Post Top Ad

Jak naprawdę wygląda życie matki na wsi?

Czasami, kiedy czytam, że gdzieś tam przy jakimś sklepie w mieście nie było podjazdu dla wózka albo miejsca dla karmiących matek, nie mogę powstrzymać się od uśmiechu. Nie dlatego, że się cieszę z nieszczęść miejskich mam - aż taka wredna nie jestem ;). Ale dlatego, że momentalnie przychodzą mi na myśl moje przeprawy z wózkiem przez drogi piaszczyste niczym nadmorska plaża i ulice dziurawe jak ser. Bo tak właśnie wygląda życie matki na wsi...





Często słyszę, jakie to życie mam w mieście jest trudne, a tych ze wsi łatwe i przyjemne, wprost sielankowe. Bo w mieście brakuje podjazdów dla wózków, bo tłok, bo nie ma miejsc do przewijania w restauracjach i centrach handlowych, bo chodniki nierówne i ruch duży. A na wsi to przecież zielona trawka, ćwierkające ptaszki i świeże powietrze... To wszystko prawda, ale jak to zwykle bywa, każdy medal ma dwie strony, co nie zawsze chcemy i umiemy dostrzec.

Chociaż moje dzieci dawno już wyrosły z wózków, doskonale pamiętam, jak pchałam spacerówkę, która po miejskich chodnikach szła jak burza, po naszych wiejskich piaskach. po 300 metrach byłam zmachana jak koń po westernie, a często i tak kończyło się na tym, że dziecko lądowało na opa a wózek był ciągnięty przeze mnie drugą wolną ręką.
Pamiętam też, jak podczas spaceru, musiałam nakarmić Julkę piersią siedząc w trawie nad szosą... Jasne, bardzo to romantyczne! Chyba, że obok przejeżdża samochód za samochodem, w tyłek gryzą cię mrówki a na koniec z oczami wybałuszonymi jak żaba - oczywiście w twoją stronę - idzie akurat wścibski sąsiad.
Równie ciekawa sytuacja wiązała się z nagłym brakiem pampersów. Do Biedry - 25 kilosów, prawka oczywiście jeszcze wtedy brak, a mąż w pracy. Tymczasem dziecko postanowiło sobie zużyć akurat tego dnia cały zapas pieluch - bywa... Wiecie, co się wtedy robi? W biegu pakuje się bobasa do wózka i leci 2 km do sklepu modląc się, żeby akurat mieli pieluchy na sztuki (bo na całą paczkę nie ma co liczyć). Gorzej jak nie mieli...
Na szczęście od ponad roku mamy nieco naprawioną drogę, ale nie tak dawno, w okresie roztopów, trzeba było zostawiać auto u sąsiada i zakupy (te duże - z Biedry albo Lidla) wozić do domu na taczce, bo nie sposób było przedostać się samochodem przez błoto. Oczywiście wcześniej trzeba było zanieść do domu dzieci.
Podobnie sprawa wyglądała z wodą - kiedy Julka była mała mieliśmy tylko wysychającą studnię. Prało się w deszczówce, a w pralce raz w tygodniu, bo po prostu nie starczało wody. Teraz na szczęście mamy już luksus wodociągu!
Żłobek? Do najbliższego 25 km i jeden na cały powiat. Przedszkole? Oddalone o 6 km, jedno na całą gminę, w dodatku w miejscowości, gdzie trudno o pracę, więc trzeba by było zrobić jeszcze jakieś 20 km, żeby do tej ewentualnej pracy dojechać, a potem odebrać ze szkoły mieszczącej się w jeszcze innym końcu starsze dziecko.

Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać te "luksusy" życia na wsi. Nie myślcie więc, że życie mam na wsi przypomina sielankę z amerykańskiego serialu familijnego. My też mamy swoje problemy. Tak jak mamy w miastach mają swoje. I wszystkie są tak samo ważne z perspektywy mam, których dotyczą. Pisałam o tym też w tekstach Jakie są wiejskie matki? i Jesteś matką i mieszkasz na wsi? Ty to masz dobrze!

Te wszystkie niedogodności przeplatają się jednak z plusami bycia wiejską mamą. Wszystkich nie zdołam wymienić, ale dla mnie zdecydowanie najważniejsze jest to, że mogę wychowywać moje pociechy w bliskości z naturą i z dala od "betonowego świata". Widzę, jak cudownie z tego korzystają (szczególnie, kiedy po całym dniu zabawy przychodzą do domu, to widzę - zielone plamy od trawy na kolanach, błoto na buziach i piasek w butach ;)). 

Nie zamieniłabym tej mojej małej wioseczki na miasto. I lubię bycie wiejską mamą. Wiosną czuję to szczególnie mocno. Zobaczcie zresztą sami...










29 komentarzy:

  1. Anna Antoniewicz11 maja 2016 14:00

    Ja mieszkam 10 km od miasta. W środku pola do najbliżej drogi asfaltowej 1 km. Tak piach i płyty betonowe. Nieciekawi sąsiedzi bardzo złośliwi.
    Zastanawiamy się nad przeprowadzka do miasta. Wieś moim zdaniem bardziej dla ludzi na emeryturze a nie dla rodzin. Za dużo kombinowania zakupy przedszkole szkoła Wszędzie trzeba dojechać. Dla mnie masakra. Więcej minusów niż plusów widzę. Wyjechać na weekend na wieś ok ale całe życie z dziećmi raczej nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleksandra Greszczeszyn11 maja 2016 14:25

    Ja mimo wszystkich niedogodności nie wyobrażam sobie życia wśród betonu i spalin. Owszem, wiele zalet miasta kusi (przede wszystkim lokalizacja przedszkoli i miejsc pracy), ale jednak jak dla mnie przyzwyczajenie do bliskości natury, ciszy, spokoju wygrywa. Teraz mając prawko, mam już wygrane ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. Aleksandra Greszczeszyn11 maja 2016 14:25

    A pod jakim względem innej?

    OdpowiedzUsuń
  4. Aleksandra Greszczeszyn11 maja 2016 14:32

    Dziękuję Ci Conchita za Twój, jakże ważny dla mnie, głos! Fajnie, że "mieszczuchów" też może taki wpis zainteresować :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Aleksandra Greszczeszyn11 maja 2016 14:33

    Zapewne latem macie dzięki temu więcej wrażeń, niż my tutaj w Czersku Świeckim :). Sami jeździmy w wakacje do miejscowości oddalonej o kilka km - to też wieś, ale właśnie turystyczna i widać, że życie tam nieco inaczej wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksandra Greszczeszyn11 maja 2016 14:34

    Agata to mamy podobne doświadczenia. Jejku, jeszcze rok temu szłam po Julkę na przystanek z Szymkiem w spacerówce a z powrotem jeszcze z siatami zakupów. Odkąd ma prawko jest inaczej, ale i tak do dzisiaj lubię chodzić :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Aleksandra Greszczeszyn11 maja 2016 14:35

    Dla mnie też to są bezcenne zalety wsi. O na przykład teraz burza za oknem, delikatny deszczyk i ten zapach ziemi wpadający przez okno... :).

    OdpowiedzUsuń
  8. No właśnie np pod tym względem że nie muszę pokonywać kilometrów po kiepskiej drodze by biedronkę odwiedzić a czerpanie wody ze studni pamiętam tylko z własnego dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mieszkałam w dużym wojewódzkim mieście, przeprowadziłam się 120km od tego wielkiego miasta na wieś. Jeśli chodzi o wychowywanie dzieci - plusem jest własny ogródek, mleczko, jajka - to jednak można sobie i w mieście załatwić. Nie załatwisz ciszy, świeżego powietrza, kontaktu z naturą. Ale reszta niestety - jest dużo, dużo gorzej niż w mieście.
    Spacer z dzieckiem na wsi - przeważnie tylko przed siebie. W mieście - zrobisz zakupy, załatwisz parę spraw, wstąpisz do lumpeksu, urzędu, spotkasz znajomych, co chwilę widzisz jakiś plac zabaw. Na wsi specjalnie musisz po to wszystko jechać do miasta.
    Przedszkole mamy do 12.30. Kilka matek walczy o to, żeby przedszkole było dłużej. Reszta matek jest bezrobotna i patrzy na nas jak dziwolągi. Jedna z przedszkolanek komentuje fakt, że chcemy przedszkole do 16 - "szkoda, że nie do 21", "jak to teraz się mało czasu z dzieckiem spędza".
    Osoby, które mieszkają w mojej okolicy - niektóre nie kumają prostych rzeczy - że dzieci nie powinny jeść tyle chipsów, lizaków, lodów. Nie wiedzą, że smażone rzeczy są dla dzieci niezdrowe. Dziwią się czemu na kolację nie powinno się podawać dzieciom smażonych pierogów.
    Sklep. Sam najgorszy i najtańszy asortyment. Trzeba jechać do miasta.
    Szkoły. Niestety poziom dużo niższy niż w dużym mieście, długo by uzasadniać.
    Zajęcia dodatkowe. Dzieci można zapisać na angielski, francuski, balet, teatrzyk, zajęcia plastyczne, zumbę (w całym powiecie). Nie ma np. karate, szachów, baletu i wielu innych.
    Służba zdrowia. Dostęp do specjalistów żaden, trrzeba jechać 50km do przychodni specjalistycznej. Lekarz rodzinny jak najbardziej. Mankamentem to, że wielu z nich nie wypisze Ci nawet zwolnienia lekarskiego jak jesteś chora, jeżeli nie dasz w łapę.

    Reasumując - żałuję, że przeprowadziłam się na wieś i chcę wrócić. Widzę, że moje dziecko nie ma tu takich możliwości rozwoju, jakie ja miałam.

    OdpowiedzUsuń
  10. I latem, i zimą, bo mieszkamy tuż obok jednego z największych stoków narciarskich :) Praktycznie tylko w listopadzie i kwietniu można złapać oddech :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Agata Wierzgacz11 maja 2016 21:52

    ja też lubię chodzić ale nie dalej niż kilometr hi hi ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. SzaroKolorowa12 maja 2016 08:46

    Ja mieszkałam 21 lat w mieście od 6 lat mieszkam na wsi i.. na początku było mi bardzo ciężko przyzwyczaić się do życia tutaj.. Do tego mieszkałam w bloku teraz w domu jednorodzinnym i palenie w piecu to było dla mnie czarna magia ;) Szkoła oddalona o 5 km, w całej gminie brak przedszkola chociaż teraz budują prywatne do którego mój maluch się dostał, ale też oddalone o 9 km i to w drugą stronę niż szkoła starszego, ale ogarne to :D Sklep czy plac zabaw oddalony o 3 km i to taki wiesz wiejski, czyli drogo i nic w nim nie ma.. Do sklepu typu biedronka mamy około 8 km..
    Ale wiesz co po tych 6 latach teraz w tej chwili mogę napisać, że cieszę się, że tu mieszkam i chociaż bywało i bywa ciężko nie zamieniłabym się w tej chwili na mieszkanie w mieście i do tego w bloku ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Aleksandra Greszczeszyn12 maja 2016 09:44

    Montana dziękuję za Twój punkt widzenia! Z wieloma rzeczami muszę się zgodzić. Odległość jest sporym mankamentem wsi. Szczególnie mocno to odczuwałam nie mając prawa jazdy. Odkąd je posiadam (od roku) jest mi łatwiej, ale nie zmienia to faktu, ze wszędzie trzeba dojechać.
    Co do lekarzy i brania w łapę, to akurat nie wydaje mi się, by było to cechą tylko lekarzy wiejskich... Niestety zdarza się to wszędzie...
    Dzieciom rzeczywiście jest trudniej i nie mają takich samych szans na rozwój, co dzieci w miastach. Z tego względu więcej leży po stronie nas, rodziców. To my musimy starać się umożliwiać dzieciom rozwijanie ich zainteresowań i korzystać z czego się da. U nas np. są comiesięczne wyjazdy na basen, tańce raz w tygodniu, a dla starszych dzieci kółka zainteresowań.
    Niestety coś za coś. Świeże powietrze, przestrzeń, przyroda, spokój, cisza w zamian za odległość, skromniejsze życie towarzyskie i mniejsze szanse na rozwój... Dla mnie jednak plusy przeważają. Ale jest to też z pewnością kwestia przyzwyczajenia, bo mieszkam tu od urodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aleksandra Greszczeszyn12 maja 2016 09:45

    My mieliśmy wodę bieżącą, ale pochodzącą z własnej studni. Wiadrami czerpać nie trzeba było, ale w kranie były braki... Teraz na szczęście już nie mamy tego problemu. Jaka ulga!
    Fajnie mieszkać na wsi położonej bliżej miasta. Taki złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
  15. Aleksandra Greszczeszyn12 maja 2016 09:46

    O! To z jednej strony dobrze, bo nie nudzicie się (co się czasem jednak na wsi zdarza :P), a z drugiej czyni z waszej wsi pewnie takie trochę miasteczko :).

    OdpowiedzUsuń
  16. Aleksandra Greszczeszyn12 maja 2016 09:47

    Oj ja potrafię pokonać parę dobrych kilometrów bez bólu nóg ;). I dzieciaki też są zaprawione w chodzeniu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mieszkam na przedmieściach, które jak dla mnie trochę za bardzo się rozbudowują, ale z drugiej strony nie dziwię się ludziom, ze uciekają z miasta :) Kurz i dziury na ulicy przed moim domem mnie dobijają, ale gdzie w mieście mogłabym o 9 rano wyjść z córką na kijki/hulajnogę? Kawka popołudniu na tarasie? Ach, dobrze mi tu! Gdyby jeszcze nie teściowa..... :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Można tak powiedzieć, bo na której wsi zdarza się stać czasami w dwugodzinnym korku? ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Agata Wierzgacz12 maja 2016 21:01

    Ja też mogę przejść więcej ale nie zawsze mi się chce ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Urodziłam się w mieście. Wychowałam na wsi. Dorosła już wyprowadziłam się do miasta. Urodziłam tam dwóch synów. Córkę już znów na wsi :)
    Jazda wózkiem po polnej drodze jest porównywalna z jazdą wózkiem po wildeckich chodnikach. Wilda - jedna z najstarszych dzielnic Poznania, to od Cegielskiego i czerwca 1956 roku ma chodniki. a jakże. Tylko płyty są ruchome i często pod nimi kryją się gigantyczne kałuże. Po kilku latach chodzenia wiesz jak to robić. Wózkiem ich nie ominiesz. Wolałam jechać na łąkę - spalin przynajmniej nie wdychałam.
    Poza tym chodnik wąski a ludzie ciągle w biegu - albo biegłam z nimi, albo cięgle byłam trącana...
    Szkoła/przedszkole - blisko. Ale za dwoma skrzyżowaniami. Bez świateł. A miejscy kierowcy okrutnie zawsze się spieszą i nie zauważają dzieci. Wolę puścić dziecko kawałek do przystanku i wiem, że stamtąd bezpiecznie zabierze je autobus i podwiezie 3 km do szkoły. (na początku oczywiście zaprowadzałam...)
    Przyzwoity plac zabaw.... - dobry kilometr od domu - w pełnym słońcu. Ten zacieniony - 4 przystanki tramwajowe. Ale i tak zawsze wypełniony po brzegi. Wyprawa na cały dzień. Basen, boisko dla maluchów - podobnie. Choć nie, przepraszam - boisko bliżej. Ale syn mniej zainteresowany. Zdecydowanie wolę wypuścić dzieci na swoje podwórko - mają swoją huśtawkę, swoją zjeżdżalnię, swoją piaskownicę, swoje drzewa do wspinania i latem swój basen. Nie muszą z nikim o nic walczyć. Chyba, że chcą (w końcu mam dwóch synów;) )
    Zajęcia dodatkowe - w szkole są tańce, harcerstwo, piłka nożna, kółka zainteresowań... A jeśli dziecko chce więcej? Wszystko znajdzie się w powiecie. Np. na programowanie wożę syna do miasta powiatowego raz w tygodniu. Jest też robotyka i inne zajęcia kreatywne dla "niesportowców"
    Kino - w Poznaniu oczywiście multi, albo cinema... wyjście dla trzech osób (mama, tata, najstarsza latorośl) - na nową bajkę 3D + popcorn - 120 - 150 zł. Wyjście do studyjnego kina WRZOS oddalonego o 16km od domu w tym samym pakiecie, też na nową bajkę 3D (zawsze są nowości na czas) - 45 zł.
    Tesco/kaufland/lidl/biedronka - w mieście wbrew pozorom też trzeba do nich dojechać. Zwłaszcza jeśli się mieszka w centrum. Co prawda kilka lat temu jedno z najlepszych kin poznańskich nie dało rady z olbrzymami i przeszło metamorfozę w... biedronkę, ale i tak nie wszystko można w biedronce kupić. Tutaj mam wszędzie po 16 km. Nauczyłam się planować zakupy, choć wpadki też się zdarzają... ;)
    Mogłabym tak pisać i pisać....
    Jedyne, co mnie drażni, to to, że do lekarzy - specjalistów mam daleko. Rodzinni są OK, ale w razie większych problemów, to Grudziądz albo Bydgoszcz. A jak sama zauważyłaś - bez prawka jest ciężko. No więc zdaję egzamin w przyszłym tygodniu ;)
    Ja sama do Poznania już chyba nie wrócę.
    A jeśli moje dzieci wybiorą sobie tam szkołę, to OK - mają tam dziadków, wujków, ciocie... Nie będą same jak ja przed szesnastoma laty :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mieszkam całe życie w mieście i jakoś zawsze wydawało mi się, że ludzie w mieście mają łatwiej niż na wsi, bo wszędzie bliżej (choćby do sklepu czy lekarza), łatwiej coś załatwić, drogi lepsze itd. Natomiast życie w mieście też ma minusy. Nigdy nie przejmowałam się takimi drobiazgami jak podjazdy czy chodniki (mieszkam zresztą na chyba najbardziej dziurawej ulicy w całym mieście), ale odkąd mam dziecko, przeszkadza mi np. to, że nie wszędzie mogę pójść na spacer (bo smog), nie mam dobrych warzyw z własnej działki, bo co z tego, że posieję czy posadzę, jak potem ołów w to wchodzi, a do tego ziemia słaba i nic tu nie rośnie oprócz ogórków, cukinii, pietruszki i szczypiorku. Przeszkadza mi to, że porządnego mleka krowiego nie ma gdzie kupić, bo nawet to sprzedawane jako świeże smakuje całkiem inaczej niż mleko od krowy. Przeszkadza mi to, że kupienie dobrych jajek czy w miarę ekologicznych warzyw graniczy często z cudem. Że nawet spora ilość ludzi, którzy sprzedają na rynku warzywa czy jajka, podszywa się pod ludzi ze wsi, ale wcale nimi nie jest - jajka mają z ferm itd. itp., ale wsadzają je w wiejskie koszyki i udają, że wyjęli prosto spod kury, która na co dzień wokół chałupy lata.

    Krótko mówiąc, wydaje mi się, że wszystko, tak jak mówisz, ma dwie strony medalu. Nie jest lepiej żyć na wsi ani nie jest lepiej żyć w mieście. To chyba raczej kwestia tego, co kto lubi, jak kto woli żyć... I jak się do tego przystosuje... ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Aleksandra Greszczeszyn14 maja 2016 11:49

    Zdecydowanie na żadnej! Nawet w najbliższym mi mieście zdarza się to bardzo rzadko!

    OdpowiedzUsuń
  23. Aleksandra Greszczeszyn15 maja 2016 15:47

    Fajnie poznać spostrzeżenia kogoś, kto zna obie strony medalu. Ja miasto znam tylko z trzech lat LO w Świeciu i wypadów na zakupy. No i z tych narzekań na blogach, w Internecie ogólnie, także wśród znajomych. Zawsze są plusy i minusy.Grunt to wybrać to, gdzie szala dla nas akurat przeważa.
    My chcemy wybudować domek tu niedaleko, więc o zmianie miejsca zamieszkania już nie będzie mowy. Nie wyobrażam sobie życia w blokowisku, wśród spalin i hałasu, choć wiele miejskich cech mnie kusi np. przedszkola i żłobki, praca.
    Fajna opcja, że dzieciaki mają tzw. punkt zaczepienia w dużym mieście.U nas w razie czego jest takowy nad morzem :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Aleksandra Greszczeszyn15 maja 2016 15:48

    Dokładnie - spokój, przestrzeń, swoboda - to wszystko są plusy nie do przecenienia. Ja jestem przyzwyczajona do takiego życia od urodzenia, więc tym bardziej byłoby mi ciężko się przestawić na miejski zgiełk i spaliny.

    OdpowiedzUsuń
  25. Aleksandra Greszczeszyn15 maja 2016 15:49

    Co do teściowej... Hmmm... Nie można mieć wszystkiego :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Aleksandra Greszczeszyn15 maja 2016 15:52

    Oj z tym podszywaniem się pod ludzi ze wsi, to już też wyczułam sprawę (a jako "wsiowy" człowiek mam szczególnego nosa do tego). Dlatego często bawi mnie życie w stylu eko polegające na kupowaniu takich warzyw czy jajek w mieście z eko stoisk i sklepów, które z ekologią a tym bardziej wsią nie mają nic wspólnego. Ja mam jajka z gospodarstwa kuzynostwa, podobnie mięso, warzywa z ogrodu od teściowej, a owoce z sadu. To naprawdę duży plus. Największy jednak to przestrzeń, tym bardziej, że mieszkamy na skraju Borów Tucholskich i mamy tu naprawdę pięknie. Ale tak jak piszesz, zawsze są dwie strony medalu i w sumie zawsze można ubolewać, że czegoś nam w naszym miejscu brakuje...

    OdpowiedzUsuń
  27. Aleksandra Greszczeszyn15 maja 2016 15:57

    Bywa ciężko, tak jak piszę, nie zawsze jest różowo... My też mamy plac zabaw oddalony kilka km, w sklepie również drogo, do szkoły 4 km, przedszkola są przepełnione... Ale mimo wszystko jakoś nie widzę siebie, a tym bardziej swoich rozbrykanych pociech, w mieście...

    OdpowiedzUsuń
  28. Ehh... z tą kawką zazdroszczę! Oj zazdroszczę! No i moje blokowisko już mi się znudziło na spacery ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja się jako młoda mama parę razy nacięłam, a potem zaczęłam odróżniać tych prawdziwych od tych podstawionych... Ale szokuje mnie sam pomysł - na co to ludzie nie wpadną... ;) Byłam kiedyś w jakimś sklepie typu eko i nie mogłam pojąć, jak można kupić jedno maleńkie ciasteczko za 8 zł jako jakieś superekologiczne, skoro wygląda na stare i jest zapakowane w folię... ;) Najlepiej mieć znajomych lub rodzinę na wsi i brać od nich. Ja czasami dostaję coś od dziadków, ale mieszkają na tyle daleko, że nie widzę ich często, więc muszę kombinować... ;)

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram