Post Top Ad

Chciałabym, żeby moje dzieci takie były!

Jest wiele cech, które jako rodzice chcielibyśmy wykształcić w naszych dzieciach. Nasze dzieci są różne, my jesteśmy różni, ale marzenie mamy podobne - szczęśliwe dzieci, które będą w przyszłości szczęśliwymi dorosłymi. Jest jedna taka rzecz, o której moim zdaniem zaczyna się zapominać, a którą ja chciałabym bardzo przekazać moim dzieciom. 


Ta cecha jest niemodna. Bo pozornie niewiele daje, a żyjemy w świecie, w którym chce się dostawać jak najwięcej. Nie zaprzeczaj. Chce się dostawać dobre oceny, prezenty pod choinkę, kwiaty, świadczenia od państwa. Chce się brać. Brać z życia pełnymi garściami. Odnieść sukces. Mieć dobrą pracę. Zarobić pieniądze. Kupić to i tamto.

Zaczyna się od niewinnego "Daj buziaka a dostaniesz czekoladkę" i to jest nawet całkiem zabawne, a dalej: "Posprzątaj swój pokój, a dostaniesz na kino". Coś za coś. Sami przyzwyczajmy do tego nasze dzieci. I to później "procentuje". W dorosłym życiu też coraz mniej ludzi chce dawać coś od siebie ot tak. Jakiś wewnętrzny głos wciąż pyta: a co będę z tego miał?

.Owszem, niby chcemy by były uczciwe i wrażliwe, ale to drugie może jednak nie za bardzo... Bo jednak powinny sobie radzić w tym zimnym i złym świecie, gdzie na każdym kroku czyha jakieś niebezpieczeństwo. Naiwność niestety oznacza kłopoty, a tego dla naszych pociech nie chcemy. Nie chcemy, by ktoś je wykorzystał, zranił, oszukał. Więc coraz mniejszą wagę przywiązujemy do kształtowania w nich cechy, o której piszę...

Bezinteresowność, bo o nią chodzi, znika z naszego słownika i z naszego systemu wartości. W codziennym pędzie nie mamy na nią czasu albo nie chcemy go mieć. Bo praca i dom. Bo dla dziecka ważniejsza powinna być szkoła, nauka, ewentualnie beztroska zabawa.

 Zapominamy, jak wspaniałym uczuciem jest pomóc komuś ot tak po prostu. Ani nie dajemy swoim dzieciom przykładów bezinteresowności, ani nie dbamy o to, by wiedziały, jak piękna i ważna jest to cecha. Mylimy bezinteresowność z naiwnością. Chcąc chronić swoje dzieci, często wolimy by były po prostu rozsądne i umiały kalkulować, niż żeby robiły coś bezinteresownie. Pytamy: "Po co będziesz to robić? Na co ci to?", a przecież uczucie bycia potrzebnym, pomaganie innym, wynikająca z bezinteresowności życzliwość są tak bardzo potrzebne, by czuć się szczęśliwym człowiekiem! Nie wolno nam o tym zapominać! A mam wrażenie, że niestety coraz więcej rodziców to robi...  Tymczasem wystarczą małe, codzienne gesty, by bezinteresowność w dziecku kształtować.

Jestem niesamowicie szczęśliwa, kiedy Julka przychodzi ze szkoły cała w emocjach, bo jest zbiórka karmy dla schroniska albo akcja "Góra grosza". Widzę, jak dużą ma w sobie chęć niesienia pomocy innym, wrażliwość i empatię. I staram się bardzo w niej to wspierać. Angażujemy się właściwie w każdą taką akcję. Nie przepuszczamy okazji, by wysłać kartkę do dziecka, którego mama prosi o to na Facebooku czy w miarę możliwości wspomagać chore maluszki np. ofiarując coś na aukcję lub samemu kupując. Ostatnio dzięki prowadzeniu bloga mam okazję uczestniczyć w akcji, w której mogę zdobyć pieniążki na Dom Dziecka i w akcji zbierania karmy dla psiaków ze schroniska. O tym też mówi się u nas w domu głośno i zdarzyło mi się ostatnio usłyszeć od córki: "Mama, jak będę duża, będę robić tak jak ty!". Ciepło w sercu nie do opisania!
Jednak bezinteresowność to także drobne gesty jak otworzenie drzwi panu chodzącemu o kulach, przepuszczenie w kolejce staruszki czy zabawienie przez chwilę dziecka w poczekalni u lekarza, kiedy mama musi pilnie do toalety. Małe rzeczy, których nie musimy przecież robić. A jak warto! Mam nadzieję, że i w Szymku uda mi się zaszczepić bezinteresowność i oboje jako dorośli nie będą bezustannie pytać: "Co będę z tego mieć?".

Warto pokazać dziecku, że bycie szczęśliwym człowiekiem to nie tylko branie z życia garściami, ale też dawanie czegoś od siebie. To uczucie nie może równać się z żadnym innym... Niech nasze dzieci mają możliwość je poczuć.

W myśl pięknej piosenki śpiewanej przez Stanisława Sojkę...


Grafika: pixabay.com

8 komentarzy:

  1. Agata Wierzgacz16 maja 2016 16:32

    Świetnie napisane :-) Jak tylko mam możliwość to pomagam i tego uczę dzieci :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleksandra Greszczeszyn16 maja 2016 17:45

    Dziękuję Kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma za co:) Mądra Kobietka z Ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Aleksandra Greszczeszyn16 maja 2016 18:31

    Ależ teraz tym bardziej jest za co :) :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Aleksandra Greszczeszyn16 maja 2016 18:34

    Dziękuję! I tak powinno być Kochana. Najlepszą nauką jest przykład.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super :) Staram się córkę nauczyc tego, że czasem dawanie jest lepsze od brania, że nie zawsze działa zasada "coś za coś" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz całkowitą rację, choć moim zdaniem to wychowywanie w stylu "coś za coś" też ma pewne dobre strony, bo uczy, że w życiu żeby coś osiągnąć, trzeba coś najpierw wyłożyć od siebie.

    OdpowiedzUsuń

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram