Post Top Ad

16:04

Kapitalne łamigłówki i zagadki od Kapitana Nauki - zabawa zawsze pod ręką!

Napisała , w

Twoje dziecko lubi gry i zabawy logiczne? Dzięki nowym propozycjom Kapitana Nauki może mieć je zawsze pod ręką. "Kapitalne zagadki" i "Kapitalne łamigłówki" to niewielkie książeczki pełne gier i zabaw, które twoja pociecha może mieć zawsze przy sobie. idealny pomysł na długą podróż czy czekanie w kolejce!



"Kapitalne zagadki" i "Kapitalne łamigłówki" to nowe produkty w bogatej ofercie Kapitana Nauki (Wydawnictwo Edgard) Zarówno jeden jak i drugi produkt znajdziesz w czterech wariantach odpowiadających przedziałom wiekowym: 4-5 lat, 5-6 lat, 6-7 lat i 7-8 lat. 

W małych, kartonowych pudełeczkach zamknięte są spięte sprężynkami książeczki wypełnione zagadkami i łamigłówkami. I tak w wersji "Kapitalne łamigłówki"  są m.in.  sudoku, labirynty, szyfry, historyjki obrazkowe, a w "Kapitalnych zagadkach" znajdują się m.in obrazki, pomiędzy którymi należy poszukać różnic, ciągi ilustracji z niepasującymi elementami, "puzzle". Stopień trudności poszczególnych zadań zależy od przedziału wiekowego. 

Julka ma "Kapitalne łamigłówki" dla 7 - 8 latków, a Szymon "Kapitalne zagadki" dla 4-5 latków i muszę przyznać, że zadania są skonstruowane idealnie do ich wieku i możliwości. Szymek uwielbia szukanie różnic na obrazkach, a taka zabawa jest doskonałym ćwiczeniem spostrzegawczości i koncentracji! Julia z kolei bardzo lubi labirynty i to głównie na nich koncentruje się w książeczkach. Sudoku jest dla niej czymś nowym, ale sposób rozwiązywania go ją interesuje, więc uczymy się tego wspólnie. Szymek "podkrada" też zestaw Julki, bo bardzo podobają mu się labirynty. Czasem potrzebuje mojej pomocy w dotarciu do celu, a czasem radzi sobie sam, mimo wyższego poziomu trudności.

Dzięki niewielkim rozmiarom książeczki są bardzo poręczne  bez kłopotu zmieszczą się do maminej torebki, schowka samochodowego czy nawet do kieszeni, a dzięki temu umilą podróż czy czas oczekiwania w kolejce!

Wszystkie książeczki z zadaniami ilustrowane są przez wybitnych polskich ilustratorów: Annę Kleszczewską, Paulinę Zbylut, Ewę O'Neill. Obrazki są kolorowe, zabawne i pobudzają wyobraźnię.




Wpis powstał we współpracy z Kapitanem Nauką, a więcej o "Kapitalnych łamigłówkach" i "Kapitalnych zagadkach" przeczytasz pod linkiem: http://kapitannauka.pl/kapitalne/



11:38

Czy książka erotyczna to dobry pomysł na prezent? 'Manwhore' Katy Evans.

Napisała , w

To już ostatni dzwonek na kupno prezentów gwiazdkowych. Znacie kogoś kogo ucieszyłaby książka znaleziona pod choinką? A chcecie zaskoczyć tę osobę książką niebanalną, odważną, rozgrzewającą w zimowe wieczory? W takim razie może podarujecie jej książkę erotyczną? Proponuję "Manwhore" Katy Evans.



Jakkolwiek to zabrzmi - mam małe doświadczenie z książkami erotycznymi :). Czytałam kiedyś tam coś takiego jak Harlequiny, ale fascynacja nimi szybko mi minęła. Oparłam się nawet fenomenowi Greya, uwierzycie:)? Dopiero książka "Manwhore" Katy Evans zainteresowała mnie na tyle, że po nią sięgnęłam. I myśląc o Gwiazdce zaczęłam się zastanawiać, czy byłaby dobrym prezentem pod choinkę?

Malcolm Saint to bogacz, który osiągnął w życiu niemal wszystko. Kobiety ciągną do niego jak pszczoły do miodu, a on bawi się nimi i zostawia. Taka karma. Wiecie taki typowy Playboy. Z kolei Rachel jest skromną, angażującą się społecznie i - oczywiście - nie szukającą związku, początkującą dziennikarką. Gazeta Rachel szukając ratunku przed upadkiem, wysyła ją na "polowanie na Malcolma Sainta". Dziewczyna ma dowiedzieć się o nim jak najwięcej, by opublikować powalający artykuł. "Polowanie" idzie jej tak dobrze, że ... nawiązuje z Saintem romans. Ot co. Dość oczywiste, prawda?

I taka w sumie jest fabuła tej książki. Nie znajdziecie tu szalonych zwrotów akcji zagadek, napięcia właściwego kryminałom czy wzruszeń. Znajdziecie za to ... gorącą atmosferę i dużo scen erotycznych! Dla mnie coś nowego w literaturze! I powiem szczerze, że mimo tej oczywistej fabuły, i tej pewnej infantylności podobnej do tej z Harlequinów, taką książkę fajnie się czyta! Tego typu literatura to świetny sposób na relaks, oderwanie się od kłopotów, a dla mamy, która jest zabiegana i rzadko ma czas dla siebie, też dobry sposób na przypomnienie sobie o swojej kobiecości. Nie bez powodu powieść Katy Evans stała się bestsellerem. Zatem: tak, powieść erotyczna to dobry pomysł na prezent! Nie przyniesie refleksji jakichś górnolotnych życiowych wniosków czy motywacji do zmian, ale dla kobiecej natury będzie fajnym urozmaiceniem i - zinterpretujcie to dowolnie - "rozbudzaczem" :).

Książkę "Manwhore" Katy Evans miałam możliwość zrecenzować dzięki księgarni www.taniaksiazka.pl.


21:07

Przepis na pierniczki, które możesz upiec tuż przed Wigilią.

Napisała , w
Kiedy w zeszłym roku upiekłam moje pierwsze w życiu pierniki, domownicy o mało nie połamali sobie na nich zębów. Na niewiele się zdało zamykanie ich w pojemniku ze skórką od chleba albo jabłkiem choć to podobno pomaga uzyskać miękkość tych ciasteczek. W tym roku udałam się więc po pomoc do mojej teściowej i udało się! Upiekłam pierniczki mięciutkie, kruche i smaczne! Dzięki temu przepisowi możesz upiec pierniki tuż przed Wigilią bo nie muszą leżakować, żeby nadawały się do jedzenia :).




SKŁADNIKI:

1 słoik miodu (250 ml)
2 łyżki smalcu
1/2 kostki margaryny
1 szklanka śmietanki słodkiej
1 szklanka cukru
3 łyżki kakao
2 paczki przyprawy do piernika
1 łyżka proszku do pieczenia
1 łyżka amoniaku
4 jajka
mąka (ok. kilograma)

+ oczywiście cukier puder, polewa, posypka orzechy rodzynki i co tam jeszcze dusza zapragnie :).

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Miód, cukier oraz tłuszcze roztopić w garnuszku. Mieszać, aby cukier dobrze się rozpuścił. Następnie zostawić do ostygnięcia. Kiedy masa będzie letnia przelać ją do miski.
Do miski dosypać kakao, przyprawę do piernika i wlać ubite jajka oraz śmietanę.
Wszystko wymieszać.
Zacząć dosypywać mąkę. Do mąki dosypać amoniak i proszek do pieczenia. Mąki należy wsypać tyle, aby ciasto było gęste i dało się formować w dłoniach. Na te proporcje wyszło mi kilogram.

Po wyrobieniu ciasta wkładamy je na godzinkę do lodówki.

Po godzinie wyjmujemy ciasto zagniatamy, wałkujemy i wycinamy ciasteczka według własnej fantazji :). Pieczemy w 190 stopniach aż ciasteczka urosną i zaczną delikatnie pękać (przynajmniej tak poradziła mi teściowa:)).


Pierniczki są miękkie i dość grube. Jeśli lubicie cieńsze, musicie bardzo cieniutko rozwałkować ciasto :). W każdym razie można jej jeść od razu po upieczeniu. Dla mnie ten przepis to hit!

SMACZNEGO!

P.S. Wybaczcie moje nieudolne kształty, kiczowate zdobienie i "Delmę" na pierwszym planie :)))). To oczywiście wszystko  wina DZIECI! :))))
07:57

Wymarzone prezenty dla małej fanki My Little Pony.

Napisała , w
Masz w domu małą fankę My Little Pony? Ja mam! Mam też dla ciebie dwie propozycje prezentów gwiazdkowych związanych z tymi słodkimi kucykami! Magiczne szkatułka i wyjątkowy kalendarz - zobacz, jak spodobały się Julii i zainspiruj się, jeżeli jeszcze szukasz "kucykowego", gwiazdkowego prezentu!


Szkatułka "Wspaniały świat kucyków" pełna jest prawdziwych, "kucykowych" skarbów! Sama, gdy tylko ją zobaczyłam, wpadłam w niemały zachwyt! Gdybym dziś była małą dziewczynką... Ach! Bawiłabym się tym zestawem na całego!
W kartonowym pudełku zamknięte zostały: puzzle, które tworzą płaską makietę miasteczka Ponyville, tekturowe elementy do zrobienia domków (w tym jeden domek do pokolorowania), książka - przewodnik po Ponyville oraz urocza figurka kucyka - Applejack. Krótko mówiąc: wszystko to, czego prawdziwa fanka kucyków potrzebuje do wspaniałej zabawy!
Jest kucykowo, jest kreatywnie, jest kolorowo i wesoło! Zabawka angażuje dziecko, rozbudza wyobraźnię i poczucie estetyki, a przede wszystkim jest prawdziwą perełką w kucykowej kolekcji :).
Sprawdźcie w sklepie Egmont - wydawcy szkatułki: Wspaniały świat kucyków.







Drugą propozycją, również od Egmontu, jest kalendarz książkowy 2017 - oczywiście z kucykami w roli głównej. Dziewczynka ma tutaj miejsce na swoje zapiski, a z każdej strony będą uśmiechać się do niej kolorowe kucyki. Znajdują się tutaj także kucykowe porady ułatwiające życie ;).

Kalendarz będzie czymś na kształt dziennika, ale też stanie się świetnym pretekstem do nauki planowania (można tu zapisywać daty klasówek czy imprez szkolnych, dodatkowych zajęć itp.). Idealny pomysł na upominek (niedrogi, a pomysłowy!) dla nieco starszych dziewczynek - w wieku 8-12 lat.

Jeśli zainteresował cię kalendarz, kliknij do sklepu Egmontu - wydawcy kalendarza: My Little Pony. Kalendarz 2017.




Jak wam się podobają moje propozycje słodkich, kucykowych prezentów ;)?  Julce jak widać spodobały się bardzo!

Chcesz więcej inspiracji prezentowych od Egmontu? Klikaj śmiało: Gry Egmont pod choinkę; Gra Tata MiśKsiążka Cuda WiankiKiwi, leć nielocie, leć!

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Egmont.

17:57

'Nieperfekcyjna mama' - idealna książka pod choinkę dla każdej mamy.

Napisała , w
Są takie książki dla mam, których się nie czyta... One do ciebie mówią! Przewracasz kartki, przesuwasz wzrokiem po literach i czujesz, jakby ktoś potrząsał tobą po przyjacielsku i mówił: "Hej, matka, weź ty się wreszcie ogarnij!". I ten ktoś wcale nie każe ci dążyć do perfekcji - nie wytyka ci twoich błędów i nie każe spisywać na karteczce macierzyńskich zakazów i nakazów. Ten ktoś mówi: "Możesz być dobrą mamą, będąc niedoskonała! Możesz być też szczęśliwa" i sprawia, że zaczynasz zupełnie inaczej patrzeć na swoje macierzyństwo i na swoje życie. Tą książką jest "Nieperfekcyjna mama" a tym kimś jest Anna Dydzik :).



Do czytania "Nieperfekcyjnej mamy" zabierałam się z ogromna ciekawością. Pierwszym powodem mojego zainteresowania był fakt, iż autorką jest blogerka - Anna Dydzik. Anna prowadzi blog o tym samym tytule co książka: Nieperfekcyjna mama. Jest to jeden z najpopularniejszych blogów parentingowych w Polsce. Przyznam szczerze, że nie śledzę go regularnie, aczkolwiek znam i zaglądam (a może raczej zaglądałam, bo po przeczytaniu tej książki się to zmieniło i biję się w pierś, że nie czytałam każdego wpisu Ani  - nic straconego!). Po drugie tytuł: "Nieperfekcyjna mama" - wiele może się za nim kryć. Czy autorka będzie próbowała mnie nauczyć, jak jednak tę perfekcję osiągnąć? Czy odnajdę w książce siebie, choć czasem czuję się zdecydowanie bardziej mamą do bani niż tylko nieperfekcyjną?

 Usiadłam więc pewnego wieczoru, nie bacząc na skaczące po mnie dzieci i odsyłając je do taty przy każdym "Mamooooo!" i zaczęłam czytać.... Skończyłam jeszcze tego samego wieczoru, a raczej nocy. Mimo klejących się oczu, groźby zimnej wody w wannie (bo kąpiel z każdą kartką odkładałam na potem) i pochrapywania męża obok. Przeczytałam i poczułam się, jakbym sobie pogadała z przyjaciółką. A trzeba wam wiedzieć, że takiej przyjaciółki jaką to niektóre z was mają szczęście mieć - z którą można pójść na kawę, zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, popłakać jej w rękaw - takiej przyjaciółki nie mam. Mam za to książkę "Nieperfekcyjna mama". I nie zawaham się jej użyć ;)!

Ta książka, jak sama określa ją autorka, to antyporadnik. Wbrew pozorom jednak antyporadnik o wiele lepiej doradza niż poradnik! Tak naprawdę Anna Dydzik opisuje nam, innym mamom, swoje macierzyństwo: trudności z karmieniem piersią, ból głowy od nadmiaru rad przy pierwszym dziecku, to, jak się spinała, by wszystko w jej macierzyństwie było doskonałe. Doskonałe = takie, jak pokazują gazety dla rodziców, telewizja i gro blogów parentingowych; takie, jak oczekuje otoczenie; takie z ciągle uśmiechniętym dzieckiem, lśniącym domem i uczuciem szczęścia od rana do wieczora. Prawda, że większość z nas o takim właśnie macierzyństwie marzy? Z uporem maniaczek wyrzucamy sobie każdy najdrobniejszy błąd, każde potknięcie, podniesiony głos, zmęczenie, brak entuzjazmu, nieudane karmienie piersią, cesarkę... I to jest prosta droga do frustracji, od której do depresji naprawdę niedaleko. Ania Dydzik pokazuje to wszystko na własnej historii i udowadnia, jak w gruncie rzeczy bardzo jesteśmy do siebie podobne. My - mamy - które tak się żremy na forach czy blogach w kwestii zakładania czapeczki, spania z dzieckiem czy porządku w domu, wszystkie chcemy przecież tego samego - same być szczęśliwe i mieć szczęśliwe dzieci. A żeby to osiągnąć wcale nie trzeba być matką idealną!

Nie, nie zachwycam się tą książką dlatego, że jej autorka jest popularną blogerką! Na pewno jednak dzięki temu, że nie jest kolejną psycholożką, pedagożką czy inną specjalistką, jest mi po prostu bliższa niż inne autorki/autorzy książek dla mam. Pisze o problemach dotykających mnie (i każdej mamy) na co dzień. Czytając czuję, że mnie rozumie, a ja rozumiem ją.  A przecież  to zrozumienia potrzebuje każda z nas jak tlenu! Powiem więcej - przy ostatnich kartkach prawie się pobeczałam - bo okazało się, że Anna Dydzik - ta Anna Dydzik, która wydała swoją własną książkę i która jest znaną i cenioną blogerką - tak samo jak ja nie ma skończonych studiów i zupełnie jak ja czuła się przez to niegdyś gorsza od innych. A jednak odniosła sukces. Zaczęła spełniać marzenia. Jest szczęśliwa. Skoro ona mogła, to przecież i ja mogę! I każda z was, Drogie Mamy! 

Ta książka dała mi siłę i motywację, otuchę i poczucie, ze z tym moim brakiem perfekcji jestem po prostu ... normalna :). "Nieperfekcyjna mama" - kolokwialnie mówiąc - dała mi porządnego, pozytywnego kopniaka, którego bardzo potrzebowałam!

Jeszcze długo mogłabym pisać o tej książce. Najlepiej jednak będzie, jeśli po prostu po nią sięgniesz!

Aniu, Nieperfekcyjna Mamo, dziękuję ci za tę książkę!

Książkę wydało Wydawnictwo Muza, a ja miałam przyjemność przeczytać i zrecenzować ten [anty]poradnik dzięki księgarni www.taniaksiazka.pl. 





10:23

TOP 10 polskich piosenek świątecznych.

Napisała , w

Są klasyczne kolędy. Są coraz modniejsze w Polsce zagraniczne piosenki świąteczne. I są przepiękne świąteczne utwory polskich wykonawców. I ja uwielbiam wszystkie! Dzisiaj mam dla ciebie mój TOP 10 bożonarodzeniowych piosenek śpiewanych przez polskich artystów. Włącz sobie podczas świątecznych porządków i pichcenia, posłuchaj w czasie ubierania choinki, pośpiewaj z dziećmi i mężem! Przypomnij sobie najpiękniejsze, polskie piosenki o Świętach! 




10. Varius Manx - Hej ludzie, idą Święta!



Buduje świąteczny nastrój. Dla mnie doskonała na początek - na przykład na dziś, 12 dni przed Wigilią.

9. DeSu - Kto wie czy za rogiem



Kolejna piosenka, która kojarzy mi się z dzieciństwem. Ten anioł z Bogiem gdzieś za rogiem - dziecięca wyobraźnia pracowała na zdwojonych obrotach w świąteczny czas!

8. Edyta Górniak i Krzysztof Antkowiak - Pada śnieg



Subtelna, klimatyczna, sprawia, że przypomina mi się dzieciństwo i wypatrywanie pierwszej gwiazdki przez okno...

7. Majka Jeżowska i De Mono - Chcę z tobą spędzić Święta



W świątecznym klimacie o miłości. Mnie przypomina się zeszłoroczne czekanie na Grześka, który jechał do domu na Święta ponad 800 km... W tym roku już tak naprawdę razem. 

6. Eleni - Lulaj Go Matko, lulaj



Nie ma chyba matki, której nie wzruszyłby ten utwór...

5. Andrzej Piaseczny - Kolęda dwóch serc




Polska wersja "Last Christmas". Jak dla mnie w niczym nie ustępuje oryginałowi. Głos Piaska uwielbiam.

4. Beata Rybotycka / Zbigniew Preisner - Kolęda dla nieobecnych





Poruszająca. Każdy z nas za kimś w te Święta zatęskni, za kimś, kto nie może po prostu przyjechać czy napisać esemesa. We mnie ta piosenka wywołuje łzy smutku (choć wiem, że powinna dawać otuchę) i chyba tylko dlatego nie jest na pierwszym miejscu,

3.  Skaldowie - Z kopyta kulig rwie



Słuchając tej piosenki chce się tańczyć, śpiewać, wsiąść na sanki jak w dzieciństwie! Dla mnie oddaje całą radość Świąt!


2. Czerwone Gitary - jest taki dzień



Klasyk. Ponadczasowy. A głos Seweryna Krajewskiego kocham.

1. Eleni - Maleńka przyszła miłość




Wzruszenie do łez. Rzadko kiedy piosenka wywołuje we mnie aż takie emocje jak ta. Po prostu. I za słowa, i za piękny głos Eleni. Mój numer 1.



Jak ci się podoba moja lista? Co dorzucisz od siebie :)?

22:29

Śmieciarka Gigant od Wadera - giga zabawa!

Napisała , w

Szukasz dla dziecka dużego prezentu pod choinkę, który nie zrujnuje twojego portfela, nie zepsuje się po miesiącu i naprawdę przyniesie dziecku mnóstwo fantastycznej zabawy? Proponuję ci śmieciarkę giganta od Wadera - polska jakość, wytrzymałość, pomysłowość i rozwiązania, które rozbudzają wyobraźnię i kreatywność dziecka. Zobacz jak to wielkie auto sprawdza się u nas!



Śmieciarka Gigant to najnowszy model z serii Gigant  marki Wader. W tej serii znajdziesz naprawdę dużych rozmiarów ciężarówki, traktory i przyczepy, którymi równie dobrze można bawić się w domu jak i na dworze.

Ta masywna śmieciara ma udźwig aż do 50 kg, więc maluch może swobodnie na niej siadać i jeździć nią odpychając się nogami. Jej długość wynosi 65 cm.
Śmieciarka mimo dość prostej budowy posada szereg pomysłowych rozwiązań takich jak choćby uchwyt umożliwiający przemieszczanie jej i przytrzymywanie się podczas siadania, ruchomą, tylną klapę i podnośnik do opróżniania kontenerów oraz dodatkowo jeden kontener na śmieci. 
Wykonana jak zawsze w przypadku zabawek marki Wader bardzo estetycznie i solidnie. Na pewno nie zniszczy jej jedno dziecko, a z powodzeniem będzie służyć młodszemu rodzeństwu czy kuzynom.
Śmieciarka dostępna jest w różnych wersjach kolorystycznych m.in. pomarańczowo - szarej, zielono - szarej i niebiesko - szarej. 

Nie muszę chyba mówić, że wyobraźnia dzieci w kwestii zabawy jest nieograniczona. Zabawką mogą więc bawić się w sposób tradycyjny, jak również wymyślać samemu przeznaczenie auta. U nas na przykład śmieciara służy do ... przewożenia ludzi i zwierząt [czytaj: figurek, lalek] i innych, mniejszych autek. Pomysł z wywożeniem śmieci jest za to doskonałą okazją do rozmowy na temat ekologii i sprzątania po sobie.



Jak widzicie u nas Śmieciara Gigant sprawdza się świetnie - zarówno w domu jak i na dworze. A do kompletu mamy Traktor Farmer Gigant, o którym pisałam we wpisie Wiosna z zabawkami Wader, a druga z nowości, która zawitała u nas kilka tygodni temu to 3-poziomowy garaż z windą, którego recenzję mogliście przeczytać niedawno w poście 3-poziomowy garaż od Wadera - gratka nie tylko dla czterolatka. Chcecie więcej inspiracji od WADERA? Zerknijcie, co proponowałam pod choinkę w zeszłym roku: kolorowa taca z naczyniami, garaż z drogą, zestaw mały mechanik (tytuły podlinkowane, także klikajcie śmiało). Jakość i ponadczasowość zabawek Wader na pewno was nie zawiedzie, więc jeśli szukacie prezentu na ostatnią chwilę, to warto skorzystać z moich propozycji!






Post powstał we współpracy z marką WADER




08:15

Jelitówka - jak pomóc dziecku?

Napisała , w
Jelitówka, grypa jelitowa, grypa żołądkowa - jak zwał tak zwał - każdy rodzic wie, co to za paskudztwo! Choroba wywołana wirusem, która objawia się bólami brzuszka, wymiotami, biegunką, osłabieniem, często też gorączką. Atakuje bez względu na wiek, ale najbardziej uciążliwa i niebezpieczna jest dla dzieci, szczególnie tych do 3 roku życia. Jako, że mam spore doświadczenie w kwestii grypy żołądkowej, chciałabym dzisiaj dać ci kilka ważnych rad - jak pomóc dziecku choremu na jelitówkę?



Jelitówka wbrew powszechnie panującej opinii, nie zawsze jest wywołana przez rotawirusy. Powodują ją też inne wirusy takie jak adenowirusy czy norowirusy. Te diabelstwa atakują układ pokarmowy i niszczą błonę śluzową jelita doprowadzając do przykrych dolegliwości takich jak wymioty, nudności, biegunka, osłabienie, brak apetytu, ból brzucha, podwyższona temperatura. Zwykle nie trwają one dłużej niż kilka dni, ale przyjemne nie są, szczególnie dla dzieci. 

Niestety jako takiego leku na jelitówkę nie ma. Można jedynie łagodzić jej objawy i dbać, by dziecko się nie odwodniło. Ważne jest również zapobieganie zarażeniu przez pozostałych członków rodziny, gdyż wirus bardzo łatwo przenosi się drogą kropelkową. 
Wizyty u lekarza nie należy unikać w przypadku dzieci poniżej 3 roku życia, a i ze starszą pociechą warto wybrać się do pediatry, by ten zbadał dziecko i ocenił, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze "zwykłą" jelitówką czy z czymś innym. 


Jak można pomóc dziecku choremu na jelitówkę (a i dorosłemu)?

1. Podawaj dziecku płyny. Najlepsza jest woda mineralna! Maluch powinien pić ją małymi łyczkami, ale jak najwięcej.  Pomocne są też specyfiki nawadniające takie jak Orsalit. 

Przy okazji rozmowy na temat jelitówki na Facebooku dowiedziałam się ciekawej rzeczy, a mianowicie, że podobno skutecznym specyfikiem jest coca-cola. Poleciło ją kilka moich czytelniczek w rozmowie na Facebooku ---> DOŁĄCZ DO ROZMOWY Podobno cola zawiera w sobie jakiś składnik, który łagodzi objawy tej choroby. powiem wam, ze wypróbowałam na sobie i .... Hmmm... Nie wiem, czy pomogła, ale na pewno nie zaszkodziła!

2. Daj do picia ziółka. U nas od zawsze sposobem na dolegliwości żołądkowe jest mięta i bardzo się zdziwiłam, gdy w rozmowie na Facebooku (linkowanej powyżej) czytelniczki napisały, że lekarze ją odradzają. Czy krople żołądkowe nie są przypadkiem miętowe :P? U nas pomaga. Dobra jest też gorzka, czarna herbata. Klikając na Facebooka przeczytacie jednak też, że moje czytelniczki polecają np. dziurawiec, herbatkę z nagietka, szałwię lekarską.

W przypadku malutkich dzieci także przed podaniem ziół należy skonsultować się z lekarzem!

3. Dbaj o lekkostrawną dietę. Niestety w czasie jelitówki traci się apetyt, a co gorsza żołądek jest podrażniony i ma problemy z trawieniem. W czasie choroby najlepsze więc będą sucharki czy chrupki kukurydziane, kleik ryżowy czy kisiel. To taka dieta na przetrwanie. Nie wmuszaj dziecku kotleta czy ziemniaczków! Minie dzień, dwa i apetyt powinien zacząć wracać, ale też powinnaś stopniowo podawać bardziej ciężkostrawne potrawy.

4. Zbijaj gorączkę. Jelitówce często towarzyszy podwyższona temperatura. U Julki i Szymka dochodziła do 39 stopni. Pomagał Ibum w syropie. Pomocne są też chłodne okłady na kark i czoło. 

5. Podawaj leki. Smecta czy węgiel są dosyć skutecznymi środkami na biegunkę, natomiast na wymioty polecam syrop Nifuroksazyd - jest on jednak wydawany na receptę. Inne mamy piszą też o skuteczności Dipherganu (również na receptę), ale także zwyczajnego środka na chorobę lokomocyjną typu Lokomotiv. Pamiętaj jednak, że podanie każdego leku TRZEBA skonsultować z lekarzem!

6. Uważnie obserwuj, czy dziecko nie ma objawów odwodnienia! Jak to sprawdzić? Objawami są biały nalot na języku, utrata elastyczności skóry  ("pociągnięta" skóra długo wraca na swoje miejsce), wzdęty brzuch. Charakterystyczna jest też zmniejszona potliwość i rzadsze siusianie, apatia, brak apetytu, wzmożone pragnienie. Odwodnienia nie można lekceważyć! Należy jak najszybciej pokazać dziecko lekarzowi. Konieczna może się okazać hospitalizacja i nawadniane kroplówkami.

Dwa lata temu poszłam z Julią do szpitala na własne życzenie. I całe szczęście, bo była już na tyle odwodniona, że dopiero po sześciu kroplówkach doszła do siebie. Nie ma sensu za wszelką cenę unikać oddziału szpitalnego. Dobro dziecka jest najważniejsze!

Niestety grypy jelitowej trudno jest uniknąć. Przenosi się bardzo łatwo, a dzieci w przedszkolach i szkołach zarażają się od siebie błyskawicznie. Na szczęście przykre dolegliwości najczęściej szybko mijają, a ty możesz starać się je łagodzić. Nie unikaj jednak wizyty u lekarza - szczególnie z dzieckiem do 3 roku życia i w razie przedłużania się objawów lub symptomów odwodnienia u starszych dzieci!

[Nie traktuj tego wpisu jak porady lekarskiej! Są to wyłącznie moje subiektywne porady i doświadczenia!]
[grafika: pixabay.com]

18:24

Jak sprawić, by Święta były wyjątkowe?

Napisała , w

Zastanawiasz się nad tym co roku. A często im bardziej chcesz i kombinujesz, tym mniej się to udaje. Karp się przypalił na patelni, zamiast makowca masz zakalec, choinka zaczęła się sypać jeszcze przed Wigilią, a ty pokłóciłaś się z nim o godzinę kolacji. W dodatku dzieci nie chcą włożyć odświętnych ubrań, a na kolacji ma być babcia. Świąteczna atmosfera łatwo rozsypuje się jak domek z kart, a ty czujesz się rozczarowana i winna. Zdradzę ci sekret i powiem, co zrobić, by Święta były naprawdę wyjątkowe!


Święta w moim domu rodzinnym zawsze były wyjątkowe. Czekałam na nie cały rok, by wreszcie wspólnie z rodziną stroić choinkę, czekać na Mikołaja [o tym, że przychodził do nas naprawdę niepowtarzalny pisałam w poście: Mikołaj jest niemodny i niepotrzebny!], zajadać się pierogami z kapustą i grzybami, a przede wszystkim czuć tę niezwykłą atmosferę - kiedy świat zwalniał, rodzice zapominali o troskach i tak naprawdę, naprawdę mocno cieszyliśmy się swoją obecnością. Gdy założyłam własną rodzinę, robiłam wszystko, by odtworzyć klimat Świąt z dzieciństwa. Okazało się jednak, że to nie jest takie proste albo ja źle się do tego zabieram. A pewnie jedno i drugie.

O zrobieniu ryby w galarecie i makowca początkowo nie miałam zielonego pojęcia! Ba, makowca do dziś nie umiem, mimo że od 10 lat Święta wyprawiam sama. Nasze choinki były pokraczne, a jednego roku nawet musieliśmy kupić drugą, tak się ta pierwsza już przed Świętami posypała. Prezenty dla Grześka a potem dla dzieci zawsze wydawały mi się nietrafione i miałam wyrzuty sumienia, że na takie wymarzone zwyczajnie nas nie stać. Budowałam w sobie przedświąteczny stres cegiełka po cegiełce, wmawiając sobie, że to wszystko ma kolosalne znaczenie. Stworzyłam w głowie obraz Świąt idealnych, podczas których wszystko się udaje i wygląda perfekcyjnie. Wydawało mi się, że to właśnie perfekcja jest kluczem do wyjątkowych Świąt. Na szczęście, choć trochę mi to zajęło,  w końcu odkryłam sekret wyjątkowych Świąt!



I zaraz ci go zdradzę! 


Takie to proste, takie niby oczywiste, a tak trudno nam to sobie uświadomić! W przedświątecznym pędzie zupełnie się zatracamy, zapominając o tym, co jest naprawdę ważne. Planujemy sobie, ile dań musi być na kolacji wigilijnej, psioczymy, że nas nie stać na nową sukienkę i świąteczny obiad u rodziców na pewno będzie przez to nieudany, obczajamy jakie zabawki są teraz najmodniejsze i robimy wszystko, by właśnie takie Mikołaj przyniósł dzieciom [bo z innych na pewno nie będą się cieszyć]. Gotujemy jak szalone, pucujemy dom od A do Zet [bo przecież przed Świętami TRZEBA] i w głowie tworzymy wizję tego idealnego, wyczekiwanego cały rok dnia. W dodatku wciąż mamy gdzieś z tyłu głowy to, że żona/partnerka i mama jest przecież tą strażniczką domowego ogniska i choć w wielu domach obowiązki związane z przygotowaniami do Świąt się już [na szczęście] dzieli, to jak się coś nie uda, wina na pewno będzie po stronie kobiety. I bardzo skutecznie same odbieramy sobie i innym szanse na wyjątkowe Święta. Bo wystarczy bzdura, byśmy poczuły frustrację, a ta udziela się pozostałym domownikom.

Droga kobieto ogarnięta wizją idealnej Gwiazdki z idealnie wypieczonym sernikiem, najpiękniejszą choinką w okolicy i prezentami z gazetek sklepowych!


Posłuchaj:

Wbrew temu, co mówi Małgorzata Rozenek (z całą moją sympatią do jej programów, bo są pełne fajnych rad) perfekcyjnej pani domu nie ma! 

Za to perfekcyjne Święta są! Są wtedy, kiedy perfekcja przestaje być na pierwszym miejscu, a liczą się ludzie, bliskość i wspólny czas!

Pewnie, że przygotowania do Świat i starania, by były jak najpiękniejsze są ważne! Jednak ... Nie zawsze wszystko udaje się tak, jak byśmy sobie tego życzyli! Ale czy to znaczy, że Święta muszą być nieudane? Niech się nawet to ciasto nie uda, niech pociecha do kolacji usiądzie w ulubionej bluzce z Psim Patrolem, niech choinka jest pstrokata, bo taka podoba się dzieciom, a prezenty skromniejsze, ale podarowane z serca nie z poczucia przymusu! Zapytaj siebie, czy to wszystko jest naprawdę aż tak ważne? Odpowiem ci, co ja myślę: to jest nic w porównaniu do tego, że Święta spędzasz z najbliższymi sercu ludźmi! Nie zapomnij powiedzieć im tego wieczoru, jak bardzo ich kochasz! [Wiem, wiem, że może mówisz to codziennie, ale powiedz też świątecznie, a jeśli na co dzień nie zawsze o tym pamiętasz, to Święta są doskonałą okazją, by sobie przypomnieć!]


Niech świąteczny luz będzie z wami ;) !

[grafika: pixabay.com]
12:29

Dorysowanki - kreatywne książeczki dla dziewczynek i chłopców [+ KONKURS].

Napisała , w

Twoje dziecko lubi rysować i kolorować? A znudziły mu się już tradycyjne kolorowanki i rysowanie na kartkach z bloku? W takim razie "Dorysowanki" to idealna propozycja dla niego! Te książeczki nie tylko uczą jak narysować robota czy słodkiego kotka , ale też służą do robienia zapisków dotyczących hobby, szkoły czy planów na przyszłość, kolorowania i tworzenia, a przez to pomagają rozwijać wyobraźnię, kreatywność i zdolności manualne. Zobacz wersję dla dziewczynek i chłopców i wygraj jedną z nich dla swojego dziecka!



"Dorysowanki" to wyjątkowa propozycja książkowa od Wydawnictwa ADAMADA. Autorzy przygotowali wersję dla dziewczynek i dla chłopców, a każda z nich pełna jest intrygujących zadań, rysunków, które czekają na dokończenie i kolorowanek. 

W wersji dziewczęcej mamy modelki, torty urodzinowe, torebki  urocze zwierzątka, a w chłopięcej dinozaury, rakiety kosmiczne, piłkarzy i roboty. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby dziewczynce kupić książeczkę zieloną, a chłopcu różową. Co kto lubi!




"Dorysowanki" to jednak coś więcej niż nauka rysowania i kolorowanki. Każda z tych książeczek to także swoisty pamiętnik. Mamy tutaj miejsce na napisanie czegoś o sobie, swoim wyglądzie, rodzinie, hobby, podróżach. Dzięki zadaniom takim jak opisanie najradośniejszego i najsmutniejszego momentu w życiu, dziecko uczy się  nazywać i wyrażać emocje. Rubryki takie jak "wymarzony prezent urodzinowy" czy "wymarzony zawód" pozwalają marzyć i uczą dążyć do celu, a strony na których dziecko może wypisać swoje mocne strony, rozwijają wiarę w siebie. Przyznasz, że to wyjątkowe w tego typu książeczkach?



O książeczkach czytaj więcej tutaj: Dorysowanka dla dziewczynek, Dorysowanka dla chłopców.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa ADAMADA nie tylko Julia i Szymon mają możliwość testować "Dorysowanki", ale także ty masz szansę wygrać egzemplarz dla swojego dziecka! Na Facebooku ruszył szybki konkurs, w którym do zdobycia jest jedna "Dorysowanka" dla dziewczynki i jedna dla chłopca. Szybko - weź udział! ------> KONKURS JEST TUTAJ.


16:56

Gry Egmont pod choinkę. Zobacz nasze propozycje!

Napisała , w

Gry planszowe to doskonała zabawa dla całej rodziny. Bawią, uczą i zbliżają. Myślę, że kładąc planszówkę pod choinką, możemy mieć pewność, iż prezent będzie trafiony! Oczywiście o ile jest ona dopasowana do wieku i upodobań obdarowywanego. Zobacz trzy planszówki dla dzieci w różnym wieku, które u nas stały się hitem. Może jedna z nich będzie doskonałym prezentem last minute?




W tę grę z powodzeniem zagrają już najmłodsi gracze! Z informacji na opakowaniu wynika, że jest przeznaczona dla dzieci od 4 lat, ale z małą pomocą rodziców, poradzą sobie z nią nawet młodsze dzieci. I będą z niej czerpać mnóstwo frajdy! 

Zasady są banalnie proste: na stole/podłodze kładziemy ser, a na nim umieszczamy myszki (dla każdego gracza po jednej). Rozdajemy po 4 karty każdemu graczowi. Najmłodszy uczestnik zabawy otrzymuje kubek - drewnianego kota Stefana i kostkę z symbolami myszek i kota. Gracz będący w rozgrywce kotem, rzuca kostką tak długo aż wypadnie symbol kota, a wtedy za pomocą kubeczka gracz stara się złapać jak najwięcej myszek. Gracze - myszki muszą wykazać się refleksem i zwinnością, i ciągnąc myszki za długie ogonki, uciec z sera przed kotem. Gracze, których schwytał kot, tracą punkty (karty). Rozgrywka kończy się, gdy któryś z graczy zostanie bez kart, a wygrywa osoba z ich największą liczbą. 

Gra składa się z drewnianego kubka - kota, sześciu drewnianych myszek, filcowego kawałka sera oraz kart. Wszystkie elementy są wykonane z najwyższą starannością, a planszówki z drewnianymi elementami po prostu uwielbiam, co tu dużo mówić :).

Kot Stefan spodobał się nie tylko Julce i Szymonowi, ale również ja i tata zrywamy boki w czasie rozgrywek! Gra nie wymaga specjalnych umiejętności, ale mimo bardzo prostych reguł, wywołuje pozytywne emocje i wciąga! Dla ruchliwych, niezbyt jeszcze cierpliwych kilkulatków  Kot Stefan jest propozycją idealną!






W tej grze wskakujemy na nieco wyższy level! Ahoj, piraci! to gra przeznaczona dla dzieci od 6 roku życia i muszę przyznać szczerze, że nie od razu skradła nasze serca. Początkowo zasady wydały nam się troszkę skomplikowane a rozgrywka dość długa. Pewnego wieczoru jednak zasiedliśmy do pirackiej rozgrywki kolejny raz i tak nas wciągnęła, że graliśmy przez kilka kolejnych wieczorów! Fakt, że gra jest za trudna dla dzieci poniżej 6 roku życia, a może i poniżej 8, ale z pomocą rodziców, zagra w nią też czterolatek! Julka z koleżanką grały same, natomiast grając rodzinnie, zawsze nadzoruję przestrzeganie zasad przez Szymona. I świetnie się bawimy pływając po wzburzonym morzu i przewożąc skarby!

"Ahoj, piraci!" to gra z serii Zagraj ze mną. Jej autorem jest Manfred Ludwig. W zestawie znajdziemy kolorową planszę, cztery drewniane statki, kostkę oraz drewniane skarby, które należy przewieźć do portu. Rozgrywka polega na jak najszybszym uzbieraniu 9 skarbów i umieszczeniu ich w swoim porcie, ale - uwaga - nie jest to takie proste, bo podczas rejsu po morzu można napotkać tornado i wiele innych niespodzianek, a jednorazowo statek udźwignie tylko 7 skarbów! 

Gra z elementami strategii, urozmaicona opcją tornada i wskaźnikiem ze wskazówką do kręcenia. uczy logicznego myślenia, planowania i zdrowej rywalizacji. Nominowana do prestiżowej nagrody Kinderspiel des Jahres. 






Gra przeznaczona dla dzieci od 8 roku życia, nawiązująca do popularnej zabawy w "Państwa i miasta". Nie mamy tu planszy, a cztery kostki, klepsydrę, karty z literami oraz kilkadziesiąt Słowostworów - sympatycznych potworków, których wygłodniałe brzuszki napełniają słowa. 

Rozgrywka polega na jak najszybszym układaniu wyrazów z poszczególnych kategorii i uzbieraniu jak największej liczby Słowostworów / punktów. Można grać w dwóch wariantach, z czego my póki co bawimy się w tym łatwiejszym. W wariancie trudniejszym używamy dodatkowo kart Jokerów, płytek aktywności, żetonów rundi kart pomocy. Ten wariant jest bardziej skomplikowany, podzielony na etapy, a wygrana zależy od liczby uzbieranych punktów. 


Muszę przyznać, że ja uwielbiam tego typu gry! Tworzenie słów z różnych kategorii sprawia mi dużą frajdę! Ośmioletnia Julka całkiem dobrze już sobie radzi  z tą grą, szczególnie, że na jednej z kostek są takie kategorie jak bajka czy zabawa. Rodzinna rozgrywka może być naprawdę emocjonującym, rozwijającym i pełnym dobrej zabawy sposobem na spędzanie czasu!





Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem EGMONT.

 Wszystkie tytuły gier są podlinkowane, więc możecie śmiało klikać, by przenieść się na stronę sklepu. 

Jakie planszówki u was są hitem? Które gry Wydawnictwa Egmont najbardziej was zainteresowały?

12:05

Święty Mikołaj jest niemodny i niepotrzebny!

Napisała , w

Mikołajkowo - bożonarodzeniowy szał w pełni! Z roku na rok  - mimo że tradycja jest wciąż żywa - święta nabierają coraz to nowych barw i mamy do czynienia z różnorodną świąteczną modą. A to białe choinki zamiast zielonych, a to Furby jako hicior wśród choinkowych prezentów, a to znów własnoręcznie robione kalendarze adwentowe zamiast oklepanych bombonierek z supermarketu. Tak naprawdę większość tych świątecznych trendów jest mi obojętna. Jeden jednak budzi moje emocje  to niekoniecznie pozytywne: moda na niewierzenie w Mikołaja...


Od kilku lat rokrocznie przed Świętami obserwuję ten trend: coraz więcej rodziców twierdzi, że dzieci nie powinny wierzyć w Mikołaja. Czytam na blogach i portalach internetowych strasznie poważne wypowiedzi na ten temat: że dzieci nie należy przecież okłamywać, że w dobie powszechnego dostępu do informacji to obciach wierzyć w Świętego, że Mikołaj jest przestarzałą ściemą, że nadaje się do lamusa razem z Wróżką Zębuszką i żywą choinką ustrojoną w pstrokate bombki i łańcuchy, że współczesny sposób wychowania hołduje szczerości wobec najmłodszych., więc Mikołaj to hipokryzja. Wreszcie, że Mikołaj nie jest dzieciom do NICZEGO potrzebny. Serio???

Dzieciństwo to wyjątkowy czas. Na różne sposoby magiczny. To czas zabawy, marzeń i bajek. Dla dzieci do pewnego wieku nawet Królewna Śnieżka jest prawdziwa, a pod łóżkiem mieszkają krasnoludki. Dzieci mają wymyślonych przyjaciół, a ich idolami są dinozaury, Avengersi, kucyki Pony i Hello Kitty. Dzieci wierzą w różne nieprawdziwe rzeczy i ta wiara ubarwia ich dzieciństwo. Dzieci wierzą nie tylko dlatego, że jeszcze nie rozróżniają rzeczywistości od fantazji, ale często też dlatego, że CHCĄ wierzyć!

Mam wrażenie, że niestety coraz usilniej staramy się, aby nasze dzieci jak najszybciej stały się dorosłe. Nie wiem, czy to dlatego, że męczy nas to dzieciństwo i wszystkie trudności z nim związane, czy w świetle rad psychologów, by dzieci traktować jak dorosłych, jednak trochę się gubimy... I zamiast traktować ich jak dorosłych, co jest ze wszech miar słuszne pod względem szacunku, wysłuchiwania podczas rozmowy czy budowania zaufania, my zaczynamy "tworzyć" z dzieci dorosłych odrzucając to, co tak naprawdę tworzy atmosferę dzieciństwa. I nie uczepiam się tylko tego nieszczęsnego Mikołaja. Z wymyślonym przyjacielem najchętniej zaraz bieglibyśmy do psychologa. Fantazjowanie kilkulatka bierzemy za symptom późniejszych problemów z uczciwością. Wielu z nas sprawuje kontrolę niemal nad każdą dziecięcą zabawą pilnując, by była ona wystarczająco edukacyjna [pisałam o tym w tekście Czy nasze dzieci powinny się bawić wyłącznie w edukacyjne zabawy?]. A dzieciństwo mija jak z bicza trzasł... 

Święty Mikołaj to jest jednak element tej magii dzieciństwa. Kurcze, to, co najbardziej zapadło mi w pamięć z Bożego Narodzenia, gdy byłam małą dziewczynką, to właśnie on - Mikołaj. U nas zupełnie oryginalny, bo w filcowych butach, futrzanej czapie i z bombką dyndającą na czołem, z brodą z waty naklejoną na papierową maskę i czerwonymi, wymalowanymi farbą policzkami. Do pewnego wieku - zdaje się jakichś 6 lat - naprawdę wierzyłam, że jest PRAWDZIWY. Później przestałam, ale ... nadal go kochałam! I nadal czekałam na niego z wypiekami na twarzy! Bo był nieodłącznym i jednym z najcudowniejszych elementów Świąt, nawet jeśli nie przychodził osobiście, a tylko dzwonił dzwonkiem i zostawiał worek prezentów pod drzwiami. Ja CHCIAŁAM wierzyć, że ten Mikołaj jednak gdzieś tam macza palce w tym przynoszeniu prezentów, chciałam czuć tę magię! I wspominam te czasy z ogromnym sentymentem, choć przecież w końcu wyszło szydło z worka ;).

Tak więc nie, nie przeprowadziłam jeszcze z moimi dziećmi poważnej rozmowy, w której powiedziałam im: "Słuchajcie, Mikołaj nie istnieje!". Co nie znaczy, że mam zamiar im wmawiać tego Mikołaja z uporem maniaka :).
W życiu każdego dziecka przyjdzie taki wiek i taki moment, w którym po prostu przestanie wierzyć. Jestem jednak zdania, że warto pozwolić, by to się stało naturalnie. Czteroletni Szymek jeszcze wierzy w pana z białą brodą i nie widzę powodu, bym miała mu tę dziecinną wiarę odbierać. Ośmioletnia Julka jest na pograniczu. Z jednej strony widzę, że bardzo by chciała wciąż wierzyć, a z drugiej ma coraz więcej wątpliwości. I tak się troszkę miota, a mnie jest jednak ciut przykro, że lada chwila mikołajowy etap się skończy, sama zacznie wybierać sobie prezenty na allegro i już nie będę miała frajdy z ich chowania. Troszkę to też egoistyczne, bo sama odnajduję w sobie wewnętrzne dziecko, wcielając się w rolę Świętego Mikołaja. A kto nie lubi poczuć się czasami dzieckiem... :).

Ja na razie zostawiam sprawę swojemu biegowi, ale jeżeli istnienie lub nie Świętego Mikołaja będzie wymagało jednak poważnej rozmowy, to na pewno powiem moim dzieciom to co Matka jest tylko jedna powiedziała Kosmie i opisała w poście Prezenty przynoszą rodzice, a nie żaden pan święty.: że prezenty przynoszą kochający nas ludzie, najbliżsi. To piękne i prawdziwe wyjaśnienie. Posłużę się nim w odpowiednim momencie :).

A twoje dzieci wierzą w Świętego Mikołaja? Jesteś za czy przeciw szykowaniu ciasteczek i mleka w noc wigilijną :)?
15:50

'Spójrz na mnie!' - kobieca literatura w najlepszym wydaniu!

Napisała , w

Lubisz książki o miłości? Nie oszukujmy się - która kobieta choć od czasu do czasu po takie nie sięga! Lekka, odprężająca i pełna ciepła lektura z happy endem to idealny pomysł na zimowe wieczory! Jeżeli takowej szukasz, sięgnij po "Spójrz na mnie!" Nicholasa Sparksa. Nie zawiedziesz się!



Maria ma poukładane życie. Pracuje jako prawniczka, ma wspaniałą rodzinę, hobby i jest singielką. Po nieudanym związku, póki co nie szuka miłości. Jednak jak to z miłością bywa - sama ją znajduje i to w najmniej odpowiednim momencie. Maria poznaje Colina akurat wtedy, kiedy tajemniczy mężczyzna zaczyna nękać ją anonimowymi liścikami i telefonami. Dziewczyna pada ofiarą stalkingu i domyśla się kto za tym stoi - rodzina, z którą była związana poprzez pewną sprawę, jaką prowadziłam pracując w charakterze prokuratora. 
A Colin - cóż - początkowo wydaje się, że ze swoją kryminalną przeszłością, psychoterapią spowodowaną nieumiejętnością panowania nad złością a na dodatek hobby polegającym na startowaniu w zawodach MMA jest najgorszym możliwym wyborem dla Marii i znajomość z nim może ją tylko jeszcze bardziej pogrążyć. Życie jest jednak przewrotne, a pozory mylą. Okazuje się, że nie tylko przeciwieństwa się przyciągają, ale także, że gdyby Maria nie związała się z Colinem to mogłaby naprawdę bardzo wiele stracić...

Historia miłosna, ale nie harlequinowa! Wątek kryminalny nadaje książce wartkiej akcji, bohaterów nie sposób nie polubić (oczywiście tych pozytywnych), a relacje rodzinno - przyjacielsko - miłosne nadają lekturze ciepła, dzięki czemu mimo imponującej grubości (ok. 500 stron) bardzo prawdopodobne, że pochłoniesz tę książkę w jeden wieczór! 

Książkę napisał znany z historii chwytających za serce Nicholas Sparks (m.in. "List w butelce"). Trzeba przyznać, że "Spójrz na mnie!" jest kontynuacją jego dorobku literackiego w najlepszym gatunku, Tylko czekać na adaptację filmową!

Wydało ją w Polsce Wydawnictwo Albatros. Miałam przyjemność ją zrecenzować dzięki księgarni www.taniaksiazka.pl, gdzie "Spójrz na mnie!" to jedna z nowości wśród literatury kobiecej.



18:12

'Ostatnie drzewo w mieście', czyli bajka ekologiczna nie tylko dla dzieci. [+KONKURS]

Napisała , w

Jak niewiele trzeba, by przekazać TAK WIELE! Peter Carnavas w kilkunastu zdaniach i w zabawnych ilustracjach zawarł niezwykle ważne, ekologiczne przesłanie. Książka niebanalna, piękna w swojej prostej formie i obowiązkowa w biblioteczce każdego współczesnego dziecka.



Edward i drzewo


Oto historia Edwarda i starego dębu, który jest dla chłopca oazą w wielkim mieście. Przy wielkim drzewie - w jego konarach i w cieniu jego korony - Edward bawi się i zapomina o betonowym, szarym świecie, który go otacza. Dąb staje się Edwardowi bardzo bliski. Dla nas zwyczajne drzewo, jedno z wielu. Dla bohatera tej książki coś zupełnie wyjątkowego, bo to ostatnie drzewo w mieście... 

Pewnego dnia drzewo znika. Edward jest zrozpaczony. Strasznie brakuje mu drzewa, które sprawiało, że świat stawał się piękniejszy. Pewnego dnia jadąc na rowerze, zauważa coś niezwykłego - zieloną gałązkę. Postanawia mieć ją zawsze przy sobie. Po jakimś czasie Edward zauważa, że wokół niego coś się zmieniło - w mieście staje się zielono....

Przesłanie

Ta krótka i prosta historyjka kryje w sobie niezwykle ważne dla nas przesłanie. To, co wydaje nam się tak oczywiste i tak w sumie rzadko dostrzegamy tego wartość, może pewnego dnia po prostu zniknąć...  Zielona, pachnąca trawa, kolorowe kwiaty, drzewa dające nam cień i będące domem dla świergoczących ptaków - jeśli nasze postępowanie się nie zmieni, to wszystko może nie przetrwać... Ten mały, literacki bohater uświadamia nie tylko dzieciom, ale i dorosłym, którzy w codziennej gonitwie o tym zupełnie nie pamiętają, że natura potrzebuje naszej mądrej opieki, naszej miłości, naszej nieustannej walki o nią. Bo przecież ona każdego dnia daje nam wszystko, co najlepsze! Tylko trzeba to dostrzec i przestać traktować jak oczywistość, a zacząć jak ... dar!

Obowiązkowa książka dla współczesnych dzieci

Tak! Bo przecież problem zanieczyszczonego, zatrutego, zaniedbywanego środowiska jest coraz poważniejszy! A to właśnie w najmłodszym pokoleniu nadzieja na zmiany w tej kwestii. Niestety nasze dzieci mają na swoich barkach konieczność uporania się z tym, co złego naturze wyrządziły poprzednie pokolenia. Oczywiście nie są w stanie cofnąć tego, co już się stało i zwalczyć takich skutków jak efekt cieplarniany, ale mogą - między innymi dzięki uświadamianiu ich poprzez takie historyjki - dbać o to, co nam jeszcze z natury pozostało!

Książka nominowana do nagród Crystal Kite Award 2011 oraz Environment Award for Children's Literature 2011.





Więcej o tej wyjątkowej książce przeczytacie na stronie Wydawnictwa ADAMADA: Ostatnie drzewo w mieście, któremu serdecznie dziękuję za możliwość zrecenzowania książki.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa ADAMADA mam coś i dla was! Aż 3 osoby obdaruję tymi właśnie książkami Petera Carnavasa. KONKURS odbywa się na facebooku: BIORĘ UDZIAŁ.


Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz