Post Top Ad

Nie jest łatwo być mamą "siedzącą w domu".

"Siedzę w domu" już kilka lat. I coś wam powiem. Nie jest łatwo być mamą z przyklejoną łatką tej, która to "siedzi w domu". TYLKO siedzi. TYLKO wychowuje dzieci. NIE PRACUJE. Dla wielu nic nie robi cały dzień. Nie rozwija się. Nie ma za dużo do powiedzenia. Albo wpakowała się w pieluchy wbrew sobie, albo odnajduje jakąś niewytłumaczalną przyjemność w całodziennym wycieraniu zasmarkanych nosów, spieraniu plam ze śliniaków i liczeniu zużytych w danym dniu pampersów...





Są mamy, które łączą macierzyństwo z pracą zawodową. Bo chcą i mają taką możliwość. Albo bo muszą i robią co w ich mocy, by mieć z kim i gdzie zostawić dzieci na czas pracy. 
Są i takie, które zostają z dziećmi w domu. Na rok, dwa, a czasem tak jak ja na kilka lat... Bo chcą być z dziećmi przez te najważniejsze lata ich rozwoju i mogą sobie na to pozwolić. Albo bo na dany czas nie mogą sobie tak zorganizować życia, by móc pójść do pracy i zapewnić opiekę pociechom. Sytuacje matek są różne.


Nie jest łatwo być mamą siedzącą w domu.

Bo mimo, że kocha się swoje dzieci ponad wszystko, to bycie z nimi 24 godziny na dobę, potrafi wykończyć. Nie tylko dlatego, że historie o spaniu do 12:00 i godzinach przepełnionych malowaniem paznokci i czytaniem książek z nudów są tylko bajką [no chyba, że masz fajnego męża, co to w weekend zajmuje dzieciaki od 6 rano, żebyś mogła sobie poleniuchować - ja mam ;)]. Ale dlatego, że łatwo się zagubić w rutynie, która nas dopada. Bo chociaż większość z nas nie jest "więźniarkami" w swoich domach i z mniejszą lub większą częstotliwością wychodzi czy to na zakupy czy nawet do koleżanki, to jednak nie zastąpi to codziennego kontaktu z ludźmi w pracy.

Łatwo nie jest też dlatego, że z niesamowitą beztroską przykleja się nam różne "łatki". A to leniwe (na pewno dlatego "siedzą w domu"). A to staroświeckie i na pewno w naszych domach panuje patriarchat! Bo skoro nie pracujemy, to tatusiowie z pewnością mają zerowy wkład w wychowanie dzieci i prowadzenie domu. A to znów tępa, bo pewnie uczyć ci się nie chciało i teraz cię w żadnej pracy nie chcą. A może niezaradna? Bo jakoś inne matki wszystko idealnie łączą, a ty wymyślasz, że nie masz z kim dzieci zostawić! A jeśli - nie daj Bóg - okaże się, że zostajesz z dziećmi, bo tak chcesz, to albo z ciebie jakiś niedzisiejszy dziwoląg albo wyrachowana baba, która bogaci się na 500+.

Wiem, że my, mamy "siedzące w domu" potrafimy u niektórych ludzi wywoływać skrajne emocje...

[Tak na marginesie dodam tylko, że przez kilka lat pracowałam zdalnie - w marketingu. A i pisanie bloga też na pewnym etapie jest już pracą.]

Ale nie jest też łatwo być mamą pracującą.

Zgoda - praca jest potrzebna! Nie tylko ze względów finansowych, ale i dla samorozwoju, dla lepszego samopoczucia, dla poczucia bycia między ludźmi, którego mamom niepracującym często brakuje. Jednak jak cholernie trudno jest pogodzić wychowanie dzieci z karierą zawodową! Nawet mając fajnego, zaangażowanego partnera - zwykle on przecież też pracuje. A dziecko potrzebuje i mamy i taty. Zatem wracając po ośmiu (albo i więcej godzinach) mama ma podobne obowiązki jak mama niepracująca. A mimo gorszych dni swoich pociech, mimo natężenia hałasu przekraczającego dopuszczalną normę decybeli jakiegoś wieczora, mimo jelitówki całej trójki na raz musi być następnego dnia świeża i "ogarnięta" w pracy. To nie jest łatwe zadanie!

Kurcze, w ogóle nie jest łatwo być mamą! 

Wszystkie mamy na barkach ogromną odpowiedzialność, bo jest nią wychowanie małego człowieka na dużego - szczęśliwego, rozsądnego i dobrego dla innych. Już sam poród nie należy do łatwych przeżyć, a potem też często jest pod górkę: kolki, zęby [albo się wyrzynają albo trzeba do dentysty jak ja dzisiaj z Julką - OMG!], guzy, katary, nieprzespane noce, kłopoty w szkole, łzy w przedszkolu, bunty, dąsy, wątpliwości, hormony, złote rady,  natłok informacji... Nie raz i nie dwa masz wrażenie, że zaraz wyjdziesz z siebie i trzaśniesz drzwiami. Mimo, że często - coraz częściej, powiedzmy to głośno - tatusiowie są równie zaangażowani w wychowanie jak mamy, to jednak matki mają bardziej kruchą psychikę, bardziej wrażliwą sferę emocjonalną i chyba więcej wymagają same od siebie... Co w dużej mierze jest rezultatem wciąż pielęgnowanych w społeczeństwie stereotypów, że kobieta to musi, że wraz z zostaniem matką nagle wszystko, co związane z wychowaniem dziecka wie i potrafi, że ma obowiązek... I same często nie umiemy wrzucić na luz. I na przykład odpuścić jednego dnia szorowanie podłóg, żeby w tym czasie pierdyknąć się z książką na kanapie.

Ale kto powiedział, że łatwo będzie?

No nikt.

Żeby była jasność: chyba tak samo wpienia mnie gadanie, że matka "siedząca w domu" nic nie robi (no siedzi tylko) jak robienie z matek męczennic, które mają taki straszny los. If you know, what I mean... Takie biczowanie się swoim losem. Że ja nic nie mam z tego życia. Że ta zimna kawa pita z rana to najgorszy dramat, jaki może w życiu kogoś spotkać. Że matka to ma gorzej niż górnik pod ziemią. I tego typu hasła. Słyszy się je. Czyta. Jakoś nie wywołują we mnie uczucia zrozumienia. No chyba, że pisane pół żartem, pół serio to i owszem :). Ale jak ktoś tak cały czas tylko psioczy i psioczy na swój matczyny los, to coś tu jest nie halo...

Powiem uczciwie, że ja - no przepraszam - znajduję czas na obejrzenie wieczorem filmu [no dobra, czasem z łepetyną Szymka na moim ramieniu i Julki na kolanach, ale czasem nie ;)] czy choćby na napisanie tego wpisu [choć przyznam, że piszę go już od kilku dni! ;)]. Rozumiem, że są rodziny, w których rzeczywiście na barki mamy spada dosłownie WSZYSTKO - od mycia garów, przez pielęgnację i wychowanie dzieci, po zakupy, a czasem i prace przy domu albo w ogrodzie. I nie mam zamiaru tu nikogo pouczać, bo wiem też, że sytuacje bywają naprawdę trudne i nie zawsze można liczyć na partnera albo też wychowują dziecko same... Podziwiam te mamy bardzo!



Często jednak zdarza się tak, że facet - tata angażuje się naprawdę mocno, tylko my nie chcemy tego zobaczyć albo nie chcemy mu na to pozwolić. Chcemy być jak te heroski z reklam [był swego czasu u mnie taki tekst: Era Supermatek] - wmawiamy sobie, że MUSIMY wszystko, a nie możemy Boże broń się zmęczyć czy odpuścić.

Wychodzimy z błędnego przekonania, że nasze dzieci potrzebują matek IDEALNYCH i stajemy się matkami - robotami, które owszem, wytrwale wypełniają swoje obowiązki, ale robią to automatycznie. I zapominają, że bycie mamą to przecież także przyjemność, radość, wzruszenia, duma, piękno...

Ale nawet jeśli - jesteśmy wraz z ich tatą partnerami w wychowaniu dzieci i prowadzeniu domu - to i tak ...

Nie jest łatwo być mamą.

Nie licytujmy się zatem, która z nas ma gorzej. Nie przyklejajmy sobie nawzajem krzywdzących łatek.  Nie bójmy się być zmęczone, odpuszczać od czasu do czasu, walczyć o swoje, ale też częściej uświadamiajmy sobie,   że... 

...jedno jest pewne: JEST WARTO! WARTO JAK NIC NA ŚWIECIE!

Dla tych rączek na twojej szyi, całusów, słodkiego "kocham".
Dla obserwowania tak wielu wyjątkowych chwil w życiu małego człowieka.
Dla uśmiechania się, kiedy tak fajnie razem bawi się rodzeństwo.
Dla pierwszej piątki w szkole i nawet pierwszej jedynki - bo możesz dać dziecku wtedy wsparcie. Dla patyka, któremu nadało imię i pająka w kącie, z którym się "zaprzyjaźnia".
Dla tych wszystkich Świąt, gdy z krzykiem radości rozdziera papier na prezentach.
Dla nienadążania za nim, kiedy przed chwilą jeszcze nie chodził, a nagle już biega.
Dla grania w Scrabble całą rodziną i siedzenia przy ognisku.
Dla patrzenia, jak rzucają się na tatę, gdy ten wraca z pracy.
Dla zwierzeń o pierwszej miłości...
I potem, kiedy będzie już coraz starsze dla tych momentów, które dzisiaj wydają się tak odległe, a nadejdą raz dwa ...
Dla niezliczonych chwil radości, dumy, szczęścia, a przede wszystkim miłości. 

15 komentarzy:

  1. Aneta Skierkowska19 września 2016 17:52

    Świetny tekst! Ja także zaliczam się do matek "nie pracujących, siedzących w domu". ;) Prawie 17 miesięcy. ;) I mimo, że mogłabym podjąć zatrudnienie (a propozycji już było kilka
    - i to jakich!), to naszym problemem - nie - problemem jest fakt, iż nie miałabym z kim zostawiać córeczki. Opiekunka nie wchodzi w grę, bo nie chciałabym, by ktoś obcy zajmował się naszym dzieckiem. W pobliżu nie mamy żłobka (mieszkamy na wsi), a na przedszkole Niunia jest jeszcze zbyt malutka. Może za 2 lata... Ale nie powiem, bo obecnie dobrze jest mi w domu z naszym Skarbem, bo: mam możliwość patrzeć, jak rośnie, jak duże postępy robi, jestem przy niej na każdym etapie jej rozwoju... To jest wspaniałe! Mimo, że nie pracuję zawodowo, to w dalszym ciągu studiuję. A to także w pewnym sensie forma pracy i inwestycja w samorozwój. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każda z nas jest inna i wielkim sukcesem jest to, żeby znaleźć swój sposób i swoje miejsce. Nie zawsze jest to w pełni możliwe, bo czasem p. sytuacja materialna zmusza do dokonywania wyborów wbrew woli, ale myślę, że zawsze trzeba próbować iść swoją drogą na tyle, na ile się da w danych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślę, że my mamy za bardzo zwracamy uwagę na to co inni mówią. Żyjmy po swojemu i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo trudno w dzisiejszych czasach, kiedy ocenia się wszystko i wszystkich - dzięki Internetowi jeszcze bardziej - nie zwracać na to uwagi. Trzeba mieć bardzo dużo pewności siebie, aby totalnie nic sobie z tego nie robić. I chociaż zawsze obiecuję sobie, że nie będę - i zdecydowanie wychodzi mi to lepiej niż jeszcze parę lat temu - to jednak zdarzają się momenty, kiedy jednak biorę do siebie... I sądzę, że tak naprawdę każdej z nas - nawet jeśli piszesz, że żyjesz po swojemu :). Żyjemy wśród ludzi i nie da się zupełnie zamknąć na ich opinie i oceny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jest łatwo, ale ja się nad tym specjalnie nie zastanawiam :) W końcu tak jak piszesz po pierwsze nikt nie obiecywał że będzie łatwo a po drugie naprawdę warto :) Idę przez dzień tu i teraz i nie myślę o tym co będzie jutro, jakby było gdyby było inaczej.
    W dodatku mam w otoczeniu rodziców dzieci 10+ i widzę jak przestają być potrzebni, a ja chcę się czuć potrzebna :D

    Czasem mnie to meczy, czasem mam wszystkiego dość, czasem nie wiem jak się nazywam - może nawet częściej niż czasem bo takie chwile mam niemal każdego dnia ale ja chyba jakaś głupia jestem i jak o tym pomyśle to uwielbiam to. Kiedy nie ma dzieci kilka godzin, albo kiedy to ja gdzieś ruszam i nie widzę ich 2 dni to czuje się totalnie ogłupiała :) Ja chyba nie umiem już leniuchować, ja muszę coś robić !!! Dlatego na 2 nie koniec :) Jak te podrosną i zaczną się trzymać z daleka będzie jeszcze jedno które przedłuży mi bycie najbardziej potrzebną na świecie osobą :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem ci, ze chyba nie do końca jest tak, że 10-latkowi przestajesz być potrzebna... To chyba tylko nam się tak czasami wydaje i to jest błąd. Starsze pociechy też nas potrzebują, może w okresie dojrzewania nawet bardziej niż te małe, tylko oczywiście w inny sposób niż maluchy.

    Powodzenia z trójeczką ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję samozaparcia i studiów! Macierzyństwo nie musi być przeszkodą. Ja kończyłam studium, kiedy Julka miała 4 miesiące i zdałam egzamin jako jedna z niewielu w grupie.
    Ja coraz częściej myślę o pracy i myślę, że jest to coraz bliżej. powoli dojrzewam do przedszkola dla Szymka i dania Julce więcej samodzielności. A w związku z planowanym kredytem dodatkowy zarobek może nam być bardzo potrzebny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację to wielki sukces i tak naprawdę często życie decyduje za nas. Niekiedy nie da się iść tą własną drogą albo da się, ale cena jest zbyt duża... Wtedy trzeba pogodzić się z chwilą i zrozumieć, że wszystko ma swój czas.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też "siedzę w domu". Właściwie z wyboru. Może kiedyś pójdę do pracy. Póki co wzięłam się za zaoczne studia, a na co dzień mam dwa szkraby w domu i to mi wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Totalnie nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą że "mama siedząca w domu nic nie robi". Ja osobiście bardzo podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. No nie, nie powiesz mi, że tak jest !!! Potrzeby emocjonalne, pogaduchy, wspólnie spędzany czas, rozmowy o problematycznych tematach, wspólne wycieczki i czytanie do poduszki to jedno ale...

    10 latkowi nie będę musiała wycierać pupy, ściągać spodni przy każdym siusiu, przynosić butelki z wodą do łózka 3 razy w nocy (a za 30 minut wysikiwać), kroić kotletów, obierać jabłek, ścielić łóżek, sprzątać jego pokoju (15 razy dziennie), nosić na wycieczkach bo nóżki nie wytrzymują, cofać czasu bo coś zrobiłam nie po Alusinej itd itp :D

    To jednak rzeczy które 10 latek robi samodzielnie, jak i ubieranie, kąpanie, pakowanie plecaka itd itp :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja weszłam w macierzyństwo z bardzo ambitnymi planami zawodowymi. Aktualnie realizuję się jedynie jako mama i propaguję życie z dziećmi w styli slow. Uważam ze czasami warto zwolnić i swój czas poświecić maluchom. A być mamą wiadomo nie jest nigdy łatwo, w żadnym wariancie, ale mam na to swój sposób: robię swoje :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja również siedzę w domu z córką, ale dopiero 2 lata. Owszem, nie jest łatwo, ale mnie osobiście wydaje się, że gdybym wróciła do pracy byłoby mi jeszcze trudniej. Dlatego korzystam i cieszę się każdą wspólną chwilą z córką, bo choć czasami jest trudno, jest pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczywiście pod tym względem masz rację, ale dla mnie zdecydowanie ważniejszy w byciu mamą jest właśnie ten drugi aspekt, czyli rozmowy, czułość, wspólne wycieczki, czytanie. A tego potrzebuje każde dziecko bez względu na wiek. Za pakowaniem plecaka czy robieniem kanapek raczej tęsknić nie będę ;).

    OdpowiedzUsuń
  15. Kinga Zielińska22 czerwca 2017 23:51

    Drogie mamy! Polecam Wam książkę: Zatrzymać dzień - niezwykle pozytywna, do wchłonięcia w dwa wieczory. Dobra, bo krótka i przyjemna do poczytania, zmienia sposób myślenia :)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram