Post Top Ad

10:57

Stagnacja czy ... emigracja?

Napisała , w
Problemy z pieniędzmi pamiętam od dziecka. Był moment, że tylko tata miał kuroniówkę, mama nie pracowała, a była nas trójka rodzeństwa. Nawet, kiedy oboje rodzice mieli pracę, było ciężko, bo najniższa krajowa wynosiła 600 zł, a wszyscy troje chodziliśmy do szkoły. Lubiłam chleb z pasztetową albo z masłem i z cukrem, nie było mi źle, kiedy do szkoły miałam tylko jedne spodnie, które w kółko musiałam prać i nie rozpaczałam, że nie mam nowej komórki ani że rodzice nie dali mi na prawo jazdy zaraz jak skończyłam 18 lat. Taka była rzeczywistość. Rozumiałam to. Kiedy sama założyłam rodzinę, zaczęłam nie tylko rozumieć, ale również podziwiać moich rodziców za to, że radzili sobie i starali się zapewnić nam to, co najważniejsze, mimo iż było im bardzo ciężko. I jeszcze za to, że się na nas troje zdecydowali, mimo, że dziś zostaliby nazwani nieodpowiedzialnymi.

Z Grześkiem zaczynaliśmy od zera. Rodzice nie dali nam na studia czy prawo jazdy, choć bardzo chcieli, to po prostu nie było ich na to stać. Po ślubie pojechaliśmy do wynajętego mieszkania, gdzie czekała na nas odkupiona za grosze kanapa, dwa kubki i dwa ręczniki. Grzegorz zarabiał wtedy tysiąc złotych, ja nie mogłam znaleźć pracy, ale chwytałam się różnych zajęć, by dorobić. Kupiliśmy pralkę na raty, a meble z pieniędzy z wesela. Grzesiek robił prawo jazdy, a ja skończyłam studium. Wynajmowaliśmy mieszkanie. Kupiliśmy pierwszy samochód rocznik 1983 za 1500 zł... Radziliśmy sobie, ale było ciężko. Coraz ciężej...

09:01

Uwierz we mnie, mamo!

Napisała , w
Julia jest małym uparciuchem, ale też małym wrażliwcem. To połączenie sprawia, że długo buduje w sobie odwagę i entuzjazm, by nauczyć się czegoś nowego. Często powstaje jak bąk, a upada jak mucha: błyskawicznie się zniechęca trudnościami, płacze, załamuje ręce, rzuca się na podłogę. "Nie, nie będę!", "Daj mi spokój!", "Nigdy się tego nie nauczę!", "Boję się!" - nie zliczę, ile razy słyszę te i podobne słowa z jej ust. Wiem, że zmuszanie jej niczego nie zmieni. Jednak pogłaskanie po główce i stwierdzenie: "Masz rację, nie dasz rady, nie rób tego." to jeszcze gorsze, co mogłabym zrobić...  Troszkę czasu zajęło mi zrozumienie, że Julka  potrzebuje najbardziej tak naprawdę tylko jednego: tego, aby mama i tata w nią wierzyli.

Wiara w siebie jest podstawą każdego sukcesu. Począwszy od tych małych jak umiejętność skakania na skakance czy jazdy na rowerku bez bocznych kółek, aż do tych wielkich jak zdanie matury czy dostanie wymarzonej pracy. Wiarę w siebie trzeba jednak umieć w sobie zbudować, a dla małego dziecka nauczycielem jej budowania jest nie kto inny, jak rodzice. Najpierw ty mamo, ty tato, musisz uwierzyć w dziecko, by ono umiało uwierzyć samo w siebie! 
14:47

Wyniki konkursu wiosennego "Dzieci [i] kwiaty" tura II.

Napisała , w
Kochani!

Pora na drugą turę wyników wiosennego konkursu fotograficznego: za chwilkę poznacie laureatów pozostałych nagród oraz nagród dodatkowych, których udało mi się zdobyć kilka! :)

Pierwsza część wyników oraz moja gadanina jest TUTAJ, więc w niniejszym poście przejdę od razu do sedna!






UWAGA, UWAGA!



10:10

Dwa lata temu...

Napisała , w
Zawsze chciałam mieć dwoje dzieci, jednak decyzja o pierwszym była dla mnie o wiele łatwiejsza niż o drugim. Dlatego Szymek pojawił się dopiero 4 lata po narodzinach Julki. Rozdarta pomiędzy obawami o przyszłość i problemami finansowymi, zobaczyłam nowonarodzoną córeczkę sąsiadki i ... przepadłam. Kilka dni później byłam już w ciąży...
Bałam się porodu. Bałam się jak jasna cholera mając w pamięci ból, który poznałam kilka lat wcześniej. Bałam się też dlatego, że tym razem Grzegorz nie mógł rzucić pracy i przybiec, kiedy zacznę rodzić, a Julka potrzebowała natychmiastowej opieki w momencie, gdy trzeba będzie jechać do szpitala. Termin miałam wyznaczony na 29 kwietnia. Już 3 tygodnie przed marzyłam, by urodzić, bo przecież Julka była na świecie właśnie 3 tygodnie przed czasem, więc do terminu strasznie mi się dłużyło. Miałam brzuszek jak piłka: "Samo dziecko" jak mówiła położona, bo Szymuś był całkiem sporym chłopakiem jak na gabaryty mamusi.
23 kwietnia ze szpitala wyszła moja szwagierka, która urodziła Ksawerego. Tak, tak - ciąża bywa zaraźliwa! Zarówno w ciąży z Julką jak i z Szymkiem miałam towarzystwo! :) Najpierw z zazdrością patrzyłam przez okno, jak jadą do szpitala, a potem z jeszcze większą zazdrością patrzyłam na małego człowieczka, który już był na świecie. Ja nadal mogłam tylko głaskać się po brzuszku i czekać... 
Tak się złożyło, że tego dnia zjadłam na obiad paluszki rybne i fasolkę szparagową. pomyślicie, że to fakt bez znaczenia, a jednak... 
11:00

Wyniki wiosennego konkursu "Dzieci [i] kwiaty" - tura I.

Napisała , w
Kochani! 

Dziękuję Wam serdecznie za udział w moim pierwszym konkursie fotograficznym!
Zaskoczyliście mni zarówno ilością zdjęć (do konkursu zakwalifikowało się aż 168), jak i pomysłowością oraz inwencją twórczą.

Na widok każdego zdjęcia się uśmiechałam i jak się domyślacie marzę, by móc nagrodzić wszystkie. Niestety jest to niemożliwe i muszę dokonać bardzo trudnego wyboru!
Rozdam 23 nagrody, które pokazywałam Wam na początku konkursu, ale będą też nagrody dodatkowe... O nich jednak w kolejnym poście! :)

Tymczasem zapraszam Was do zapoznania się z pierwszą turą wyników.
Starałam się dobierać nagrody do laureatów i choć zdaję sobie sprawę, że niektórzY z Was marzyli o czymś innym, mam nadzieję, że Wy, a przede wszystkim Wasze pociechy  będziecie zadowoleni!

Starałam się nagrodzić zdjęcia różnorodne, pomysłowe, ciekawe. Były takie, które urzekły mnie od pierwszego spojrzenia! :)

Wybór laureatów był wyłącznie moją decyzją i zdaję sobie sprawę, że każdy mógłby ocenić inaczej. Jednak takie są reguły konkursu i werdykt nie podlega żadnym "reklamacjom". ;)

Wierzę, że moi Czytelnicy będą bawić się fair do samego końca!
No ale dosyć tego gadania...





UWAGA, UWAGA!



21:20

Warto mieć tradycje!

Napisała , w
Święta minęły jak zwykle, czyli jak z bicza trzasł! W tym roku mieliśmy wszystko, czego trzeba, by świąteczny czas był udany: piękną pogodę, rodzinkę i nasze małe tradycje, które dodają niepowtarzalności wspólnym, świątecznym chwilom.
Święta takie jak wlaśnie Wielkanoc, Boże Narodzenie, ale też Dzień Wszystkich Świętych, Mikołajki czy urodziny każdego z domowników są to w mojej rodzinie momenty, w których tradycje odgrywają bardzo ważną rolę.  Ja jako mama dostrzegam, jak pobudujące jest wspólne pielęgnowanie rodzinnych i świątecznych tradycji oraz jak potrzebe są one dzieciom. Niektóre takie jak szukanie upominków od zajączka schowanych w ogrodzie,  wyniesioe zostały przeze mnie i męża z domu, inne jak przygotowywanie razem świątecznych kartek i ozdób narodziły się spontanicznie i już z nami zostały. Szymek jest jeszcze za mały, ale Julka już wie, że pewne dni w roku są przez nas obchodzone wyjątkowo i ona czeka na te nasze mmniejsze i większe rodzinne rytuały.

14:52

Wielkanocne ozdoby made by Julia i mama.

Napisała , w
Wielkanoc juz za trzy dni. Nie wiem, jak wam, ale mi zawsze trudniej wzbudzić w sobie wielkanocny nastrój aniżeli bożonarodzeniowy. Może to po części wina dużo mniejszej komercji jaka odbywa się dookoła Świąt Wielkanocnych, może tradycji wyniesionej z domu, gdzie zawsze bardziej uroczyście obchodziło się  Boże Narodzenie, a może tego, że na wiosnę życie nabiera szybszego tempa i człowiek nie ma tyle czasu co w grudniu, by celebrować święta. Z roku na rok mam jednak coraz lepszych świątecznych isnpiratorów: dzieciaki! :)

Julia wnosi do naszego domku świąteczną radość i nastrój swoimi przedszkolnymi rysunkami i kolorowankami, a jej inwencja i wyobraźnia jst zaraźliwa, o czym przekonacie się za chwilę. Na tegoroczne święta przygotowałyśmy wspólnie dwie kartki handmade, koszyczek z pudełeczka po maśle i oczywiście pisanki. Jak to zwykle z nami bywa, postawiłyśmy na improwizację i oryginalne, własne pomysły. Nie jest idealnie, nie ma "kupnych" ozdób, ale kolorowo i po naszemu! Matka ma całe paluchy w Super Glue, a Julka zafarbowaną barwnikiem do jajek bluzkę, ale czego się nie robi dla świątecznego klimatu! ;)

Pisanki, pisanki, jajka malowane. Nie ma Wielkanocy bez barwnych pisanek!


















12:41

Przyjaźń w trzech epizodach.

Napisała , w
Ona miała na imię Małgosia. Od pierwszego dnia w zerówce siedziałyśmy w jednej ławce. Ona miała kruczoczarne warkocze, ja blond. Miałyśmy swoje małe sekrety i wielkie, wspólne marzenia. To była pierwsza przyjaźń, od której dziecięce serce wzbierało uczuciami, o których wcześniej nie miało pojęcia... Tak było do początku II klasy podstawówki, kiedy Gosia musiała się przeprowadzić. Przeprowadzka oznaczała dla niej zmianę szkoły, a dla mnie zawalenie się mojego małego świata... Pamiętam, kiedy odjeżdżała spod szkoły do nowego domu, a ja roniłam łzy wielkie jak grochy i zanosiłam się płaczem. Myślałam wtedy, że umrę, a jeśli nawet przeżyję już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej. I faktycznie nie było. Miałyśmy do siebie pisać, ale skończyło się na dwóch kartkach z segregatora i pozdrowinieach prześłanych kilka razy przez jej mamę, która była moją nauczycielką. Tak się zakończył epiozd pierwszy.

11:31

Książka, dzięki której chwyciłam za igłę i nitkę.

Napisała , w
Kluczową kwestią w dzisiejszym wpisie jest fakt, że mam niestety dwie lewe ręce do wszelkiego rodzaju "handmadu". Z ogromnym podziwem i zazdrością oglądam ręcznie robione czapeczki, ubranka, kocyki czy zabawki. W najskrytszych marzeniach jestem zdolną dziewczyną z maszyną do szycia i szydełkiem, która wyczarowuje dla swoich dzieci prawdziwe cudeńka! Niestety na marzeniach się kończy... Jedyne, co mam odwagę szyć, to ubranka dla lalek, o które prosi mnie Julia. Podobno nawet nieźle mi to wychodzi, ale za nic poważniejszego się nie miałam odwagi zabrać. Tak było do chwili, gdy zawitała u mnie ksiażka "Przytulanki Szmacianki" otrzymana dzięki współpracy z Blogami Mam.



12:53

Skąd się biorą dzieci?

Napisała , w
Prędzej czy później każdy rodzic usłyszy to pytanie, pytanie, którego wielu z nas się obawia: Skąd się biorą dzieci? Skąd ja się wzięłam / wziąłem? Można opowiadać bajeczki o bocianach i kapuście, jednak wtedy trzeba liczyć się z tym, że dziekco dowie się całej prawdy z innego źródła i być może w sposób, który niekoniecznie będzie dla niego odpowiedni. Moje kilkuletnie doświadczenie rodzicielskie pokazuje, że zdecydowanie lepiej stawić czoła sytuacji i od początku odpowiadać dziecku zgodnie z prawdą, aczkolwiek z wyczuciem, rozsądkiem i delikatnością. 
Jak rozmawiać z dziekciem na "te tematy"? To zależy od was! Sposób odpowiedzi na pytanie "skąd się biorą dzieci?" trzeba dopsować do wieku maluszka, jego charakteru, sytuacji w jakiej się znajdujecie podczas rozmowy. Pomocne mogą okazać się książki poruszające tę tematykę, których można znaleźć na rynku coraz więcej oraz zabawki tematyczne takie jak choćby bardzo modne ostatnio lalki anatomiczne. Mnie zaintrygowała oferta sklepu Nie wierzę w bociana, W naszym domu zawitała jedna z dostępnych w tymże sklepie ksiażek o jakże znaczącym tytule: "Skąd się biorą dzieci?" autorstwa Marcina Brykczyńskiego.


08:47

Drewniany przyjaciel Szymona.

Napisała , w
Uwielbiam drewniane zabawki! Za ich trwałość, ponadczasowość i bezpieczeństwo. Również za estetykę, która zawsze cieszy oko. Cechuje je prostota, dzięki której pobudzają dziekco do kreatywności i dają pole do popisu fantazji. Dla współczesnych maluchów jest to na wagę złota! Zamiast "chodzić na skróty" i zachęcać dziecko do  zabawy tym, co mówi, skacze, śpiewa i właściwie robi wszystko za dziecko, warto jak najczęściej proponować mu zabawki skłaniające do twórczego myslenia, angażujące zmysły, pozwalające być w jakiś sposób współtwórcą. Ja staram się to robić, dlatego drewniane zabawki zajmują ważne miejsce na półeczce moich dzieci. Na zakup niektórych, wymaroznych, nie pozwala mi jeszcze zasobność portfela, ale dzięki sklepowi ekologiczne-dzieci.pl przekonałam się, że drewniane zabawki nie muszą kosztować majątku i że drewniane może być właściwie... wszystko!

Kilka dni temu do naszego domu zawitał nowy przyjaciel - prawie czworonożny, a na pewno na czterch, drewnianych kółeczkach!  


Kociak nazwany  przez Julię i Szymona Tęczusiem okazał się uroczym, niewielkim stworzeniem, które bez oporów pozwala się prowadzić na sznureczku a także wspaniale odgrywa rolę samochodzika, który można chwycić w rączkę i jeździć nim po dywanie, kanapie albo kaloryferze odgrywajacym rolę autostrady. 
15:27

Zdjęcia dzieci w sieci, czyli o godności słów kilka.

Napisała , w
Zdjęć dzieci w sieci są miliony, jeśli nie dziesiątki milionów. Zdań odnośnie ich publikowania i pokazywania światu są dziesiątki, jeśli nie setki. Od skrajnych przeciwników, którzy w sieci są incognito, a każde pokazanie dziecka uważają za bezmyślność, poprzez takich, co dokumentują w sieci każdy krok swojego malucha, łącznie z robieniem siusiu, aż po tych, którzy nonszalancko wrzucają do sieci dzieci w sytuacjach, w jakich nikt nie powinien ich oglądać.  O ile tych pierwszych i drugich jestem jeszcze w stanie w jakimś stopniu zrozumieć (choć nie do końca, ale o tym za chwilę), o tyle ci ostatni powinni według mnie podlegać surowej karze. Jakiej? Powinno się im robić zdjęcia w tych samych sytuacjach, w jakich fotografują swoje dzieci i wrzucać je na Facebooka, Instagrama i gdzie tam jeszcze są ludzie, którzy mogliby ich wyśmiać i wyszydzić! 

Kilka dni temu dzięki koleżance blogerce, natknęłam się na szokującą fotografię. Na Facebooka wrzucił ją profil o zacnej nazwie "Kochaj mnie mamo", co już samo w sobie stworzyło jakąś tragifarsę. Na zdjęciu był maluszek rozebrany do połowy. Pupcię i rączki miał wysmarowane własną kupą. obok leżał zdjęty pampers z zawartością. Brudna była komoda stojąca obok i dywan, a dziecko leżało odwrócone buźką do podłogi we własnych odchodach. Myślałam, że wyjdę z siebie i trzasnę drzwiami, kiedy to zobaczyłam! Jednak to jeszcze nie wszystko! pod zdjęciem aż roiło się od komentarzy ubawionych po pachy mamusiek, która chichotały wirtualnie z tej sytuacji i użalały się and losem biednej mamusi, która musiała to posprzątać! Nóż mi się w kieszeni otworzył!

12:52

Najgorsze, co może czuć matka.

Napisała , w

Czujesz ją, kiedy twoje dziecko przychodzi z płaczem z przedszkola mówiąc, że najlepsza przyjaciółka oznajmiła, że już go nie lubi...

Czujesz ją, kiedy twoje dziecko po raz setny rzuca dwukołowym rowerkiem i stwierdza, że jest do niczego i nigdy nie nauczy się jeździć...

Czujesz ją, kiedy pod koniec miesiąca dziecko prosi cię o nowe kredki, a ty masz w portfelu ostatni "papierek" i nie możesz mu ich kupić...

Czujesz ją, kiedy masz zły dzień, a dziecko jeszcze gorszy i nie udaje ci się utrzymać nerwów na wodzy - nakrzyczysz, powiesz o jedno słowo za dużo, doprowadzisz je do płaczu...

Czujesz ją, kiedy musisz trzymać malucha i patrzeć na płynące po jego twarzy łzy, podczas, gdy pielęgniarki pobierają mu krew...
11:47

Demotywatory i turbo dopalacze.

Napisała , w
Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Choćby nie wiem jak sobie wmawiał, że to nieprawda, to ludzka natura uczyniła z nas istoty "stadne". I nie chodzi już nawet o pomoc, o wspólne "robienie", ale znacznie bardziej o sferę emocjonalną i duchową. Miłość, bliskość, czułość, zaufanie - bez tego, jak bez powietrza, więdniemy. Niby żyjemy, ale jednak nie potrafimy rozkwitnąć, rozwinąć skrzydeł, wystawić twarzy do słońca i się uśmiechać... Takim darem od innych ludzi jest także wsparcie, motywowanie do działania, miłe słowo na temat tego, jaki jesteś i jak dążysz do swojego celu, wspólna radość ze spełnianych marzeń. 

Niestety zamiast tego można dostać w pysk zawiścią i próbą udowodnienia, że to, co się robi jest do bani. Są tacy, co jak leżysz to jeszcze z uśmiechem cię kopną, a jak nie daj Boże lecisz, z błyskiem radości w oku podetną ci skrzydła. Czasem trzeba przełknąć tę gorzką pigułkę. Czasem trzeba nauczyć się cieszyć się codziennością i spełniać swoje marzenia bez tego wsparcia i motywacji, na którą się liczyło. Czasem trzeba też wywalić z siebie ten żal...

09:18

Tekturowa zabawa na całego!

Napisała , w
Wydawać by się mogło, że współczesne dzieci dobrze bawią się tylko tabletami, komputerami i bajeranckimi, interaktywnymi zabawkami. Okazuje się, że nic bardziej mylnego! Czasem mam wrażenie, że to my, rodzice, nauczyliśmy dzieci "chodzenia na łatwiznę" w zabawie, bo przecież gadająca maskotka czy gra komputerowa zajmie dziecko bez udziału rodzica... Tymczasem nasze dzieci tak naprawdę nie różnią się od nas sprzed kilkudziesięciu lat i tak samo uwielbiają zabawki proste, kreatywne i dające pole do popisu wyobraźni, która jest nieograniczona!
Dzięki marce kidy moje dzieciaki miały okazję poznać zabawki z tektury, diametralnie różne od tych, jakie widzimy na co dzień na sklepowych półkach. Zabawki z kartonu gościły u nas wcześniej w postaci wykonywanych wspólnie domków dla lalek i łóżeczek, ale z takimi jakie oferuje kidy jeszcze się nie zetknęliśmy. Czekaliśmy więc niecierpliwie na paczuszkę... Wreszcie przyszła.

Reakcja...


A w środku...

Post Top Ad

INSTAGRAM @ola_greszcz