Post Top Ad

10:17

Destrukcyjne teksty, które wypowiada [prawie] każdy rodzic.

Napisała , w

Umówmy się: doskonałych rodziców nie ma. To tak samo prawdziwe jak fakt, że każdy rodzic jak i każde dziecko są inni. Nie da się jednak zaprzeczyć trzeciej prawdzie - mamy ze sobą wiele wspólnego. Jedną z takich wspólnych rzeczy jest to, co i jak mówimy do naszych dzieci. Niestety często mówimy nie tak i nie to, co powinniśmy...

Sprawdź, czy ty też wypowiadasz te destrukcyjne teksty, które wypowiada większość rodziców!




1. Ja zrobię to lepiej!


Standard, prawda? My, matki, używamy tego tekstu na każdym kroku, a potem narzekamy, że dziecko nie umie po sobie posprzątać, samo się ubrać czy zrobić sobie kanapki. Tymczasem dzieciak uświadamiany od małego, że nie ma co próbować, bo mama i tak wszystko robi najlepiej. A jak już dziecko zrobi coś samo ty i tak po nim poprawiasz...


2. Nie biegnij, bo się przewrócisz!


Często przeginamy z rozkładaniem nad dzieckiem parasola ochronnego. To jest chyba jednak syndrom współczesnych czasów, bo pewnie tak jak ja pamiętasz, jak się chodzilo z grubymi strupami na kolanach... A dziś każde zadrapanie dziecka przyprawia nas, matki, o palpitacje serca! No i nie pozwalamy chodzić po krawężniku, skoczyć z krzesła na podłogę, a co dopiero mówić o wdrapywaniu się na drzewa... Parki, place zabaw i podwórka są pełne matek kwok.Taka prawda.

3. Zjedz wszystko, bo inaczej zabierze cię dziad!

Straszenie - metoda, której z lubością używamy, kiedy zawodzi wszystko inne. Często łaczona z szantażem: zrób to, co mówię, bo inaczej przyjdzie potwór, Baba Jaga, dziad! Najczęściej straszeniem udaje nam się wymusić na dziecku to, czego chcemy, ale przy okazji zasiać w nim bezsensowny lęk i poczucie, że mama/tata chce, by stała mi się krzywda... Znane od wieków i wciąż tak samo powielane i tak samo głupie.

4. Piotruś jest grzeczniejszy od ciebie!

Porównywanie. Kolejny rodzicielski błąd znany chyba wszystkim rodzicom. Kasia lepiej się uczy, Piotruś jest grzeczniejszy, a Marcinek szybciej siada na nocniczek. Ty wszystko robisz później/gorzej od innych. Nieświadomie wzbudzamy w dzieciaku poczucie bycia gorszym, słabszym i niezdrową ambicję dorównywania innym. Często też sami wpędzamy w ten sposób siebie w rodzicielskie kompleksy. Błędne koło. Tekst, który nie przynosi nic dobrego. A jednak go używamy...

5. Kiedy ja byłam w twoim wieku, to  ...

Kolejny rodzicielski standard. Sami słuchaliśmy tego w dzieciństwie, a teraz z lubością obdarzamy tym włąsne pociechy. Próbujemy udowodnić, że mieliśmy gorzej. I co to niby obchodzi nasze dzieci? Liczy się tu i teraz, a tamte czasy nie wrócą. I choć były inne, to wcale nie znaczy, że mieliśmy gorzej. Po prostu inaczej. Życie się zmienia pani Genia :P Zmienia się wychowanie, zawartość półek sklepowych i portfeli, sposób edukacji... I trzeba się z tym liczyć i pogodzić, a nie wpędzać dziecko w nieuzasadnione poczucie winy.

Słowa mają moc. To prawda znana nie od dziś, o której jednak bardzo łatwo zapoimnamy. Mam wrażenie, że nam rodzicom, często cel przesłania sposób, w jaki go osiągamy. Czyli nieważne, że dziecko wystarszę, wpędzę w kompleksy albo poczucie winy, sprawię, że nie będzie mnie lubiło - ważne, że zrobi to, czego chcę. A to tak nie działa. Przynajmniej nie powinno. 

Wychowanie to nie jest dążenie do celu po trupach i niemniej ważne niż to, że osiągamy cel wychowawczy jest to, w jaki sposób. Warto zważać na słowa. Ja obiecuję się pilnować! A ty?


Co jeszcze dopisalibyście do mojej listy destrukcyjnych, rodzicielskich tekstów?



12:10

Jeśli jesteś rodzicem i czasem czujesz się jak wrak, ta książka jest dla ciebie! #jestemwrakiem

Napisała , w

Właśnie zostałeś rodzicem, a może jesteś nim już jakiś czas? Masz synka, córeczkę, a może jedno i drugie (albo w wersji hard czyli powyżej trójki)? Bez względu na to, jaka jest odpowiedź na te dwa pytania, odpowiedź na trzecie zawsze będzie twierdząca. Czy masz dni, że czujesz się jak wrak? TAK! Ma je każdy rodzic! To naprawdę żaden wstyd się do tego przyznać tak, jak autorka bestsellera dla wszystkich wraków... ekhm, rodziców. Przedstawiam ci alternatywny poradnik dla wyprutych rodziców "Jestem wrakiem, a to jest mój dziennik" Shannon Cullen.



Otwierając tę książkę spodziewałam się ... tekstu. Morza tekstu, w którym autorka będzie pouczać młodych rodziców, jak dążyć do tego, by przestać czuć się niczym wrak. Ewentualnie nastawiłam się na pamiętnikowe wpisy świeżo upieczonej, sfrustrowanej nadmiarem obowiązków matki. Tymczasem już na drugiej stronie znalazłam ... instrukcję obsługi, która mówi, jak korzystać z książki i jeszcze, że wolno mi, matce, śmiać się, płakać albo pić wino, ale zawsze pamiętać, że "każda z tych chwil stanie się wspomnieniem [twojej] przygody z rodzicielstwem". I z każdą następną stroną uśmiechałam się coraz szerzej, bo moje rodzicielskie rozterki nagle przestały mi się wydawać tak cholernie istotne i przytłaczające! Mam ochotę powiedzieć: dzięki Shannon! ;)

W takim razie, co tak naprawdę znajdziesz w tym alternatywnym poradniku? Zobacz sama - od razu z bonusem w postaci moich dopisków ;), Droga Wypruta Matko [lub Wypruty Ojcze oczywiście]:




A oprócz tego:



Quizy i łamigłówki odrywające zmęczoną rodzicielską głowę od rutyny, refleksyjne [takie pół żartem, pół serio i takie całkiem serio też] pytania, całe mnóstwo złotych myśli i miejsce na zapiski z każdego dnia - to wszystko składa się na rodzicielski dziennik autorstwa Shannon Cullen. Powiem ci, że niektóre strony po prostu rozłożyły mnie na łopatki np. ta, na której masz postawić gorącą kawę zamiast ją wypić albo ta z miejscem na próbkę papki, którą akurat tego dnia podajesz dziecku. Kocham tego typu poczucie humoru! No kocham! :)

Mimo, że moje dzieci dawno już wyrosły z pieluch, to znalazłam w tej książce nadal dużo siebie! Bo wrakiem ... tfu....rodzicem zostaje się na całe życie!

Tak naprawdę jednak najistotniejsze, co znajdziesz w tej książce to ZROZUMIENIE i DYSTANS - coś, czego potrzeba każdemu wyprutemu rodzicowi, a często tak trudno nam to znaleć u innych...


Więcej o książce na stronie Wydawnictwa MarginesyJestem wrakiem, a to jest mój dziennik
a jeśli masz ochotę zgarnąć 1 z 3 egzemplarzy, wskakuj na mojego Facebooka i baw się z nami!


Wyniki konkursu:

Martyna Piekut
Ola Ślezińska
Marta Bogusławska

Urzekły mnie wasze historie haha 😀

Zapraszam na priv lub maila:
wokoldzieciblog@gmail.com



11:45

Matki, wywalcie ten internet w kosmos!

Napisała , w

Kiedy urodziła się Julia, nie miałam dostępu do Internetu. Serio. Dziewięć lat temu prawie nie istniałam - nie było mnie na Facebooku.

Zapragnęłam jednak tego okna na świat w mojej zabitej dechami wiosce. I kilka lat temu podłączyliśmy się do sieci. Jakże zrobiłam się światowa! Jakże bardzej uświadomioną matką się stałam!

Tu Wikipedia, tam portal dla rodziców, jeszcze głębiej w sieci fora internetowe no i Facebook! A wszędzie inne matki i całe mnóstwo specjalistów od wszystkiego. Znalazłam odpowiedzi na niemal wszystkie dręczące mnie pytania! I wsparcie i bratnie dusze... I wyrzuty sumienia znalazłam. I poczucie bycia gorszą matką. I stek bzdur. I wkurw znalazłam. Wszystko w tej samej sieci.



Do tytułu tego wpisu inspiracją stała się moja mama. Najmądrzejsza mama, jaką znam. To ona słysząc po raz enty moje jęki i widząc moje przerażenie po przeczytaniu kolejnej diagnozy doktora Google albo hejterskiego komentarza na blogu, powiedziała: "Weź, wypierdol ten Internet!" I przypomniałam sobie, jak mi było lekko bez tego ciągłego czytania, szukania, zaglądania z każdym gównem w czeluście Internetu...  Byłam wolna... Kurde. Tak. Wolna!

Wolna od bezsensownych wyrzutów sumienia, że nie chce mi się przez pół dnia siedzieć z dzieckiem na podłodze i kulać piłeczki i że ta piłeczka nie jest z Fisher Price'a tylko od Chińczyków. 

Wolna od idiotycznych wojenek o karmienie piersią, naturalny poród i bezstresowe wychowanie. od zastanawiania się, czy może nie jestem gorsza, bo po 4 miesiącach odstawiłam dziecko od piersi albo może nie daj Boże jakaś matka forumowa pomyśli, że się wywyższam, bo urodziłam naturalnie i bez znieczulenia. 

Wolna od palpitacji serca po przeczytaniu, że ta wysypka albo kolor kupki na pewno świadczą o poważnej chorobie mojego dziecka.

Wolna od dziesiątek sprzecznych rad, jak wychowywać, żeby było idealnie. Bo ile pseudospecjalistów, tyle metod. I każda jest ponoć idealna. Tylko nie moja.

Wolna od bólu brzucha na myśl, że skrzywdziłam dziecko, bo dała mu parówkę, lizaka albo nieprzegotowanej wody. 
Że jestem skreślona z listy dobrych matek, bo pozwoliłam, żeby nabiło sobie guza o ten cholerny nocny stolik albo napiło się płynu do baniek. 
Że jestem do dupy, bo nie upilnowałam, zagapiłam się [może co gorsza w serial albo w telefon], bo przysnęłam...

Wolna od jadu i żółci wylewanych przez matki na matki, od żenujących zdjęć dzieci bez pieluch i zawartości nocniczków, od kłótni o rajstopki i 500+, od mebli z Ikei i drewnianych zabawek.

Wolna od podziału na matki lepszego i gorszego sortu...


Nie. Nie każę wam wylogować się na zawsze i wyrzucić laptopa za okno. Sama też tego nie zrobię. To nie o to chodzi, żeby zamykać się na świat.

Wszystko jest super, dopóki trafiasz na fajnych ludzi, mądre artykuły i autentycznie ciekawe strony. Jednak głębie internetu są niezmierzone i bardzo łatwo trafić na trolli, hejterów, ludzi, którzy chcą podnieść swoja samoocenę kosztem innych, wykazać się ekspercką wiedzą, której tak naprawdę nie mają albo zwyczajnie kogoś zgnoić dla zabawy. Powiem wam, że o wiele większe prawdopodobieństwo, że spotkacie takich w necie aniżeli w realu. 

A im dalej w las, tym łatwiej stracić poczucie dystansu i trzeźwej oceny sytuacji, szczególnie jeśli należysz do bardziej wrażliwych matek tak, jak ja.

Coraz częściej szukasz informacji w sieci, zamiast u mamy czy babci, w specjalistycznej książce czy u prawdziwego lekarza a nie u doktora Google.
Coraz bardziej wierzysz w to, co czytasz. 
Coraz mniej zawierzasz włąsnej intuicji. A każda matka ją ma!
Coraz rzadziej myślisz o sobie dobrze i coraz gorzej czujesz się ze swoim macierzyństwem, bo przecież te wszystkie matki z internetu są od ciebie ewidentnie lepsze...
Coraz mniej ciebie w twoim byciu mamą...

Pomyślisz sobie: "Eeee, mnie to nie dotyczy! ", ale spójrz z dystansu na twoje podejście do tego, co czytasz, oglądasz, czego szukasz w internecie. Czy oby na pewno nie za bardzo zawierzasz doktorowi Google? Czy oby na pewno nie za poważnie podchodzisz do scysji w grupie dla matek? Czy oby nigdy nie opowiadałaś mężowi z wypiekami na twarzy, jak to cię jedna matka z sieci wpieniła?... No właśnie...

"Dystans, kurwa, dystans, bo wszyscy umrzemy!" - ktoś tak mądrze kiedyś powiedział i to jest idealne podsumowanie powyższych rozważań współczesnej matki, dla której internet  jest błogosławieństwem i przekleństwem zarazem.


Korzystaj z internetu, ale mądrze! - mówię tobie, matko i sobie. 
Bierz z tego wirtualnego świata tylkoto, co naprawdę wartościowe. 
Przebieraj ziarna od plew. 
Zapomnij o doktorze Google. 
Olej internetowe wojenki, bo one nie mają żadnego wpływu na twoje prawdziwe życie.
Odetnij się od emocjonalnych wampirów i trolli. I nie żyw ich swoją złością.
Przebywaj w wirtualnym świecie w dobrych miejscach i otaczaj się dobrymi ludźmi.
Karm jak chcesz, wracaj do pracy według swojego widzimisie i kieruj się przede wszystkim instynktem, a dobre rady niech będą tylko dodatkiem.
Wywal w kosmos  [albo zablokuj, zapomnij, olej] z internetuwszystko to, co nie daje ci niczego dobrego!

[Bo moja mama to mądra kobieta jest! ;)]




10:19

Zmiany oczami dziecka, czyli jak pomóc maluchowi w stresujących sytuacjach?

Napisała , w

Zmiany nie zawsze są łatwe, ale są nieodłączną częścią naszego życia. Czasami chciane, innym razem niekoniecznie, ale często są takie,które po prostu trzeba zaakceptować. Przeprowadzka, nowa praca albo szkoła, powiększenie rodziny, wyjazd rodzica czy choćby przenosiny do własnego łóżka - większość zmian wywołuje stres u dorosłych i bywa przez nas "odchorowywane". Dorosłym bywa ciężko, a co dopiero dzieciom... A tak często wydaje nam się, że stres ich nie dotyczy...


Zmiany, zmiany...

W naszym życiu w ostatnich miesiącach zaszło wiele zmian, a będą kolejne. Najważniejsze z nich to decyzja o przeprowadze, budowa i perspetywa rychłej przeprowadzki, zmiana szkoły Julki i debiut przedszkolny Szymona. Gdyby dodać do nich jeszcze to, co działo się w ciągu ostatnich dwóch lat - nieobecność taty czy choćby operację u Szymona, to nikogo nie powinno dziwić, że stresu mi nie brakuje. Gdzie jednak w tym wszystkim są dzieci?... 

Powiem wam szczerze, że często w pędzie i we własnym stresie, nie myśli się wystarczająco dużo o tym, jak zmiany przeżywają nasze pociechy... Człowiek koncentruje się na swoich myślach i na tym, żeby rozwiązać problemy, a nie dostrzega, jak one wpływają na dzieci. Bo są za małe, by rozumieć. Bo to sprawy dorosłych. Bo dziecko się szybko przyzywyczaja. A to błędne myślenie. Mała główka widzi i rozumie więcej niz nam, dorosłym się wydaje, a czasem właśnie dlatego, że widzi, a nie rozumie, tak bardzo przeżywa i tak bardzo potrzebuje wsparcia rodziców...

Jak dzieci mogą reagować na zmiany? Jak odreagowują stres? Oto objawy, które u dziecka mogą być związane ze stresem:

  • ból brzucha, nudności,
  • ból głowy
  • płaczliwość
  • krnąbrność, napady złości
  • zamknięcie się w sobie
  • mimowolne moczenie
  • koszmary, lęki nocne
  • brak apetytu
  • bezsenność
  • problmy z nauką
  • męczliwość

Jak możemy pomóc dziecku, które przeżywa stres? Jak oswoić dziecko ze zmianami?

Przede wszystkim to dostrzegać i jak najwięcej rozmawiać o zmianach, o stresujących sytuacjach. Nie udawać, że nic się nie dzieje, nie bagatelizować lęków dziecka i nie twierdzić, że to nic takiego. A to częsty błąd.Sama go popełniałam, bo myślałam, że zapewnienie: "Wszystko będzie dobrze" zdziała więcej niż rozmowa o tym, czym stresuje się dziecko i dlaczego. To zamiatanie problemu pod dywan... Trzeba rozmawiać i to bez względu na to, czy dziecko ma lat 4 czy 10. Wystarczy dopasować słowa i tłumaczenie.

Druga sprawa to własny przykład. Dziecko powinno widzieć, że ze stresem można sobie poradzić a zmiany nie oznaczają końca świata. I to jest cholernie trudne. Szczególnie dla takiego nadwrażliwca jak ja... Niestety często sama jestem czarnowidzem i bardzi przeżywam każdy problem i zmianę. A dzieci to widzą... Dlatego trzeba zmiany zacząć od siebie i swojego nastawienia.  Dziecko czuje zdenerwowanie rodzica...

O silną więź, poczucie bezpieczeństwa i tego, że dziecko jest kochane dbać trzeba cały czas, ale w obliczu trudnych dla dziecka sytuacji jest to szczególnie ważne. Dlatego warto poświęcać wtedy maluchowi jeszcze więcej czasu, nie zapominać o czułości, całowaniu przed snem, mówić o swoich uczuciach. Niemniej istotne są tu relacje między rodzicami i to, aby dziecko nie było świadkiem kłótni... Trudne, ale wykonalne.

Specjaliści podkreślają, że w radzeniu sobie ze stresem ważna jest higiena życia. O co chodzi? Ao o to, by zapewnić malcowi odpowiednią ilość porządnego snu, zbilansowaną dietę, pobyt na świeżym powietrzu, odporność. Zdrowy i silny organizm łatwiej poradzi sobie ze stresem. [U dorosłego tak samo.]

Co jeszcze może pomóc? Bajki terapeutyczne, opowiadanie podobnych sytuacji z własnego dzieciństwa, zabawy z odgrywaniem sytuacji, z jakimi boryka się dziecko. Warto szukać różnych rozwiązań, a jeśli pomysłów już brak, to wizyta u psychologa nie jest żadnym wstydem! Niestety wciąż panuje takie przekonanie i stanowi ona tabu...


Dzieciaki są niesamowicie dzielne!

Bo często dają sobie radę z sytuacjami i zmianami, które nam, dorosłym sprawiają trudność i przyprawiają o mdłości z nerwów! 

Dlatego dzisiaj powiem to Julii i Szymkowi: "Jesteście mega dzielni i jestem z was dumna, że tak świetnie sobie radzicie ze zmianami, które zachodzą w waszym życiu! I będzie dobrze! Damy radę! RAZEM!"

19:40

Jak ożywić dinozaura i żyrafę? Czyli niezwykła zabawa 3D z Wydawnictwem Piętka.

Napisała , w

Ja, matka, której dzieciństwo przypadło na lata 90. minionego wieku [jak to brzmi!] poczułam się jak w filmie since fiction, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z Magiczną Kolorowanką i kartami Popup Cards! Zwierzęta z papierowych stron, które ożywają na twoich oczach, a ty możesz wziąć taką żyrafę albo nawet dinozaura na rękę albo nakarmić - czyż to nie brzmi niesamowcie? Taką magię daje dzieciom [i ich rodzicom!] Wydawnictwo Piętka. Zobaczcie sami!




"Magiczna kolorowanka" 3D 

Ta kolorowanka wygląda na pozór zwyczajnie: obrazki [w naszym przypadku] dinozaurów, ładne, szczegółowe, podpisane nazwami. Nic tylko brać kredki i kolorować! Szczególnie, jeśli otrzyma taką kolorowankę kilkuletni kawaler będący wielkim fanem dinozaurów i Godzilli [taki jak mój Szymon]. Kolorowanie to jednak tylko początek zabawy!

Na pierwszej stronie kolorowanki znajduje się nazwa darmowej aplikacji oraz specjalny kod, który umożliwia jej pobranie. Instalując taką aplikację poprzez Google Play albo App Store sprawimy, że pokolorowane obrazki w magiczny sposób ożyją! Wystarczy nakierować na obrazek smartfon czy tablet, wcisnąć przycisk na ekranie i ... bawić się obserwując, jak dinozaur porusza się, wydaje odgłosy i idzie tam, gdzie tylko chcemy!





Popup Card 3D

Drugim produktem do zabawy w 3D, który proponuje Wydawnictwo Piętka są karty edukacyjne - Popup Card 3D. Do Julii i Szymona trafił zestaw "Zwierzęta", ale dostępne są jeszcze "Zwierzęta morskie", "Owady", "Ptaki"  i "Dinozaury". Każdy zestaw składa się z 10 kart, na których znajdują się zwierzęta. Na jednej stronie ich sylwetki, a na drugiej garść informacji o danym stworze: waga, występowanie, długość ciała. 

Podobnie jak w przypadku "Magicznej kolorowanki" i tu dołączony jest kod dostępu do darmowej aplikacji z trójwymiarową rzeczywistością rozszerzoną, dzięki której zwierzęta "ożywają" na naszych oczach: chodzą, wydają odgłosy, jedzą... Powiem wam, że fajnie jest mieć na dłoni lwa czy hipopotama :).




Idealne dla współczesnych dzieci


Kolorowanki i karty Popup łączą w sobie tak pożądaną przez nasze wspólczesne dzieciaki elektronikę z edukacją i zabawą. Zamiast oglądać na smartfonie niezbyt mądre filmiki czy grać w głupie gry, dzieci mogą bawić się "ożywiając" własnoręcznie pokolorowane obrazki oraz zwierzaki z kart. Dzięki możliwości sterowania ruchem i dodatkowym funkcjom jak karmienie czy odgłosy zwierząt, jest to prawdziwa frajda, a jednocześnie poprzez zabawę, milusińscy zdobywają wiedzę o otaczającym świecie.

Bardzo dobre rozwiązanie, jeśli nie chcemy odcinać dzieci od zdobyczy cywilizacji, lecz jednocześnie pragniemy, aby korzystały z nich mądrze!




Więcej o serii produktów edukacyjnych dla dzieci 3D znajdziecie na stronie Wydawnictwa Piętka:http://www.mapy.com.pl/ , we współpracy z którym powstał ten wpis.

Polecam z czystym sumieniem!
10:40

Ja też jestem tu nowa! Czyli debiut dziecka [i matki] w przedszkolu.

Napisała , w

Stało się. Poslałam mojego pięciolatka do przedszkola. Dziś jego czwarty dzień. Myślałam, że będę siedziała w domu cała happy i napawała się rozkosznie piszczącą w uszach ciszą, a tymczasem czuję się jak fakir - krzeslo kłuje mnie w tyłek i najchętniej siedziałabym cały czas pod salą zamiast tutaj...  Mam ochotę zawołać: "Halo! Ja też jestem tu nowa, nie tylko moje dziecko!".



Debiut w przedszkolu to dla dziecka zawsze stres. Są maluchy, które reagują płaczem [albo nawet rykiem :P], są ciche jak truśki i strachliwe, a są i takie, które stres odreagowują dokazywaniem i nie słuchają pani. Znam wszystkie przykłady. Moje dziecko należy do tych ostatnich... I czasem wolałąbym, żeby popłakało albo siedziało w kącie... 

Ale każde dziecko jest inne i tak jak ono debiutuje w nowej sytuacji, tak debiutuje jego mama.


Każda z nas zna swoje dziecko i jego reakcje. Wiemy, czy mamy w domu nieśmiałka, czy żywe srebro. Dostrzegamy z czym ma problem. Domyślamy się, czego możemy się po nim spodziewać w nowej sytuacji... 

Przygotowujemy do nowej sytuacji, jaką jest przedszkole dziecko i próbujemy przygotować siebie, ale nie da się uniknąć zaskoczeń, problemów i stresu. No nie da!


Możemy tylko domyślać się, przygotowywać, próbować...



... bo dziecko to nie robot, którego możemy zaprogramować jak nam się podoba: nie płacz, słuchaj obcej pani, zgódź się ze wszystkimi dziećmi, które widzisz pierwszy raz w życiu, siedź w ławce, nie biegaj po korytarzu... Nie przewidzimy też, jak będzie się zachowywało pierwszy raz zostawione bez mamy i taty , jak się zachowa, kiedy Franek nie będzie chciał się z nim bawić a Zosia zabierze lalkę...

Szymon to żywioł. Tak samo jak siostra. [Mama zresztą też :P] Wszędzie go pełno. W rodzinie ma przezwisko Usain Bolt ... bo jest w jendym biegu! Uparty indywidualista, który najlepiej bawi się w swoim własnym towarzystwie. Wiem, że nie jest mu łatwo odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale mam też nadzieję, że suma sumarum przedszkole da mu dużo dobrego i przede wszystkim pomoże nauczyć się żyć w grupie.


Dzieci potrzebują czasu - matki też...

On debiutuje w przedszkolu, a ja w roli mamy przedszkolaka. To nic, że przechodziłam to już cztery lata temu z Julią - Szymek jest od niej inny, jego debiut jest inny i ja też inaczej to przeżywam...

Przedszkole często potwierdza to, jaki charakter [albo charakterek :P] mają nasze pociechy, a czasami odkrywa zupelnie nieznaną nam wcześniej stronę naszych dzieci, ale też doskonale obnaża błędy wychowawcze i pokazuje, nad czym musimy pracować - dzieci i my, rodzice.

Nie jest łatwo "nagle" przestawić się z roli mamy malucha[którym zwykle dziecko jest, dopóki "siedzi" w domu], na rolę mamy przedszkolaka czy ucznia...  Nie zmienia się wtedy tylko godzina porannego wstawania, ale przede wszystkim musi się zmienić sposób podejścia do dziecka..

...dajmy go sobie zamiast oceniania...


Janek to beksa, Małgosia coś taka zahukana, a Pawełek łobuz. Po pierwszym dniu w przedszkolu już słyszy się takie określenia. Przykre. Mówi się, zeby poznać drugiego człowieka, trzeba z nim beczkę soli zjeść, a dziecko ocenia się po paru chwilach... Podobnie jego rodziców. Bo źle wychowali. Bo rozpieścili. Bo dali zły przykład. Bo za dużo albo za mało pozwalali.Bo popełnili błędy. Pewnie tak. Ale który rodzic ich nie popełnia? Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem...

Zamiast oceniania, dajmy więc sobie i naszym dzieciom czas: na zaaklimatyzowanie się w nowym miejscu, przyzywyczajenie do nowej sytuacji i zasad, na naprawienie błędów...  Bo pierwszy raz w przedszkolu wszyscy jesteśmy debiutantami - i dzieci, i rodzice.


Napisz koniecznie, jak ty radzisz sobie ze stresem  w nowej sytuacji, jaką jest przedszkole? Jakie problemy musicie rozwiązać? 

10:53

Kapitan Majtas w akcji - na kinowym ekranie i na kartach książek.

Napisała , w

Superbohaterów jest wielu: Spiderman, Batman, Supermen... Każdy słynie z innych zdolności, niespotykanej siły i odwagi i każdy ma swoich wiernych fanów. Nikt jednak nie pobije Kapitana Majtasa w strzelaniu z ... gaci i nikt nie jest tak dobry jak on w zwalczaniu ... krwiożerczych klozetów! W sierpniu mieliśmy okazję przekonać się o tym w kinie, a krótko po obejrzeniu animacji, trfiły do nas książki o tym samym bohaterze.



Kapitan Majtas wdarł się przebojem do grona superbohaterów pojawiając się na ekranach kin latem tego roku. Animacja w reżyserii Nas również przyciągnęły energetyczne i zabawne zwiastuny i wybraliśmy się do grudziądzkiego Heliosa w sierpniu. Powiem szczerze: zdania na temat bajki były w naszej czwórce podzielone.

Tacie bajka nie spodobała się wcale oprócz kilku naprawdę zabawnych scen [a trzeba wam wiedzieć, ze tata jest koneserem animacji], Szymon w połowie był tak znudzony, że zmieniał miejsca wędrując z góry na dół, moje wrażenia były typu 50/50, natomiast Julka była bajką zachwycona! Podobnie stało się z książkami od Wydawnictwa Jaguar, które wydało całą serię o przebojowym Majtasie - Julia spędziła z nimi ostatnie dwa tygodnie sierpnia zaczytując się z prawdziwą determinacją. Dlaczego z determinacją? Ano dlatego, że jak do tej pory Julkę trzeba było raczej namawiać do czytania książek - szczególnie tych z czarno-białymi ilustracjami ;).

Na serię książek o Majtasie, której autorem jest Dave Pilkey składa się sześć tytułów:

  • "Kapitan Majtas. Cudacznie zaklinowane słówka i wpisywanki - spłukiwanki"
  • "Kapitan Majtas. Oficjalny podręcznik" (z plakatem)
  • "Przygody Kapitana Majtasa. Pierwsza wielka powieść"
  • "Kapitan Majtas. Inwazja Krwiożerczych Klozetów"
  • "Kapitan Majtas: Inwazja nieprawdopodobnie Nikczemnych kucharek z kosmosu"
  • "Kapitan Majtas: Przerażający plan profesora Pofajdanka".

Powiem tak: jeśli szukacie książek edukacyjnych, z poważnym morałem, z przesłaniem, zachwycających oryginalnymi ilusracjami - to tego tutaj nie znajdziecie! Morał jest, ale raczej do poważnych nie należy, bo określić go można: KAŻDY MA PRAWO DO ŚMIECHU! Co prawda to prawda, choć humor w tych książeczkach bywa dość oryginalny, chwilami absurdalny i nie będzie on zabawny dla każdego. Dla dzieci, które w pewnym wieku śmieszy samo słowo "kupa", "klozet" czy "gacie" - będzie i to bardzo :).  
Pewnie większości moich czytelników nie muszę opowiadać fabułu filmu (i książek), ale wspomnę tylko po krótce, że główni bohaterowie Harold i George to dwóch rezolutnych chłopców, którzy uwielbiają dwie rzeczy: komiksy i psoty. W efekcie jednej z takich psot "ożywiają" bohatera swoich własnych komiksów - Kapitana Majtasa, a właściwie przemieniają w niego znienawidzonego przez wszystkich dyrektora szkoły... I tak zaczyna się prawdziwa zabawa!

"Kapitan Majtas. Cudacznie zaklinowane słówka i wpisywanki - spłukiwanki" to arcyśmieszne rozwiązywanki z kolorowymi ilustracjami.
"Kapitan Majtas. Oficjalny podręcznik" to barwna książeczka, która przybliża fabułę i bohaterów filmu. Dodatkowo w książce znajdziemy plakat.
Z kolei cztery ostatnie tytuły tworzą serię historyjek o przygodach Harolda, George'a i Kapitana Majtasa - jedna zabawniejsza od drugiej.









Reasumując powiem tak: poznanie Harolda, George'a i Kapitana Majtasa grozi nauczeniem się robienia arcyzabawnych kawałów i wybuchami niepohamowanego śmiechu! 

Jeśli nie obawiacie się zafundować tego swoim pociechom, to na stronie Wydawnictwa Jaguar znajdzieci więcej szczegółów:





17:55

Książka o tym, że fajnie być innym - "Gustaw niestraszny duch".

Napisała , w

Kocham chyba wszystkie książki dla dzieci, ale są tacy autorzy i takie wydawnictwa, które po prostu kradną moje serce! Tak właśnie jest w przypadku Guido van Genechten i Wydawnictwa Adamada! Słysząc to nazwisko i tę nazwę możecie być pewni, że macie do czynienia z książką piękną i mądrą!
Jakiś czas temu trafiła do nas kolejna już książka związana z tym duetem - "Gustaw niestraszny duch". Zobaczcie, na czym polega jej piękno i mądrość!


Gustaw to z pozoru duszek jak wszystkie inne: biały, z wielkimi oczami i umiejący latać. Jednak jest coś, co odrożnia go od jego kolegów i koleżanek. Gustaw nie potrafi straszyć! Mało tego - on wcale tego nie chce! Mówiąc kolokwialnie - nie kręci go to ;). Niestety innym duszkom trudno to zrozumieć i zaakceptować... Dochodzi do tego, że Gustaw zostaje przez nauczyciela straszenia  za karę wysłany do opuszczonej wieży. Gustaw jednak  zamiast ulec presji, nadal pozostaje sobą - przyjaznym i ciepłym duszkiem. Urządza w wieży przytulne mieszkano i oswaja czarnego kotka, który jest tak samo samotny jak on. A potem w wieży pojawiają się też inne duszki, które zaczynają coraz bardziej lubić Gustawa...

Co wyniknie z tej historii? Czy duszki zrozumieją, że Gustaw ma prawo być inny i zaakceptują to? Jak się domyślacie - tak i właśnie taki morał płynie z tej opowiastki. Guido van Genechten chce przekazać małym czytelnikom, że inność jest ... normalna i nie trzeba się jej wstydzić! To różnice czynią nas wyjątkowymi! Ważne, by je akceptować i starać się zrozumieć!


Książka jest ponadto pieknie wydana: w dużym formacie z twardą oprawą i kolorowymi ilustracjami także autorstwa Guido van Genechtena. Duszek Gustaw zachęca do czytania już z okładki, z której uśmiecha się przyjaźnie do małych czytelników. 

Książka idealna do czytania przed snem, a także jako bajka terapeutyczna w trudnych chwilach, kiedy dziecko czuje się nierozumiane i nieakceptowane w gronie rówieśników [a nie osuzkujmy się - to się niestety zdarza].






Więcej o tej książce i innych publikacjach tego autora przeczytacie na stronie Wydawnictwa Adamada:  http://www.adamada.pl/ a także w innym wpisie na blogu: TUTAJ.

I jeszcze jedno: śpieszcie się, bo do końca września na wszystkie dobre książki dla dzieci 6+ Adamada ma 40% rabatu!
10:13

Bruliony pełne zabaw nie tylko dla dzieci!

Napisała , w

Pamiętasz grę w gumę albo w klasy? Albo te emocje, jak strzelało się w statki? A grę w szubienicę, pamiętasz? Jeśli nie, to te książki sprawią, że sobie przypomnisz i zechcesz znów pobawić się tak fajnie jak kiedyś razem ze swoimi dziećmi! A jeśli tak, to znajdziesz tu jeszcze wiele innych zabaw, które były hitami 20 i więcej lat temu! Przedstawiam ci "Bruliony zabaw" od Wydawnictwa Wilga!


Już sam wygląd tej serii książek budzi wspomnienia, prawda? Okladki stylizowane na stare zeszyty, z płótnem na grzbietach i rysunkami rysowanymi jakby ręką dziecka. Od razu przypominają się wczesne lata szkoły podstawowej! A kiedy otworzysz, któryś z brulionów ... nie powstrzymasz uśmiechu! 

"Państwa i miasta", "Smok", "Chłopek", "Klasy", "Statki" - to tylko niektóre z zabaw przedstawione w tych książko - zeszytach. Znajdziesz tu nie tylko zasady gier [a niektóre rzeczywiście trzeba sobie przypomnieć], ale też strony z perforacją umożliwiającą ich wyrywanie. Wystarczy wyrwać kartkę dajmy na to z tabelką do gry w "Państwa i miasta" no i ... grać!


Na serię brulionów zabaw składają się trzy części:


  • "Brulion zabaw dla każdego",
  • "Brulion zabaw podwórkowych"
  • "Brulion zabaw w podróży".

Każdy brulion to  cała masa zabawy jak za dawnych lat! U nas najpierw było opowiadanie i setki pytań na temat mojego i taty dzieciństwa: a czy w to grałaś? a czemu to się tak nazywa? a kupisz mi gumę do skakania [kupiłam!]? A później zabawa! Najfajniej chyba było przypomnieć sobie kultową grę "Smok" [chociaż u nas sie tak nie nazywała]. Grałyśmy z Julką i babcią i śmiechu było aż do bólu brzucha! Kartki mam schowane na pamiątkę :). Dziadek natomiast okazał się specjalistą od rysowania patykiem klas i "Chłopka" oraz od gry w statki. 

Świetną pozycją na dłuższe i krótsze podróże jest część III brulionów "Brulion zabaw w podróży". Zabawne, proste gry [takie jak "Kółko i krzyżyk") idealnie nadają się do rozwiązywania podczas jazdy samochodem (co możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej), pociągiem czy innym środkiem komunikacji, ale też jako urozmaicenie pikniku, wycieczki czy biwaku. Świetne jest to, że gry i zabawy są tak dobrane, że można rozwiązywać je w pojedynkę jak i w towarzystwie!

W dobie smartfonów tabletów i Cartonn Network propozycje zabaw zawarte w tych uroczych wręcz brulionach są naprawdę warte uwagi i pokazania dzieciom!


Naszą zabawę z brulionami możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach:











Polecam wam serdecznie tę serię książek!


Mogę zapewnić, że zagwarantują dobrą zabawę nie tylko dzieciom, ale i dorosłym, bo przecież uwielbiay wracać do lat dzieciństwa, prawda ;)?

Więcej o książkach przeczytacie na stronie Grupy Wydawniczej Foksal: 
05:25

Twoje życie nigdy się nie zmieni...

Napisała , w

Siedzę sobie przed moim nowym mieszkaniem i uśmiecham się do własnych myśli. Lada dzień zmienimy miejsce zamieszkania, ale to  jest tylko jeden z puzzli w życiowej układance, którą tak naprawdę układamy od kilku miesięcy od nowa. A jeszcze kilka miesięcy temu czułam, że jestem w totalnej czarnej dupie i połykając łzy mówiłam sobie, że w moim życiu nigdy się nic nie zmieni...  Znasz ten stan?



Jestem w kropce. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Jestem w czarnej dupie. Moje życie to pasmo totalnej beznadziei. I to się niegdy nie zmieni. Tak sobie mówiłam dobiegając do trzydziestki i anlizując swoją egzystencję.Za mną był trudny czas a przed sobą nie widziałam lepszego...  Rozłąka z mężem i dwa lata samotności, poronienie, chorob brata, moje kłopoty zdrowotne, brak pracy a wisienką na torcie była sytuacja mieszkaniowa - brak swojego kąta, stabilizacji i spokoju. Beznadzieja... Czułam się, jakbym ugrzęzła w jakimś cholernym błocie, z którego nie mogłam się wygrzebać...


W moim życiu nigdy nic się nie zmieni. Myślałam. I wiesz co? Miałam rację!


Nic się nie zmieniło SAMO! JA TO ZMIENIŁAM!

Brzmi jak banał? Też jeszcze kilka miesięcy temu tak myślałam. Farmazony o tym, że wszystko zależy od ciebie i trzeba tylko chcieć doprowadzały mnie do szału. "Jasne!" - myślałam. - "Dobrze się gada!".

A dziś? Dziś wszystko się zmienia, bo JA SIĘ ZMIENIŁAM...

W momencie, w którym zrozumiałam, że jeśli sama nie wezmę się za siebie i swoje życie, nikt inny tego za mnie nie zrobi, a nawet jeśli ktoś kopnie mnie w dupę na zapęd to i tak się cofnę jeżeli nie zmienię najpierw swojego myślenia, zaczęłam w końcu żyć inaczej.

Przez ostatnie dwa lata przeszła długą drogę. Długą i wyboistą. Dla wielu jestem ciągle w tym samym miejscu albo zmiany w moim życiu są tylko nieznaczne, ale ja wiem, że mój świat zmienił się o 180 stopni. Bo zmiany to nie tylko to, co widać i o czym gadają ludzie. To przede wszystkim to, co w środku.

Mogłabym napisać więcej i bardziej szczegółowo, ale nie piszę tego wszystkiego po to, żeby zrobić sensację i podnieść sobie statystyki. Chcę, żebyś wiedziała, że można się podnieść z naprawdę wielkiego doła, z depresji, nerwicy i innych cholerstw. Można! 


Trzeba przestać uzależniać swoje szczęście od ludzi, którzy na to nie zasługują, a dostrzec pomocne dłonie tych, których dostrzec się powinno.  A potem znaleźć tę siłę w sobie , zawalczyć i wygrać! 

Może nie pieniądze, nie od razu zajebistą pracę i wielką chatę, może nie podziw ludzi, którzy chcieliby, żeby każdy żył pod ich linijkę, nie wszystko podane na tacy i nie totalny brak problemów, ale coś znacznie ważniejszego. Poczucie godności, własnej wartości i tego, że możesz naprawdę dużo, jeśli tylko chcesz i trochę się postarasz. Ja właśnie to wygrałam.

Ludzie nie przestaną mnie oceniać, a dla wielu nigdy nie będę dość dobra. Ale ja już nie muszę do tego dążyć. Wystarczy, że jestem dość dobra dla siebie i swojej najbliższej rodziny. 

Mieszkanie robione wlasnymi rękami bardzo nas zbliżyło do siebie, a ostatnie kilka, kilkanaście miesięcy pokazało bardzo wyraźnie, kto naprawdę jest nam bliski. I dlatego wiem, że podjęliśmy słuszne decyzje. Dzisiaj kolejny etap: nowa szkoła. I wierzę, że będzie dobrze.

Pierwszy raz poszłam tak bardzo pod prąd i wiesz, co jest najdziwniejsze? Że czuję się lżej, niż bym szła z prądem...

Powiem ci dzisiaj tak: Twoje życie nigdy się nie zmieni na lepsze, jeżeli sama go nie zmienisz!


Post Top Ad

Instagram