Post Top Ad

Czasami macierzyństwo mnie wkurza...

Masz pracę, którą kochasz. Jesteś szczęściarzem! Bywają jednak takie dni, kiedy ta twoja ukochana robota cię irytuje: bo terminy gonią, bo coś ci nie wychodzi, bo masz zwyczajnie gorszy dzień.  A wyobraź sobie, że dodatkowo siedzisz w twojej ukochanej, takiej naprawdę lubianej przez ciebie pracy 24 godziny na dobę. Myślisz, że twój zapał i dobry nastrój utrzymałby się długo? Jak długo tak można bez urlopu? Da się zachować nieustanny uśmiech na twarzy? To ja ci powiem, że tak właśnie bywa z macierzyństwem. Czasami macierzyństwo mnie wkurza. A nawet wkurwia. Ciebie pewnie też!




Wczoraj miałam taki dzień. Dzień matczynego wkurwu. Słysząc milionowe "Mamaaaaaaaa!", miałam wrażenie, że łeb rozpadnie mi się na kawałki. A tu nie było gdzie uciec ani zatyczek do uszu też nie miałam. Odpowiadam, tłumaczę, liczę w myślach do 10, żeby nie wybuchnąć, oddycham prawie jak przy porodzie. Muszę dać radę. W końcu jestem matką! A co to takiego to uporczywe "Mamoooo!". Jak jest wyjątkowo duże natężenie tego zwrotu, to bywa mniej więcej tak, jakby ktoś podchodził i co minutę szturchał cię w bok albo dźgał paluchem w ramię. Wiesz, niektórzy mają takie zwyczaje... Stopień irytacji bywa podobny.

Wybraliśmy się na spacer do lasu, żeby trochę rozładować napięcie. I co? I po 10 minutach zaczęły się lamenty. Że pająki, że grzybów nie ma, że nudy i oni chcą do domu. A już, już prawie łapałam oddech! Już się cieszyłam, że znalazłam pociechom zajęcie i skończy się ciągłe wołanie mnie. A tu dupa. Koszmaru ciąg dalszy. Myślę sobie, rozedrę gębę, w lesie nikt nie słyszy, a nerwy sobie oczyszczę. Rozdzieram. Jedno omal nie wybuchło ze złości, a drugie się spłakało. Taką reakcję wywołał matczyny krzyk. Jasne. Dzieciom wolno krzyczeć, ale gdzie tam matce!

Akcje nie skończyły się do samego wieczora. Ani do mycia zagonić, ani z kolacją dogodzić, ani do łózek położyć się moje skarby nie chciały. Zamknęłam się w łazience pod pozorem kąpieli i mówię sobie: "Jutro będzie nowy dzień! Lepszy dzień!". I tak też się stało. 

Patrzę teraz jak słodko śpią w swoich łóżeczkach, z anielskimi minkami [różki gdzieś schowane] i wiem, że życie bym za nie oddała! Moje życie bez tych dwóch marud byłoby strasznie puste i ubogie! Kocham oboje jak nikogo na świecie - czy mnie wkurzają czy nie. Czasami Szymek mnie pyta: "Mama, a kochasz mnie nawet jak cię wkurzam?". "Pewnie, że tak!". I to się nigdy nie zmieni. Nie zmieni się pewnie też to, że czasami macierzyństwo będzie mnie wkurzać... ;).


Takie to niby oczywiste, że macierzyństwo nie jest usłane różami, ale jakoś trudno się przyznać, że czasami cię wkurza. Ja mam wrażenie, że takie stwierdzenia, to prawie jak przy konfesjonale powinno się wypowiadać: po cichu, po kryjomu i ze wstydem. Bo jak to? Masz cudowne dzieci, które kochasz i miewasz mimo to ochotę wystrzelić się w kosmos? Ano tak. Ja mam, ja kocham i ja miewam!


Wkurzają różne rzeczy: że rozsypane kredki powodują płacz z natężeniem wycia syren, że kolejne wymyślne dania nie smakują, że chciałabyś sobie popłakać, a to dzieci płaczą i trzeba je pocieszać przecież, że nie możesz sobie po prostu trzasnąć drzwiami i iść do koleżanki na wino. 
Czasem wystarczy obudzić się następnego dnia i po wkurzeniu nie ma śladu. Hormony ci się uspokajają, głowa przestaje boleć, dzieciakom mija głupawka albo po prostu regenerują ci się siły i to, co wczoraj cię irytowało, dziś przestaje. 
A czasem po prostu trzeba się wyrwać z domu, pobyć w samotności albo się komuś wygadać. Nawet tak wirtualnie jak ja to teraz robię. I już człowiekowi lżej na duszy. A jeszcze lżej, kiedy usłyszy, że inna matka czuje podobnie. Dlatego to wszystko piszę...  Czujesz czasem podobnie, mamo?

Macierzyństwo to piękna przygoda, ale też ogromną odpowiedzialność  - a ona może przygnieść, mnóstwo obowiązków - a one mogą zmęczyć, wiele problemów - a one mogą powodować zwątpienie i sporo zwyczajnie gorszych chwil - a one potrafią wkurzyć! Te uczucia są tak samo normalne jak niezmierzona miłość, jaką mama czuje do swoich dzieci. Ważne, by je zaakceptować i nauczyć się radzić sobie z nimi. A jak się tak matka matce wygada to od razu lżej na matczynej duszy ... :)

7 komentarzy:

  1. Urywałam się czasem na odpoczynek od macierzyństwa na kilka godzin, często uczestnicząc w wycieczkach po regionie, blisko, spokojnie, w zgodzie z pasją, a przy tym bez wyrzutów sumienia. :) Takie złapanie oddechu dla siebie. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  2. Mama Tosiaczka26 lipca 2017 13:49

    Wczoraj to i u mnie rozpoczęła się akcja. Ostatnio pogoda nie dopisuje.Wciąż pada deszcz i musimy zostać w domu a mały się nudzi. Robię co mogę by go czymś zająć. Raz się uda a raz nie bo synek nie posiedzi długo przy jednej zabawie i szybko się nudzi. No to zrobił małą rozpierduchę. Wczoraj miałam dzień bez internetu i chciałam wszystko poogarniać. Dom wręcz lśnił czystością, do czasu aż synio się obudził. Później zaczeło się marudzenie. Tego nie, tamtego nie. Tego nie zje, tamto chce i je do czasu aż nie zacznie tym malować świeżo umytej podłogi. Padałam na twarz i byłam nieźle wkur...Musiałam wyjść na balkon żeby odetchnąć. Macierzyństwo to również praca i to bardzo ciężka. Kto nie ma dzieci ten nie rozumie. Czasem mam ochotę gdzieś wyjechać tylko ja sama, żeby naładować akumulatory. Tylko ja sama ze sobą, chociażby po to, aby od 2 lat w końcu przespać całą noc! :-( Żeby nie było że się skarżę, czy narzekam, że ciągle jest źle bo to nieprawda, jednak zdarzają się takie chwile, w których jest mi ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też macierzyństwo czasem wkurza. Dlatego robię sobie od niego krótkie "przerwy". Dzidkowie się cieszą, bo wnuczka ich odwiedza, córka się cieszy, bo dziadkowie ją rozpieszczają, i ja jestem zadowolona, bo wreszcie mam chwilę dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze więc, ze mamy swoje blogi, bo się wygadać mozemy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja znalazłam wentyl bezpieczeństwa w postaci fitnessu. Po całym dniu spędzonym z dziećmi, wieczorem idę poćwiczyć i wypocić nadmiar frustracji, a przy okazji pobyć tylko z dorosłymi. Bardzo mi to pomaga. A ile ma dobrych skutków ubocznych ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też mam swoją pasję, dzięki której odpoczywa mój umysł i odrywa się od dzieciowych klimatów. A to bardzo pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Joanna Kołpak27 lipca 2017 18:22

    A mnie macierzyństwo nie wkurza. Denerwuje mnie czasami to co wyprawiają moje dzieci, ale jak analizuję dlaczego, to okazuje się, że to nie one zawiniły, ale terminy w pracy, mąż, remont. Kocham nad życie, ale też krzyknę, a potem mam wyrzuty sumienia.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram