Post Top Ad

Pierwszy raz w kinie i recenzja bajki "Bociany".

W sobotę wybraliśmy się całą rodzinką do kina na najnowszą bajkę "Bociany".To była frajda nie tylko dla milusińskich, ale też dla staruszków, którzy - o zgrozo - ostatni raz byli w kinie w czasach licealnych! Chcecie wiedzieć, czy kino dla czterolatka to dobry pomysł i jak oceniamy animację "Bociany"? Już wam wszystko opowiadam!




Czterolatek w kinie - tak czy nie?


Od dawna wybieraliśmy się do kina całą rodziną. Wciąż jednak myśleliśmy, że nasz czterolatek jest jeszcze za mały na takie atrakcje. Tym bardziej, że do cichych i spokojnych dzieci nie należy. Postanowiliśmy jednak spróbować! Jak widać na powyższym zdjęciu  przed seansem był bardzo zadowolony i przejęty. Interesowało go wszystko: wielki ekran, skąd bierze się na nim obraz i jak fajnie składają się kinowe fotele :). Podczas seansu, który trwał ok. 1,5 godziny nie tylko cierpliwie, ale i z fascynacją oglądał bajkę. Nie było uciekania ani slalomów między fotelami. Dopiero pod koniec zaczął pytać, kiedy pojedziemy do domu. Jednak u kilkulatka nie jest przecież niczym nadzwyczajnym fakt, że dłuższe siedzenie w jednym miejscu zaczyna go wreszcie nudzić. Najważniejsze jest to, że po wyjściu z kina i teraz w domu często dopytuje, kiedy znów tam pojedziemy. To znaczy, że bez wątpienia czas na rozpoczęcie przygody z kinem jest odpowiedni!


"Bociany" - czy warto?


Bajka zainteresowała nas już po zwiastunach w telewizji: lubimy na bajkach przede wszystkim się pośmiać, a "Bociany" wyglądały na zapowiedziach przezabawnie! Potem usłyszeliśmy opinię rodzinki, która na seansie była przed nami - wrócili ubawieni i zadowoleni. Musieliśmy sprawdzić sami, czy i nas urzeknie ta historia. Urzekła! Bo jest pełna ciepła i humoru. Bo pokazuje, że rodzina jest ogromną wartością i daje szczęście. Bo właściwie jest pozbawiona przemocy - nawet na pozór groźne wilki zachwycają się Tetrową Księżniczką. Bo wreszcie ciągła akcja nie pozwala się nudzić, a sama fabuła nawiązuje do bardzo współczesnych problemów.

Nie będę wam tu robić spojlera i zdradzać całej historii, ale  w skrócie chodzi o to, że bociany przebranżowiły się z roznoszenia dzieci na roznoszenie paczek z telefonami i innymi gadżetami. W ich wielkiej korporacji oprócz despotycznego szefa i żądnego sukcesu młodego boćka Juniora jest też Tulip - ludzka sierota, a właściwie dziecko, które nie zostało doniesione do rodziców jako że nadajnik z jej adresem został uszkodzony. Junior ma za zadanie pozbyć się Tulip - to warunek awansu. Okazuje się to jednak znacznie trudniejsze niż myślał i prowadzi do ... "wyprodukowania" pierwszego po wielu latach dziecka w bocianowej firmie... Ktoś musi je dostarczyć rodzicom i to tak, żeby szef się o tym nie dowiedział. No i tak zaczyna się cała przygoda: przygoda, w której Tulip i Junior mimo początkowych trudności, zaczynają się po prostu przyjaźnić a los berbecia zaczyna obchodzić ich oboje. Resztę musicie zobaczyć sami :).

Pisząc ten post trafiłam na recenzję "Bocianów" na filmweb.pl autorstwa Doroty Kostrzewy (linkhttp://www.filmweb.pl/reviews/Wpadka-19293) : przeczytałam w niej m.in. że z bajki wynika, iż duże przedsiębiorstwa to zło a w akcji nie znajduje się nic, co zainteresuje małych widzów (bo pewno współczesne dzieci nadal wierzą, że dzieci przynosi bocian :P) i niczego się z niej nie nauczą (w migawkach, gdzie przewijają się dwie pary homoseksualne na pewno nic nie zauważą). Pozwolę sobie się do tej recenzji odnieść, jako że matką dwójki urwisów jestem, które z bajki wyszły roześmiane i tuląc się do nas stwierdziły: "Fajnie jest mieć rodzinę!". 
Po pierwsze odważę się stwierdzić, że większość współczesnych dzieci w bociany już nie wierzy i naprawdę wiedzą co to ciąża i poród. Dlatego fabułę bajki rozumieją bez problemu. 
Po wtóre jakoś nie przyszło mi do głowy, że bocian i dziewczyna zostali przez twórców bajki wymyśleni jako para, co sugeruje autorka recenzji. To raczej historia o przyjaźni ponad podziałami, a nie o nieprzyzwoitej miłości. I moim zdaniem to dzieci też zrozumieją! Żarty - cóż - bywają z gatunku dla starszego widza, ale czyż w co drugiej (jeśli nie każdej) dzisiejszej animacji tak nie jest? W końcu rodzicom też wolno się pośmiać w kinie, a co!  
Po trzecie: pod koniec bajki pojawiają się migawki, na których rodziny odbierają swoje maleństwa od bocianów. Na dwóch takich migawkach znajdują się pary lesbijek. Wiecie kto mi to powiedział? Moja ośmiolatka, która jest o wiele bardziej spostrzegawcza niż niejeden dorosły! Serio, dzieci zauważają takie rzeczy! I to fajna okazja, by parę słów im na ten temat powiedzieć. 
Tak na marginesie: to czy współczesne dzieci muszą naprawdę wyłącznie się edukować? Czy nie można się tak oglądając bajkę po prostu beztrosko pośmiać? 
Wreszcie morał: korporacje to zło, a tradycja powinna być górą (jak wynika z linkowanej przeze mnie recenzji na filmweb.pl). No cóż, dla mnie morał jest zupełnie inny: ta bajka pokazuje jak ważne w naszym życiu są relacje - od przyjaźni, przez miłość, po relacje rodzinne. Skłania nas do tego, by się na chwilę zatrzymać, przytulić dzieciaka, zrobić coś razem, odłożyć komórkę i zamknąć laptop. Nikt nie każe zamykać korporacji. To raczej metafora tego, jak łatwo zatracamy się w codziennej gonitwie zapominając o tym, co najważniejsze.
Oczywiście ilu widzów, tyle opinii! Z pewnością są tacy, których bajka nie zauroczy i będą krytykować pomysły twórców bajki. Taki urok filmów, bajek, książek, muzyki - każdy ma inną wrażliwość, inny gust i inną opinię. Interpretacja przesłania też może być dla każdego inna. Moje podejście z pewnością mniej ma wspólnego z podejściem kogoś, kto rzeczywiście jest znawcą kina i jest jak najbardziej subiektywne. 

Reasumując: nas historia "Bocianów" urzekła. Wy musicie ocenić sami :).

Spędźmy trochę czasu razem!

Na przykład w kinie właśnie! My wyszliśmy z tego seansu z uśmiechami od ucha do ucha, ale to nie tylko dzięki bajce, ale też dlatego, że tak fajnie poczuliśmy będąc tam całą rodzinką! W kinie może nie da się podyskutować na tematy filozoficzne, nie zawsze też można się czegoś nauczyć, ale ta godzina spędzona na wspólnym oglądaniu, śmiechu, czasem wzruszeniach to fajne, rodzinne doświadczenie! Nam spodobało się na tyle, że kino na pewno na stałe włączymy do naszego repertuaru rodzinnych zajęć i wspólnych pasji!

Jakie są wasze doświadczenia z maluchami w kinie? Lubicie w ten sposób wspólnie spędzać czas? Oglądaliście już "Bociany"? Koniecznie napiszcie mi o swoich odczuciach!

1 komentarz:

  1. Mój syn pierwszy raz w kinie był z przedszkolem, więc przetarł szlak i potem już nie miałam obaw co do wspólnego wyjścia. Byliśmy razem na Angry Birds i świetnie się bawiliśmy. Problem mamy tylko taki, że do kina z prawdziwego zdarzenia mamy 100km, więc rzadko się wybieramy ;)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram