Post Top Ad

5 fajnych rzeczy, które przydarzą się dziecku w szkole.

Polska szkoła, jaka jest każdy widzi. Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja siedzę na ławeczce i przyglądam się, jak moja córka przejęta recytuje wierszyk na Dzień Matki i odbieram własnoręcznie zrobiony medal i wzrusz odbiera mi mowę. Siedzę też na krzesełku i patrzę jak mój Czerwony kapturek zostaje królową na szkolnym balu przebierańców (i nogi same rwą się do tańca). I siedzę na kanapie ramię w ramię z ośmiolatką, która opowiada z wypiekami na twarzy: "Mama, a dzisiaj w szkole...".



Co fajnego spotka dziecko w szkole?


Nie twierdzę, że nigdy nie siedzę przed wychowawczynią na wywiadówce albo przy odrabianiu lekcji, kiedy tabliczka mnożenia za Chiny nie chce wchodzić do głowy. Jednak mimo to z mojego punktu widzenia, szkoła niesie ze sobą dużo dobrego! Nawet jeśli do programu nauczania mamy zastrzeżenia(choć ja nie wyobrażam sobie, by moje dzieci nie uczyły się w szkole a np. w domu)  , nie możemy zaprzeczyć, że szkoła to także mnóstwo innych, fajnych rzeczy, które  rozwijają, uczą, bawią i zapadają w pamięć na zawsze!


1. Bale, dyskoteki, imprezy.

Zabawa na szkolnej imprezie nie może się równać z żadną inną! Bale przebierańców, na których  zadaje się szyku najfajniejszym przebraniem i czeka na wyniki konkursu na najlepszy strój i Andrzejki, kiedy modlisz się w duchu, żeby trafić igłą imię właśnie tego, w którym się skrycie podkochujesz. Dyskoteki, podczas których śpiewa się chórem aktualne hity i ma tyle energii, że mimo kilkugodzinnego skakania w rytm muzyki, nie ma się na drugi dzień zakwasów (w przeciwieństwie do drugiego dnia po "dorosłych" imprezach). Mnie najmocniej w pamięci utkwiła moja pierwsza dyskoteka ze "starszakami"(Klasy 0 - III miały osobno i IV - VIII też osobno)  - w białych rajstopkach i w bluzce z Pocachontas z otwartą buzią słuchałam "doroślejszej" niż Fasolki muzyki. A teraz to moja Julka  z przejęciem rozmyśla nad karnawałowym strojem i podśpiewuje w domu przeboje ze szkolnych imprez. Przeżywaliśmy to my, nasze dzieci też to przeżywają i jestem pewna, że te wspomnienia zostaną z nimi na bardzo długo! 


2. Wycieczki biwaki.


Tak naprawdę często szkoła jest okazją do pierwszych dłuższych wycieczek dziecka, a zawsze do pierwszych bez nadzoru rodziców. To nie tylko wspaniała możliwość poznawania świata, ale też nauka i sprawdzian odpowiedzialności. Już sama podróż autokarem była w szkolnych czasach frajdą i słuchając mojej Julki, jak się ekscytuje przed wyjazdem wiem, że tak jest i teraz! Do plecaczka obowiązkowo coś słodkiego i wymianka z koleżanką obok. Śpiewanie piosenek w busie i kupowanie pamiątek. Fakt, że teraz wielu rodziców zapewnia dzieciom podobne atrakcje, ale jednak nastrój takiej wycieczki w gronie szkolnych znajomych jest zupełnie inny! Staram się, by Julka jeździła na każdą, która jest organizowana w jej szkole, bo widzę, jak wiele radości jej to sprawia.



3. Sport.

To właśnie szkoła często jest początkiem sportowych pasji u dziecka. Z lekcji wuefu można wyciągnąć naprawdę wiele dobrego i dzieci odpowiednio zachęcane także w domu to robią! W domu nie ma sali gimnastycznej, boiska do piłki nożnej czy koszykówki, a nie każdy rodzic ma czas na wypady na basen. To wszystko daje szkoła. Nauka gry w zespole, wpajanie zasad fair play, radość ze wspólnego zwycięstwa i wspólne przeżywanie porażki - rzeczy bezcenne w rozwoju dziecka i sytuacje, które na pewno zapadną w pamięć na długo. Ja do dziś wspominam, jak stałam na bramce w międzyszkolnych zawodach w piłkę nożną dziewcząt - wygraliśmy, wpuściłam tylko jednego gola :). I choć smykałki do sportu w sobie nie odkryłam, to nie raz mam ochotę znów pokopać piłkę na boisku. Teraz staram się dopingować Julkę i wspierać jej rozwój fizyczny, dla którego szkoła ma duże znaczenie.



4. Pierwsze przyjaźnie.

To właśnie szkoła jest miejscem, gdzie spotykamy swoje pierwsze, bratnie dusze. Czasem te przyjaźnie nawiązują się już w "zerówce", a czasem po burzliwym okresie, kiedy dziecko jest już nieco bardziej dojrzałe emocjonalnie (tak było w moim przypadku). Nic jednak nie zastąpi tego kontaktu z innymi dziećmi, nauki życia w społeczeństwie, jaką niesie szkoła, codziennych zabaw i współpracy. Szczególnie dla dzieci wiejskich takich, jak moje, szkoła jest jedną z niewielu możliwości bycia z innymi dziećmi i widzę, jak wiele to znaczy! Dopiero gdy Julka poszła do szkoły, przekonałam się, jak bardzo potrzebowała towarzystwa innych dzieci: tego błysku w oku podczas opowiadania o koleżankach i kolegach nie zastąpi nic! Poza tym dzięki Julce i odwiedzaniu jej koleżanki ze szkoły i ja poprawiam swoje życie towarzyskie, bo mamy koleżanek okazują się być naprawdę miłe :).



5. Pierwsze miłości.

No gdzie, jeśli nie w szkole :)? Najpierw się wkurzasz, kiedy wołają za wami "zakochana para Jacek i Barbara", ale jednak te iskierki gdzieś tam się zaczynają pojawiać... Czasem bywa platonicznie, a czasem z wzajemnością. Zawsze są rumieńce na twarzy i myślenie o niebieskich migdałach na lekcjach. Wiem, że nadal pisze się karteczki i podaje sobie pod ławką  i oddaje sobie słodkości schowane do tornistra przez mamę - zupełnie jak za moich czasów :). (w gimnazjum i liceum pewnie są to już SMS-y i maile, ale ja koncentruję się póki co na podstawówce). Te szkolne miłości wspomina się do końca życia. Ja już widzę, jak za parę lat wspominać będzie Julka, która dziś boczy się, kiedy koleżanki ją "oskarżają", że się zakochała :). To są uczucia nieporównywalne z żadnymi innymi i w pewnym sensie daje je dzieciakom właśnie szkoła!

Co jeszcze dorzucilibyście do mojej listy szkolnych fajności :)?

[grafika: pixabay.com]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram