanim spotkał Piętaszka... Wspaniale, jeśli masz opiekuńczego i wyrozumiałego partnera. Cudownie, jeżeli masz blisko rodzinę, na którą możesz liczyć. Jednak kobiecie potrzebne jest coś jeszcze - coś, co możesz dać mi ty, a ja mogę dać tobie - kobiece wsparcie!

Kiedyś trzymałyśmy się razem...

Kobiety wspierały się od zarania dziejów. Trzymały się razem w dawnych plemionach wspólnie przygotowując posiłki, wyplatając koszyki i asystując sobie przy porodach czy potem opiece nad dziećmi, Więź międzypokoleniowa między nimi była wyjątkowo silna: dziewczynka uczyła się od swojej mamy, a następnie uczyła własną córkę. Babcia również odgrywała ważną rolę w rozwoju wnuczki. Ta zależność dotyczyła zresztą nie tylko więzi rodzinnych - kobiety wspierały się bez względu na nie. Wspólnie przeżywały wydarzenia smutne i radosne, spędzały razem czas , miały wspólne zainteresowania, razem wychowywały dzieci, wiedziały, że mogą na siebie liczyć... Niestety z czasem to kobiece wsparcie zaczęło tracić na znaczeniu... 

Dziś kobieta kobiecie wilkiem?

Rozluźnienie więzi spowodowane ciągłym pośpiechem, presją społeczną na odnoszenie sukcesu w każdej dziedzinie, na bycie wszechstronną i idealną w każdym calu  dotknęło wszystkich... Nie mów, że tak nie jest! Pomyśl, ile razy dziennie wchodzisz na Facebooka zamiast raz wsiąść w samochód i na godzinkę pojechać do koleżanki? Zapanowała moda na niewychodzenie z domu - zakupy przez Internet, praca - zdalna, znajomi też wirtualni... Wszystko pięknie, ale zapominamy, że to nie zastąpi normalnego życia i realnych więzi... Otoczone ludźmi często czujemy się samotne, szczególnie w obliczu nowych wyzwań jak zostanie mamą czy zakładanie własnej firmy. Zamiast wzajemnego wsparcia, odczuwamy raczej rywalizację i to nie zawsze zdrową...

Potrzebujemy siebie nawzajem, bo jesteśmy kobietami!

Wsparcie partnera jest niezwykle ważne i każda z nas powinna takie mieć. I dawać je od siebie partnerowi, bo przecież nie mamy monopolu na odczuwanie potrzeby wsparcia! Jednak wsparcie innych kobiet ma wymiar szczególny - bo kto tak zrozumie twój sposób myślenia, jak druga kobieta? Kto z tobą popłacze? Kto najlepiej pojmie twoje lęki i frustracje jako mamy? Kto inny tak dobrze zna motywującą moc słów? Kto podzieli się swoją kreatywnością, ciepłem i kobiecą siłą? Razem raźniej! Może nie uda się wrócić do takiej zażyłości między kobietami, jaka była kiedyś, ale na pewno da się nad tym popracować... Jak sądzisz?...

Od małych gestów do dużych spraw - Kobiety, damy radę!

Uśmiechnij się do mnie na ulicy albo w poczekalni do lekarza. Ot tak, bez powodu. Puść oko, kiedy moje dziecko nie słucha mnie w sklepie zamiast patrzeć z wyższością, bo twoje takie grzeczne. Obiecuję, że zrobię to samo! Odwiedzajmy się częściej! Godzinka szczerej, kobiecej rozmowy dziennie potrafi zdziałać cuda... Sprawdziłam na sobie! Miejmy dla siebie czas! Nie tylko ten fejsbukowy i telefoniczny, choć lepsze to niż nic... Zamiast kopać pod sobą dołki - podajmy sobie ręce. Wspierajmy swoje biznesy, zamiast prowadzić niezdrową rywalizację! Udostępniajmy swoje blogi czy strony! Pomagajmy sobie w promowaniu swoich talentów i produktów! A może okaże się, że to wspólnie zrobimy coś naprawdę fajnego? Z pewnością codzienność stanie się łatwiejsza i piękniejsza, kiedy będziemy dawać sobie nawzajem więcej dobrego!

Projekt "Kobieta kobiecie wsparciem".

Ten wpis powstał w ramach projektu "Kobieta kobiecie wsparciem" organizowanego przez Anię z bloga Mama Tata Ono, którego mam zaszczyt być honorową ambasadorką.


Otrzymałam wyjątkowe wsparcie od Ani z Mama Tata Ono - tworzącej niezwykłe lalki intuicyjne oraz Oli z SUPER Gizd - szyjącej piękne czapki, komino - etole i ubranka. Wsparcie było częściowo zamknięte w paczce - przyjemność jej otwarcia przypadła Julii...


I tak trafiła do nas SOBÓTKA, z którą Julka nie rozstaje się ani na krok...



...a także komino - etole dla mamy i córki będąca niezwykle praktyczną rzeczą do noszenia na wiele sposobów: jako komin na szyję, okrycie na ramiona, bolerko... 

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zamówić nam do kompletu czapek...:)



 DZIĘKUJEMY Mama Tata Ono i SUPER Gizd, a Wam polecamy produkty Dziewczyn! 


***
I NA KONIEC APEL DO WAS KOBIETKI - WSPIERAJMY SIĘ WZAJEMNIE! 
A świat z pewnością stanie się piękniejszy!





18:21

Personalizowana książka na Dzień Babci i Dziadka.

Napisała , w
Dzień Babci i Dziadka tuż, tuż! Okazywać miłość dziadkom trzeba cały rok - tego chyba nie trzeba nikomu przypominać - ale warto te wyjątkowe dwa dni specjalnie uczcić. Upominek z okazji święta dziadków powinien sprawić, że poczują się oni wyjątkowo, powinien bawić i wzruszać jednocześnie, a także być pamiątką na długi czas! Taka właśnie jest personalizowana książka z życzeniami od czytajbajki.pl. 


Czytajbajki.pl to personalizowane książki, które będą doskonałym prezentem na różne okazje: urodziny, imieniny, Dzień Dziecka czy Dzień Babci i Dziadka właśnie. Estetyczna, twarda oprawa, kolorowa szata graficzna, w którą wplecione są fotografie dzieci i ciekawy tekst z przekazem - to wszystko łączą w sobie te książki!

Na babcię i dziadka Julki i Szymka czeka już wersja wspólna książki na Dzień Babci i Dziadka. Przyznam, że uśmiechałam się sama do siebie, oglądając ją i chciałabym, żeby 21 stycznia był już dziś! Nie mogę się doczekać reakcji dziadków moich dzieciaczków i jestem przekonana, że będą jednocześnie wzruszeni i rozbawieni!

Dlaczego uważam, że książka od czytajbajki.pl to idealny prezent dla Babci i Dziadka?

* Już sama twarda, lakierowana oprawa pełna jest ... miłości :). Podoba mi się taki design - nie za dużo i nie za mało :).
* Szata graficzna jest kolorowa, urocza i zabawna! Tu Szymek z bukietem kwiatów, tam jako mała pszczółka, za chwilę Julka z toną pyszności (oczywiście od babci), a najbardziej chyba spodobała mi się grafika z "Partią Przyjaciół Dziadziusia" :).
* Wierszowany tekst życzeń kierowany jest prosto do Babci i Dziadka - po imieniu, a jego sens idealnie oddaje stan faktyczny - babcia, która gotuje najpyszniej na świecie, dziadek złota rączka, to, że mają czas mimo pracy i innych obowiązków... Odnajdą w tym tekście siebie! A do tego jest i zabawny i wzruszający!
* Na początku książki można dodać własną dedykację, co jeszcze zwiększy poczucie, że to wyjątkowy prezent!
* Książka jest bardzo starannie wykonana, na dobrej jakości papierze, z dbałością o szczegóły, dzięki czemu na pewno nie zniszczy się szybko (a ręczę, że będzie oglądana i pokazywana rodzinie oraz znajomym wielokrotnie ;)) i stanie się piękną pamiątką na długie lata!

ZOBACZCIE SAMI...









Pozostaje nam z niecierpliwością czekać na Święta Babci i Dziadka, a was zapraszam na stronę czytajbajki.pl, gdzie możecie zamówić własną książkę!
Odwiedzajcie też facebookowy profil Bajki Personalizowane.

WYNIKI KONKURSU!

Zaraz, zaraz - był przecież konkurs na facebooku, w którym można było taką zdobyć :).

Dziękujemy wszystkim za udział i podzielenie się pięknymi wspomnieniami! Wybór nie był łatwy, ale ...

...KSIĄŻKĘ OD czytajbajki.pl WYGRYWA...

Małgorzata Barwiołek-Wójcik Moje wspomnienia związane są z prababcią, która zmarła w 97 roku mając 97 lat. Mieszkała półtorej kilometra od nas, ale codziennie ją odwiedzaliśmy. Miała stary piec połączony z piekarnikiem, w którym trzymała dla nas w takim metalowy kubku herbatę. Trzymała go tam, by herbata była ciepła jak przyjdziemy, a nie była za gorąca. Przychodziliśmy całą gromadą czyli moja czwórka rodzeństwa i ja i wszyscy piliśmy z tego jednego kubka, tą jedną herbatę. Nie było kłótni, że każdy ma mieć swój kubek i swoją herbatę. To było takie miłe zawsze czekała na nas babcia i jej cudowna herbata Emotikon heart

Wzruszył mnie ten wspólny kubek i przypomniał, jak moja babcia zawsze miała dla nas rumianek i mięte zaparzoną w takich metalowych dzbankach, z kolei druga babcia zawsze dawała mi mleko prosto od krowy właśnie w takim metalowym kubku, na który w naszych okolicach mówi się stufek :).

GRATULACJE MAŁGOSIU! 
ZGŁOŚ SIĘ W CIĄGU 2 DNI BEZPOŚREDNIO DO PANA TOMKA Z czytajbajki.pl
kontakt@czytajbajki.pl

Ważny jest szybki kontakt, ponieważ realizacja książki trwa kilka dni!


21:19

A gdyby tak matka była naprawdę szczera?...

Napisała , w
Ludzie mówią, że szczerość to zaleta. I otwarte mówienie o swoich uczuciach też. I zdrowo to jest, jak się człowiek umie uzewnętrznić emocjonalnie, jak się nie krępuje, nie dusi w sobie negatywnych emocji, jak jest asertywny i potrafi wyłożyć kawę na ławę. Poparcie społeczne dla tego wszystkiego kończy się jednak w momencie, gdy dotyczy to matek... Zaprzeczycie? To wyobraźcie sobie, co by było, gdybyśmy my, matki, były naprawdę szczere...



Pamiętam dokładnie jak tekst Agnieszki Chylińskiej opublikowany w "Machinie" w 2006 roku, w którym z grubej rury opisywała swoje macierzyństwo, wzbudził kontrowersje otoczenia. Sama nie miałam jeszcze wtedy dzieci i choć Agnieszkę uwielbiam od zawsze, też byłam nim odrobinę zniesmaczona... No bo jak tak można? Że "cycki zaropiałe", że  "dziecko drze gębę"  i w ogóle cała ta słodycz, o której tyle mówią inne matki "to ściema"?! Jak się okazało dwa lata później, trzeba zostać matką, żeby to zrozumieć a i wtedy nie zawsze matka ma odwagę przyznać się przed otoczeniem do tego wszystkiego i do wielu więcej rzeczy niż zrobiła to Chylińska... Przed sobą czasem ma odwagę się przyznać, a czasem też nie... (Nie czytałyście tekstu Agnieszki? Tutaj źródło: KLIK) Niby głośno się mówi, że macierzyństwo trzeba odrzeć z lukru, niby wszyscy się z tym zgadzają, niby w mediach i w blogosferze coraz więcej tego typu tekstów, a jednak społeczeństwo ciągle gdzieś tam się przeciwko temu buntuje, nie mówiąc już o przyzwoleniu na szczerość dla matek na co dzień...

Weźmy na przykład spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką. Ona robi karierę w jakimś dziale marketingu, facet prawnik, czerwone szpilki, czerwone usta. Nie żebyś jej zazdrościła. Lubiłyście się nawet w liceum. No dobra, nie cierpiałaś zołzy. Zawsze byłaś od niej lepsza z polskiego, a to ona zbierała laury siedząc w I ławce i podlizując się nauczycielce. Spotykacie się w sklepie z butami. Próbujesz wcisnąć na kozaczki na nogi swojego trzylatka, który wierzga się na wszystkie strony niczym Mustang z Dzikiej Doliny i krzyczy na cały sklep:"Te są zidkie! Daj moje śtaje buty! Natych-miast!". Ona podchodzi z gracją i zagaduje:
- Ooooolaaaa? To ty? Jak miło cię widzieć! Nic się nie zmieniłaś! Jezu, jaka ty chuda! A jakiego słodkiego masz synka!Oj, nie chce bucików przymierzyć... Oj, on zawsze taki głośny?
- No czeeeeść... No, takie geny chyba, wiesz... Nie, nie zawsze. Ma dziś zły dzień jakiś taki... Nie wiem, co mu się stało, bo na co dzień to aniołek! - dukasz w odpowiedzi.

Co byś powiedziała, gdybyś była NAPRAWDĘ szczera?
- No cześć. A twoją facjatę wcale niemiło oglądać. Pogadamy jak będziesz prawie dwa lata spać po dwie godziny na dobę, a resztę spędzać pomiędzy podawaniem cycka a przebieraniem pampersów. Może też schudniesz. Czy zawsze głośny? Od jakichś dwóch lat? Zwykle to jest całkiem nieszkodliwe, gorzej jak ludzie się gapią tak jak ty i myślą, że nie widać ich sarkastycznych uśmieszków. Słodki jest, nie powiem, choć akurat teraz mam ochotę zostawić go w sklepie i wrócić za tydzień. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?

Inna sytuacja. Kuzynka wpada z wizytą. Matka pracująca. Ty - "kura domowa". A kiedy rozmowa schodzi na temat pracy, czujesz się raczej jak inny ptak - struś, który chowa głowę w piasek...
- Ty to masz dobrze! Siedzisz w domu z dziećmi! Też bym tak chciała! - podnieca się kuzynka.
- No wiesz, nie narzekam, chociaż poszłabym już do pracy...
- No weź przestań! Spać do 10, oglądać seriale, popijać kawkę w fotelu... Żyć nie umierać! Ja to się nachapię, dziewczyno! Wracam z biura o 16:00, na szczęście teściowa siedzi z Marcelkiem aż do dobranocki, bo tak to nie wiem, co bym zrobiła... W weekendy też mi z nim czasem zostaje, żebym odchamić się mogła na zakupach czy coś, wiesz. Ty to pewnie w tygodniu zakupy robisz. Ja czasu nie mam...
Milczysz. Gryziesz się w język. Jakoś siły nie masz na dyskusję. Zresztą, zaraz by pomyślała, że jesteś beznadziejną matką, gdybyś powiedziała PRAWDĘ: że od tego siedzenia w domu, to już ci się rozum z gównami miesza, że do 10 to ty śpisz, ale od 9 jak ci się uda paść na chwilę razem z dzieckiem, że  twoje jedyne spotkania towarzyskie to gapienie się na sarny i jelenie za oknem, a tak w ogóle to i tak ci się nie chce nigdzie wychodzić, bo czujesz się i wyglądasz jak wrak, a podczas ostatnich zakupów, musiałaś prosić sprzedawczynię o mopa, żeby zetrzeć z podłogi siki twojego dumnie odpieluchowanego dziecka...

Albo weźmy taki przykład. Położna odwiedza cię w domu po porodzie.
- A pani się dobrze czuje?
- Taaaak, wszystko w porządku. Doskonale sobie radzę!
Przecież nie chcesz, żeby pomyślała, że masz depresję poporodową i nie powiesz, że wyjesz już trzecią noc  poduszkę i umierasz z bólu przy karmieniu, ale przecież karmić musisz, żeby być dobrą mamą. Nie powiesz, że założyłaś dziecku pieluchę tył na przód a jak zrobiło kupę, wyrzuciłaś śpiochy do kosza, bo brzydziłaś się je wyprać. Nie powiesz, że czasem zatykasz uszy, kiedy ono już godzinę wrzeszczy i nic nie pomaga. Nie powiesz, że nieustannie czujesz, że wszystko robisz źle a czasami w tym byciu mamą, czujesz się po prostu cholernie samotna. Nie powiesz tego, bo pomyślałaby, że coś z tobą nie tak albo że nie kochasz swojego dziecka. A ty przecież życie byś za nie oddała, ale co poradzisz, że dzieje się właśnie tak, a nie inaczej...


Sama z siebie też nie przyznasz się, że jesteś zmęczona. Nie poprosisz mamy, żeby przyszła na godzinkę do dzieci, bo ty chcesz się pobyczyć w wannie albo iść poplotkować z koleżanką bez balastu. Bo przecież co to za uzasadnienie. Nic ważnego. Nie powiesz nikomu, że po tym jak szósty raz tłumaczysz dziecku w sklepie, dlaczego nie może dostać tuż po świętach domku dla Kucyków Pony za cztery stówy, masz ochotę pokazać mu fucka i oddalić się w nieznanym kierunku. Nie wyznasz, że w chwilach kulminacyjnych (czytaj: kiedy hałas przekracza dopuszczalne normy albo klocki lego zostały właśnie oblane jogurtem) , masz chęć kupić sobie tanie wino i wypić szklaneczkę na rozluźnienie albo i dwie...  Rzadko szczerze odpowiadasz na pytanie w stylu: "Jak minął dzień?", bo zbyt często odpowiedź brzmiałaby "chujowo" albo przynajmniej w połowie znośnie, a w połowie chujowo. Często jest też miło i fajnie, zabawnie i wesoło, bywa nawet spoko, ale przecież matce powinno tak być zawsze!


Nie możesz być tak naprawdę szczera, bo jesteś matką! I to całe gadanie o odzieraniu macierzyństwa z lukru, tak naprawdę jest niewiele warte w realnym życiu. Artykuł w gazecie, książka, mem na facebooku, ale nie real - zapomnij! Zaraz cię osądzą, zlinczują, spalą na stosie! Ty wredna matko ty! Jak śmiesz przyznać, że czujesz złość, frustrację albo bezsilność!? Jak możesz nie kochać brudnych pieluch, obsikanej podłogi i tego "cudownego" bólu stopy, którą wlazłaś na klocek? No jak?!

Temat szczerości matek trzeba traktować pół żartem, pół serio. Czasem faktycznie warto ugryźć się w język, czasem można się ze swoich potajemnych, szczerych myśli śmiać, ale bywa też, że do tego stopnia staramy się podporządkować oczekiwaniom innych i dorównać idealistycznemu wizerunkowi współczesnej matki (tak kochanemu przez kolorowe magazyny, lansowanemu na niektórych blogach, w serialach...), że zaczynamy zapominać, co to znaczy szczerość i wobec innych, i wobec siebie samych... A to nie prowadzi do niczego dobrego. Nie dajmy się zwariować! 

Najważniejsze to zrozumieć, że można być: wkurzoną, zmęczoną, rozdrażnioną, smutną, mieć czasami powyżej uszu, a innym razem mieć ochotę uciec na bezludną wyspę, poprosić o pomoc, wyrzucić z siebie to, co na sercu leży i jednocześnie bardzo kochać swoje dzieci! Bycie mamą potrafi być wspaniałe, ale potrafi być też takie jak wyżej opisałam... Byłoby miło, gdyby to stało się kiedyś oczywiste dla wszystkich.


Co powiecie na to, by każda z was napisała pod tym wpisem jedną szczerą rzecz o macierzyństwie, której do tej pory nikomu nie powiedziała :)?

[Grafika: pixabay.com]

Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz