Post Top Ad

Łatka

"Przypinać komuś łatkę - przypisywać komuś negatywną cechę lub zachowanie." Jesteś łobuzem. Jesteś głupi. Jesteś nieukiem. Jesteś nadpobudliwa. Zawsze broisz. Zawsze bijesz inne dzieci. Nic nie umiesz. Beksa. Maruda. Nieudacznik. Gamoń. Ciapa. 

Ile razy twoje dziecko usłyszało podobne słowa?



Nikt nie lubi łatki nosić. Wszyscy wiemy, że to nie fair ją komuś przypinać. A jednak tak często to robimy. My, rodzice, robimy to - często nieświadomie -własnym dzieciom i najbliższe otoczenie również "obdarowuje" nasze dziec łatkami. Znam to doskonale. Mam dzieci z łatkami. A ty? Pomyślałaś kiedyś, jak twoje dziecko się z taką łatką czuje?


"Dzika" ona, niegrzeczny on...

Julka od zawsze jest dzieckiem szalenie ruchliwym, wygadanym, kontaktowym i ogólnie takim, które ani minuty nie usiedzi w miejscu. Czy ona jedna na świecie? Oczywiście nie. Takich małych wicherków jest pełno. Nie każde dziecko siedzi cichutko w swoim pokoju i pół dnia ogląda książeczki. Rzekłabym nawet, że chyba żadne... No ale w naszym środowisku podobno góruje nad innymi dziećmi. 

"Bo ona to ZAWSZE musi gdzieś wejść!', "Ona NIGDY nie usiedzi w miejscu!", "Ona ZAWSZE coś "wystroi"!", "Ona UCZY moje dziecko złych rzeczy" "Ona MUSI ciągle broić!", "Ona ZA DUŻO gada!". Słyszy to od najmłodszych lat. A to od pani w szkole, a to od cioci, a to od babci...  Wreszcie rodzic przesiąknięty tymi ocenami innych, sam niejednokrotnie zaczął miewać tego typu myśli i niestety głośno je niekiedy wyrażać...

Szymon to chłopak charakterny. Nie ma co ukrywać. Indywidualista. Szybko się denerwuje. Szczególnie, że ma pięć lat, a to wiek dość burzliwy. :P Stał się więc podwórkowym łobuzem. Bo lubi postawić na swoim["po swojemu" to ostatnio jego ulubiony zwrot]. Bo zdarza mu się w złości uderzyć. Jak wielu chłopcom w jego wieku. Ale stał się łobuzem i już. I co złego to Szymon.

Wiesz, jak to jest mieć "łatkę"?

Mówili na ciebie w szkole kujon? A może odwrotnie - głupek? Rodzice machali ręką i twierdzili: "Ona to o wszystko beczy"? Po jednym, niefortunnym zdarzeniu przez lata kojarzyli cię po upadku na oczach publiki w czasie odbierania dyplomu albo źle obciągniętej spódniczce po skorzystaniu z toalety i majtkach na wierzchu? [Serio, zdarzają się takie rzeczy...]. Łatka przykleja się łatwo i jak rzep do psiego ogona. Nie chce się odkleić często przez długie lata. A dziecko od małego nią obdarzane, zaczyna szybko wierzyć, że rzeczywiście jest właśnie takie, jak łatka mówi... I czuje się głupie, beznadziejne, niezdarne, GORSZE... 

Łatka tu, łatka tam...  

Jakbyśmy tak mieli urządzenie, które wykrywa łatki, okazałoby się, że ma jakąś co drugi człowiek pewnie. Ja w szkole byłam kujonem. W domu nadwrażliwcem. Potem sama sobie przykleiłam łatkę totalnej niezdary i beztalencia, jeśli chodzi o robótki ręczne, co okazało się totalną bzdurą. Dopiero niedawno, w dorosłym życiu, zaczęłam odrywać z siebie te łatki i wyrzucać je do kosza...

Nikt z nas nie jest niewolnikiem jednej cechy czy negatywnego wydarzenia. Nie powinien być. Ciągłe powtarzanie komuś, że jest w jakiś tam sposób "zły" prowadzi przede wszystkim do tego, że sam zaczyna tak o sobie myśleć i bywa bardzo trudno potem to myślenie zmienić... Wiem, co piszę, bo piszę to z autopsji...

Uwielbiamy przyklejać łatki. I dzieciom, i dorosłym. Widać to wszędzie. W świecie gwiazd i celebrytów któraś tam pani jest kojarzona głównie po tym, że jednego razu an koncercie niefortunnie wymsknęła jej się z sukienki pierś, jakiś sławny facet po tym, że raz nakryto go pod wpływem, jeszcze ktoś inny po fakcie, że nie ma matury. W codziennym życiu nie raz spotykam się z takimi ocenami: ten to gej [żeby nie napisać wprost - pedał], tamten to brudas, jeszcze ktoś inny grubas itd.itp. 

Nie róbmy tego dorosłym. Nie róbmy tego tym bardziej własnym dzieciom. Nie krzywdźmy ich.

Słowa mają moc

I to ogromną. Mogą zdołować, podciąć skrzydła,utwierdzać w przekonaniu, że jest się gorszym albo przeciwnie: budować wiarę w siebie, dodawać otuchy, umacniać. Ja chcę, by moje dzieci czuły tylko tę pozytywną moc wypowiadanych przeze mnie słów. Nie będę przyklejać łatek. A te, które przykleją moim dzieciom inny, będę odrywać i wyrzucać do kosza tak jak wyrzuciłam swoje własne. Powiem moim dzieciom, by nie pozwoliły się zaszufladkować, by nie stały się niewolnikami ocen innych ludzi, by nie pozwoliły przyklejać łatek sobie i nie robiły tego innym.

Do kosza z łatkami!

A ty masz albo miałaś kiedyś łatkę? Może twoje dziecko też już ją ma? Napisz mi o swoich doświadczeniach!

[Grafika: pixabay.com]


5 komentarzy:

  1. Łatwo jest przykleić łatkę, trudniej potem się jej pozbyć. Dlatego rozmawiając z Tosią zawsze zastanowię się dwa razy, zanim ocenię jej zachowanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aneta Skierkowska24 maja 2017 08:29

    Czytając Twój wpis, przypomniała mi się własna sytuacja z dzieciństwa, ze szkoły. Chodziłam do wiejskiej podstawówki, dwa kroki od domu (dosłownie!) Byłam najmniejszą osóbką z klasy i chyba najbardziej wstydliwą. Po pewnym czasie stałam się kozłem ofiarnym kolegów z klasy - popychana, zaczepiana, przezywana, ośmieszana. To była klasa 6... Koledzy z klasy zaczęli kopać mój plecak , pognietli wszystkie książki, połamali przybory. Schowałam się w kąt i zaczęłam płakać. A że młodsze siostry zobaczyły całą sytuację, pobiegły do domu (nic na ten temat nie wiedziałam), a że babcia była akurat w domu, poskarżyły się. Po kilku minutach babcia wpadła do szkoły z chlubą z drzewa i zrobiła chłopkom awanturę na całą szkołę. A szkoła w cale taka duża nie była. Potem to już tylko jeszcze bardziej zostałam pogrążona. Wychowawczyni obniżyła mi ocenę ze sprawowania, ponieważ mieliśmy taką zasadę, że to dzieciaki z klasy oceniały zachowanie rówieśników, co uważam za niewychowawcze i krzywdzące. Cóż, nie miałam żadnych kolegów, a nawet koleżanek, wszyscy się ode mnie odwrócili, nie chcieli ze mną rozmawiać, a za plecami słyszałam tylko: "Zostaw ją, bo się zaraz poskarży babce! Ha! Ha! Ha!" Przeżywałam ogromny stres każdego dnia, nabawiłam się nerwicy, straciłam chęć uczęszczania do szkoły, jeżdżenia na wycieczki klasowe, bo byłam sama... Ani nauczyciele, ani rodzice nie potrafili w tamtym czasie odpowiednio zareagować.
    Cóż... Było - minęło. Dziś wszystko się zmieniło, a ja już nie jestem tą bezbronną, przestraszoną Anetką. Nigdy nie pozwolę, by w taki sposób kiedykolwiek zostało potraktowane moje dziecko.
    A te typowe teksty: "Ona tylko broi!" czy inne to przemoc nieświadoma/nieumyślna. Istnieje takie zagadnienie w psychologii. Pisałam z resztą pracę magisterską na temat przemocy nauczycieli wobec uczniów i także poruszałam te kwestie. Żadne dziecko nie zasługuje na etykietkę "ofermy"!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem słowa bola bardziej niż uderzenie....Ja zawsze byłam okularnica i kujonem

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie dowiedziałam się, czy mam łatkę. Nie wiem też, czy moja córka ma. Jestem człowiekiem szczerym, broniącym swojego zdania, często w kontrze do reszty, jeśli jestem przekonana, że warto obstawać przy swoim. Być może zatem jakąś łatkę mam. A na pewno obrywa mi się za mówienie otwarcie spraw, które inni wolą zamieść pod dywan. Łatki są dramatem. Ale są popularne. Zwykle bowiem oceniamy nie zachowanie, a człowieka. Czy w ogóle jesteśmy w stanie się tego oduczyć? Odnosić się z szacunkiem do drugiego człowieka nawet jeśli robi, myśli zupełnie inaczej niż my? Myślę, że tak. Wierzę w ludzi. I im więcej będzie takim tekstów, jak Twój, tym być może będzie tych łatek mniej. Mam nadzieję...Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja zawsze uważam, żeby nie mówić negatywnie "jesteś", tylko zamiast tego np. "zachowujesz się tak i tak", "twoje zachowanie jest...", bo mówiąc "jesteś" można dziecko niechcący zaprogramować, bo tak jak piszesz, słowa mają wielką moc.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram