Post Top Ad

Jakie naprawdę są blogerki parentingowe?

Blogerka - osoba publiczna, celebrytka nawet. Ta parentingowa (tak, wiem, że niektórzy nie trawią tej nazwy, ale możecie sobie zamienić na "ta, co pisze dużo o dzieciach") odkrywa kawałek swojego życia przed czytelnikami w tekstach, najczęściej też w fotkach, w statusach na Facebooku. I z tych elementów czytelnicy układają sobie ich obraz. Bywa, że blogerka wstawia tyle zdjęć mebli z Ikea, dywanów bez jednej plamy, uśmiechniętych od ucha do ucha selfie, dzieci w ciuchach od projektantów, że jej życie zaczyna się wydawać idealne. I ona też. Zaczyna być wzorem. A nawet alfą i omegą. A jaka jest naprawdę? Bo przecież wiecie, że ideałów nie ma...



W sumie do tego tekstu wcale nie natchnęły mnie zdjęcia białych krzesełek i stoliczków i siedzących przy nich dzieci malujących farbami, i kurcze, ani jednej plamki na tej bieli, ani na ciuszkach berbecia też! Wcale nie, serio! Ani nawet schludne grafiki z życiowymi tekstami, które uczą na facebookowych fanapage'ach jak żyć. Ani też pełne motywacji teksty na blogach o tym, że na śniadanie to chudy twarożek z czarnym chlebkiem i kiełki a na kolację 10 - kilometrowy bieg z tym czymś, co mierzy kilometry i chyba jeszcze parę innych rzeczy. O nie! Natchnęły mnie pytania czytelniczek, na które nie znam odpowiedzi... Albo przynajmniej nie czuję się na tyle kompetentna, żeby ich udzielać... Taka ze mnie blogerka jak z koziej dupy trąba. O!

Stwierdziłam, że muszę wam parę rzeczy wyjaśnić. Na swój temat. I może też przy okazji na temat innych blogerek. Otóż BLOGERKA TEŻ CZŁOWIEK! I do ideałów nam bardzo daleko. Myślę, że mogę pisać nie tylko za siebie i nikt się na mnie nie obrazi.Ja naprawdę nic nie mam do białych mebli (choć nie wierzę w iluzję, jaką jest ich nieskazitelna czystość podczas zabaw plastycznych dzieci) ani do bycia fit, ani do tworzenia mott na Fejsie, ani do różnych innych rzeczy. Wiem, że jest wiele dziewczyn, których jest to częścią życia. Ale TYLKO CZĘŚCIĄ. Bo tylko część życia pokazuje się na blogu. A sporo blogerek chce i pokazuje tylko tę bardzo, bardzo pozytywną część. I ja tego nie krytykuję, ale to nie znaczy, że nie ma negatywnej...  Warto mieć tego świadomość. Że nie czyta się bloga jakiejś wszystkowiedzącej, nadludzkiej istoty, tylko zwyczajnej kobiety, mamy i partnerki.

U mnie jak wiecie sporo jest zwyczajności. Mało idealnych zdjęć (jeśli nie wcale) i to nie tylko przez sprzęt (a raczej w nim braki), ale przez to, że po prostu nie mam pięknych mebli, cotton ballsów na oknie i nie kupuję dzieciom firmowych ciuchów. I jakoś nie jest mi z tym źle. Chociaż o kulach marzę :P. Jednak lubię pokazywać wam chwile radości, szczęścia i miłości i pisać o tym, na czym jak mi się zdaje, trochę się znam (np. o książkach). Jeśli publikuję moje przemyślenia, to są to raczej ... no właśnie przemyślenia, a nie dobre rady. Wiecie dlaczego? Bo ja sama takich rad często potrzebuję! Jak sprawić, że dziecko zacznie usypiać w swoim łóżku? Jak przekonać malucha do picia wody? Jak nauczyć liczyć w pamięci? Nie odpowiem wam, bo sama nie wiem. Mimo, że jestem mamą od prawie 9 lat, a od ponad 4 podwójną, nie znam odpowiedzi na wiele matczynych dylematów... Nie to, co w jednym programie, gdzie znana mama już po roku jest ekspertką... :P

Popełniam w cholerę błędów. Niektóre dręczą mnie wyrzutami sumienia i dręczą. Bywam lekkomyślna albo robię coś źle przez niewiedzę. Czasami mam powyżej uszu moich dzieci, innym razem siebie. Tak samo jak większość z was. Tak sądzę. W domu chodzę w dżinsach i koszulce albo za dużym swetrze i się nie maluję. Miewam brudne podłogi. Szczególnie odkąd jest kot. Układam po Szymku zabawki dziesięć razy dziennie i co najmniej pięć razy odkurzam dywan, a jak się obudzę rano to i tak jest brudno. Czasem płaczę. Borykam się z czarnymi myślami. Mogłabym obdarować moim bagażem doświadczeń ze trzy osoby w moim wieku. Nie wszystkie z nich są fajne. Ale o nich nie piszę albo o większości z nich nie piszę. Bo jest sfera intymności, której nie chcę przekraczać. Nie wyję wam też na blogu jak mi ciężko, bo ja nie z tych. Wolę starać się oddalać myśli od tego, co trudne. Taka już jestem. Pokazuję wam część mojego życia, która jest prawdą. Ale to nie znaczy, że pokazuję wszystko.

Lubię pisać. I blog prowadzę z tego lubienia właśnie. I jeszcze dlatego, żeby nie zwariować "siedząc w domu" od ładnych paru lat, na wsi (niestety zabitej dechami), bez szerokiego grona przyjaciółek (nawet bez jednej, jeśli nie licząc mamy i siostry). Dobrze mi to robi na umysł. I tak to się zaczęło. Teraz po prawie czterech latach trochę się zmieniło i zdarza mi się coś na blogu dorobić albo dostać coś szalenie fajnego. Wiem, wiem, że was te współprace interesują i wcale się nie dziwię, wszak sama kiedyś byłam strasznie ciekawa tego tematu. No więc współpracuję z kilkoma fantastycznymi markami jak choćby Wader, albo Lidl i wydawnictwami jak Epidexis, Wilga, Zielona Sowa, Babaryba czy Egmont. Ale po pierwsze ciągle w ramach tego, co uwielbiam, a po drugie - no trudno - ja nadal mojego blogowania nie nazywam pracą. No może pracą dorywczą, ale nie mogę powiedzieć, że spędzam na blogowaniu tyle czasu co na etacie, że aż tak mu się poświęcam i przede wszystkim, że tyle na nim zarabiam... Może kiedyś to się zmieni. Kto wie. Podziwiam dziewczyny, które odniosły taki sukces. Bo to piękne robić to, co się kocha i jeszcze na tym zarabiać. Byle się nie zatracić...

Jakie więc są te blogerki parentingowe? Chyba większość tak jak i ja - takie jak ich czytelniczki. Kobiety z dobrymi i złymi chwilami, z problemami i radościami, z wadami i zaletami. W większości równe babki. Naprawdę :).



10 komentarzy:

  1. Mi do ideału też daleko, zapraszam dziś do naszego pokoiju, po którym przeszedł tajfun. Fajnie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czasem mam wrażenie że czytam "idealne mamy". Niektóre wręcz wyśmiewają tych " nie idealnych" a ja takie blogi omijam szerokim łukiem. Bardzo ładnie to opisałaś :) Też dostaje mnóstwo pytań jak to robisz, że wiecznie się z dziećmi bawisz, że tak super Ci idzie wychowywanie pociech bez męża przy boku...yhhh... nie ma ludzi idealnych :) jesteś świetna <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ola u mnie też ciągle bałagan :P czasem normalnie sobie myślę "kurde, Kaśka weź się ogarnij, bo normalnie to jakaś masakra" :P pranie do składania czeka, gary w zlewie hmmm trudno, a o zabawki to czasem idzie się zabić, ale co tam dom nie muzeum ja tu mam mieszkać i czuć sie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze napisałaś :) W pokoju chłopców to codziennie jest artystyczny nieład ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Blogerki są różne, jak i ludzie są rożni, ale poznałam w blogosferze wiele fantastycznych dziewczyn! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię Twojego bloga za Twoją szczerość, a nie "promowanie" siebie czy innych reklamodawców. Piszesz świetnie i zawsze miło się Ciebie czyta. Mimo, że nasze dzieci bardzo różnią się wiekowo i nie zawsze w tekstach znajduję treści odpowiadające mojej sytuacji i życiu dla przykładu, to tak czy tak odbiór zawsze jest pozytywny. I mogę naprawdę sporo dowiedzieć się, jak postępować w różnorakich sytuacjach związanych z macierzyństwem, co być może będę miała możliwość wykorzystać kiedyś przy własnej córce. :) A i od siebie coś tam czasem dopowiem. W każdym bądź razie robisz dobrą robotę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie nie jestem ideałem :) Zwyczajna ze mnie babka z przedmieść, przed czterdziestką, siedząca (o zgrozo!) nadal w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ludzie są różnie ale ideały na pewno nie istnieją! :) świetny wpis

    OdpowiedzUsuń
  9. O widzisz, niedawno napisałam posta na podobny temat, o tym że do ideału prezentowanego na blogach parentingowych taaak mi daleko strasznie ;) codziennik-kobiety.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. O to, to farbki i śnieżno-białe ubrania albo pieczenie czekoladowych ciastek z dzieckiem w roli pomocnika w sterylnie czystej kuchni i tego u mnie też nie ma, jest zwyczajnie czyli prawdziwie ;)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram