Post Top Ad

10 powodów, dla których nie powinnam być blogerką.

Blogosfera to specyficzne środowisko. Taki kociołek, w którym z jednej strony można znaleźć niesamowitą różnorodność, a z drugiej monotematyczność, kopiowanie i od cholery pozorów.  Można tutaj spotkać naprawdę fantastycznych ludzi, ale można się też nieźle nadziać... Zanim sama założyłam bloga, niewiele czytałam innych, ale teraz siłą rzeczy obracam się w blogosferze, czytam, patrzę...i często dochodzę do wniosku, że ja tak właściwie nie powinnam być blogerką... 





10 niezaprzeczalnych argumentów przemawiających za tym, że nie powinnam być blogerką:

1. Piszę o grzybie, wszach, depresji, emigracji zarobkowej, braku kasy i innych przyziemnych problemach. 
Bo jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce! Jeśli kogoś takie problemy nie dotyczą, to miodzio, ale mój blog jest dla ludzi normalnego sortu :D

2. Nie mogę modnie się odchudzać, bo nie mam z czego. Poza tym nie biegam, nie stosuję zdrowej diety i nie uprawiam jogi.
Za to jestem kawopijcą, raczej nie jadam śniadań, kocham słodycze i gazowane napoje. Powinnam się wstydzić. Wiem.

3. Mieszkam na zadupiu i zamiast wystawy sztuki współczesnej albo relacji z pobytu a zamiast tego pokazuję wam sarny stojące za oknem.
Niektórzy z was nawet się tym zachwycają ;).

4. Nie robię zdjęć na białym tle, nie układam napisów z płatków kwiatów i nie przebieram dzieci do zdjęć w markowe ciuchy, a siebie na zdjęciach w ogóle nie znoszę.
Teraz i tak będę miała lepsze tło do zdjęć niż miałam w starym mieszkaniu :).

5. Nie mam pięknego domu na kredyt, a jedynie mieszkanie u rodziców na strychu - też na kredyt... 
I dobrze mi z tym.

6. Nie ubolewam nad tym, że piję zimna kawę i nie wychwalam pod niebiosa karmienia piersią.
W ogóle staram się nie popadać w skrajności i tak samo jak nie lubię lukrowania macierzyństwa, tak wku*%^ają mnie Matki Polki Męczennice...

7. Nie jestem ekspertką w dziedzinie wychowania dzieci [ani w sumie w żadnej innej].
Jestem taką samą nieidealną matką jak każda z was i nie mam zamiaru udawać, że jest inaczej.

8. Nie mam parcia na szkło ani na żadną inną formę sławy.
To by mnie na pewno przerosło. Wolę nie ryzykować. 😂

9. Nie traktuję bloga jak pracy zawodowej i nie zarabiam na nim kroci.
Co nie znaczy, ze nie traktuję tego miejsca poważnie tak jak i każdej współpracy, jaką podejmuję, bo takowe się zdarzają! Określenie praca oznacza dla mnie jednak coś więcej niż to, co robię na blogu.

10. Zapraszają mnie do "Pytania na śniadanie", a ja nie jadę 😲
Już drugi raz... Ale może do trzech razy sztuka ;) ?

Jak widzicie argumentów przemawiających przeciw mojemu blogowaniu nie brakuje. Gdybym się postarała, na pewno wymyśliłabym jeszcze więcej! Generalnie jestem totalnie niedopasowana i w życiu realnym i w wirtualnym i ... dopasować się nie mam zamiaru!

Ten blog nie jest dla każdego. I wcale nie chcę, żeby był! Kocham was moje drogie czytelniczki bardzo - nawet wtedy, gdy nie we wszystkim się ze mną zgadzacie albo nie podoba wam się wystrój mojego mieszkania ;). Dajecie mi mnóstwo motywacji, wsparcia, 

Jednak jeśli szukacie modnego dizajnu w moich wnętrzach, metek na ciuchach, które noszę, nieskazitelnie czystych podłóg, sensacyjnych i modnych tematów, o których będę pisać, bo aurat wszyscy w blogosferze piszą, to tego tu nie znajdziecie! 

Nie będę się silić na robienie koktajli z kiwi i pietruszki, żeby pokazać robot jakiejś tm firmy, bo, kurna, wolę colę! 
Nie będę pisać o diecie według kogoś tam, żeby promować zdrowy styl życia, bo niestety nie mam konsekwencji do żadnych diet, nawet do takiej polegajacej na tuczeniu się pączkami.
Nie będę kłaść białej kartki pod zdjęcie szarlotki kupionej w cukierni i pisać: "Have a nice afternoon!" [choociaż dziś miałam chęć pochwalić się murzyniem upieczonym przez moją mamę :P].
Nie będę przebierać moich dzieci do każdej fotki, jaką wrzucam na Fejsa i na bloga.
Nie będę wam dawać złotych rad i prawić morałów, bo sama jestem rodzicem z krwi i kości, a nie z okładki czasopisma.
Nie będę celowo wzbudzać sensacji praniem rodzinnych brudów ani opowiadaniem o wszystkich traumach, jakie przeżyłam w życiu, a byłoby o czym napisać, naprawdę, ale to nie w moim stylu!
Nie będę się nikomu tłumaczyć, czy i za ile wspólpracuję z firmami, bo to miejsce, które sama tworzę - moje podwórko.
Nie będę się na siłę lansować, bo mi to do niczego niepotrzebne.
Nie będę udawać na blogu kogoś, kim nie jestem.

Może i nie pasuję do blogosfery, ale ...kurde, mam to gdzieś 😎!

Piszecie, że jestem autentyczna, naturalna, niezmanierowana... I że zaglądacie tutaj właśnie dlatego. A ja wam powiem, że nie wyobrażam sobie, żebym mogła być inna! No ni hu hu!

Lubicie film "Bridget Jones"? Ja kocham! Akurat dwa dni temu oglądałam przygody szalonej Bridget po raz milionowy i po raz kolejny tak samo poruszył mnie moment, kiedy Marc [Collin Firth I loe you!] powiedział: "Lubię cię taką, jaka jesteś!" 

Jestem zdania, że tylko otaczanie się takimi ludźmi ma sens, więc jeśli i wy lubicie mnie taką, jaka jestem, to wpadajcie tutaj ta często, ja tylo macie ochotę, a jeśli nie to ... cóż ... nie liczcie na to, że się zmienię 😁.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram