Post Top Ad

21:22

'Mały żółty i mały niebieski' - krótka historia o przyjaźni i tolerancji.

Napisała , w

W tej książce intryguje wszystko: od historii jej powstania, bo pierwowzorem małego żółtego i małego niebieskiego były kawałki papieru, poprzez fakt, że stała się inspiracją dla Herve Tulleta do stworzenia jego fenomenalnej, hitowej "Naciśnij mnie!" aż po niezwykle głębokie drugie dno, jakie ma opowiastka o dwóch małych, różnokolorowych przyjaciołach. Ty też poznaj wraz z dzieckiem fenomen książki pt. "Mały żółty i mały niebieski" Leo Lionniego!


Zacznijmy od początku, czyli od tego, skąd Leo Lionni wziął pomysł na napisanie tej wyjątkowej w swej prostocie a jednocześnie głębi książeczki:

Krótka historia powstania książki Mały żółty i mały niebieski

Leo Lionni wracał z wnukami – pięcioletnim Pippo i trzyletnią Ann – pociągiem z Nowego Jorku do domu w Greenwich. Na dworzec dotarli bardzo wcześnie i wsiedli do prawie pustego wagonu. Dzieci były po raz pierwszy same z dziadkiem. Początkowo zachowywały się grzecznie, onieśmielone całą sytuacją. Jednak już po kilku chwilach para małych aniołków zamieniła się w parę małych diabełków, dziko skacząc z jednego siedzenia na drugie…

Pasażerów w pociągu z każdą minutą było coraz więcej. Leo Lionni zdał sobie sprawę, że jeśli szybko nie wymyśli wnukom jakiejś zabawy, to cała podróż zamieni się w piekło.

Na szczęście kupił sobie magazyn „Life”, żeby poczytać podczas podróży. Zaczął przeglądać go razem z dziećmi, opowiadając im śmieszne historie o reklamach. Kiedy trafili na stronę z niebiesko-żółto-zielonym obrazkiem, Leo Lionni wpadł na genialny pomysł.

Wyrwał stronę z gazety i podarł ją na małe kawałki. Dzieci obserwowały go z zainteresowaniem i narastającym napięciem. Niebieski fragment papieru delikatnie przedarł na jeszcze mniejsze kawałki. To samo zrobił z żółtym i zielonym. Na kolanach położył swoją teczkę, żeby zrobić sobie stoliczek i powiedział niskim głosem: „To jest mały żółty, a to jest mały niebieski...”.

(cytat ze strony babaryba.shoparena.pl)

Mnie ta historia zaintrygowała. A was?

Zaintrygowała też Herve Tulleta do stworzenia przebojowej książki "Naciśnij mnie!". Jeśli lubicie tego autora - a sądzę, że trudno nie lubić jego niesamowitych, angażujących dzieci i dostarczających im wspaniałych wrażeń książek - to "Mały żółty i mały niebieski" też wam się spodoba!

To historia o przyjaźni dwóch ... kolorów, kropek, kawałków papieru, które tak naprawdę są jak dzieci. Mieszkają obok siebie, uwielbiają się razem bawić i spędzać wspólnie czas. Wiele ich jednak różni - chociażby podstawowa rzecz - kolor. Pewnego razu tak mocno się przytulili, że zmienili barwę na zieloną, a wtedy nie poznali ich ani rodzice żółtego ani rodzice niebieskiego. Leo Lionni na tym prostym przykładzie pokazuje, jak ważna jest tolerancja dla inności i akceptacja ludzi takimi, jakimi są a także maluje przed małym czytelnikiem piękną opowieść o miłości i przyjaźni.

 Tulleta uwielbiam, a ta książka sprawiła, że chcę też poznać więcej książek Leo Lionniego. Julka i Szymon słuchają tej historii z zainteresowaniem i naprawdę emocjonalnie podchodzą do sytuacji ukazanej przez autora. Ta książka to kolejny dowód na to, że wcale nie potrzeba wymyślnych ilustracji ani rozbudowanej fabuły, by zaciekawić małego czytelnika i przekazać mu coś ważnego!




Więcej o książce na stronie: babaryba.shoparena.pl. Przeczytaj też recenzje innych nowości tego wydawnictwa: Świnka Malinka i słoń Leon oraz Zaśnij ze mną!.

Tytuł: MAŁY ŻÓŁTY I MAŁY NIEBIESKI

Autor: Leo Lionni

Wydawnictwo Babaryba

oprawa twarda

format: 210 x 210 mm

cena: 29,90 zł (w tym 5% VAT)
19:47

Czego nauczyło mnie macierzyństwo?

Napisała , w
Człowiek uczy się przez całe życie. Wszyscy wiedzą, że bardzo intensywnym okresem, w którym przyswaja się wiedzę o świecie, uczy się rozpoznawać i okazywać uczucia, żyć wśród innych ludzi jest dzieciństwo. Jednak odkąd zostałam mamą wiem też, że macierzyństwo przynosi niemal tyle samo doświadczeń i nauki mamie, co małym ludkom dzieciństwo. Dzień Mamy był dla mnie momentem refleksji: czego nauczyło mnie ponad ośmioletnie (i czteroletnie podwójne) bycie mamą? 


Odpowiedzialności. Wprawdzie zawsze byłam nieco doroślejsza pod względem zachowania niż wielu rówieśników, ale jednak zanim zostałam mamą, nie czułam nigdy czym tak naprawdę jest odpowiedzialność. Dopiero po raz pierwszy biorąc na ręce te małe istotki - najpierw Julkę, potem Szymka - zrozumiałam, co to znaczy być tak naprawdę odpowiedzialną - za kogoś i za coś najważniejszego na świecie. Żeby się nie zakrztusiło podczas picia mleka, żeby miało zdrowe bioderka, potem, żeby się nie potknęło, nie uderzyło, nie przegrzało, nie zaziębiło... Wreszcie, żeby to, jak postępuję, jak wychowuję, było dobre. Kształtowanie małego człowieka to zdecydowanie jedna z najbardziej odpowiedzialnych rzeczy pod słońcem. I czuję to bardzo mocno.

Planowania. Jeszcze 10 lat temu niewiele w swoim życiu planowałam. Poza ślubem, który to zaplanowałam na kilka miesięcy przed ceremonią no i dzieciakami, które to dopiero nauczyły mnie, czym jest planowanie i jak ważne jest w życiu ... Bo musi być codziennie ciepły obiad i wartościowe produkty w lodówce, bo trzeba umawiać wizyty u lekarza, dentysty i na szczepienia, bo są urodzinki, które chcemy celebrować. Ale bycie mamą to nie tylko planowanie tego, co będzie jutro czy pojutrze, ale też tego, co w dalekiej przyszłości. Przecież każdego dnia myślimy jako mamy o tym, co robić, aby za kilka lat nasze dzieci mogły czuć się szczęśliwe. A planowanie czasu dla siebie, to dopiero ostra jazda ;).

Wielozadaniowości. Jak powszechnie wiadomo, wielozadaniowość jest domeną kobiet, ale matki stają się w tym prawdziwymi mistrzyniami! Jedna ręka gotuje obiad, podczas, gdy druga buduje wieżę z klocków, a głowa już myśli o jutrzejszych zakupach. Dla mam to normalka. A każde kolejne dziecko chyba tę wielozadaniowość mnoży, bo przecież, kiedy jednemu trzeba zmienić pieluszkę, drugie akurat odrabia zadanie z matmy i potrzebuje pomocy, a jak jest z trzecim i czwartym już nawet nie myślę, aczkolwiek znam mamy, które naprawdę dają sobie w takiej sytuacji świetnie radę!

Dystansu. Nikt nie jest tak beztroski jak dzieci, nie potrafi tak swobodnie i głośno się śmiać i zwyczajnie mieć w nosie pewnych rzeczy. Zostając mamą człowiek jednocześnie czuje na sobie wielką odpowiedzialność, ale też ma wiele takich chwil, w których dzięki swoim pociechom w pewien sposób wraca do dzieciństwa. Ileż to razy wybuchałam niepohamowanym śmiechem widząc lub słysząc, co też te moje pociechy wyprawiają - nie zliczę! Niejednokrotnie powtarzam, że w domu mam cyrk i kabaret za darmo!

Miłości. Tej wyjątkowej. Bo z miłością do dzieci nic nie może się równać. Nigdy nie przypuszczałam, że można kochać AŻ TAK, że ja tak potrafię, że mam tyyyyyyle miejsca w sercu. A jednak! Z natury raczej powściągliwa, im mówię "kocham" po kilka razy dziennie, całuję, przytulam... Wcześniej oczywiście też to potrafiłam, czy to względem mamy, rodzeństwa czy ukochanego mężczyzny, ale nigdy AŻ TAK i AŻ TYLE! I nieważne, co zrobią. Bo ta miłość jest najbardziej bezinteresowna ze wszystkich. Dzieci są cudownymi nauczycielami miłości!

Wielu innych potrzebnych rzeczy takich jak: miłość do zimnej kawy, rozmawianie przez głośnomówiący i to na trzy głosy, chodzenie pół dnia z pełnym pęcherzem, odmawianie sobie najlepszych kąsków; pokonywanie kilometrów z jednym dzieckiem w wózku, z drugim za rękę i trzema siatami zakupów; zaplatanie kłosa, imiona wszystkich Transformersów i rasy dinozaurów, moce czarodziejek Winx i imiona zwierzątek Littest pet Shop, szukanie doskonałych kryjówek na słodycze i prezenty świąteczne, perfekcyjne robienie slalomu pomiędzy klockami Lego plus nieumieranie z bólu, kiedy się jednak zdarzy być mniej perfekcyjną, upychanie do szaf tak, że dwukrotnie zwiększają swoją pojemność, lunatykowanie pomiędzy łóżkami, leczenie ran dmuchaniem i całusami i miliona innych niesamowitych umiejętności!

 Bycie mamą czasem wysysa z ciebie ostatnie siły (ale i tak potem okazuje się, że to wcale nie były ostatnie), ale uczy tak wiele wspaniałych rzeczy, jak żadna inna dziedzina życia!

Macierzyństwo to trudna, ale piękna szkoła przetrwania!

A ciebie czego nauczyło bycie mamą?


14:33

'Jonek, Jonka i Kleks'- komiks w wersji dla najmłodszych.

Napisała , w
Seria "Czytam sobie"  wydawana nakładem wydawnictwa Egmont przeznaczona jest dla dzieci, które zaczynają przygodę z samodzielnym czytaniem. Wśród wielu tytułów tejże serii znalazł się "Jonka, Jonek i Kleks" - bohaterowie znanego, polskiego komiksu tym razem w wersji dla najmłodszych.



"Jonek, Jonka i Kleks" to klasyka polskiego komiksu dziecięcego autorstwa Szarloty Pawel. Historyjki ukazywały się w latach  70., 80., 90. na łamach pisma "Świat Młodych", a także w wersjach albumowych.Zabawny, niebieski Kleks i dwójka rezolutnych dzieciaków - Jonek i Jonka przeżywają całe mnóstwo przygód. Dzięki dziwacznemu stworkowi, dzieci przenoszą się z szarego bloku do niezwykłej krainy fantazji i marzeń.

Teraz Egmont proponuje wersję dla dzieci w wieku 3-7 lat, które zaczynają same czytać. Na podstawie komiksów Szarloty Pawel, wersję dla kilkulatków stworzył Zbigniew Dmitroca. Ilustracje są jednak rodem z oryginalnej wersji. Do komiksu nawiązują prócz ilustracji chmurki oznaczające myśli oraz niekiedy i słowa bohaterów a także wyrazy dźwiękonaśladowcze typu bum, stuk puk czy auć. 

Książeczka przeznaczona jest dla malców, którzy składają proste słowa i krótkie zdania. Tekst jest drukowany dużą, wyraźną czcionką i złożony z 23 podstawowych głosek. Każda strona to kolorowa ilustracja rodem z komiksu i dosłownie jedno zdanie tekstu. Oprócz tego co dwie strony pojawia się słowo przegłoskowane, co pozwala ćwiczyć tę umiejętność z maluchem. 




Książeczka liczy 31 stron, natomiast na samym końcu znajdują się naklejki oraz dyplom sukcesu. Bardzo fajny pomysł, by maluch poczuł dumę i radość z samodzielnie przeczytanej książeczki. Julce się spodobało :).

Znawczynią komiksu nie jestem, ale ta książeczka jest według mnie ciekawą propozycją dla dzieciaków na etapie nauki samodzielnego czytania. Prosta fabuła, niewielka ilość tekstu i zabawne ilustracje tworzą odpowiednią dla kilkulatka całość. 
Więcej przeczytacie na stronie wydawnictwa Egmont.



08:54

Puzzle Little Genius - gimnastyka umysłu nie tylko dla dzieci!

Napisała , w
Wasze dzieci lubią puzzle? Moje uwielbiają, szczególnie 4-letni Szymek! Zwyczajne jednowymiarowe puzzle są już jednak dla niego na tyle proste i znane, że szukam coraz to nowych, puzzlowych wariacji. Jedną z nich są puzzle piankowe Happy Cube Little Genius skonstruowane tak, że jest tylko jeen sposób, aby ułożyć z nich kostkę albo płaską powierzchnię. Niesamowita gimnastyka dla umysłu i to nie tylko dla dzieci!


Puzzle piankowe Little Genius (seria Happy) wykonane są z pianki drukowanej w różne obrazki. Każdy kolor - a w opakowaniu znajdziemy ich sześć - to sześć elementów. Ilustracje pogrupowane są według kategorii takich jak owoce, sport czy pojazdy - na każdym kolorze zamieszczone są obrazki z danej kategorii (np. na żółtych - pojazdy). Puzzle umieszczone są w ramkach, które także służą do ponownego - po wyjęciu elementów - ułożenia ich na płasko. Jeszcze lepsza zabawa zaczyna się natomiast wtedy, kiedy chcemy z elementów układanki ułożyć przestrzenną kostkę. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku istnieje tylko jeden sposób, który trzeba odkryć!

W nasze ręce trafiły puzzle Little Genius przeznaczone dla dzieci w wieku 3-7 lat. Przyznam się jednak szczerze, że zarówno ja jak i tata Julki i Szymka mieliśmy problem z ułożeniem puzzli za pierwszym podejściem :). Trzeba się nieźle nagłowić, żeby złożyć wszystkie kostki, a już złożenie kostek z różnych kolorów to prawdziwa gimnastyka dla umysłu!

Puzzle z serii Happy dają wiele możliwości zabawy i rozwoju: począwszy od ćwiczenia zdolności manualnych małych rączek, poprzez logiczne myślenie, aż po naukę kolorów i nazywania zjawisk, przedmiotów oraz czynności, z którymi związane są obrazki na elementach układanki.

Julka i Szymek byli zaskoczeni tą układanką. Z dużym zainteresowaniem próbowali układać konstrukcję 3D jak i płaską wersję puzzli. A jaka była duma i radość, kiedy udało się dopasować elementy!

Świetna propozycja dla dzieci lubiących tego typu zabawy, a może i te nieprzepadające za typowymi puzzlami, uda się dzięki puzzlom Happy przekonać do układania!







Puzzle piankowe Happy występują w kilku wersjach i w kilku poziomach trudności:

- Smart Cube (dla najmłodszych dzieci)
- Little Genius (3-7 lat)
- Happy Cube ( w wieku 5 +)
- Profi Cube (zestaw trudny ww wieku 7 +)
- Marble Cube ( najtrudniejszy, 9 +)

Więcej dowiecie się o nich na stronie sklepu Mavero pod linkiem: piankowe puzzle Happy.


09:06

'Tappi i wspaniała przyjaźń' - baśniowe historie z przesłaniem.

Napisała , w

Tappi to wiking, który mimo swojego okazałego wzrostu i na pozór nieco groźnemu wyglądowi, okazuje się być sympatyczną i dobroduszną postacią. Mieszka w Szepczącym Lesie i przyjaźni się z Reniferem Chichotkiem  ze wszystkimi mieszkańcami lasu. Seria książeczek o Tappim to zbiory opowiadań, w których na przykładzie baśniowych bohaterów, autor - Marcin Mortka, ukazuje problemy typowe dla kilkulatków i przekonuje, że dobro zawsze jest lepszym wyborem niż zło.


W nasze ręce niedawno trafiła książka "Tappi i wspaniała przyjaźń" Marcina Mrotki, która stanowi jedną z wielu części przygód sympatycznego, brodatego wikinga i jego leśnych przyjaciół.
Wstyd się przyznać, bo Tappi ma już zasłużoną, literacką sławę, ale to nasza pierwsza książeczka z tej serii. Wcześniej czytałam jednak wiele recenzji a temat książek Marcina Mortki i muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam! A przede wszystkim, to dzieci się nie zawiodły!

10 opowiadań o Tappim i jego leśnych przyjaciołach - zostało przeczytanych w dwa wieczory, na dobranoc. Słowa: "Mama, jeszcze!" - słyszane po skończeniu każdej historyjki są chyba najlepszą recenzją tej książki!

Bohaterów nie sposób nie polubić: począwszy od dobrodusznego wikinga Tappiego, przez wrażliwego renifera Chichotka i jego przyjaciela wilczka Grzebieluszka, psotnego trolla Marudzika aż po wspaniałą opiekunkę leśnych przedszkolaków Dziewannę. Każdy z nich ma swój temperament i osobowość podobne do tych, jakie reprezentują dzieci. Dlatego łatwo też identyfikować się z którymś z bohaterów i historie stają się dzięki temu bardzo bliskie, mimo, że są baśniowe.

Przygody w Szepczącym Lesie uczą małego czytelnika odróżniać dobro od zła: w opowiadaniu "Tappi i leśne szkodniki" dzieci dowiadują się, że nie wolno niszczyć drzew bez potrzeby (bo odrywanie gałązek przecież sprawia im ból), a w historyjce "Tappi i wybite okno" poruszona zostaje kwestia kłamstwa i przyznawania się do winy.  Poza tym w każdej przygodzie ogromną rolę odgrywa przyjaźń, wrażliwość, empatia, współpraca i miłość do przyrody. Ważne przesłanie dla dzieci płynie z każdej historii w tej książeczce.

Dużą zaletą są piękne ilustracje Marty Kruczewskiej, które doskonale oddają baśniowy klimat książki. Dosłownie widzę je przeniesione na ekran TV i mam wielką nadzieję na ekranizację przygód Tappiego, 

O książce "Tappi i wspaniała przyjaźń" poczytacie więcej na stronie wydawnictwa Zielona Sowa.





Tytuł: "Tappi i wspaniała przyjaźń"
Autor: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 2015
Format: 195x240
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 48
Ilustrator: Marta Kurczewska
Wiek czytelnika: 4-5 lat
Seria: TAPPI
11:01

Dzień Dziecka może być codziennie! [+ ubranka z Lidla]

Napisała , w
Za nami cudowny weekend - pełen słońca, radości i pozytywnych wrażeń. Uwielbiamy z tatą ten czas spędzany tylko z wami! Wycieczki, spacery, wspólne poznawanie świata. Wasze uśmiechy, pełne radości okrzyki, setki pytań, roziskrzone oczka - to wszystko sprawia, że chce nam się przemierzać z wami kilometry czy to pieszo czy samochodem i pokazywać wam świat!


Każde wyjście na podwórko was czegoś uczy. Każda wycieczka czy spacer, podczas których możecie poznawać przyrodę, dziejące się wokół nas zjawiska, dotykać, patrzeć, smakować jest dla was elementem tego cudownego procesu poznawania świata. A my z tatą uwielbiamy was w tym waszym niezwykły entuzjazmie obserwować i podsuwać wam kolejne nowe możliwości. To dlatego tak lubimy wychodzić i wyjeżdżać z domu: aby widzieć wasz zachwyt nowymi miejscami, wasze szczęście na widok słonia widywanego do tej pory tylko w książkach czy dumę z prowadzenia wielkiego psa na smyczy (tak jak ty Julciu prowadziłaś Gorana, psa cioci i wujka).

Dzieciństwo to jest ten wyjątkowy czas, kiedy możecie cieszyć się beztroską każdego dnia, łapać każdą chwilę, chłonąć życie wszystkimi zmysłami. Chciałabym, żebyście zapamiętali to na całe życie! Bieganie boso po trawie, zrywanie polnych kwiatów, zabawę w piasku i błocie, spotkania oko w oko z żurawiami, sarnami i żabami, kąpanie się w jeziorze, obserwowanie ryb w strumieniu, siedzenie u taty na barana, jedzenie szczawiu prosto z łąki... Zapamiętajcie to uczucie bycia panami świata! Takimi, jakimi mogą być tylko dzieci! I potrafcie je w sobie odnaleźć za kilkanaście lat, gdy będziecie już dorośli i całkiem prawdopodobne, że sami zostaniecie rodzicami, tak jak dzisiaj my robimy to dzięki wam!

Wy uczycie się od nas, a my uczymy się od was. Będąc rodzicami, na zawsze pozostajemy dziećmi. Dzięki waszemu optymizmowi, uporowi, niczym niezmąconej radości z małych rzeczy też to w sobie wciąż na nowo odkrywamy! 
DZIĘKUJEMY WAM ZA TO JULCIU I SZYMKU!

Dnia Dziecka jeszcze kilka dni, ale przecież wy codziennie macie swoje święto! 
Staramy się z tatą z całych sił, aby tak właśnie było! Mam nadzieję, że nam się to udaje!


Mama i Tata













Spodobały wam się ubranka Julki i Szymka?

Julka:
sukienka, sandałki - LIDL
Szymek:
t-shirt, szorty - LIDL


Nowa kolekcja dziecięca marek Lupillu i Peperts już od dzisiaj 23 maja dostępna w sklepach LIDL!


18:04

Porozmawiajmy o szczepieniach! [+ akcja Drużyny Ambasadorów]

Napisała , w
Zacznę z grubej rury: szczepię moje dzieci. I nie wyobrażam sobie tego nie robić. Dlaczego? Ponieważ wolę mieć poczucie, że zrobiłam wszystko, by chronić moje dzieci prze skutkami chorób zakaźnych, niż bojąc się bardzo poważnego NOP wynoszącego dosłownie 1 na milion, nie zaszczepić i odebrać dzieciom (nie tylko moim) szansę na tę ochronę. Nie szczepić to tak, jakby nie jeździć samochodem ze strachu przed ewentualnym wypadkiem. Chociaż nie, bo ryzyko wypadku komunikacyjnego wynosi 1 na 12 000, a ryzyko zagrażającemu życiu NOP 1 na 1 000 000...


Moje dzieci są szczepione szczepionkami obowiązkowymi, jednak gdyby dzisiaj nie były już na to za duże najprawdopodobniej zaszczepiłabym je dodatkowo na pneumokoki i rotawirusy. Moja świadomość w tym zakresie jest coraz większa i mimo, ze nie jestem całkowicie wolna od wątpliwości (to naturalne w przypadku podawania każdego leku czy jakiejkolwiek interwencji medycznej), mam ich coraz mniej. O szczepieniach warto rozmawiać i służą temu m.in. kampanie społeczne takie jak "Pneumokokom mówimy - szczepimy!!!", której zostałam blogiem partnerskim.

Jak podaje stopstopnop.pl dzięki szczepieniom większość chorób zakaźnych, które przed wprowadzeniem szczepień zbierały śmiertelne żniwo, zostało niemal wyeliminowanych - czarna ospa zupełnie, krztusiec o 81% mniej, odra i świnka o 99% mniej. Skuteczność walki z tymi chorobami i ich skutkami oraz groźnymi dla zdrowia i życia powikłaniami, uzależniona jest jednak od odporności zbiorowej - aby choroba nie mogła się rozprzestrzeniać odporność powinno posiadać ok. 81-85 % populacji, a więc tyle osób powinno być zaszczepionych. Niestety rosnąca w ostatnim czasie popularność nieszczepienia powoduje, że tracimy odporność zbiorową i choroby uważane już za wyeliminowane, zaczynają powracać. Dlatego ważne, by nie czynić ze szczepień tematu tabu, tematu drażliwego i nie zamykać się na informacje!

Spytałam was na Facebooku, czy warto rozmawiać o szczepieniach:


Anna Ka Uważam, że warto rozmawiać o szczepieniach aczkolwiek nie warto popadać w paranoję. Wprowadzanie zamieszania w stosunku do zagrożeń poszczepiennych przerodziła się w popadanie w skrajność. Temat bardzo kontrowersyjny. Ja moje dziecko szczepię by je chronić. Mieszkamy we Francji i tu szczepienia są obowiązkowe. Lekarze wiedzą co robią. Byłam zobowiązana wysłać do tutejszej służby zdrowia tzw certyfikat poszczepienny, który wypełnia pediatra.
Po rozmowie z tutejszymi specjalistami jakos nie obawialam sie szczepienia, moje dziecko przeszlo łagodnie. Wiadomo płacz był aczkolwiek ochrona zdrowia mojego dziecka jest dla mnie najwazniejsza. Szczepionka nie była skojarzona, tu tego nie praktykują. Szczepią tak jak byłam szczepiona ja, moj brat a nawet moja mama.



Karina Szkutnik
  W dzisiejszych czasach nawet trzeba rozmawiać o szczepieniach. Wielu ludzi ulega modzie życia bez chemii i ingerencji w ciało i zdrowie, przez co rezygnuje ze szczepień. Moim zdaniem po coś je wynaleziono i są potrzebne by nie powróciły czasy epidemii znane z książek historycznych. 


Agata Wierzgacz Tak .Warto rozmawiać o szczepieniach , bo jest dużo ludzi , którzy są przeciw szczepieniu dzieci , a ja pytam dlaczego i odpowiadam sobie tak : bo się boją powikłań lub nie wiedzą , czym grozi brak szczepienia 

Długo można by pisać o mitach krążących na temat szczepień - być może kiedyś powstanie o nich oddzielny wpis - a tymczasem polecam wam lekturę strony www.szczepimy.pl oraz zadawanie pytań ekspertom!

Organizatorzy kampanii "Pneumokokom mówimy - szczepimy!!!" zaprosili mnie i cztery inne blogerki do udziału w akcji DRUŻYNY AMBASADORÓW.

Dzięki aktywności na Facebooku, forum szczepimy.pl oraz platformie e-learningowej mamy możliwość zdobycia 5 tys zł na wybrany cel charytatywny. W moim przypadku jest to Placówka Opiekuńczo Wychowawcza nr 3 w Bąkowie. Dzieciaki potrzebują nowej lodówki i pralki, a my możemy im je zapewnić! Czy to nie wspaniałe pomóc takim maluchom :)?

Po waszych wpisach na facebooku wiem, że podzielacie moje zdanie...


Patrycja Jaworowska  Uważam iz warto pomagać ♡ 
Nie tylko dlatego BO DOBRO POWRACA choć to poniekąd też aczkolwiek bezinteresowne niesienie pomocy dostarcza SATYSFAKCJI 
I wewnętrznej radości Duszy co za tym idzie Spełnienie... mając świadomość ze zrobiliśmy dobrze,że pomogliśmy komuś kto tego potrzebował,np. Że podarowaliśmy komuś coś czego bardziej potrzebował niż my .... 

Sądzę iż niesienie pomocy może zmienić ludzi,ich wrażliwość A w następstwie poprawić świat .... 
W którym tak dużo znieczulicy na ludzką krzywdę,w świecie w który tak wiele zobojętnienia na człowieka pokrzywdzonego czy cierpiącego ....

Dlatego też myślę iż warto pomagać,warto wyciągać pomocną dłoń ♡ 
Być może to kiedyś My będziemy potrzebować czyjejś pomocy czy wsparcia....
Zapewne każdy w ciężkiej sytuacji chciałby otrzymać czyjąś kolwiek pomoc/pomoc od kogokolwiek ♡


Anna Ka Kiedy wyciągasz dłoń z pomocą,
Ze szczęścia człowiekowi oczy się złocą!
Każda dobra dusza na radość zasługuje,
Niech uśmiech wasze Twarze maluje!
Pomoc to gest i szczere chęci,
Przekaż słowo niech to się kręci!
Mamy super cel - wygrać dla dzieci,
Niech dzięki Nam im słońce zaświeci ! :))


Oto harmonogram akcji:
9 maja – rozpoczyna się nabór do drużyn. Osoby, które chcą wziąć udział w akcji mogą się zgłaszać do końca jej trwania, tzn. do 26 czerwca br. Osoby te muszą widnieć w galerii członków drużyny, która jest prowadzona przez ambasadorkę oraz muszą brać czynny udział w akcji.

9 – 22 maja – w tym czasie członkowie drużyny muszą wymyślić logo, hasło oraz pomóc ambasadorce w stworzeniu unikalnego wpisu na blogu. Najwięcej punktów zdobędzie ten wpis, który otrzyma na naszej tablicy najwięcej polubień.

22 – 29 maja – stworzenie piosenki drużyny. Piosenka będzie tworzona spontanicznie, każdy z członków będzie dopisywał wers piosenki w komentarzu pod postem informującym o zadaniu na fp ambasadorki. Dodatkowe punkty drużyna może otrzymać za formę audio/video piosenki.

22 maja – 26 czerwca – w tym czasie punktowana będzie aktywność poszczególnych członków drużyn na fanpage'u Szczepimy, forum i platformie e-learningowej.

Każde zadanie będzie punktowane, a drużyna, która zdobędzie najwięcej punktów WYGRYWA! 
Szczegółowe zasady przydzielania punktów możecie przeczytać tutaj; PUNKTACJA.

Moja drużyna #SZCZEPimisie będzie działać pod hasłem:
"Bądź troskliwa jak miś - o szczepieniach rozmawiaj od dziś!"

Chcesz dołączyć do mojej drużyny i wspólnie zawalczyć o pieniążki dla domu dziecka?
Zgłoś się do mnie przez wiadomość priv na Facebooku albo na maila wokoldzieciblog@gmail.com
a podam ci wszystkie szczegóły!
Masz czas tylko do 22 maja, bo potem ruszamy z aktywnością!

UWAGA!
Rozmawiając o szczepieniach i przy okazji walcząc o fundusze na ważny cel, może wygrać bon na 50 zł do Empiku lub Smyka, a także kartę podarunkową na 100 zł!



Źródła wykorzystane w tekście:  szczepimy.pl, szczepienia.pzh.gov.pl, stopstopnop.pl.
(Mem: stopstopnop.pl)
08:49

Książka, z którą twoje dziecko będzie chciało zasypiać.

Napisała , w
Myślicie, że najlepszy do zasypiania jest miś? Ewentualnie bajka czytana na dobranoc? Wydawnictwo Babaryba udowadnia, że najlepsza jest książka, ale wcale nie z bajkami! "Zaśnij ze mną" to książka - przyjaciółka, która pomaga tworzyć wieczorny rytuał zasypiania, budować poczucie bezpieczeństwa u maluszka i daje mu ważne przy nauce samodzielnego zasypiania, poczucie kontroli nad sytuacją.


To niesamowite, że tak prosta, minimalistyczna książka, może nieść ze sobą tak wiele dobrego! "Zaśnij ze mną" to kartonówka autorstwa Vincenta Bourgeau & Cedrica Ramadiera. 

Książka utrzymana jest w kolorach białym i niebieskim, co moim zdaniem nie jest bez znaczenia, bo subtelny, dosyć jednolity dizajn, pozwala wyciszyć się maluszkowi przed snem. Niebieski uspokaja. Nie ma tu natłoku ilustracji, a tekstu też jest malutko. Jedna strona stanowi "twarz" książeczki, natomiast druga poświęcona jest na tekst wypowiadany przez uroczego, różowego stworka przypominającego naszego Plastusia. 




Autorzy nadali książce ludzkie (dziecięce) cechy: a więc książka jest śpiąca i zaczynają kleić jej się oczka, chce jednak posłuchać bajeczki przed snem, musi zrobić siusiu i umyć zęby, a na koniec jeszcze dostać słodkiego buziaka. Zupełnie jak kilkulatek, prawda?

Czytając tę książeczkę wieczorową porą, usypiamy maluszka  równocześnie z tym, jak to on usypia książeczkę. Patrząc na ziewającą i mrużącą oczka książkę, dziecko ma poczucie, że proces zasypiania, jest w gruncie rzeczy przyjemnym, pełnym bliskości i czułości rytuałem. Jednocześnie "sprawowanie kontroli" nad książką sprawia, że czuję się ono na tyle duże, aby rzeczywiście poradzić sobie z samodzielnym zasypianiem. 

Doskonała pomoc w chwilach, kiedy malec nie chce spać we własnym łóżeczku, ma swoje małe, nocne strachy czy buntuje się przed pójściem spać o odpowiedniej godzinie!



Polecamy wszystkim rodzicom dzieciaczków w wieku 1-5 lat! Całkiem możliwe, że dzięki "Zaśnij ze mną!" wasze problemy z usypianiem malucha nareszcie się skończą!


Więcej o książce przeczytacie na stronie wydawnictwa: babaryba.shoparena.pl.



Tytuł: ZAŚNIJ ZE MNĄ

Autorzy: Vincent Bourgeau & Cedric Ramadier

Wydawnictwo: Babaryba

książka kartonikowa 

Format:165 x 216 mm

Liczba stron: 18

Język wydania: polski
13:40

Era Super Matek

Napisała , w
Żyjemy w świecie, w którym jest moda na to, by mieć wszystko, być wszechstronnym i wszystko umieć pogodzić. Dotyczy to szczególnie mam. Era Super Matek - można powiedzieć. Brzmi dumnie, ale moim zdaniem, pragnienie bycia jedną z nich, niekoniecznie musi przynieść same pozytywy... Przeciwnie. Presja na bycie super mamą potrafi być zgubna i im wcześniej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas.



Znasz to hasło na koszulce czy kubku: "Jestem mamą. A jakie ty masz supermoce?". Brzmi zabawnie, nawet dumnie, ale tylko do momentu, w którym nie zaczniesz brać go tak zupełnie na serio. Oczywiście koszulka to tylko kropla w morzu. W morzu obrazów, którymi się nas, matki karmi, w morzu oczekiwań innych, w morzu teorii i ideałów dotyczących tego, jaka powinna i jaka z pewnością może być każda matka. A moim zdaniem nie każda może. Przynajmniej niekoniecznie.

Hodujemy w sobie przekonanie, że jesteśmy w stanie wszystko pogodzić: urodzić dziecko, wychowywać je i poświęcać tyle czasu, ile chcemy, realizować się zawodowo, wyglądać nieustannie pięknie i powabnie, mieć związek bez żadnych zgrzytów i jeszcze koniecznie jakieś fascynujące hobby. Zabijamy się każdego dnia, by sprostać swoim ambicjom i presji społeczeństwa. Bo przecież wszystkie powinnyśmy być super - hiper i w ogóle  the best! A jak któraś z tych rzeczy ci nie wychodzi idealnie albo chwilowo w ogóle, to nie tylko jesteś kiepska w ogóle, ale też jesteś  złą matką. Masz poczucie, że uderzasz głową w mur. Poczucie frustracji rośnie. Przestajesz czuć się dobrze w macierzyństwie. Przestajesz czuć się dobrze ze sobą w ogóle. Bo nie spełniasz oczekiwań - swoich i otoczenia. A może czas zmienić oczekiwania i podejście?

Przerobiłam to na sobie. Przez długi czas każdy błąd popełniony w wychowaniu moich dzieci okupywałam "dołem". Bo uważałam, że przez to nie radzę sobie tak jak inne, tak jak powinnam. Miałam karmić do roku i ściągać pokarm, kiedy jeździłam do szkoły (studium policealne skończyłam jak Julka miała 4 miesiące), a dałam za wygraną- Julka dostawała butlę, kiedy byłam w szkole, pokarm zanikł w czasie egzaminów końcowych... Miałam pójść do pracy, kiedy Julka skończy 3 latka. Nie poszłam. Realia na wsi są jakie są. Pisałam o tym niedawno w tekście "Jak naprawdę wygląda życie matki na wsi?". Nie udało się z przedszkolem, odpowiedniej opiekunki też nie znalazłam. Podjęłam pracę zdalną, ale ona też okazała się nie być taka super, jak przedstawiają niektóre historie innych mam z laptopem na kanapie i dzieckiem na kolanach. Ja - przez długi czas posiadaczka tylko starego PC stacjonarnego - byłam "uwiązana" do biurka w pokoju dzieci, a  Julka uczepiona mojej nogi. Po jakimś czasie zrezygnowałam. I znowu rozczarowanie. Samą sobą. Bo inne potrafią, a ja nie - nie umiałam wszystkiego pogodzić.  Patrzyłam na te wszystkie Super Matki z reklam środków przeciwbólowych, na te, które nigdy nie biorą wolnego, na uśmiechnięte sexy mamuśki bawiące się z dziećmi na nieskazitelnie czystym, białym dywanie patrzące na mnie z blogów, na eleganckie bizneswoman udzielające wywiadów w telewizji z rozkosznym bobasem na kolanach i myślałam sobie: ja też tak powinnam umieć! Wokół siebie też znajdowałam kobiety, które jak mi się zdawało, godziły ze sobą idealnie dosłownie wszystko! Tymczasem  niejedna z tych, jak mi się wydawało, Super Mamy, też bywały zmęczone, też płakały (choć czasem w poduszkę) i ubolewały nad tym, że czasem nie mogą być ze swoim dzieckiem tak długo, jakby chciały. Ostatnio zaczęłam sobie układać to wszystko w głowie i teraz już inaczej o tym myślę.

Dzisiaj wiem, że jest mi dobrze w tym miejscu, w którym jestem. Co z tego, że udałoby mi się znaleźć przedszkole gdzieś 30 km od domu, pójść do pracy, jeśli wracałabym wieczorami i tylko wtedy miała czas dla dzieci? Zamiast satysfakcji, byłaby jeszcze większa frustracja. Co z tego, że nie dałam rady karmić tak długo jak chciałam? Udało mi się jednak zdobyć zawód i mam perspektywy na zdobycie pracy za jakiś czas (już chyba coraz bliżej niż dalej, bo dzieci jednak rosną i możliwości są większe niż parę lat temu). Co, że nie powiodło mi się z pracą online? Jestem bogatsza o doświadczenie (i laptopa!), więc następnym razem inaczej podejdę do sprawy. Cóż, że nie udało mi się pogodzić pracy z wychowaniem małych dzieci? Cenię ten czas, który spędziliśmy i spędzamy razem tak na sto procent. Wiem, że są mamy, które mi takiej możliwości zazdroszczą, bo życie zmusiło je, by szybko wrócić do pracy (oczywiście są i takie, które wrócić chciały i to też szanuję). Co z tego, że po pojawieniu się dzieci, mój związek się zmienił? W tym, jak się zmienił, odnajduję dużo pozytywów i lubię tę naszą dojrzałość spowodowaną różnymi doświadczeniami. Moje życie nie jest idealne, ale jest prawdziwe.

Trzeba wiedzieć, kiedy warto walczyć, a kiedy lepiej odpuścić. Bo może się okazać, że ten pozornie idealny stan zdobyty za wszelką cenę, wcale nie będzie cię cieszył a twoje idealne życie, idealne macierzyństwo wygląda inaczej....

Nie musimy być Super Matkami, żeby być szczęśliwe! Przeciwnie!

 Szczęście raczej przyniesie nam zrozumienie, że wszystko w życiu ma swój czas i nie zawsze da się wszystko ze sobą pogodzić. Niestety, a może raczej - po prostu, czasami życie wymaga od nas tego, by skoncentrować siły, czas i serce bardziej na jednej sferze niż na innych. Na przykład zostać w domu z dzieckiem przez jakiś czas i cieszyć się tym okresem, zamiast spinać się, że kariera stoi w miejscu.Albo po prostu układa się tak, że nie dajemy rady zrealizować naszych planów, choćby by na wychowawczym tak długo, jak byśmy chciały czy odwrotnie - wrócić do pracy.
Szczęście przyniesie dopuszczenie do siebie myśli, że nie musisz być ciągle w dobrym humorze, pełna energii i radzić sobie śpiewająco ze wszystkim, co przynosi bycie mamą. Macierzyństwo to nie tylko pozytywne emocje i trzeba mieć tego świadomość. Poza tym zostając mamą, nie zmieniasz się przecież w jakiegoś robota, który nagle programuje się na 24 h/dobę uśmiechu i wigoru! 
Szczęście da zaakceptowanie siebie jako mamy taką, jaką się jest, danie sobie prawa do popełniania błędów, do dokonywania wyborów, do smutku i złości, do zmęczenia, do BYCIA SOBĄ po prostu, zamiast dopasowywania się na siłę do społecznych standardów.

Ja dziś już wiem, że nie muszę być Super Mamą. Dużo ważniejsze, żebym była Szczęśliwą Mamą. Ty też to sobie powtarzaj!



[Grafika: unsplash.com]
16:21

Chciałabym, żeby moje dzieci takie były!

Napisała , w
Jest wiele cech, które jako rodzice chcielibyśmy wykształcić w naszych dzieciach. Nasze dzieci są różne, my jesteśmy różni, ale marzenie mamy podobne - szczęśliwe dzieci, które będą w przyszłości szczęśliwymi dorosłymi. Jest jedna taka rzecz, o której moim zdaniem zaczyna się zapominać, a którą ja chciałabym bardzo przekazać moim dzieciom. 


Ta cecha jest niemodna. Bo pozornie niewiele daje, a żyjemy w świecie, w którym chce się dostawać jak najwięcej. Nie zaprzeczaj. Chce się dostawać dobre oceny, prezenty pod choinkę, kwiaty, świadczenia od państwa. Chce się brać. Brać z życia pełnymi garściami. Odnieść sukces. Mieć dobrą pracę. Zarobić pieniądze. Kupić to i tamto.

Zaczyna się od niewinnego "Daj buziaka a dostaniesz czekoladkę" i to jest nawet całkiem zabawne, a dalej: "Posprzątaj swój pokój, a dostaniesz na kino". Coś za coś. Sami przyzwyczajmy do tego nasze dzieci. I to później "procentuje". W dorosłym życiu też coraz mniej ludzi chce dawać coś od siebie ot tak. Jakiś wewnętrzny głos wciąż pyta: a co będę z tego miał?

.Owszem, niby chcemy by były uczciwe i wrażliwe, ale to drugie może jednak nie za bardzo... Bo jednak powinny sobie radzić w tym zimnym i złym świecie, gdzie na każdym kroku czyha jakieś niebezpieczeństwo. Naiwność niestety oznacza kłopoty, a tego dla naszych pociech nie chcemy. Nie chcemy, by ktoś je wykorzystał, zranił, oszukał. Więc coraz mniejszą wagę przywiązujemy do kształtowania w nich cechy, o której piszę...

Bezinteresowność, bo o nią chodzi, znika z naszego słownika i z naszego systemu wartości. W codziennym pędzie nie mamy na nią czasu albo nie chcemy go mieć. Bo praca i dom. Bo dla dziecka ważniejsza powinna być szkoła, nauka, ewentualnie beztroska zabawa.

 Zapominamy, jak wspaniałym uczuciem jest pomóc komuś ot tak po prostu. Ani nie dajemy swoim dzieciom przykładów bezinteresowności, ani nie dbamy o to, by wiedziały, jak piękna i ważna jest to cecha. Mylimy bezinteresowność z naiwnością. Chcąc chronić swoje dzieci, często wolimy by były po prostu rozsądne i umiały kalkulować, niż żeby robiły coś bezinteresownie. Pytamy: "Po co będziesz to robić? Na co ci to?", a przecież uczucie bycia potrzebnym, pomaganie innym, wynikająca z bezinteresowności życzliwość są tak bardzo potrzebne, by czuć się szczęśliwym człowiekiem! Nie wolno nam o tym zapominać! A mam wrażenie, że niestety coraz więcej rodziców to robi...  Tymczasem wystarczą małe, codzienne gesty, by bezinteresowność w dziecku kształtować.

Jestem niesamowicie szczęśliwa, kiedy Julka przychodzi ze szkoły cała w emocjach, bo jest zbiórka karmy dla schroniska albo akcja "Góra grosza". Widzę, jak dużą ma w sobie chęć niesienia pomocy innym, wrażliwość i empatię. I staram się bardzo w niej to wspierać. Angażujemy się właściwie w każdą taką akcję. Nie przepuszczamy okazji, by wysłać kartkę do dziecka, którego mama prosi o to na Facebooku czy w miarę możliwości wspomagać chore maluszki np. ofiarując coś na aukcję lub samemu kupując. Ostatnio dzięki prowadzeniu bloga mam okazję uczestniczyć w akcji, w której mogę zdobyć pieniążki na Dom Dziecka i w akcji zbierania karmy dla psiaków ze schroniska. O tym też mówi się u nas w domu głośno i zdarzyło mi się ostatnio usłyszeć od córki: "Mama, jak będę duża, będę robić tak jak ty!". Ciepło w sercu nie do opisania!
Jednak bezinteresowność to także drobne gesty jak otworzenie drzwi panu chodzącemu o kulach, przepuszczenie w kolejce staruszki czy zabawienie przez chwilę dziecka w poczekalni u lekarza, kiedy mama musi pilnie do toalety. Małe rzeczy, których nie musimy przecież robić. A jak warto! Mam nadzieję, że i w Szymku uda mi się zaszczepić bezinteresowność i oboje jako dorośli nie będą bezustannie pytać: "Co będę z tego mieć?".

Warto pokazać dziecku, że bycie szczęśliwym człowiekiem to nie tylko branie z życia garściami, ale też dawanie czegoś od siebie. To uczucie nie może równać się z żadnym innym... Niech nasze dzieci mają możliwość je poczuć.

W myśl pięknej piosenki śpiewanej przez Stanisława Sojkę...


Grafika: pixabay.com
15:28

'Księżniczka Jula, smok i rycerze niedorajdy', czyli bajka o równouprawnieniu.

Napisała , w

Ten szeroki uśmiech na twarzy Julki pojawił się już po przeczytaniu tytułu nowej książki. No bo które dziecko nie byłoby podekscytowane faktem, ze bohater bajki ma na imię tak samo jak ono :)?
Jak się okazało, treść też małej czytelniczki nie rozczarowała. Książka "Księżniczka Jula, smok i rycerze niedorajdy" zasługuje na miano współczesnej bajki!

W tej historii jest wszystko, co powinno być w klasycznej bajce: księżniczka, królestwo, smok i rycerze, a także fantazja i niezwykle barwny świat ukazany na wspaniałych ilustracjach. Nie jest to jednak zwyczajna bajka, bo rycerze okazują się w niej fajtłapami, a księżniczka nie ma zamiaru biernie czekać aż któryś zdobędzie jej rękę wygrywając ze smokiem, tylko bierze sprawy w swoje ręce i ... udowadnia, że dziewczyny też są pomysłowe, sprytne i zaradne, a smoka można pokonać niekoniecznie siłą!

Steven Lenton stworzył współczesną bajkę o równouprawnieniu i byciu sobą. Taki właśnie morał płynie z tej historii: warto być sobą, wierzyć we własne siły  i  wiedzieć, że siła fizyczna wcale nie jest najważniejsza w rozwiązywaniu różnorakich problemów! Przyznać trzeba, że to bardzo aktualne przesłanie, które powinna wziąć sobie do serca nie tylko każda dziewczynka, ale i chłopiec!

Fabuła nie jest pretensjonalna i nie powiela typowych bajek. Książka zaskakuje zarówno treścią jak i lekką , humorystyczną, wierszowaną formą, a zabawne, kolorowe ilustracje dopełniają całości.

Mojej ośmiolatce bardzo spodobała się ta historia. Nie tylko dlatego, że ma takie samo imię jak główna bohaterka, ale też dlatego, że ma z nią wiele wspólnego. Też jest rezolutną dziewczynką, która zawsze ma swoje zdanie. Pozytywne przesłanie bajki i ukazany w niej barwny świat, przemówił do wyobraźni i serduszka Julki. Z pewnością przemówi też  do wielu innych małych czytelników!





Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zielona Sowa.
Kupicie ją na stronie wydawnictwa: www.zielonasowa.pl



Tytuł:"Księżniczka Jula, smok i rycerze niedorjady."
Autor: Steven Lenton
Data wydania: 2016
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 32
Wiek czytelnika: 4-5 lat

Post Top Ad

Instagram