Post Top Ad

Zasady są po to, żeby je łamać! Tego uczą dzieci niektórzy rodzice.

Są rodzice, którzy uczą swoje dzieci tego, że zasady są po to, żeby je łamać... Mało tego - później zapewne się dziwią, kiedy tym samym tokiem myślenia dziecko idzie w szkole, w kontaktach z rówieśnikami czy w każdej innej sferze życia... I szukają winnego, gdy dziecku coś się stanie. 



Dzieci, szczególnie te młodsze jak mój czterolatek, mają naturalny odruch i potrzebę dotykania wszystkiego i poznawania jak najbliżej. Chcą wszędzie wejść. Sprawdzić, czy dadzą radę i jak jest w miejscu, w którym jeszcze nie byli. I Szymek ma ku temu mnóstwo okazji: na podwórku, w lesie, w domu, na wycieczkach także - tam, gdzie to możliwe i dozwolone. Z kolei tam, gdzie robić się tego z różnych względów nie powinno, staram się mu o tym przypominać i tłumaczyć dlaczego. Tak właśnie było podczas ostatniej wycieczki, ale nie tylko - tak jest podczas zakupów, wizyt w zoo czy na różnego rodzaju wystawach. Tak jest w sklepach, w szkole i w domu.

Nie upatruje krzywdy dla mojego dziecka w tym, że nie może usiąść na plastikowego konika czy otworzyć drzwiczek w miniaturowym zamku. Nawet jeśli płacze i tupie nóżką! Przeciwnie. Wiem, że rozumienie pewnych zasad jest dla jego dobra tak samo jak ich przestrzeganie. Powtarzam: "Nie dotykaj, bo ktoś włożył dużo pracy, żeby to wykonać", "Nie wchodź na to, bo tu jest napisane, że to niebezpieczne".

Niby oczywiste, prawda? Też tak robisz? Uczysz swoje dziecko przestrzegania pewnych zasad? A jednak nie wszyscy rodzice tak postępują...  Z zaskoczeniem obserwuję, jak rodzice uczą swoje pociechy, że zasady są po to, żeby je łamać. Wywieszone przy wejściu do muzeów czy parków rozrywki kartki ignorują z pełną premedytacją. Sadzają dzieci na eksponaty i robią im zdjęcia - "Będzie super pamiątka!", mówią. Wręcz na siłę wpychają dzieci do trampoliny, na której jak byk wisi napis: "Wejście do 8 lat. Na trampolinie może przebywać jedno dziecko". Rozmawiają między sobą: "A daj spokój. Nikt nie widzi". Podczas ostatniej wycieczki opadło mi chyba wszystko, kiedy podążając do Parku Gigantów z daleka zobaczyłam, jak mama popycha na oko 7-8 letniego synka, by ten wdrapał się na Monster Trucka i cyka mu fotkę... Niestety obsługa takiego obiektu nie ma oczu dookoła głowy. Zdaje się na odpowiedzialność i rozsądek rodziców - dorosłych.
Julka często widząc takie sytuacje mówi: "Mama, przecież tak nie wolno!", zwraca nawet głośno uwagę, ja również mówię głośno, że przecież nie wolno, ale większość takich rodziców, nic sobie z tego nie robi... Bezmyślność? Niewiedza? Ignorancja? A może zwyczajna głupota? Nie pojmuję...

Zresztą te przykłady to tylko kropla w morzu! Czerwona flaga nad morzem, a rodzice każą dzieciom się kąpać. Pisała o tym na swoim profilu m.in. pani Dorota Zawadzka. Zakaz wchodzenia do dużego sklepu typu Makro z małymi dziećmi, bo jeżdżą wózki widłowe i jest niebezpiecznie, a w sieci wielki bunt: "Jak to? Dyskryminacja!". Nie wolno poruszać się na rowerze po publicznych drogach dziecku bez karty rowerowej, a rodzice wysyłają w kilkukilometrową drogę do szkoły siedmiolatków.

Albo weźmy niekoniecznie rzeczy stwarzające niebezpieczeństwo, ale zwyczajnie bezmyślne i świadczące o braku szacunku. Na przykład fakt, że dorośli pstrykają w muzeach aparatami z oślepiającą lampą fotografując obrazy podczas, gdy co kawałek wisi karteczka z prośbą, by fotografować bez lampy, bo można uszkodzić eksponat. Albo ku mojemu wielkiemu zdziwieniu pan rzeźbiarz sprzedający ręcznie tworzone pamiątki w Zakopanem, dziękuje mi za to, że zwracam dzieciom uwagę, by oglądały oczami a nie rączkami. "Jest pani pierwszą mamą, która zwraca na to uwagę. Dziękuję" - słyszę.  "Inne mamy razem z dziećmi dotykają, przewracają przedmioty, bywa, że nawet uszkodzą i do niczego się nie poczuwają". Kurde, przecież on wkłada ciężką pracę i talent w tworzenie tych figurek i rzeź, więc jego pracy należy się szacunek!

Takie przykłady można mnożyć. A potem szok, że coś się stało. I szukanie winnych. Nie widząc winy w sobie. Mało tego - potem szok, że dziecko ignoruje zasady w bardziej samodzielnym życiu. Czy to w szkole czy na mieście, czy na szkolnej wycieczce. A czemu tu się dziwić, kiedy takie dziecko od własnych rodziców ma wpojone, że zasady są niepotrzebne, głupie, do olania? A jeszcze gorsze jest przekonanie, że łamiąc zasady zachowania, jest się cool i trendy, które mam wrażenie też często zaczynają w dzieciach budować właśnie rodzice. 

Staram się wychowywać moje dzieci tak, by miały własne zdanie, były niezależne i umiały iść własną drogą, ale jednocześnie wiedziały, że są takie zasady w życiu, których powinno się przestrzegać. I chodzi tu zarówno o takie sprawy jak uczciwość, szacunek do czyjejś własności czy czekanie na swoją kolej w pewnych sytuacjach jak i o różne, zdawać by się mogło, drobne zasady z życia codziennego. Te z pozoru drobne zasady tak naprawdę pomagają kształtować wartości, a niejednokrotnie decydują też o naszym bezpieczeństwie. 

Z pewnością nie raz postąpią głupio, nieodpowiedzialnie i wbrew zasadom, choćby w okresie nastoletnim. Nie ma się co czarować. Jednak ja wiem, że robię wszystko, co mogę, aby znały sens i wartość pewnych zasad, z którymi spotykamy się na co dzień. I  myślę, że mimo wszystko zasieję w nich to ziarno, które wykiełkuje tworząc rozsądne podejście do zasad - szczególnie tych decydujących o bezpieczeństwie ich i innych ludzi. 

A ty uczysz swoje dzieci, ze zasady są ważne i mają sens?Czy "przymykasz na nie oko"? 

12 komentarzy:

  1. Aneta Skierkowska15 września 2016 10:10

    Zgadzam się z Tobą w 100 % !!! Zasady są ważne - ba! - bardzo ważne i mają sens jak najbardziej. Moim zdaniem stosowanie się do zasad, tych pozytywnych i nie zagrażających człowiekowi w żaden sposób, w dużej mierze wprowadza ład i harmonię do naszego życia, porządkuje je i kształtuje pewną hierarchię wartości, w które przyspasabia się dziecko i kieruje się nimi obecnie i później, jako już dorosły człowiek. Wiele w tej kwestii zależy właśnie od środowiska rodzinnego i świadomości rodziców w zakresie wychowania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również się zgadzam, U nas w domu również są sztywne zasady których nikt nie łamie odnośnie wychowywania dziecka. Ale oczywiście nikt na nich nie cierpli lecz wszyscy tylko korzystamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nauczyłąm Fefina, że na rower tylko w kasku - używając róznych argumentów :). I czego się dowiedziałam ostatnio: ciocia nie kocha B., bo pozwala mu bez kasku jeździć :P

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas w domu nie ma jakiegoś rygoru, ale są zasady, których trzeba przestrzegać i o o które walczymy, ale niestety czasem reszta rodziny nie bardzo nam pomaga. Przykład - mamy zasadę, że jemy i pijemy tylko siedząc przy stole, a babcia biega za bawiącym się dzieckiem z łyżeczką. No nie dziwne potem, że na nowym dywanie jest plama z soku, a na kanapie majonez...

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas w domu też nie ma rygoru, ale uważam, że pewne zasady dzieci powinny przestrzegać - przede wszystkim te, które decydują o ich bezpieczeństwie jak te, które opisałam w poście.
    A jeśli macie ustalony porządek w domu dotyczący posiłków, to choć pewnie świat się od biegania babci nie zawali, to na dłuższą metę pokaże to dziecku, że posiłki przy stole są bez sensu... Także rozumiem twoje zdenerwowanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie mam może jakichś bardzo sztywnych zasad dotyczących wychowania, choć staramy się trzymać pewnych ram np. nie pozwalamy dzieciom chodzić spać, o której im się żywnie podoba ;). Za to bardzo mocno zwracam uwagę na zasady panujące w miejscach publicznych, szczególnie te decydujące o bezpieczeństwie dzieci, ale nie tylko. Uważam, że to ważne, by samemu ich przestrzegać i uczyć tego dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę dokładnie tak samo jak ty!

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę :). Dzieci są naprawdę mądre, tylko trzeba im pokazać, co jest dobre a co złe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie o to mi chodziło, tzn nie to że ja zabraniam dziecku wszystkiego czego akurat chce, ale już od kąd sie urodziła staram sie trzymac własnie tych " zasad" ktore kiedys wyjda na dobre nam i jej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój syn też często w takich przypadkach mówi np. "Ale ten chłopiec tam wszedł" (gdzieś, gdzie nie wolno). Odpowiadam wtedy, że nie jestem mamą tego chłopca, tylko twoją.

    OdpowiedzUsuń
  11. Może to się wyda dziwne, ale u mnie zawsze tak było, że rodzice łamali zasady i pozwalali mi je łamać. Właściwie to wszystko mogłam. Olewali sprawę. Na kogo wyrosłam? Bardziej uczciwego człowieka trudno znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kinga Zielińska22 czerwca 2017 23:52

    Wszystkim mamom polecam książkę: Zatrzymać dzień, bo to niezwykła opowieść wzbudzająca pozytywne emocje. Ta kobieta przezwyciężyła wszystko. Wy też możecie! :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram