Post Top Ad

10:07

Ty też możesz być dzieciakiem wygnanym przez przyjezdnych znad jeziora...

Napisała , w

Spotkała mnie dziś niemiła sytuacja. Wybrałam się z rodziną na spacer nad pobliskie jezioro, a tam turnus harcerzy - jak co roku od wielu, wielu lat. Chcieliśmy spędzić sympatycznie to gorące, niedzielne popołudnie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przyszedł pan zastępowy (?) tudzież ratownik (?) i powiedział do mojego synka: "Musisz stąd iść, bo tu zaraz będą się kąpać inne dzieci". Jeszcze większy był zawód Szymka, Julki i trójki ich kuzynów, którzy wesoło pluskali się w wodzie... 




Jak wytłumaczyć dzieciom taką sytuację? Przyjeżdżają dzieci na obóz i automatycznie wy - dzieci miejscowe - nie możecie chodzić nad jezioro i się w nim kąpać. Biorąc pod uwagę fakt, że harcerze są nad tym jeziorem praktycznie przez całe lato, nasze najbliższe jezioro jest dla nas zamknięte. Tak przynajmniej wynikałoby ze słów owego pana, który twierdził, że na czas turnusów, harcerze (ale kto - cały zastęp a może ich rodzice?!) DZIERŻAWIĄ jezioro od nadleśnictwa. WTF!?

 Stwierdziłam, że żadnej tabliczki o zakazie kąpieli dla mieszkańców tu nie widzę, a pan i na to, że jeszcze nie zdążył postawić, bo dopiero przyjechał... Przez jakieś 20 lat odkąd harcerstwo nad to jezioro przyjeżdża też nikt takowej nie postawił... No więc pan dalej pokazuje na co go stać i stwierdza, że możemy sobie pójść nad inne jezioro. Powiem wam, co mu odpowiedziałam, ale te słowa skieruję do wszystkich, którzy kiedykolwiek byli turystami, a był nimi KAŻDY: "WY TEŻ MOŻECIE SOBIE JECHAĆ GDZIE INDZIEJ!"

SERIO! Rzadko jest tak, że ktoś cię w dane miejsce jako turystę zaprasza. A turystą jest też harcerz, który przyjeżdża z jakiegoś tam miasta na obóz na wieś. Jak więc jadąc gdziekolwiek, zamiast cieszyć się z gościnności miejsca, szanować otoczenie i mieszkańców, których tam zastaniesz, a kto wie - może nawet wykorzystać sytuację spotkania oko w oko, by dowiedzieć się czegoś więcej o okolicy, możesz z automatu traktować to miejsce JAK SWOJE? Nie rozumiem! A sama turystką bywam dość często!

To nie jest pierwsza taka sytuacja. Kilka tygodni temu szwagier, który za sporą kasę wykupił zezwolenie na łowienie ryb, dostał opieprz od innej osoby z tego obozu za to, że hałasuje łowiąc rano ryby...  Wcześniej też zdarzało się wypraszanie miejscowych. Bo harcerze mają akurat porę kąpieli. Bo hałas i spać nie mogą (o 8 rano na obozie przetrwania). Bo nasze dzieci gorsze od tamtych! ... Nie wspomnę już o tym, że rok w rok po obozie zostaje jeden, wielki syf w lesie... 

Napisałam na Facebooku kilka słów zaraz po tej sytuacji i podniosła się fala oburzenia, bo stwierdziłam, że harcerze z Warszawy... No i nagle krzyk, że ja wszystkich warszawiaków o brak kultury oskarżam i wszystkich z miasta na pewno~! Ludzie - NIE! 

NIE nr 1: Nie uważam, żeby wszyscy z miasta byli chamami. Tak samo jak nie wszyscy ze wsi. Nie zmienia to faktu, że na wioskowych mówi się burak, głupek, cham, wiochmen i jakoś nie wzbudza to takiej furii jak złe słowo o miastowych...

NIE nr 2: Nie mam nic do Warszawy. Byłam tam nawet kilka razy i to całkiem ładne miasto. A że harcerze nad naszym jeziorem to warszawiacy tak mówi się u nas od lat i informacja ta pewnie wzięła się częściowo z informacji od leśniczego, częściowo od samych obozowiczów, a częściowo z rejestracji samochodów ;). Nie legitymowałam wszystkich po kolei, więc przyznaję, że mogą być z Warszawy i okolic, aczkolwiek w Internetach znajdziesz wszystko, np. to: "Nad jeziorem w sezonie letnim znajduje się stałe obozowisko harcerzy z drużyny 296 z Warszawy." źródło

NIE nr 3: Nie wkurzyłam się dlatego, że to obozowicze z Warszawy (i okolic). Jakby byli z Krakowa, Poznania czy z jakiegoś wygwizdowa też bym się wkurwiła! Chodzi o zachowanie, a nie o pochodzenie!


Każdy może być turystą... Każdy może być w sytuacji tubylca wywalonego znad jeziora, nad które chodzi od dzieciaka...


W tym tkwi sedno mojego nerwu i tego oto wpisu! 

Kocham podróżować, zwiedzać, poznawać nowe miejsca i ludzi. Razem z Grzegorzem zarażamy tą pasją nasze dzieci. Nie wyobrażam sobie wpajać im takiego przekonania, że gdy jadą w jakieś miejsce, to mogą sobie tam robić, co im się żywnie podoba i czuć się panami. Szacunek! Ludzie, szacunek! Podstawa wszystkich relacji międzyludzkich - powinna obowiązywać także w relacji turysta - miejscowy! I w momencie, kiedy moje dziecko mówi ze łzami w oczach: "Mama, przecież mogliśmy się zaprzyjaźnić z tymi dziećmi!", bo jest cholernie towarzyską osobą, a pan z okolic Warszawy czy Krakowa, który przyjechał tu jakby nie patrzeć w gościnę, mówi, że mamy sobie iść to mój wkurw sięga zenitu!

Mieszkamy w pięknej okolicy: skraj Borów Tucholskich, Wdecki Park Krajobrazowy [tabliczka parę kroków od domu], jeziora, lasy... Przyjeżdża tu wielu turystów. Zachowują się różnie. Często można naprawdę fajnie pogadać, poznać kogoś sympatycznego, a my - miejscowi - z dumą chwalimy się naszą piękną okolicą, wskazujemy miejsca na grzyby i jagody. Niestety bywa i tak, że jesteśmy traktowani jak element krajobrazu - niepotrzebna gałąź, która zawadza przy rozkładaniu namiotu... Przykre to jest i żenujące.

Nawet gdyby harcerze z drużyny 296 z Warszawy mieli wykupione jezioro na własność tudzież wydzierżawiony jego fragment [w co wątpię], to czy nie istnieje już coś takiego, jak zwyczajna ludzka życzliwość i wzajemny szacunek? Szczególnie, że mówimy o HARCERZACH! Czy nie można korzystać sobie z dobrodziejstw przyrody wspólnie? Dać sobie wzajemnie coś wartościowego w postaci rozmów, poszerzenie horyzontów? Otóż jak widać NIE MOŻNA. 

Mam nadzieję, że nikogo z miasta nie spotka sytuacja, w której dzieci ze wsi będące na koloniach w Warszawie czy innym mieście zakażą wam wstępu do galerii handlowej albo parku.... Brzmi niebywale? Dla mnie to jest to samo, jak to, co spotkało mnie wczoraj nad jeziorem, nad które chodzę od dziecka...

Nie wrzucam wszystkich do jednego wora, ale to nie jest odosobniona sytuacja i chciałabym głośno wyrazić swoją złość. Bo mam prawo by zła. Bo ja i moje dzieci mamy takie same prawa do korzystania z uroków naszej okolicy jak przyjezdni. Bo to wspólne dobro. Bo ja uczę moje dzieci szacunku do odwiedzanych miejsc i innych ludzi. 

Bo ty też możesz być turystą i też możesz być dzieciakiem wygnanym przez przyjezdnych znad jeziora... Pomyśl o tym proszę!
09:35

Na co zwrócić uwagę wybierając ubrania do szkoły i przedszkola? [+ KONKURS!]

Napisała , w

Wakacje w pełni, ale każdy rodzic przedszkolaka i szkolniaka wie, że to już czas na kompletowanie wyprawki na nowy rok szkolny. Oprócz plecaka i przyborów, niemniej ważne są ubranka, które nasze pociechy będą nosić do przedszkola i szkoły. Powinny być wygodne i uniwersalne, ale każdy uczeń chce też wyglądać modnie. Zobacz, jakie ubranka na rok szkolny proponuje smyk.com Cool Club i co wybrałam dla swoich dzieciaków!







Ubraniowy niezbędnik ucznia i przedszkolaka:

Strój galowy

Tradycyjna biała koszula i granatowa lub czarna spódniczka albo spodnie powinny zmaleć się w szafie każdego ucznia! Klasyka nigdy nie wychodzi z mody, a okazji, by wyglądać w szkole elegancko nie brakuje! Pierwszą jest oczywiście rozpoczęcie roku szkolnego, a już w październiku akademia z okazji Dnia Nauczyciela, w listopadzie Święto Niepodległości... I tak aż do wakacji okazji nie zabraknie!

Wybierając ubranie galowe zwracam uwagę na uniwersalność – tak, aby można było łączyć poszczególne elementy nie tylko ze sobą, ale i z innymi ciuszkami, jak również na wygodę – na szczęście czas krochmalonych koszul minął i teraz można łączyć elegancję z komfortem noszenia.


Moje typy marki Cool Club dla Julii to:















Wygodne spodnie i legginsy

To podstawa szkolnej i przedszkolnej mody – zarówno tej dziewczęcej jak i chłopięcej. Spodnie nie mogą krępować ruchów, bo szkoła to przecież nie tylko siedzenie w ławkach, ale też aktywność i zabawa. W przedszkolu z kolei ruch to właściwie podstawa – od tańca, przez zabawy ruchowe po różnorakie ćwiczenia.

Warto zwrócić uwagę, by spodnie i legginsy były z przyjaznych dla ciała materiałów, pozwalały skórze oddychać, miały w pasie gumkę pozwalającą dopasować spodnie do ciała. Na marginesie – dziękować trzeba osobie, dzięki której legginsy wróciły do łask! Uwielbiam ich uniwersalność, dziewczęcość i komfort jaki zapewniają!


Moje typy marki Cool Club:














Bawełniane koszulki i bluzeczki

Kolejny po legginsach must have każdego ucznia i przedszkolaka. Uniwersalne, funkcjonalne i pasujące właściwie do wszystkiego T-shirty i bluzeczki bawełniane z długim rękawem muszą znaleźć się w wyprawce. Idealnie sprawdzą się właściwie przez cały rok szkolny, bo jesienią i zimą można na nie założyć cieplejszą bluzę [a w szkole – wiem z doświadczenia – bywa gorąco, więc ubranie na cebulkę wskazane], natomiast wiosną grają pierwsze skrzypce w stylizacji.


Moje typy marki Cool Club to:

T-shirt z kotkiem – dla Julki [kociary ;)]





T-shirt z motywem z bajki „Jak wytresować smoka?” - dla Szymona [fana smoków wszelkich]














Bluzka z Godzillą – dla Szymona







Ciepłe, rozpinane bluzy

Wczesną jesienią idealne do noszenia zamiast kurtki, natomiast później – pod nią. Mogą być miłego dla ciała i cieplutkiego polaru lub z dresówki, z kapturem lub bez, zapinane na zamek albo zatrzaski. Łatwo je założyć i zdjąć – nawet małym przedszkolakom – a w cieplejsze dni można je wygodnie zawiązać wokół pasa i zawsze mieć pod ręką w razie zmiany pogody.


Moje typy marki Cool Club to:






Polarowa bluza z Batmanem – dla Szymona







Buty sportowe i balerinki

Obuwie jest kolejnym fundamentem szkolno – przedszkolnej mody. Nogi właściwie pełnią w szkole niemniej ważną funkcję niż głowa ;). Musi być wygodnie i zdrowo dla stóp!

W przypadku najmłodszych dzieci dodatkowo trzeba zwrócić uwagę na sposób zakładania bucików. Najlepsze będą wciągane [na gumkach] lub zapinane na rzepy. Ułatwi to samodzielne i sprawne zakładanie i zdejmowanie butów.


Moje typy marki Cool Club to:

Trampki dziewczęce – dla Julii



Buty sportowe – dla Szymona

Swobodne sukienki i spódniczki

Uczennice chcą nosić się nie tylko wygodnie, ale też dziewczęco! Sukienka albo spódniczka do szkoły? Czemu nie! Ważne, by nie krępowała ruchów i nie przeszkadzała w aktywności! Na szczęście teraz moda dziecięca daje duży wybór swobodnych, luźnych sukienek i spódniczek z bawełny, cienkiego dżinsu i dresówki. Każda modnisia znajdzie coś dla siebie!

Moje typy marki Cool Club to:









Nasze zakupy w Smyku

Kilka dni temu zajrzałam na stronę smyk.com i udało mi się upolować świetne ciuszki na wyprzedaży. Dla Szymona dwie pary dresowych spodni i bluzeczkę z długim rękawkiem a dla Julii spodnie z Myszką Minnie i T-shirt. Modnie, wygodnie, ale też tanio, bo ubranka już od 10 zł!



Oszczędność jest istotna dla większości rodziców, więc warto szukać promocji, a jeśli liczy się dla ciebie także jakość i zadowolenie dziecka, to zajrzyj na smyk.com :) .


**************************

Razem ze smyk.com przygotowaliśmy dla was wspaniały KONKURS!

Możecie zdobyć 1 z 3 voucherów do smyk.com na kwotę 50 zł.


WYNIKI!!!!

Izabela Bor

Sylwia Romańska

Anula D.

GRATULUJĘ SERDECZNIE KOCHANI!

Czekam n Wasze adresy: wokoldzieciblog@gmail.com


  • Organizatorem konkursu jest blog Wokół Dzieci, a fundatorem nagrody smyk.com
  • Zadanie konkursowe: Gdyby to twoje dziecko mogło wybrać sobie prezent ze sklepu smyk.com za wygrany w konkursie voucher, co by to było i dlaczego? - odpowiedź zamieść w komentarzu pod tym wpisem!
  • Konkurs dla fanów Wokół Dzieci i smyk.com
  • Nagrodą jest są 3 vouchery do smyk.com, każdy na kwotę 50 zł.
  • Wygrywają 3 osoby.
  • Każdy może wziąć udział w konkursie tylko raz zamieszczając jedną odpowiedź w komentarzu pod Tym wpisem na blogu.
  • Zamieszczając zdjęcie akceptujesz warunki niniejszego regulaminu.
  • Uczestnik musi być pełnoletni i posiadać prawa autorskie do zamieszczonego tekstu.
  • Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.
  • Czas trwania konkursu: 31.07. - 6.08.2017
  • Wyłonienie zwycięzcy do 3 dni od zakończania konkursu.
  • Zwycięzca zostanie ogłoszony w tym wpisie oraz na Facebooku.
  • Na zgłoszenie laureata czekam 3 dni robocze na maila: wokoldzieciblog@gmail.com lub poprzez wiadomość prywatną na Facebooku.
  • Po regulaminowym czasie wybieram kolejną osobę.
  • Facebook nie ma nic wspólnego z organizacją konkursu.
  • Udział w konkursie jest dobrowolny.

Wpis powstał we współpracy ze smyk.com


14:23

Zupa z kurek i krokiety nadziewane kurkami.

Napisała , w

Sezon na grzyby w pełni! W naszych lasach [skraj Borów Tucholskich] jest wręcz wysyp kurek, które są moimi ulubionymi grzybami. Wczoraj miałam moje zbiory były szczególnie obite i dzisiaj u nas prawdziwa kurkowa uczta! Poznaj przepis na zupę z kurek i krokiety nadziewane kurkami! Smaczności!




ZUPA Z KUREK

SKŁADNIKI:

3-4 spore garście kurek

1 cebula

kilka ziemniaków

włoszczyzna do ugotowania bulionu warzywnego
[ok. 2 litrów]

śmietana kwaśna 18 %

natka pietruszki

dwie łyżki masła

olej

sól, pieprz


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Kurki myjemy, odcedzamy na durszlaku. Cebule kroimy w drobną kostkę. Ziemniaki kroimy w kostkę jak zwykle do zupy. 

Włoszczyznę [marchew, seler, pietruszkę, por, zieleninę] wkładamy do garnka i gotujemy wywar do miękkości warzyw. Można dorzucić kostkę rosołową do smaku.

Na patelni rozgrzewamy dwie łyżki oleju i szklimy na nim cebulkę. Kiedy cebula się zeszkli dorzucamy kurki. Przesmażamy aż do odparowania płynu, który wytworzy się z grzybów. Mieszamy co jakiś czas.

Kiedy płyn odparuje, na patelnie wrzucamy dwie łyżki masła i przesmażamy wszystko jeszcze kilka minut.


Bulion odcedzamy [wyjmujemy warzywa]. Do garnka z bulionem wrzucamy kurki i cebulkę z patelni. Dodajemy pokrojone ziemniaczki.

Gotujemy wszystko aż do miękkości ziemniaków. Pod koniec dodajemy pokrojoną, wyjętą z wywaru marchewkę.

Śmietanę hartujemy kilkoma łyżkami zupy i dodajemy do garnka. Doprawiamy solą i pieprzem.

NA koniec posypujemy zupę zieleniną i podajemy ze świeżym pieczywem.


SMACZNEGO :)





KROKIETY NADZIEWANE KURKAMI


SKŁADNIKI:

Składniki na naleśniki: mąka, mleko, woda, 1 jajko, szczypta soli.

3-4 garście kurek

1 cebula

10 deko startego sera

tarta bułka

jajko do panierowania

sól, pieprz

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Smażymy cienkie naleśniki i zostawiamy do wystygnięcia. Proporcji na ciasto niestety wam nie podam, bo robię "na oko" :P 

Na patelni roztapiamy dwie łyżki masła. Szklimy cebulę. Dodajemy kurki i smażymy aż odparuje płyn. 

Kurki solimy i pieprzymy.

Gasimy ogień i posypujemy kurki na patelni startym serem oraz natką pietruszki.

Nadzienie rozkładamy na naleśnikach i zwijamy w ruloniki. Można się wspomóc wykałaczkami. [Ja tak robię, bo nie wychodzą mi zbyt piękne te rulony.]

Krokiety panierujemy w jajku i tartej bułce i układamy w naczyniu żaroodpornym.

Posypujemy startym serem i resztą kurek, jeśli nam zostały. Zapiekamy aż stopi się ser.

SMACZNEGO!


PODZIELCIE SIĘ KONIECZNIE SWOIMI PATENTAMI NA KURKI!

07:45

Czasami macierzyństwo mnie wkurza...

Napisała , w

Masz pracę, którą kochasz. Jesteś szczęściarzem! Bywają jednak takie dni, kiedy ta twoja ukochana robota cię irytuje: bo terminy gonią, bo coś ci nie wychodzi, bo masz zwyczajnie gorszy dzień.  A wyobraź sobie, że dodatkowo siedzisz w twojej ukochanej, takiej naprawdę lubianej przez ciebie pracy 24 godziny na dobę. Myślisz, że twój zapał i dobry nastrój utrzymałby się długo? Jak długo tak można bez urlopu? Da się zachować nieustanny uśmiech na twarzy? To ja ci powiem, że tak właśnie bywa z macierzyństwem. Czasami macierzyństwo mnie wkurza. A nawet wkurwia. Ciebie pewnie też!




Wczoraj miałam taki dzień. Dzień matczynego wkurwu. Słysząc milionowe "Mamaaaaaaaa!", miałam wrażenie, że łeb rozpadnie mi się na kawałki. A tu nie było gdzie uciec ani zatyczek do uszu też nie miałam. Odpowiadam, tłumaczę, liczę w myślach do 10, żeby nie wybuchnąć, oddycham prawie jak przy porodzie. Muszę dać radę. W końcu jestem matką! A co to takiego to uporczywe "Mamoooo!". Jak jest wyjątkowo duże natężenie tego zwrotu, to bywa mniej więcej tak, jakby ktoś podchodził i co minutę szturchał cię w bok albo dźgał paluchem w ramię. Wiesz, niektórzy mają takie zwyczaje... Stopień irytacji bywa podobny.

Wybraliśmy się na spacer do lasu, żeby trochę rozładować napięcie. I co? I po 10 minutach zaczęły się lamenty. Że pająki, że grzybów nie ma, że nudy i oni chcą do domu. A już, już prawie łapałam oddech! Już się cieszyłam, że znalazłam pociechom zajęcie i skończy się ciągłe wołanie mnie. A tu dupa. Koszmaru ciąg dalszy. Myślę sobie, rozedrę gębę, w lesie nikt nie słyszy, a nerwy sobie oczyszczę. Rozdzieram. Jedno omal nie wybuchło ze złości, a drugie się spłakało. Taką reakcję wywołał matczyny krzyk. Jasne. Dzieciom wolno krzyczeć, ale gdzie tam matce!

Akcje nie skończyły się do samego wieczora. Ani do mycia zagonić, ani z kolacją dogodzić, ani do łózek położyć się moje skarby nie chciały. Zamknęłam się w łazience pod pozorem kąpieli i mówię sobie: "Jutro będzie nowy dzień! Lepszy dzień!". I tak też się stało. 

Patrzę teraz jak słodko śpią w swoich łóżeczkach, z anielskimi minkami [różki gdzieś schowane] i wiem, że życie bym za nie oddała! Moje życie bez tych dwóch marud byłoby strasznie puste i ubogie! Kocham oboje jak nikogo na świecie - czy mnie wkurzają czy nie. Czasami Szymek mnie pyta: "Mama, a kochasz mnie nawet jak cię wkurzam?". "Pewnie, że tak!". I to się nigdy nie zmieni. Nie zmieni się pewnie też to, że czasami macierzyństwo będzie mnie wkurzać... ;).


Takie to niby oczywiste, że macierzyństwo nie jest usłane różami, ale jakoś trudno się przyznać, że czasami cię wkurza. Ja mam wrażenie, że takie stwierdzenia, to prawie jak przy konfesjonale powinno się wypowiadać: po cichu, po kryjomu i ze wstydem. Bo jak to? Masz cudowne dzieci, które kochasz i miewasz mimo to ochotę wystrzelić się w kosmos? Ano tak. Ja mam, ja kocham i ja miewam!


Wkurzają różne rzeczy: że rozsypane kredki powodują płacz z natężeniem wycia syren, że kolejne wymyślne dania nie smakują, że chciałabyś sobie popłakać, a to dzieci płaczą i trzeba je pocieszać przecież, że nie możesz sobie po prostu trzasnąć drzwiami i iść do koleżanki na wino. 
Czasem wystarczy obudzić się następnego dnia i po wkurzeniu nie ma śladu. Hormony ci się uspokajają, głowa przestaje boleć, dzieciakom mija głupawka albo po prostu regenerują ci się siły i to, co wczoraj cię irytowało, dziś przestaje. 
A czasem po prostu trzeba się wyrwać z domu, pobyć w samotności albo się komuś wygadać. Nawet tak wirtualnie jak ja to teraz robię. I już człowiekowi lżej na duszy. A jeszcze lżej, kiedy usłyszy, że inna matka czuje podobnie. Dlatego to wszystko piszę...  Czujesz czasem podobnie, mamo?

Macierzyństwo to piękna przygoda, ale też ogromną odpowiedzialność  - a ona może przygnieść, mnóstwo obowiązków - a one mogą zmęczyć, wiele problemów - a one mogą powodować zwątpienie i sporo zwyczajnie gorszych chwil - a one potrafią wkurzyć! Te uczucia są tak samo normalne jak niezmierzona miłość, jaką mama czuje do swoich dzieci. Ważne, by je zaakceptować i nauczyć się radzić sobie z nimi. A jak się tak matka matce wygada to od razu lżej na matczynej duszy ... :)
12:31

Bajeczki Pioseneczki, czyli muzyka, która bawi i uczy.

Napisała , w
Pamiętasz z dzieciństwa piosenki Fasolek? Śpiewałaś z mamą "Ogórka" i "Mydło wszystko umyje"? Ja szczególnie pamiętam piosenkę "Fantazja" i klip do niej oglądany na pierwszym, kolorowym telewizorze marki Samsung. Teraz jakoś niewiele słychać muzyki typowo dziecięcej, dlatego cieszę się, że powstał projekt Bajeczki Pioseneczki, który wraca do najcenniejszych tradycji muzyki dla dzieci - uczy przez zabawę. 



Bajeczki Pioseneczki to projekt Wytwórni Muzycznej MTJ. Księżniczka Julia i Smok Janusz na kanale YouTube bawią i uczą najmłodszych poprzez muzykę. Na kanale Bajeczki Pioseneczki znajdziesz piosenki do tańca i do zasypiania, karaoke, konkursy i wiele innych atrakcji!


"Hej! hej! :D Tu Księżniczka Julia i Smok Janusz! 
Nareszcie możemy się Wam pokazać!
Jeszcze nas nie znacie, ale my już wiemy o Was naprawdę wiele! Na przykład jakie piosenki lubicie najbardziej, przy których zasypiacie, a które są najlepsze do urządzenia domowej dyskoteki, a nawet wiemy, przy których najszybciej posprzątacie pokój i umyjecie zęby :). 
Tak, tak... Uwielbiamy muzykę tak jak Wy! Śpiewamy mnóstwo piosenek, bawimy się przy nich najlepiej. Chcecie pobawić się z nami?

Piosenki, kołysanki, bajki, karaoke, konkursy i zabawy - każdy z Was znajdzie coś dla siebie.
Nie zapomnimy również o rodzicach :)))
Muzyka przecież łagodzi obyczaje... i koi nerwy.

Mamy dla Was przygotowaną masę niespodzianek i dużo dobrej zabawy! :D

W każdą środę opowiemy i zaśpiewamy Wam nową piosenkę.
Zaglądajcie do nas też w poniedziałki i piątki po nowe niespodzianki!

Już się nie możemy Was doczekać! :DD"

Oprócz kanału na YouTube dostępne są również fizyczne płyty z piosenkami. W nasze ręce trafiły dwie: "Piosenki mądrych dzieci" i "Piosenki zdrowych dzieci" w wykonaniu Małej Orkiestry Dni Naszych. [Płyty były również do zdobycia w konkursie, który niedawno odbywał się na Facebooku]. 


Powiem szczerze, że piosenki podbiły nasze serca od pierwszego przesłuchania - zarówno moje jak i dzieci! W natłoku bezwartościowych kreskówek i właściwie braku ciekawych propozycji muzycznych dla najmłodszych propozycje Małej Orkiestry Dni Naszych zasługują na uwagę zarówno dzieci, rodziców jak i nauczycieli czy przedszkolanek.

Piosenki bez nadęcia przekazują dzieciakom ważne życiowe prawdy, dotykają problemów współczesnych takich jak gry komputerowe czy wirtualne znajomości, niosą przesłanie prozdrowotne. Bardzo spodobała się nam "Piosenka o straconym czasie", która przekonuje do zabaw na podwórku, "Piosenka o prawach dziecka" czy "Piosenka o pomaganiu ludziom". 

Utwory łatwo wpadają w ucho i trafiają do dzieci, dzięki prostemu, typowo dziecięcemu językowi. Julka i Szymek śpiewali razem z dziećmi z zespołu, a co więcej rozmawiali o tym, co śpiewają mali wykonawcy! Świetne jest to, że rzeczywiście przesłanie trafia do dzieciaków i dostrzegają sytuacje z własnego życia w utworach!




Muzyka - jak wiadomo nie od dziś - łagodzi obyczaje. A oprócz tego może i bawić i uczyć, dlatego warto oswajać z nią dzieci i szukać dla nich naprawdę wartościowych piosenek!


Projekt Bajeczki Pioseneczki to doskonałe źródło wartościowej muzyki dla dzieci, która z pewnością najmłodszych nie znudzi, a z łatwością trafi do nich z ważnym przekazem przy okazji bawiąc!

Inicjatywę popierają m.in. TVP ABC, Rzecznik Praw Dziecka, czasdzieci.pl miastodzieci.pl i lokalne rozgłośnie radiowe.



Zaglądajcie koniecznie na kanał YouTube: Bajeczki Pioseneczki!



11:09

Nie masz pomysłu na prezent? Zrób fotoksiążkę PRINTU! [+ KONKURS!]

Napisała , w


Znasz ten dylemat przed urodzinami, imieninami czy inną ważną okazją, gdy chcesz obdarować kogoś bliskiego, a nie masz pojęcia czym? Niby znasz upodobania kochanej osoby, ale jednak to już ma, tamto banalne, a owamto nie pasuje do okazji. Ja znam to doskonale! Na szczęście odkąd poznałam takie cudo jak fotoksiążka PRINTU, mam ten problem z głowy! Teraz PRINTU daje jeszcze większy wybór: fotoksiążka, fotoalbum a może minibook? Wybór należy do ciebie! Sprezentuj bliskiej osobie coś wyjątkowego albo … wygraj to w konkursie, który organizuję dla ciebie wspólnie z PRINTU!

Moja pierwsza fotoksiążka

Pierwszą fotoksiążkę PRINTU zamówiłam jakieś dwa lata temu. Pamiętam te emocje podczas tworzenia projektu, a potem drżące ręce podczas rozpakowywania książki. Setki wspomnień wiążą się ze zdjęciami, a wspomnienia są przecież najcenniejszym, co mamy... Dlatego warto je zachować w tak pięknej formie jaką jest fotoksiążka! Moja sprzed miesięcy wygląda tak i zajmuje honorowe miejsce na półce:







Stworzyłam taki mały album rodzinny: od zdjęć ślubnych, poprzez ciąże, zdjęcia Julii i Szymona jako niemowlaczków aż po ówczesną teraźniejszość. Teraz czas na nową fotoksiążkę – wszak zdążyły już moje skarby sporo urosnąć od stworzenia tamtej!

Fotoksiążka – na pamiątkę i na prezent


Jednak fotoksiążka to nie tylko piękna pamiątka dla nas samych, ale też wyjątkowy prezent dla najbliższych osób! Twórcy PRINTU mają dla ciebie mnóstwo inspiracji i szablonów, które pozwolą wykonać album dla przyjaciółki, rodziców, chłopaka, czy nauczyciela. Mnóstwo wzorów, możliwości kolorystycznych, układów, możliwość podpisywania fotografii... To wszystko sprawi, że stworzenie fotoksiążki jest nie tylko proste, ale też jest świetną zabawą, a dla obdarowywanego prezentem stworzonym specjalnie dla niego, który mówi: „Jesteś dla mnie ważna/ważny!”.



Szukasz właśnie pomysłu na wyjątkowy prezent? Pokażę ci kilka propozycji PRINTU!




  • Prezent dla chłopaka


  • Prezent na 18


  • Prezent dla rodziców




  • Prezent dla mamy




Fotoksiążka, fotoalbum a może minibook?


PRINTU daje wiele możliwości nie tylko jeśli chodzi o układ zdjęć czy ilość stron, które możesz sobie dowolnie kreować, ale też jeżeli chodzi o rodzaj albumu. Do wyboru masz fotoksiążkę, fotoalbum a także od niedawna minibook. Którą opcję wybrać?

FOTOKSIĄŻKA

Fotoksiążka z Twoimi fotografiami, stworzona wg Twojego pomysłu i wydrukowana z dbałością o najmniejsze detale by sprawić Ci radość. [printu.pl]

FOTOALBUM

To profesjonalnie wydrukowany i oprawiony w fotolaboratorium album z Twoimi zdjęciami otwierany na płasko. Dzięki specjalistycznym urządzeniom, zdjęcia naświetlane są w wysokiej jakości, co pozwala na wierne odwzorowanie kolorów. „ [printu.pl]

Kluczowe są tu: oprawa – tej samej grubości co strony, matowa lub błyszcząca; strony klejone przy użyciu przekładek termicznych, wysokiej jakości papier fotograficzny oraz rozkładówka: fotografie drukowane są na jednym arkuszu papieru, dzięki czemu album otwiera się zupełnie na płasko.

MINIBOOK

Minibook drukujemy w najlepszym możliwym dla Ciebie rozmiarze. Album 15x15 jest na tyle uniwersalny, że będzie równocześnie świetnie wyglądać na Twojej półce wśród książek jak i bez problemu zmieści się w Twoim plecaku lub torbie. Możesz sięgnąć po niego w każdym momencie, z łatwością pokażesz go znajomym. [printu.pl]

Idealna opcja na album z fotkami z Instagrama!!! Ja sama długo opierałam się temu kanałowi social media, ale jak już go założyłam – przepadłam! Zaglądnij do mnie – teraz znajdziesz tam sporo zdjęć z remontu poddasza - klik: ola_greszcz :).


Fotoksiążka i fotoalbum występują w różnych rozmiarach i cenach. Możesz dodawać kolejne strony, wybrać rodzaj okładki, dodawać efekty specjalne, tekst... Pełna personalizacja i kwestia twojej wyobraźni! DO DZIEŁA!


KONKURS!


Razem z PRINTU przygotowaliśmy konkurs, w którym do wygrania jest FOTOKSIĄŻKA 25 x 20  Z DOWOLNĄ ILOŚCIĄ STRON!

Masz ochotę zdobyć tak wyjątkową nagrodę? Nic prostszego! Podziel się ze mną swoim ulubionym zdjęciem, takim, które wywołuje wzruszenie albo uśmiech, a przede wszystkim przywołuje piękne wspomnienia! Zdjęcie wraz z krótkim opisem zamieść w komentarzu pod banerkiem konkursowym na Facebooku: TUTAJ.

Bawimy się w dniach:

3 dni od zakończenia konkursu wybiorę jedną osobę, którą obdaruję nagrodą ufundowaną przez PRINTU!



REGULAMIN:


  1. Organizatorem konkursu jest blog Wokół Dzieci, a fundatorem nagrody PRINTU.
  2. Nagrodą jest FOTOKSIĄŻKA 25 x 20 z dowolną ilością stron.
  3. Wygrywa 1 osoba.
  4. Każdy może wziąć udział w konkursie tylko raz zamieszczając jedno zdjęcie w komentarzu pod banerem konkursowym na Facebooku.
  5. Zamieszczając zdjęcie akceptujesz warunki niniejszego regulaminu.
  6. Uczestnik musi być pełnoletni i posiadać prawa autorskie do zdjęcia.
  7. Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.
  8. Czas trwania konkursu:
  9. Wyłonienie zwycięzcy do 3 dni od zakończania konkursu.
  10. Zwycięzca zostanie ogłoszony w tym wpisie oraz na Facebooku.
  11. Na zgłoszenie laureata czekam 3 dni robocze na maila: wokoldzieciblog@gmail.com lub poprzez wiadomość prywatną na Facebooku.
  12. Po regulaminowym czasie wybieram kolejną osobę.
  13. Facebook nie ma nic wspólnego z organizacją konkursu.
  14. Udział w konkursie jest dobrowolny.

Tekst powstał we współpracy z PRINTU.


12:02

Nie chcę za parę lat kojarzyć się tylko z odkurzaczem albo komórką. A ty?

Napisała , w

Mówi się, że najlepszymi sędziami nas, matek, są nasze własne dzieci. I ja się z tym w pełni zgadzam. To one nas ocenią za kilka lat, a ich wspomnienia z nami związane będą prawdziwym wyznacznikiem naszego macierzyństwa. Nieważne, co mówi teściowa, koleżanka czy sąsiadka. Tak naprawdę liczą się wyłącznie uczucia dzieci. Z czym będzie kojarzyć cię twoje dziecko, gdy już dorośnie? Pytasz siebie czasem, mamo?...




Nie chcę, by moje dzieci tak mnie pamiętały...


Nie chcę za kilka - kilkanaście lat kojarzyć się moim dzieciom wyłącznie ze ścierą i odkurzaczem. Wolę mieć okruszki na dywanie i patrzeć, jak dzieciaki świetnie się bawią robiąc piknik na podłodze niż zapierdzielać za nimi krok w krok i sprzątać. A znam matki, dla których sprzątanie jest wręcz sensem istnienia. Przykre to.

Nie chcę, żeby pamiętały mnie głównie z tego, że bez przerwy siedziałam z nosem w laptopie albo w komórce. Przed zdobyczami technologii się nie uchronisz, ale cholernie łatwo się w nich zatracić. Uświadomiła mi to niedawno moja mama, dlatego zaczęłam zwracać baczniejszą uwagę na to, jak dużo czasu spędzam w internecie.

Nie chcę, by wspominały mamę, której nic się w życiu nie chciało. Przerażeniem napawają mnie pełne permanentnego zmęczenia życiem teksty mam, które  nie mają czasu przez cały dzień wypić ciepłej kawy  i to jest ich życiowym problemem, a słowo "hobby" kojarzy się z luksusem albo fanaberią.  I tak naprawdę to, że bloguję i scrapuję robię też dla moich dzieci. Mam nadzieję, że im też się w życiu będzie "chciało więcej".

Nie chcę też, by moje dzieci najczęściej wspominały moją nieobecność. W pogoni za karierą czy pieniędzmi.

Nie chcę, by najbardziej pamiętały moje nieustannie: "NIE!" i latanie za nimi z mokrymi chusteczkami, żeby tylko rączki i buźka nie były brudne. Nie chcę być matką ograniczeń i zakazów.

Nie chcę kojarzyć im się z krzykiem, naburmuszoną miną, złością, frustracją ani - co najgorsze - z przemocą. A wciąż jest tak wiele matek, dla których bicie jest najlepszą metodą wychowawczą... Nie chciałabym być takim wspomnieniem.


 A ty?... Jak chcesz być widziana przez swoje dzieci?

Chcę za kilka - kilkanaście lat kojarzyć się moim dzieciom z ...


bezpieczeństwem, ciepłem, uśmiechem, czułością

ze wspólną zabawą, ale też z dawaniem wolności

z pozwalaniem na brudzenie się i robienie artystycznego bałaganu w zabawie

z tym, że warto w życiu mieć pasję

z pracowitością, ale i umiejętnością odpoczywania

z własnym zdaniem

z bajkami na dobranoc i przytulańcami wieczornymi

z umiejętnością mówienia "kocham"

z domem zadbanym, ale nie takim, co pełni rolę muzeum

ze spacerami i miłością do świata

z poczuciem akceptacji i nauką tolerancji

z poczuciem humoru

z dobrym jedzeniem, ale też wypadami na pizzę :)

z rozmowami o wszystkim i o niczym

z byciem blisko a nie tylko obok...

To, co naprawdę ważne to odczucia naszych dzieci...


Presja na bycie idealną matką jest ogromna. Już kilkakrotnie poruszałam ten temat na blogu a ostatnio we wpisie "Żeby tylko nikt się nie dowiedział, jak naprawdę wychowuję swoje dziecko...", który pobił rekord popularności wśród wszystkich postów na blogu. Seriale, blogi, czasopisma dla mam, a do tego kryjące się ze swoimi problemami i niedoskonałościami inne mamy sprawiają, że każdy najmniejszy błąd i słabość spędzają nam sen z powiek. Współczesność stawia matkom wysokie wymagania, a i  my same często nie potrafimy się do nich zdystansować. Efekt? Jednym z wielu jest bycie nie taką matką, jaką chciałyby naprawdę mieć dzieci, ale taką, jaką chce widzieć otoczenie... Błąd. Duży błąd.

Dom musi lśnić czystością, obiad codziennie być z trzech dań, zabawki dizajnerskie tudzież edukacyjne, pokój dziecięcy jak z żurnala, wyniki dzieci w szkole najlepsze, a szczytem ideału jest łączenie tego wszystkiego z pracą zawodową. Cudów jednak nie ma. Coś kosztem czegoś. Niestety kosztem tego, że zamiast szczęśliwej matki [tak, twoje szczęście też jest ważne!] dzieci mają matkę - zombie, matkę - cyborga, matkę - udawaczkę, która nie ma odwagi okazać słabości i tak naprawdę zabija w sobie instynkt, który podpowiada najlepiej, jak być dobrą mamą. A dzieci to czują...

Jestem świadoma tego, że nie wszystkie błędy, jakie popełniamy jako matki są wynikiem tego dążenia do perfekcji. Niestety bicia, agresji nie tłumaczy nic, a są mamy, które do macierzyństwa zwyczajnie nie dorosły albo mają wypaczone spojrzenie na dobro swoich dzieci. Znasz je na pewno nie tylko z telewizji...

Jedynym i drugim, i trzecim i czwartym [bo każda z nas jest inna] - wszystkim nam, matkom - potrzebna jest taka chwila, w której zatrzymamy się w codziennej gonitwie i spytamy same siebie: JAK ZAPAMIĘTA MNIE MOJE DZIECKO? CO PRZYJDZIE MU NA MYŚL, KIEDY ZA KILKANAŚCIE LAT BĘDZIE MYŚLEĆ O MAMIE? 

Odpowiedź na te pytania otworzy ci oczy na to, jaką mamą powinnaś być dla swoich dzieci - taką, jak sugeruje społeczeństwo, media, teściowa czy taką, jakiej naprawdę potrzebują twoje dzieci? Ja wybieram tę drugą opcję.
06:58

Nowe kosmetyki dla atopików - testowanie NovaClear Atopis.

Napisała , w

Warto poznać prawdziwe potrzeby swojej skóry. Przekonałam się o tym całkiem niedawno - ja, trzydziestolatka, która do niedawna stosowała pachnące kosmetyki z drogerii mające rzekomo nawilżać moją skórę - dowiedziałam się, że mam skórę atopową i wrażliwą, która potrzebuje wyjątkowej pielęgnacji. Od tego czasu stawiam na emolienty i dermokosmetyki przeznaczone dla atopików. Niedawno w moje ręce trafiły nowe dermokosmetyki NovaClear ATOPIS. Poznaj moje wrażenia z testowania!




NovaClear ATOPIS to linia kosmetyków marki NovaClear przeznaczona do cery atopowej, suchej i wrażliwej. Są to kosmetyki dla osób dorosłych, nie tylko tych chorujących na atopowe zapalenie skóry., ale także ze skórą skłonną do przesuszania i podrażnień. Linia ATOPIS to nowość wśród produktów NovaClear. Oprócz niej znajdziesz tu linię ACNE do pielęgnacji skóry trądzikowej oraz BASIC CARE - pielęgnację uzupełniającą. Po szczegóły zaglądaj na stronę www.novaclear.eu


Jak wspomniałam dzięki fajnej akcji w serwisie Zblogowani.pl miałam okazję poznać i przetestować dwa kosmetyki z tej linii: płyn do mycia twarzy i ciała oraz krem natłuszczający do twarzy i ciała.  Celowo długo czekałam z zamieszczeniem swojej opinii na blogu, ponieważ chciałam naprawdę dobrze przetestować kosmetyki i jak możecie zobaczyć na zdjęciach, zużyłam je praktycznie do samego końca. Teraz czas na moją opinię!




KREM NATŁUSZCZAJĄCY DO TWARZY I CIAŁA ATOPIS INTENSIVE CREAM
Według producenta krem ma następujące właściwości:


  • natłuszcza przesuszoną skórę,
  • chroni ją przed szkodliwymi czynnikami,
  • wazelina w nim zawarta zapobiega odparowywaniu wody z naskórka,
  • organiczny olej konopny odbudowuje warstwę hydrolipidową skóry,
  • ekstrakt z korzenia lukrecji łagodzi podrażnienia i likwiduje świąd skóry,
  • krem przywraca skórze miękkość, nawilżenia i optymalną równowagę,
  • nie zawiera barwników ani substancji zapachowych,
  • ph ~5,5
Według mnie po ponad miesiącu stosowania:


Krem rzeczywiście fajnie pielęgnuje skórę. Pozostawia ją natłuszczoną, nawilżoną i nie podrażnia. Miałam też okazję sprawdzić, że łagodzi podrażnienia. Stosowany na wysypkę sprawił, że mniej swędziała i chyba szybciej się zagoiła.Krem nie ma zapachu.
Minusem jest dla mnie niestety konsystencja. Krem jest tak gęsty, że wręcz trudno wycisnąć go z tubki, a przez swoją gęstość też dość trudno się rozprowadza na skórze.





PŁYN DO MYCIA TWARZY I CIAŁA ATOPIS FACE & BODY WASH

Według producenta właściwości płynu to przede wszystkim:
  • delikatne oczyszczanie skóry bez naruszenia jej bariery,
  • odbudowywanie warstwy lipidowej naskórka dzięki organicznemu olejowi konopnemu,
  • łagodzenie świądu i eliminowanie podrażnień dzięki korzeniowi lukrecji,
  • nawilżenie skóry dzięki glicerynie,
  • przyspieszenie regeneracji naskórka dzięki pantenolowi,
  • ochrona skóry przed wolnymi rodnikami dzięki witaminie E,
  • bez barwników i substancji zapachowych,
  • ph ~5,5
Według mnie po ponad miesiącu stosowania:

Płyn rzeczywiście jest łagodny i nie powoduje podrażnień wrażliwej skóry. Stosowałam go zarówno do twarzy jak i ciała, także wtedy, gdy po wyrywaniu chwastów moje przedramiona usiane były zadrapaniami i wysypką. Delikatnie myje skórę i pozostawia ją świeżą, nienapiętą oraz nawilżoną. 

Płyn nie ma zapachu. Jest przezroczysty [co starałam się pokazać na fotografii]. Ma dosyć rzadką konsystencję, która dla mnie jest minusem. Bardzo słabo się pieni i nie jest zbyt wydajny. Trzeba jednak pamiętać, że jest to dosyć typowe dla tego typu kosmetyków pozbawionych sztucznych substancji powodujących właśnie pienistość. 

Płyn dostępny w poj. 250 i 500 ml.

PODSUMOWANIE

NovaClear ATOPIS to nowa propozycja dla osób ze skórą suchą, wrażliwą i atopową. Nie można tym dermokosmetykom odmówić działania opisywanego przez producenta: natłuszczają, nawilżają, nie powodują podrażnień, a wręcz je łagodzą. Zachęcają też niewygórowaną ceną, która często potrafi zniechęcić w przypadku dermokosmetyków i emolientów. Kosmetyki mają jednakże według mnie swoje minusy, które dla kogoś mogą być nieistotne, a wręcz mogą zamienić się w plusy. każdy bowiem preferuje inną konsystencję kosmetyków. Najlepiej więc wypróbować te kosmetyki na własnej skórze! Koniecznie napisz mi wtedy o swoich odczuciach!







zBLOGowani.pl
07:40

Czy wiejskie matki nie chodzą do pracy z lenistwa?

Napisała , w

Wiele wskazuje na to, że w najbliższy czasie będę miała wreszcie możliwość pójść do pracy. Po 10 latach w domu. Moja ekscytacja pomieszana z obawami - level hard. Ile się przez te 10 lat nairytowałam, ile nakombinowałam, ile napłakałam to moje. Nie mam zamiaru się tłumaczyć, ale myślę, że warto przybliżyć sytuację zawodową wiejskich mam i to, ile przeszkód muszą pokonać, żeby pójść do pracy. Tak niewiele się o tym mówi, a problemy mam ze wsi też zasługują na uwagę!



Niedawno miałam okazję rozmawiać z pewną panią psycholog [pozdrawiam ;)] o tym, dlaczego tak długo musiałam czekać na to, żeby móc wreszcie szukać pracy. Powiedziała, że nasza rozmowa uświadomiła jej, jak trudna jest sytuacja zawodowa wiejskich matek. Bardzo miła odmiana po wielu beztroskich stwierdzeniach, że "wystarczy chcieć", "to zależy tylko od ciebie" albo "siedzisz w domu z lenistwa/bo tak ci wygodnie"... 

O sytuacji matek na rynku pracy mówi się trochę, ale o problemach mam ze wsi w tym trochę jest bardzo niedużo albo i nic [Poprawcie mnie, jeśli się mylę...]. A są one diametralnie inne, niż problemy mam z miast, które chcą wrócić do pracy po urodzeniu dziecka. One martwią się, czy ich miejsce pracy będzie nadal na nie czekać, my - czy będzie jakiekolwiek w promieniu 20 km. One martwią się, czy będzie miejsce w przedszkolu, my - jak dowieziemy dziecko do przedszkola oddalonego o kilka - kilkanaście kilometrów...

Jak jest naprawdę - dlaczego mamom ze wsi o wiele trudniej jest zacząć lub wrócić do pracy zawodowej niż mamom z dużych miast? 



Żłobek: a co to takiego???  :P Najbliższy jest 25 km stąd... I chyba nie spotkałam się jeszcze ze żłobkiem w małej miejscowości... Jeśli do pracy chcesz pójść zanim dziecko skończy trzy latka pozostaje ci opiekunka albo pomoc rodziny, ale o tym za chwilę...


Przedszkole: w większych wsiach bywają takie instytucje, ale w takich prawdziwych wioseczkach jak na przykład moja - zapomnij. Radość jest jak jest szkoła, a co dopiero marzyć o przedszkolu. Najbliższe odległe o 6 km, kolejne o 11 km. Także dowóz konieczny...


Szkoła: w mojej wsi zostały trzy klasy, a w sąsiedniej póki co sześć, ale wszystko pod wielką niewiadomą. Wiejskie szkoły stają się nieopłacalne [za to opłaca się płacić przewoźnikom...].



Opieka nad dziećmi: kwestia żłobka, przedszkola i szkoły już wiesz jak wygląda. Spytasz: a babcia albo opiekunka? Otóż babcia to nie jest instytucją do opieki nad dziećmi i choć wspaniale, kiedy ma na to ochotę i pomaga w ten sposób, ale ma prawo nie mieć... Bywa, że po prostu sama pracuje a innej osoby z rodziny nie ma do pomocy. Opiekunka? Znaleźć ją w tak malutkiej wsi graniczy z cudem...



Obowiązki: nadal wiele rodzin na wsi prowadzi gospodarstwa, więc kobiety mają swoje obowiązki w obejściu.



Miejsca pracy: na wsi? Serio? Chyba, że jako pomocnik w gospodarstwie sąsiada... Żartuję :P W większych wsiach - miejscowościach gminnych już takowe są - ale na typowym wygwizdowie nikt nie otworzy banku, biura ani nawet stolarni.



Godziny pracy: niby takie same dla mam ze wsi i z miasta, ale kiedy świetlica w szkole jest do 14 a nie do 17, a ostatni autobus do domu odjeżdża o 15 a nie o 22 sprawa wygląda zgoła inaczej...


Środek transportu: jeśli masz prawo jazdy i samochód - masz połowę sukcesu. Jeżeli nie, to twoja kariera ma szansę się o to rozbić - niestety... Autobusy u mnie jeżdżą dwa: rano przed 8 i popołudniu o 15. Potem z miasta do domu jedynie na piechotę...


Logistyka: i o to się właściwie wszystko rozbija. LO-GIS-TY-KA!

Każdej mamie jest trudno pogodzić obowiązki matki z pracą zawodową. Każdej, która to robi należy się podziw i szacunek. Jednak mamy ze wsi mają do ogarnięcia i pogodzenia jeszcze kilka innych rzeczy - tych, o których napisałam powyżej. By wrócić do pracy po urodzeniu dziecka albo w ogóle zacząć jakąś karierę zawodową muszą pomyśleć o organizacji opieki nad dzieckiem, dowożeniu do przedszkola czy szkoły, środku transportu, a nierzadko też o obowiązkach w gospodarstwie...


Moja mama jeździła do pracy na rowerze 5 km cztery razy dziennie, bo sklep otwarty był z przerwą. Lato, zima, my w szkole czy w domu - jeździła i pracowała tak kilka lat. Było jej cholernie ciężko, ale trzeba było utrzymać pięcioosobową rodzinę, a jedna pensja taty to było za mało. Podziwiam ją bardzo za to, że dawała radę. 

Cholernie często myślenie innych osób - tak dalekich od wiejskich realiów - jest krzywdzące. Tak niewiele mówi się o naszej sytuacji. Dyskutuje się o braku miejsc w przedszkolach, a na wsi nie ma ich w ogóle. Mówi się o reformie edukacji, a wiejskie szkoły likwidowane są w ciszy. Infrastruktura jest śmiechu warta: wycofuje się pociągi i autobusy, bo się nie kalkuluje. Nie słyszałam, by ktokolwiek publicznie poruszał problemy mam ze wsi, które chcą pójść lub wrócić do pracy...

Nie oczekuję jakiegoś współczucia, ale zanim powiesz do mnie, że "siedzę w domu, bo tak i wygodnie" zastanów się dwa razy. Jest wiele mam na wsi, które chcą iść do pracy, ale przeszkody niestety je przerastają... Dla tych, który udaje się to wszystko jakoś godzić wielki szacunek z tego miejsca! Mam nadzieję, że od jesienie wreszcie do nich dołączę!

Post Top Ad

Instagram