Post Top Ad

Zaczekaj!

Cztery lata temu o tej porze właśnie gapiłam się wciąż lekko zszokowana porodowymi przeżyciami i jednocześnie zachwycona na mojego "Smerfusia" w niebieskiej czapeczce. Urodził się z poniedziałku na wtorek o 2:55., całe 3390 i 55 cm. Tymczasem wczoraj Szymek skończył cztery latka, a Julka ma osiem. Już nie są maluszkami, które potrzebują mojej ciągłej uwagi. Mają swoje zdanie, swoje zainteresowania, swój świat. Julka potrafi sama zrobić sobie kanapki, a Szymek nalać picia. Nie do wszystkiego już jestem im niezbędna. I czasami mam wrażenie, że za nimi nie nadążam, a może inaczej - że nie zdążę ...



Patrzę, jak się bawią, słucham ich kłótni albo niezwykle mądrych opowieści o tym, co pani mówiła w szkole, o tym, że żaba składa skrzek a chmura ma kształt pieska z oklapłymi uszami, obserwuję jak właściwie codziennie uczą się nowych rzeczy i ... czasami muszę przecierać oczy ze zdumienia!  Jak to? Kiedy? Kiedy tak urośli? Julka płynnie czyta, a dopiero co literowała, Szymek pięknie układa puzzle z 30 elementów, a dopiero co składał obrazki z czterech! Przecież jestem z nimi codziennie, a czuję czasami, że za nimi i za upływającym czasem nie nadążam...


Narzekamy na hałas, na porozrzucane po katach zabawki, na to, że nie mamy możliwości wyjść bez dzieci do znajomych i na fakt, że zakupy z maluchami bywają udręką. Czekamy na pierwszy krok, pierwsze słowo, na to, aż zaczną się same ubierać, aż pójdą do szkoły, żeby mieć więcej luzu, spokoju, czasu dla siebie... "Jak dorosną, to będziemy korzystać z życia"  - planujemy. Pewnie, że kochamy nasze dzieci, ale bywa, że czujemy się strasznie zmęczeni  ich wychowywaniem, wszak nie jest to łatwe zajęcie...


A kiedy ten czas rzeczywiście upływa, momentalnie tęsknimy za tym, co przeminęło... 
Ja dziś już tęsknię za malutkimi piąstkami zaciskającymi się wokół mojego palca, za tym tuleniem malutkiego, pachnącego oliwką ciałka podczas karmienia, za gaworzeniem, tymi zabawnymi, chwiejnymi, pierwszymi krokami... A przecież sama nie raz marzyłam o tym, żeby Julia i Szymon wyrośli z tamtego okresu! Teraz mam wrażenie, że nie zdążyłam się nim nacieszyć tak, jakbym chciała, że za mało piękna z niego wyciągnęłam, za mało zapamiętałam, niedostatecznie celebrowałam... A przecież już, nawet w chwili, kiedy to piszę, mija kolejna chwila ich dzieciństwa i mojego bycia mamą. Już trzeba ją dostrzec, złapać, choć ulotna jak dmuchawiec na wietrze, schować w sercu jak najcenniejszy skarb! Żeby potem nie żałować!


Więc łapcie Drogie Mamy, łapcie Tatusiowie! Znajdźcie czas! Spójrzcie na te swoje maluchy, uchwyćcie ich uśmiechy i pełne ufności spojrzenia, bo taki uśmiech i taka ufność tylko w dzieciństwie. Pozwólcie pokrzyczeć, odbić piłkę od ściany, powalczyć na poduszki, setny raz zobaczyć "Króla Lwa", malować palcami, wskoczyć w kałużę, bo tylko teraz mogą przeżywać właśnie takie chwile. Całujcie, tulcie, czytajcie bajki. Nie traćcie ani chwili. I zawsze, kiedy zmęczeni będziecie myśleć: "Niech wreszcie urosną!", pamiętajcie, że za kilka lat, które tak naprawdę przemkną jak kilka chwil, będziecie mieli ochotę krzyknąć: "Zaczekaj!". A czas czekał nie będzie i kiedyś zamiast dziecięcego śmiechu, odpowie nam echo pustych ścian...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wyraź swoją opinię, podziel się doświadczeniem, zostaw po sobie ślad!

Post Top Ad

Instagram