Post Top Ad

Opowiem wam o tych, których już z nami nie ma...

Zabieram dzieci na cmentarz. Nie tylko w dzień Wszystkich Świętych, ale przez cały rok, kiedy odwiedzam groby moich bliskich. Chcę, żeby dzięki temu pamiętały o tych bliskich, których już z nami nie ma i poznały tych, których poznać nie zdążyły. Bo rodzina to nie tylko ci, którzy wciąż są z nami, ale także ci, którzy już odeszli i żyją w naszych sercach...



Wielu moich bliskich mogę odwiedzać już tylko na cmentarzu. Obie babcie, obu dziadków, ciocie, wujków, kuzynów, kuzynki, kilku przyjaciół i znajomych. Niektórych z nich sama nie znałam w ogóle albo pamiętam jak przez mgłę, ale mimo to zapalając światełko na ich grobach, czuję, że są mi bliscy. Dzięki moim rodzicom, którzy sprawili, że ich poznałam poprzez opowieści, zdjęcia, ich wspomnienia. Z innymi - babciami, dziadkiem czy przyjacielem Mariuszem - byłam bardzo zżyta i nie zapomnę o nich nigdy. Dzisiaj to ja opowiadam o nim moim dzieciom. 

Tak naprawdę jedyną osobą, którą odwiedzamy na cmentarzu, a którą pamięta Julka jest mój dziadek, a jej pradziadek. Zmarł, kiedy miała trzy latka. Była jego oczkiem w głowie. Dziadek pod koniec życia był osoba leżącą, ale nie przeszkadzało to Julce siadać koło niego na łóżku i dyskutować z nim po dziecięcemu. Ba! Zabawy z przyciskami podnoszącymi i opuszczającymi łóżko też były! I wyjadanie dziadkowi cukierków z miseczki stojącej na stoliczku obok łóżka. "Ta mała", jak mówił o Julce dziadek, zawsze poprawiała mu humor swoim śmiechem, wygłupami i samą obecnością, a Julka sama prosiła często, by dziadzia odwiedzić. Nie widziałam powodu, by "izolować" ją od choroby, cierpienia i starości. Wbrew pozorom dzieci potrafią przyjmować takie rzeczy o wiele bardziej naturalnie niż dorośli. Podobno dziecko z początkowych lat życia niewiele pamięta, a jednak wspomnienie pradziadka jest w pamięci Julki wciąż żywe. I mnie to bardzo cieszy. Mam nadzieję, że opowie o nim także swoim dzieciom.

Na cmentarz chodzimy z dziećmi często. I choć wiem, że to miejsce budzi w nich różne uczucia - także trudności w zrozumieniu, że tak wielu ludzi nie ma już wśród nas, czasem smutek, obawy - to wizyty tam są też okazją do uśmiechu, do mówienia o miłości, przyjaźni, wspaniałych wspomnieniach związanych z tymi, którzy odeszli. Często więc chodzimy między pomnikami i ... buzie nam się nie zamykają. "Mamo, a jaki był ten wujek?", "Mamo, a jakie bajki opowiadała ci babcia?", "Mamo, a co bawiłaś się z dziadkiem?", "Mamo, a pamiętasz tę ciocię?". Dziecięca ciekawość nie ma granic. I tak sobie rozmawiamy. I myślę, że więcej jest w nas dobrych emocji, niż jakiegoś smutku czy lęku... 
Dzieci nie wiedzą, jak należy się zachować w tak wyjątkowym miejscu jak cmentarz. Chyba, że ... im to wytłumaczymy! Oczywiście nie zrozumie tego roczniak, ale czteroletni Szymon naprawdę od razu pojął, dlaczego nie można wchodzić na pomniki czy dotykać gorących zniczy. I choć zdarzy mu się jeszcze zamiast przy grobie pradziadków, stać i przyglądać się z ciekawością innemu grobowi, uważam, że to nic złego. Tak samo jak te dziesiątki pytań zadawane podczas wizyt na cmentarzu.

Jeszcze bardziej wyjątkowe są te wizyty w dni takie, jak wczorajszy, kiedy spotykamy się przy grobach najbliższych całą rodziną. Wtedy do tych opowieści o prababciach, pradziadkach, ciociach, wujkach doda też coś babcia, dziadek i reszta rodziny. Komuś przypomni się, jakieś śmieszne powiedzonko babci, komuś innemu, jak dziadek opowiadał o wojnie, a jeszcze komuś, jaki pyszny chleb piekła druga babcia. I tak sobie stoimy przy grobach i rozmawiamy: trzy, a czasem i cztery pokolenia. Zazwyczaj nie jesteśmy idealnie cicho, nie mamy spuszczonych głów i smutnych min. Często Julka mówi głośno modlitwę, czasem Szymon ubrudzi kolana klękając na piasku. I jestem pewna, że nasi zmarli patrzą na to wszystko i gdzieś tam z góry szeroko się do nas uśmiechają...

Nasze wędrówki po cmentarnych alejkach prowadzą też zazwyczaj do miejsc pamięci poświęconych żołnierzom poległym w czasie wojny oraz tym, którzy zginęli wywiezieni na Syberię. To wyjątkowe miejsca, wyjątkowi ludzie, wyjątkowe wydarzenia, o których również opowiadam dzieciom. Wiąże się z nimi też historia naszej rodziny, ponieważ moja babcia wraz z młodszą siostrą były w łagrze. Wróciła tylko babcia. Mam głębokie poczucie, że trzeba pielęgnować pamięć o tamtych zdarzeniach i ludziach. 

U nas na wsi są też takie miejsca jak cmentarze poniemieckie, nazywane u nas "kirchaczami". Gdzieś w lasach, pośród drzew są wiekowe nagrobki, często bez tablic, zapadnięte, zarośnięte... Ci ludzie żyli jednak kiedyś na naszych terenach. Rodzili się, mieli rodziny,pracowali, kochali i umierali. Tak naprawdę te cmentarze są w jakiś sposób zadbane właśnie dzięki dzieciom. Co roku przed Wszystkimi Świętymi wychodzą ze szkoły posprzątać tam i zapalić znicze. Uważam, że to piękny zwyczaj! Warto też, by rodzice uczyli dzieci, że i o takich zapomnianych miejscach trzeba pamiętać. Kto wie, może takie światełko zapalone na tym bardzo starym grobie zupełnie nieznanej osoby ma większe znaczenie niż stawiane lampek na pomnikach, na których jest ich wiele...

Śmierć to trudny temat. Trudny dla dorosłych, a cóż dopiero dla dzieci. Nie uciekam jednak przed nim, bo przecież jest częścią naszego życia. Musimy nauczyć się rozmawiać na ten temat z dziećmi. Jak? Na tyle delikatnie, ale jednocześnie szczerze, na ile jest to możliwe.  Ja mówię dzieciom, że taka jest kolej rzeczy - człowiek rodzi się i umiera, ale przenosi się do innego świata a tu na ziemi zostaje w sercach najbliższych. Przede wszystkim jednak chcę, żeby choć w taki sposób - dzięki odwiedzaniu cmentarza, oglądaniu zdjęć, rodzinnym historiom, wspólnemu wspominaniu - poznali i zapamiętali rodzinę i innych bliskich ludzi, nawet tych, których nie znali osobiście. Bo z nimi nierozerwalnie związana jest nasza własna historia. Bo nowe pokolenie zasługuje na tę wiedzę i na te historie, a to, które już odeszło na pamięć, miłość i szacunek.

[grafika: pixabay.com]

4 komentarze:

  1. Pięknie napisałaś Olu. Wczoraj tłumaczyłam przy każdym rodzinnym grobie: kto, z której strony rodziny jest pochowany. Niektórych nie znałam bo odeszli jeszcze w XIXw. ale z rodzicami zawsze tam zapalaliśmy znicze, by pamięć o NICH nie zaginęła

    OdpowiedzUsuń
  2. My mamy tylko jeden grób do odwiedzenia, więc nie ma za dużo chodzenia, ale to dobra okazja by przybliżyć dziecku te trudne tematy, które, czy chcemy, czy nie, są częścią naszego świata.

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam sie z tym ze dzieci powinny odwiedzac cmentarz oraz miec swiadomosc ze nasza rodzina to rowniez ci ktorych fizycznie juz z nami nie ma! pamiec o nich pozwoli nam jednak miec ich chociaz troche przy sobie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Matka-Dietetyczka2 listopada 2016 20:35

    Tak. To prawda choć niejednokrotnie trudno rozmawiać, szczególnie wtedy gdy temat mamy świeży i łączy się on z bólem po stracie.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram