Post Top Ad

10:42

Kolorowanie na maksa!

Napisała , w
Dziś chciałabym wam pokazać nasz prawdziwy hit i odkrycie ostatnich kilku miesięcy! Wiecie już, że kochamy z moimi brzdącami zabawki kreatywne, pobudzające wyobraźnię i nietuzinkowe. Kolejną taką zabawką, która pojawiła się w naszym domu są kolorowanki podłogowe. Śmiało możecie też potraktować tę recenzję jako podpowiedź, co kupić maluchowi na Dzień Dziecka!

Kolorowanki oferowane są przez Monumi, a na Facebooku możecie je znaleźć  pod nazwą Teatrzyk Kukiełkowy (bowiem również teatrzyki kukiełkowe w ofercie znajdziecie). Na arkuszu 120 x 80 cm znajdują się przeróżne obrazki i scenki tematyczne takie jak zoo, safari, budowa, kamieniczki czy ulica. Obrazki są świetnie, wyraziście narysowane, bardzo bogate, szczegółowe, a często też zabawne. Arkusz jest wykonany z solidnego papieru dodatkowo zabezpieczonego pod spodem przed przesiąkaniem tak, aby można było kolorować kredkami jak również malować farbami. Rozkładamy i mamy taką oto powierzchnię do zabawy:



19:01

Poród z tatą czy bez?

Napisała , w
Pomyślałam sobie, że trochę ostatnio mało typowo "dzieciowych" tematów jak na blog o jakże wdzięcznej nazwie ŚWIAT SIĘ KRĘCI WOKÓŁ DZIECI, dlatego dziś będzie o porodzie. A konkretnie spróbuję odpowiedzieć na pytanie, które zadaje sobie chyba każda przyszła mama: rodzić z partnerem czy bez niego?Sama przeżywałam ten dylemat dwa razy, a właściwie to raz, bo przy drugim porodzie odpowiedź była już jasna i oczywista...
Będąc w pierwszej ciąży nie wiadomo, czego się ma człowiek spodziewać przy porodzie. Całe szczęście, że dostęp do informacji teoretycznych jest już właściwie nieograniczony i możemy się dokształcić w kwestii etapów porodu, oddychania, medycznego osprzętu, z jakim możemy się spotkać i tym podobnymi kwestiami. Jednak bogatsza w doświadczenia dwóch porodów mogę z ręką na sercu stwierdzić, że wiedza teoretyczna a zderzenie z rzeczywistością to jednak dwie różne sprawy... Cała ta niepewność i nieświadomość tego, jak będzie wyglądał mój poród sprawiała, że nie wiedziałam, czy wolałabym być w tych chwilach z mężem czy sama.Oczywiście naczytałam się też i nasłuchałam strasznych opowieści o tym, jak to mężowie w najlepszym wypadku mdleli na porodówce, a w najgorszym po porodowych widokach odchodziła im ochota na seks na resztę życia.  Dyskutowaliśmy na ten temat setki razy, zanim podjęliśmy decyzję,  a i tak ostatecznie nie byliśmy jej pewnie i dopiero poród pokazał, czy była słuszna czy nie.

09:27

Zawsze chciałam być mamą...

Napisała , w
Zawsze chciałam być mamą...  Najpierw nauczycielką, potem projektantką mody, a nawet piosenkarką rockową, ale na każdym etapie widziałam siebie także jako mamusię słodkiego berbecia, a nawet dwóch! Dziś z perspektywy czasu widzę, że właściwie wszystko w moim życiu tak się jakoś składało, że pomagało mi w spełnieniu tego marzenia... 
Zaczynając liceum byłam już z moim mężem. A wiedzieć wam trzeba, że wyrzekałam się go, jak żaba błotka i że od fascynacji na zabój przyjacielem mego starszego brata szybko przeszłam w fazę nieznoszenia jego obecności w odległości kilkunastu metrów. Aby potem wyjść za niego za mąż zaraz po skończeniu liceum...:D.  Taka kobieca logika, no cóż :D. 
Pisałam wam już, że zaczynaliśmy od zera. Nie mamy bogatej rodziny, która dałaby nam na studia, prawo jazdy czy mieszkanie. I tak naprawdę to dobrze. Wspólne dochodzenie do celu i spełnianie nawet tych najbardziej prozaicznych marzeń bardzo zbliża... [Dziś też to czuję...] Wynajęliśmy mieszkanko u znajomych: malutki pokoik na dole i kuchnia u góry schodami takimi jak na strych plus prowizoryczna łazienka. Płaciliśmy czynsz, do tego opłaty, moje studium, Grześka prawo jazdy i jedna pensja. Dorywczo zajmowałam się dzieciaczkami kuzynki. Nie mogłam znaleźć stałej pracy, a pragnienie dopełnienia tej naszej postrzelonej miłości rosło w sercu i rosło... 
Wielu z was pomyśli sobie teraz, że byliśmy nieodpowiedzialni: żeby na wynajmowanym pokoju, z jedną pensją wynoszącą wówczas jakieś 1400 zł ŚWIADOMIE ZDECYDOWAĆ SIĘ NA DZIECKO?! Cóż, słyszałam to wiele razy... Tak samo jak to, że powinnam iść na studia zamiast zakopywać się w pieluchy jak również to, że w wieku 21 lat jestem za młoda na dziecko. A jednak pragnienie zostania rodzicami było silniejsze niż wszystko inne. Jasne, były wątpliwości i obawy, ale nie zmieniły one naszej decyzji. Od stycznia  do czerwca 2007 kilkanaście testów: wszystkie negatywne. Były łzy i zwątpienie [bo kurde pani na lekcjach WDŻ mówiła, że wystarczy raz :P]. Aż wreszcie przyszedł 9 lipca 2007 i pojawiła się wyczekiwana druga kreska... Ciąża była dla mnie czasem magicznym. I niech to nawet zabrzmi słodko jak pięć kilo cukru pudru: kochałam być w ciąży zarówno za pierwszym jak i za drugim razem [ i to naprawdę nie tylko dlatego, że miałam w tym czasie biust większy niż małe A!]
22:03

Wyniki konkursu fotograficznego 'Jak cudownie być dzieckiem!' tura II.

Napisała , w
Pierwsza tura wyników jest tutaj: http://wokoldzieci.blogspot.com/2014/05/wyniki-konkursu-fotograficznego-jak.html   a ja już spieszę do was z drugą porcją fantastycznych zdjęć, które zdecydowałam się nagrodzić! Wiecie, że wybór był szalenie trudny, ale zasady konkursu są nieubłagane: mogę nagrodzić tyle fotek, ile mam nagród. Mam nadzieję, że wyniki przyjmiecie z uśmiechem bez względu na to, czy wygracie, czy nie! :)





Zatem do rzeczy! Oto kolejni zwycięzcy:










Piękną opaskę od FROGGMI będzie nosiła...

22:32

Wyniki konkursu fotograficznego 'Jak cudownie być dzieckiem!' tura I.

Napisała , w
Kochani!

Serdecznie wam dziękuję za udział w kolejnym organizowanym przeze mnie konkursie, a sponsorom dziękuję za ufundowanie fantastycznych nagród! Zaraz dowiecie się, do kogo powędruje część z nich! :)







Ciekawi? :)






22:06

Pełen wrażeń i wspomnień spacer nad jezioro.

Napisała , w
Nogi są moim głównym środkiem lokomocji i chodzić uwielbiam! Teraz, kiedy są maluchy najczęściej po prostu biegam za nimi po podwórku i po drodze, ale zdarzają nam się też długie spacery, które sprawiają, że po powrocie nogi cudownie bolą a twarz piecze od słońca. Parę dni temu wybraliśmy się na kilkukilometrową wycieczkę nad pobliskie jezioro. Usytuowane w lesie na terenie Borów Tucholskich malownicze jeziorko Sinowa jest miejscem niezwykle urokliwym: z daleka od zabudowań, otoczone sosnami i brzozami, z pływającymi po tafli liliami wodnymi jest oazą spokoju, wymarzonym miejscem do relaksu i wędkowania. Kiedy byłam dzieckiem nad Sinowę chodziliśmy się również kąpać! Mimo zielonkawego koloru wody (będącego efektem wpadających do wody liści i igieł)  i mulistego dna stanowiła dla okolicznych dzieci idealne miejsce na kąpiel: woda była tam zawsze cieplutka, w miejscu dzikiego kąpieliska była miękka trawa zamiast piasku i spory mostek. Teraz dawna plaża zarosła i raczej nikt już się tam nie kąpie, lecz jeziorko nadal pozostaje miejscem pięknym i  wyjątkowym, a ja darzę je wielkim sentymentem ze względu na związane z nim wspomnienia...  To tu po raz pierwszy zachłysnęłam się wodą i tu kąpałam się w kwietniu nie zważając na to, że nie było jeszcze Jana, tutaj chodziłam, by pobyć w samotności w okresie nastoletniego buntu i tutaj też spędzaliśmy z moim Grzesiem najcudowniejsze randki przez 3 lata naszego związku przed ślubem. Kocham to miejsce! To był spacer pełen śmiechu dzieciaków, bieganiny za nimi, świeżego powietrza, wrażeń, ale i pięknych wspomnień...

No to idziemy! Przed nami jakieś 3 kilometry, a może i więcej. Siostra w roli fotografa! :)

23:18

Ta chwila nadeszła...

Napisała , w

Pojechał w niedzielę około 20. Przez niespełna miesiąc od pierwszego telefonu z Niemiec w sprawie przyjęcia do pracy, wyobrażałam sobie tę chwilę miliardy razy. Zamykając oczy widziałam morze łez i dzieci nie chcące puścić tatusiowej szyi. Panikowałam, a nerwy zżerały mnie od środka jak chmara szarańczy liście drzewa owocowego. Przez te kilka tygodni ze sto razy myślałam, że nie dam rady i ze sto razy chciałam zmienić decyzję.A już w sobotę wszystkie nerwy jakby uleciały. Wzięłam tyłek w troki i pomogłam Grześkowi spakować torby, ugotowałam mu troszkę domowego jedzonka, wyprasowałam ciuchy... Zadbałam, żeby wziął szczoteczkę do zębów, długopis i kanapki na drogę.  Czas do niedzielnego wieczora zleciał jak z bata strzelił. Od 18:00 patrzyliśmy na zegarek co 10 minut, ale tym razem nie chciał stać niemal w miejscu tak, jak to zwykle jest, gdy się na coś czeka. Tym razem złośliwy czas galopował. 

Kiedy nadeszła TA chwila byłam spokojna. Całus, przytulenie. Uważaj na siebie. Zadzwoń. Julka rzucająca się na szyję chyba z pięć razy i Szymek siedzący w wannie i niczego nieświadomy. Z nim tata żegnał się całą niedzielę... Nie odstępował go prawie na krok. Nie chcieliśmy doprowadzać go do płaczu, a "oficjalne" pożegnanie z tatą na minimum dwa tygodnie na pewno tym by się skończyło. Wszystkim nam byłoby trudniej. Julka wybiegła jeszcze na dwór i machała. Ja stałam przy oknie. Byłam spokojna. Na zewnątrz.  W środku rozpadałam się na tysiąc kawałków.

22:36

Magiczny świat kropek i kolorów.

Napisała , w
Książki Tulleta to prawdziwe bestsellery literatury dziecięcej w ostatnim czasie. Nikomu chyba nie trzeba tego mówić, ponieważ każdy, kto interesuje się tematyką literatury dla dzieci  z pewnością na książki Tulleta lub choćby ich recenzję trafił. Ja z zapartym tchem czytałam opinie o książkach tego autora na wielu blogach i portalach. Strasznie intrygowały mnie te książki i ich fenomen. Dzięki Wydawnictwu Babaryba, które wydaje te wspaniałe książki w Polsce, wraz z Julką i Szymkiem mieliśmy możliwość je poznać i ... zakochać się w nich od pierwszego obejrzenia!

Dziś pokażę wam dwie z czterech książek Herve Tulleta, które posiadamy: sławną "Naciśnij mnie" oraz niemniej uwielbiane "Kolory".


Muszę przyznać, że miałam totalnie inne wyobrażenia o tych książkach, mimo, iż przeczytałam o nich wiele opinii. Otwierając "Naciśnij mnie" przetarłam oczy ze zdumienia. "Co to jest???" pomyślałam widząc żółtą kropkę na środku kartki i nic więcej... Jednak przeczytałam tekst pod kropką, wykonałam zadanie i przewróciłam kartkę... Z każdą kolejną bawiłam się coraz lepiej!

14:37

Jak cudownie być dzieckiem!

Napisała , w
Ostatnio serwuję wam trudne posty: trochę smutne, trochę nerwowe. Dziś postanowiłam sobie wziąć głęboki oddech i spróbować spojrzeć na świat inaczej. Zainspirowały mnie zdjęcia, które nadsyłacie na konkurs i pełne pozytywnego myślenia wpisy na blogu Miry: Minimaliv, który serdecznie wam polecam, jeśli potrzebujecie optymistycznego kopniaka w tyłek tak, jak ja! Otworzyłam więc oczy szeroko i zobaczyłam ... radość, beztroskę i uśmiech moich dzieci. 

Na spacerze...

Codzienne wędrówki tą samą drogą zawsze są wyjątkowe. Dorosłego by znudziły, a dziecko każdego dnia odkrywa na tej samej ścieżce coś zupełnie nowego i fascynującego. Rosnąca trawa kusi, by ją dotknąć i zerwać, kwiatki by je powąchać, a dmuchawce, by je zdmuchnąć i obserwować, jak fruną na wietrze. Zwykły patyk może stać się prawdziwym skarbem służącym do rysowania po piasku, przyjmującym rolę rycerskiej szabelki albo kosmicznej rakiety. Wszystkiego trzeba dotknąć, powąchać, a czasem nawet posmakować. Pogoda nie ma znaczenia. Energia zawsze jest taka sama. I zawsze jest uśmiech i radość z poznawania świata.


09:44

Polska niepewność.

Napisała , w
To już za tydzień. Wyjeżdża. Na samą myśl żołądek podjeżdża mi do gardła. Miliard pytań kłębi się w głowie, nie daje spać nocami i dręczy w ciągu dnia. Wśród nich to najważniejsze: czy to jest właściwa decyzja? Na to pytanie odpowie... czas. Oby był dla nas łaskawy.

Na tle naszych przygotowań do JEGO wyjazdu toczy się kampania wyborcza. Co spojrzę w telewizor pojawiają się w nim twarze obiecujące wszystko, co najlepsze, złote góry, gruszki na wierzbie, kłamiące tak, że mam odruch wymiotny... Regularnie powtarzany stek bzdur tylko po to, by dostać się do koryta i napchać kieszenie... 

Jeszcze parę lat temu byłam bardziej wyrozumiała. Może nawet naiwna. Miałam nadzieję, że będzie lepiej, że rzeczywiście znajdzie się ktoś, kto do tego doprowadzi. Jednak czas mijał i ani z pseudo obietnic posłów ani z mojej wiary nie wykiełkowała poprawa sytuacji. My za to dorośliśmy do decyzji o wyjeździe męża... A w takiej sytuacji jak nasza są tysiące, jeśli nie miliony Polaków. A politycy jak gdyby nigdy nic walą swoje oklepane teksty z ekranów TV, billboardów i gazet. Krzyczą nawet, że nagle wszyscy Polacy wrócą do kraju, tylko to właśnie ONI, TA partia dojdą do władzy. O ironio, jakoś powrotów nie widzę, ba, raczej wyjazd się kroi...

08:52

Konkurs fotograficzny pt. "Jak cudownie być dzieckiem!".

Napisała , w
Moi Drodzy!

Mam przyjemność zaprosić was do kolejnego konkursu fotograficznego. Tym razem temat inspirowany jest nadchodzącym Dniem Dziecka i brzmi: "JAK CUDOWNIE BYĆ DZIECKIEM!".

Pole do popisu macie ogromne, ponieważ interpretacja tematu jest dowolna! Jedynym ograniczeniem jest forma zdjęciowa, jednak może to być zarówno kolaż jak i pojedyncza fotografia, może to być uchwycony uśmiech dziecka jak i wesoła zabawa. Na zdjęciu mogą być też ciążowe brzuszki a nawet y sami pokazujący swoje wewnętrzne dziecko! :)

Dzięki fantastycznym sponsorom mam dla was i waszych dzieciaków całe mnóstwo nagród:



19:25

Na patologii noworodka.

Napisała , w
Na patologię noworodka trafiliśmy dokładnie 10 maja 2012 roku. Szymek miał wtedy 2 tygodnie. Podczas kąpieli zauważyłam w okolicy jego lewej paszki dziwną zmianę, jakby wrzód. Lekarz rodzinny od razu skierował nas do szpitala, ponieważ Szymek nie miał ukończonego miesiąca, a po wtóre nasza pani doktor nie miała zielonego pojęcia, co to może być za świństwo. 
Do szpitala jechaliśmy jeszcze bez złych przeczuć, z nadzieją na zbadanie, szybkie zdiagnozowanie i wypuszczenie nas do domu. Niestety z jednego szpitala odesłano nas do drugiego, a tam zapadła decyzja o pozostawieniu Szymka na oddziale patologii noworodka. Piszę Szymka, bo od razu na wstępie powiedziano mi, że zostać z nim nie mogę. Pani doktor znad swoich okularków, jak sądzę po tym, co powiedziała, dla krótkowidza, oznajmiła, że mam dowozić mleko z piersi mając ponad 60 km w jedną stronę do szpitala, bo matki na oddziale zostać nie mogą. Jak się okazało po moim stanowczym postawieniu sprawy, jednak mogły... Na wstępie od pielęgniarki przyjmującej nas na oddział usłyszałam: "Może pani zostać, o ile pani wytrzyma...". Nie wiedziałam jeszcze wtedy, o co jej chodzi... Tak więc zostałam. Na niemal dwa tygodnie.

17:11

Dzieci na wsi się nie nudzą [nawet w czasie deszczu!].

Napisała , w
Bycie dzieckiem na wsi to fajna sprawa! Mówię to ja - od urodzenia mieszkająca w maleńkim Czersku Świeckim położonym w okolicy Wdeckiego Parku Krajobrazowego, w bliskim sąsiedztwie Borów Tucholskich i w tejże wioseczce wychowująca [przynajmniej póki co] swoje pociechy. Dla wiejskich dzieci zabawa w domu jest właściwie ostatecznością, bo wystarczy otworzyć drzwi, aby poczuć cudowne możliwości, jakie daje wielkie podwórko, ogród, sad, łąki, pola i lasy rozciągające się jak okiem sięgnąć. Jesienią i zimą tego siedzenia w domu jest zwykle więcej, bo wiatry i mrozy jednak troszkę nas ograniczają, ale jak tylko nadejdzie wiosna, na dworze zaczynamy spędzać zdecydowanie więcej czasu niż w domu.
Szymon od momentu, gdy otworzy oczy woła "Wawuj mama!" [czyli" na dwór ;)], więc na ogół po śniadaniu wychodzimy na podwórko, wracamy na obiad, a po drzemce powtórka z rozrywki. Efektem jest nieco zaniedbane mieszkanie [gary w zlewie leżą czasem do popołudnia], oszałamiająca ilość tlenu w organizmie i szeroki uśmiech dzieciaków. Julia po powrocie z przedszkola, szybko zjada obiad, wkłada trampki i też biegnie na świeże powietrze. Odkąd nauczyła się jeździć na rowerku [już zamieniła 12' na 16' - mama dumna!] przebywanie na dworze nabrało dla niej nowych barw i atrakcji. Niemal każdego dnia jest zabawa w piaskownicy, huśtanie się na huśtawce, skoki na trampolinie, jeżdżenie różnorodnymi pojazdami [których uzbierało się już tyle, że mamy ładny parking na podwórku], spacer to do sklepu, to do babci, to do lasu, a do sąsiada, który ma traktory przynajmniej trzy razy dziennie. Moje dzieci lubią oglądać bajki czy w przypadku Julki grać w gry komputerowe, ale wyjście na dwór zawsze jest ważniejsze i to mnie niezmiernie cieszy! Możliwość codziennej zabawy na świeżym powietrzu, przestrzeń, to, jak niesamowicie przebywanie w lesie, na łące czy w ogrodzie rozwija kreatywność to jeden z ogromnych plusów mieszkania na wsi!


11:51

O tym, jak uczyć dziecko wartości [niezupełnie tak, jak oczekiwałam].

Napisała , w
Miałam bardzo duże oczekiwania wobec tej książki. Napisana przez autorki związane z ważnymi akcjami dla dzieci, o ładnie brzmiącym tytule, obiecująca mądrą lekturę dla poszukującego rodzica. Sięgałam po nią z wielkim entuzjazmem. Muszę jednak szczerze przyznać, że treść tej książki dosyć mocno mnie zaskoczyła. Niezupełnie tego się spodziewałam... Był nawet moment, iż myślałam już, że będzie to pierwsza książka, o której moja opinia będzie zupełnie negatywna, jednak z ręką na sercu mogę stwierdzić, że mam mieszane uczucia. Książka "Z dzieckiem w świat wartości" niesie ze sobą wiele dobrego, ale niestety jej podręcznikowy ton nie bardzo do mnie przemawia, a co więcej w kilku miejscach totalnie mnie zszokowała proponowanymi metodami. 

Książkę "Z dzieckiem w świat wartości" otrzymałam od wydawnictwa Świat Książki w ramach współpracy z portalem Blogi Mam. Jak już kiedyś pisałam O TUTAJ podchodzę bardzo sceptycznie do wszelkiej maści poradników. Nie tylko tych rodzicielskich, ale z każdej dziedziny, no może wyłączając te o metodach usuwania plam czy o gotowaniu. Z drugiej jednak strony wciąż uparcie i niestrudzenie szukam książek, które zaskoczą mnie pozytywnie przynosząc wskazówki (a nie gotowe recepty) i drogowskazy ( a nie wytyczone ścieżki) w kwestii wychowania dzieci. Z takimi oczekiwaniami sięgnęłam po książkę autorstwa Ireny Koźmińskiej i  Elżbiety Olszewskiej (obie panie związane są z akcją  Fundacji "ABCXXI -Cała Polska czyta dzieciom").


11:15

Nocne mamy i córki rozmowy.

Napisała , w
Wieczorami, po całym dniu emocji i wrażeń, nastaje czas wyciszenia. To czas wyjątkowej bliskości i czas wyjątkowych rozmów, tych bardzo poważnych, czas wspomnień i snucia planów. Zanim małe oczka zmorzy sen, tak wiele można powiedzieć i usłyszeć ważnych słów...
Szymuś jeszcze nie jest na tym etapie, choć "kocham" można od niego usłyszeć bardzo często! Za to z Julią wieczorami lubimy sobie porozmawiać...

"Mamo, a opowiesz mi, jak to było, gdy byłaś mała?". Julia przytula się do mnie , a ja okrywam ją kołderką i opowiadam...

Kiedy byłam mała mieliśmy ogromną stodołę, w której razem z wujkiem Dawidem i ciocią Sylwią uwielbiałam się bawić. Wywijaliśmy fikołki na sianie i budowaliśmy sobie tunele ze snopków. Największą frajdę mieliśmy podczas żniw, kiedy mogliśmy pomagać przy układaniu słomy a czasem nawet obsługiwać starą młockarnię i klaper. Po całym dniu mieliśmy strasznie podrapane nogi, które polewaliśmy zimną wodą. Szczypało strasznie, ale innego sposobu na zadrapania nie znaliśmy. Na drugi dzień, kiedy mama nie patrzyła, ścigaliśmy się na bosaka po rżysku... Tylko nigdy tego nie rób, bo to było bardzo nieodpowiedzialne z naszej strony!
["Mamo, a co to jest zrysko? A bardzo bolały cię nogi? Zagoiło się do wesela?"]
13:54

Skrzyneczka na dziewczęce skarby.

Napisała , w
Dziś chciałabym wam zdradzić, co Julia znalazła w swoim wielkanocnym koszyczku. O tym, że u nas tradycją jest chowanie prezentów od zajączka w ogrodzie, możecie przeczytać TUTAJ.. W tym roku zajączkowi pomógł sklep Elemele oferujący kreatywne zabawki dla dzieci renomowanych firm. (m.in. Melissa & Doug czy tiny ideas). 
Zajączkowy prezencik od Eelemele był niespodzianką do samego końca. Nie mogłam uwierzyć oczom, kiedy otworzyłam paczuszkę! Ktoś chyba czytał w moich i Julki myślach! ;) Wiedziałam, że to będzie julkowy hit i nie pomyliłam się! Szkoda, że nie widzieliście miny Julii (oczy jak talerzyki śniadaniowe i uśmiech żaby Moniki) , kiedy znalazła za drzewem koszyczek, a w nim paczuszkę, a w paczuszce... 

... skrzyneczka na skarby do samodzielnego ozdobienia marki Melissa & Doug.


Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz