Post Top Ad

5 wartościowych rzeczy, które dał mi Internet jako mamie.

Internet może zrobić wodę z mózgu. Nie da się zaprzeczyć. Rodzicowi, który bardzo chce być najlepszy chyba szczególnie. Podatni jesteśmy na pseudopsychologiczne historie i różnego rodzaju porady, które serwuje w necie kto tylko chce. Stuprocentową prawdę o rodzicielstwie znajdziemy na co drugim blogu czy portalu internetowym. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Na szczęście dostęp do sieci może nam, rodzicom, dać też dużo dobrego! Trzeba tylko korzystać z niego z głową. Dziś chcę ci napisać o pięciu wartościowych rzeczach, które dał mi Internet jako mamie! Jestem ciekawa twoich typów!




1.  Dowiedziałam się jak ważny jest DOBRY FOTELIK!

Tak, to właśnie dzięki temu, co przeczytałam w Internecie (m.in. na blogach, choćby u Budującej Mamy) zmieniłam foteliki moich dzieci na inne. Niby uważałam się za osobę dosyć "obytą" w tym temacie, ale kiedy zaczęłam wgłębiać się w informacje znalezione w sieci, okazało się, że moja wiedza opierała się głównie na tym, że fotelik musi być. Nad tym JAKI już mało się zastanawiałam. Miałam ogólną wiedzę o tym, od ilu kilogramów, w jaki sposób można przewozić dziecko. Julka pewien czas jeździła na tzw. poddupniku... Już nie jeździ! Ma dostosowany do swojego wieku, wzrostu i wagi fotelik, który bardzo dobrze wypada w testach. To dzięki Internetowi stałam się w kwestii przewożenia dzieci autem dużo bardziej świadomym rodzicem!

2. Znalazłam  NAJLEPSZEGO CHIRURGA dla synka.

Pisałam o tym już wielokrotnie (m.in.  w tekście Gdy dziecko czeka operacja - spodziectwo oraz Jak znalazłam dobrego lekarza dla dziecka?) i przy okazji tego tekstu muszę podkreślić to jeszcze raz. Gdyby nie dostęp do sieci z pewnością Szymek byłby operowany w Grudziądzu, gdzie proponowali nam trzy etapową operację z niewiadomymi efektami. Na szczęście internetowe fora oprócz wielu bzdur cytowanych na osławionym już facebookowym profilu, pełne są też informacji pożytecznych takich jak opinie o lekarzach! Dzięki temu znalazłam jednego z najlepszych specjalistów w Polsce i to on operował Szymka. Wszystko odbyło się w jednej operacji i z sukcesem!

3. Dowiedziałam się, jakie mam prawa będąc W SZPITALU Z DZIECKIEM.

Tekst "Na patologii noworodka" znowu ostatnio jest przez was często czytany. Opisuję w nim 12- dniowy pobyt z Szymkiem na tymże oddziale w jednym z wojewódzkich szpitali. Gdybym wiedziała to, co teraz wiem dzięki Internetowi, na większość złych rzeczy, które nas tam spotkały bym nie pozwoliła! Na przykład na wypraszanie rodziców z sali podczas obchodu - praktykę sprzed lat, która jak widać w polskich szpitalach wciąż jest obecna. Protestowałabym przeciwko zamykanemu na klucz po 20:00 prysznicowi  i wyrzucaniu moich kanapek z lodówki. Wystarczy wejść do Internetu, by poznać swoje prawa jako rodzica podczas pobytu z dzieckiem w szpitalu (przytaczam je ogólnie też w linkowanym powyżej tekście). Podczas pobytu na pediatrii - w innym szpitalu - z Julią rok temu doświadczyłam czegoś zupełnie odwrotnego niż na patologii - profesjonalizm, szacunek i życzliwość wobec dzieci i ich rodziców. Można? Można!

4. Upewniłam się, że robię słusznie SZCZEPIĄC DZIECI.

Szczepię moje dzieci szczepionkami obowiązkowymi. Dziś jednak - mając tę wiedzę, która mam dzięki Internetowi - poważnie biorę pod uwagę szczepienie też na pneumokoki i rotawirusy. Na szczęście oprócz antyszczepionkowców sieć jest też pełna głosów zwolenników szczepienia, a przede wszystkim lekarzy i innych specjalistów z tej dziedziny. Bardzo dużo dał mi udział w akcji Kampanii "Pneumokokom mówimy - szczepimy!!!". Był on motywacją do poszerzenia wiedzy na temat szczepionek. Ze stron takich jak stopstopnop.pl czy szczepimy.pl dowiedziałam się m.in. jaką bzdurą jest wierzenie w autyzm jako reakcję na szczepienie (doktorek nieźle manipulował danymi a także płacił za próbki krwi dzieciom na imprezie swojego syna) czy tego, że sól, którą spożywamy na co dzień może być bardziej szkodliwa niż śladowe ilości etylortęci używanej do zabezpieczania szczepionek w pojemnikach. Wiem, że robię słusznie szczepiąc i cały czas zwiększam swoją wiedzę na ten temat.

5. Przekonałam się, że NIE JESTEM KOSMITKĄ!

. Lubię dyskutować na tematy wychowania, ale nauczyłam się, że z pewnym typem ludzi dyskutować się nie da. Trzeba mieć tą świadomość korzystając z "uroków" Internetu, bo na forach, blogach i w mediach społecznościowych co krok można napotkać [gówno]burzę, w której to rodzice (niestety głównie matki) niemal skaczą sobie do gardeł w obronie swoich racji. Internet nauczył mnie odpuszczać w pewnych sytuacjach, ale nauczył mnie też, że są rodzicielskie racje, o które walczyć trzeba - jednak tylko wtedy, kiedy naprawdę jest to konieczne w realnym życiu. W zależności od tego, co się czyta w sieci można dojść do wniosku, że jest się rodzicem - kosmitą ze swoimi metodami wychowawczymi albo wręcz przeciwnie. Znajduję na szczęście wiele symptomów tego, że jednak nie jestem kosmitką pozwalając dziecku się wybrudzić, tłumacząc zamiast dawać klapsy, czy umiejąc przeprosić swoje dzieci. Miła to świadomość, tym milsza, że niekiedy brak jej w realu. W ogromie wpływów i opinii nauczyłam się być sobą w rodzicielstwie i obracać się w towarzystwie ludzi z podobnymi poglądami, zamiast na siłę przekonywać do swoich racji tych, których przekonać się nie da.

[Grafika: pixabay.com]

6 komentarzy:

  1. Aneta Skierkowska2 sierpnia 2016 13:13

    Każdej z nas dostęp do różnych informacji daje określone korzyści. I z pewnością jest ich wiele. Ważne, by dostępne źródła były wartościowe i tak, jak to podkreśliłaś - aby korzystać z Internetu z głową.

    OdpowiedzUsuń
  2. Również często korzystam z recenzji zamieszczonych w internecie. Obserwuję grupę fejsbukową mam w mojej okolicy, łatwiej w ten sposób znaleźć dobrego lekarza itd. Za to strasznie dużo czytałam przed porodem i teraz wiem, że to był błąd ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie. Często zabiera nam trochę czasu, zanim się tego nauczymy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przed porodem można się nieźle nakręcić czytając relacje w Internecie to fakt... Podobnie jest z różnymi chorobami... Dr Google mówię nie!

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, internet bywa bardzo przydatny. Jak wszystko, ma swoje plusy i minusy, ale używany z głową jest cennym narzędziem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kinga Zielińska22 czerwca 2017 23:55

    W internecie można spokojnie, bez pośpiechu znaleźć idealną lekturę do poczytania. Zachęcam do zapoznania się z treścią książki: Zatrzymać dzień. Mega pozytywna opowieść przywracająca wiarę w ludzi i co najważniejsze - zmienia sposób myślenia ;)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram