Post Top Ad

Jak nie zwariować przed I Komunią Świętą dziecka?

Ani się obejrzałam, jak ze słodkiego bobaska wyrosła mi duża dziewczynka, która już za niecały miesiąc przystąpi do I Komunii Świętej. Jestem świeżo po komunijnych (jakkolwiek to brzmi) zakupach, Julka właśnie siedzi nad podręcznikiem do religii, a od przyszłej niedzieli zaczynają się poważne próby w kościele. Ten Wielki Dzień zbliża się wielkimi krokami...


Pamiętam jak rok temu przyglądając się przygotowaniom komunijnym rodziny męża, myślałam sobie: "Ja to chyba oszaleję ze stresu!". Tymczasem dzisiaj kolokwialnie mówiąc lajcik... Jak ja to  właściwie robię, że nie dopadła mnie ta cała przedkomunijna gorączka???



Sprowadzanie atłasowych rękawiczek zza granicy, krewetki w menu i impreza na sto par - podobno bywa i tak :P A wtedy stres musi być spory!

Poważnie mówiąc, czy planujesz skromną uroczystość komunijną czy z przepychem, wymaga to zawsze przygotowań. A przygotowania typu kupno alby/sukienki, zorganizowanie poczęstunku dla gości czy wybór zaproszeń to jedno - i nie oszukujmy się - są one bardzo istotne dla każdej mamy, natomiast druga kwestia to przygotowanie samego dziecka do tego duchowego przeżycia.

[Zakładam, że jeśli twoje dziecko przystępuje do I Komunii to jesteście wierzący, więc kwestii wiary i tego, jak kto do niej podchodzi tu roztrząsać nie będę. Przynajmniej nie w tym wpisie ;) ]



Jak ogarnąć te wszystkie komunijne przygotowania tak, żeby nie zwariować? U mnie sprawdziło się kilka podstawowych patentów:



1. Nie budzić się na ostatnią chwilę, czyli PLANOWANIE to podstawa.

I mówię to ja, która jeszcze niedawno planowanie uznawałam za nudziarstwo i bzdurę! Okazuje się, że to jednak  zdecydowanie zmniejsza stres w tego typu sytuacjach. Warto rozplanować sobie przedkomunijny okres dużo, dużo wcześniej: zadbać o urlop w pracy, wygospodarować odpowiednie środki materialne, znaleźć kogoś do opieki nad młodszym rodzeństwem komunijnego potomka, jeśli będzie taka konieczność. Nie robiłam tego z kartką i długopisem w reku, ale dziś myślę, że to byłby całkiem dobry pomysł.
Druga kwestia to fakt, że mamy w miastach nie mają wyboru i muszą planować z naprawdę dużym wyprzedzeniem, bo lokale z tego co wiem "zaklepuje się" nawet na kilka lat przed Komunią...

2. Korzystać z DOŚWIADCZENIA rodziny i znajomych.

Na pewno większość komunijnych mam ma w rodzinie kogoś, kto już ma tę uroczystość za sobą. Ja mam i korzystam z doświadczenia rodziny, choćby pod względem miejsc, gdzie najlepiej kupić komunijne dodatki czy która cukiernia robi najlepsze torty.

3. Zrobić ROZEZNANIE W TERENIE, czyli wiedzieć, czego [i za ile] się chce.

Alby, sukienki, garniturki? Torty w kształcie książek czy piętrowe? Wianki z żywych kwiatów czy sztucznych? Lokal, catering a może samodzielne przygotowanie wszystkiego? Wszyscy wiemy, że Komunia jest (powinna być) przede wszystkim przeżyciem duchowym i wszyscy wiemy, że przygotowań o których piszę, bardziej materialnych, raczej nie da się uniknąć. Dlatego dobrze wiedzieć wcześniej, czego się chce, zorientować się w cenach i we własnych możliwościach. Bardzo dobrym pomysłem jest też odkupienie części rzeczy np. alby, co ja również zrobiłam. Zawsze to oszczędność przy tak wielu wydatkach.

4.BYĆ W KONTAKCIE  z innymi mamami dzieci komunijnych, katechetą, księżmi.

Już na początku roku szkolnego warto dowiedzieć się, jakie są wymagania wobec dzieci, czyli czego mają się nauczyć, jak będą wyglądać spotkania w kościele, co trzeba kupić samemu, a na co są składki. Dobrze być w kontakcie z innymi mamami choćby dzieci z tej samej klasy, aby w razie czego dowiedzieć się, co było powiedziane na spotkaniu, na którym nie mogło się być czy tak jak ja i mama Julki koleżanki jeździć na spotkania na zmianę raz autem jednej raz drugiej.

5. Nie dać się PONIEŚĆ trendom, presji i innym głupotom.

Nie brak prawdy w stwierdzeniu, że dzisiaj Komunie to małe wesela...  Słysząc, ile można wydać na ubrania i dodatki komunijne czy jedzenie można się złapać za głowę, ale też z drugiej strony rzeczywiście wszystko jest coraz droższe, a każdy chce ugościć rodzinę i chce, by jego dziecko nie było w niczym gorsze od innych. Trzeba jednak to wszystko wyważyć. Zaufać sobie, swojej intuicji, swoim gustom i potrzebom, a przede wszystkim myśleć o tym, co naprawdę potrzebne jest dziecku. A naprawdę rzadko kiedy są to atłasowe rękawiczki czy  doklejane rzęsy (słyszałam i o takich cudactwach!).

6. Mieć świadomość, że NIE BĘDZIE IDEALNIE.

Już niejednokrotnie wam pisałam, że przekonałam się i to boleśnie, że dążenie do perfekcji najczęściej jest wielkim błędem i przynosi odwrotny skutek. Dlatego ja nie mam spiny na to, żeby Komunia Julki była pod każdym względem idealna. Znam moje dziecko, znam siebie i resztę rodzinki i wiem, że jesteśmy chodzącymi niespodziankami hihi :).  Zresztą to nie to w tym dniu chodzi! Im mniejsza wewnętrzna spinka, tym bardziej udany to będzie dzień - tak sądzę! Zgadzacie się ze mną?

7. Przede wszystkim SKUPIĆ SIĘ NA DZIECKU!

Bo to ONO JEST TUTAJ NAJWAŻNIEJSZE! Nie jest tu ważne, że sąsiadka będzie miała droższą torebkę, a kuzynkę to było stać na lokal. To jest WAŻNY DZIEŃ przede wszystkim dla twojej córki czy twojego syna i najważniejsze, co powinnaś zrobić, to sprawić, by twoje dziecko czuło, że ten dzień to prawdziwe święto! Jak to zrobić? Każda mama i każdy tata na pewno to wiedzą! Być z dzieckiem, dawać mu poczucie bliskości i nie stresować niepotrzebnie tym, czy prosto stoi a może zapomniał jakiegoś słowa w pieśni, zaprosić najbliższych i spędzić ten wyjątkowy czas w rodzinnej, świątecznej atmosferze.

Ja liczę na to, że 14 maja będzie dla Julki wspaniałym dniem i zostanie w jej pamięci na długo tak, jak w mojej jest dzień mojej I Komunii - 26 maja 1996 roku :).

Są tu mamy dzieci pierwszokomunijnych? Koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami z przygotowań!

[Zdjęcie główne łącznie z zaproszeniem mojego autorstwa.]

8 komentarzy:

  1. Popłynąć na wydatkach komunijnych jest naprościej ;) Dobrze, że takie dylematy u mnie za jakieś 4 lata. Mam trochę czasu, żeby zarezerować lokal heh. A tak serio, to prawda, że najważniejsze jest dziecko i to ono ma się czuć dobrze. Pamiętam, że już 20 lat temu (ja miałam komunię w 1997 roku) była mała rewia mody pod kościołem: wianki, sukienki, która ładniejsza, fotograf, kamerzysta, teraz są sesje zdjęciowe, kłady i smatfony. W sumie pamiętam, że sama z napięciem czekałam na komunijne prezenty- w sumie wśród rówieśników rozmawiało się tylko o tym oraz strach przez pierwszą spowiedzią- nigdy nie zapomnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. My z mężem wesele mieliśmy skromne, więc przy komunii dziecka tym bardziej szaleć nie będziemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszka Kuznecka20 kwietnia 2017 10:44

    Śliczne zaproszenie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bożena Jędral20 kwietnia 2017 11:19

    Miałam komunię córki dwa lata temu, wydałam na nią jakieś 5,5koła. Czy to dużo? Nie wiem, nie porównywałam z innymi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaproszenie na zdjeciu robi wielkie wow. Moze nie jestem mama ale sobie obiecalam ze nie bedzie ani imprezki ani sali wynajmowanej ani wymyslow etc. Chrzestni ewentualnie dziadki i do widzenia. Spotkanie na 10 osob i koniec. Skoro to komunia to sie liczy przeżycie tego duchowo a nie dziecko mysli o kasie... A potem jeszcze calosc wydaje na siebie... Takie realia niestety. Sa wyjatki owszem. Podoba mi sie ze na spokojnie do tego podeszlas. Na tyle by wlasnie nie zwariowac ;) dlatego warto takie wpisy prowadzic. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam ze to duzo osobiscie bym tyle nie dala. Ale to chyba zalezy od czlowieka ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja już 2 lata po :)jeju jak to zleciało ....I powiem tak , planowanie najważniejsze ja z dużego miasta , a pomimo to zorganizowałam komunię Szymka w mieszkaniu, chociaż gości było sporo jak na nasze skromne 2 pokoje , bo aż 20 osób, 2 dni przed odmalowaliśmy z mężem pokój w którym postawiliśmy rostawiane 2 stoły, naczynia wypożyczyłam z wypożyczalni ( koszt ok 45 zł ), na obiad zamówiłam catering ( zupę ugotowałam sama)- mięsa, sałatki , kluski i krokiety na drugi gorący posiłek, tort upiekłam sama ( był pyszny), ciasta zrobiłam sama, zimną płytę również- ktoś może powiedzieć , ze się narobiłam, nie nic bardziej mylnego bardziej zmęczyło mnie całoroczne latanie do Kościoła bo ksiądz sprawdzał obecność rodziców ! zamiast dzieci, oraz comiesięczne spotkania z proboszczem.Tak Olu jak powiedziałaś idealnie nie będzie...ale jest to spotkanie rodzinne , dziecko które przyjmuje Sakrament jest w tym dniu najważniejsze i uważam ,że wcale nie trzeba cudować aby to był naprawdę fajny i miły dzień :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie to stres, cały ten okres, próby, wydatek ogromny. Już od kilku dni ziołowy nervomix control łykam :) Swoją drogą i syn się stresuje ale głównie spowiedzią ;)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram