Post Top Ad

Wozisz czterolatka w wózku? Podobno jesteś złym rodzicem!

Przeczytałam ostatnio artykuł na jednej ze stron internetowych dla rodziców. Przeczytałam też komentarze pod nim. I się we mnie zagotowało. Bo według autorki tekstu robię ze swojego dziecka kalekę. Dlaczego? Bo zdarza mi się wozić mojego czterolatka w wózku. Zła matka ze mnie! Oj, zła matka! Z ciebie też?




Karmienie piersią/mlekiem modyfikowanym, rodzenie naturalnie/przez cc, wracanie do pracy/"siedzenie" z dziećmi w domu, zapisywanie dziecka do przedszkola albo nie,  - to tylko niektóre tematy, które wracają w rozmowach między rodzicami jak bumerang. Wracają też w blogosferze i z niesamowitą skutecznością dzielą rodziców na dwa obozy. Z coraz większym zdziwieniem obserwuję jak lista tych gorących tematów się powiększa  - uwielbiamy oceniać, krytykować, wsadzać swoje pięć groszy tam, gdzie nas nikt nie prosi i kazać innym wychowywać dzieci według naszych poglądów. Jakiś czas temu rzucił mi się w oczy artykuł na jednym z portali dla rodziców, ale szybko o nim zapomniałam. Wczoraj został przypomniany na facebooku i tym razem już muszę (inaczej się uduszę) stanąć w obronie tych wszystkich biednych, złych matek i ojców, którzy wożą kilkulatki w wózkach!

Artykuł wypada podlinkować, a więc chodzi o ten: KLIK Już samym tytułem autorka szufladkuje rodziców, stwierdzając, że ci wożący kilkulatki w spacerówkach, krzywdzą je. Dalej podaje powody, a właściwie jeden główny - nie chcemy poświęcać naszym dzieciom czasu ot co. I pisze o babim lecie i kasztanach, których to przez własne wygodnictwo nie podziwiamy wraz z dzieckiem i jeszcze o tym, że później takie wózkowe dzieci są leniwe.

I może nawet wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że ten tekst zwyczajnie wsadza wszystkich rodziców do jednego wora... Wozisz trzy, czterolatka w wózku? Robisz mu krzywdę i nie masz dla niego czasu! I - żeby nie było - ten tekst nie jest niczym "odkrywczym". Wózkowa wojenka trwa w najlepsze od dawna razem z wojenką dotyczącą karmienia, porodu, przedszkola, powrotu do pracy i kilku innych. Wystarczy wejść w recenzję spacerówek, które piszą mamy nieco starszych dzieci - hejt goni hejt. Bo takiego lorbasa (jak to się u nas na Kociewiu mówi) we wózku wozi! Matka i dziecko leniwi! I właśnie z takiej krótkowzroczności biorą się wszelkie stereotypy i tak się rodzą tego typu wojenki...

Zdarza mi się wozić mojego czterolatka w wózku. I wcale nie uważam się za lenia. A już tym bardziej nie mam poczucia, że robię mu tym krzywdę. Już mówię dlaczego. 

Jak większość moich czytelników wie, mieszkamy na wsi. Na takiej wsi, gdzie do najbliższego sklepu są 2 km, podobnie na plac zabaw i przystanek, z którego Julia odjeżdża do szkoły a do banku, przychodni czy urzędu mamy 6 km. Jeszcze rok temu, kiedy nie miałam prawa jazdy, na zakupy, po Julkę czy pobawić się na placu zabaw, chodziliśmy piechotą. Szymon miał wtedy ponad 3 latka. I potrafił zasuwać w jedną i w drugą stronę na własnych nogach (a uwierzcie mi, znam dorosłych, którzy mają problem z takim "spacerem"!), ale bywało i tak, że po wycieczce w jedną stronę, w drugą bolały go już nogi albo akurat wiatr wiał tak, że sama musiałam nieźle się zmachać, A co tu mówić o trzylatku. Zabieraliśmy więc wózek, do którego Szymon wsiadał, kiedy nie dawał rady iść.

Teraz co prawda prawo jazdy mam, ale też zdarza mi się nie mieć akurat auta albo wybrać się na plac zabaw pieszo. I wiem, że dziecko zmęczone drogą w jedną stronę i zabawą na placu, może nie mieć siły jeszcze wracać 2 km na nóżkach. Czy zatem robię mu krzywdę wioząc go w drugą stronę spacerówką? Moim zdaniem nie. Spacerek jedno czy dwukilometrowy z przyjemnością pokonujemy piechotą. Ba, w górach Szymek udowodnił, że bez problemu przejdzie i 6 km, choć był już po nich tak zmęczony, że padł jak muszka po powrocie do hotelu. Jednak nad Morskie Oko już zabraliśmy wózek. Tak jak większość rodziców 3-4 latków. Biorąc pod uwagę fakt, że dorośli ludzie w sile wieku wożą tyłki bryczkami, nie sądzę, że narobiłam mojemu czterolatkowi wstydu tą spacerówką a tym bardziej, że zrobiłam mu krzywdę. Myślę, że stopniowo - z każdym naszym pobytem w górach - będzie coraz większą część trasy pokonywał pieszo, wszak moja ośmiolatka całe 18 km pokonała na własnych nogach (a też była długo wożona wózkiem ;)).

O spacerowaniu do przedszkola nie wspomnę. Nie sądzę, by autorka wymienionego wyżej artykułu chciała spacerować z dzieckiem 12 km... Podobnie jak inni zagorzali przeciwnicy kilkulatków w wózkach. Bo sytuacje są różne i już samo miejsce zamieszkania wiele zmienia w spojrzeniu na te trzy, czterolatki w spacerówkach...  Ale i "miejskich" rodziców, którzy od czasu do czasu posiłkują się wózkiem podczas drogi z dzieckiem do przedszkola czy na zakupy nie mam zamiaru krytykować! Sama wiem, co znaczy pieszo zasuwać do sklepu, a potem wracać obładowana siatami jak wielbłąd z dzieckiem wyrywającym się na ulicę albo jęczącym, że bolą go nóżki i chce na opa. A do domu jeszcze kilometr. Znasz to? Jeśli nie, nie wypowiadaj się na temat kilkulatka w wózku!

Szymek jest małym piechurem. I to podkreślam grubą krechą! Udało mi się zaszczepić w nim miłość do chodzenia. Wydaje mi się, że przejście  4-6 km przez czterolatka to całkiem sporo! Jak to on mówi: "Lubię łazić!" ;). Poza tym każdego dnia biega po podwórku, wspina się na drzewa, kopie piłkę, odpycha się na swoich pojazdach. Jest aktywnym dzieckiem. I wożenie się w wózku nie jest u nas absolutnie codziennością! Są jednak sytuacje, w których się jeszcze wózkiem posiłkujemy, aczkolwiek jest ich coraz mniej. Nie obawiam się, że będzie chciał jeździć w wózku do I klasy szkoły podstawowej ani tego, że przez to, że raz na ruski rok usiądzie do wózka w drodze powrotnej z placu zabaw albo kilkukilometrowego spaceru stanie się śmierdzącym leniem, co to później całe dnie będzie spędzał na kanapie. Myślę, że teraz już lada moment wózek pójdzie w całkowitą odstawkę, ale nie czuję się źle z tym, że tak długo był z nami! 

Jeśli więc dbasz o aktywność twojego kilkuletniego dziecka, a  przejażdżka wózkiem nie jest codziennością, tylko zdarza się to wtedy, kiedy sytuacja w jakiś sposób tego wymaga, sądzę, że nie musisz się obawiać, iż robisz mu krzywdę. Stereotypom i uogólnianiu mówię nie!

Zgadzasz się ze mną? A może masz zupełnie odmienne zdanie? Zostaw je w komentarzu! Chętnie z tobą podyskutuję!

14 komentarzy:

  1. Mnie nie dziwi, że zabraliście na wyprawę w Góry wózek. Bartek zrezygnował z wózka bardzo szybko, nie miał jeszcze dwóch lat. I teraz nie używa w ogóle, a zdarza mu się, że jak po całym dniu harców u babci na działce wracamy to trzeba go ponieść pół drogi, bo jest zmęczony. Także, jak macie możliwość używać i faktem jest że macie wszędzie daleko to nie widzę w tym nic złego :)
    Brawa dla Julki za całą trasę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie - zamiast nieść moje słodkie 20 kilo przez kilka kilometrów, wolę zabrać wózek :) Szymek nie jest zmuszany do jeżdżenia w wózku, a siada do niego wtedy, kiedy jest już tak zmęczony, że nie daje rady dalej iść, śpiący po długim spacerze albo właśnie wtedy, kiedy trzeba by było nieść torby z zakupami i jeszcze jego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agata Wierzgacz5 września 2016 10:58

    Zdgadzam się z Tobą całkowicie i podpisuję obiema rękami pod tym postem :-) nic dodać nic ująć ;) ludzie gadają i gadać będą a najgorsze jest to , że nie znają sytuacji drugiej osoby i oceniają ją .

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie sa jacy są......nawet nie wiedziałam, że czepiają się też wózków :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Aneta Skierkowska5 września 2016 17:15

    Przykry jest fakt, iż ludzie bez ogródek, biorąc pod uwagę JEDYNIE własne poglądy, w sposób bezpośredni oceniają innych rodziców, ich metody wychowawcze czy style postępowania wobec własnego dziecka. Ale niestety taka już jest rzeczywistość... Tacy są ludzie. Choć nie wszyscy. Bo wyjątków od reguły jest naprawdę sporo. Niech każdy wychowuje własne dzieci po swojemu, według siebie i własnej wiedzy, a nikomu nic do tego! Każdy rodzic chce dla własnego dziecka jak najlepiej. I nie nam oceniać jak, dlaczego i czy w ogóle! Szanujmy siebie nawzajem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uważam, że każdy powinien wychowywać dziecko po swojemu. My dawno porzuciliśmy wózek, jak młoda miała 2 latka, ale po prostu tak wyszło. W Tatry pojechaliśmy jak miała 2,5 roku i i do MOKA wzięliśmy wypożyczone nosidło (też uwielbiam chodzić po górach!), co okazało się wybawieniem, bo młoda nie chciała tam chodzić, a co ciekawe, z Kasprowego zeszła na własnych nóżkach, Dolina Kościeliska pół na pół (nogi i nosidło). Teraz ma 3,5 roku i czasem mam już dość, gdy po kilkunastu minutach chodzenia mówi, że ją nogi bolą i chce się położyć na pobliskim trawniku :p W takich chwilach żałuję, że nie mam wózka. :-D U nas w przedszkolu dzieci są odbierane też często przez swoje babci, które podjeżdżają wózkami i wcale się im nie dziwię, bo nie każdy jest w stanie nosić swoje dziecko. Podobnie mamy - nigdy nie wiadomo, czy np. ktoś nie jest po operacji kręgosłupa albo czy dziecku coś nie dolega. Już nie wspomnę, że moje dziecko mając 2 lata wyglądało na 4 i też dziwnie na nas patrzyli, gdy jezdzilysmy wozkiem. Ludzie powinni po prostu zająć się sobą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie taki sposób widzenia sytuacji mi się podoba i sama staram się patrzeć w ten sposób- szerzej niż na czubek własnego nosa. Bo sytuacje są różne! A kwestia, którą poruszyłaś w PS. jest również istotna! Myślę, że lepiej w takiej sytuacji zabrać wózek, a i tak zapewne część trasy dziecko pójdzie na nogach, a tylko część pojedzie (tak to wygląda u nas) niż jak autorka linkowanego przeze mnie tekstu wychwalać spacery bez wózka podczas gdy trwają one ledwie kilkanaście minut (bo tyle często w miastach trwa dotarcie do przedszkola).

    OdpowiedzUsuń
  8. CZepiają się już chyba wszystkiego, szczególnie w internecie, gdzie większość mamuś WSZYSTKO WIE LEPIEJ ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety ten apel zapewne trafi w próżnię, przynajmniej jeśli chodzi o tych, do których trafić powinien... Internet mam wrażenie daje coraz większe pole do popisu, jeśli chodzi właśnie o wtrącanie się w nie swoje sprawy i powoli staje się normą wygłaszanie w taki a nie inny sposób swoich opinii (czyli tylko moja jest słuszna). Czasem wydaje mi się, że - szczególnie mamuśki - potrafią zabić za odmienne poglądy :P ;).

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak było jest i będzie, ale czasem trzeba powiedzieć (napisać) swoje ;).

    OdpowiedzUsuń
  11. Wózka już nie mamy od ponad roku, ale jakby mi przyszło iść piechotą do przedszkola po 6km w jedną stronę z 4 latkiem, 5 latkiem i 2 uczniami to by mnie chyba krew zalała. Rzucam wyzwanie autorce linkowanego artykułu - Przyjedź kobieto do mnie i odprowadź mi dzieci do placówek. Zobaczymy jak długo pociągniesz na pobudkach o 3 nad ranem, żeby zdążyć na 8:00 do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja 4,5 latka też, rzadko bo rzadko, ale jeździ. Jak jest padnięta np. a muszę szybkie zakupy zrobić, to bach. Jak dłuższy spacer szwendaczkowy całą rodziną. U nas wózek akurat z przeznaczeniem dla młodszej, ale profilaktycznie zawsze tacham nosidło, by uskutecznić zamianę miejsc. Fajne spostrzeżenie z dorosłymi jeżdżacymi wszędzie autami, nawet jak u nas (nie my!) sto metrów do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dokładnie, spacer spacerowi nierówny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ludzie zawsze się do czegoś doczepią, nie ma co się przejmować takimi opiniami.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram