Post Top Ad

Matki, wywalcie ten internet w kosmos!

Kiedy urodziła się Julia, nie miałam dostępu do Internetu. Serio. Dziewięć lat temu prawie nie istniałam - nie było mnie na Facebooku.

Zapragnęłam jednak tego okna na świat w mojej zabitej dechami wiosce. I kilka lat temu podłączyliśmy się do sieci. Jakże zrobiłam się światowa! Jakże bardzej uświadomioną matką się stałam!

Tu Wikipedia, tam portal dla rodziców, jeszcze głębiej w sieci fora internetowe no i Facebook! A wszędzie inne matki i całe mnóstwo specjalistów od wszystkiego. Znalazłam odpowiedzi na niemal wszystkie dręczące mnie pytania! I wsparcie i bratnie dusze... I wyrzuty sumienia znalazłam. I poczucie bycia gorszą matką. I stek bzdur. I wkurw znalazłam. Wszystko w tej samej sieci.



Do tytułu tego wpisu inspiracją stała się moja mama. Najmądrzejsza mama, jaką znam. To ona słysząc po raz enty moje jęki i widząc moje przerażenie po przeczytaniu kolejnej diagnozy doktora Google albo hejterskiego komentarza na blogu, powiedziała: "Weź, wypierdol ten Internet!" I przypomniałam sobie, jak mi było lekko bez tego ciągłego czytania, szukania, zaglądania z każdym gównem w czeluście Internetu...  Byłam wolna... Kurde. Tak. Wolna!

Wolna od bezsensownych wyrzutów sumienia, że nie chce mi się przez pół dnia siedzieć z dzieckiem na podłodze i kulać piłeczki i że ta piłeczka nie jest z Fisher Price'a tylko od Chińczyków. 

Wolna od idiotycznych wojenek o karmienie piersią, naturalny poród i bezstresowe wychowanie. od zastanawiania się, czy może nie jestem gorsza, bo po 4 miesiącach odstawiłam dziecko od piersi albo może nie daj Boże jakaś matka forumowa pomyśli, że się wywyższam, bo urodziłam naturalnie i bez znieczulenia. 

Wolna od palpitacji serca po przeczytaniu, że ta wysypka albo kolor kupki na pewno świadczą o poważnej chorobie mojego dziecka.

Wolna od dziesiątek sprzecznych rad, jak wychowywać, żeby było idealnie. Bo ile pseudospecjalistów, tyle metod. I każda jest ponoć idealna. Tylko nie moja.

Wolna od bólu brzucha na myśl, że skrzywdziłam dziecko, bo dała mu parówkę, lizaka albo nieprzegotowanej wody. 
Że jestem skreślona z listy dobrych matek, bo pozwoliłam, żeby nabiło sobie guza o ten cholerny nocny stolik albo napiło się płynu do baniek. 
Że jestem do dupy, bo nie upilnowałam, zagapiłam się [może co gorsza w serial albo w telefon], bo przysnęłam...

Wolna od jadu i żółci wylewanych przez matki na matki, od żenujących zdjęć dzieci bez pieluch i zawartości nocniczków, od kłótni o rajstopki i 500+, od mebli z Ikei i drewnianych zabawek.

Wolna od podziału na matki lepszego i gorszego sortu...


Nie. Nie każę wam wylogować się na zawsze i wyrzucić laptopa za okno. Sama też tego nie zrobię. To nie o to chodzi, żeby zamykać się na świat.

Wszystko jest super, dopóki trafiasz na fajnych ludzi, mądre artykuły i autentycznie ciekawe strony. Jednak głębie internetu są niezmierzone i bardzo łatwo trafić na trolli, hejterów, ludzi, którzy chcą podnieść swoja samoocenę kosztem innych, wykazać się ekspercką wiedzą, której tak naprawdę nie mają albo zwyczajnie kogoś zgnoić dla zabawy. Powiem wam, że o wiele większe prawdopodobieństwo, że spotkacie takich w necie aniżeli w realu. 

A im dalej w las, tym łatwiej stracić poczucie dystansu i trzeźwej oceny sytuacji, szczególnie jeśli należysz do bardziej wrażliwych matek tak, jak ja.

Coraz częściej szukasz informacji w sieci, zamiast u mamy czy babci, w specjalistycznej książce czy u prawdziwego lekarza a nie u doktora Google.
Coraz bardziej wierzysz w to, co czytasz. 
Coraz mniej zawierzasz włąsnej intuicji. A każda matka ją ma!
Coraz rzadziej myślisz o sobie dobrze i coraz gorzej czujesz się ze swoim macierzyństwem, bo przecież te wszystkie matki z internetu są od ciebie ewidentnie lepsze...
Coraz mniej ciebie w twoim byciu mamą...

Pomyślisz sobie: "Eeee, mnie to nie dotyczy! ", ale spójrz z dystansu na twoje podejście do tego, co czytasz, oglądasz, czego szukasz w internecie. Czy oby na pewno nie za bardzo zawierzasz doktorowi Google? Czy oby na pewno nie za poważnie podchodzisz do scysji w grupie dla matek? Czy oby nigdy nie opowiadałaś mężowi z wypiekami na twarzy, jak to cię jedna matka z sieci wpieniła?... No właśnie...

"Dystans, kurwa, dystans, bo wszyscy umrzemy!" - ktoś tak mądrze kiedyś powiedział i to jest idealne podsumowanie powyższych rozważań współczesnej matki, dla której internet  jest błogosławieństwem i przekleństwem zarazem.


Korzystaj z internetu, ale mądrze! - mówię tobie, matko i sobie. 
Bierz z tego wirtualnego świata tylkoto, co naprawdę wartościowe. 
Przebieraj ziarna od plew. 
Zapomnij o doktorze Google. 
Olej internetowe wojenki, bo one nie mają żadnego wpływu na twoje prawdziwe życie.
Odetnij się od emocjonalnych wampirów i trolli. I nie żyw ich swoją złością.
Przebywaj w wirtualnym świecie w dobrych miejscach i otaczaj się dobrymi ludźmi.
Karm jak chcesz, wracaj do pracy według swojego widzimisie i kieruj się przede wszystkim instynktem, a dobre rady niech będą tylko dodatkiem.
Wywal w kosmos  [albo zablokuj, zapomnij, olej] z internetuwszystko to, co nie daje ci niczego dobrego!

[Bo moja mama to mądra kobieta jest! ;)]




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram